"Rzeczpospolita": Szykuje się wielka lustracja ksiąg wieczystych na Ziemiach Odzyskanych. Rząd przygotowuje projekt ustawy, dzięki której zostaną usunięte z nich nieaktualne wpisy o byłych niemieckich właścicielach



Pobieranie 77.8 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar77.8 Kb.
Będzie lustracja ksiąg wieczystych

"Rzeczpospolita": Szykuje się wielka lustracja ksiąg wieczystych na Ziemiach Odzyskanych. Rząd przygotowuje projekt ustawy, dzięki której zostaną usunięte z nich nieaktualne wpisy o byłych niemieckich właścicielach.

- Trzeba to zrobić, gdyż inaczej droga dla niemieckich roszczeń jest otwarta - mówi europoseł Bogusław Rogalski. Dodaje, że na Opolszczyźnie tylko 19 proc. ksiąg wieczystych jest w pełni aktualnych, czyli w pozostałych często figurują poprzedni właściciele, np. z czasów III Rzeszy. Podobnie jest na całym Śląsku i w innych regionach - podkreśla "Rz".

Blady strach padł na mieszkańców mazurskiej wsi Narty, kiedy troje Niemców wygrało procesy przed polskim sądami o zwrot majątku. Pierwsza była Agnes Trawny, która odzyskała leśniczówkę wraz z 47 hektarami ziemi. - Czuję, jakbym już siedział na walizkach. Tylko wciąż nie wiem, gdzie my pójdziemy - opowiada Władysław Głowacki z Nart.

- Sytuacja jest dramatyczna, gdyż w sądach czeka kolejnych siedem pozwów z tego powiatu. W całym województwie naliczono ich 170 - mówi Włodzimierz Budny, wójt gminy Jedwabno.

Eksperci są zgodni: kolejne wygrane tylko zachęcą do odzyskiwania majątków. Od 1950 r. z Polski wyjechało do Niemiec ok. miliona osób - zaznacza "Rz".

http://wiadomosci.onet.pl/1550461,11,item.html

Abp Nossol: nie mówmy "Cyganie" na Romów

kzg
2007-06-08, ostatnia aktualizacja 2007-06-08 17:27

Żyje wśród nas lud, choć najczęściej, niestety, obok nas, dla którego Bóg jest tym samym Ojcem. Jest to lud Romów. Stosowana niekiedy nazwa "Cyganie" jest raczej pejoratywnym określeniem i dlatego jej nie

Na przypadającą teraz Niedzielę Mniejszości Narodowych arcybiskup Alfons Nossol przygotował do wiernych list pasterski, który zostanie odczytany na niedzielnych mszach świętych. Pisze w nim m.in.:

"W Niedzielę Mniejszości Narodowych pragnę zwrócić uwagę na lud, który żyje wśród nas, choć najczęściej, niestety, obok nas, dla którego Bóg jest tym samym Ojcem. Jest to lud Romów. Stosowana niekiedy nazwa "Cyganie" jest raczej pejoratywnym określeniem i dlatego jej nie używajmy.

Nasz Pierwszy Synod Diecezjalny przypomina, że w naszej diecezji zamieszkuje około 2500 Romów, jednak zazwyczaj niewiele o nich wiemy. Ks. Leszek Nowak, krajowy duszpasterz Romów, pisze o nich tak: - Romowie to najbardziej pokojowy naród świata: nie toczyli wojen z sąsiadami, nie nosili broni, dalecy od ubiegania się o urzędy, dalecy od wszelkiej polityki, wypełniający ideały chrześcijańskie: bronią życia od poczęcia do naturalnej śmierci, szanują starszych, nie uprawiają prostytucji, surowo przestrzegają wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej".

Wspierajmy integrację z Romami

W tym roku mija 10. rocznica beatyfikacji bł. Zefiryna Giméneza Malla, pierwszego wyniesionego na ołtarze przedstawiciela ludu Romy, pochodzącego z Hiszpanii, patrona 37-milionowej rzeszy Romów rozsianych po całym świecie. Są naszymi chrześcijańskimi braćmi i siostrami. Mają, jak każdy naród, prawo do pielęgnowania własnej kultury i zwyczajów, do korzystania z ofert edukacyjnych. Ale przede wszystkim to my mamy obowiązek umożliwić im poznanie prawd wiary, uczestnictwo w spotkaniu z Chrystusem Panem w sakramentach. Jako mniejszość mają prawo do Mszy św. i nabożeństw dla nich sprawowanych oraz do opieki duszpasterskiej. Duszpasterzy wraz z Parafialnymi Radami Duszpasterskimi gorąco proszę o nawiązanie kontaktu z rodzinami romskimi oraz o pomoc w integracji z parafialną wspólnotą. Oczywiście, nie należy pozbawiać ich swej odrębności i mentalności, ponieważ bogactwem Kościoła zawsze była jego różnorodność. Proszę, wspierajcie też wszelkie wysiłki władz oświatowych w prowadzeniu dodatkowych zajęć integracyjnych i szkoleń, a także w znalezieniu pracy. Drodzy romscy bracia i romskie siostry! Jesteśmy wszyscy dziećmi najlepszego Ojca w niebie, jesteśmy braćmi i siostrami naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Nie chcemy, byście żyli obok nas jako obcy i nieznani. Pragniemy, abyście poznali całe bogactwo Ewangelii Jezusa Chrystusa. Nie strońcie od kapłanów i przyjmujcie ich zaproszenia na spotkania i nabożeństwa. Cieszymy się z waszego corocznego udziału w pielgrzymce Mniejszości na Górze św. Anny, w pierwszą niedzielę czerwca. Jezus Chrystus, Jego Matka oraz św. Anna i wasz patron bł. Zefiryn pragną waszego szczęścia tu na ziemi i po śmierci.



Romowie, starajcie się o pracę i wykształcenie

Korzystajcie także z ofert zdobycia zawodu i pracy, aby zapewnić utrzymanie waszych rodzin. W imię dobra waszych dzieci dbajcie, by regularnie uczęszczały do szkół. Osoby bez elementarnego choćby wykształcenia spychane są dziś na margines społeczeństwa. Wszyscy pragniemy, by Romowie nie stanowili grupy ludzi drugiej kategorii w naszych parafiach. Konieczna jednak jest wasza dobra wola skorzystania z wszystkich możliwości przygotowania młodego pokolenia do godnego życia w nowoczesnym społeczeństwie. Drodzy Diecezjanie! Niech tegoroczna Niedziela Mniejszości Narodowych będzie okazją do wzmożonego uświadomienia wspólnej odpowiedzialności za naszych bliźnich Romów. Również o nich mówi Pan Jezus: "(...) co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 35).

Każda mniejszość narodowa, religijna czy etniczna potrzebuje wsparcia, a zwłaszcza życzliwości i zrozumienia. Śląsk był w ciągu wieków bardzo tolerancyjny wobec przybyszów. Umożliwiajmy Romom podjęcie pracy zarobkowej. Wdzięczność wyrażam pedagogom poświęcającym się integracji dzieci i młodzieży romskiej, instytucjom samorządowym za troskę o romską mniejszość. Parafialne Zespoły Caritas proszę o poświęcenie jeszcze większej uwagi problematyce romskiej. W sumie nam wszystkim powinno serio zależeć na jeszcze większej integracji ludu Romy z całym społeczeństwem. Pamiętajmy przy tym o nauce Ojca Świętego Jana Pawła II, "byśmy nauczyli się kochać inne narody jak swój własny". Niech dobry Bóg temu wzniosłemu dziełu błogosławi". Tytuł i śródtytuły od redakcji.

http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,4211691.html?nltxx=1077785&nltdt=2007-06-09-03-06

Skandal w samorządach

2007-06-08 19:15  Aktualizacja: 2007-06-09 03:58



Samorządowcy przywracają niemieckie nazwy

Samorządowcy z Pomorza czy Śląska coraz częściej przywracają stare niemieckie nazwy zabytkowym budowlom w swoich miastach. I tak Hala Ludowa stała się, jak za czasów Adolfa Hitlera, Halą Stulecia, zaś Wały Chrobrego to teraz Haken-Terrasse. A jednocześnie polska władza nijak nie jest w stanie pomóc rodzinom, o których domy upomnieli się ich niemieccy właściciele, pisze "Fakt"

Samorządowcy na ziemiach odzyskanych  coraz częściej eksponują niemieckie korzenie swoich miast. Przykłady można mnożyć. I tak władze Wrocławia zdecydowały, by Halę Ludową nazwać Halą Stulecia - jak w drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku, kiedy często przemawiał w niej Adolf Hitler. Pod taką nazwą zabytek ten został wpisany zresztą na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO ujawnia "Fakt"

Z kolei w Szczecinie, zaledwie kilka tygodni temu, z pompą pochowano przedwojennego burmistrza miasta Hermanna Hakena. I nikomu nie przeszkadzało, że to był już drugi pogrzeb Niemca. Zresztą pamięć władz Szczecina o Hakenie nie umarła. Na Wałach Chrobrego po dziś dzień widnieje nazwa Hakenterrasse, upamiętniająca niemieckiego burmistrza, twierdzi "Fakt"

Świdnica nie chce być gorsza. I z kolei zamierza uhonorować "Czerownego Barona" czyli Manfreda von Richthofen, najsłynniejszego w czasie I wojny światowej niemieckiego lotnika. Władze z radością przyklasnęły pomysłowi, by głaz upamiętniający "Czerwonego Barona" przenieść z parku pod dom, w którym mieszkał.

Trudno zrozumieć to, że polski rząd nic nie robi, by powstrzymać niemieckie roszczenia. Efekt? Siedem rodzin z miejscowości Narty na Mazurach musi do końca roku wyprowadzić się ze swoich domów. I to tylko dlatego, że upomnieli się o nie Niemcy.

http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=96&ShowArticleId=47860

LPR: odwołać przewodniczącego PE za "wyraz pogardy" dla Polski

ulast, PAP
2007-06-09, ostatnia aktualizacja 2007-06-09 21:08

Za "wyraz pogardy" władz Parlamentu Europejskiego dla Polski uznali eurodeputowani Ligi Polskich Rodzin przyjęcie przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Poetteringa zaproszenia na sierpniowy Zjazd Ziomkostw. Zapowiedzieli, że podejmą kroki zmierzające do odwołania go z funkcji przewodniczącego PE.


"Podjęcie takiej decyzji przez przewodniczącego PE jest wyrazem pogardy władz Parlamentu Europejskiego wobec naszego narodu, który w wyniku II wojny światowej poniósł najwyższą ofiarę" - twierdzą eurodeputowani LPR.

Zwracają oni uwagę, że przyjęcie takiego zaproszenia jest dla Polaków "szczególnie niepokojące z powodu nasilających się w naszym kraju rewizjonistycznych roszczeń tzw. +wypędzonych+ i popierania tych dążeń przez Unię Europejskąń.

Zdaniem posłów LPR, "dalszy niejednoznaczny sposób prowadzenia polityki" przez Poetteringa powinien być podstawą do "podjęcia wszelkich możliwych dyplomatycznych oraz politycznych kroków zmierzających do odwołania go z funkcji przewodniczącego Parlamentu Europejskiego".

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4213467.html?nltxx=856991&nltdt=2007-06-10-09-06

Pieniądze TSKN przepadły w politycznej kampanii

Joanna Pszon

Dwóch byłych działaczy Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim zwróciło się do Państwowej Komisji Wyborczej, by zbadała wydatki Komitetu Wyborczego Mniejszości Niemieckiej z kampanii w 2001 roku. Ich zdaniem komitet wyborczy wciąż zalega TSKN 128 tys. zł


Bernard Sojka i Hubert Beier od kilku lat starają się udowodnić, że Towarzystwo wydało pieniądze na kampanię wyborczą, choć jako stowarzyszenie zgodnie z ordynacją wyborczą robić tego nie może. Uważają, że na podstawie posiadanych przez nich dokumentów TSKN najpierw wzięło na siebie kredyt, potem scedowało go na komitet wyborczy, będąc jego poręczycielem, a potem sporą część tego kredytu spłaciło. Zdaniem Beiera i Sojki nadal więc komitet wyborczy winien jest TSKN-owi 128 306 zł i to bez odsetek.

"Towarzystwo zostało powołane po to, by zająć się tożsamością żyjącej na Opolszczyźnie mniejszości niemieckiej. Zamiast zadbać o ugruntowanie tej wspólnoty kulturowej, liderzy TSKN zajęli się głównie polityką - zdobywaniem i utrzymywaniem politycznej i samorządowej władzy" - zaczynają swój list do PKW. Wyliczają m.in., że na imprezy kulturalne w roku Towarzystwo wydaje ok. 15 tys. zł, tymczasem na niedobór komitetu wyborczego ponad sto tysięcy złotych, co pokazuje, na czym władzom TSKN zależy najbardziej.

„Ci, którzy protestowali przeciwko takiemu prowadzeniu gospodarki finansowej i przekształceniu Towarzystwa w »partię « polityczną, zostali wykluczeni z jego szeregów z etykietą szkodnika mniejszości niemieckiej. Spotkało to również nas” - napisali Beier i Sojka.

- Nie ma znaczenia, że wielu ludzi z władz TSKN było też w komitecie wyborczym, przez co niektórzy uważają, że chcemy, by de facto mniejszość spłaciła mniejszość i szkodliwość tego czynu jest nikła. Tu chodzi o porządek w finansach i zgodność z prawem - przekonuje Sojka.

PKW bowiem to niejedyna instytucja, do której byli członkowie TSKN się zwrócili. Napisali też rok temu do ministra sprawiedliwości, ale odpowiedzi opolskiej prokuratury - zdaniem obu - są wymijające, ponieważ odpisano im, że "nie są władni do uzdrawiania sytuacji, jaka istnieje w TSKN". Poza tym sprawozdania z rozliczenia kampanii nie zakwestionowała PKW.

Także stanowiska nie zajął prezydent Opola, który jest organem nadzorującym stowarzyszenie, gdyż "jego uprawnienia są ograniczone".

Przypomnijmy też, że zarząd Towarzystwa skierował wobec obu pozwy za naruszenie dóbr osobistych, czując się przez stawienie im powyższych zarzutów pomówionymi. Obydwie zakończyły się w grudniu ub.r. - jedna zawarciem ugody, a druga oddaleniem powództwa. I to na podstawie dowodów zebranych także w tych sprawach obaj jeszcze bardziej są przekonani o słuszności swych zarzutów, ponieważ np. zeznanie jednego ze świadków potwierdza, iż kredyt zaciągnął TSKN i przekazał go komitetowi wyborczemu. W dokumentach ukazują, jak księgowość TSKN i KWW Mniejszość Niemiecka się ze sobą mieszają.

Beier zapewnia, że mimo to nie zostawi tej kwestii niezałatwionej, domagając się zwrotu "nielegalnie przejętych pieniędzy". - Niech kandydaci płacą z własnej kieszeni, jeśli komitet nie ma pieniędzy, by oddać co należy TSKN-owi - dorzucają obaj. Stąd właśnie decyzja o skierowaniu sprawy do PKW.

Poseł Ryszard Galla zapewnia, że nie zna szczegółów sprawy, choć od lat jest w zarządzie Towarzystwa. - Nikt im nie zabrania takich ruchów - mówi tylko i odsyła do innych działaczy.

Jan Lenort, były sekretarz TSKN, pełnomocnik wyborczy, który podpisał się pod zaciągnięciem kredytu, nie chciał rozmawiać na ten temat i odesłał nas do pełnomocnika finansowego komitetu wyborczego. Sojka i Beier twierdza jednak, że pełnomocnik finansowy był tylko figurantem, a za sznurki pociągał sam Lenort.



http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,4214824.html?nltxx=1077785&nltdt=2007-06-11-03-06

Kto finansował Mniejszość Niemiecką?

Apelujemy do liderów Mniejszości Niemieckiej, aby wyjaśnili jak wyglądał przepływ pieniędzy w kampanii wyborczej w 2001 roku - wspólnym głosem mówili dzisiaj (11.06) poseł PiS-u Sławomir Kłosowski oraz Marek Kawa, parlamentarzysta LPR-u.


Chodzi o doniesienia prasowe, w których byli działacze mniejszości przekonują, że Towarzystwo Społeczno Kulturalne Niemców przeznaczyło swoje pieniądze na kampanię wyborczą, co jest niezgodne ze statutem tej organizacji.
Zdaniem posła Kłosowskiego należy to wyjaśnić a liderzy mniejszości powinni odpowiedzieć na zasadnicze pytanie:

Poseł Ligi Polskich Rodzin Marek Kawa podkreśla, że ostateczne wyjaśnienie finansowania kampanii wyborczej jest bardzo ważne, gdyż mniejszość współrządzi w województwie.


Poseł Kawa chciałby, aby sprawą zainteresowali się także koalicjanci mniejszości w sejmiku województwa opolskiego.


Poseł Henryk Kroll nie chce komentować tego zamieszania. Zapewnił tylko, że mniejszość niemiecka się ze wszystkiego rozliczyła i zasugerował, aby każdy martwił się o siebie.
Cezary Puzyna

http://www.radio.opole.pl/wiadomosci,18456.html

Polsko-niemiecki spór zablokował 124 mln euro



Spór między Brandenburgią a województwem lubuskim spowodował zamrożenie środków finansowych w wysokości 124 mln euro przewidzianych przez Unię Europejską dla obu regionów na współpracę transgraniczną - podał niemiecki dziennik "Maerkische Oderzeitung".

Powodem sporu są - zdaniem gazety - ambicje rządu centralnego w Warszawie, który chce współdecydować o podziale pieniędzy. Nieporozumienia na tym tle uniemożliwiły podjęcie decyzji o lokalizacji instytucji zarządzającej tymi funduszami.

Jak twierdzi dziennik, powołując się na źródło w rządzie Brandenburgii, placówka miała działać przy administracji wojewódzkiej w Zielonej Górze. Ponieważ polski rząd nieoczekiwanie zgłosił chęć do współdecydowania o pieniądzach, władze w Poczdamie domagają się utworzenia sekretariatu w brandenburskim ministerstwie gospodarki. Na to nie wyraża jednak zgody ani polska strona, ani Bruksela - czytamy w materiale opublikowanym na łamach "Maerkische Oderzeitung".
http://wiadomosci.onet.pl/1551046,11,1,0,120,686,item.html

Porządki w księgach















Ruch Ludowo-Narodowy chce, by w dokumencie, który zastąpi traktat konstytucyjny UE, zamieścić zapis zabezpieczający Polskę przed roszczeniami Niemców wysiedlonych z naszych zachodnich i północnych ziem. Oprócz tej propozycji równolegle są opracowywane dwie ustawy mające postawić tamę niemieckim roszczeniom, jedną z nich przygotowują senatorowie, drugą - Ministerstwo Sprawiedliwości.

Posłowie RLN przedstawili wczoraj projekt uchwały Sejmu zobowiązujący rząd "do włączenia do traktatu ustanawiającego konstytucję dla Europy lub traktatu zmieniającego, jeżeli Konstytucja dla Europy nie wejdzie w życie, protokołu w sprawie roszczeń odszkodowawczych wobec Polski i obywateli polskich wysuwanych ze strony niemieckiej". Posłowie RLN proponują zapis mówiący o tym, że wszystkie kwestie związane z przejęciem przez Polskę majątków po byłych przesiedleńcach z Ziem Odzyskanych w wyniku II wojny światowej uważają za ostatecznie zakończone i w ten sposób niepodlegające rozpoznaniu przez Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich w Luksemburgu lub Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Dotyczy to również roszczeń odszkodowawczych.


Zdaniem eurodeputowanego Bogusława Rogalskiego, w proponowanym zapisie brakuje wskazania roszczeń tzw. późnych przesiedleńców. - Nieporozumieniem jest wpisanie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ponieważ Unia Europejska nie ma żadnych kompetencji w stosunku do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - powiedział Rogalski. - Każdy obywatel Europy ma prawo złożenia skargi do tego trybunału i nikt mu tego nie może zakazać prawnie ani żadną umową międzynarodową - dodał.
RLN przypomina, że wraz z przystąpieniem Polski do UE ze strony niemieckiej pojawiły się żądania i roszczenia wobec Polski, najgłośniej podnoszone przez Powiernictwo Pruskie. Ponadto przewodniczenie pracom UE przez Niemcy oraz prace nad eurokonstytucją "stwarzają historyczny moment, aby sprawę roszczeń niemieckich zamknąć na zawsze". - Jeżeli rząd Polski nie podejmie teraz tego odważnego kroku, to sprawa będzie wracała i ciągle obciążała polsko-niemieckie stosunki - uważają parlamentarzyści RLN.
Według poseł Gabrieli Masłowskiej, czas nagli, bo organizacje zrzeszające wypędzonych zdobywają w Niemczech coraz większe poparcie. - Do tej pory uspokajano społeczeństwo polskie, robiły to zresztą niestety też władze polskie, że jest to tylko kwestia pewnych grup czy ziomkostw - powiedziała Masłowska. Tymczasem te sprawy zaczynają poruszać najważniejsi politycy niemieccy. Świadczyć o tym ma zapowiedziana obecność kanclerz Angeli Merkel na zjeździe Wschodnio- i Środkowoniemieckiego Stowarzyszenia Unia Wypędzonych i Uchodźców CDU/CSU, czy przyjęcie przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Poetteringa zaproszenia na sierpniowy Zjazd Ziomkostw.
Według Gabrieli Masłowskiej, niemieckie próby stawiania sprawy roszczeń na forum Unii Europejskiej powinno być realizowane również przez stronę polską. Do tego właśnie ma zobowiązać rząd uchwała sejmowa.
Zupełnie inny pomysł na zatrzymanie niemieckich roszczeń zawarty jest w projekcie ustawy przygotowywanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Zakłada ona obowiązek ujawnienia w księgach wieczystych prawa własności Skarbu Państwa oraz samorządów na terenie całej Polski do poniemieckiego mienia. Początkowo projekt zakładał objęcie takim obowiązkiem Ziem Odzyskanych i byłego Wolnego Miasta Gdańska. Ustawa ma na celu zablokowanie możliwości odwoływania się do archiwalnych dokumentów z dawnych niemieckich ksiąg wieczystych przez obywateli Niemiec. Jak poinformował "Nasz Dziennik" Sławomir Różycki z wydziału informacji MS, projekt jest opracowywany przez prawników resortu.
W myśl ustawy starostowie będą mieli obowiązek sporządzenia wykazu nieruchomości, które są własnością Skarbu Państwa lub samorządu. Tak sporządzony wykaz zostanie przekazany wojewodom. Dane dotyczące województwa w ciągu miesiąca powinny być przekazane przez wojewodów do ministra administracji i spraw wewnętrznych. Następnie starostowie mają złożyć w sądach rejonowych wnioski o ujawnienie w księgach wieczystych prawa własności Skarbu Państwa wraz z dokumentami stanowiącymi podstawę wpisu.
W przypadku gdy właścicielem nieruchomości jest samorząd terytorialny, projekt przewiduje, aby wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast złożyli w sądach rejonowych wnioski o ujawnienie w księgach wieczystych prawa własności wraz z dokumentami stanowiącymi podstawę wpisu tego prawa.
Wniosek o ujawnienie prawa własności Skarbu Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego sąd ma rozpoznać w ciągu miesiąca. Za niezłożenie wniosku do sądu w określonym terminie grozić ma samorządowcom kara grzywny.
W projekcie ustawy nie zostały wskazane dodatkowe fundusze na ten cel, bo jak tłumaczą przedstawiciele rządu, porządkowanie stanu własnościowego nieruchomości należy i tak do kompetencji starostów. Bogusław Rogalski uważa jednak, że bez dodatkowych pieniędzy nie da się przeprowadzić lustracji ksiąg wieczystych.
Grzegorz Lipka

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20070613&id=po31.txt

Kaszubi będą się uczyć mówić po śląsku

mam
2007-06-14, ostatnia aktualizacja 2007-06-14 21:57

Najpierw Lubliniec porozumiał się z Łowiczem. Potem dołączyła Reda. W czwartek burmistrzowie trzech miast podpisali trójstronną umowę o współpracy.


Pomysłodawcą przedsięwzięcia jest burmistrz Lublińca Edward Maniura.

- Do tej pory samorządy szukały partnerów za granicą. Ja pomyślałem, że może lepiej rozejrzeć się w kraju i współpracować w ramach "małych ojczyzn" - mówi. - Łowicz poznałem niedawno i przypadkowo - przyznaje. - Lubliniec zyskał tam nieruchomość zapisaną w spadku przez byłego naszego mieszkańca. Przy okazji załatwiania formalności poznałem burmistrza Łowicza. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że warto zacieśnić współpracę. Łowicz jest miastem zbliżonym do naszego wielkością. Mieszkańcy mocno akcentują odrębność regionalną. To był klucz do współpracy. Naturalnym już było, że zaprosimy jeszcze stolicę Kaszubów - Redę.

Czwartkowej uroczystości w Redzie towarzyszyła szczególna oprawa. Mszę koncelebrował abp. Tadeusz Gocłowski, umowę opatrzono specjalnymi lakowymi pieczęciami, a podpisy trzej burmistrzowie składali podczas nadzwyczajnej sesji rady miasta. Wszystko to w ramach obchodów 40-lecia nadania Redzie praw miejskich.

- Nie wykluczam, że przetłumaczymy dokument na gwarę śląską, mazowiecką i kaszubską - zapowiada Maniura. - Na pewno zorganizujemy w Lublińcu dni Redy i Łowicza, będziemy robić wymiany uczniów w ramach tzw. zielonych szkół. Chcemy też organizować warsztaty gwary. My będziemy ich uczyć po śląsku, oni nas po kaszubsku i mazowiecku - mówi burmistrz. Liczy na finansowe wsparcie z programów unijnych.

Niewykluczone, że do Lublińca, Łowicza i Redy dołączą też... górale. - W Bukowinie Tatrzańskiej mam wielu przyjaciół. Władze są bardzo chętne do współpracy. Wierzę, że wkrótce dojdzie do historycznego przymierza czterech różnych gwar i kultur - mówi Maniura.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

http://miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,4226630.html?nltxx=1077732&nltdt=2007-06-15-02-06

Demony wracają

Michał Smolorz

Trwają przygotowania do obchodów 85. rocznicy przyłączenia części Górnego Śląska do Polski. Widziałem już kilka uroczystości, przeczytałem kilka artykułów, wysłuchałem kilku wypowiedzi, obejrzałem kilka okolicznościowych wydawnictw - i znów, jak za dawnych dobrych lat, pełno w nich wyświechtanych haseł propagandowych.

Znów mamy do czynienia z nieśmiertelnymi "prastarymi ziemiami piastowskimi", które "po sześciu wiekach niemieckiej niewoli powróciły do Macierzy". Jak dawniej dowiadujemy się, że "Śląsk zrzucił z siebie jarzmo pruskiego zaboru", po staremu słyszymy o "odwiecznym wrogu Polski", który "przemocą zagarnął polskie ziemie", a potem "zawzięcie tępił wszelkie przejawy polskości". Ale Bogu dzięki "polski lud czynem zbrojnym przeciwstawił się okupantowi" i odrzucił wyniki "plebiscytu, który został zafałszowany przez stronę niemiecką", która to "ściągnęła 180 tysięcy Niemców urodzonych na Śląsku, a dawno tu nie mieszkających". Mógłbym cytować kolejne bzdury wypisywane i wygadywane przy tej okazji - przemilczę litościwie autorów, bo nie o osoby tu chodzi, a o zjawisko.

Bogu dzięki wysłuchałem też kilku mądrych referatów naukowych, z których wychodzi daleko bardziej wyważony i wolny od propagandowego zadęcia obraz wydarzeń sprzed 85 lat. Może więc warto po raz setny przypomnieć kilka podstawowych prawd, które rzucają zupełnie inne światło na śląską historię.

Trzeba niezmiennie zaczynać od elementarza, od tego, że Śląska nikt Polsce nie zagarnął, nie wyrwał przemocą, został on de facto sprzedany przez Kazimierza Wielkiego królowi czeskiemu za niewielkie pieniądze (podobnie kiepski interes zrobił np. rosyjski car, sprzedając Amerykanom Alaskę). W dodatku polski król ostentacyjnie odgrodził się od Śląska linią warownych twierdz - bo czymże był legendarny "Szlak Orlich Gniazd" w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, jak nie ówczesną "linią Maginota".

Przez długie stulecia granica Rzeczpospolitej ze Świętym Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego była najspokojniejszą pokojową granicą, za którą kwitła niekłamana wielokulturowość artykułowana w różnych językach, których nikt nie tępił i nie gnębił. Jeśli już Prusy komuś przemocą odebrały śląskie ziemie, to raczej Austriakom i Polskę niewiele to obchodziło. Nie mógł być więc Śląsk pod żadnym "zaborem pruskim" - ileż razy można o tym trąbić, a nic nie pomaga. Wystarczy zerknąć do dowolnej encyklopedii, aby przeczytać, że pod tą nazwą kryją się polskie ziemie, które przeszły pod pruskie panowanie w wyniku trzech traktatów rozbiorowych. Kiedy to się stało, Śląsk od stuleci był poza Polską.

Warto też po raz tysięczny obnażyć tezę o rzekomym sfałszowaniu plebiscytu z 1921 roku. To prawda, że głosowało w nim wielu Niemców urodzonych na Górnym Śląsku i przybyłych z innych regionów. Ale było to legalne i zgodne z warunkami plebiscytu na wyraźne życzenie... strony polskiej. Ekipa Romana Dmowskiego, negocjując w Wersalu zasady głosowania, liczyła na Ślązaków z Westfalii i przeliczyła się. Można więc powiedzieć dzisiejszym językiem, że polscy negocjatorzy kombinowali, jak tu przechytrzyć Niemców, kombinowali i ... przekombinowali, wpadli niejako we własne sidła. Jeśli mamy zatem żal o te 180 tysięcy dodatkowych głosów oddanych za Niemcami, to kierujmy ten żal do pomysłodawców. I tak dalej, i tak dalej...

Można po kolei rozprawiać się z każdą kolejną bzdurą, która niezmiennie towarzyszy nam przy każdym świętowaniu rocznicy powstań śląskich i przyłączenia części regionu do Polski. Wydarzenia z czerwca 1922 roku i wszystko co je poprzedzało, to z pewnością wielka historyczna chwila w dziejach Górnego Śląska. Trzeba ją przypominać, trzeba dyskutować o ówczesnych realiach i historycznych następstwach. Tylko, na miłość Boską, uwolnijmy się wreszcie od demonów i zacznijmy uczyć się historii własnego regionu na poważnie.

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,4227676.html

Zmarł Alfred Modler

Dorota Wodecka-Lasota
2007-06-14, ostatnia aktualizacja 2007-06-14 19:04


W wieku 75 lat zmarł Alfred Modler, który w opolskim ratuszu przepracował 55 lat. Urodził się w Oppeln. Po wojennej tułaczce wrócił do Opola, dostał pracę w ratuszu, gdzie przez wiele lat był jedynym urzędnikiem mówiącym po niemiecku.


Przed wojną mieszkał z rodziną na dzisiejszej ul. Partyzanckiej. Ostatnie święta w Oppeln, w 1944 roku wryły mu się w pamięć. O ojcu Józefie nie było nic wiadomo (dopiero w 1981 roku przez PCK rodzina upewniła się, że zginął rozstrzelany przez czerwonoarmistów. Zanim dostał strzał w głowę, wykopał sobie grób). Matka Helena z trudem utrzymywała jego czterech braci i siostrę.

Z początkiem stycznia uciekali z Półwsi. - Zabraliśmy tylko to, co w rękach się mieściło, dzieci przecież niewiele uniosą - opowiada. Na dzisiejszej ul. Domańskiego uciekinierów przejęło wojsko niemieckie, skoszarowało vis-a-vis Ofamy, nakarmiło. Nazajutrz pociągami pojechali do Bystrzycy Kłodzkiej, a stamtąd do Czech. Tam jego najmłodszy brat Heinz zachorował na serce. Umarł po kilku dniach na rozkładanym krzesełku. - Do powodzi w 1997 r. mieliśmy to krzesełko w piwnicy, ale potem woda... - opowiadał nam pan Alfred.

W maju 1945 roku wrócili do Opola, ale w ich domu mieszkali Rosjanie. Rodzina dostała więc przydział na ul. Kurpierza 3. - Po wojnie była straszna bieda. Mama szła do gospodarzy, a my z Zygbertem i Helgą czekali w oknach na jedną kromkę chleba, którą przynosiła ze śniadania - wspominał.

Jako 16-letni chłopiec zgłosił się do ratusza na rozmowę o pracę. Został przyjęty do wydziału administracyjno-gospodarczego, który był odpowiedzialny m.in. za urządzanie ratusza. Meble brali z ulicy, bo ci, co się wprowadzili w okolice rynku, najczęściej wyrzucali starocie po niemieckich poprzednikach. Z ulicy Koraszewskiego przytargał na plecach szafę, która do dziś stoi w gabinecie sekretarza miasta. - Ale było wtedy tyle złodziei, że co myśmy wnieśli do ratusza, ktoś zaraz z urzędników wyniósł do siebie do domu.

Wszystkich prezydentów miło wspomina, ale najlepiej współpracowało mu się z Papą Musiołem. Bywało, że obaj nocowali w ratuszu, gdzie Papa miał swój pokoik. - Ależ on kawę zaparzał, taką, że łyżka stała. Bywało, żeśmy i przy kielichu całą noc przegadali. No tak, nieraz na kacu szło się do pracy - wspominał z rozrzewnieniem.

Do partii się nigdy nie zapisał. - Powiedziałem Karolowi, że się zapiszę, jak 99 procent się wypisze. No i dał mi już spokój z tą partią.

Do Mniejszości Niemieckiej też nie należał. Zapisał się tylko do Towarzystwa im. von Eichendorffa. Jeździł na wykłady, prenumerował wydawane przez konserwatorium czasopisma.

Przez długie lata był jedynym urzędnikiem w ratuszu, który władał biegle językiem niemieckim. Dlatego zlecano mu oprowadzanie Niemców po mieście, którzy przyjeżdżali tu gnani tęsknotą. - Po wojnie nie było ich wielu. Najczęściej starsi ludzie, którzy chcieli tylko przejść obok swego dawnego domu. Byli jednak i tacy, co przechodzili szybkim krokiem, bojąc się nawet popatrzeć. To przez wzruszenie. Niektórzy płakali. Inni dotykali klamek kamienic... Dopiero w latach 80. ośmielali się prosić mieszkających w ich dawnych domach o to, by pozwolili im wejść do środka. Polacy nie zawsze godzili się, co oczywiście rozumiem. Pewnie bali się, że tamci przyjechali im coś zabrać - uważał pan Alfred.

W Niemczech mieszka całe je rodzeństwo. Tu został tylko on. Dlaczego? - Nie mogę powiedzieć, dlaczego nie wyjechałem. Ja kocham to miejsce, to miasto. Zżyłem się z nim, mom tu kupa znajomych. Jak spaceruję Krakowską, to pamiętam jeszcze, gdzie co było przed wojną. Ja się tu urodziłem i tutaj chcę zostać. Po prostu...

Pogrzeb Alfreda Modlera odbędzie się w piątek o godz. 12 w kaplicy na Półwsi.


Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

http://miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,4226070.html?nltxx=1077785&nltdt=2007-06-15-03-06

750-lecie Chorzowa
Wizerunek Planetarium Śląskiego położonego w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku widnieje na okolicznościowym znaczku pocztowym, który wyemituje Poczta Polska z okazji przypadającego w tym roku jubileuszu 750-lecia Chorzowa. Jak powiedziała rzeczniczka tamtejszego magistratu, Gabriela Kardas taki znaczek to świetna promocja dla miasta.
Znaczek został wyemitowany przez Pocztę Polską w ramach serii "Miasta polskie". Wcześniej, wyemitowano znaczek z okazji 750-lecia Gorzowa Wielkopolskiego i upamiętniający 750-lecie lokacji Krakowa.
Dziś Chorzowianie rozpoczęli świętowanie 750-lecia miasta. Podczas trzydniowej imprezy mają zjechać do Chorzowa dawni mieszkańcy, którzy z różnych przyczyn musieli opuścić miasto. Szczególny wymiar obchodom rocznicy ma też nadać powrót do piłkarskiej ekstraklasy - po kilkuletniej przerwie - drużyny Ruchu Chorzów.

Cieszyniacy świętują
W Cieszynie po raz kolejny rozpoczyna się dziś Święto Trzech Braci. Zainaugurowały je historyczne pochody, nawiązujące do legendy o powstaniu Cieszyna, które wyruszyły z rynków polskiej i czeskiej części miasta i spotkały się na granicznym moście Przyjaźni. Wszystko odbyło się przy tradycyjnej długiej na kilkadziesiąt metrów słodkiej roladzie.
Dzisiejsze imprezy rozpoczęła inscenizacja legendy o założeniu miasta przez braci Leszka, Bolka i Cieszka. Do wieczora na rynku wystąpili m. in. kabaret SPOTKANIE Z BALLADĄ oraz grupa PSIO CREW. Równolegle, podobne imprezy odbywały się na rynku w Czeskim Cieszynie. Święto Trzech Braci potrwa do niedzieli.
W związku z obchodami przez godzinę zamknięty dla wyjeżdżających z Polski był popołudniu Most Przyjaźni w centrum miasta. Podobne utrudnienia będą w niedzielę. Tym razem dla wjeżdżających do Polski zamknięty będzie Most Wolności od 19 do 21. Straż Graniczna informuje kierowców, że w tym czasie pojazdy będą kierowane na drogowe przejście graniczne w Cieszynie Boguszowicach.

Radio Katowice juszkiewicz@radio.katowice.pl

Uczczono pamięć ofiar obozów w Świętochłowicach-Zgodzie

Pamięć kilku tysięcy ofiar obozów w Świętochłowicach-Zgodzie: hitlerowskiego i stalinowskiego, uczczono przy dawnej obozowej bramie. W utworzonym tam przed dwoma laty Miejscu Pamięci odsłonięto ufundowane przez rodziny ofiar okolicznościowe tablice w językach polskim i niemieckim.

Ich treść przypomina "dla upamiętnienia i ku przestrodze (...) wielką tragedię ludzką". Wskazuje, że od 1940 r. do stycznia 1945 r. funkcjonowała tam filia obozu koncentracyjnego w Auschwitz, a później, od lutego do listopada 1945 r. obóz służył komunistycznemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego "jako katownia pod wodzą Salomona Morela". "Kat S. Morel uniknął sprawiedliwości ucieczką do Izraela" - informuje napis na tablicy.

W przypadającej w 62. rocznicę założenia stalinowskiego obozu uroczystości wzięło udział kilkadziesiąt osób - potomkowie ofiar obozów, przedstawiciele organizacji śląskich oraz mniejszości niemieckiej. Andrzej Roczniok z Ruchu Autonomii Śląska podkreślił, że w tym roku po raz pierwszy podczas obchodów wystawiono straż honorową, którą pełnili ubrani w ludowe stroje Ślązak i Ślązaczka.

Od 1943 do stycznia 1945 r. w Świętochłowicach-Zgodzie mieściła się filia hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Według śląskich historyków, zginęło tam kilka tysięcy osób wyczerpanych niewolniczą pracą, głównie Żydów i Polaków, ale także m.in. Francuzów. W Świętochłowicach działały prócz tego obozy jenieckie, gdzie więziono Rosjan, Brytyjczyków i Włochów.

Od lutego do listopada 1945 r. w poniemieckim obozie komunistyczne władze ulokowały obóz przeznaczony dla "zbrodniarzy faszystowsko-hitlerowskich". Trafiali tam jednak najczęściej Ślązacy, obywatele II RP, m.in. za podpisanie w czasie okupacji niemieckiej listy narodowościowej, tzw. volkslisty (co na Śląsku wobec represji za odmowę podpisania zalecał Kościół; volkslista była też narzucana rdzennym mieszkańcom, aby wcielić ich do wojska).

Przez składający się z siedmiu baraków i budynku komendantury obóz przeszło wówczas ok. sześć tysięcy osób; liczba śmiertelnych ofiar szacowana jest na ponad dwa tysiące. Część z nich, w tym wiele kobiet i dzieci, zginęło w lipcu 1945 r., gdy w obozie wybuchła epidemia tyfusu.

Do obozu trafiali m.in. żołnierze Armii Krajowej - zamykano tam osoby podejrzewane o wrogi stosunek do władzy. Decyzja o osadzeniu zależała od UB i NKWD i nie była poparta orzeczeniami sądów czy prokuratur; więźniowie trafiali tam bez wyroków, często na podstawie fałszywych donosów. Gdy w listopadzie 1945 r. obóz likwidowano, część osób zwolniono, innych przeniesiono do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie.

Były komendant obozu, Salomon Morel, zmarł w tym roku w wieku 87 lat w Izraelu. Wyjechał tam na początku lat 90., kiedy wszczęto postępowanie w sprawie dokonanych w obozie zbrodni. W 1996 r. katowicka prokuratura oskarżyła go o doprowadzenie do śmierci co najmniej 1538 więźniów. Jednak w 1998 r. Izrael odmówił jego ekstradycji. Według izraelskiego prawa, zarzucane mu czyny nie były zbrodniami ludobójstwa i uległy przedawnieniu po 20 latach.

Katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej podejrzewał Morela o niepodlegającą przedawnieniu zbrodnię ludobójstwa. Według świadków, Morel wielokrotnie bił więźniów, powodując uszkodzenia ciała i kalectwo, umieszczał w karcerze, szczuł psami, znęcał się nad nimi psychicznie. Był też obciążany za tragiczne warunki sanitarne i bytowe w obozie, prowadzące do śmierci wielu osób.
http://wiadomosci.onet.pl/1555187,11,1,0,120,686,item.html

Aus dem Inhalt



Co? Gdzie? Kiedy?
Zbliża się lato i wakacje. Koła DFK i zarządy TSKN często razem z samorządami naszych wsi i miast organizują każdego tygodnia bardzo wiele imprez o charakterze kulturalno-rozrywkowym. Chętnie te imprezy zareklamujemy na specjalnej szpalcie na łamach naszej gazety. Żeby to uczynić, musimy otrzymywać od Was informacje o wszelkich imprezach najpóźniej w poniedziałek do godziny 10.00 (aby zostały opublikowane w SW wychodzącym w środę). W informacjach powinny być zawarte odpowiedzi na postawione w tytule pytania. Można je przesyłać pocztą tradycyjną lub elektroniczną: sw@wochenblatt.pl; fax 077/402 10 40.


Komentarz



Usunąć Pötteringa



Dwóch polskich europosłów Maciej Giertych i Sylwester Chruszcz (LPR) chce pozbawić Hansa-Gerta Pötteringa funkcji przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Chcą bardzo zasłużonego dla interesów Polski Niemca ukarać za to, iż ośmielił się przyjąć zaproszenie na doroczny zjazd Ziomkostwa Ślązaków. Dla posłów ziomkowie są rewizjonistami, nie może Niemiec, przewodniczący PE spotkać się z wrogami Polski. Nawet w gazetach, które jeszcze przed rokiem nie atakowały Niemiec i Niemców, pełno dzisiaj różnych dziwnie brzmiących tekstów o nowych rzekomych niemieckich zagrożeniach. Uchodzący dotąd za umiarkowany dziennik „Rzeczpospolita” publikuje aluzyjne teksty na temat przywracania niemieckich nazw zabytkowym obiektom architektury, nic nie pisząc o setkach celowych zniszczeń tych obiektów po wojnie. To, co zostało, włodarze odnawiają często za unijne pieniądze. Stare nazwy, jak na przykład w Grecji mauzolea Turków, od których Hellada straszliwie ucierpiała, przynoszą gminom dużą kasę.

E. Miś

http://www.wochenblatt.pl/php/index.php3

Galla: Wydawaliśmy pieniądze zgodnie z literą prawa

Goście Opolskiej Debaty rozmawiali o problemie rzekomo niewłaściwego finansowania kampanii wyborczej Mniejszości Niemieckiej 2001 roku. Poseł Ryszard Galla zapewnił, że nie było żadnych nieprawidłowości.


"Dalecy jesteśmy od ferowania jakichkolwiek wyroków, wystosowaliśmy jedynie apel o sprawdzenie przepływu pieniędzy" - twierdzi Marek Kawa z LPR.


Miejmy szacunek do prawa, jeśli są jakieś nieprawidłowości,

to zostaną wyjaśnione" - dodaje Stanisław Rakoczy z PSL. Warto postawić pytanie czy warto powracać do spraw sprzed 6 lat.

Mieczysław Walkiewicz z PiS twierdzi, że jeśli faktycznie przy finansowaniu kampanii wyborczej MN były nieprawidłowości, trzeba to wyjaśnić.


Problem finansowania kampanii wyborczej z 2001 roku w kontekście dokładnego sprawdzenia przelewanych na konta pieniędzy dość jednoznacznie określa Tomasz Garbowski z SLD.


Podobnie w kategoriach tematu zastępczego traktuje sprawę poseł PO Leszek Korzeniowski.


Ryszard Galla z MN stwierdza jednoznacznie, że ewentualne nieprawidłowości w finansowaniu kampanii miałyby oczywiste konsekwencje.

Kończąc dyskusję Marek Kawa powiedział, że nie formułuje bezpośrednich zarzutów pod adresem Mniejszości Niemieckiej a apel o wyjaśnienie zasad finansowania kampanii jest konsekwencją przekazania wątpliwości przez byłych członków Mniejszości. - Mówimy o pieniądzach publicznych. Tu każdy sygnał trzeba sprawdzić - dodał poseł Kawa.


Jacek Rudnik
Niedziela, 17 czerwca 2007 14:55

http://www.radio.opole.pl/wiadomosci,18614.html

Koferencja w Cieszynie




12.06.2007.

"Śląska tożsamość na ziemiach dawnego Księstwa Cieszyńskiego" pod taką nazwą odbyła się dziś w Centrum Konferencyjnym UŚ w Cieszynie konferencja naukowa. Zorganizowane przez Ruch Autonomii Śląska i Uniwersytet Śląski sympozjum spotkało się z zainteresowaniem samorządowców i osób zaintersowanych regionalną problematyką.

Zebranych przywitali ks. dr Marek Uglorz oraz burmistrz Cieszyna, Bogdan Ficek, który powiedział, że wielokulturowość Śląska powinna być powodem do dumy. Oprócz burmistrza Ficka na konferencji pojawili się również starosta Franciszek Kożdoń oraz burmistrz Skoczowa, pani Janina Żagań.



Słuchający wystąpień mieli okazję poszerzyć swą wiedze o rozmaitych aspektach śłaskiej tożsamości. Wykład na temat kultury artystcznej na Śląsku Cieszyńskim przygotował dr Jerzy Gorzelik z Uniwersytetu Śląskiego, prezentując także dokonania pochodzących z tego obsaru twórców w innych częściach Śląska.

O początkach chrześcijaństwa i administracji kościelnej mówił ks. dr Karol Mozor (UŚ), natomiast świadectwo cieszyńskiego ekumenizmu, pojmowanego jako specyficzny rys śląsiej tożsamości, przedstawił ks. dr. Marek Uglorz (CHAT, UŚ).

Dwa odczyty poświęcono tradycjom pedagogicznym na Śląsku Cieszyńskim – pierwszy, ks. prof. Manfreda Uglorza (CHAT, UŚ), tradycji ewangelickiej, i drugi, ks. prof. UŚ Józefa Budniaka, tradycji katolickiej.

O tym, że śląska tożsamość jest wartością pedagogiczną mówiła dr Ewa Fonfara (UŚ).



Konferencja zakończyła się dyskusją na temat śląskiej tożsamości na Śląsku Cieszyńskim. Zebrani byli zgodni co do tego, że jest to wartość, którą należy pielęgnować, choć różnie ocenili dotychczasowe dokonania w tym zakresie.




http://www.raslaska.aremedia.net/index.php?option=com_content&task=view&id=178&Itemid=35



©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna