Sławomir Mrożek „Opowiadania



Pobieranie 102.86 Kb.
Strona2/3
Data08.05.2016
Rozmiar102.86 Kb.
1   2   3

Fakt


Opowiadanie to zapis spowiedzi młodej kobiety, która przychodzi do konfesjonału z prośbą o pomoc. Tłumaczy, że chodzi o jej małżeństwo. Opowiada pokrótce historię tego jak poznała swego męża, ślub i ich wspólne życie. Choć tekst nie zawiera pytań jakie zadawał ksiądz można je jasno wywnioskować z odpowiedzi jakich udzielała kobieta. Kobieta zaprzecza jakoby mąż ją zdradził, albo ona jego, uważa, że się kochają i wszystko jest w porządku. W końcu dochodzi do sedna sprawy, Okazuje się iż podczas jednak z urlopów kiedy pojechała wraz z mężem na letnisko odkryła iż jest on z plasteliny. Z przerażeniem powiedziała iż cały zawsze był z plasteliny. Kiedy otrzymuje od księdza odpowiedź iż jest to podstawa do unieważnienia związku gwałtownie neguje taką możliwość tłumacząc – Unieważnienie małżeństwa? Ależ, proszę ojca, to głupstwo! Ale ja mam z nim dzieci!

Wyznania o Zygmusiu

Zygmuś jest blady, ma dużą główkę na cienkiej szyjce, odstające uszka, pod grzywką włosów ma pracujące czółko. Pierwszy raz bohater opowiadania zetknął się z Zygmusiem gdy ten przyszedł do niego aby porozmawiać o sprawie ślimaka. Zygmuś w szkole uczył się o ślimakach, w jego zeszycie widnieje notatka na temat ślimaka, ale to czego dowiedział się w szkole nie zaspokoiło do końca wiedzy Zygmusia. Spytał nauczyciela którą nogą ślimak wychodzi na przechadzkę, a która kogoś kopie. Nauczyciel upomniał go, że ślimak ma tylko jedną nogę, a Zygmuś nie słuchał na lekcji i siedział pod ławką. Zygmuś przyszedł do domu i opowiedział, że w szkole nauczyciel powiedział że ślimak kopie lewą nogą, a chłopiec temu zaprzeczył gdyż ślimak jak wiadomo ma nogę prawą. Wtedy chłopca zainteresowało dlaczego ślimaki mają tylko jedną nogę i czy nie mogą pożyczyć sobie nogi od innego kolegi. Kiedy wuj tłumaczył mu, że nie jest to możliwe, bo wtedy inny ślimak niemiałby nogi, wtedy Zygmuś spytał czy ten 2 nie mógł by pożyczyć nogi od 3 , a 3 od 4 itd. Po czym stwierdził, że on z pewnością pożyczył by swemu koledze nogę. Kiedy jeden z jego przyjaciół – Tomek męczył pewnego dnia zwierzęta Zygmuś pogroził mu, że Pan Bóg mu pokaże, bo nie wolno znęcać się nad zwierzętami. Ale wtedy do sali wszedł nauczyciel i upomniał go, że chłopiec nie zdjął beretu gdy wszedł do klasy. Chłopiec powiedział, że mama zakazała mu by się nie przeziębił. Kiedy jednak wrócił do domu powiedział mamie że jest przeziębiony gdyż nauczyciel kazał mu ściągnąć berecik. Następnego dnia nie poszedł do szkoły bo źle się czuł. Kiedy jednak poszedł do szkoły i został zapytany dlaczego go nie było skłamał, iż mama powiedziała, że w domu jest zawsze najlepiej. Na lekcji nauczyciel powiedział, że człowiek nauczył się zatrzymywać ciepło poprzez np. wełniane wytwory i nakrycia głowy. Zygmuś orzekł, ze jego tata nosi owszem nakrycie głowy, ale tylko dlatego żeby łatwiej można go było znaleźć gdyby wpadł do jeziora. Po chwili dodał, że cała jego rodzina ma miejsce na grobowiec rodzinny wykupiony gdyż ich ciocia mówi, że razem to zawsze raźniej.

Przygoda dobosza

Pewien dobosz bardzo kochał swój bęben i nosił go zawsze ze sobą, bębnił wesoło wszędzie gdzie szedł. Pewnego dnia na swojej drodze spotkał generała, który dyskretnie zaczął mu tłumaczyć iż owszem gra na bębnie jest bardzo ważna i ładnie dobosz gra, ale robi się coraz później i ludzie udają się na spoczynek. Wszelkie próby zwrócenia uwagi doboszowi spełzły na niczym ponieważ wyłapywał on z wypowiedzi generała te fragmenty, które popierały jego granie. Generał chwali dobosza, że jest dobry i bębnienie jest ważne, ale nie zawsze można bębnić. Dobosz bębni jednakże coraz głośniej w pełni przekonany, że generał popiera jego działania. Chciał jak najlepiej wykonać swe obowiązki i przypodobać się dowódcy. Dopiero gdy został aresztowany i zabrano mu bęben zapadła cisza. Aresztowano go pod zarzutem zdrady z rozkazu generała.

Spółdzielnia „Jeden”

Spółdzielnia „Jeden” czyli tak naprawdę „Na jednego” jest organizacją, która powstała z potrzeby pomocy ludziom. Kierownik spółdzielni cierpliwie tłumaczy swojemu gościowi, iż wielu jest ludzi samotnych, a zadaniem jego i jego pracowników jest dotrzymywanie towarzystwa takim ludziom. Kierownik przyjmuje zlecenia, wysyła pod dany adres swojego człowieka i tak ratuje się ludzi przed samotnością, przede wszystkim przed samotnym piciem. Bowiem, jak mówi kierownik, nie zawsze nasi znajomi mogą się z nami napić i od tego są właśnie ludzie w spółdzielni. W końcu z misji wraca jeden z pracowników, który (kiedy go już docucono i nieco otrzeźwiono) wyznał iż misja zakończyła się powodzeniem i znów nikt nie musiał pić samotnie. Kierownik jest zachwycony i odbiera kolejne zgłoszenia. Pojawia się problem jeden z klientów pragnie się z kimś napić i porozmawiać o perspektywach rozwoju moralności socjalistycznej. Zmartwiony nie wie kogo posłać, gdyż nikt u nich się nie zna na takich sprawach. Gość, który rozmawia z kierownikiem pyta co będzie do picia, po uzyskaniu odpowiedzi: ajerkoniak, cherry cordinal proponuje kierownikowi, że on może pójść. W ten sposób zostaje on nowym pracownikiem spółdzielni „Jeden”

Peer Gynt

Nad strumykiem była chatka w której mieszkało młode małżeństwo prostych chłopów. Żona poprosiła męża by ten naprawił dach, a on obiecał to zrobić. Następnego dnia w miasteczku była uroczysta akademia i chłopu powierzono rolę woźnicy i zawiózł kierownika szkoły do miasta. W ten sposób chłop trafił do miasta i poszedł na spotkanie. W pewnym momencie poproszono aby ktoś z ludzi zechciał się wypowiedzieć. Chłop poszedł i w krótkich zdaniach powiedział, że nie rozumie dlaczego nie ma dla wsi gwoździ i dachówek a dla miast są. Słowa jego przyjęte zostały brawami i gratulowano mu wystąpienia. Chłop nie wiedział o co może chodzić, ale od tej pory proszono go by szedł i wygłaszał swe przemówienie na innych spotkaniach. Tak chłop zapomniał iż miał naprawić w domu dach. Po pewnym czasie proszono go by rozpoczynał mowę słowami „My małorolni” a kończył „Niech żyją Chiny”. Chłop nie wiele z tego rozumiał, ale robił jak mu kazano. Zaczął sypiać w hotelu, kupił teczkę, zmienił ubiór i uczesanie. W końcu trafił na spotkanie astronomów, którzy wyrzucili go z Sali, gdyż jego przemówienie nie miało wiele wspólnego z tematem. Nikt nie chciał mu uwierzyć, że jest chłopem, bo jego dłonie od dawna nie znały pracy. Kiedy został wyrzucony z sali postanowił wrócić na wieś do żony. Na początku żona nie mogła rozpoznać tek odmienionego męża, ale potem przytuliła się do niego, chłop zaś pod nosem zarozumiale mówił „My małorolni…” i nie przytulił żony.

List z domu starców

W domu starców powstało zamieszanie. W świetlicy wywieszono „Błyskawicę” przeciwko ich koledze, sekretarzowi Glusiowi. Gluś nawoływał wszystkich w rocznicę Rewolucji, a by zobowiązali się umrzeć przed terminem, sam zaś chętnie przyjmował od innych kleik (za kleik mógł zrobić wszystko). Gluś wyznaczał swoim kolegom rozmaite zadania i funkcje. Każdy kto miał przeszłość bał się Glusia gdyż ten otwarcie krytykował wszystko i wszystkich.

Koleżanka Etual również była krytykowana, ale kiedy przeżyła przełom zaczęła pisać wiersze na Cześ małorolnych, którego następnie kolega Gluś nakazał się wszystkim na pamięć nauczyć. Innego razu gdy była burza, kolega Tran powiedział iż w 1880 była większa i został przez Glusia oskarżony o chęć powrotu do przeszłości. Potem kazał wszystkim mieszkańcom Domu starców wystosować list do władz o zmianą nazwy domu na Dom Starców Dońskich. W końcu jednak Gluś spotkał się z krytyką. W „Błyskawicy” napisano o tym, że kolega Gluś głośno chrapie podczas snu.

Ostatni Husarz

Lucuś jest człowiekiem, którego otacza tajemnica i ważność. Lucuś jest bohaterem. Ale tak naprawdę nikt nie zna o nim całej prawdy prócz jego żony, matki i babki. Żona martwi się o Lucusia i co dzień gdy ten wychodzi prosi by ten na siebie uważał. Kiedy Lucuś wraca do domu raz jest uśmiechnięty i zadowolony innym razem milczący i smutny. Kiedy żona pyta go dokąd wychodzi, ten odpowiada: Tam gdzie zwykle. Wszyscy są dumni z Lucusia, jego dzieciom cały czas powtarzają, że maj wspaniałego ojca, z którego to one [dzieci] muszą być dumne. Lucuś chodzi zaś do publicznego szaletu i upewniwszy się że nikogo nie ma zamyka się w kabinie pisze ołówkiem (czasami pożyczonym piórem) hasła: Precz z bolszewizmem potem szybko wychodzi wsiada do dorożki i odjeżdża. Pewnego dnia gdy szedł do szaletu. Podczas pisania ktoś zaczął dobijać się do kabiny Lucuś szybko więc starł co napisał i na wszelki wypadek połknął ołówek po czym wyszedł. Okazało się że szalet będzie nieczynny z powodu remontu. Lucuś udał się więc na dworzec by tam pisać na ścianach toalet, ale tam również był remont. Wietrząc spisek wrogich sił Lucuś podejrzewał że wrogowie są już we wszystkich znanych mu miejscach. Chciał jednak by ostatnie słowo należało do niego. Wsiadł wiec do pociągu i wysiadł na następnej stacji w ubogiej wiosce. Wszedł do najbliższego domu i zapytał o toaletę. W chatce powiedziano mu iż tutejsi mieszkańcy załatwiają swoje potrzeby w lesie. Lucuś poszedł więc do lasu i tam patykiem na śniegu napisał Generał Franco wam pokaże po czym wrócił do domu czując się jak rycerz husarii. Patrzył w lustro czy czasem nie wyrosły mu orle skrzydła.

Koniki

Pewien mężczyzna otrzymał anonimowy list, w którym poinformowano go iż prochy jego dziadka (który spoczywał w grobowcu w miejscowości N.) zostały usunięte a na jego miejscu pochowano sekretarkę dyrektora państwowej stadniny. Sekretarka była również kochanką dyrektora. Mężczyzna udał się więc do N. aby wyjaśnić sprawę. Niestety ani na cmentarzu, ani w Miejskiej Radzie Narodowej, ani też w Radzie powiatowej nikt nie chciał wytłumaczyć dlaczego prochy dziadka przeniesiono, nikt tez nie chciał pochować ich tam na powrót. Wszyscy odmawiali pomocy tłumacząc się: nieznajomością sprawy lub też, tym że miał być pochowany tam Koreańczyk (a to przecież niepolityczne) itd. Kiedy mężczyzna był w Radzie Powiatu z jednej z sal dobiegło rżenie kucyka. Potem kiedy został wyproszony z Rady okazało się iż w całym mieście pełno jest kucyków, nawet milicjant jeździł na kucyku. Mężczyzna wziął do rąk miejscową gazetę i wyczytał w niej iż nieuczciwy dyrektor stadniny został przeniesiony do miejscowości D. ponieważ próbował przekupić kontrolerów ofiarując im po kucyku. Potem mężczyzna otrzymał wiadomość z miejscowości D., że prochy jego babki zostały usunięte a na ich miejscu pochowana została babka dyrektora stadniny, która to babka była nierządnica z Klondike. Mężczyzna udał się więc do miejscowości D., aby wyjaśnić sprawę. Kiedy tam przybył drzwi otworzył mu karzeł trzymający w dłoni uzdę perszerona. Mężczyzna odwrócił się i odjechał.



Poezja

W szkole pani postanowiła wytłumaczyć dzieciom czym jest poezja podała im przykłady domek-Tomek, szkoła-woła… W klasie była bardzo mądra dziewczynka, która w mig pojęła na czym poezja polega. Było to dziecko zadbane, schludne i czyste, zawsze było przygotowane do lekcji, nigdy się nie spóźniało, zawsze słuchało rodziców i jadło wszystko co rodzice mu kazali. Dziewczyna udzielała pilnie odpowiedzi na pytania zadawane przez panią nauczycielkę. W klasie był też Józefek, który niczego nie rozumiał. Potem nauczycielka kazała przepisać dzieciom fragment inwokacji największego poety – Adama Mickiewicza i nauczyć się go na pamięć. Dziewczynka szybko przepisała wiersz i poszła do domu gdzie razem z rodzicami zjadła obiad, a potem poszła z mamą na spacer. Kiedy wróciła siadła do odrabiania lekcji, ale nie wiedziała któ®ego z wierszy ma się nauczyć ,bowiem oprócz wiersza z lekcji był na okładce zeszytu inny wiersz wydrukowany przez wytwórnię zeszytów. Dziecko nie wiedziało, którego wiersza się nauczyć, ale zdecydowało nauczyć się wiersza z okładki. Następnego dnia dziewczynka przywołana do tablicy dostała pierwszą jedynkę w życiu, bo była źle przygotowana. Tylko jedna rzecz się nie zmieniła - Józefek dalej niczego nie rozumiał. Od czasu otrzymania oceny niedostatecznej dziewczynka zmieniła się, przestała słuchać rodziców, grymasiła przy jedzeniu, trzaskała drzwiami wychodził do restauracji. Zajęła się pisaniem poezji. Wkrótce przyzwyczajono się do zmiany w zachowaniu dziewczynki, Tylko jedna rzecz się nie zmieniła - Józefek dalej niczego nie rozumiał i niczego nie umiał.

Droga Obywatela

Opowiadanie o meteorologu, który żył w jednym z zakątków swego kraju. Miał on swój ogródek, w którym rozstawiony został założona została przez władzę stacja meteorologiczna i rozstawiono sprzęt meteorologiczny. Kierownik stacji był człowiekiem sumiennym, wykonywał dokładnie swoje obowiązki. Pisał szczegółowe raporty, opisując bardzo dokładnie wszystko co się działo niezależnie od tego czy padał deszcz czy też świeciło słońce. Uważał, że musi ciężko pracować, aby odwdzięczyć się państwu, które dało mu tę stację meteorologiczną i powierzyło mu tak odpowiedzialne zadanie. Późnym latem przez teren gdzie znajdowała się stacja przechodziły liczne burze. Kierownik z wielką skrupulatnością opisywał opady i przesyłał raporty do centrali.

Kierownika odwiedził kiedyś inny meteorolog, stary już człowiek, który zwrócił mu uwagę, iż ostatnie raporty na temat pogody są bardzo pesymistyczne. Kierownik jednak nie przejmował się tym mówiąc, że przecież takie są fakty, ze taka jest pogoda a jego obowiązkiem jest opisywanie faktów takimi jakie są. Stary meteorolog odjechał, ale wkrótce do kierownika przyszło zawiadomienie iż ma się stawić do Władzy. Spakował się i pojechał. Władza była bardzo niezadowolona z raportów, kierownikowi zwrócono uwagę, że raporty są pesymistyczne, ciągle tylko o opadach, a przecież zbliżają się żniwa. Władza zażądała od kierownika raportów o poprawie pogody, bo inaczej władza tolerować tego nie będzie.

Kierownik wracał bardzo zmartwiony do swojej stacji, postanowił jednak sprostać wymogom Władzy i zaczął pisać raporty w których: przejaśniało się, świeciło słońce (wszak słońce świeci zawsze to udowodnił już Kopernik). Kiedy jednak zaczęło padać i nadeszła burza z piorunami kierownik umieścił to w raporcie. Opisywał burzę przez kilka kolejnych dni, aż znów nadeszło wezwanie tym razem od Władzy Centralnej. Po wizycie u władz każdy następny raport tryskał optymizmem, słoneczną pogodą i zdecydowanie odbiegał od warunków, które można było zobaczyć za oknami. Dopiero po dwóch miesiącach jeden z raportów zdziwił władzę oprócz opisu pogody zawierał odniesienie do życia we wsi. Badania władzy wykazały, iż raport napisany był pod wpływem alkoholu i został wysłany. Sam zaś kierownik zginął od pioruna kiedy chodził po polach z cudownym dzwonkiem z Lourdes i modlił się o dobrą pogodę. Bo w gruncie przeczy był uczciwym człowiekiem.

Z gawęd wuja

To opowiadanie składa się z kilku mniejszych fragmentów, które zawierają opis różnych historyjek:

- Siulum, boihater gra ze swoim szwagrem w karty. Bohater opowiadania wygrywał, a szwagrowi karta nie szła. Wtedy szwagier powiedział Trącał go pies i w tym momencie do pomieszczenie wszedł pies i głębokim barytonem zapytał O co chodzi?

- Bohater wspomina rezurekcję, na którą zaproszony został ksiądz biskup i liczni prałaci. Ale kiedy miały zabić dzwony z wieży kościelnej nie dobiegł najcichszy dźwięk. Okazało się, iż kilku ateistów z miasta zdjęło dzwony i zastąpiło je filcowymi kapeluszami. Nasz bohater przyznaje, że nigdy by nie wpadł na taki pomysł.

- Bohater rozmyśla o tym, że pewien człowiek potrafi naśladować kukułkę. Wszak niektó®zy potrafią, a inni nie, ten człowiek akurat potrafi

- Zygmuś był kolegą ze szkoły naszego bohatera. Potrafił on [Zygmuś] wszystko, był wesoły, zdolny i wspaniale naśladował wodę. Nauczyciele zabronili Zygmusiowi siadać w pierwszej ławce, bo dostawali reumatyzmu. Na fizyce nie mógł siadać koło barometru bo opadał. Ale najlepsze dla wszystkich uczniów było kiedy Zygmuś wchodził na dach i spływał rynną cicho szemrząc.

- Nasz bohater rozpoczyna od zdania Pułaski to był wódz. Potem rozmyśla o tym jak dziwna jest przyjaźń. Wspomina jak w pewien mroźny zimowy dzień szedł ulica i spotkał dwóch przyjaciół. Nagle jeden z mężczyzn zaczął bić i okładać pięściami drugiego. Ten drugi w ogóle nie reagował na takie zaczepki. W końcu pierwszy z mężczyzn przestał bić swojego towarzysza i wtedy dopiero bity mężczyzna pocierając zapuchnięte oko zapytał No jak już ci cieplej?

- Kolejny fragment to opis ze ślubu. Państwo młodzi otrzymali w prezencie między innymi odbiornik radiowy na sześć lamp. Był to prezent od pana Frania, który był przyjacielem panny młodej z podwórka. Pan Franio został posadzony przy stole z parą młodą, po lewej stronie panny młodej. Rodzice panny młodej wspominali jaką była mądrą i piękną dziewczyną, jak dobrze się uczyła, jak jeździła po raz pierwszy na rowerze. Za każdym razem patrzą pytająco w stronę pana Frania, który potwierdza wszystko co powiedzieli rodzice panny młodej. Nawet kiedy rozmowa dotyczy tak błahej sprawy jak pogoda, a pan młody nie zgadza się ze spostrzeżeniami rodziców swej małżonki. Wtedy matka panny młodej gwałtownie zaprzecza mówiąc iż pan młody nie ma racji i po raz kolejny wszystko potwierdza pan Franio. Kiedy z radioodbiornika płynie kolejna melodia walca pan młody z radością rozmyśla, że będzie mógł spokojnie posłuchać radia wraz z małżonką jak wszyscy sobie już pójdą. Według naszego bohatera od tego wzięło się powiedzenie: Cieszy się jak pan młody z radioodbiornika.

- Najdłuższy fragment tego opowiadania poświęcony jest historii pewnego misjonarza Wacka, który był kuzynem naszego bohatera. Wacek przyjechał w odwiedziny przed wyjazdem do Afryki na misje. Wraz z kuzynem zaczęli przy partyjce szachów, kart itd rozmyślać jaka to pora roku jest najlepsza na nawracanie takich Murzynów. I co zrobić żeby takiego Murzyna nawrócić. Często robili próby na sobie na przemian udając kaznodzieję i Murzyna. I tak przeminęło lato i jesień, czas żniw, a Wacek nie wyjeżdżał by Murzynów nawracać. Pomimo iż dobrze było naszemu bohaterowi w towarzystwie swego kuzyna w luźnej rozmowie nieopatrznie nawiązał do tego, że trzeba by zabrać się za to nawracanie Murzynów, bo ciężko się to czyni, a nie ma nic gorszego niż taki na pół nawrócony Murzyn. Kuzyn Wacek się obraził i wyszedł do ogrodu kiedy jednak nasz bohater wyszedł aby go poszukać nigdzie nie mógł go odnaleźć. Szukając wołał, że Wacek może zostać ile chce bo Murzyni i tak sami się nawrócą. Nigdzie jednak Wacka nie odnalazł i do dziś męczy go niepewność, czy misjonarz utopił się w stawie, który by w ogrodzie czy rzeczywiście pojechał Murzynów nawracać.

Pastor


Pastor był człowiekiem młodym, odkąd pamiętał zawsze był w San Francisco. Potem został wysłany na misje, ponieważ nie był tak mądry by zająć miejsce kierownika parafii, zdaniem przełożonych nadawał się jednakże na katechetę. Ojciec pastora był także pastorem ale w odróżnieniu od syna był człowiekiem o niezwykłej inteligencji i służył kościołowi jako radca prawny.

Młody pastor pojechał do Tokio gdzie dowiedział się, że zostaje wysłany do Hiroszimy, aby tam być katechetą. Pastor Peters zmartwił się jednak pojechał posłusznie i starannie przygotowywał się do wykonywania swoich obowiązków. Głosił kazania raz w tygodniu w kaplicy, potem wszyscy wierni ustawiali się w kolejce po zupę i odchodzili do następnej niedzieli. W swoich kazaniach chciał przekazać im dwie prawdy jedna dotyczyła tego, że wierni musza wyrzekać się grzechów jakie wypływają z ich nędzy, zaś druga teza mówiła o tym, że wojna i nędza są zapłatą za grzechy ludzi. Kiedy więc zaczął głosić swoje kazanie oparte na 24 rozdziale z Biblii o tym jak będzie wyglądał koniec. Czytał powoli, a wraz z tym jak malowały się coraz straszniejsze obrazy ludzie powoli, ale systematycznie zaczęli wychodzić z kaplicy. Kiedy pastor przeczytał ostatni wers Ale kto wytrwa aż do końca zbawion będzie w kościele pozostał tylko jeden klęczący staruszek. Był to łysy staruszek, który przysnął podczas kazania, nic jednak z niego nie usłyszał, bowiem od czasu wojny był całkowicie głuchy.

Życie współczesne

Opowiadanie jest zapisem przeżyć z dwóch dni życia pewnego lojalisty. W dniu pierwszym toczył on walkę z samym sobą o wstanie z łóżka. Kiedy pobił już samego siebie udało mu się wstać. W łazience bił się za pomocą karabinu maszynowego o umycie zębów. Po oddaniu kolejnych strzałów po trupie dozorcy wyszedł na miasto. Kasjerkę w barze mlecznym pokonał na punkty. Za pomocą torpedy wywalczył śniadanie. Lojalista walczył jeszcze o wiele rzeczy: kapelusz (za pomocą granatów), papierosy (czołg) w końcu po powrocie do domu stoczył walkę sam ze sobą o pójście spać (zranił się szablą).

Następnego dnia kiedy wyjrzał przez okno zobaczył stojące na podwórzu Zagadnienie. Zagadnienie stało i stało, mijali je ludzie, obserwowali, w końcu do niego przywykli. Zagadnienie od czasu do czasu robiło przysiady, przestępowało z nogi na nogę. W końcu któregoś dnia Zagadnienie padło, a Komitet Blokowy urządził mu pogrzeb. Na pogrzebie pojawił się nawet człowiek, który Zagadnienie na podwórku postawił, a na pogrzebie wygłosił jeszcze kilka innych Zagadnień, ale Komitet nie ma już pieniędzy na wyprawianie kolejnych pogrzebów.

Zdarzenie

Historia dotyczy człowieka, który siedząc w kawiarni pewnego dnia zauważył, że po stoliku idzie malutki ludek w szarej marynarce z teczką w ręce. Człowiek był tak oszołomiony widokiem tego stworzenia, że za wszelką cenę próbował się o nim czegoś dowiedzieć. Zagadną małego ludzika, ale został szybko zmierzony wzrokiem pełnym pogardy. Człowiek jednak nie poddawał się i w końcu rozpoczął z ludzikiem rozmowę. Zaczął pytać go o sens życia, o to co tak naprawdę w życiu ważne, o to czy to co nas otacza jest prawdziwe czy jest tylko naszym wyobrażeniem i iluzją. Krasnoludek uparcie powtarzał człowiekowi iż on jest tylko prostym, zwyczajnym krasnoludkiem. Nie zna się na wielkich sprawach, i ich nie rozumie, nie jest uczonym ani kaznodzieją, nie umie przemawiać. Człowiek przytrzymał krasnoludka za guzik marynarki nadal domagał się odpowiedzi nie rozumiał tłumaczeń krasnoludka iż życie należy brać tak po prostu, takim jakim jest. Nie potrafił przyjąć iż życie przemija, a człowiek nie ma na to większego wpływu, bo jest ograniczony konkretną rzeczywistością i materią. Krasnoludek cierpliwie powtarzał wszystko, a na końcu pożegnał się z człowiekiem i zniknął w zagłębieniu kanapy. Mężczyzna przy stoliku pozostał niepocieszony.

W podróży

Bohater opowiadania podróżuje kolaską. Za miejscowością N. wyjechali na teren równinny prawie płaski. I wtedy oczom naszego bohatera ukazał się widok dziwny i zaskakujący. Co kilkanaście metrów stali w mundurach wyprostowani na baczność urzędnicy poczty. Widok ten niezmiernie zdziwił podróżującego, kiedy pragnął zapytać stangreta kim są ci ludzie powożący kolaską sam rozpoczął rozmowę. Wytłumaczył iż jest to miejscowy telegraf. Ponieważ skradziono druty i słupy, a na kolejne nie było pieniędzy urząd tak sobie poradził. Postawieni w równych odstępach ludzie przekazywali sobie informację na zasadzie głuchego telefonu, tylko z taką różnica iż tu stali w miejscu i krzyczeli jeden do drugiego. System ten na ogół się sprawdzał, niejakie trudności występowały gdy któryś z urzędników się upił, wtedy zazwyczaj dochodziło do małych nieporozumień, bo pijani często przekręcali słowa lub dodawali coś od siebie. Podróżnik spytał co się dzieje jeśli ktoś jest głuchy i niedosłyszy. Okazało się, ze głuchych i sepleniących do takiej pracy się nie zatrudnia. Nikt też nie myśli o pisaniu prośby o druty i słupy, bo dzięki temu że ich nie ma wiele osób znalazło pracę. Stangret zatrzymuje na chwilę powóz, aby podróżnik mógł usłyszeć jak nadaje telegraf. Najpierw usłyszeli niezrozumiałe nawoływanie, a gdy stojący w zasięgu ich wzroku mężczyzna „słup” przyłożył dłonie do ucha i wysłuchał komunikatu następnie się obrócił i krzyknął: „Ojciec umarł pogrzeb środa”. Stangret pomodlił się i odjechali.

Sztuka


Opowiadanie to rozmowa dwóch wykształconych osób, jedna z nich jest pisarzem. Rozmawiają o tym, czy sztuka wychowuje oraz czy że pisarz musi znać życie. Nie może bowiem pisać o czym czego nie zna. Pisarz opowiada, ze jego następne dzieło będzie o małym chłopcu Janku, który mieszkał na wsi i pasł krowy. Pewnego dnia Janek zauważa na niebie samolot i marzy o tym, żeby kiedyś latać. Pilot samolotu ląduje na pastwisku i pyta chłopca gdzie jest kowal bo potrzebuje naprawić jedną część. Chłopiec sprowadza pomoc, a kiedy pilot pyta go czy chciałby latać kiwa twierdząco głową. Pilot podziękował z pomoc i odleciał. Po pewnym czasie do Janka, który nadal pasł krowy przyszło zawiadomienie o przyjęciu do szkoły lotniczej, to pilot pamiętał o marzeniu chłopca. Janek ukończył szkołę i został pilotem.

Rozmówca stwierdza, że czasami dzieła pisarzy mogą zwierać w sobie jakieś postępowe elementy i czasami taki zabieg umieszczenia postępowych myśli w dziele udaje się twórcy. Potem nawiązuje do faktu iż w ostatnim numerze gazety czytał opowiadanie pisarza. Pisarz potwierdza iż napisał Przygodę Frania. To krótkie opowiadanie jest historią chłopca, który lubił chodzić własnymi ścieżkami i odłączał się od grupy podczas wycieczek. Podczas jednej ze szkolnych wypraw swoim zwyczajem odłączył się od grupy i poszedł w las. Wpadł do dołu i nie mógł się z niego wydostać. Krzyczał i wzywał pomocy, Az w końcu odnaleźli go koledzy. Najpierw długo się z niego śmiali i nabijali, ale w końcu pomogli wydostać się Franiowi z pułapki. Od tego czasu Franio nie oddala się od grupy.

1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna