Spirit of '69



Pobieranie 0.59 Mb.
Strona1/14
Data02.05.2016
Rozmiar0.59 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   14
SPIRIT OF '69
Czasy zupełnie się zmieniły, jakby to Bob Dylan mógł stwierdzić, nadszedł koniec dla swingujących lat 60-tych. Dawno odeszli w zapomnienie oryginalni nastoletni rozrabiacy, chłopaki z pałkami, tnący siedzenia tedsi ze swoją diabelską muzyką, nawet rokersi i modsi przeżywali kiedyś lepsze chwile.(...) Obie subkultury fatalnie podupadły po burzliwych, letnich miesiącach 64-tego.

Przez jedną okropną chwilę wydawało się, że najlepsza część brytyjskiej młodzieży może przyłączyć się do hipisowskich komun i studenckich marszów. 1967 zafundował nam lato miłości, a małolaty z klasy średniej wszędzie mówiły do widzenia rzeczywistości.(...) Cóż, aż w końcu tatuś znalazł im stałą pracę w biurze. Hippisi naprawdę przesłodzili z tymi swoimi błyskotkami i kwiatowym manifestem dla nowej promiennej przyszłości. Wszystko teraz stawało się miłością i pokojem, wymalowane w kalejdoskopie psychodeli i dzikich paisleyowskich wzorów. Idealizm był zawsze częścią dorastanie, ale siedzenie na polu w St.Ives z długimi zatłuszczonymi włosami, w brudnym kaftanie, z uncją haszu i egzemplarzem Oz z trudem było można nazwać tworzeniem nowego, dzielnego świata. Wyłączenie się tak naprawdę znaczyło stchórzenie (*”wyłącz się” ze społeczeństwa, było w owych czasach sztandarowym hasłem hippisów) (...). Po prostu obejrzyj kilka starych video Jethro Tull a zobaczysz jak głupie było to wszystko.

A jakby nie dość było narkomańców studenci próbowali posunąć to jeszcze dalej, mówiąc - zmieniajmy świat, działajmy. Zwykle brygady „wełnianych palt” były z góry odrzucane przez młodzież ulicy - uważano ich za kujonów, nawet hippisi ich nienawidzili za to, że byli zbytnio bojowymi jak na ich gust. Ale oni tu byli w 1968, maszerowali tu, tam, wszędzie... Nie obsadzali barykad tak jak w wesołym Paryżu, niemniej zarzucali nas rewolucyjnymi materiałami. W każdym bądź razie my byliśmy na to ubezpieczeni.

Życie nie było takie słodkie w rozległych dzielnicach robotniczych. Nigdy nie było możliwe by wrócić do domu na Bethnal Green (*dzielnica robotnicza we wschodnim Londynie) i powiedzieć swojemu tacie, że chce się mieszkać w wigwamie. Prawda, niektórym dzieciakom z klasy robotniczej udało się trafić na wyższe uczelnie, a jakiś jeden czy dwóch odcięło się od reszty i wyniosło się w afgańskim płaszczu by spróbować szczęścia jako hippis - w narkotykach i wolnej miłości, ale nie zawsze znajdowali tam pokój i nowy, wspaniały świat. Natomiast zdecydowana większość po opuszczeniu szkoły rozpoczynała życie polegające na monotonnej pracy. Te liche zajęcia czekały na nich w wielkich ilościach, ale wsadzały im za to trochę pieniędzy do kieszeni i dawały powód do narzekań przed nadchodzącym poniedziałkowym porankiem.

Odezwy do robotników by przyłączyli się do swych towarzyszów studentów w obalaniu kapitalistycznych świń padały na bardzo głuche uszy. Naprawdę niewielu ludzi chciało podać studentom i hippisom pomocną dłoń, raczej kopa w dupę ciężkim glanem dziesiątką. Wszystko to było już jasne kiedy studenckie plakaty wrzeszczały „Zniszcz państwo” albo „Zwycięstwo Wietnamowi”, a na stadionie Chelsea śpiewano „Studenci, studenci, ha, ha, ha !”

Pokazały to jasno okoliczności wielkiego marszu solidarnościowego z Wietnamem w październiku 1968. Wówczas Tariq Ali i jego niedzielni rewolucjoniści wreszcie otrzymali odpowiedź. Fabryki i stadiony piłkarskie zostały zarzucone ulotkami by wyciągnąć zwykłego robotnika na ulicę i nadszedł wreszcie ten wielki dzień, kiedy 30 000 studentów i powiązanych z nimi leniwych bastardów pląsało po Londynie, nie powodując niczego więcej poza zakłóceniami ruchu ulicznego. Tak, a 200 niezbyt skorych do grzeczności, wygolonych bootboysów w kolorach FC Millwall biegło obok śpiewając "Enoch, Enoch !" (*polityk sprzeciwiający się napływowi imigrantów z byłych koloni brytyjskich) i powodując generalnie na tyle dużo kłopotów, że gazety miały o czym pisać następnego dnia. Zapomnijcie wasze wojny w południowo-wschodniej Azji, skinheadzi nadeszli !


Skinhead, skinhead, tu i tam

Jak to jest nie mieć włosów ?

Czy to ciepło, czy to zimno

Jak to jest - BYĆ ŁYSYM !
Piosenka stadionowa z wczesnych lat 70-tych
Miejcie na uwadze, że może być dużym błędem stawianie znaku równości pomiędzy pojawieniem się skinheadów w nagłówkach gazet, a powstaniem subkultury. (...) Co więcej 1968 jako data narodzin mógłby tylko przysłużyć się kłamstwu, że pojawienie się skinów było niczym więcej jak reakcją na powstanie ruchu hippisów, a tego byśmy nie chcieli, prawda ?

Słowo skinhead nie weszło do powszechnego użytku przed 1969, ale młodzieńców noszących glany i krótko ostrzyżone po sportowemu włosy widywano w kręgach modsów już w 1964. Oni byli zapowiedzią nadejścia subkultury skinhead. To powoli rozwijało się wśród „szeregowych” modsów postępując naprzód od tego właśnie roku. Wszystkie te pierdy o pokoju i miłości nadeszły dopiero 3 lata później, tak więc argumentacja, że skini byli jakąś reakcją na hippisów jest mocnym przegięciem. Odrzucenie być może, ale nigdy reakcja.

W 1965 The Who zrealizowali My Generation, ale już wtedy dni modsów były policzone. Cała uwaga mediów która otaczała zamieszki z okazji świąt w '63 i '64 spowodowała, że modsów dotknęło coś w rodzaju kryzysu tożsamości. Przedtem zawsze byli zadowolonymi z siebie, modnymi dzieciakami będącymi po prostu o krok do przodu przed innymi. Ale teraz nastąpił masowy napływ młodych modsów na których często patrzono jak na pozerów ponieważ nie mieli najmniejszego pojęcie o klasie czy stylu i musieli chodzić na High Street, żeby im tam powiedziano w co się mają ubierać. I oczywiście idea roztrzaskiwania leżaków na czyjejś głowie przyciągała do ruchu niemiłe charaktery, które dalej zapaskudzały to co mod znaczył wcześniej.
Po co istniejemy ? Naprawdę po nic. Jesteśmy po prostu grupą gości, nie istniejemy dla czegokolwiek. / Chris Bridges, 16 letni skinhead z Brighton
Ruch mod był na złym kursie i w sposób łatwy do przewidzenia rozszczepił się i poddał różnym oddziaływaniom. Wielu modsów było w koledżach i na uniwersytetach, tak więc poddani pod wpływy tego co się wokół nich działo przyłączyli się do szmaciarskiej armii hippisów i studentów na ich drodze do lekkich narkotyków, progresywnego rocka, kwiaciastych koszul i pop-artu.

Na szczęście recepta jak postąpić nie była dla każdego modsa taka sama. Na północy Anglii, na przykład działo się to na różne sposoby. Mod rozpoczął swoją egzystencję pod koniec lat 50-tych w klubach i kafejach londyńskiego Soho, ale jego zasięg był o wiele szerszy i przyjął się nawet na północy Wielkiej Brytanii. Jednakże północna scena przetrwała o wiele dłużej skupiona wokół klubów fanatycznych skuterowców, a później nocnych potańcówek przy soul w miejscach takich jak słynny Casino Club w Wigan czy The Torch w Stoke.


Zawsze byłem skinheadem. Byłem nim nawet zanim wynaleziono te słowo. Kiedy miałem 12 czy 13 lat zdecydowałem, że nie chcę być długowłosym i obciąłem włosy. Glany, szelki i crombie zawsze były częścią mego życia. / Wolfgang von Jurgen, 22 letni skinhead z Londynu
Najważniejszym jednak dla ruchu skinhead był wzrost liczby modsowskich gangów, które skradały się po miejskich dżunglach brytyjskich metropolii. Znani także jako hard mods (twardzi modsi) ochoczo uczestniczyli w tworzeniu pełnego przemocy i agresji wizerunku post'64-mod-ernizmu i zaczęli odpowiednio do tego się ubierać. Eleganckie garnitury były zdejmowane na noce i bijatyki toczono w koszulach i dżinsach. Podobnie jak drogie buty zostały zastąpione przez glany, które były znacznie lepsze do rozbijania głów, a włosy stawały się krótsze i krótsze, a gdy francuski typ strzyżenia wszedł do mody przesunięto skalę na maszynce fryzjerskiej z 4 do 1.

Londyński East End był domem licznych gangów takich właśnie modsów. Wielu z nich zostało wciągniętych do zorganizowanej przestępczości i skończyło po niewłaściwej stronie więziennych krat. To z pewnością nie był zbieg okoliczności, że dobrze ubrani gangsterzy z londyńskiego świata przestępczego byli ojcami, wujami, braćmi czy po prostu idolami wielu modsów. A ci którzy nie byli z tym wszystkim związani lubili udawać, że w jakiś sposób są. To wszystko było częścią uroku mającego związek z modsowską przeszłością i oglądaniem zbyt wielu filmów gangsterskich.

W Youth!Youth!Youth! Garry Bushell mówi o modsach znanych jako suits (garnitury), że reprezentują -"spartański odłam modsów, który zaczął pojawiać się w londyńskich klubach gdzieś około 1965 i był elegancką, o robotniczym rodowodzie, alternatywą wobec wątpliwej, kuszącej psychodelii" i postrzega ich jako bezpośrednich przodków ruchu skinhead. Rzeczywiście, skini którzy przebierali się na nocne potańcówki w Mecca często byli nazywani suits w okresie gdy ruch przechodził swój największy rozkwit w 1969 i 1970, zresztą nie tylko w Londynie. Inne miasta jak Birmingham, Liverpool czy Newcastle mogły się pochwalić dużą liczbą twardych modsów, jednak najwięcej ich było z pewnością w Glasgow - tym nieprzeciętnym mieście gdzie gangi zawsze były częścią dorastania dla każdego dziecka ulicy od czasów razor gangs (gangi brzytew) w latach 30-tych. Modsi z Glasgow zawsze słynęli z przemocy, organizowali się we fleets (floty) i teams (drużyny), (nazwy wciąż używane przez przypadkowe dzisiejsze gangi) do obrony swych terytoriów.

Miejsca które dzięki modsom zyskały złą sławę jak Maryhill's Valley, Barnes Road w Possilpark i inne są obecnie częścią folkloru miejskiego Glasgow, a ludzie o nerwowym usposobieniu wciąż trzymają się od nich z daleka.


Nazwa ich subkultury jest dziwaczna, prawie że śmieszna - skinhead. Ale oni nie traktują tego jako negatywne określenia. Oni są z tego dumni...i z całej tej trwogi jaką wywołują u swoich rodziców, autorytetów i brytyjskich Pakistańczyków, przeciw którym prowadzą niekończącą się i bezmyślną vendettę. / Eugene Hugo, dziennikarz o równie śmiesznym imieniu, 1970
Muzyka wciąż grała dużą rolę w życiu modsów, ale nie aż tak wielką jak w początkowym okresie ruchu. Nie było poszukiwań nowych ekscytujących form muzycznych, a amerykański soul i jamajskie ska stały się podstawą dla większości.

Jamajska muzyka dostała szansę rozwoju w UK dzięki osiadłym tu imigrantom z Karaibów. Młodzi modsi wkrótce byli stałymi gośćmi na bluesowych zabawach i w nielegalnych melinach, które znajdowały się w Północnym Kent, Sheffield, Birmingham, Bristol i takich dzielnicach Londynu jak Notting Hill czy Brixton. Mieli dzięki temu sposobność by usłyszeć najnowsze dźwięki, a to z kolei popchnęło ich do regularnych kontaktów z czarną młodzieżą. Wielu z tych młodych czarnych miało swój własny styl ubierania się oparty na strojach gangów rude boys z Kingstown (*stolica Jamajki), znanych z agresywności w swoim rodzinnym mieście. Wygląd rude boysa skupiał się wokół eleganckiego garnituru ze spodniami skróconymi w ten sposób by sięgały tuż ponad kostkę oraz z przydługimi rękawami aż za przegub. Do tego dochodziły gładko wypolerowane buty i ciemne okulary.

Zarówno modsi jak i później skinheadzi czerpali inspirację ze stylu rude boys. Jest nawet przyjemna historyjka o jamajskim wokaliście Desmondzie Dekkerze i narodzinach ruchu skinhead opowiedziana przez Tonego Cousina. Tony od koniec lat 60-tych kierował agencją muzyczną Creole, która była fundamentem dla udanej wytwórni płytowej o tej samej nazwie. -"Kiedy sprowadziliśmy Desmonda Dekkera, daliśmy mu garnitur a on uporczywie domagał się by skrócić spodnie o 15cm. Wkrótce dzieciaki zaczęły go naśladować, podwijały spodnie i obcinały krótko włosy".

Dekker został sprowadzony do UK przez Creole w 1967 w celach promocji swojego singla 007 (Shanty Town), który dostał się do pierwszej dwudziestki krajowej listy przebojów jako produkt wytwórni Pyramid. The Ethiopians z Train To Skaville (Rio), The Skatalites z Guns Of Navarona (Island) i Prince Buster z Al Capone (Blue Beat) także dostali się na listy tego roku, jamajska muzyka zaczęła stawać się popularna dzięki masowemu poparciu undergroundu.

Z pewnością pojawienie się Desmonda Dekkera i jemu podobnych pomogło wizerunkowi rude boysa wydostać się poza społeczność imigrantów z Karaibów, a typowe dla niego ubranie zaczęło trafiać do szaf nowej białej publiczności. Ale oprócz muzyki był jeszcze jeden bardzo ważny czynnik który przyczynił się do rozwoju ruchu skinhead, często pomijany przez samozwańczych ekspertów do spraw młodzieży. Futbol.

Zdobycie przez Anglię w 1966 mistrzostwa świata spowodowało, że kibice znowu tłumnie zgromadzili się na stadionach, frekwencja na wszystkich czterech ligach gwałtownie wzrosła. Dużo więcej młodzieży zostało przyciągniętej do piłki niż kiedykolwiek wcześniej, tyle że teraz chodzili na mecze ze swoimi kumplami, a nie ojcami czy wujami jak to było w tradycji przez lata. Dzięki temu, że nie było wówczas problemów z pracą ich kieszenie były zasobne w gotówkę, tak więc mogli też jeździć na mecze wyjazdowe zmieniając w ten sposób stary zwyczaj chodzenia tylko na stadion swojej drużyny.


Sprawianie problemów nie jest naszą jedyną rozrywką. Lubimy też reggae, ciuchy, futbol, dziewczyny i gdy daje się nam święty spokój. / Paul Thomson, londyński skinhead, 1969
Nadeszła era podróży kibiców, a wraz z nią możliwość manifestowania, że się jest lepszym od swoich przeciwników zarówno na, jak i poza boiskiem. Przemoc w futbolu była zawsze częścią tej gry, ale dopiero pod koniec lat 60-tych zaczęła przybierać zorganizowane formy, gdy rywalizujące strony urządzały dobrze przemyślane bitwy. Stadionowi chuligani przyjęli jako własny styl ubierania się ciężkie glany, dżinsy, koszule - coś jak twardzi modsi, którzy wówczas wcale nie byli rzadkością na stadionach. To byli futbolowi bootboysi z których szeregów rekrutowało się wielu pierwszych skinheadów w 1967 i 1968, i którzy znowu stali się popularni gdy ruch skinhead był u swego szczytu.

Z gangów modsów na ulicach, bootboysów na stadionach i rude boysów w dance-hallach wyłonił się ruch skinhead. Na początku nieokreślonej subkulturze dawano różne nazwy : noheads, baldheads (łyse głowy), cropheads (krótko ostrzyżone głowy), suedeheads (zamszowe głowy), lemons (cytryny), prickles (odstające uszy), spy kids (młodzi szpiedzy), boiled eggs (ugotowane jajka) a nawet peanuts (orzeszki ziemne) - prawdopodobnie dlatego, że silnik skutera wydaje dźwięki które komuś mogą przypominać grzechoczące orzeszki w puszce. Nawet jeszcze w 1969 roku gdy ruch skinhead wyodrębnił się na dobre ze swoich poprzedników, skini wciąż byli nazywani modsami.

Ktokolwiek wątpi, że modsi współtworzyli historię ruchu skinhead powinien zwrócić uwagę na cytat z Chrisa Welsha opisujący klasycznych skinów -"widok ostrzyżonych krótko głów i dźwięk ciężkich glanów wchodzących o północy do Wimpy Bar czy do dance-hallu jest naprawdę przyczyną nieprzyjemnych uczuć w żołądku" a wzięty z artkułu o "modsach" publikowanego w Melody Maker w lutym '69.
To czego potrzebują, to dobre lanie. / gospodyni domowa z Bournemouth, 1970
Jakkolwiek już wtedy jedno określenie na ten agresywny, "nowy", młodzieżowy kult stało się coraz bardziej popularne. A latem tego roku słowem tym na ustach wszystkich był skinhead. Nawet premier Harold Wilson z Partii Pracy skinął swą fajką, gdy nazywał pewnych torysów "skinheadzi z Surbition"(*Surbition to eleganckie przedmieście Londynu). A działo się to ni mniej ni więcej tylko w Izbie Gmin.

Każda młodzieżowa subkultura może być określona przez modę i styl jakie jej towarzyszą, ze skinheadami nie było inaczej. Przez '69 rozwinął się określony styl ubierania się i rozpowszechnił po całej Brytanii, ale w początkowym okresie cokolwiek byś nie zakładał to było to OK. Po prostu tak długo jak miałeś glany mogłeś nazywać siebie skinheadem.

Co dziwniejsze, długość włosów nie była wówczas aż tak ważna jak w dniu dzisiejszym. Przez 1969 większość młodzieży robiła regularne wycieczki do fryzjera, stosując się do nazwy skinhead, ale w latach panowania ruchu mogłeś ujść w tłumie mając włosy z tyłu czy po bokach, a nawet w ogóle dłuższe włosy. Oto dlaczego skinhead przeistoczył się później w fazy suedehead i smooth z taką łatwością. Ostrzyżone krótko włosy na poborowego czy skazańca miały tę określoną przewagę, że nadawały ci "mocnego" wyglądu, stąd więc ich masowa popularność, Nie wzbudzały także zdziwienia. De facto widok krótko obciętych, schludnych włosów był mile widziany zarówno przez rodziców jak i pracodawców, a młodzież zdawała się to lubić bo nie musiała używać grzebienia.

Słowo skinhead wzięło się stąd, że można było zobaczyć skórę przez krótko ostrzyżone włosy. W załogach obcinano się nawzajem i nie było to niczym nowym, ale wśród młodzieży kombinacja glanów i krótkich włosów stała się tak powszechna, że pojawiło się zapotrzebowanie na odpowiednie tego określenie. Niektórzy twierdzą, że sposób obcięcia i nazwa zostały zaczerpnięte z fryzury popularnej wśród amerykańskich żołnierzy, ale to był zupełnie odmienny od skinowskiego typ strzyżenia. Jankeska wersja polegała na tym, że wygolony był tył i boki, natomiast na czubku włosy były nieco dłuższe - tak jak u Richarda Gere w filmie An Officer And A Gentelman.

Większość elektrycznych maszynek fryzjerskich miało ponumerowane nasadki - 1 oznaczało najkrótsze włosy, 4 albo 5 najdłuższe. Wybór nasadki zmieniał się zależnie od czasu i miejsca. Ktoś powiedzmy chciał pokazać się w szkole po obcięciu przez nasadkę numer 2, a w ciągu kilku dni wszyscy szli za jego przykładem. Niektórzy skinheadzi odważali się ciąć tak krótko jak to było możliwe używając brzytwy lub maszynki bez żadnej nasadki, ale kompletnie łysa glaca nigdy nie był popularna. Chodziło o to by wyglądać ostro i elegancko, a nie by eksponować odstające uszy. Fryzjerzy musieli uwielbiać te regularne wizyty skinów, szczególnie w okresie kiedy mnóstwo strzyżonych nawet nie myło swoich włosów pozwalając by zostały obcięte. Nie wszyscy fryzjerzy pracowali brzytwami, zdarzały się też nożyczki - użyte odpowiednio dawały bardzo elegancki wygląd.

Nie było zbyt wielu możliwości na oryginalność z krótko ostrzyżonymi włosami, ale zdarzały się różne urozmaicenia. Tył na przykład mógł być ścięty jak reszta, zaokrąglony albo kwadratowy w bostońskim stylu. Wszystkie trzy warianty miały swoich wyznawców. Kolejnym urozmaiceniem było strzyżenie z przedziałkiem (na szerokość ołówka a nie cholernego śladu po motorze), który biegł od przodu po ciemię i tradycyjnie tylko z lewej strony głowy. Przedziałki dawały posmak klasy do tego co było zasadniczym obcięciem, a idea ta została zapożyczona od karaibskiej młodzieży, której własna wersja ostrzyżenia była zwana skiffle.

W tym czasie bardzo modne stały się też baki, przodował w tym Charlie George z Arsenalu, który miał olbrzymie bokobrody.

Baranie kożuchy zostały zaadoptowane przez tych skinów, którzy jeszcze nie podrośli, ponieważ stwarzały wrażenie, że się jest starszym niż w rzeczywistości, ponadto miały bardzo "uliczny" wygląd. To był prawdopodobnie najdroższy ciuch na jaki stać było jeszcze skinheada.

Do krótkich włosów dodaj parę glanów i też mogłeś być skinem. Każda para sznurowanych, skórzanych glanów była dobra jeśli wyglądała odpowiednio. A im cięższa tym lepsza. Wielu skinów nosiło nawet buty o numer czy dwa za duże by stwarzać groźne wrażenie. Najbardziej popularne były glany z blachami w czubkach z wystawionym kawałkiem metalu, który mógł być też pomalowany na biało albo w barwach ulubionego klubu piłkarskiego, po to by wydawały się jeszcze groźniejsze. Można było nawet dostać glany używane w przemyśle z czubami już pomalowanymi. Buty górnicze, wojskowe i im podobne także były w szerokim obiegu. Ośmio lub dziesięciodziurkowe glany były wówczas normą, tendencja by sięgały ci jak najwyżej weszła dopiero za czasów punka. Posiadanie przyzwoitej pary butów, takiej że nikt inny nie miał podobnych gwarantowało, że mogłeś liczyć na słowa uznania ze strony kumpli.

Powszechne obecnie wszędzie buty Doktora Martensa nie grały wówczas aż takiej roli, do czasu gdy blachy został zakwalifikowane przez policję jako broń ofensywna i zakazane na stadionach piłkarskich. Martensy ceniono z tego względu, że lepiej wyglądały po pastowaniu niż inne gatunki i były naprawdę wygodne do noszenia.


Ubrani w wybielinkowane levisy podtrzymywane przez wąskie szelki, kraciaste koszule, ciężkie glany, płaszcze crombie z jedwabną chusteczką w kieszeni przypiętą inkrustowaną szpilką i z barwami Chelsea. / opis stylu skinhead przez Iaina Stewarta w "The Boys That Got Big By Bovvering"
Spodnie noszono od zielonych bojówek po sztruksy, ale bez wątpienia w kręgach skinhead najbardziej lubiane były dżinsy. Były one podwijane w ten sposób, żeby było widać błyszczącą parę glanów - efekt prawie dwóch godzin polerowania (w każdym razie tak mówiłeś swoim kumplom). Czasami odsłonięty był cały but, ale zwykle spodnie sięgały tuż ponad kostkę.

Najczęściej widziało się dżinsy z czerwonymi etykietami Levisa. Zdobyły one popularność już w czasach modsów, ponieważ były nieco droższe, a przez to bardziej ekskluzywne niż zwykłe dżinsy. Skinheadzi lubili je z tego samego powodu. Oryginalne 501 zaczęto robić z o wiele mocniejszego drelichu niż to co było w sprzedaży na High Street przez z górą dwadzieścia lat. Mocniejszy drelich sprawiał, że dżinsy były trwałe na wieki. Często Levisy 501 kurczyły się w praniu, idea była więc taka, że kupowało się parę większą o jeden czy dwa rozmiary i wskakiwało w nich do wanny - spodnie powinny wówczas skurczyć się na tobie do właściwego rozmiaru. To może wydawać się śmieszne, ale one mogły przy następnych praniach znowu się skurczyć i trzeba było wówczas nieźle się nagimnastykować na łóżku by je wciągnąć na siebie. W dodatku nieraz przeklinano niebieski barwnik, który schodząc z dżinsów zostawiał ślady na twoich nogach albo na wannie. Nic dziwnego, że w końcu Levis sensownie zaczął sprzedawać już zwężone 501-ki.

Levisy robiono w ten sposób, żeby były noszone na biodrach. Ale każdy podciągał je aż do talii i potrzebował czegoś do podtrzymania. W ten sposób do skinowskiej garderoby trafiły szelki.

Innymi firmami popularnymi wśród skinheadów były Wrangler i Lee, szczególnie poza Londynem. Stylem bardzo przypominały Levisy tyle, że były trochę luźniejsze i zawczasu zwężone.

Wysoka jakość dżinsów w tych czasach miała też swoje słabe strony. Mocniejszy materiał powodował, że trzeba było trochę czasu, żeby się do spodni przyzwyczaić i je znosić oraz cholernie dużo czasu by je sprać na jaśniejszy kolor. A każdy lubił sprawiać wrażenie, że swoje dżinsy nosi od dawna, a nie od zeszłej soboty. W powszechnym użyciu była więc bielinka z zasobów skinowskich mam. Można było włożyć swoje błękitne dżinsy do wiadra z roztworem bielinki na minutę, a następnie wyciągnąć gotowe, rozjaśnione spodnie. Można też było pochlapać bielinką dżinsy tak by stworzyć niepowtarzalne wzory i wyprodukować w ten sposób spodnie-plamiaki. Podobnie można też było potraktować dżinsową kurtkę, ale bielinkowanie miało i złe strony - materiał stawał się słabszy i szybciej niszczał, tak więc wybielinkowana garderoba zwykle nie miała długiego żywota. Poza tym niektórzy uważali, że to może ich ośmieszać.
Brałem udział w walkach, używałem glanów i zostawałem przepędzany przez gliniarzy. / Chris Harward, 15 letni skinhead ze Streatham, 1969
Ostatnim uzupełnieniem krystalizującego się stylu ubierania skinheadów były koszule i weszły na dobre w 1969. Wzory w kwiaty oczywiście nie wchodziły w grę, ale poza tym każdy rodzaj koszuli mógł być noszony w początkowym okresie. Wkrótce jednak dwa style zaczęto cenić najbardziej. Pierwszy to koszulka w wyraźnym kolorze bez kołnierza, czasem w paski, drugi to klasyczna amerykańska koszula z guzikami spopularyzowana przez modsów w latach 60-tych. Najbardziej popularną zapinana koszulą był Ben Sherman. Od początku były robione z bardzo wygodnego oxfordzkiego płótna, z guzikiem z tyłu kołnierza, plisowaniem z tyłu i pętelką by móc koszulę zawiesić. Pod względem stylu nic nich nie było w stanie przebić. Kołnierze miały po 10 cm szerokości. Spotykało się rozmaite konfiguracje kratki i kolorów, a napis Bennies pojawił się na początku 1970. Po prawdzie to Ben Sherman naśladował często inne firmy we wzorach kratki, a jego wczesne produkcje były po prostu okropne.

  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   14


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna