Sekretariat Generalny ds. Formacji Mniszek ocd święta Teresa Benedykta od Krzyża edyta stein



Pobieranie 90.33 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar90.33 Kb.


Sekretariat Generalny

ds. Formacji Mniszek OCD

Święta

Teresa Benedykta od Krzyża
EDYTA STEIN


KURIA


KRAKOWSKIEJ PROWINCJI KARMELITÓW BOSYCH

Kraków 1999



Święta

Teresa Benedykta od Krzyża

Edyta Stein
Droga wiary daje nam więcej, aniżeli droga myśli filozoficznej: daje nam Boga bliskiego, Boga osobę, Boga który kocha i obdarza miłosierdziem, oraz daje nam pewność, której żadne poznanie naturalne dać nie może. Ale droga wiary jest ciemną drogą”. (Endliches und ewiges Sein, 58).
Edith Stein przebyła tę ciemną drogę, bez patrzenia wstecz, z pewnością dziecka z ufnością oddanego swemu Ojcu. Na ciemnej drodze wiary doszła „do najwyższej doskonałości bytu, która jest jednocześnie poznaniem, darem serca i wolnym działaniem” (ibid., 421).

Urodzona we Wrocławiu, 12 października 1891 roku, w dzień Przebłagania, żydowskie święto, ostatnie z siedmiorga żyjącego rodzeństwa. Podejmuje studia filozoficzne, najpierw w swoim rodzinnym mieście, a następnie w Getyndze, gdzie podąża za swoim mistrzem, Edmundem Husserlem, filozoficznym geniuszem i ojcem fenomenologii. W latach swoich studiów Edyta nie interesuje się już tematem religii. Z praktykowanego w dzieciństwie judaizmu pozostaje tylko znamię moralne. Poprzez studia filozoficzne, zaczyna stopniowo odkrywać wymiary świata religijnego, chrześcijańskiego, aby wreszcie zostać katoliczką. Decydującą rolę odegra w tym procesie przemiany lektura dzieł Św. Teresy z Avila. Tajemniczej nocy, w czerwcu 1921, będąc gościem w domu swojej przyjaciółki, dochodzi do głębokiej intuicji Boga, który jest prawdą. Wszystko staje się dla niej światłem: 1 stycznia 1922 otrzymuje chrzest i zaczyna rozumieć swoje powołanie do Karmelu.

Potrzeba było jednak dziesięciu lat oczekiwania, lat nauki, podróży z konferencjami, nauczania i wewnętrznego dojrzewania, zanim przekroczyła próg Karmelu w Kolonii. I może nigdy nie zostałaby zakonnicą, gdyby polityczna sytuacja w Niemczech, ze swoim rosnącym antysemityzmem, nie uniemożliwiła jej kontynuacji pracy dydaktycznej w Instytucie pedagogiki naukowej w Münster.

Mimo oporów ze strony rodziny, Edyta zostaje karmelitanką, przybierając imię s. Teresy Benedykty od Krzyża. Szybko odczuje na swoich barkach ciężar tego „krzyża”. Po odkryciu jej nie-aryjskiego pochodzenia, klasztorny mur nie jest dla niej już wystarczającą gwarancją bezpieczeństwa. W noc nowego roku 1939 wyjeżdża do Holandii, do Karmelu w Echt. Wydaje się być miejscem spokojnym. A jednak, coś każe jej przeczuwać, że nie ucieknie przed przeznaczeniem swojego ludu. Rzeczywiście, kiedy pisze swoją książkę na temat doktryny św. Jana od Krzyża, znacząco noszącej tytuł Scientia cruicis dwaj urzędnicy władz ikupacyjnych przychodzą do klasztoru. Musi wyjść razem z nimi, wraz ze swoją siostrą Różą, także konwertytką, która przyjechała do Echt.

Zanim zostanie deportowana do Auschwitz, Edith może jeszcze przesłać wiadomość do Karmelu. Później wraz z konwojem, prowadzącym ich do Auschwitz, siostry Stein wchodzą w nieprzenikniony obłok śmierci. Holokaust Edyty dopełni się 9 sierpnia 1942 w komorze gazowej. Ojciec Święty Jan Paweł II już w 1987 roku uzna świętość tej córki Św. Matki Teresy i męczeństwo tej córki ludu hebrajskiego, która znalazła ukojenie i prawdę na łonie Kościoła, zaś 11 października 1998 roku będzie miała miejsce w Rzymie jej kanonizacja.

To przelotne rzucenie okiem na jej biografię, pozwala dostrzec w życiu Edyty Stein trzy różne etapy, z których pierwszy obejmuje dzieciństwo, młodość, studia oraz działalność filozoficzną, jako asystenki Husserla. Trzydzieści ważnych lat, także dla rozwoju ludzkiego i religijnego, uwieńczonych nawróceniem. Kolejnych dwanaście lat obejmuje okres intensywnego życia chrześcijańskiego, wewnętrznego i intelektualnego dojrzewania, cierpliwego i ukrytego przygotowania do Karmelu w duchu absolutnej wierności łasce powołania.

Wraz ze wstąpieniem do Karmelu, Edyta rozpoczyna trzeci etap swojego życia, który poprzez cierpienie, upodobnienie do Chrystusa, aż do osiągnięcia szczytów mistyki krzyża zakończy najwyższą ofiarą w „białej komnacie” obozu zagłady za Kościół, za zbawienie narodu żydowskiego. Te trzy etapy noszą znamię pragnienia całkowitego oddania się i poświęcenia, głębokiej potrzeby absolutu, stałego i z pasją realizowanego poszukiwania prawdy - Boga, racji, dla której każdy następny krok w jej poszukiwaniach i w jej zbliżaniu się do wiary zawiera prawie siłą rzeczy także nastawienie w kierunku najbardziej radykalnych wyborów w chrześcijaństwie: życia monastycznego, przeżywanego w świetle najśmielszych aspiracji.
1. Poszukiwanie prawdy
Mimo religijnego wychowania w dzieciństwie, Edyta pod wpływem racjonalnego wychowania w szkole bardzo szybko traci wiarę żydowską. To samo widzimy w przypadku innych młodych żydów, np. Simone Weil i Franz Rosenberg, i nie może to być przypisane tylko trudnościom napotkanym w rodzinie. Edyta postrzegała religię żydowską jedyniem jako formę idealizmu etycznego, uważając że ma prawo do wykazania na zewnątrz jej braków i słabości. Tak krytyczna postawa prowadzi Edytę do neutralizacji myśli o Bogu i do odrzucenia jakiejkolwiek praktyki religijnej. W tym samym czasie cały swój wysiłek skupia na poszukiwaniu zasad i wartości intelektualnych, uważanych przez nią za bardziej godne uagi, aniżeli te należące do wiary żydowskiej. To samotnie prowadzone poszukiwanie sprawia w jej wnętrzu stan rosnącego napięcia, wręcz obsesyjnego wysiłku, aby znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne, które przewijają się przez lata jej studiów, aż do momentu nawrócenia.

Na tej trudnej drodze spotyka Edmunda Husserla. Czytając jego Logische Untersuchungen (Dociekania logiczne) dostrzega w nauce fenomenologicznej system filozoficzny najbardziej wartościowy i odpowiedni, zdolny podtrzymać ją w jej poszukiwaniach prawdy, otwierając ją na nowe horyzonty poznania, na które nigdy się nie zamknęła. Spotykamy ją w Getyndze, gdzie pobiera formację w szkole wielkiego filozofa niemieckiego. Szybko stanie się jego najzdolniejszą uczennicą, i po wspaniałym zakończeniu studiów doktoranckich ze stopniem: summa cum laude, Profesor przyjmuje ją jako swoją asystentkę i współpracownika.

Przyjęcie metody fenomenologicznej wpływa pozytywnie na poszukiwania istoty rzeczy, uwalniając ją od wąskich i zamkniętych koncepcji. Fenomenologia prowadzi ją do wielkiej otwartości ducha, wolnej od przedwczesnych osądów i wniosków (Vorraussetzungslosigkeit), bez której nie zdołałaby otworzyć się na Bożą myśl z tą niezbędną obiektywnością osądu, tak bardzo dla niej charakterystyczną. Jednak nie praca umysłowa pozwoliła odkryć jej świat wiary, ten „świat całkowicie nowy”, który dla niej był „całkowicie nieznany”, jak sama pisze. Nie jest nim także środowisko ani koledzy i przyjaciele z husserlowskiego kręgu: Max Scheler i Adolf Reinach, niedawno nawróceni. O. Schelerze powie:

nie doprowadził mnie do wiary, otworzył tylko przede mną nowy świat fenomenów, wobec którego nie mogłam pozostać obojętna. Nie na darmo wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń, odrzucając wszelkie „obawy”. Jedne po drugich opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów w jakich wzrastałam nie wiedząc o tym i nagle stanął przede mną świat wiary. (Aus dem Leben einer jüdischen Familie, 57).

Nowe poznanie staje się dla Edyty źródłem nowych, palących pytań. Chce dojść do jasności na polu religijnym, chce zrozumieć jaka relacja może być (i powinna być) pomiędzy nią a Bogiem. Odczytać Go w kluczu idei jawi się absurdalnym dla jej natury, zwykłej odnosić wszystko do rzeczywistości konkretnej. Wyobrazić Go sobie jako relację idealistyczną, bądź romantyczną? Koncepcja, którą w przypadku Edyty należy natychmiast odrzucić ze względu na jej dążenie do poznania najgłębszej istoty rzeczy, poza którą nic nie ma dla niej wartości. A więc, czyż nie byłoby łatwiej iść po linii nieobecności Boga? Edyta nie należy do ludzi, szukających łatwych dróg. Jej życiowy program zawiera wybór trudnych i stromych ścieżek.

Pośród walk, kryzysów nerwowych, sprzeczności, rozdarć, momentów wręcz dramatycznych i naznaczonych wewnętrznymi cierpieniami, Edyta zaczyna rozważać trzy możliwości życia wiarą: judaizm, protestantyzm, katolicyzm. Podchodzi do nich w sposób bardzo rygorystyczny, w wyborze starając się oderwać je od zewnętrznych impulsów kręgu przyjaciół.


Judaizm
Znajoma Edyty, pani Filomena Steiger z Friburga wspomina, że widziała ją ze Starym Testamentem w ręku, w którym szczególnie w księgach prorockich szukała odpowiedzi na mocne wewnętrzne niepokoje. Także jej przyjaciółka, Gertrud Koebner, filozof żydowskiego pochodzenia, wspomina poważne wysiłki Edyty, aby zbliżyć się do religii swoich ojców. Kładąc jednaj judazim na szali swoich aspiracji, przekonywuje się, że nie posiada on wymiaru odpowiadającego aspiracji jej ducha. Mimo to, nigdy go nie odrzuci, jak to zdarzało się w przypadku innych żydów nawróconych na chrześcijaństwo. Zachowa zawsze szacunek do wiary swoich przodków.
Protestantyzm
Edyta wchodzi w kontakt z protestantyzmem nie tylko dzięki przyjaźni z Adolfem Reinach i Jadwigą Conrad – Martius, wokół których zbierali się przyjaciele i koledzy z kręgu Husserla, ale także przez sam fakt mieszkania w Getyndze, mieście z licznymi kościołami protestanckimi i ludźmi, którzy nie ukrywali swojego luterańskiego wyznania. Nadto, szczególna miłośc Edyty do religijnej muzyki Bacha bez wątpienia pozwoliła jej wyrobić sobie pewne idee odnośnie sposobu odczuwania i mistycyzmu protestanckiego. Najważniejszym jednak pozostanie spotkanie z postawą chrześcijańską wobec cierpienia, okropności wojny 1914 – 1918 i stwierdzenie mocy nadziei chrześcijańskiej narodzonej z Chrystusowego krzyża. W 1917 znajdowała się we Fryburgu, asystując Husserlowi. Pewnego dnia dociera do niej wiadomość o śmierci Adolfa Reinach, poległego na polu bitwy. Jego żona wraz z przyjaciółmi proszą Edytę o uporządkowanie tego, co po nim pozostało – różne pisma filozoficzne. Edyta waha się. Obawia się, że nie będzie potrafiła znaleźć słów pociechy dla żony przekonana, że znajdzie ją zdesperowaną po stracie męża. Wreszcie jednak jedzie. Spotyka się z młodą wdową Reinach. Widząc ją, uderzona jest jej postawą osoby pogodzonej z tym co się stało, spokojną postawą w której natychmiast przeczuwa moc wiary chrześcijańskiej. Brama nieznanego do tej pory królestwa otwiera się niespodziewanie: królestwa chrześcijańskiej nadziei. W kilka lat później, opowiadając to wydarzenie jezuicie, O.Hirschamnn, wyzna:

„Było to moje pierwsze spotkanie z krzyżem i z boską mocą, której udziela tym, którzy go niosą na swoich barkach. Zobaczyłam po raz pierwszy, w sposób prawie dotykalny, Kościół zrodzony z cierpienia Zbawiciela, w Jego zwycięstwie nad śmiercią. Był to moment, kiedy upadła moja niewiara i zajaśniało światło Chrystusa. Chrystus w tajemnicy swojego krzyża.”

Są to słowa, które Edyta wypowie w kilka lat później, kiedy odczuje ciężar krzyża na barkach swojego ludu. W 1917 doświadczyła przede wszystkim, że wszystkie jej argumenty rozumowe, ateistyczne są niczym w porównaniu z wiarą chrześcijańską. Porównuje siebie z tą głęboko chrześcijańską kobietą, rozumie że chrześcijaństwo może zaoferować jej istotne wartości, prowadzące ją w jej poszukiwaniach prawdy. Przeczuwa, jak wielkie znaczenie w życiu posiada wiara w Boga, uwalniająca od egzystencjalnych niepokojów, aby odczuwać ów „transcendentalny pokój”, który w fenomenologii Husserla pochodził wyłącznie z działania Boga w duszy. Wdowa Reinach swoją postawą uczy ją spokojnej i ufnej postawy, że ten „transcendentny pokój” utożsamia się w wierze chrześcijańskiej z krzyżem Chrystusa, przyjętym w nadziei zmartwychwstania dla życia wiecznego. Tylko w spotkaniu z Chrystusem, który poniósł śmierć na krzyżu, człowiek może znaleźć wewnętrzny pokój i uszlachetnić cierpienie.

Mimo wszystko jednak Edyta nie dochodzi jeszcze do podjęcia decyzji. Rozpoczyna się długi okres walki, kryzysu, który będzie wymagał maksymalnego zaangażowania jej woli i inteligencji. Pojawiają się dramatyczne momenty konfliktu z przeszłością i sobą samą, tak wielkie, że zdaje się jej wpadać w „milczenie śmierci”. Wielokrotnie stara się uciekać przed działaniem Ducha Świętego. „Mogę przyjąć wiarę, szukać jej ze wszystkich sił, jednak bez konieczności praktykowania jej” (Psychische Kausalitat, 43). Z drugiej zaś strony jest przekonana: „Kiedy osoba wierząca otrzymuje zadanie od Boga – czy to bezpośrednio na modlitwie, czy za pośrednictwem przedstawicieli Boga – musi być Mu posłuszna” (Untersuchung uber den Staat, 401).


Katolicyzm
Przez około trzy, cztery lata Edyta koncentruje wszystkie swoje wysiłki intelektualne na głębokiej refleksji. Czyta liczne książki z zakresu duchowości chrześcijańskiej, pozycje napisane przez świętych i autorów katolickich, starając się znaleźć wyzwalającą drogę w swoim wnętrzu, ale także z racji pedagogicznych i kulturalnych. I tak oto pewnego dnia kupuje Ćwiczenia duchowne Św. Ignacego. Zaczyna „zanurzać się” w ćwiczeniach z racji czysto psychologicznych. Ale po kilku stronach zdaje sobie sprawę z niemożliwości kontynuowania w ten sposób podjętej lektury. Przechodzi do „odprawiania” rekolekcji, ona, jeszcze ateistka lecz spragniona Boga, jak to relacjonuje O.Erich Przywara, z którym utrzymywała kontakt w latach 1922 – 1930. Ale nawet Ignacy nie zdołał dać jej ostatecznej pewności, nawet jeśli nie można wykluczyć pozytywnego wpływu w tym sensie, że podprowadził ją w kierunku życia wewnętrznego i duchowego, uzdalniając ją do ustawienia swojego bytu w sposób świadomy, żywotny, prawie rzucając pierwsze światło na przyszłą decyzję. Edyta podejmie ją w następstwie autobiografii Św. Teresy z Avila.

W czerwcu 1921 jedzie do Bergzabern, do domu swojej przyjaciółki Edvige Conrad – Martius, gdzie często mają miejsce spotkania grupy ex – studentów Husserla. Nie jeździli do Fryburga, gdzie Husserl był docentem na uniwersytecie, ponieważ nie czuli się w stanie naśladować go w jego ukierunkowaniu się na „idealizm transcendentalny”. W bibliotece przyjaciółki odkrywa Księgę życia wielkiej hiszpańskiej mistyczki. Lektura stronic terezjańskiej autobiografii głęboko ją uderza. Zamyka książkę i woła: „To jest prawda”, to „prawda”, której z takim zapałem od lat szuka.

Mówi się, że Edyta przeczytała i przyswoiła sobie terezjańskie dzieło w jedną noc. Wydaje się to jednak mało prawdopodobnym – choćby z racji wysokiej inteligencji Edyty – aby w przeciągu kilku godzin zdołała przeniknąć z taką siłą intuicji w duchowy świat i całą drogę Świętej, by podjąć natychmiast decyzję przejścia na katolicyzm. Może bliższym prawdy jest fakt, że owej nocy Edyta zakończyła wcześniejszą już lekturę terezjańskiej autobiografii ze szczególnym naciskiem na rozdziały mówiące o doświadczeniu Boga. Stwierdzeniem „Bóg jest prawdą”, jako punktem kończącym długie cierpienie na drodze poszukiwania Boga, Św. Teresa z Avila ubogaca Edytę esencjalnym wymiarem ludzkiego istnienia, którego tak intensywnie poszukiwała: wszystko skupia się na „kroczeniu w prawdzie w obecności Boga, który jest Prawdą” (Ż 40, 3). Owej nocy Edyta może powiedzieć wraz ze Świętą Reformatorką Karmelu: „Prawda, która raczyła objawić się mojej duszy, jest prawdą w swojej istocie, bez początku i końca. Od tej prawdy zależą wszystkie inne prawdy” (Ż 40,4). Jej nawrócenie na katolicyzm jest pełnym, świadomym zaakceptowaniem jedynej Prawdy, mistycznie doświadczonej przez Św. Teresę i przez nią poszukiwanej w długiej, podświadomej walce.

Natychmiast hiszpańska Święta staje się wzorem dla Edyty w nowym życiu wiary i pragnie ją naśladować zostając karmelitanką. W swoim autentycznym pragnieniu wybierania ścieżek najbardziej radykalnych, wybór Karmelu wydaje się być jedyną odpowiedzią zdolną zaspokoić jej pragnienie całkowitego oddania się. Ma 30 lat, jest pełna energii, entuzjazmu, chce z wiary uczynić integralną część swojego życia. I tak droga jej powołania zbiega się praktycznie z drogą jej powołania.


2. Lata oczekiwania
1 stycznia 1922 Edyta przyjmuje chrzest. Ale jej wstąpienie do Karmelu jest jeszcze bardzo odległe. Przyjmuje ze spokojem czas oczekiwania, jako dar samego Boga. W jednym z listów napisanych w 1934 powie:

Jeśli powołanie do klasztoru jest prawdziwe, ono samo sprawi, że człowiek ze spokojem przyjmie czas próby. Jeżeli natomiast jest tylko iluzją pierwszego zapału, to lepiej że uświadomi to sobie Pani na świecie a nie poprzez głębokie rozczarowanie w klasztorze” (List do Ruth Kantorowicz).

Poza tym jest przekonana, że powołanie karmelitańskie jest całkowicie niezasłużoną łaską, która całkowicie zależy od Boga. My „nie możemy nic planować, podejmować decyzji”. Powinniśmy „z przyszłości uczynić kwestię Bożej woli i całkowicie powierzyć się Jemu”. Rozważając swoją gotowość całkowitego dostosowania się do Bożych planów, Edyta dochodzi do radowania się:

stanem odpoczynku w Bogu, całkowitego odprężenia działania ducha w którym to stanie człowiek niczego nie planuje, nie podejmuje decyzji czyli trwa, nic nie czynąc. Spoczynek w Bogu w konsekwencji z racji zmniejszenia działalności z braku naturalnej energii, jest czymś całkowicie nowym i nadzwyczajnym. W miejsce milczenia śmierci wchodzi uczucie ukrycia... Kiedy człowiek powierza się temu impulsowi, nowe życie powoli, powoli napełnia się. Ten ożywiający strumień jaki się jako konkluzja, która nie pochodzi ode mnie” (Psychische Kausalität, 76).

Edyta pisze te słowa (opublikowane w 1922) krótko po swoim nawróceniu, które uważa za początek swojego przygotowania do życia karmelitańskiego. Zaczyna coraz bliżej poznawać życie konsekrowane, pracując przez kilka lat jako nauczycielka w Spirze u sióstr Dominikanek, a następnie na Marianum w Münster. W Spirze dostosowuje się doskonale do porządku domu. Prowadzi wzorowe życie modlitwy i buduje wszystkich swoją absolutną wiernością w wypełnianiu swojej pracy, jako nauczyciel języka niemieckiego w liceum żeńskim i seminarium nauczycielskim. Szybko zostają jej powierzone także młode siostry, przygotowujące się do pracy nauczycielskiej oraz postulantki klasztoru. Pozostawione wspomnienia jednoznacznie podkreślają wielkie zdolności edukacyjne Edyty, oraz jej zdolność zdobycia sobie serc uczennic.

Dla nas wszystkich była jaśniejącym wzorem. Cicho kroczyła po drodze swoich obowiązków, czyniąc to ze skromnością i prostotą, zawsze stała, przyjacielska, otwarta na wszystkich, którzy potrzebowali jej pomocy”.

Ojciec Erich Przywara pisze o niej:

U Św. Marii Magdaleny w Spirze była nie tylko najlepszą nauczycielką, ale dzięki przenikliwości Przełożonej wywierała także determinujący wpływ na zakonnice i młode powołania. Św. Magdalena dłużna jest Edycie najlepsze swoje siły, które dzisiaj, uznają że w rzeczywistości to Edyta była ich mistrzynią nowicjatu” (Edith Stein, w: In und Gegen, 24).

W wolnych chwilach Edyta stara się praktykować modlitwę kontemplacyjną, charakterystyczną dla ducha karmelitańskiego. Potrzeba zanurzenia się w milczącej rozmowie z Bogiem obecnym w tabernakulum odpowiada jej koncepcji religii, jako relacji osobowej, „przyjaźni” z Bogiem obecnym, jak to przeczytała w autobiografii Teresyd. Ta sama linia indywidualistycznego poszukiwania jej ukierunkowania filozoficznego objawia się w pierwszych latach jej życia chrześcijańskiego i determinuje je wysiłki całkowitego oddania się Panu, zrywając z tym wszystko co należy do „świata” a „zajmując myśl rzeczami bożymi”, żyjąc w samotności. Pierwsze doświadczenia w Beuron, kontakt z modlitwą liturgiczną, towarzyszą jej pierwszym krokom w pokonywaniu ograniczoności własnych przekonań. Zaczyna rozumieć wartość powszechnych wymiarów „obiektywnej” modlitwy, jaką jest modlitwa liturgiczna, która oczywiście potrzebuje modlitwy indywidualnej – i ta będzie zawsze preferowana przez Edytę – ale musi zajmować właściwe sobie miejsce w egzystencji chrześcijańskiej, jako egzystencji eklezjalnej.

Kolejnym krokiem do zrobienia jest powrót do pracy filozoficznej. O.Przywara przekonuje ją, że poszukiwanie filozoficzne nie stoi w sprzeczności ani nie przeszkadza życiu wiary. Nie tylko. Dostrzega konieczność, aby Edyta poznała filozofię chrześcijańską, w której od wieków dominuje geniusz Św. Tomasza z Akwinu. Poleca jej tłumaczenie Quaestiones disputatae de veritate. Praca ta okazuje się bardzo ciężka dla fenomenologa pozbawionego odpowiedniego przygotowania, jednak pomimo to zostanie doprowadzona wspaniale do celu, stosując metodę fenomenologiczną w służbie myśli scholastycznej. Lecz aby znaleźć ku temu niezbędny czas, Edyta postanawia zostawić liceum dominańskie w Spirze.

Nie jest to oczywiście jedyny motyw zmiany. Poprzez swoje konferencje Edyta jest znana i ceniona w katolickich Niemczech. Plan otrzymania wolnej katedry na jednym z uniwersytetów niemieckich popierany jest przez niektórych profesorów. Jednak prawie natychmiast pojawia się problem rasy. W latach 1931 i 1932 zaczyna pojawiają się na scenie – obecnie jeszcze ukryty – antysemityzm. Dlatego Edyta przyjmuje propozycję pracy w Instytucie Pedaogiki naukowej w Münster. Wyjeżdża tam na wiosnę 1932. Wcześniej jednak jedzie do Veuron, aby przedstawić arcyopatowi Raphael Walzer swoje pragnienie wstąpienia do Karmelu. Nie pierwszy raz. Od pierwszego spotkania z nim w 1922 roku mówiła o swoim powołaniu. Ale za każdym razem otrzymywała tę samą odpowiedź: „Czyń w Kościele to, czego Kościół oczekuje od ciebie”. To samo usłyszała od ks.kan. Schwind`a, który był jej kierownikiem w Spirze: „Zaczekaj, niech Kościół otrzyma do ciebie służbę, której od ciebie oczekuje. Kościół czeka na ciebie na polu nauczania. Musisz wziąć to pod uwagę”.

Rezerwa wobec jej powołania klauzurowego ze strony jej kierowników była podyktowana także myślą o jej matce, pani Auguście Stein. Przejście jej córki na katolicyzm było strasznym ciosem dla tej mocnej kobiety, tak wielkim, że w momencie kiedy Edyta mówiła jej o tym co się wydarzyło, zobaczyła łzy w jej oczach. Nigdy wcześniej nie widziała, aby jej matka płakała. Mówić teraz o powołaniu, wydawało się czymś nieludzkim, niemożliwym, aby wymagać tego od serca matki. Mimo to Edyta nie przestaje uważać, że jest powołana do Karmelu. Gotowa jest na całkowite poświęcenie, stawić czoło ostatecznemu oderwaniu się od matki w pewnym sensie, od rodziny która nie jest w stanie zrozumieć jej decyzji. A wszystko to jest owocem nieprzerwanej wierności łasce chrzcielnej, która w niej jest także łaską powołania.

Echo tej wierności znajdujemy w jej konferencjach i badaniach na temat etyki zawodów kobiecych. Mówiąc o specyficznym charakterze kobiecym, powie:

tylko Bóg może otrzymać całkowity dar z siebie bytu ludzkiego w taki sposób, że dusza ludzka będzie całkowicie nasycona, niczego nie tracąc. Dlatego bezwarunkowy dar z siebie, który jest fundamentem życia zakonnego, jest w tym samym momencie jedyną możliwą realizacją kobiecych aspiracji” (Formacja i powołania kobiety, 106).

Do tego celu dąży Edyta, cel dający jej moc do pokonania każdej dyskusji, osądów i sposobów widzenia jej środowiska. Raz powiedziawszy „tak” Panu nie widzi żadnej siły, która mogłaby ją oderwać od Niego. Nie może nie przenieść na pole swojego życia bezlitosnych zasad logiki. Aby dojść do realizacji samej siebie, w swoim istnieniu jako kobieta i jako chrześcijanin, nie widzi innej drogi, jak tylko bezwarunkowe oddanie się Bogu w Karmelu.
3. W Karmelu w Kolonii
W 1933, wraz z przejęciem władzy w Niemczech przez narodowych socjalistów, wchodzą w życie przepisy antyżydowskie. Edyta nie może kontynuować swojej pracy w Instytucie pedagogicznym w Münster. Dowiaduje się o prześladowaniu Żydów, ofiar fanatycznego rasizmu, poprzez wiadomości zawarte w jednym z dzienników amerykańskich. Bardzo cierpi. Nie przyjmuje jednak propozycji schronienia się w Ameryce Południowej, gdzie zaoferowano jej katedrę na uniwersytecie. W tajemniczy sposób rozumie, że jej przeznaczeniem, jest przeznaczenie jej ludu.

Ostatnia lekcja profesor Stein ma miejsce w Marianum 25 lutego 1933. Miesiąc później wyjeżdża do Beuron, gdzie spędzi Wielki Tydzień oraz rozmawia z arcyopatem Walzerem o swojej odnowionej decyzji wstąpienia do Karmelu. W Münster, w kościele Św. Ludgeri prosi przed wielkim krzyżem o ostateczne światło: „Nie wyjdę stąd – mówi do siebie samej – dopóki nie będę miała ostatecznej pewności, co do mojego wstąpienia do Karmelu”. Opowiada o tym w swojej relacji na temat drogi do Karmelu napisanej 18 grudnia 1938 roku, jako bożonarodzeniowy podarunek dla swojej Przeoryszy. „Kiedy kapłan udzielał końcowego błogosławieństwa, ja miałam już zgodę Dobrego Pasterza”, w Jego liturgiczne wspomnienie, które przypadało owej niedzieli, 30 kwietnia.

Prawie otrzymała już pozwolenie jej kierownika duchowego, o.Raphaela Walzera. Rozumie on, że w tej chwili jest dla Edyty rzeczą niemożliwą myśleć o karierze publicznej, uniwersyteckiej. W liście polecającym, skierowanym do Karmelu w Kolonii, Ojciec mimo wszystko przedstawia pewne swoje obiekcje: starsza matka postulantki, jej cenna działalność dla życia katolickiego w Niemczech. Ale nie może nie naświetlić „jej religijnej dojrzałości i głębi, odnośnie których niczego nie trzeba dodawać... Od dawna ideałem jej życia jest Karmel”.

Pomimo swoich 42 lat, swojego żydowskiego pochodzenia i późnego nawrócenia w wieku 30 lat, doktor Stein zostaje przyjęty przez wspólnotę. Zanim wejdzie do klauzury, przez miesiąc mieszka na furcie kolońskiego Karmelu i uczestniczy, w kaplicy zewnętrznej w oficjum liturgicznym. Znajduje także czas na rozmowy w rozmównicy z Przeoryszą i Mistrzynią nowicjatu. Wrażenie, jakie pozostawia bez wątpienia odpowiada listom polecającym jej proboszcza i spowiednika w Munster, dziekana katedry, dr Adolfa Donders:

Pani doktor Edyta Stein (...) Jest uprzywilejowaną duszą, bogatą w miłość Boga i bliźniego, bogata w duchowość biblijną i liturgiczną. Dla wszystkich będzie wzorem bardzo głębokiej pobożności i zapału na modlitwie, radością dla wspólnoty, pełną dobroci i miłości dla bliźniego... Wiele uczyniła słowem i piórem, szczególnie w Stowarzyszeniu studentów katolickich i Unii kobiet katolickich. Mimo to pragnie zrezygnować z wszelkiej zewnętrznej działalności, aby krocząc śladami Św. Teresy, odnaleźć w Karmelu „drogocenną perłę” Jezusa Chrystusa”.

Także zakonnice, widząc Edytę zanurzoną w modlitwie, mogą stwierdzić stopień życia wewnętrznego, do którego doszła postulantka. Sama Edyta przywołuje znaczenie formacji liturgicznej dla jej życia wewnętrznego jaką otrzymała w Beuron, ale mówi, że nigdy nie była bliską jej myśl, aby zostać benedyktynką. „Miałam zawsze wrażenie, jakby Pan zachował dla mnie coś, co mogłam spotkać tylko w Karmelu”. Tak pisała w 1938 dodając „To robiło wrażenie na otaczających mnie ludziach”.

Na 14 października zostało przewidziane jej wejście do klauzury. Już wcześniej Edyta napisała do swoich, że została przyjęta w domu zakonnic w Kolonii. Rodzina myśląc, że znalazła nową pracę, przesłała jej najserdeczniejsze życzenia. W połowie sierpnia jedzie do Wrocławia, aby po raz ostatni zobaczyć swoją matkę, rodzeństwo, z których spotka tylko Różę i przez godzinę Arno, będącego przejazdem w Kolonii w swojej drodze do Ameryki. W relacji Edyty przygotowanej dla m. Teresy Renaty, opisane jest w szczegółach to ostatnie spotkanie z matką. Jest to chyba najbardziej wzruszająca stronica w całej ziemskiej historii Edyty, stronica, która najbardziej ujawnia jej uczucia i emocje. „To co przeszłam było straszne” – wyznaje. Będąc sama w pociągu do Kolonia „żadna nadzwyczajna radość” mogła napełnić jej serce. „Zbyt przerażającym było to, co pozostawiłam! Trwałam jednak w głębokim pokoju – w przystani woli Bożej”.
Postulantka
Po pierwszych nieszporach uroczystości Św. Teresy od Jezusa, otwiera się brama klauzury. Edyta „w głębokim pokoju przekracza próg domu pańskiego”. Jej wejściu do klauzury towarzyszy, prawie symbolicznie, wielki bukiet białych chryzantem, przyniesionych przez niektóre zaprzyjaźnione nauczycielki. Zostaje serdecznie przyjęta, jak wszystkie inne postulantki, bez żadnej różnicy. Dla zakonnic, które prawdopodobnie nigdy nie słyszały jej imienia, tak bardzo znanego w katolickich kręgach intelektualistów, Edyta jest zwykłą postulantką, przeznaczoną na przyszłą fundację do Wrocławia. Traktują ją na równi z jej trzema towarzyszkami z nowicjatu. Musi założyć skromny czarny habit z pelerynką, a długie włosy ułożyć pod czarną chustką. Zostaje jej wyznaczona cela, pozbawiona wszelkich ozdób, jak nakazuje Reguła, z wielkim krzyżem na ścianie, siennik, kilka kocy, stół, krzesło, na podłodze miednica z dzbankiem na wodę do mycia. Jej książki, wysłane w 6 wielkich skrzyniach i podzielone na działy filozofia, psychologia i teologia zostały umieszczone w klasztornej bibliotece. Aby z nich korzystać musi teraz prosić o pozwolenie Matki Przeoryszy.

Ale Edyta nie myśli w tym momencie o kontynuowaniu swojej pracy intelektualnej. Musi nauczyć się porządku dnia, ceremonii, zwyczajów, a przede wszystkim prac kobiecych na których nie bardzo się zna. Praca w kuchni wymaga od niej znacznego wysiłku, od niej która nigdy nie musiała martwić się o przygotowanie posiłków. Któraś ze starszych zakonnic chciałaby wiedzieć, czy postulantka potrafi dobrze szyć. No cóż, jakiś prosty ścieg potrafi zrobić, ale daleka jest od doskonałości, którą na tym polu osiągnęły niektóre siostry. I nie ma wielkiej nadziei, że kiedyś do niej dojdzie. Nie brakuje też upokorzeń przyjmowanych spokojnie przez Edytę, bez tracenia odwagi, przekonania, że jest to dla niej „dobra szkoła pokory”, jak powie w jednym z listów, konieczna „po tylu zaszczytach otrzymanych w swoim życiu”.

Zewnętrznie Edyta jawi się bardzo spokojna, zrównoważona, pokorna, uczynna, umiejąca się dostosować do napotkanych warunków, wyrozumiała dla radości i trosk swoich towarzyszek, młodszych od niej o 20 lat (dwie profeski czasowe i jedna postulantka białego welony)). Podczas rekreacji jest żywa, radosna, potrafi opowiadać o wielu sprawach i nawet najmniejsze wydarzenie potrafi uczynić interesującym i pociągającym, zawsze gotowa znaleźć słowa odpowiednie dla wszystkich, które ubogacają, podobają się. Ze szczególną radością, prawie dziecięcą, przeżywa swoje pierwsze Boże Narodzenie w Karmelu. Na temat tej tajemnicy powiedziała w jednej z konferencji w 1930 w Ludwigshafen:

„Złóżmy nasze dłonie, w dłoniach Boskiego dzieciątka, wypowiedzmy nasze „tak” na jego wezwanie „Chodź za mną” a będziemy do niego należeć. Niech będzie wolna droga, aby w nas wcieliło się jego boskie życie. To jest właśnie światło, które przyszło do ciemności, tajemnica Świętej Nocy, światło które zapala się w naszej duszy”.

Lecz powiedziała także: „na to samo światło, tak bardzo jaśniejące w betlejemskim żłóbku, zstępuje cień krzyża... W nieunikniony sposób droga prowadzi z Betlejem na Golgotę”. To prawda, podczas pierwszego Bożego Narodzenia, Edyta doświadcza głębokiego pokoju, za który dziękuje Panu, uważając go za „całkowicie niezasłużoną łaskę”. Ale w sercu myśli o matce, która nie zdołała zaakceptować decyzji swojej córki. Każdego tygodnia, w piątek, gotowy jest krótki list dla Pani Stein. Zawsze tak robiła. Obecnie jednak nie otrzymuje już odpowiedzi. Może podczas długich zimowych nocy, w milczeniu swojej celi analizuje bolesne momenty ostatniego dnia, 12 października, dzień jego urodzin, który spędziła ze swoją matką. W tym dniu poszła ze swoją matką na nabożeństwo do synagogi przy szkole rabinackiej. Wracając, w drodze do tramwaju powiedziała jej, że pierwszy okres życia zakonnego jest okresem próby. Ale matka odpowiedziała: „Jeśli godzisz się na okres próby, to wiem że przejdziesz przez nią zwycięsko”. Wieczorem tego dnia, ,matka ukryła twarz w rękach i zaczęła płakać. Edyta stanęła z tyłu za jej krzesłem i przytuliła jej srebrno – białą głowę do swych piersi. Później pomagając jej rozebrać się, usiadła na krawędzi łóżka, aby być blisko niej, dopóki nie wysłała jej spać. Niezatarte wspomnienia w duszy Edyty i nie we wszystkim wolne od jakiegoś cienia wewnętrznego konfliktu na poziomie sumienia, szczególnie z racji rozpoczynającego się prześladowania Żydów, którego pierwsze efekty odczuwano już w rodzinie. Ona może nadal żyć w pokoju. Ale matka? Jak długo jeszcze?...
Nowicjuszka
Dnia 15 lutego 1934 Edyta zostaje dopuszczona do nowicjatu. Kilka dni wcześniej odwiedził ją lekarz. Cieszy się doskonałym zdrowiem. Wątpliwości? Fakt, że Edyta jest kobietą mało praktyczną wydaje się, jak na razie nie stwarzać wielkiego problemu. Zresztą jedzie na fundację do Wrocławia. Zobaczy się później.

Obłóczyny przewidziano na 15 kwietnia, święto Dobrego Pasterza, dokładnie w rok po otrzymani światła przed Ukrzyżowaniem w kościele Św. Ludgeri w Münster. Na uroczystość przybywają niektóre ważne osobistości życia kulturalnego i członkowie organizacji katolickich szczególnie jej bliscy. Takiego zgromadzenia wiernych nigdy do tej pory nie widziano w kolońskim Karmelu. Edyta ma na sobie białą suknię. Materiał został podarowany przez jej siostrę Różę. Z rodziny nikt nie przyjechał, przysłali tylko list. Obecny jest Arcyopat Walzer, aby przewodniczyć Mszy Św. Swój telegram przysłał Husserl. Wśród zaproszonych gości obecna jest Jadwiga Conrad – Martius, Peter Wust, który później napisze na łamach Kölner Volkszetung artykuł na temat drogi Edyty do prawdy, drogi zawierającej filozofię racjonalistyczną i mistyczną, drogę która symbolicznie wyrażona jest w nowym imieniu „siostra Benedykta, to znaczy ta, która błogosławiona jest przez prawdę, przez pełnię Prawdy”.

Edyta wybiera to imię, ponieważ czuje się „błogosławione” przez Chrystusa, który zwyciężył na krzyżu, „błogosławiona” po długie drodze i nocnej walce, podobnej do walki Jakuba z aniołem nad rzeką Jabot, „błogosławiona” pomiędzy niewiastami ludu hebrajskiego mocą oblubieńczej miłości Chrystusa Ukrzyżowanego, „błogosławiona” bo wybrana przez Boga, aby żyć jako oblubienica Kościoła pod znakiem krzyża, w duchu ofiary i wynagrodzenia.

Niewiele wiadomo na temat roku jej nowicjatu. W pierwszej biografii z 1948 napisanej przez jej Mistrzynię Nowicjatu i późniejszą przeoryszą m. Teresę Renatę, kiedy nikt nie myślał jeszcze o jej procesie kanonizacyjnym, podkreśla się jej absolutną wierność i punktualność w wypełnianiu porządku dnia, aktów wspólnych, sprawa więcej niż łatwa dla kogoś kto oddaje się pracy intelektualnej. Rzeczywiście bowiem Prowincjał nakazał zwolnić Edytę ze wszystkich innych prac, aby zostawić jej wystarczający czas na kontynuowanie swojej pracy „Akt i możność” – pracy, której Edyta nie zdołała ukończyć przed wstąpieniem do Karmelu; przywiozła ze sobą rękopis. Oprócz tego przygotowuje niektóre tłumaczenia z języka łacińskiego, kończy indeks do swojego tłumaczenie Quaestiones disputatae de veritate Św. Tomasza i pisze kilka stron książki „Dzieje pewnej żydowskiej rodziny”, którą rozpoczęła już w domu. Obok tej pracy regularnie czyta Świętych Zakonu karmelitańskiego. Owocem tej lektury są bez wątpienia dwie krótkie prace: Teresa z Avila wydana drukiem w 1934 oraz Św. Teresa Małgorzata Redi (napisana z okazji jej kanonizacji), opublikowana w 1934 oraz artykuł na temat Historii i duch Karmelu, ów popularny sposób przybliżający dzieje i życie wewnętrzne Zakonu (Augsburger Postzeitung, 1935).

Wszystkie te prace i inne pisma duchowe i pedagogiczne, bez wątpienia stworzyły specyficzną sytuację nowicjuszki, s. Teresy Benedykty. Rodzi się pytanie, czy Mistrzyni m. Teresa Renata, która była w jej wieku (6 miesięcy starsza), ceniąca Edytę za jej zdolności intelektualne i za miejsce zajmowane w świecie nauki, stosowała w odniesieniu do niej te same metody i zasady wychowawcze i formacyjne, używane w tamtej epoce, jak to czytamy w jej pierwszej biografii. Z drugiej zaś strony Edyta, z racji wielu lat przeżytych w niezależności i przede wszystkim z racji swojej natury przyzwyczajona, aby o wszystkim decydować sama i sama doprowadzać do końca podjęte dzieła, musiała włożyć niemało wysiłku, aby wejść w nowe środowisko, przyjąć sugestie, zachęty, które do niej docierały. To wyjaśnia dlaczego odpowiada Prowincjałowi – pytającemu czy jest coś czym rozczarowała się w Karmelu, czy znajduje jakieś problemy – tylko jednym słowem: „Karmel”. Rozumie pod tym wyrażeniem całą rzeczywistość życia wspólnotowego z posłuszeństwem, zależnością, wyrzeczeniem. Zetknięcie się ze środowiskiem, bolesne pod wieloma względami, musiało być dla Edyty najpoważniejszym problemem i to nie tylko w okresie nowicjatu. W kilka lat później napisze w biografii Katarzyny Esser, fundatorki „drugiego” Karmelu w Kolonii:

W wieku czterdziestu sześciu lat nie było dla niej małą ofiarą, dla niej która przez wiele lat była panią swojego życia, stać się na nowo dzieckiem, być posłuszną i poddać swoje opinie pod osąd przełożonych. Wyznała później, że była to rzecz, która gorzko ją kosztowała”.

Edyta jest w pełni świadoma tych trudności. Wie, że musi dokonywać znacznych wysiłków, aby się przełamać, aby dojść do wewnętrznej wolności, wysiłki zauważone także przez współsiostry, chociaż skrzętnie ukrywane. Towarzyszka z nowicjatu, s. Teresa Małgorzata, powie około 20 lat później o tych ukrytych wysiłkach:

Żyjąc mocnym duchem wiary Edyta w szczególny sposób upodobała sobie cnotę posłuszeństwa. Nie było jednak łatwym, nawet dla tych którzy obserwowali ją każdego dnia w jej wysiłkach, podać jakieś szczegóły tej walki. Potrafiła poddać się i dostosować tak doskonale, że nigdy nic nie wychodziło na zewnątrz” (E.Stein, Eine Heilige?, 8–9).

Ale także ta sytuacja pomaga dojrzewać naszej nowicjuszce i trwać w podjętej decyzji. Nie ma to wpływu na jej pokój. Świadkowie tamtego okresu zgodnie powtarzają, że widzieli Edytę zawsze radosną i zadowoloną. Ona sama podkreśla to w listach i podczas spotkań w rozmównicy.


Profeska
S. Teresa Benedykta składa swoje pierwsze śluby na trzy lata, 21 kwietnia 1935, w niedzielę Wielkanocną. Przygotowała się do nich poprzez dziesięciodniowe rekolekcje, wspominając każdy Wielki Tydzień spędzony w latach poprzednich w opactwie w Beuron. Na pytanie młodej postulantki, jak się czuje, odpowiada: „Jak oblubienica Baranka”, z wyraźną aluzją do Apokalipsy, do Baranka, który zostanie zabity, do jej przyszłego uczestnictwa w cierpieniach Chrystusa. Nie ma żadnych wątpliwości co do swojego przeznaczenia. „Przyjdą także tu, aby mnie zabrać”, mówi do swojej przyjaciółki, która odwiedziła ją w rozmównicy w kilka dni po profesji. „Nie wolno mi myśleć, że zostawią mnie w spokoju”. Jest świadoma innej misji. „To nie ludzkie działanie może nas uratować, ale tylko cierpienie Chrystusa i do tego dążę”.

W międzyczasie coś zaczyna zmieniać się w relacjach z matką. Róża daje jej znać, że Pan Augusta pewnego dnia poszła, nikomu nic nie mówiąc, zobaczyć nowy Karmel we Wrocławiu. Czyż nie jest to znak miłości matki, która pragnie poznać styl życia swojej córki? Także w listach Róży od czasu do czasu jest kilka słów od matki. Później przychodzi list zaadresowany na „Schwester Teresia”. Ta pociecha jednak nie trwa długo. W 1936 nadchodzi wiadomość o ciężkiej chorobie Pani Courant. Edyta cierpi w milczeniu. 14 września, podczas odnawiania ślubów, matka przechodzi do lepszego życia, umocniona wiarą proroków. Trzeba dziękować Panu, który oszczędził jej widoku palonych synagog i przyjaciół wywożonych do obozów zagłady. Krótko po jej śmierci Edyta może zobaczyć swoją siostrę Różę, która przyjechała do Kolonii, aby 24 grudnia w kaplicy Karmelu przyjąć chrzest. Edyta bierze udział w ceremonii stojąc w chórze zakonnym, z sercem przepełnionym wdzięcznością.

Po profesji Edyta kontynuuje wcześniej podjęte prace. Na prośbę niektórych kapłanów pisze artykuł Modlitwa Kościoła (opublikowanym w 1936). Przede wszystkim jednak przygotowywuje do druku swoje studium nad aktem i możnością, które będzie nosiło tytuł Byt skończony i Byt wieczny. Następnie powstaje biografia Caterina Esser oraz krótka medytacja Sancta discretio (1938), dedykowana m. Teresie Renacie, przeoryszy od 1936 roku, która co dopiero zakończyła swoją książkę Dary i owoce Ducha Świętego. Roztropność – pisze Edyta – „stanowi istotny składnik każdego z darów, tak że siedem darów można określić, jako siedem jej odcieni (Auswirkungen)”. Wychodząc od tego punktu wyjścia Edyta doradza swojej Przeoryszy „mądrą roztropność” (weise Masshaltung) w wypełnianiu powierzonego jej zadania. „Kto musi kierować duszami, potrzebuje w sposób szczególny roztropności i nie powinien reagować samowolnie, arbitralnie”.

To szczere i śmiałe zdanie, chyba musiało zostać wypowiedziane w okresie tak trudnym dla Kościoła w Niemczech, a szczególnie dla życia zakonnego. Edyta wypowiada je bardzo delikatnie, zatroskana jak zwykle o doskonałość myśli i działania innych ludzi. Zresztą, kiedy chodzi o prawdę, nie pozwala się nigdy niczemu sugerować. Relacje z m. Teresą Renatą były dobre, mimo różnic kulturowych i charakteru obydwu kobiet. Dla Edyty, Przeorysza była jak pełna delikatności matka.


W Wielki Piątek, 21 kwietnia 1938, s. Teresa Benedykta składa ślubu wieczyste. Jest rzeczywiście oblubienicą Baranka, przybita do Chrystusowego krzyża, ściśle zjednoczona z jego cierpieniami. Ale „On poprzez swoją śmierć i krzyż doprowadzi nas do chwały zmartwychwstania” (Scientia crucis, 207). Kontemplując Boskiego Ukrzyżowanego, kontempluje także Najświętszą Jego Matkę. Stojącą pod krzyżem, Edyta widzi Ją, jako prototyp wszystkich którzy jednoczą się ze Zbawicielem, Ona która poprzedziła nas na drodze całkowitego oddania się Panu, stając się naszą przewodniczką.

W 1938 rozmiary antysemityzmu narodowych socjalistów przybierają przerażające kształty. Edyta zdaje sobie sprawę, że swoją osobą naraża całą wspólnotę. Szukać schronienia w Izraelu?

Taka myśl pojawia się także w jej umyśle. Ale dopiero po wydarzeniach nocy 9 listopada, kiedy to zostały podpalone wszystkie synagogi w Niemczech, jawi się koniecznym jej przeniesienie poza granice Rzeszy. W noc sylwestrową przyjaciel Karmelu przewozi ją swoim samochodem do holenderskiego Karmelu w Echt. Kilka dni wcześniej s. Benedykta napisała z listów: „Muszę powiedzieć, że dzisiaj rozumiem dużo lepiej co to znaczy być zaślubioną Chrystusowi pod znakiem krzyża. Ale zrozumieć całej jego głębi nie można nigdy, ponieważ jest to tajemnica”.
4. W tajemnicy Krzyża
Oderwanie od ukochanej rodziny zakonnej było bardzo bolesne. „Ale byłam przekonana, że taka jest wola Boża i że w ten sposób będzie można uniknąć większego zła”. Tak pisze Edyta z Echt. Pod koniec 1939 wyraża swoją wdzięczność za znalezienie pewnego, pełnego pokoju portu. A jednak:

„Jest we mnie ciągle żywa myśl, że tu na ziemi nie mamy stałego mieszkania. Nie mam innego pragnienia, jak tylko to, aby we mnie i przeze mnie wypełniła się wola Boża. Od Niego zależy, jak długo zostanę tutaj i to co później się wydarzy... Nie ma potrzeby, abym się niepokoiła. Ale koniecznym jest dużo modlić się, aby pozostać wiernym w każdej sytuacji”.

Modlitwa i wierność własnemu powołaniu, oto postawa s. Teresy Benedykty wobec ewentualnej deportacji i śmierci. Otrzymując alarmujące wiadomości z Niemiec, powoli umacnia się w niej intuicja męczeństwa i jej życie staje się pełnym przekonania przygotowaniem do niego. Już w ostatnim roku spędzonym w Kolonii odczuwała głęboką harmonię pomiędzy swoim życiem, a życiem królowej Estery ze Starego Testamentu, tej odważnej i mocnej kobiety, gotowej oddać własne życie, aby uratować swój naród. Także Edyta może powiedzieć:

„Jestem pewna, że Pan przyjął moje życie za wszystkich... Estera została wybrana ze swego ludu, aby wstawiać się za nim przed tronem króla. Ja jestem małą, ubogą, nic nie mogącą uczynić Ester, ale Król który mnie wybrał jest nieskończenie wielki i miłosierny. I to jest dla mnie wielką pociechą”.

Ta myśl nigdy jej nie opuszcza. W 1941, na imieniny Przeoryszy m. Antonii, pisze poezję zatytułowaną Nocny dialog, której głównym bohaterem jest królowa Estera. W tragicznym momencie królowa zbliża się do władcy, aby błagać o ratunek dla swojego ludu. W nocnym doświadczeniu mistycznym widzi „samotną górę, na której stoi krzyż, na krzyżu był On, krwawiący tysiącem ran. A my odczuwaliśmy nieugaszone pragnienie, które mogło być zaspokojone tylko u źródła, które tryskało z tych ran”. Lecz oto nagle krzyż znika. Jej spojrzenie zatapia się w „słodkim świetle, błogosławionym, wychodzącym z ran tego Człowieka, który co dopiero oddał życie na tamtym krzyżu... On sam był Światłem, Światłem odwiecznym, oczekiwanym od wielu wieków: światłość Ojca, zbawienie ludu”. Estera jest wcieleniem szczególnej pobożności s. Teresy Benedykty, dla której nie jest ona już tylko postacią biblijną związaną ze Starym Testamentem. Jak Stary Testament znajduje swoją kontynuację w Nowym, tak też i Estera poprzez nocną wizję Chrystusa Ukrzyżowanego i Chrystusa, który jest Światłem przenika do Nowego, w znaku doświadczenia krzyża. To samo dokonuje się w życiu Edyty. Oddaje swoje życie za lud izraelski i jej ofiara zostaje przyjęta, nie jak ofiara tamtej hebrajskiej kobiety, lecz ponieważ napełniona światłem wiary w niezmierzoną wartość odkupieńczej ofiary Chrystusa, ponieważ zanurzona w tajemnicy Krzyża i podtrzymywania światłem zmartwychwstania.

Krzyż stoi w centrum całego doświadczenia duchowego Edyty. Ale szczególnie od chwili, kiedy prześladowanie Żydów staje się coraz bardziej zaciekłe bez żadnych warunków staje pod krzyżem. W Niedzielę Palmową 1939 roku prosi o pozwolenie, aby mogła ofiarować się jako „ofiara wynagradzająca Najśw. Sercu Jezusa za prawdziwy pokój”. Dnia 9 czerwca pisze swój testament, który kończy słowami: „Już od teraz przyjmuję śmierć, którą Bóg zachował dla mnie z doskonałym i radosnym poddaniem się jego najświętszej woli. Proszę Boga, aby przyjął moje życie i śmierć ku swojej czci i chwale (...) jako wynagrodzenie za niewiarę narodu żydowskiego”.

Także w pismach pochodzących z tych ostatnich lat przeważa temat krzyża, ukazując w niej gorące pragnienie upodobnienia się do Chrystusa, aby z Nim i w Nim być ofiarą wynagradzającą. Powstają jej medytacje na dzień odnowienia ślubów: Zaślubiny Baranka (1939), Ave Crux (1940) oraz studium nad życiem i dziełami Św. Jana od Krzyża, dla którego wybiera tytuł Scientia crucis.

Po trzech latach pobytu w Echt, s. Teresa Benedykta mogłaby zostać na stale wcielona do nowego Karmelu. Ale przełożeni nie potrafią podjąć ostatecznej decyzji. Motywy nie są do końca jasne. Niepewność? Podświadome odrzucenie „obcej”? Czy byłoby wystarczająco słusznym i pożytecznym robienie takiego kroku? Edyta z wiarą oddaje się w ręce przełożonych. „Z wszystkiego jestem zadowolona”. Ale nie może nie powiedzieć swojej Przeoryszy: „Scientia crucis może być nabyta tylko wtedy kiedy otrzymało się łaskę dogłębnego zakosztowania krzyża. O tym byłam przekonana od pierwszego momentu i dlatego powiedziałam w swoim sercu: `Ave Crux, spes unical!`”.

Kiedy pisze te słowa, Edyta myśli także o swojej siostrze Róży, która po wielu kłopotach dotarła do Echt. Przełożeni odrzucili jej prośbę o zostanie siostrą zewnętrzną. Niepewność także w odniesieniu do Róży bardzo mocno odczuwana przez s. Benedyktę, umacnia ją w jej milczącym, ale zdecydowanym nastawieniu ku krzyżowi.

Tak jak Jezus, w opuszczeniu przed swoją śmiercią, powierzył się w ręce niewidzialnego i niepojętego Boga, tak samo będzie musiała uczynić dusza, rzucić się na oślep w ciemność wiary, która jest jedyną drogą, prowadzącą do niepojętego Boga”.

Te słowa znajdujemy napisane przez Edytę w jej najbardziej oryginalnym dziele, jakim jest Scientia crucis. Podjęła się tej pracy w odpowiedzi na zachętę swoich przełożonych, pragnąc przygotować coś z okazji 400 letniej rocznicy urodzin Św. Jana od Krzyża. Zwykło się nazywać to dzieło, które pozostało niedokończone, wzorem studium fenomonologiczno – teologicznego mistyki, zrodzonego w sytuacji wewnętrznego, duchowego i ludzkiego cierpienia, które wyraża jej „najwyższe duchowe oddanie się (Hingabe) ideałowi Zakonu” i w całości jawi się „jako ostatecnze oderwanie się od życia, wzniesienie się nad skończone, w przyjęciu ludzkiego cierpienia” (Post – scriptum di L. Gerber, wyd. niem. 295). Według Edyty istnieje „pewna teologia krzyża, która wypływa z wewnętrznego doświadczenia Św. Pawła” (cf Scientia crucis, 37) i chodzi w niej o „prawdę żywą, rzeczywistą i aktywną”, w której dostrzega „normę życia karmelitów bosych”.

Odkrywa s Św. Janie od Krzyża autentyczne przesłanie skupione w „Słowie krzyża (...) Przyjmuje wszystkich, którzy otwierają się na jego działanie”. A jednak „krzyż nie jest celem samym w sobie. Zarysowywuje się na górze i stanowi wezwanie aby ku górze podążać, (...) symbol triumfu, którym Chrystus uderza w bramę niebios i ją otwiera. I wtedy wytryskują z niej promienie boskiego światła, obejmując tych wszystkich, którzy kroczą za Ukrzyżowanym” (ib. 38 – 39). Lecz aby tam dojść trzeba

przejść z Nim przez śmierć na Krzyżu, jak On ukrzyżować własną naturę poprzez życie umartwienia i zaparcia się, z ufnością zaakceptować ukrzyżowanie pełne bólu i zwiastunów śmierci, tak jak Bóg zadecyduje i dopuści. Im doskonalsze będzie to ukrzyżowanie zarówno bierne, jak i czynne, tym intensywniejszym okaże się zjednoczenie z Ukrzyżowanym i tym bogatsze uczestnictwo w Bożym życiu”. (ib. 53).

Na tym fundamencie buduje się drogę w kierunku doświadczenia mistycznego, studiowanego przez Edytę, odwołując się do nowych koncepcji człowieka, ale opracowanych w świetle metafizyki chrześcijańskiej. Transcendentny Bóg może objawić się duszy jako osoba, która komunikuje się poprzez nieskończoną miłość, dotykając człowieka w głębi jego bytu. Ale także poprzez pełne mocy działanie, polegające na „włączeniu się w przeznaczenie dusz”, dokonując „odrodzenia się człowieka pod działaniem łaski uświęcającej. Bóg się objawia. Jak? W nocy wiary, jako Boska Ciemność. Drogi poznania Boga, którym poświęca studium na temat teologii symbolicznej Pseudo – Dionizego, obejmują drogi theologia negationis i mistyki doświadczenia ciemności. Także Edycie Bóg objawił „nieprzenikliwości swoich tajemnic”, przyjętych w postawie wiary, nadziei i miłości. „To co wierzymy, że widzimy, jest tylko ulotnym odbiciem tego, co tajemnica Boża ukrywa aż do dnia przyszłej jasności. Ta wiara w tajemniczą historią winna być dla nas pociechą” pisze w liście z 1941 roku, „winna obdarzyć nas pokojem”.

Bez wątpienia swoje ostatnie miesiące s. Teresa Benedykta przeżyła w nocy wiary, prowadzona przez Św. Jana od Krzyża. Kontemplując życie Doktora mistycznego Karmelu i zanurzając się w jej ostatni etap, odkrywa w jego śmierci subtelne upodobnienie się do Chrystusa „osiągnięte na szczycie Golgoty” (Scientia crucis, 45). W kilka miesięcy po napisaniu tych słów także ona dojdzie do ostatniej stacji swojej via crucis. Zostaje wyrwana ze swojego klasztoru i podąża na spotkanie Krzyża na Oświęcimskiej Golgocie.

Od stycznia 1943 zdaje sobie sprawę, że jej obecność w Karmelu w Echt, może mieć bardzo przykre konsekwencje dla wspólnoty. Holandia jest pod okupacją niemiecką i jak delikatna sieć mnożą się placówki SS. Zarówno Edyta, jak i Róża zostają wezwane do Maastricht, gdzie muszą złożyć oświadczenie4 o sobie. Wymaga się także od nich, aby na swoim ubraniu nosiły żółtą gwiazdę, znak bycia żydem. S. Teresa Benedykta stara się wszelkimi sposobami otrzymać wizę do Szwajcarii, aby ukryć się w Karmelu Le Paquier. Ale upragniona odpowiedź nie nadchodzi. Co robić. Czekać przynajmniej na dokumenty? I później wyjechać.

Trzeba pamiętać, że Karmel w Echt, znajdujący się w małej holenderskiej miejscowości, nie za bardzo orientował się w smutnej rzeczywistości politycznej i antyżydowskiej tamtego okresu. Edyta powinna zostawić kraj ubrana w habit zakonny, bez franka w kieszeni, z przyczepioną na piersi żółtą gwiazdą, nastawiona na nieustanne niebezpieczeństwo. Może istniałyby możliwość, aby opuścić Holandię, drogą nieoficjalną, ubrana po świecku. Ale w swojej prostolijności, szczerości i życiu w absolutnej prawdzie, nie czuje się zdolną do ucieczki. Nadto nic nie może odłączyć Edyty od tajemniczego przeczucia, że Boży plan w odniesieniu do niej zaczyna się realizować. Zbliża się bowiem godzina rzeczywistej ofiary.

Przyczyną wybuchu nienawiści i planu zagłady żydów holenderskich jest list pasterski arcybiskupa Jong`a z Utrechtu, odczytany 26 lipca 1942 we wszystkich kościołach Holandii. Zawierał on protest Kościoła przeciwko deportacji Żydów. Natychmiastowa jest odpowiedź SS. Żydzi ochrzczeni, kapłani i zakonnice pochodzenia żydowskiego zostają aresztowani i wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Do grupy deportowanych należą także Edyta i Róża. Do klasztoru w Echt przyjechało dwóch urzędników SS. Teresa Benedykta musi zostawić klasztor w ciągu 5 minut. W drzwiach oczekuje na nią Róża. S. Benedykta bierze ją za rękę „Chodź, idziemy za nasz naród”. Myśli o narodzie żydowskim.

W nocy z 2 na 3 sierpnia przyjeżdżają do obozu przejściowego w Amersfort. Następnej nocy, wraz z wieloma innymi więźniami żydowskimi zostają przeniesieni do obozu w Wesreebork, znajdującego się w całkowicie niezamieszkałej strefie północnej Holandii. Edyta zdoła wysłać jeszcze krótki list do Przeoryszy Karmelu w Echt, który powierza matce jednej z zakonnic, która przyjechała do obozu z walizkami swojej córki. List zawiera krótką prośbę o przysłanie wełnianych skarpet, dwa koce, a dla Róży wełniane ubrania. Ważna jest wiadomość: „Jutro wyjeżdża transport (Śląsk, Czechosłowacja??). Studium grafologiczne tego ostatniego listu wykazuje dwa ważne aspekty:

„Z jednej strony nieustanne kładzenie nacisku na postępujące pochylenie pisma; z drugiej zaś strony wysiłek ciągłego prostowania pisma, aż do momentu kiedy to, mimo wszystko, przyjmuje charakter jak pozostałe diagramy, tak jak w przypadku niezniszczalnego organizmu. Grafolog przyzwyczajony odczytywać falę tekstu uchwycił niewymowne cierpienie i jednocześnie w tle dostrzega moc i dynamizm, który obecny jest mimo całego tragizmu sytuacji, w której znajdowała się Edyta. (Zob. N.Palaferri, Analisi su grafie della beata Edith Stein, dattiloscritto, Urbino 1988, 4).

Analiza potwierdza zebeane świadectwa mówiące o zachowaniu się Edyty w ciągu ostatnich pięciu dni spędzonych w obozie. Dobrowolnie przyjęła własne przeznaczenie i przeżyła je aż do samej głębi, ofiarując swoje życie za lud izraelski. W krótkim studium Das mystische Suhneleiden (Wynagrodzenie mistyczne) podkreśliła:

Zbawiciel nie jest tylko na krzyżu... Każdy człowiek, który w ciągu minionych wieków znosił cierpliwie bolesne przeznaczenie, myśląc o cierpieniach Zbawiciela i wziął na siebie dobrowolnie powołanie do wynagrodzenia, uczynił lżejszym nieopisany ciężar grzechów ludzkości i pomógł Panu nieść jego ciężar. Co więcej, Chrystus Głowa wypełnia swoje dzieło odkupieńcze w tych członkach Mistycznego Ciała, którzy jednoczą się z Nim w duszy i ciele dla Jego dzieła zbawczego.... Cierpienie wynagradzające, dobrowolnie przyjęte jest tą rzeczywistością, która najugłębiej jednoczy nas z Panem”.



Z tą świadomością Edyta Stein pragnie z odwagą i nadzwyczajną mocą doprowadzić do końca swoją misję w Kościele. Dzisiaj nie ma już wątpliwości, że siostry Stein, wkrótce po przybyciu do Auschwitz – Birkenau, zostały zamordowane w komorze gazowej. Edyta miała wtedy 51 lat, Róża 59. Naiczny świadek Luigi Schlütter, który na kilka chwil przed wyjazdem z Westerbork rozmawiał z Edytą, przekazał nam jej słowa: „Cokolwiek się wydarzy, jestem na wszystko przygotowana. Jezus jest także tu pomiędzy nami”. I będzie Jezus pomiędzy biednymi żydami, którzy dusząc się, kończyli swoje życie zamknięci w „białym domu” Auschwitz. Śmierć wielkodusznie przyjęta, naznaczoną nieporównywalnym okrucieństwie, (Edvige Conrad – Martius, in Relatio et vola, 141).




©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna