Spamerzy wykorzystują dramat chorych dzieci do zarabiania wielkich pieniędzy



Pobieranie 15.11 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar15.11 Kb.
Oszukańcze e-maile

Spamerzy wykorzystują dramat chorych dzieci do zarabiania wielkich pieniędzy








KATARZYNA SKRZY-DŁOWSKA: W internecie krąży e-mail o chorej dziewczynce...

DARIUSZ DĄBEK*; O Oli, która jest poparzona?

Tak.

Ja też go wczoraj dostałem. Jego celem jest wyłącznie pozyskanie bazy danych.



Pracuje pan nad przepi­sami o walce ze spaniem. Jak ona ma wyglądać?

Kara za rozsyłanie spamów ma dochodzić do 10 tys. zł.


Katarzyna

Skrzydłowska-Kalukin Jakub Stachowiak

dziennikarze działu wydarzenia

Uwaga na e-maila: „Ola wygrała z ogniem bój o ży­cie, teraz walczy o swoją przyszłość". Dalej opisa­na jest tragedia 14-mie-sięcznej dziewczynki, któ­ra przeżyła pożar i potrze­buje pieniędzy na leczenie blizn. I najważniejsze, apel, żeby rozesłać list do jak największej liczby znajomych, bo za każde kliknięcie dziecko ma do­stać 3 grosze. List jest dziełem oszusta. Nikt nie zbiera w Polsce pieniędzy w taki sposób.

Ten, kto wysyła podob­ne e-maile, to drań. Ola ist­niej e, prawdziwe są jej zdjęcie i historia oraz to, że leczyła się u słynnego lekarza znanego z tego, że ratuje beznadziejne przy­padki. I to koniec treści zgodnych z prawdą. Resz­ta, czyli to, że „e-mail za­wiera skrypt html, który zlicza, ile razy był wysłany, a płaci firma zajmująca się badaniami skuteczności e--mailingu jako formy mar­ketingowej" to wierutne kłamstwo.

- Nie dostajemy z tego ani grosza - mówi Anna Kuczma, matka dziewczyn­ki. List krąży od roku, Kucz-mowie próbowali go jakoś zablokować, ale nic się nie da zrobić. - Nie wiemy, kto to rozsyła - mówi kobieta.

Po co list rozsyłany jest w tysiącach kopii? Wyja­śnienie jest proste. Ktoś śle­dzi jego trasę i kompletuje w ten sposób bazę danych zawierających adresy e-ma-ilowe. Później taką bazę sprzeda firmom, które za-

czną zalewać skrzynki nadawców ofertami rekla­mowymi: artykułów ero­tycznych, podróbek leków, markowych ubrań czy ko­smetyków. - Jestem pewny, że robi to handlarz adresa­mi e-mailowymi - mówi ko­misarz Dariusz Urbański, specjalista do zwalczania przestępczości interneto-wej Komendy Głównej Po­licji. - Ludzie przesyłają so­bie te e-maile, a oszust sie­dzi sobie w domu i zarabia świetne pieniądze.

Kiedyś jeden adres „cho­dził" na rynku po 10 gr. Je­śli e-mail ma duży odzew, może się uzbierać kilkadzie­siąt tysięcy adresów, a więc na jednym liście rozsyła­nym metodą podaj dalej można zarobić nawet kilka tysięcy złotych.

Czy drania, który wyko­rzystuje chorobę małej dziewczynki do wyłudzania danych, można złapać i za­mknąć w więzieniu? - To nie przestępstwo, to wykrocze­nie - mówi komisarz Urbań­ski. -A szukanie nadawców spamów jest bardzo czaso­chłonne i trudne, bo oni ma­ją swoje siedziby za grani­cą, w Stanach Zjednoczo­nych albo w Korei.

Spamerzy z zimną krwią wykorzystują naszą wrażliwość. Wiedzą, że e--mail o poparzonej dziew­czynce potrzebującej pie­niędzy na operacje, leki, opatrunki poruszy każde­go. Wystarczy spojrzeć na jej zdjęcie dołączone do e--maila, żeby poczuć ucisk w sercu i bez wahania klik-nąć, skoro to może jej po­móc. Aby e-maila uwiary­godnić, pada w nim nazwa znanego szpitala dziecię­cego w Prokocimiu i nazwi­sko doc. Jacka Puchały. Jednak Marcin Mikos,

rzecznik szpitala, zaklina się: - Proszę w to nie wie­rzyć! Nie zbieramy pienię­dzy w ten sposób. Lecze­nie oparzeń jest drogie i prowadzimy zbiórkę na ten cel, ale mamy specjalne konto i nigdy nie zbieramy na konkretne dziecko. Mo­gę tylko zaapelować do lu­dzi, żeby nie reagowali na e-maile, w których nie ma numeru konta i kontaktu do nadawców.

Ola, której nieszczę­ściem posługuje się oszust, ma teraz dwa i pół roku. Kiedy miała rok, w jej do­mu wybuchł pożar. - Za­paliła się sadza w kominie i cofnęło ogień do domu



  • opisuje Anna Kuczma, jej
    mama. Ogień okaleczył
    twarz i czaszkę dziewczyn­
    ki. - Przywiózł ją do nas z
    Sanoka śmigłowiec, była
    w skrajnie ciężkim stanie

  • wspomina Mikos. - Kilka
    tygodni trwała walka o jej
    życie.

Lekarze wygrali, a dal­sze leczenie przyniosło zna­komite efekty. Nadal jednak jest wiele do zrobienia. -Ola rozwija się prawidłowo, ale nie ma kości na czubku czaszki, tylko oponę twar­dą i zaraz mózg, na podwór­ku bawi się w kasku - mó­wi matka. - Ma też potwor­ne blizny. Czeka ją jeszcze wiele operacji, niektóre w Ameryce.

Oli nadal potrzebne są drogie maści, opatrunki, ubranka uciskowe. Jej hi­storia była opisywana w mediach, ale rozsyłany e--mail nie ma z pomocą dziewczynce nic wspólne­go. Prawo ma się jednak w Polsce zmienić i wysyłanie spamu kosztować będzie nawet 100 tys. zł. Może wte­dy z sieci znikną oszukań­cze „łańcuszki".



Ola Kuczma ze swoim tatą

Dąbek: Będziemy karać za rozsyłanie spamu



Co z tego, skoro i tak nie można znaleźć sprawców?

Dostawcy usług mają moni­torować połączenia kompu­terów. Jeśli wykryją taki, który wysyła spam, poinfor­mują jego właściciela. Może nie wiedzieć, że spamuje, a robi to program, który sam zainstalował się w kompu­terze. Dostawcy pouczą go, jak to usunąć. Jeśli tego nie zrobi, dostanie karę.



*Dariusz Dąbek, szef wydzia­łu usług telekomunikacyjnych Ministerstwa Transportu


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna