Spirytyzm starożytny I wspóŁczesny



Pobieranie 281.44 Kb.
Strona1/8
Data04.05.2016
Rozmiar281.44 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7   8
SPIRYTYZM STAROŻYTNY I WSPÓŁCZESNY

"Wiedzą bowiem żywi, że muszą umrzeć,  lecz umarli nic nie wiedzą i już nie ma dla nich żadnej zapłaty,  gdyż ich imię idzie w zapomnienie. Zarówno ich miłość, jak ich nienawiść, a także ich gorliwość dawno minęły;  i nigdy już nie mają udziału w niczym z tego, co się dzieje pod słońcem" - Księga Kaznodziei Salomona 9:5,6

UWAGI OGÓLNE. DOWODY NA TO, ŻE JEST DEMONIZMEM. KIM SĄ DUCHY PODAJĄCE SIĘ ZA ZMARŁYCH? OPĘTANIE W CZASIE PIERWSZEGO ADWENTU. WSPÓŁCZESNY SPIRYTYZM I JEGO TENDENCJA. OSTRZEŻENIE SPIRYTYSTY I ZWOLENNIKA SWEDENBORGA. DZISIAJ WIELU OPĘTANYCH PRZEZ DIABŁY. OŻYWIENIE SPIRYTYZMU. OBECNIE DUCHY ORGANIZUJĄ KOŚCIOŁY. "W KOMORACH". "ZAMYSŁY JEGO NIE SĄ NAM TAJNE". ZGUBNE MOCE SZATANA. "NIE BĄDŹŻE HARDEJ MYŚLI, ALE SIĘ BÓJ". TO SĄ TE SILNE ZŁUDZENIA. HIPNOTYZM I TELEPATIA WSPÓŁCZESNYM DEMONIZMEM. POROZUMIEWANIE SIĘ Z UMARŁYMI. KSIĄDZ I. K. FUNK "DOTKNIĘTY". POGLĄDY KSIĘDZA R. HEBERA NEWTONA. SUGESTYWNE FAKTY. DOŚWIADCZENIA W SPIRYTUALIZMIE. O NIESTOSOWNEJ POSTACI. DUCHY ZDRADZAJĄ SWOJE ZŁE INTENCJE. GODNA UWAGI WIZJA. "DLACZEGO ZOSTAŁ DO MNIE WEZWANY". WSTRZYMAĆ POSTĘP ZŁA. TRIUMF I KLĘSKA SZATANA. FIZYCZNIE ULECZENI. GŁOSZENIE UMARŁYM. GŁOSZENIE UWIĘZIONYM DUCHOM. DUCHY RAZ NIEPOSŁUSZNE. W ŁAŃCUCHACH CIEMNOŚCI. RAZ NIEPOSŁUSZNIE, WCIĄŻ NIEPOSŁUSZNE. WALCZĄCY Z BOGIEM. PRZEZ MEDIA I OPĘTANIE. "AZAŻ NIE WIECIE, IŻ ANIOŁY SĄDZIĆ BĘDZIEMY"? JAK JEZUS GŁOSIŁ PRZEZ SMIERĆ.



"Obleczcie się w zupełną zbroję Bożą;  abyście mogli stać przeciwko zasadzkom diabelskim.
        Albowiem nie mamy boju przeciwko krwi i ciału,  ale przeciwko księstwom, przeciwko zwierzchnościom,   przeciwko dzierżawcom świata ciemności wieku tego, przeciwko duchowym złościom, które są wysoko"
- Efez. 6:11,12.

TO, w co wierzymy, że jest prawdą o spirytyzmie, wzbudza sprzeciw dwóch stron: (1) Większości ludzi, którzy nie mają zaufania do spirytyzmu i wierzą, iż przypisywane mu objawy i dowody są oszustwem. (2) Wciąż wzrastającej liczby ludzi, którzy gotowi są zaprzeczyć istnieniu złych istot duchowych zwanych demonami, jak również istnieniu księcia demonów, zwanego w Piśmie Świętym diabłem i szatanem.

Ksiądz Adam Clark dobrze powiedział:

"Szatan dobrze wie, że ci, którzy przeczą jego istnieniu, nie będą się obawiać jego mocy i wpływu; nie będą strzec się przed jego sztuczkami i środkami; nie będą się modlić do Boga o uwolnienie od "onego złośnika"; jeżeli nie istnieje, nie mogą oczekiwać na zdeptanie go swoimi stopami; a zatem staną się oni łatwym i nie stawiającym oporu łupem nieprzyjaciela swych dusz. Skłaniając ludzi do niewiary i zaprzeczania jego istnieniu, usypia on ich czujność. Staje się wówczas ich zupełnym panem, prowadzącym swoich niewolników według własnej woli. Dobrze znany jest fakt, że spośród wszystkich wyznających jakąś wiarę religijną, ci, którzy istnieniu diabła przeczą, okazują małe zainteresowanie modlitwą lub w ogóle się nie modlą. Najwyraźniej do egzystencji Boga podchodzą oni w taki sam beztroski sposób, jak do istnienia diabła. Nie interesuje ich obowiązek względem Boga, ponieważ ci, którzy się nie modlą, szczególnie na osobności - a nigdy nie widziałem, by tak się modlił ten, kto nie wierzy w diabła - nie mają żadnej religijności prócz formy, bez względu na to, jak wielkie mogą mieć aspiracje".

Gdyby ktoś zapytał, w jaki sposób spirytyzm może wyrządzać szkodę tym, którzy uważają go za oszustwo i szachrajstwo, a jego zwolenników za ofiary tychże oszustw, odpowiadamy, że większość z nich stanowią ci, którzy kiedyś całkowicie i z przekonaniem odrzucali jego przechwałki i uważali je za naciągane. Ci, którzy najbardziej nie wierzą w spirytyzm, często są najbardziej skłonnymi do zbadania jego rzekomych pretensji. Przekonawszy się, że wiele z jego roszczeń jest prawdziwych i wiele jego manifestacji nadprzyrodzonych, ci uprzedzeni niedowiarkowie tym bardziej są narażeni na to, by stać się jego gorliwymi rzecznikami. Gdyby wiedzieli, czym rzeczywiście jest spirytyzm oraz jak i dzięki czyjej mocy działa, mieliby się na baczności, a ich zdolność osądzania wzbogaciłaby się o wsparcie i wskazówki, których sama nie posiada. To brak prawdziwej wiedzy o spirytyzmie (podanej przez Pismo Święte i potwierdzonej niezaprzeczalnymi dowodami poza Pismem Świętym) sprawia, że tak wielu pada ofiarą jego złudzeń.

To prawda, że w imię spirytyzmu popełnia się oszustwa, ale dotyczą one głównie prób "materializowania się". To, że spirytyści jakąś mocą lub za czyimś pośrednictwem czynili i mogą czynić wiele zadziwiających rzeczy przekraczających zdolności człowieka, zostało dobitnie udowodnione w wielu przypadkach - niekiedy przed naukowcami, całkowicie nie wierzącymi. Tamburyn grał w powietrzu pozostając poza zasięgiem ludzkiej ręki, podtrzymywany jakąś niewidzialną mocą; krzesła wraz z siedzącymi na nich ludźmi podnoszone były w górę bez jakiegokolwiek połączenia z widzialną siłą; media unosiły się w powietrzu itp. Ku zadowoleniu setek inteligentnych ludzi z różnych stron świata wiele razy przeprowadzano pomyślne próby z pukaniem, podnoszeniem stołu, sporządzaniem rękopisów i tabliczek łupkowych. A w skład zwolenników spirytyzmu wchodzą sędziowie, prawnicy, ludzie interesu i wiele zdolnych kobiet. Ludzie ci sprawdzili roszczenia spirytyzmu i szczerze przyznali się do wiary w niego. Delikatnie mówiąc, nierozsądnym jest szydzić z nich jako z głupców i łotrów tylko dlatego, że są zwiedzeni kuglarskimi sztuczkami, natomiast są nimi, jeśli dobrowolnie i świadomie poświęcają swój czas i wpływ na popełnianie oszustw.

Autor skłonny był do sceptycyzmu wobec różnych pretensji spirytyzmu, ale został przekonany, że jest inaczej przez pewnego chrześcijanina, w którego słowa miał wszelką podstawę całkowicie wierzyć. Przyjaciel ten nie był wyznawcą spirytyzmu, lecz znalazłszy się pewnego wieczoru w towarzystwie kilku spirytystów, spotkał się z propozycją: "Zróbmy seans". Wszyscy obecni zgodzili się, a nasz przyjaciel z ciekawości pozostał wśród nich. Usiedli przy stole, położyli na nim ręce w zwykły sposób, a obecne wśród nich medium zapytało: "Czy są jakieś duchy?" W odpowiedzi, udzielonej przez pukanie w stół - jedno A, dwa B, trzy C itd. - podano, że duchy są obecne, ale dzisiaj nie będą rozmawiały. Medium zapytało:, "Dlaczego?" Pukania odpowiedziały:, "Ponieważ w Stanach Zjednoczonych mianuje się nowe media". Rozczarowane towarzystwo poprosiło przez medium, by jako eksperyment podano nazwisko jakiejś znanej postaci umierającej w ten wieczór. Prośba została spełniona, i podano nazwisko rosyjskiego dygnitarza, którego w tej chwili nie możemy sobie przypomnieć. Stało się to zanim zainstalowano linię atlantycką, więc mój przyjaciel, chcąc informację sprawdzić, śledził gazety i ostatecznie, prawie miesiąc później (czas wówczas potrzebny na dotarcie poczty rosyjskiej), napotkał ogłoszenie o śmierci rosyjskiego dostojnika o dokładnie tym samym nazwisku.

Nasz przyjaciel został przekonany, że spirytyzm wcale nic jest "zabawą", i pragnął następnego spotkania. Gdy do niego doszło, medium, z uwagi na odpowiedź z ostatniego spotkania, zapytało: "Czy są wśród obecnych jakieś inne media? A jeśli tak, to ile?" Odpowiedź brzmiała: "Cztery". Medium poprosiło ducha:, aby zechciał wskazać, którzy z obecnych są tymi mediami, gdy każdy po kolei wymawiał swoje nazwisko, media oznaczane były stuknięciem w stół dokonywanym pewną niewidzialną mocą. Nasz przyjaciel był jednym z nich, nawet dumny z tego zaszczytu. To miało miejsce w Wheeling, w Zachodniej Virginii. Wkrótce potem odwiedził owdowiałą ciocię. Chcąc się popisać swymi nowymi zdolnościami jako medium, poprosił ją i jej córkę o uczestniczenie w "seansie". Były bardzo zaskoczone, a córka zapytała: "Czyżbyś był medium"? Ja także jestem medium posługującym się pukaniem, mój brat Harry jest medium pracującym przez podnoszenie, a moja matka jest medium piszącym i wprowadzanym "w trans". Nasz przyjaciel był jedynie świadkiem pracy mediów pukających, gorąco pragnął, aby ciocia zademonstrowała swoje możliwości jako medium. Pokazano mu wykonany przez nią podpis, który był dokładną kopią autografu z czeków zmarłego wujka. I co dziwniejsze, wujek pisał bardzo ładnie, podczas gdy ciotka umiała pisać tylko w transie.

Chcąc wypróbować jej umiejętności jako medium mówiącego, cała trójka zebrała się wokół małego stołu, a ciotka wezwała ducha, by przez nią przemówił. Odpowiedź brzmiała, że nie będzie żadnej rozmowy, gdyż nie ma nikogo z niedowierzających, których trzeba by było przekonać. Niemniej jednak upierali się przy tym dalej i skłonili ciocię, by ponownie wezwała ducha. Tym razem odpowiedzią było uniesienie jej rąk znad stołu i uderzenie nimi w niego. To było dla nich wszystkich czymś zaskakującym. Duchy najwyraźniej zostały sprowokowane natarczywością powtórnego wezwania po ich odmowie. Lecz po trwającej około dziesięć minut dyskusji, nasz przyjaciel nakłonił ciotkę, by jeszcze raz wezwała duchy, aby dowiedzieć się, co będzie dalej. Zgodziła się, a w odpowiedzi jej ręce zostały uniesione nad stołem i spadły nań z wielkim hukiem, w trzech szybko następujących po sobie uderzeniach, wydając taki odgłos, jakby pękały wszystkie kości; z dzikim wzrokiem, krzycząc: och, och, och, ciotka odskoczyła na wpół oszalała od stołu.

Duch, kimkolwiek on był, był najwyraźniej zdenerwowany i chciał, by zrozumiano, że nie wolno z nim żartować. Nasz przyjaciel poinformował nas, że po tym wszystkim jego ciotka już nigdy nie chciała mieć nic do czynienia ze spirytyzmem jako medium - została dostatecznie ostrzeżona, by zaniechać go. Lecz nasz przyjaciel pragnął jeszcze poznać zdolności "medium podnoszącego", i gdy wieczorem przyszedł kuzyn Harry, nalegał, by zademonstrował swoje umiejętności jako medium. Harry zgodził się, a wśród wielu różnych prób była i taka: Na środku podłogi postawił mały, lekki stół i powiedział: "Wzywam ducha naszego starego psa Dasha, by wszedł w ten stół". Następnie zwrócił się do stołu, mówiąc: "Chodź, Dash"! Stół chwiał się na dwóch nogach i pokuśtykał za nim wokół pokoju.

Powinniśmy w tym miejscu dodać, że nasz przyjaciel, który ręczy za te rzeczy, już nigdy nie będzie stosował swych umiejętności jako medium. Jest teraz wybitnym chrześcijaninem mieszkającym w Pittsburghu w Pensylwanii. Jego poglądy na spirytyzm są obecnie zbieżne z tymi, jakie chcemy tutaj przedstawić.

Spirytyści twierdzą, że te manifestacje i rozmowy niewidzialnych sił pochodzą od istot ludzkich, które kiedyś żyły na tym świecie, lecz które, pozornie nieżywe, stały się jeszcze bardziej żywe, mądrzejsze, wolniejsze i w każdy sposób bardziej zdolne i kompetentne niż kiedykolwiek przedtem. Twierdzi się, że celem tych pokazów jest udowodnienie, iż umarli nie są umarłymi, lecz żywymi; że nie ma potrzeby wzbudzania umarłych, gdyż w ogóle ich nie ma, ponieważ przechodząc w stan zwany śmiercią, stają się jeszcze bardziej żywymi niż przedtem. Nie będziemy zatrzymywać się tutaj, by pokazać jak niezgodne jest to wszystko ze świadectwem Pisma Świętego na ten temat, ale kierujemy czytelnika do Słowa Pańskiego, przypominając mu, że: "...jeślić zmartwychwstania nie masz...zatem i ci poginęli, którzy zasnęli w Chrystusie" - 1 Kor. 15:13,18; Ijob 14:21; Ps. 146:4; Kazn. 9:5,6.

Oto powód omamienia. Gdy tylko człowiek nie wierzący w spirytyzm zostanie przekonany, że niewidzialna moc przemawia przez medium, pali go ciekawość. Nic innego nie przedstawia takich dowodów z niewidzialnych źródeł, jak czyni to spirytyzm; a wielu zdaje się nie tylko chcieć, lecz gorąco pragnąć kroczyć za widzeniem, a nie według wiary. Każdy ma zmarłych przyjaciół i tysiące chciałyby, jeśli możliwe, porozumieć się z nimi i otrzymać od nich jakąś wiadomość lub radę. Nie dziwimy się więc, że ludzie są bardzo przejęci tymi sprawami i chętnie ulegają kierownictwu tych, których uważają za swych najprawdziwszych przyjaciół i najzdolniejszych doradców.

Do medium przychodzą w celu porozumienia się z umarłymi. Medium opisuje włosy, oczy itd. oraz pewne drobne szczegóły, jak znamię przyrodzone lub skaleczony czy zdeformowany palec lub stopa (które ojciec, syn, siostra lub żona rozpoznaje jako opis ukochanego zmarłego), przekazując wieści, które pomimo, iż są mgliste i dwuznaczne, uważane są za bardzo ważne. Nowicjusze napełnieni są pewnego rodzaju nabożną radością zmieszaną z uniżoną świadomością niskości własnego stanu i dumą, że zostali uznani za godnych nawiązania kontaktu ze "światem duchowym", podczas gdy tak wielu dobrych i wielkich ludzi nie dostąpiło tej łaski, lecz pozostaje "ślepymi na cudowne sprawy spirytyzmu". Odczucia zapoczątkowane w ten sposób są do pewnego stopnia zbliżone do niektórych rodzajów odczuć religijnych, a "nawróceni" od razu gotowi są uwierzyć i być posłusznymi radom i wskazówkom tych, których uważają za mądrzejszych i świętszych od siebie i tak bardzo zainteresowanych ich dobrem, obecnym i wiecznym, że opuszczają radości i służbę w Niebie, aby się z nimi komunikować i ich pouczać.

Większość ludzi nie posiada prawdziwej wiary chrześcijańskiej opartej na fundamencie Słowa Bożego. Mają oni raczej pragnienie przyszłego życia i nadzieję, co do swych zmarłych, aniżeli wiarę w jedno lub drugie. Ponieważ przekonali się, iż nawiązali kontakt z osobami poza grobem, wszystko to, co dotyczy życia przyszłego staje się dla nich realniejsze i bardziej interesujące niż kiedykolwiek przedtem. Wielu z nich, nie mając żadnego pojęcia o życiu religijnym, mówi do siebie: Teraz wiem, co to znaczy mieć wiarę i uczucie religijne dotyczące przyszłości. Gratulują sobie przy tym, że otrzymali wielkie błogosławieństwo duchowe.

Jest to zaledwie pierwsza lekcja, a te stosunkowo budujące przeżycia głównie należą do niej. Późniejsze doświadczenia pokażą, co przyznają sami spirytyści, że są "złe duchy", "duchy kłamliwe", które ciągle ich zwodzą. Informacje i objawienia, często głupie i bezsensowne, stopniowo prowadzą takiego badacza do niewiary w Biblię i Stworzyciela, nauczając, a zarazem chwaląc się, że "duchy" są oprócz przyrody jedynym źródłem wiedzy. W ten sposób torowana jest droga ku zaawansowanym lekcjom "koligacji duchów", "wolnej miłości" itp. Po pierwszym oszustwie i poderwaniu zaufania zwykle wystarcza wyjaśnienie, że są "zarówno dobre, jak i złe duchy", a biedna ofiara nadal idzie ślepo, mając pewność, że obcuje z jakąś nadprzyrodzoną siłą.

Jako ilustrację tego przytaczamy przypadek pewnego starszego pana z Pittsburgha, znanego spirytysty i zagorzałego obrońcy spirytyzmu. O jego historii dowiedzieliśmy się od wspólnego przyjaciela. Gdy prowadził za pośrednictwem medium rozmowę ze swą rzekomo "przeobrażoną" żoną, powiedziała mu ona: "John, byłabym zupełnie szczęśliwa, gdyby nie jedna rzecz, której ty jesteś powodem". "Och, Mary, nie pozwól, by moje sprawy męczyły twoją błogość! Jak na starego człowieka jestem stosunkowo szczęśliwy i zadowolony". Lecz ona odpowiedziała: "Och, nie, John, ja wiem lepiej! Wiem, że jesteś samotny, bardzo samotny, że bardzo za mną tęsknisz i cierpisz z braku wielu drobnych uprzejmości, że twój dom jest całkiem ponury". Pan N. miał pewne zaufanie do zdania Mary, a nowina ta miała dla niego wielkie znaczenie. Jego dom i sprawy stopniowo stawały się coraz mniej szczęśliwe, a on coraz bardziej zgorzkniały, więc na następnym "seansie" zapytał Mary, co mógłby uczynić, żeby przestała się martwić przywracając jej w ten sposób utracone szczęście. Odpowiedziała, że powinien znaleźć sobie odpowiednią towarzyszkę i powtórnie się ożenić. Lecz starszy pan (70 lat) zaprotestował, że nawet gdyby znalazł odpowiednią towarzyszkę, to ona nie zechciałaby go poślubić. Podczas częstych spotkań rzekomy duch jego żony nalegał w dalszym ciągu, a w miarę jak rozmyślał on nad tą sprawą czuł się coraz bardziej samotny, i w końcu poprosił Mary, by dokonała wyboru za niego, jako że posiadała o wiele lepszy gust niż jakakolwiek istota ziemska. Medium udało wielkie oburzenie na uzyskaną odpowiedź i z początku nie chciało jej powtórzyć. Im bardziej nie chciało ono udzielić odpowiedzi, tym bardziej pan N, chciał ją poznać, i w końcu medium wyjaśniło, że duch jego żony powiedział, iż pan N. powinien poślubić ją (medium), lecz dodała, że jest oburzona, iż duch myśli, że poślubi ona tak starego człowieka.

Im więcej pan N. myślał o tej sprawie, tym bardziej stawał się skłonny ulec dobremu, jak mniemał, duchowi swej żony, dając się poprowadzić na drogi rozkoszy i ścieżki pokoju. Nalegał więc na medium, że obowiązkiem ludzkości jest posłuszeństwo żądaniom swoich najlepszych przyjaciół w "świecie duchowym". Ostatecznie medium zgodziło się usłuchać zaleceń ducha i poślubić go pod warunkiem, że przepisze na nią cały swój majątek. Sprawa została przeprowadzona na drodze prawnej i pan N. ze swą żoną - medium i jej córką przystąpili do uczynienia jego, uprzednio chłodnego i ponurego domu tym, czego życzył mu duch jego żony. Jednak w bardzo krótkim czasie potem biedny starzec z chęcią pozostawił dom i wszystko, by uwolnić się od dwóch "diablic", jak je później nazwał.

Czy zachwiało to zaufaniem p. N. do spirytyzmu? Wcale nie. Po prostu jaszcze raz porozumiał się ze swoją żoną przez inne medium i został poinformowany, że kłamliwy duch zupełnie źle ją przedstawił i że ona wcale nie udzieliła tak złej rady. Gdy spotkaliśmy się z nim wkrótce potem, usiłował nakłonić autora tej broszury do przyjęcia spirytyzmu, lecz znając fakty związane z jego historią, odpowiedział on: "Panie N. przyznajemy, że spirytyzm oparty jest na pewnych nadludzkich zjawiskach, lecz zaprzeczamy, by siły udzielające wiadomości prawdziwie się przedstawiały. Twierdzą, że są przyjaciółmi i krewnymi, którzy kiedyś żyli na tym świecie, lecz Pismo Święte zapewnia nas o czymś wprost przeciwnym: mówi ono, że w grobie nie ma żadnej pracy, wiedzy i myślenia, i że umarli o niczym nie wiedzą (Kazn. 9:5,10). Oświadcza ono, że jedyną nadzieją życia wiecznego jest zmartwychwstanie umarłych. Wie pan, panie N., że kimkolwiek są ci, którzy mienią się być duchami pańskich przyjaciół, na ich świadectwie wcale nie można polegać. Nie wolno, panu wierzyć ich najbardziej uroczystym oświadczeniom. Pismo Święte nazywa ich "duchami kłamliwymi". Następnie przedstawiliśmy mu to, co poniżej podaliśmy w tym artykule, tożsamość tych duchów, tak, jak jest ona podana w Piśmie Świętym. Chętnie przyznał, że niektórym duchom nie można wierzyć, bo są "zupełnie złe", lecz utrzymywał, że inne są bardzo dobre, prawdomówne, i często udzielały dobrych rad, które były mu bardzo pomocne.

Wielu spirytystów, szczególnie nowicjuszy, twierdzi, że wpływ spirytyzmu jest budujący. Ci jednak, którzy przeszli przez różne etapy doświadczenia w tym tzw. systemie religijnym, stwierdzają i publicznie oświadczają, że jego wpływ jest wprost przeciwny - że jest on demoralizujący.

Czołowa gazeta spirytystów, The Banner of Light (Sztandar Światła), w odpowiedzi na pytanie dotyczące metody działania wyjaśnia:

"Pytanie. Gdy duch kieruje ręką piszącego medium, czy impulsy zawsze przechodzą przez umysł?

Odpowiedź. Niekiedy występuje tzw. kierowanie mechaniczne, wówczas łączność między ramieniem a umysłem jest całkowicie przerwana. Mimo to pisanie zachodzi dzięki tzw. fluidowi nerwowemu, którego część pozostaje w ramieniu w celu działania. Lecz gdy ma miejsce tzw. pisanie impresywne, wówczas używany jest umysł i cały system nerwowy".

Inne czasopismo, Spiritual Age (Duchowy Wiek), wyjaśniając różnicę między hipnotyzmem a kierowaniem duchowym, mówi:

"Przypuśćmy, że dzisiaj zahipnotyzuję ciebie i jako hipnotyzer mówię, piszę i działam przez ciebie, podczas gdy ty jesteś pozbawiony swej świadomości; to jest hipnoza. Przypuśćmy dalej, że dzisiaj umieram, a jutro jako duch przychodzę i hipnotyzuję ciebie, a następnie mówię, piszę i działam przez ciebie; to jest spirytualizm [spirytyzm]".

Wartość spirytyzmu dla świata w taki oto sposób podsumowuje znany dobrze Horace L. Hastings:

"Według teorii spirytualistów wokół nas jest sto razy więcej bezcielesnych duchów niż ludzi w ciele. Wśród nich są wszyscy poeci pisarze, mówcy, muzycy i wynalazcy minionych wieków. Wiedzą wszystko to, co kiedykolwiek wiedzieli będąc w ciele, a jeszcze więcej się nauczyli od tamtego czasu. Ze swymi powiększonymi władzami i nabytym doświadczeniem powinni być w stanie czynić to, czego śmiertelnicy nigdy dotąd nie czynili. Mają wolny dostęp do ludzkiej psychiki i do prasy, nieograniczoną liczbę mediów gotowych odbierać ich przekazy i tysiące, tysiące pytających, którzy niecierpliwie zadają im pytania, gorąco pragnąc otrzymać od nich informację. Mają stoły, tabliczki łupkowe (szyfrowe), pióra, ołówki, banja, pianina, szafki, dzwonki, skrzypce i gitary. A czym my możemy się pochwalić? Ich celem w tym świecie jest uczenie ludzi, pomaganie im, czynienie ich mądrzejszymi i lepszymi. Mówią i pukają, podnoszą i stukają, majsterkują i piszą, materializują i dematerializują się, pogrążają w hipnozie i robią pokazy. Powiedzieli nam wiele rzeczy, które znaliśmy wcześniej, wiele rzeczy, których jeszcze nie znaliśmy, i wiele innych rzeczy, znanych lub nieznanych. Jeśli jednak poznajemy prawdziwą naukę, niezawodną informację lub cenną i korzystną wiedzę, spirytyzm okazuje się tak jałowy jak Sahara, tak pusty jak wydrążona dynia".

W Piśmie Świętym mamy bardzo liczne i stanowcze oświadczenia, że zmarli do chwili zmartwychwstania nie mogą się porozumiewać. Mamy ponadto wyraźne świadectwo Biblii, (I) że nie tylko niektóre, lecz wszystkie z tych duchów są "złymi duchami", "duchami kłamliwymi", "duchami zwodzącymi". Pismo Święte zabrania ludzkości szukania wiedzy u nich i jasno podaje nam, że te demony, "diabły", są "Aniołami, którzy nie zachowali pierwszego stanu swego" - częścią aniołów, którym powierzono nadzór nad rodzajem ludzkim przed potopem, w celu pozwolenia im na próbę podniesienia ludzkości z grzechu. Przez ich niepowodzenie wszyscy mogą poznać; że jest tylko jeden skuteczny środek przeciwko grzechowi: ten dostarczony w Chrystusie. Aniołowie ci zamiast podnieść ludzkość, sami zostali skuszeni do grzechu i źle użyli udzielonych im zdolności, materializując się w postacie ludzkie i dając początek nowej rasie (1 Moj. 6:1-6). Ich niedozwolone potomstwo zostało wyniszczone potopem, a oni sami pozbawieni swobody przyjmowania ludzkiego ciała, a także odłączeni od świętych aniołów, którzy zachowali swój anielski stan nienaruszony.

Apostoł Piotr (2 Piotra 2:4) mówi o nich: "Bóg aniołom, którzy byli zgrzeszyli, nie przepuścił, ale strąciwszy ich do piekła [tartarus], podał łańcuchom ciemności, aby byli zachowani na sąd". Juda (w. 6) także wspomina o tej klasie, mówiąc: "Aniołów, którzy nie zachowali pierwszego stanu swego, ale opuścili mieszkanie swoje [swój właściwy stan], na sąd dnia wielkiego związkami wiecznymi pod chmurą zachował". Odnotujmy trzy kwestie związane z tymi złymi aniołami:

  (1). Są oni uwięzieni w tartarus, ograniczeni, lecz nie zniszczeni. Tylko w tym jednym wersecie tartarus przetłumaczone jest jako "piekło". Nie oznacza ono ani grobu, ani śmierci drugiej, symbolizowanej przez "jezioro ognia i siarki", lecz oznacza powietrze, czyli atmosferę ziemską.

  (2). W tym stanie uwięzienia mają pewne swobody, mimo to pod jednym względem są związani łańcuchem, ograniczeni - nie mogą korzystać ze swojej władzy w świetle, gdyż pozostają w mocy "łańcuchów ciemności".

  (3). Ograniczenie to miało trwać aż do "sądu dnia wielkiego", wielkiego tysiącletniego dnia - w sumie przez okres ponad cztery tysiące lat. Ponieważ żyjemy obecnie w zaraniu tysiącletniego dnia -"dnia wielkiego" - możliwe, iż należałoby rozumieć, że stopniowo niektóre z tych ograniczeń "ciemności" mogą wkrótce być usunięte. Jeśli tak, jeśli "łańcuchy ciemności" zostaną rozwiązane, pozwoli to owym upadłym duchom zwodzić i czynić "cuda kłamliwe" w świetle dziennym (co obecnie starają się czynić), by zwieść rodzaj ludzki w większym stopniu niż dotąd od czasów potopu.

Ci aniołowie; czyli demony, nie powinni być myleni z szatanem, księciem demonów, diabłów, którego niegodziwa kariera rozpoczęła się długo przedtem - a który był pierwszym i przez długi czas jedynym wrogiem Boskiego rządu. Stworzony jako anioł wyższego rzędu, usiłował on stać się rywalem Wszechmocnego, zwieść i usidlić Adama oraz jego ród, by zostali jego sługami, i jak wszyscy wiemy, w dużym stopniu, przynajmniej przez pewien czas, to mu się udaje. Jako "książe świata tego", który "działa teraz w sercach dzieci nieposłuszeństwa", rzeczywiście ma on liczną rzeszę zwiedzionych i zniewolonych naśladowców. Oczywiście ocenił on znaczenie odstępstwa aniołów, którzy nie "zachowali pierwszego stanu swego" i zostali ograniczeni podczas potopu. Z tego też powodu mówi się o nim jako o ich przywódcy, "księciu diabłów". Jako istota wyższego rzędu, niewątpliwie sprawuje on do pewnego stopnia władzę nad innymi.

  1   2   3   4   5   6   7   8


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna