Sławomir Mrożek „Opowiadania



Pobieranie 102.86 Kb.
Strona3/3
Data08.05.2016
Rozmiar102.86 Kb.
1   2   3

Rozmówca podkreśla, ze pisarz ma niezwykle odpowiedzialną rolę – jest inżynierem duszy człowieka, zaś inżynierem duszy pisarza jest krytyk. Rozmówca pożycza od pisarza 300 złotych.

Zakochany gajowy

W pewnym majątku był gajowy, który miał bardzo długie wąsy. Gajowy ten kochał się w panience, która mieszkała na dworze. Postanowił więc przychodzić często do dworu by móc panienkę zobaczyć. Przynosił ze sobą upolowane zające. Nie zawsze udawało się mu jednak panienkę zobaczyć i wtedy był bardzo zawiedziony. Pewnego dnia gdy szedł do majątku ze świeżo upolowanym zającem zobaczył dziewczynę siedzącą w altanie i zamyśloną. Chciał rzucić zająca i pobiec do niej i wyznać skrywane uczucia, ale wtedy wyszła z dworu dziedziczka ze służącą by dopilnować rozwieszania prania. Zapomniano jednak o sznurach. Dziedziczka postawiła więc gajowego, rozciągnęła jego wąsy pomiędzy drzewami i kazała służącej powiesić pranie. Gajowemu obiecała, że mąż zapłaci mu dodatkowo za tę pracę. Gajowy stał więc z zającem w ręce, z czapką na oczach i nie mógł już podejść do panienki. Był niezwykle zawstydzony, bo na jego wąsach służąca powiesiła bieliznę panienki w której się kochał. Kiedy pranie wyschło gajowy uciekł i nikt go nie widywał na dworze. Zające sprzedawał na targu, a wąsy zgolił. Bez nich nie był już tak przystojny i panny w mieście się z niego śmiały. Nikt też nie wie czy tego dnia zamyślona panienka go zauważyła.

Wiosna w Polsce

Z nastaniem wiosny na terenie Polski zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Z przestrachem odnotowano iż po niebie bez pomocy żadnego urządzenia lata człowiek w garniturze i z teczką. Wypadek ten wywołał liczne dyskusje i wzbudził wiele komentarzy wśród obywateli. Po niedługim czasie wypadek się powtórzył, tym razem latało trzech mężczyzn. Od tej pory widywano na Polskim niebie w różnych miastach coraz liczniejsze grupy lub też pojedynczych fruwających mężczyzn. Śledztwo wykazało, iż są to urzędnicy, którzy poczuli w sobie swą orlą naturę w związku z wiosenną pogodą. Państwo wezwało urzędników żeby się opanowali i dla dobra państwa i całego narodu powrócili do wykonywanych obowiązków i zaczęli an powrót wypracowywać ustaloną normę i realizować plan pięcioletni. Pomimo licznych i usilnych starań urzędnicy wylatywali nadal i na nic było zamykanie okien. Jeśli nie oknem to wylatywali lufcikami i wzbijali się wysoko w niebo. Sytuacja ta znacznie pogorszyła załatwianie spraw przez obywateli, bowiem urzędnicy odlatywali na ich widok. Wkrótce komunikaty z terenów górskich informowały iż latający urzędnicy niszczą przyrodę i robią dużo szkód. Służba leśna próbowała wyłapać leśnych wandali, ale nie nadążała za nimi i za każdym razem gdy już prawie złapali jakiegoś urzędnika on w ostatniej chwili poderwał się dolotu i uciekał. W górach było niezwykle trudno o pożywienie. Sytuacja z urzędnikami nasilała się wraz z upływem miesięcy i nastaniem kolejnych pór roku. Dopiero gdy nadeszła zima i spadł śnieg pod strzechami domów wieść gminna niosła opowieść o urzędnikach – naszych prawdziwych orłach.

Sjesta


Opowiadanie to jest zapisem rozmowy jaką prowadzi ksiądz i człowiek określający się jako „Maitre de Dance”. Siedzą oni przy piwie w małej altance. Jak wynika z rozmowy jest to teren należący do Komitetu. „Maitre de Dance” próbuje się dowiedzieć dlaczego ksiądz znajduje się w centrum należącym do Komitetu. Jest to dla niego bardzo dziwne, zastanawia się też czy ma go tytułować tylko księdzem, czy tez księdzem kapelanem (kapłanem przypisanym do określonego miejsca np. wojska, więzienia). Ksiądz tłumaczy iż został wysłany do tego miejsca ponieważ władze Komitetu dostrzegły problem: członkowie partii chodzą do kościoła, a to bardzo źle wygląda. Zatrudnili więc księdza aby dla tych którzy do kościoła chcą chodzić mogli czynić to z dala od ludzi by nie wystawiać tym samym Komitetu na pośmiewisko. Władza tłumaczy, że ludzi tych i tak nie uda się kapłanowi nawrócić więc może głosić co i jak chce. W końcu w rozmowie ksiądz przyznaje się „Maitre de Dance”, że stał się marksistą bo to co słyszał tu na terenie należącym do Komitetu bardzo do niego przemawiało. Ksiądz zgłosił się więc do władz wytłumaczył, że nie może być już dłużej tym kim jest i chce aby zwolniono go z pełnienia obowiązków. Komitet bardzo ucieszył się ze zmiany w poglądach księdza, jednakże nie pozwolił mu odejść. Co więcej nakazał głosić równie żarliwe kazania co do tej pory, tak aby swym brakiem gorliwości nie odstraszyć tych co do kościoła chodzą, a przez to nie zmusić ich by szli do innego kościoła i znów partię na pośmiewisko wystawiali. Kapłan po głębszym zastanowieniu doszedł do wniosku iż jego powołanie i światopogląd nie tylko sobie nie przeszkadzają, ale współgrają tworząc jedność. Rozmowę mężczyzn przerywa pukanie do furtki…

Weteran piątego pułku

Na piątym piętrze mieszkał staruszek, który dziarsko podśpiewywał codziennie z rana. Mężczyzna, bohater opowiadania, spotykał go codziennie w sklepie. Pewnego dnia gdy mężczyzna zamykał drzwi swego domu staruszek otworzył drzwi i zaprosił do siebie. Rozpoczął opowieść o piątym pułku w którym służył. Młody mężczyzna nigdy o takim pułku nie słyszał. Nie chcąc sprawić zawodu staruszkowi zapytał czy ten oddział walczył staruszek odrzekł, że piąty pułk maszerował i był uczestnikiem najwspanialszych defilad jakie kiedykolwiek się odbyły. A tego dnia właśnie przypadało święto pułkowe. Teraz już nikt defilad nie organizował i starzec cierpiał z tego powodu. Wyciągnął z szafy sztandar i poprosił by mężczyzna poszedł razem z nim. Udali się na plac gdzie staruszek rozwiną sztandar, ustawił mężczyznę w jednym miejscu ssam zaś udał się na koniec placu potem maszerując i krzycząc: Niech żyje wódz przeszedł przed mężczyzną, który zasalutował staruszkowi.

Sceptyk


Bohaterem opowiadania jest sceptyk, który poddaje wszystko w wątpliwość. Przede wszystkim w swoich rozważaniach odnosi się do pomysłu, że w kosmosie istnieje życie. On w to nie wierzy, uważa, że żaden człowiek nie wytrzymałby w takich warunkach (kule ogniste, mgławice itp.). Odnosi się do teorii uczonych, którzy wskazują, że na Marsie istnieją kanały. Zdaniem Sceptyka mogła je wybudować jedynie istota inteligentna czyli człowiek. Ale przecież tam człowieka nikt nie widział. Uczeni potrafią jednak przytoczyć argumenty, a ich argumenty są przecież silniejsze, bo wszystko tłumaczą tym, że świat składa się z materii. Uczeni wszystko potrafią zrobić z tej materii nawet człowieka.

Rozważania Sceptyka są przeplatane jego bardzo luźnymi rozmyślaniami na temat pogody. Pada, a Sceptyk zastanawia się czy pogoda się poprawi.

Po chwili Sceptyk ponownie rozmyśla na tematy naukowe. Tłumaczy, że on oczywiście słyszał o latających talerzach. Ale przecież nikt latającego talerza nie widział.

Jest jednak zdziwiony kiedy słyszy, że na innych planetach istnieje życie. O tym do tej pory nie słyszał. Zastanawia go jednak jeden fakt: po co takie istoty żyją?

Kronika oblężonego miasta

Miasto zostało oblężone i nie sposób było się do niego dostać. NA rynku przed ratuszem wytoczono armatę, którą następnie zaczęto obmywać z kurzy i polerować na wypadek gdyby trzeba było się bronić. Jedynym który cieszy się z wojny jest staruszek mieszkający pod schodami, był strzelcem wyborowym, ale teraz nosi okulary i ma zapalenie spojówek.

Pierwszymi ofiarami były dwie małe srebrne rybki, które zginęły w akwarium od małego pocisku. Wystawiono ich zwłoki w pudełku na katafalku i wyprawiono uroczysty pogrzeb. Kazanie wygłosił biskup, który stojąc nad dołem wpadł do niego i został przysypany przez grabarzy. Szybko jednak odkopano biskupa i przeproszono. Wieczorem staruszek postrzelił człowieka zapalającego lampy, na skutek skąpego oświetlenie pomylił się tłumacząc że celował do wroga a postrzelił naszego. Kiedy wszyscy udali się na spoczynek w środku nocy zbudził ich huk dobiegający z piwnicy, eksplodowały butelki z fermentującym winem. Sąsiadka która miała koszulę we wzór przypominający jesienne liście przyprawiła wszystkich o przygnębienie, dopiero gdy bohater opowiadania przyniósł jej swoją kołdrę w wiosenne kwiaty i okrył ją w serca wszystkich na nowo wstąpiła nadzieja. Następnego dnia w kawie odnaleziono torpedę i natychmiast wyszło rozporządzenie by kawę pić tylko przez słomki. W kefirze umieszczono przeciwminy. Gazety nawoływały do wytężenia sił, promowały hasło: Generał w każdym domu.

Bohater czytał Przygody Sinbada Żeglarza, a potem traktat o pompach, kiedy staruszek zaczął strzelać jak popadnie, a nasz bohater musiał schować się do czasu kiedy staruszkowi nie skończyła się amunicja. Gosposia bohatera przyniosła z miasta wiadomość, ze zakłady fotograficzne konfiskują zdjęcia mężczyzn z brodą. Nasz bohater by przekonać się czy jest to prawda przyprawił sobie brodę i poszedł na miasto. Został zatrzymany przez żandarmów, siłą doprowadzony do zakładu fotograficznego gdzie zrobiono mu zdjęcie, któ®e natychmiast skonfiskowano.

Nocą po dachu jeździł czołg którego załoga legitymowała koty włóczące się nocą. Malarze zamalowali na czarno kopułę ratusza, jeden z nich spadł i się połamał. W domu dozorcy brakuje żywności, a dozorca straszy swoje dzieci, że jeśli grzeczne nie będą to on zje ich posiłek.

Ponieważ na umocnienie barykad idą wszystkie drzewa w tym także choinki wszyscy podejrzewają, że w tym roku nie będzie Bożego Narodzenia. Pocieszają się wzajemnie iż bombki powieszą najwyżej na asparagusie, chyba, że ten też pójdzie na barykady. Zebrał się Sztab generalny ustalano taktykę walk.

Naszemu bohaterowi pękły szelki, a że wstyd mu było iść do gospodyni podtrzymywał spodnie ręką. To niestety bardzo spowalniało jego ruchy. Bohater poszedł na miasto gdzie spotkał kanoniera, który miał obsługiwać armatę. Problem polegał jednakże na tym, że kanonier nie miał pojęcia jak z tej armaty strzelać.

Dzień następny przyniósł nowe ustalenia ze sztabu oraz wieść o tym, ze staruszka za jego rozliczne zasługi odznaczono medalem i ofiarowano mu nowy karabin z lunetą. Staruszek źle przypiął medal (gdyż źle widział) ale na zwróconą mu uwagę odpowiadał ogniem. Bohater chciał pójść na majówkę, ale brak szelek bardzo mu doskwierał i utrudniał życie. Dodatkowo wydano komunikat: z armaty będzie się strzelać do wroga w dniu następnym, a każdy obywatel musi zaopatrzyć się w jakiś hełm. Gospodyni założyła beret, a bohater doniczkę. Jednak strzelanie z armaty nie udało się o czym doniósł bohaterowi gospodyni.



Następnego dnia mężczyznę zbudził szloch gospodyni, zrozumiał o co chodzi dopiero kiedy podała mu śniadanie i gazety. Na jednej ze stron umieszczono zdjęcie mężczyzny z obszernym artykułem iż wszystko to jego wina. Mężczyzna udał się za miasto, nie mógł się pokazać ludziom skoro to on był wszystkiemu winien. W murach starej cytadeli odpoczywał i tam też spostrzegł staruszka który dzielnie trwał na posterunku. Mężczyzna chciał odejść tak by starzec go nie usłyszał i kiedy był już prawie pewien że się udało powalił go jeden strzał

1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna