Sławomir Mrożek „Opowiadania



Pobieranie 102.86 Kb.
Strona1/3
Data08.05.2016
Rozmiar102.86 Kb.
  1   2   3
Sławomir Mrożek „Opowiadania”

Słoń


Kierownik ogrodu zoologicznego – karierowicz pragnął by w jego ZOO znajdował się słoń. Nie dbał jednakże ani o pozostałe zwierzęta, ani o pracowników. W ogrodzie brakowało niektórych zwierząt: żyrafa miała za krótką szyję, borsuk nie miał swojej nory, świstaki wydawały świty rzadko bądź wcale. Był to ogród prowincjonalny, ale odwiedzały go liczne wycieczki szkolne. Odczuwano więc brak słonia. Braki powoli uzupełniano, na tyle na ile pozwalał rozwój państwa.

22 lipca ogród otrzymał zawiadomienie, iż otrzyma upragnionego słonia. Dyrektor jednakże zrzekł się otrzymanego przydziału. Napisał list do Warszawy, w którym stwierdził iż słoń jest dla państwa zbyt wielkim wydatkiem. Dlatego zarówno on (dyrektor) jak i pracownicy Zoo, by obniżyć koszty, stworzą własnego słonia. Słoń własny będzie wielkości naturalnego, będzie miał identyczny kolor i będzie napełniony powietrzem. Nikt nie pozna, że jest to tylko imitacja. Na ogrodzeniu miano powiesić tabliczkę: Szczególnie ociężały - w ogóle nie biega. Dyrekcja w Warszawie wyraziła zgodę i Zoo zajęło się przygotowaniem własnego słonia. Zadanie to powierzono dwóm woźnym. Na stworzenie słonia dostali tylko jedną noc. Choć starali się jak mogli, nadmuchanie ogromnego powłoki słonia było czasochłonne i męczące. Kiedy zmęczeni pracą zauważyli w kącie kurek z gazem wykorzystali go i napełnili powłokę gazem. Po chwili w szopie stał ogromny słoń własny z wielkimi uszami, trąbą i ogromnymi nogami. Praca poszła znacznie szybciej i mogli wrócić do domu. Następnego dnia ustawiono w ogrodzie słonia własnego, przytwierdzono tabliczkę i otwarto ogród.

Tego dnia do Zoo przyszła wycieczka szkolna. Nauczyciel chciał przeprowadzić lekcję poglądową o słoniu. Opowiadał; „Słoń jest roślinożerny. Za pomocą trąby wyrywa młode drzewka i objada je z liści… Słoń pochodzi z prostej linii od zaginionych już dzisiaj mamutów. Nic wiec dziwnego, że jest największym z żyjących zwierząt lądowych… Tylko wieloryb jest cięższy od słonia, ale ten żyje w morzu. Możemy wiec śmiało powiedzieć, że królem puszczy jest słoń. Waga dorosłego słonia waha się od czterech do sześciu tysięcy kilogramów…” Słoń jednakże nie poruszał się i nie zrywał liści, choć uczniowie pilnie go obserwowali. Kiedy nauczyciel mówił o tym jak ciężkim stworzeniem jest słoń, zerwał się wiatr i porwał słonia własnego i poniósł go wysoko w górę. Wywołało to zamieszania wśród uczniów i wśród pracowników i mieszkańców ogrodu. Powłokę słonia odnaleziono w ogrodzie botanicznym, przebitą. A uczniowie, którzy brali udział w teju lekcji do dziś nie wierzą w istnienie słonia, zostali chuliganami.

Z Ciemności

Opowiadanie to jest listem do towarzyszy o sytuacji jaka panuje na wsi. Na wsi panuje ciemnota i niezrozumienie dla rzeczy wyższych. Ludzie wierzą w zabobony i boją się nawet nietoperzy-gacków, diabła itp.

W młynie ukazał się diabeł w czerwono niebieskiej czapce (napis po francusku Tour de la Paix) i pięknie się pokłonił. Od tej pory ludzie omijali go szerokim łukiem. Kierownik młyna i jego żona rozpili się, gdyż obroty znacznie zmalały. W końcu młynarz oblał swoją żonę wódką i podpalił ją, sam zaś udał się na uniwersytet ludowy i zapisał się na marksizm. Młynarzowa spłonęła, ale jej duch nie odszedł tylko zaczął straszyć we wsi.

W nocy we wsi słychać straszne wycia. Nikt nie wie, kto to wyje i z jakiej przyczyny, ale też nikt nigdy nie wychodzi by to sprawdzić. Chodzą więc po wsi słuchy iż jest to duch:

- Karasiaka – biedaka z kułaków

- Krzywdoń – bogacz, który po śmierci narzeka na obowiązkowe dostawy

Chata piszącego list stoi pod lasem. Jest oddalona od innych gospodarstw. Najbliższy sąsiad to Jusienga, który kiedyś czytając „Horyzonty techniki” został przez kogoś zaatakowany i trzy dnie nie mógł dojść do siebie. Nie wie jednak kto go zaatakował. Piszący szuka rady co ma zrobić gdy zewsząd otacza go zabobon i mogiły. Opisuje historię leśnika, który rozpowiada, ze nocą po duktach leśnych chodzą zmarli bez głó, głowy toczą się osobno po ziemi. Inna historia dotyczy baby, która zbudziła się w nocy i zobaczyła na sej kołdrze malusieńki kredyt. Został on przeznaczony na wybudowanie mostku, ale budowa do skutku nie doszła a w rzeczce utopił się poeta.

We wsi wszystkie te wydarzenia wpływają na ludzi. Wierzą oni w gusła i zabobony, upiory oraz czarownice. List kończy się stwierdzeniem, że najgorsze jadana ze wszystkich opisywanych rzeczy jest to, iż teraz w drzwiach piszącego pojawił się świński ryj, który dziwnie na piszącego patrzy. Kończy słowami: A nie mówiłem że u nas inna specyfika?

Imieniny


Do domu mecenasostwa zostaje zaproszony gość. Kiedy wchodzi do salonu podziwia piękno wystroju, który początkowo ciężko mu zauważyć z powodu półmroku panującego w pomieszczeniu. Dziwne było jednak to, że wszystkie meble przykryte były prześcieradłami. Gość zwraca uwagę na kojec stojący w rogu. Jest on podobny do kojców dla dzieci jednak wyższy, a za prętami siedzi mężczyzna, który wyszywa. Zdziwiony gość udaje jednakże że nie widzi nieznajomego gdyż mecenasowa w ogóle nie wspomina i nie przedstawia tajemniczego mężczyzny. Gdy zakończył się czas odwiedzin mecenasowa odprowadzając gościa zaprasza go na imieniny męża w najbliższą sobotę.

Kiedy nadszedł dzień imienin mężczyzna ubrał się elegancko i udał się do domu mecenasostwa. Dom widoczny był z daleka, a całe miasteczko świętowało imieniny mecenasa. Furtka i dom były otwarte, w salonie panował gwar, z mebli ściągnięto prześcieradła. Mężczyzna wręczył mecenasowej prezent i zajął się rozmową z pozostałymi gośćmi na przyjęciu. W kojcu siedział ten sam nieznajomy, lepiej ubrany, teraz drzemał. Mężczyzna obserwował go uważnie podczas gdy inni zdawali się go nawet nie zauważać. Do salonu weszły dzieci, wniesiono potrawy, wszyscy zasiedli do kolacji. Wznoszono toasty, podano deser, mężczyźni palili. Rozległ się śpiew, to nieznajomy z kojca śpiewał. Dzieci uzyskawszy zgodę matki zabrały ze stoły wiśniówkę i napoiły go. W końcu gospodarz domu wyjaśnia iż nieznajomy w kojcu to postępowiec. Ponieważ żona mecenasa nie chciała mieć kanarka ani innych banalnych zwierząt mają w kojcu postępowca, który według gospodarza jest całkowicie oswojony i nieszkodliwy. Haftuje, gra, śpiewa. Gospodarz podkreśla, że jest on wypuszczany 22 lipca i na rocznicę Rewolucji, ale zawsze wraca. Kiedy robi się już późno mecenas nakazuje przykryć kojec kapą, aby postępowiec już nie śpiewał, dzieci idą spać , a goście się rozchodzą do domów. Mężczyzna jako ostatni opuszcza dom mecenasostwa, mijając kojec słyszy ciche śpiewanie Dalej więc, dalej więc…

Chcę być koniem

Mężczyzna w opowiadaniu marzy by być koniem. Rozmyśla jakby to było wspaniale, nie musiałby czekać w urzędach, dostałby nowe przestronne mieszkanie gdyż byłby kimś wyjątkowym, a nie tam zwykłym człowiekiem. Występowałby w kabarecie, śmiano by się z jego dowcipów, które były by jak na konia znakomite. Kolejną korzyścią byłyby korzyści wyciągane z przysłów o koniach np. końskie zdrowie oraz zainteresowanie kobiet. Jedynym niedostatkiem byłoby to, że wrogowie mogliby wyśmiewać się z niego mówiąc iż wcale nie jest koniem tylko kucykiem. Jednak po śmierci dostałby skrzydła, byłby pegazem, skrzydlatym koniem. Czy może być coś piękniejszego dla człowieka?

Cichy współpracownik

Ulicami pewnego miasta przechodzi kondukt żałobny. Składa się on z wozu z trumną (ciągniętego przez konia), wdowy i trzech innych osób. Trumna przepasana jest szarfą z napisem „Niech żyje”. Kondukt ten budzi zainteresowanie mężczyzny, który schodzi na ulicę i udaje się na cmentarz. Po uroczystościach pogrzebowych podchodzi do wdowy i pyta kim był zmarły. Okazuje się iż był to człowiek, którego zajęciem było przede wszystkim dobrowolne wymyślanie nowych sposobów propagandy. Propagowanie haseł było jego ostatnim zajęciem przed śmiercią. Wdowa na prośbę nieznajomego mężczyzny pokazała mu ostatnie prace jej męża. Wynikało z nich iż był to człowiek szczery i prosty, który pragnął by propagandowe hasła umieszczać gdzie tylko się da. Uważał, że nawet mucha złapana przez człowieka i zamoczona w atramencie powinna pisać hasła propagandowe na papierze. Z prac zmarłego wynikało również iż napis umieszczony na trumnie był zgodny z jego ostatnią wolą. Z relacji wdowy dowiedział się również jak zmarł nieznajomy. Padł on ofiara własnej gorliwości. Z okazji państwowego święta rozebrał się do naga i pomalował w siedem kolorowych pasów tak by symbolizować tęczę – symbol jasnej przyszłości. Wyszedł na balkon i na poręczy usiłował wykonać figurę gimnastyczną – mostek – tak by upodobnić się swym kształtem do prawdziwej tęczy. Niestety spadł z balkonu, a że mieszkał na drugim piętrze poniósł śmierć.

Dzieci

W małym miasteczku nadeszła zima i napadało dużo śniegu. Dzieci cieszyły się z tego i postanowiły na rynku ulepić najprawdziwszego bałwanka. Utoczyły trzy kule, zrobiły nos z marchewki i guziki z czarnych węgielków. Ojciec dzieci bardzo się ucieszył, że dzieci mają zabawę i zajęcie na cały dzień, a w dodatku przebywają na świeżym powietrzu. Wieczorem kiedy zasiadano do kolacji do domu przyszedł sprzedawca gazet. Przyszedł by zwrócić ojcu uwagę iż jego dzieci są niewychowane i on przychodzi, aby temu problemowi wychowawczemu zaradzić. Oburzony stwierdził iż dzieci naigrywały się z niego lepiąc bałwana, bo bałwan ma czerwony nos tak jak sprzedawca gazet. Ale przecież to, że ktoś ma nos czerwony nie jest powodem by się z niego śmieć. Ojciec zawołał dzieci i kazał im się przyznać do winy, one jednak orzekły, że ich zamiarem nie było naśmiewanie się z nosa sprzedawcy gazet. Ojciec jednak profilaktycznie nie dał im tego wieczoru za karę kolacji.



Następnie do domu przyszedł prezes gminnej spółdzielni, ze skargą iż jego dzieci lepiąc bałwana utoczyły trzy kule. Ojciec spytał czy chodzi o nos, ale prezes oburzony zaprzeczył, stwierdził, że problem tkwi w tych trzech nałożonych na siebie kulach. Dzieci w ten sposób chciały dać do zrozumienia iż w gminnej spółdzielni siedzi złodziej na złodzieju. Dzieci ponownie zapytane czy było to ich zamiarem zaprzeczyły, ale ojciec odesłał je do kąta.

Kolejnymi gośćmi byli gruby nieznajomy w kożuchu i przewodniczący Rady Narodowej. Oskarżyli oni dzieci iż dzieci naigrywają się z organów państwowych ustawiając bałwana przed oknami Rady Narodowej, bałwan ma zaś symbolizować samego przewodniczący, który jest gruby i chodzi po pokoju z rozpiętymi guzikami. Dzieci znów przywołane nie przyznały się do winy i teraz musiały klęczeć w kącie. Wieczorem jeszcze kilka osób pukało do drzwi, ale ojciec już nikomu nie otworzył. Następnego dnia dzieci wyszły na rynek i szukały zajęcia. Jedno z nich stwierdziło, że można by prawdziwego bałwana, ale pomysł ten został odrzucony. Zamiast bałwana dzieci postanowiły ulepić karykatury wszystkich, którzy wczoraj odwiedzili ich dom.

Proces

Literatów w końcu wcielono do wojsk i umundurowano. Stworzono Związek Literatów, do którego należeli wszyscy artyści. Przyporządkowani im stopnie, dano mundury i broń. Aby odróżnić poszczególnych pisarzy od siebie przydzielano im różnokolorowe wstążki. Teraz każdy z obywateli już wiedział co ma na temat danego literata myśleć. Pisarz-generał nie mógł napisać złej powieści, ale najlepsze pisali pisarze-marszałkowie. Rozdzielono zadania, uporządkowano relacje miedzy pisarzami. Brali oni udział w paradach, marszach i defiladach. Problem stanowił pisarz-dziwak, którego było trudno zaszeregować do jakiejkolwiek grupy gdyż utwory jego pisane były prozą, były za krótkie na powieści a za długie na opowiadanie. Aby go odróżnić od innych dano mu pomarańczowe spodnie i stopień szeregowca. Zostawiono go w spokoju do czasu.



Pewnego dnia pisarz-generał szedł ulicą a naprzeciw niego zmierzał pisarz szeregowiec. Generał oczekiwał oddania mu honorów, jednak w ostatniej chwili zauważył na czapce szeregowca czerwonego bączka – odznaczenie najwyższych stopniem, i szybko sam zasalutował szeregowcowi. Jak się po chwili okazało, to nie było odznaczenie, a zwykła boża krówka która usiadła na czapce szeregowca. Jednak pisarz-generał domagał się sprawiedliwości i wytoczono proces wobec pisarza-szeregowca. Jednakże udało się szeregowca wybronić składając całą winę na bożą krówkę, która odnaleziono w ogrodzie. Sąd wydał na nią wyrok skazujący i została rozstrzelana dnia następnego przy użyciu 4 tomów dzieł pisarza-marszałka. Po dokonaniu egzekucji podejrzenie ponownie padło na pisarza-szeregowca, który prosił do ostatniej chwili o ułaskawienie winnej i płakał po jej śmierci.

Łabędź


W parku był staw, którego ozdobą był łabędź. Jednak pewnego dnia łabędzia ukradli chuligani. Zarząd Zieleni miejskiej postawił następnego łabędzia i wyznaczył stróża – małego staruszka, aby go pilnował. Noce jednak były chłodne i staruszkowi było zimno gdy krążył wokół stawu. Nieopodal była gospoda do której staruszek mógłby pójść i zjeść coś ciepłego. Jednak konsekwencje zaniedbania obowiązków i możliwej straty kolejnego łabędzia sprawiły iż zaniechał pomysłu pójścia do gospody. Kiedy jednak zrobiło się tak zimno, że nie mógł dłużej wytrzymać, zabrał łabędzia pod pachę i poszedł razem z nim. Zamówił sobie posiłek i wódkę, a kiedy zobaczył, że łabędź patrzy na niego smutnym wzrokiem i jemu zamówił bułkę maczaną w piwie. Od tej pory co noc chodził stróż z łabędziem na posiłek w ciągu chłodnych nocy. A kiedy stróż zapominał, że ma iść do gospody sam łabędź upominał się o to. Niedługo po tym wyrzucono stróża i łabędzia, gdyż matki wniosły zażalenie do Zarządu Zieleni miejskiej iż łabędź pływający po stawie jest pijany.

Mały


Istniał w pewnym mieście zespół teatralny „Tyci” złożony z samych liliputów. Ponieważ występował często, a jego przedstawienia były dobre zyskał tytuł „Centralny Tyci”. W teatrze występował aktor o nieprzeciętnych zdolnościach, który odgrywał role amantów i bohaterów. Był on niezwykle ceniony przez krytyków i odgrywał coraz poważniejsze role. Pomimo tego, iż był najmniejszy ze wszystkich liliputów był bardzo chwalony. Pewnego dnia miał odgrywać rolę Bolesława Śmiałego. Siedział przed lustrem przygotowując się do roli, nie mógł jednak zauważyć w lustrze złocistej korony, którą miał na głowie. Co dziwniejsze kiedy wychodził z garderoby zahaczył głową o futrynę drzwi. Całemu zajściu przyglądał się fryzjer, który podejrzliwie patrzył na aktora. Od tej pory aktor wychodząc i wchodząc do swej garderoby musiał pochylać głowę. Zdziwiony całą sytuacją po pewnym czasie ze zdumieniem stwierdził, że rośnie. Choć w świecie liliputów nigdy się nie rośnie aktor rósł. Przestano go angażować w grę, nie dawano mu nowych ról, krytycy już nie pisali na jego temat pochlebnych recenzji. To że rósł stało się faktem, któremu nikt nie mógł zaprzeczyć. Musiał rozstać się z teatrem, zaczął wykonywać przeróżne zawody: statystował w teatrze dla dorosłych, był chłopcem na posyłki. Ale jego nazwisko wkrótce definitywnie zniknęło z afiszów. Po latach przyszedł do teatru liliputów jako widz, sztukę skwitował słowami: Owszem zabawni malcy.

Lew


Czasy starożytne, Cezar dał znak i rozpoczęła się rzeź chrześcijan na arenie cyrkowej. Dozorca lwów Bondai Kajus wygonił wszystkie lwy, dopiero po chwili dostrzegł iż w kącie pozostał jeden i jadł marchew. Kajus próbował go wygonić na arenę, bał się bowiem, że wyrzucą go z pracy jeśli ktoś zauważy że lew nie wyszedł. Ku zdziwieniu dozorcy lew kazał się mu odczepić i dać spokój. Kajus poprosił lwa czy ten nie mógłby tak dla pozoru pokręcić się po arenie, aby zapewnić mu alibi ale lew stanowczo zaprzeczył. Zaczął tłumaczyć dozorcy, że wszyscy chcą mieć alibi, zwłaszcza przed chrześcijanami. Chrześcijanie, w opinii lwa, jeśli by tylko chcieli mogliby dość do władzy. A ci którzy się im teraz sprzeciwiają musza mieć alibi, jeśliby kto ich oskarżył o zabicie chrześcijan mogą oni powiedzieć to nie my, to lwy. A lwy, które jedzą teraz chrześcijan są po prostu krótkowzroczne. W obliczu takiej sytuacji Kajus prosi lwa by ten jeśli będzie taka potrzeba zaświadczył za nim, że nigdy nie był przez dozorcę podżegany przeciwko chrześcijanom.

Przypowieść o cudownym ocaleniu

Przed wojną w Hamburgu żył człowiek imieniem Eryk Kraus. Miał żonę oraz czwórkę dzieci i wiódł życie spokojne. Był on pacyfistą i mędrkował nie zgadzając się na Boże wyroki. Kiedy wybuchła wojna powołano go do wojska. Buntował się i nie zgadzał się z nakazami władz, ale musiał być im posłuszny. Wszelkie wydarzenia i doświadczenia jakie go spotkały były przez niego odrzucane i niezrozumiane. Coraz bardziej oddalał się od Hamburga i nadal nie widział w żadnym z wydarzeń Bożego planu.

Aż w końcu dotarła do niego wieść iż w czasie kiedy on był na wojnie jego mieszkanie w Hamburgu zawaliło się i zginęła cała jego rodzina. Dopiero wtedy dostrzegł iż został cudownie ocalony przez Boga. Kiedy powrócił do Hamburga po wojnie wszystkim opowiadał o tym, że Boże plany są dobre i Bóg dobrze wiedział dlaczego była wojna, powstał Wermacht itd. Ponownie się ożenił, a swoim dzieciom opowiadał iż zawsze będzie dla niego wielką radością służyć w Wermachcie i pierwszy pójdzie na front jeśli zajdzie taka potrzeba.

Monolog

Monolog człowieka siedzącego w barze. Co chwilę zwraca się on do kobiety Panno Stasiu, jeszcze dwa głębsze… Wspomina lato i kukułki, pomnik Mickiewicza, zimę, pelargonie, które mogą wszystko przetrwać. Przypominają mu się lata dzieciństwa kiedy to nie lubił orkiestry symfonicznej. Potem nagle zaczynać historię narodu: Wisłę, która płynie przez cały kraj i w której głębię rzuciła się Wanda, Grunwald. Potem mówi o głębi oceanu, morza, lasy, jazdę konną, kopalnie soli pod Krakowem…



Gosiu – ogólnie porąbane to nie ma większego sensu jak dla mnie :P

Żyrafa


Józefek miał dwóch stryjków, każdy z nich był inny. Pierwszy siedział od lat w swoim pokoju otoczony książkami i naukowymi rozprawami. Od lat nie wychodził ze swojego pokoju, tylko pisał. Józefek kiedy go odwiedzał był nim onieśmielony.

Pewnego dnia chłopiec zapragnął się dowiedzieć jak wygląda żyrafa. Poszedł do pierwszego stryja, ale ten nie wiedział o co chodzi chłopcu. Od lat nie wychodził bowiem z domu, ale nie chciał przyznać się przed Józefkiem, że nie wie o co chodzi. Kazał wiec przyjść chłopcu dnia następnego. Spędził noc na studiach i medytacji przed czaszką na stole. Następnego dnia powiedział chłopcu: „Otóż żyrafa to jest takie zwierzę, co ma trzy nogi, rogi na głowie, koński ogon i żywi się wyłącznie grzybami ze śmietaną. Możesz odejść […] w zimie je grzyby marynowane.” Chłopcu ciężko było w to uwierzyć, ale nie chciał podawać autorytetu stryja, którego szanował.

Józefek poszedł wiec do drugiego stryja, który był całkowicie innym człowiekiem, udawali że się nie znają. Drugi stryj odesłał chłopca do wielu książek, ale Józefek powiedział, że w żadnej książce nie ma nic o żyrafie. Stryjek rzucił słuchawką. Przejrzał wszystkie książki i nie znalazł nic o żyrafie. Uważał jednak, że nie godzi się by przeglądał książki do zoologii gdyż to niezwykle wąska dziedzina. Kiedy chłopiec ponownie zadzwonił stryjek odrzekł, że „Żyrafa nie istnieje”.

Chłopiec poszedł więc do młodego człowieka, który był opiekunem zuchów. Mężczyzna zabrał chłopca do ZOO i pokazał mu jak wygląda żyrafa. Chłopiec wysłał drugiemu stryjkowi bukiet róż z bilecikiem, drugi zaś znalazł w kałamarzu zdechłą mysz bo nie miał pieniędzy na dwa bukiety.

O księdzu proboszczu i orkiestrze strażackiej

Pewnego późnego sobotniego popołudnia pod kościołem próbę miała strażacka orkiestra. Jako że wieś był mała dźwięki orkiestry niosły się po całej okolicy. Wszyscy siedzieli zasłuchani: wieśniacy i bogaci, na progach domów i na ławeczkach. Usłyszał orkiestrę również ksiądz proboszcz. Usłyszał świecką muzykę, sięgną po laskę i udał się pod kościół aby rozgonić orkiestrę, która pod kościołem wygrywała świeckie melodie. Zaczął jedna w drodze rozmyślać o tym jak on kiedyś sam był młody, popatrzył na strażaków, i pomimo iż n początku chciał ich przegonić pomachał ręką jakby chciał podyrygować i w końcu odszedł w stronę sadu. A orkiestra nadal grała…

Żal

Pogodny dzień, słychać śpiew ptaków, aż dziwne, że jest tyle ptaków na świecie. Przez miasto przechodzi parada złożona ze sportowców, którzy prężą swoje mięśnie. Sportowcy machają w kierunku Trybuny, którą mijają. Wszystko zagłusza śpiew ptaków.



Następną grupę stanowi grupa ludzi starszych z przytułków oraz dzieci ze żłobków. Idą Ci, o których zapomniano, niektóre z dzieci, które nie umiały chodzić przyłączono do starców. Starcy, którzy nie widzą podążają za szczebiotem dzieci. Potem idą sparaliżowani, za nimi inwalidzi i grupa niewidomych. Następnie osoby na wózkach. Potem ulica wydaje się być opustoszała, ale to tylko pozory bowiem teraz po ulicy idą ci, których zauważyć nie mogą nasze oczy czyli umarli. Idą dumni, ptaki śpiewają. Ale nikt nie może tego zobaczyć.

***


Historia zauroczenia pewnego młodzieńca nieznajomą kobietą, którą widuje na ulicy miasta w towarzystwie innych mężczyzn. Młody chłopak przełamując swoje opory kłania się kobiecie na ulicy, ale ona go zbywa. Potem przez długi czas, zawstydzony wspomnieniem, nie wychodzi na ulicę, unika ludzi. Kiedy po pewnym czasie wraca nie wie gdzie może spotkać nieznajomą. Podczas spotkania ze swoim znajomym okazuje się iż ów znajomy zna kobietę, co więcej przedstawia ja młodemu mężczyźnie. Chłopak szaleje z radości, stara się przypodobać kobiecie, na koniec wieczoru kiedy już się ściemniło chwyta ja za rękę, która to dłoń okazuje się być ręka przyjaciela. Następne spotkanie odbyło się pół roku później, kolejne prawie po roku. Pomimo iż kobieta jasno odrzucała zaloty chłopaka ten nie rezygnował. Kiedy jednak został odrzucony cieszył się z tego, że kobieta wyraża się o nim pochlebnie na mieście.

Pomnik żołnierza

W mieście stał pomnik Nieznanego Bojownika z 1905 roku. Na kamiennym cokole wyryto napis: Wieczna chwała. Pomnik odsłonięto w 1955 roku podczas wielkich uroczystości. Kiedyś ośmiu uczniów postanowiło złożyć hołd nieznanemu żołnierzowi. Kupili wieniec za wspólnie pieniądze i poszli na rynek. Spotkał ich mały mężczyzna w płaszczu, który wypytywał ich dlaczego przyszli, kto ich zmusił, po co taki wieniec itd. Chłopcy zgodnie przyznali, że oni sami z inicjatywą wyszli i nikt ich do niczego nie zmusza. Ale szybko zostali wylegitymowani przez policjanta, który podobnie jak nieznajomy mężczyzna wypytywał ich o przyczyny przyjścia pod pomnik. Potem mężczyzna kazał im oddać wieniec policjantowi i rozejść się. Przed pomnikiem został jedynie działacz, który stał i patrzył na pomnik nawet gdy zaczął padać deszcz.

Tło epoki

Do mieszkania w kamienicy przychodzi starszy mężczyzna w czarnym meloniku. Wprawia w osłupienie właściciela mieszkania oświadczając, iż przyniósł rozwiązanie rebusu. Zdziwiony mężczyzna spojrzał na gazetę którą podał mu staruszek, gazeta datowana był n 6 czerwca 1906 roku. Na jednej ze stron był starannym pismem rozwiązany rebus. Staruszek oświadczył iż chciał osobiście dostarczyć rebus do redakcji. Mężczyzna zaczął mu tłumaczyć, że obecnie nie ma tu żadnej redakcji, tylko mieszkanie prywatne i z tego co wie nie ma tej redakcji w tym mieszkaniu od wielu, wielu lat. Zdumiony strzec z uporem powtarza, że sam rozwiązał rebus, że rebus był trudny i musiało mu zająć trochę czasu zanim odgadł wszystkie hasła. Właściciel mieszkania pyta staruszka gdzie był kiedy wybuchły wojny, toczyły się walki, ten zaś uparcie powtarza, że rozwiązywał rebus, który był niezwykle trudny. Właściciel mieszkania zaczyna naśmiewać się ze staruszka, że taki z niego myśliciel a bomby by nie wynalazł, bo nie potrafiłby tego zrobić. Starzec po chwili odpowiada mu, że może się z niego śmiać, że może nie wynalazłby bomby, ale dzięki niemu myśli ludzka nie zginęła, myśl ludzką trzeba szanować.

W szufladzie

Kiedy pewnego dnia mężczyzna zagląda do szuflady swojego biurka ze zdumieniem odkrywa iż mieszkają w tej szufladzie mali ludzie. Dla pary małych ludków człowiek jawił się jako ogromna istota, jako niemalże Bóg. Mali ludzie mają do dużego prośbę o pomoc, a jako człowiek ten miał dobry humor niezwykle ucieszył się iż w jego domu mieszkają tacy mali lokatorzy i że może im pomóc. Porozmawiał z nimi i obiecał pomoc kiedy tylko wróci z miasta. Kiedy wychodził z domu miał bardzo dobry humor, który szybko został popsuty przez niemiłą rozmowę, padający deszcz i fakt, że jego czyściutkie jasne spodnie zostały pobrudzone gdy został ochlapany przez samochód. Mężczyzna wrócił do domu bardzo zły. W domu czekali na niego mali Ludkowie i tłumaczyli, że teraz jest odpowiednia pora aby im pomóc. Mężczyzna zniecierpliwiony zmiótł ich do szuflady i zatrzasnął ją z hukiem.

  1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna