Rozdzia ł VII burzliwe lata (1848-1849)



Pobieranie 155.19 Kb.
Strona1/6
Data01.05.2016
Rozmiar155.19 Kb.
  1   2   3   4   5   6




R o z d z i a ł VII
Burzliwe lata (1848-1849)

Risorgimento we Włoszech
W umysłach mieszkańców Turynu wrzało podczas ostatnich miesięcy roku 1847. Costanza d'Azeglio pisała dnia 28 listopada tegoż roku: „Wszędzie widać niezwykłe ożywienie. Rozmowy, bieganina, poruszenie, kłótnie, zebrania. Widać, że ludzie czynni trwają w dobrym nastroju...”1 Natomiast dnia 28 grudnia z niepokojem zauważył francuski chargé d’affaires: „Jeśli wspomnieć stan całkowitego poddania się i rezygnacji sprzed dwu lat w Piemoncie, nie można bez przerażenia patrzeć na szybkość, z jaką potoczyły się sprawy”2.

Określenie Risorgimento, spopularyzowane pod koniec XVIII wieku przez dramaturga Alfieriego, wyrażało oczekiwanie dnia, kiedy Italia „bezbronna, podzielona, zhańbiona, skrępowana, bezradna powstanie jako cnotliwa, potężna, wolna i zjednoczona”3. Ruch narodowy, który w latach 1831-1848 wielokrotnie wstrząsał licznymi regionami półwyspu (zwłaszcza w latach 1820-1821 i 1830-1831), pogłębił się i rozszerzył. Upadek karbonaryzmu, głównego tajnego stowarzyszenia walczącego o niepodległość kraju, skazywał na zagładę ten ruch jako siłę czynną.

Ideologia Risorgimento wyrażała się w programach moralno-politycznych, wysuwających swoje konkretne rozwiązania dla bolesnego problemu kwestii włoskiej. Tuż przed rokiem 1848 można w tych programach wyróżnić trzy główne kierunki.

Genueńczyk Giuseppe Mazzini (1805-1872) był przywódcą zjednoczeniowego ruchu republikańskiego. Jako były, przedwcześnie wygnany carbonaro, założył Giovane Italia, wypracował plan zjednoczenia Europy nie poprzez wolność jednostek, zdobytą pod natchnieniem Rewolucji Francuskiej, ale przez wolę stowarzyszonych narodów. Trzeciej Italii, zjednoczonej i republikańskiej, wyznaczał rolę przewodnika dla narodów kontynentu w kierunki ich własnego odrodzenia w ramach Giovane Europa. Podobnie jak jemu współczesny, Karol Marks, na czoło wysuwał powstanie mas. Ulegał jednak złudzeniom. Jako surowy teoretyk, moralista stawiający postęp świadomości ponad żądaniami społecznymi, Mazzini nie liczył się z warunkami życia nieoświeconej, obojętnej ludności włoskiej, która czasami współdziałała z siłami reakcji. W latach 1833-1845 rozpętał serię powstań: w Genui przeciw Sabaudii, w Lombardii-Wenecji, w państwach papieskich, w królestwie Neapolu, wszystkie jednak poniosły klęskę. Od roku 1844, pod wpływem błyskotliwego manifestu, którym się zajmiemy, środowiska liberalnej burżuazji zaczęły się odwracać od Mazziniego i poszukiwać polityki narodowej, nie odwołującej się do rewolucji.

Ruch neogwelfów (od nazwy średniowiecznych zwolenników hegemonii papieskiej) usiłował pogodzić religię z narodem według ideologii katolicyzmu liberalnego. Papież jako autorytet moralny i łącznik pomiędzy państwami mógłby stanowić natchnienie i przywódcę włoskiego federalizmu. Takie było w roku 1836 założenie dzieła Nuove speranze d'Italia Niccolò Tommaseo (spotkamy je w dziejach księdza Bosko). Chodziło przede wszystkim o żarliwą tezę tyczącą Primato morale e civile degli Italiani (prymatu moralnego i cywilnego Włochów) piemonckiego kapłana, Vincenzo Giobertiego (1801-1852), przebywającego wówczas na wygnaniu. Dla tego teoretyka „prymat włoski” w zespole narodów wydawał się rzeczą oczywistą zarówno w „działaniu”, jak i w „myśleniu”. Tezę jego popierał wykaz szeroko rozwiniętych propozycji. Korzenie autonomii stanowiła siła twórcza. Włochy, ojczyzna tylu geniuszów, są samodzielne bardziej niż inne narody. Półwysep poprzez swoje położenie tworzy serce całego cywilizowanego świata. To wyjątkowe miejsce daje im samo położenie geograficzne. Główną podstawę włoskiego prymaty stanowi religia. Bowiem postawa katolicka jest nierozdzielnie związana z duszą całego kraju. Tak więc poglądy gwelfów i realistów to doktryna prawdziwie narodowa. Z katolicyzmu i z Włoch wywodzą się cywilizacje innych krajów. Naród ten jest wybitnie twórczy, o czym świadczą zmysł artystyczny i subtelność jego arcydzieł. Jako naród, który był i jest odkupicielem innych ludów, może się odrodzić tylko o własnych siłach (niektórzy bowiem kierowali wzrok ku Francji...). Ponieważ posiada w sobie wszystkie warunki dla Risorgimento narodowego i politycznego, nie warto odwoływać się dla ich wzniecenia do powstań wewnętrznych i do interwencji obcych. Wreszcie zasadą jedności włoskiej jest papież, który ma możliwość zjednoczenia półwyspu za pomocą konfederacji panujących w nim książąt. Dla przywrócenia jedności włoskiej winny współdziałać głównie dwie prowincje: Rzym i Piemont4. Dzieło Giobertiego spotykało się z niesłychanie szerokim przyjęciem. Jednakże pośród gwelfów rzadko trafiali się tacy, którzy odgadywali niebezpieczeństwo systemu wciągającego papieża w uzależnienia przeciwstawiające go potęgom katolickim w świecie, który - świadomie czy nie - zaczął się laicyzować.

Trzecie dążenie, podające w wątpliwość możliwości Risorgimento zdobywane dzięki papieżom na reakcji - nie zapominajmy, iż jesteśmy w czasach Grzegorza XVI - opowiadało się za ideą federacji włoskiej, kierowanej przez króla Sardynii, drugiej potęgi, w której Gioberti pokładał swoje nadzieje. Zwolennikami tej tezy byli: Cesare Balbo w swoich Speranze d'Italia (nadzieje Włoch) wydanych w roku 1844, Massimo d'Azeglio w swojej książce Degli ultimi casi di Romagna (ostatnie sprawy Romanii - 1846) i piemoncki generał, Giacomo Durando, który w „Rozprawie politycznej, wojskowej o narodowości włoskiej” zachęcał swoich rodaków do wyrzeczenia się tęsknych, literackich ciągotek do przywoływania chwil minionych (jak to było za czasów Risorgimento romantycznego i średniowiecznego gwelfizmu), aby zacząć pobieranie lekcji gospodarczych i wojskowych od rozwiniętych krajów Europy zachodniej. Wśród umiarkowanych powoli potwierdzało się przekonanie, że Risorgimento winno iść w parze z podniesieniem pod wpływem zamożnej burżuazji poziomu obywatelskiego i gospodarczego ludności, z dążeniem do państwa konstytucyjnego, w którym głosy wyborców decydowałyby o władzy „kraju opartego na prawie”. W Piemoncie przekonania takie podzielał ekonomista i finansista Kamil Cavour5.


Piemoncki Statuto z roku 1848
Neogwelfizm osiągnął swój szczyt z chwilą wyboru w roku 1846 na papieża kardynała, który nazywał się Mastai Ferretti, a przyjął imię Piusa IX. Nowy najwyższy pasterz uchodził za człowieka liberalnego; pozwalały w to wierzyć jego wspaniałomyślne gesty wobec więźniów i zesłańców politycznych. Jego przykład narzucał się. Pod naciskiem umiarkowanych, wszyscy władcy półwyspu zgodzili się na reformy, które łagodziły obowiązujący od początku Restauracji absolutyzm w sferze ustawodawstwa i reglamentacji prasy. Potem separatystyczne powstanie na Sycylii, które wybuchło 12 stycznia 1848 roku (a więc przed rozruchami paryskimi z lutego) przyczyniło się do ustanowienia konstytucji w Neapolu, w Toskanii i w Piemoncie.

W państwach sardeńskich, pod dobrotliwymi rządami Karola Alberta, obowiązujący system złagodziły znaczące reformy: w dniu 30 października 1847 roku zniesienie cenzury i ustawy prasowej; 3 stycznia 1848 roku - królewski dekret dotyczący dyskryminacji Izraelitów (wstęp do tyczących ich dekretów z 9 marca i z 19 czerwca); równość obywatelska przyznana waldensom dnia 17 lutego 1848 roku na skutek petycji podpisanej przez licznych katolików6. Dnia 8 lutego Karol Albert przyrzekł wprowadzenie konstytucji, a 4 marca wprowadził w życie fundamentalny dla kraju Statuto.



Chociaż nadal utrzymano system w istocie nie zbyt demokratyczny, czternaście artykułów Statuto taki, jaki zapowiadał Manifesto z dnia 8 lutego, mocno ograniczało królewski absolutyzm. Tylko katolicka, apostolska i rzymska religia pozostawała religią państwową w całym Piemoncie. Inne istniejące wyznania były jedynie tolerowane „zgodnie z prawem” (art. 1). Waldensi i Żydzi nie mogli zatem ubiegać się o całkowitą równość religijną. Osobę króla określono jako „świętą i nienaruszalną”, a „jego” ministrów, którzy jednak nie stanowili samodzielnych członków składu rządowego, jako „kierowników” (art. 2). Władza wykonawcza należała wyłącznie do króla jako „najwyższej głowy państwa” (art. 3); on też zatwierdzał ustawy i wprowadzał je w życie (art. 4). Z niego wypływał cały wymiar sprawiedliwości i w jego imieniu był wykonywany (art. 5). Inaczej mówiąc, on sprawował lub kontrolował potrójną władzę Monteskiusza z jego Ducha praw. Zbiorowo wszakże wykonywano władzę ustawodawczą: król i dwie izby parlamentu (art. 6), pierwsza - senat - złożona z osób mianowanych dożywotnio przez samego króla, i druga, wybrana przez naród w głosowaniu większościowym (art. 7). Projekty ustaw przedstawiają król i obie izby parlamentu (art. 8). Te ostatnie mają się gromadzić raz do roku na rozkaz króla, który mógł przedłużać sesje i rozwiązywać izbę pochodzącą z wyboru (art. 9). Zgodnie z osiągniętym niedawno uprawnieniem, prasa miała być „wolna”, chociaż podlegała prawu w przypadku jakichś nadużyć (art. 11), zagwarantowane też były wolności osobiste (art. 12)7. Demokracja w Piemoncie nadal była chwiejna. Niższe kategorie ludności utrzymywano z dala od życia politycznego. Uwolnienie prasy, gwarancje indywidualne dla obywateli i wybory do jednej z izb prawodawczych ludzi bogatych, a w każdym razie nie biedoty, jedynie nieznacznie ograniczały władzę królewską. Nastąpił jednakże znaczny postęp na korzyść liberałów: „widzi mi się” króla i jego ministrów nie stanowiło już obowiązującego prawa. Natomiast praktyka miała od razu wzmocnić demokratyczne ukierunkowanie władzy. „Wbrew przewidywaniom Statuto, parlament lub raczej izba deputowanych szybko zyskała pierwsze miejsce i stała się siłą kierowniczą kraju, nie spotykając się ze sprzeciwem ze strony Korony”8.

Duchowieństwo a reformy w Piemoncie
Zapowiedź kolejnych reform stworzyła w Turynie, począwszy od października 1847 roku, klimat ustawicznego świętowania. Wolność upajała umysły. Boggio9 napisał: „Przewalały się ogromne fale ludzi w świątecznych strojach, ze sztandarami i girlandami przemierzając ulice i place, wiwatując na cześć księcia, wiwatując na cześć Piusa IX, wiwatując wreszcie na cześć wspaniałomyślnych obywateli, których mądre pisma otwarły drogę dla triumfu wolności i postępu. Były tam czułe uściski niczym starych przyjaciół wśród ludzi, którzy poznali się zaledwie dzień temu; dialog, zmieszanie ludzi wszystkich kategorii, wszelkich zawodów i wszelkich wyznań”10. Prawie codziennie pojawiały się spontaniczne manifestacje z oklaskami, z serenadami i hymnami na cześć Piusa IX, króla i Risorta Italia (zmartwychwstałych Włoch).

„Niższy kler” Turynu na ogół nie pozostawał w tyle, ponieważ - jak zauważa niezbyt uważny historyk - albo wydawało mu się, że zbliża się chwila wyzwolenia z jarzma biskupiego, albo rozgrzewała im głowy lektura Giobertiego, albo wystarczająco chroniło jego dobra łączenie osoby Piusa IX z procesem wprowadzania reform11. Wielu duchownych miało jednak inne poglądy. Za wrogów przydzielonych ostatnio swobód uchodzili jezuici. Zaś na wyższym stopniu hierarchicznym arcybiskup Luigi Fransoni okazywał więcej niż niechęć wobec zmian społecznych zapoczątkowanych przez reformy. Dnia 11 listopada w liście okólnym zachęcał duchowieństwo, by nie mieszało się „do burzliwych demonstracji i do świętowania laickiego, bo jest to wielce przeciwne powadze i godnemu postępowaniu sług Bożych; nie tylko nie da im zadowolenia, ale może spowodować niechęć ze strony świątobliwego najwyższego pasterza”12. Na dziękczynne Te Deum w kościele w dniu 13 listopada zgodził się pod warunkiem, że nie wejdą do środka sztandary wojskowe. Te ograniczenia nie spodobały się liberałom, którzy mu już tego nie zapomną. W tym samym czasie ustawa na temat prasy, znosząca cenzurę kościelną ale poddająca pisma duchownych kontroli władzy cywilnej, oburzała hierarchię. Wreszcie nowe swobody przyznane Żydom i waldensom podkopywały religijny monopol Kościoła katolickiego.

W przeciwnym kierunku poszli turyńscy seminarzyści. Kiedy dnia 4 grudnia obywatele postanowili zgotować owację na cześć Karola Alberta powracającego z Genui, większość kleryków zdecydowała przyłączyć się do uroczystości. Dowiedział się o tym arcybiskup i ostro zakazał tego udziału: bramy seminarium miały być otwarte, ale winowajcy będą musieli ponieść surowe konsekwencje. Podobno jednak około osiemdziesięciu seminarzystów przekroczyło zakaz i wykrzykiwało swoje evviva i klaskało w dłonie na placach publicznych. Pojawiła się druga zniewaga dla władzy biskupiej: w Boże Narodzenie na mszę pontyfikalną, której przewodniczył arcybiskup, seminarzyści zjawili się w katedrze z narodowymi kokardami na piersiach. Dnia 17 stycznia 1848 roku rektor Vogliotti, nie mogąc opanować buntu, podał się do dymisji, która została przyjęta. Podniecenie jednak nie słabło. Dnia 9 lutego, kiedy został zapowiedziany Statuto, klerycy ponownie wyszli na miasto z piersiami i kapeluszami ozdobionymi trójkolorowymi kokardami. To samo powtórzyło się 27 lutego przy via Pò dla poparcia defilady korporacji laickich. Wobec tego wszystkim klerykom, którzy wzięli udział w manifestacjach odmówiono święceń; arcybiskup podjął trudną decyzję zamknięcia seminarium turyńskiego. Klerycy wrócili do swoich domów. Kilku znalazło miejsce w sąsiednich diecezjach13. Potem wybuchła wojna i władze przekształciły seminarium w szpital wojskowy14.

Na początku roku 1848 duchowieństwo diecezjalne i zakonne ogarnął rodzaj szału zmian demokratycznych. Krążyły listy otwarte, podpisane i anonimowe, za i przeciw noszeniu stroju duchownego. Rodziło się podniecenie przeciw władzy, wobec tradycji, a na korzyść wolności. O tym kryzysie u lazarystów opowiadał potem z niezwykłą prostotą kapłan tego zgromadzenia misyjnego.

„Niektórych na nieszczęście zafascynowały i uwiodły nowe idee. My, którzy studiowaliśmy w Turynie, w centrum całego tego ruchu, nie mogliśmy pozostać mu ani obcy, ani obojętni. Od chwili, kiedy król zgodził się na reformy, odgłos świętowania publicznego, muzyka, sztandary, okrzyki, wiwaty na cześć papieża i Karola Alberta, hasła typu «precz z Austrią i z jezuitami», z konieczności docierały do naszych uszu, podniecając młodzieńczą ciekawość i podsycając naszą wyobraźnię; nie to, byśmy chcieli źle dla jezuitów, ale uśmiechała nam się myśl o wyrzuceniu Austrii poza Włochy; dalej słyszeliśmy, jak mocno oklaskiwano Piusa IX i wszystko to, co o nim wyśpiewywano: że jest lub będzie głową i ośrodkiem ligi włoskiej, że sprzymierzył się z Karolem Albertem celem przepędzenia obcych, że przesłał mu poświęcony przez siebie miecz z napisem: In hoc gladio vinces; takie i im podobne pogłoski, przekazywane z ust do ust lub za pośrednictwem prasy, rozchodziły się po Turynie. To wszystko mogło tylko mocno podniecać i popychać także nas do wykrzykiwania z całego serca: Viva Carlo Alberto! Viva Pio IX!”

Lazaryści kapłani nie zadowalali się okrzykami. „...Znalazło się pośród nas w samym Turynie i w innych domach prowincji kilku lekkoduchów i nieroztropnych, którzy poruszeni ówczesnymi pogłosami, z rozgrzanymi przez czytanie gazet głowami, uwiedzieni pięknymi ideałami wolności i niezależności, byli przekonani, iż należało je wcielić w życie nie tylko na zewnątrz, w świecie politycznym, ale również w łonie samego zgromadzenia, gdzie - wbrew regułom i konstytucjom - przewidywali wprowadzenie pewnego rodzaju rządów ludowych czy konstytucyjnych. Wobec tego trzeba było uznać i otwarcie określić jako zapóźnionych i tyranicznych przełożonych, w szczególności naszego (M. Durando), który sprzeciwiał się wszelkim nowościom, podważać potajemnie władzę, porozumiewać się między domami poprzez sekretną korespondencję i rozdmuchiwać spory, by w końcu napisać i uzgodnić odwołanie do Rzymu, wyobrażając sobie niemądrze, że Piusowi IX, papieżowi reformiście, spodobają się te przewrotne plany”. Spisek został wykryty, ale rozwiązanie przyszło dopiero po czerwcu 1848 roku, kiedy wszędzie w Europie zachowawcza reakcja zaczęła zwyciężać nad odnowicielskim i rewolucyjnym porywem15.


Ksiądz Bosko wobec Risorgimento
Gdy idzie o księdza Bosko, to żył on na Valdocco w burzliwym klimacie, balansując pomiędzy szanowanym przez siebie arcybiskupem a swoimi współpracownikami, których często ponosiły nowe idee. Podejrzewano go, że podziela przekonania pogardzanych jezuitów. Niekiedy od gwałtownych tarć słownych przechodzono na drogę czynów.

Ksiądz Bosko nie chciał wciągać oratorium świętego Franciszka Salezego w patriotyczny korowód uznania dla papieża reformatora i stracić przez to poparcie Roberto d'Azeglio i pomoc wielu ludzi świeckich i duchownych16. W swoich Memorie dell'Oratorio w tym okresie pomieścił liczne zamachy na swoją osobę. Opowiada: „Wielokrotnie atakowano mnie w domu i na ulicy. Któregoś dnia, podczas gdy uczyłem religii, kula z rusznicy wpadła przez okno, przebiła moje ubranie pomiędzy ręką a żebrami i zrobiła duża dziurę w ścianie. Innym razem pewien dobrze znany typ podskoczył do mnie z długim nożem w ręku, kiedy znajdowałem się pośród dużej grupy chłopców. Tylko cudem, uciekając ile sił w nogach, mogłem umknąć i schować się w swoim pokoju”17. Podobne przykre przygody przeżywał również Borel18.

Czy nasz bohater skłaniał się ku sztywnemu konserwatyzmowi? Mimo szczupłości istniejących świadectw, można się domyśleć niektórych jego upodobań z roku 1848, kiedy Piemont, poważnie traktując odpowiedzialność za całe Włochy, pozwolił się wciągnąć w wojnę wyzwoleńczą Lombardczyków uciskanych przez Austrię, i przegrał ją bezlitośnie po czterech miesiącach...19

W Storia ecclesiastica z roku 1845 ksiądz Bosko przeklinał mazzinizm i jego rewolucyjne powstania. Pisał tak: „Systemowi nowoczesnych wrogów wiary nadano pogardzane imiona templariuszy, carbonari, illuminati i masonów. Swoje ugrupowania nazywają Giovane Italia, Riforma Radicale della Religione, Amici della Luce (...). Wszystkie te stowarzyszenia, niezależnie od nazwy, zachowują stale tę samą zasadę: można je określić jako grupy sekretne zmierzające do zburzenia porządku cywilnego, moralnego i religijnego”20. Chociaż nie padło nazwisko założyciela Giovane Italia, był on skazany na hańbę. Ksiądz Bosko natomiast skłaniał się uczuciowo ku neogwelfizmowi typu Giobertiego. W roku 1848 wydawało mu się coraz bardziej oczywiste, że Opatrzność wybrała dla swego Kościoła papieża wzorcowego, rzecznika zjednoczenia według roli, jaką w odnowionej Italii Gioberti usiłował przypisywać rzymskiemu pasterzowi. W wydaniu Storia ecclesiastica z tego czasu, zanim do nazwiska Giobertiego dołączył pochwalny przymiotnik, zauważył: „Wszystkim krokom Piusa IX, powszechnie uznawanego i kochanego, towarzyszą cześć, przywiązanie ludzi; cała reszta Kościoła staje się echem pobożnych okrzyków na chwałę państwa rzymskiego. Władcy uczą się od niego prawidłowego sposobu rządzenia narodami. Sama jego obecność olśniewa tego, kto może go zobaczyć. Wielki Gioberti uznał dzień, w którym go spotkał, za najpiękniejszy w swoim życiu. Nawet heretycy podziwiają go i wyśpiewują pochwały na jego cześć. Dzięki temu niezrównanemu papieżowi cały świat odradza się do nowej wielkości”21. Zresztą, będąc nie tylko elementem pojednania narodów półwyspu oraz cywilizacji i społeczeństwa22, zorganizowane wokół papieża Risorgimento zawierało taki program wychowawczy, który kapłanowi z Valdocco mógł się tylko podobać. Uważał on również, że odrodzenie włoskie XIX wieku miało przynieść ludom „złagodzenie obyczajów”.



  1   2   3   4   5   6


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna