Społeczeństwo obywatelskie I prawa człowieka



Pobieranie 65.76 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar65.76 Kb.
Zuza Fialová

SPOŁECZEŃSTWO OBYWATELSKIE I PRAWA CZŁOWIEKA


Społeczeństwo obywatelskie. Podobnie jak „równość”, „wolność”, czy „rządy prawa” – pojęcie nierozłącznie związane z teorią i praktyką ochrony praw człowieka. Pojęcie, którego znaczenie kształtowało się i zmieniało przez stulecia w zależności od warunków politycznych i społecznych. Pojęcie to dzisiaj powtarzane jest jak czarodziejskie słówko przez polityków, teoretyków, działaczy społecznych w państwach wychodzących z totalitaryzmu i budujących demokrację. Dlaczego? Co znaczy dzisiaj społeczeństwo obywatelskie i dlaczego z takim uporem wszyscy zainteresowani przemianami społecznymi się do niego odwołują?





  1. Trochę historii1

W czasach starożytnych, określenie ‘społeczeństwo obywatelskie’ wiązało się przede wszystkim z uprawianiem polityki przez wąską grupę wolnych ludzi, będących obywatelami. Zawierało ono w sobie prawa oraz obowiązki obywateli związane z uczestniczeniem w podejmowaniu decyzji politycznych, z zaangażowaniem się w sprawy publiczne. Arystoteles i później Cyceron rozumieli je bardziej jako społeczeństwo polityczne – wspólnotę obywateli uprawiających politykę. Z biegiem wieków, gdy zmieniało się znaczenie słowa ‘obywatel’ i uprawianie polityki nabierało inne formy niż bezpośrednia demokracja ateńska, społeczeństwo obywatelskie zaczęło odnosić się bardziej do sfery życia publicznego niezależnej od władzy państwowej oraz decyzji politycznych.


Tradycyjne podłoże dla tego, co dziś również w znacznym stopniu wypełnia pojęcie społeczeństwa obywatelskiego, czyli wolne i samorządne stowarzyszenia i instytucje, znajdujemy w późnym średniowieczu w Europie. Dzięki rozwojowi rzemiosła i handlu zaczęły tu powstawać ‘wysepki wolności’, wyjęte spod władzy państwowej. Były to wolne miasta, cechy rzemieślnicze, banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, korporacje handlowe, uniwersytety, jak również niektóre zakony, wyjęte częściowo spod władzy papieża, czy też małe kościoły protestanckie. Ośrodki te, chronione poprzez przywileje i imunitety nadające uprawnienia jednostkom lub grupom społecznym, nie tylko ograniczały władzę króla (i w niektórych przypadkach też Kościoła katolickiego), ale z czasem stały się siłą społeczną i gospodarczą, z którą państwo musiało się liczyć. Mieszczaństwo, które było stanem bardziej otwartym, twórczym i łatwiej dostosowującym się do zmian niż szlachta, kształtowało te wartości i umiejętności, które do tej pory powiązane są ze społeczeństwem obywatelskim: przedsiębiorczość, odpowiedzialność za własny los, otwartość na poznawanie nowych krajów i kultur (związana z rozwojem handlu), ale też umiejętności negocjacji, zawierania umów i dochodzenia do kompromisów. Stan rycerski natomiast wniósł do kultury społeczeństwa obywatelskiego jeden z najważniejszych jego elementów, tworzących podstawy państwa prawa – etos dotrzymywania umów (słowo honoru, parol rycerski) odnoszący się zarówno do umów pomiędzy władcą i podwładnym, jak również pomiędzy równymi sobie obywatelami.
Sieć tych wolnych instytucji stworzyła niemałe bogactwa, które stały się łakomym kąskiem dla monarchów. Władza absolutystyczna w Europie próbowała zagarnąć i kontrolować te ośrodki, wraz z ich majątkiem. ‘Państwo – to ja’ mówili monarchowie 18 wieku, roszcząc sobie prawo do kontrolowania wszystkich obszarów życia społecznego, biorąc na siebie jednocześnie obowiązek uszczęśliwiania swoich poddanych.2 Myśliciele tej epoki, sprzeciwiający się temu pomysłowi, tworzyli teoretyczne podstawy tego, co dziś nazywamy ‘konstytucjonalizmem’, ‘rządami prawa’ lub ‘władzą ograniczoną’.
John Locke w swych Dwóch traktatóch o rządzie tłumaczył, iż pierwotnym układem między jednostkami jest społeczeństwo obywatelskie a dopiero ono wyłania z siebie rząd i państwo jako aparat władzy. Społeczeństwo ma według niego prawo władzę kontrolować a jeżeli ta nie dotrzymuje umowy z nim zawartej, mogą ludzie tę umowę z władzą rozwiązać.

Monteskiusz opisał bardziej szczegółowo mechanizmy ograniczenia władzy przez prawo, żeby zapobiec jej przekształceniu się w despotyzm. Przypominał jednak, że tylko instytucje społeczeństwa obywatelskiego (sieć grup społecznych z własnymi prawami i uprawnieniami pozwalającymi im m.in. na realizację swoich interesów poprzez udział w życiu publicznym) mogą skutecznie kontrolować przestrzeganie praw przez władzę.

Rozróżnienie między społeczeństwem i państwem znajdujemy u Thomasa Paine’a, który twierdził iż społeczeństwo (obywatelskie) jest wynikiem naturalnego wzajemnego uzależnienia się ludzi od siebie nawzajem. To wspólny interes określa stosunki między ludźmi i prawa, którymi się one rządzą, choć często rząd uzurpuje sobie ten przywilej. Jednym słowem, społeczeństwo jest dobrem pożądanym, państwo zaś złem koniecznym.

Szkoccy myśliciele oświecenia wiązali pojęcie społeczeństwa obywatelskiego z cywilizacją (societas civilis – społeczeństwo cywilizowane), czyli przeciwieństwem barbarzyństwa. Adam Ferguson podkreślał, że jego istotą są ‘cywilizowane’ obyczaje, maniery i prawa, regulujące tak życie jednostek (w tym realizację ich interesów), jak i zachowanie rządzących. Rządy prawa wpisane były według Fergusona w samą definicję społeczeństwa obywatelskiego.

Jeden z najbardziej barwnych i przekonujących opisów społeczeństwa obywatelskiego sporządził w XIX wieku francuski dziennikarz Alexis de Tocqueville w książce O demokracji w Ameryce. Podróżując po Stanach Zjednoczonych, zafascynował się zdolnością Amerykanów do stowarzyszania się w rozmaitych sprawach i uprawiania ‘małej polityki’ na poziomie małych i większych dobrowolnych grup. Uznał, że stowarzyszenia są podstawą nowoczesnej demokracji ponieważ tworzą one bufor ochronny pomiędzy jednostką i państwem.

Cios pięknej idei zadał we swej filozofii Hegel, redukując społeczeństwo obywatelskie tylko do sfery stosunków gospodarczych, niezależnych od państwa. Podkreślał on jednak, że społeczeństwo takie nie może istnieć w państwie, w którym nie ma rządów prawa i etosu dotrzymywania umów. Dla Marksa natomiast społeczeństwo obywatelskie oznaczało już wyłącznie sferę wolnego rynku, całkowicie pozbawioną jakichkolwiek wartości moralnych.
Koniec XIX i początek XX wieku, to w większości krajów Europy zachodniej okres upadku tego, co znaczyło społeczeństwo obywatelskie. Po fali rewolucji burżuazyjnych i industializacji w Europie szlachta straciła swoje przywileje i coraz większe grupy społeczne uzyskiwały wolność po to, żeby opuścić wsie i zamieszkać oraz pracować w miastach. Ludzie ci, nie mając wykształcenia i będąc wyrwani ze swego naturalnego środowiska – wspólnoty wiejskiej, nie mieli gdzie szukać wsparcia. Mieli tylko fabrykę i swoją mizerną pensję, alkohol i później mecze futbolowe. Ludzie ci mimo wszystko poszukiwali czegoś w rodzaju wspólnoty (nawet wyimaginowanej) z którą mogliby się utożsamić. Stąd wynika popularność rozmaitych koncepcji kolektywistycznych tego okresu. Zamiast wspólnoty, stowarzyszenia, cechu, pojawia się klasa albo naród – ze wszystkimi konsekwencjami prób zastosowania tych teorii w praktyce. Po drugiej wojnie światowej wydawało się, że nadejdzie powrót do wartości społeczeństwa obywatelskiego przynajmniej w demokratycznych państwach Europy Zachodniej. Koniunktura gospodarcza, wzrost konsumpcji, rozwój kultury masowej i środków masowego przekazu oraz oczywiście atmosfera polityczna i społeczna zimnej wojny, nie sprzyjały powstawaniu małych grup, stowarzyszeń, chęci zaangażowania się w sprawy publiczne, pluralizmowi. Bunt młodego pokolenia lat 60tych próbował przywrócić te wartości, ale prawie bezskutecznie.

W państwach bloku sowieckiego kształtowały się w tym czasie reżymy mniej lub bardziej totalitarne, próbujące zawłaszczyć wszystkie obszary życia swych obywateli. Rezultatem były społeczeństwa zatomizowane – ludzi przestraszonych siebie nawzajem – i bezbronnych wobec wszechmocnej władzy państwa policyjnego.


Dopiero powstające w latach 70-tych i później 80-tych w państwach komunistycznych środowiska aktywności grupowej działające niezależnie od państwa i reżymu (a w domyśle –przeciwko niemu), wzbudziły na Zachodzie nadzieję, że odradza się coś, co pomoże nawet im znaleźć wyjście z tzw. kryzysu demokracji reprezentatywnej, kiedy polityka państwa za daleko była od zwykłego człowieka i ten, karmiony reklamami telewizyjnymi i muzyką pop, niewiele się tym przejmował. Grupki ekologów, kluby jjazowe, niezależne ośrodki pomocy społecznej, środowiska kościelne, alternatywna edukacja, grupy wsparcia dla osób represjonowanych – to wszystko słusznie uważano za zalążki społeczeństwa obywatelskiego, niezależnie od tego, czy występowały one w postaci ‘wysepek pozytywnej dewiacji’ (lub pozytywnego zboczenia – jak ktoś woli), czy w postaci szerokiego ruchu społecznego, jakim była Solidarność w Polsce. Działalność ta, między innymi, doprowadziła do upadku komunizmu. W latach 90tych okazało się natomiast, iż od zalążków działalności przeciwko państwu, daleko jeszcze do prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego.


  1. Co to takiego...

Historia i współczesna praktyka potwierdzają, iż społeczeństwo obywatelskie służy ludziom w dwóch obszarach. Pierwszy obszar, to zaspokajanie tych potrzeb i interesów, które trudno realizować w pojedynkę. Potrzeby i interesy mogą być różne. Od poprawienia warunków pracy, przez stworzenie parku na osiedlu, uczenie się alpinizmu, wsparcie i pomoc dla ciężko chorego członka rodziny, aż po potrzebę by po prostu pomagać innym. Po to zakładamy związki zawodowe, zapisujemy się do klubu alpinistycznego, organizujemy akcje ekologiczne, szukamy grup samopomocowych – próbujemy razem z innymi zrobić coś dla siebie.

Drugi obszar, w którym społeczeństwo obywatelskie działa, to stosunki pomiędzy władzą i obywatelami. Jego mechanizmy przydadzą się do kontrolowania rządzących, hamowania ich zachcianek do poszerzania swojej władzy nad nami, oraz do nieustannego przypominania im, że są tu dla nas a nie my dla nich. Ja, jako obywatel, słaba jestem w obliczu państwa dysponującego czołgami, armatami, policją i wywiadem. Jak mogę dać rządzącym do zrozumienia, czego chcę lub z czym się nie zgadzam? Jak osiągnąć zmianę złego prawa lub zachowania urzędników, które mnie i ludziom do mnie podobnym utrudnia życie czy wręcz uderza w moją godność? Jeżeli ludzie o podobnych poglądach lub interesach łączą się i zaczynają działać zbiorowo, zawsze jest większa szansa, że przy umiejętnym prowadzeniu swojej polityki zostaną nie tylko zauważeni przez władze, ale też potraktowani jako poważny partner do rozmowy. Sformułowania ‘prowadzenie polityki’ nie użyłam przypadkowo. Ludzie często kojarzą politykę tylko z lśniącymi garniturami w telewizji i brudnymi aferami w gazetach. Prawdziwa polityka natomiast odbywa się nie tylko w sejmie, ale również w miasteczku, dzielnicy, powiecie. Chodzi o podejmowanie decyzji dotyczących codziennego życia obywateli. Na tę politykę możemy wpływać – demokratyczna konstytucja oferuje nam do tego narzędzia, z których tylko trzeba umieć skorzystać.
Jak zaznaczyłam we wstępie, nie ma takiej definicji, co do której zgodziliby się teoretycy społeczeństwa obywatelskiego. Na użytek rozważań na ten temat można jednak przyjąć, iż jest to sfera zbiorowej działalności ludzi, niezależna od władzy państwowej, działalności gospodarczej i życia prywatnego jednostek, pozwalająca im na równoważenie/kontrolowanie tej władzy i jednocześnie na realizację interesów i potrzeb łącząc ludzi wokół spraw wspólnej troski.

Przy takiej definicji marsze Amazonek3, klub wędkarzy, stowarzyszenie konsumentów, akcja pomocy powodzianom, akcja protestacyjna przeciwko budowie autostrady, inicjatywa mieszkańców osiedla – sprzątanie podwórka, organizowanie szkół publicznych, biura porad obywatelskich, manifestacje anarchistów pt. ‘żaden człowiek nie jest nielegalny’4, palenie świec pod ambasadą USA po 11 września 2001 – te wszystkie małe i większe inicjatywy, akcje, stowarzyszenia są częścią społeczeństwa obywatelskiego. Jednakowoż nie każdą działalność zbiorowa w imię interesów jakiejś grupy można nazwać ‘obywatelską’. (Widząc grupy neofaszystów maszerujące ulicami europejskich miast, czy też patrząc na dokonania Al Khaidy, nie jesteśmy przekonani o ‘obywatelskości’ ich działań...) Żeby móc to powiedzieć o jakiejś konkretnej inicjatywie lub grupie inicjatyw, muszą one spełniać kilka kryteriów.





  1. Kilka kryteriów pokazujcych obecność społeczęństwa obywatelskiego




  1. Działalność zbiorowa

Ludzie zrzeszają się, żeby załatwić coś dla siebie, pomóc innym, wyrazić swoje zdanie, zmienić coś w państwie, spędzać czas wolny w niebanalny sposób, oraz z wielu innych powodów. Po upadku komunizmu w naszych krajach przyzwyczailiśmy się oceniać jakość społeczeństwa obywatelskiego licząc zarejestrowane organizacje pozarządowe. Zapominamy przy tym, że sformalizowane organizacje – to tylko częsć sfery działalności obywatelskiej. Czasami dużo ważniejsze są grupy działające ad hoc, na zasadach wolontariatu, bez struktury i księgowości; które powstają i rozpadają się w zależnosci od potrzeb osób zainteresowanych. Działają często w oparciu o siłę więzi towarzyskich oraz osobistego zaangażowania swoich członków. Aktywnosć tych grup trudniej zmierzyć i policzyć. Niemniej jednak, jeżeli społeczeństwo obywatelskie daje nam komfort bycia podmiotem we własnym państwie, to mniej zależy, ile fundacji lub dużych organizacji pozarządowych w ostatnich latach zarejestrowano. Ważniejsze jest, na ile ludzie są w stanie zorganizować się, pomóc sobie samym oraz sobie nawzajem. Naturalna droga rozwoju organizacji społeczeństwa obywatelskiego jest drogą od małej nieformalnej grupki działaczy do coraz bardziej uporządkowanej, profesjonalnej i wyspecjalizowanej organizacji z określoną misją, celami i strategią. Po drodze napotyka się mnóstwo trudności, często organizacja ‘umiera’ zanim zdąży się ustrukturyzować. Jeżeli jednak organizacja staje się celem sama w sobie, i bez dotacji zewnętrznych nie jest w stanie wypełniać żadne ze swych zadań, można się zastanawiać, czy jeszcze mamy do czynienia z organizacją społeczeństwa obywatelskiego...

Element dobrowolności jest kluczowy w wyodrębnianiu organizacji społeczeństwa obywatelskiego spośród innych organizacji czy struktur społecznych, takich jak na przykład większość kościołów. Członkiem kościoła (np. katolickiego, prawosławnego, itp.) człowiek staje się najczęściej od urodzenia, na podstawie tradycji swojej rodziny i czasami środowiska społecznego w którym się urodził. Jest trudne i czasami niemożliwe z kościoła wystąpić. Organizacje społeczeństwa obywatelskiego wyróżniają się tym, że są z reguły otwarte dla każdego (z wyjątkiem może niektórych wyspecjalizowanych organizacji samopomocowych zrzeszających ludzi z określonym problemem) i każdy może z nich w dowolnym momencie wystąpić.

Organizacje te, czy już zarejestrowane lub w postaci drobnych ad hoc inicjatyw, dają nam możliwość nie tylko bronienia swoich interesów w sposób bardziej skuteczny, ale również identyfikowania się z ludźmi, których tam spotykamy. W czasach wszechobecnej rzeczywistości wirtualnej, w której dużo ludzi poszkuje namiastki rzeczywistych wiezi społecznych, jest wartością, jeżeli ludzie są dumni ze swojego miasteczka, teatru szkolnego, lub klubu literackiego i czują się przywiązani do wspólnoty znajomych wokół takich organizacji.




  1. Dobro wspólne

Jest to kryterium rozpoznania społeczeństwa obywatelskiego, wokół którego powstaje chyba najwięcej pytań i wątpliwości. Dobro wspólne to nie maksymum szczęścia dla każdego. Nie jest to również to, co Jean Jacques Rousseau w Umowie Społecznej nazwał ‘wolą powszechną’ i dał w ten sposób rządzącym do ręki łatwe narzędzie do uzasadniania własnych pomysłów na obdarzanie szczęściem ludzi. Kto przecież miał na co dzień ustalać, jaka jest wola powszechna, ten samoistny czarodziejski byt istniejący niezależnie od jednostek? Oczywiście, mądry władca.

Dobro wspólne jest wartością, którą ludzie uznają za ważną dla nich na tyle, że są gotowi dla niej, każdy indywidualnie i świadomie, zrzec się czegoś porównywalnie ważnego: np. Komfortu osobistego, pieniędzy, zrezygnować z jakichś planów, zainwestować swój czas, pracę, itp. Dobra wspólnego nie ustala władza państwowa, ani filozofowie. Do dobra wspólnego dochodzi się na co dzień w dyskusji publicznej, dla której w społeczeństwie obywatelskim musi istnieć przestrzeń. Na temat dobra wspólnego też nie musi być absolutna zgoda stu procent wszystkich obywateli. W społeczeństwach Europy Środkowej na przykład, można uznać za dobro wspólne gotowość wejścia i pełnoprawnego członkostwa tych krajów w Unii Europejskiej, mimo że ta wartość ma w każdym z tych krajów sporo przeciwników. Może to być równie dobrze na przykład dobrej jakości wykształcenie dla młodzieży, uczciwie przeprowadzone i rzetelne wybory, lub dostęp do wody na obszarach dotkniętych suszą. Każde społeczeństwo ma swoje problemy, swoje wartości i inaczej będzie definiować dobro wspólne.


  1. Pluralizm społeczny

Dobro wspólne ustala się więc na co dzień w dyskusji publicznej. Nie jest ono dane raz na zawsze, bo rzeczywistość się zmienia i to co było bezdyskusyjnie dobre wczoraj, niekoniecznie musi być w ten sposób postrzegane i dzisiaj. Przykładem mogą być niektóre imperatywy moralne, nosicielem których był w Europie Kościół katolicki, np. dotyczące rodziny, homoseksualizmu, roli kobiety w rodzinie i społeczeństwie, itp.

Społeczeństwo obywatelskie nie może istnieć bez otwartej przestrzeni dla dyskusji publicznej. Zakłada ono możliwość istnienia obok siebie bardzo różnych ludzi, oraz ich interesów, poglądów, wartości, organizacji. Nie ma go więc w państwie bez wolności słowa, wolności zrzeszania się i zgromadzeń. W krajach komunistycznych istniały przecież koncesjonowane organizacje społeczne, których cele nie zawsze były zbrodnicze i czasami nawet były społecznie akceptowane. Niemniej jednak, nikomu nie przyszłoby do głowy nazwać te organizacje i ich działalność społeczeństwem obywatelskim. Dlaczego? Nie było pluralizmu, ludzie nie mieli szansy sami definiować celu swojej działalności, określać swoich interesów, wyrażać swoje poglądy... To państwo, partia, władza ustalała, jakie są potrzeby i interesy ludu pracującego. Ludzie zwykle niewiele mieli na ten temat do powiedzenia.

Warto pamiętać, że właściwa dyskusja publiczna nie odbywa się tylko poprzez środki masowego przekazu. Te, z natury swojej, umożliwiają obywatelom wyrażanie swoich opinii tylko w ograniczonym zakresie koncentrując się bardziej na dostarczaniu jak największej ilości informacji. Zwłaszcza w społeczeństwach z zagwarantowaną wolnością mediów ludzie nie doceniają roli inicjatyw ulicznych (wszelkiego rodzaju spotkań, manifestacji, oraz innych otwartych form ulicznych zgromadzeń i imprez), które są sposobem wyrażania opinii lub wywierania nacisku na rządzących, oraz wszelkiego rodzaju klubów dyskusyjnych lub spotkań gdzie ludzie wymieniają się poglądami, dyskutują o problemach. W niektórych kulturach takim miejscem są kawiarnie, restauracje, czajchany, szaszłycznye itp. Są to miejsca, gdzie ludzie przychodzą nie tylko po to, żeby zjeść czy wypić alkohol, ale przede wszystkim żeby spotkać się i porozmawiać. Miejsca te są w pewnym sensie w posiadaniu wspólnoty gości regularnie przychodzących, a jednocześnie są otwarte, w odróżnieniu od domów prywatnych, dla nowych, niekoniecznie imiennie zaproszonych. Z historii Europy znamy francuskie kawiarnie jako miejsca uprawiania polityki, (czasami nawet organizowania rewolucji), angielskie kluby, irlandzkie puby, niemieckie piwiarnie, lub wiejskie knajpki będące miejscem rozwiązywania problemów i konfliktów, miejscem, gdzie przychodzi sie w poszukiwaniu pomocy lub porady. Mniej już znamy analogiczne miejsca w kulturach Bliskiego czy Dalekiego Wschodu oraz Azji Centralnej, wiemy jednak że istnieja i funkcjonują podobnie. Nie mamy więc na myśli McDonaldów, ani drogich ekskluzywnych restauracji dla cudzoziemców w stolicach. Chodzi o miejsca spotkań miejscowych, lub ludzi o wspólnych zainteresowaniach: kawiarnie jazzzowe, barki przy wiejskich stadionach futbolowych, restauracje teatralne...

Dla dyskusji publicznej jednak nie wystarczy tylko przestrzeń fizyczna. Powinna istnieć również pewna doza tolerancji i otwartości po to, żeby w ogóle było o czym dyskutować. Jednocześnie pluralizm społeczny oznacza swobodne istnienie wielu sprzecznych wartości, interesów, potrzeb. Te sprzeczności rodzą konflikty społeczne, z których niektóre można rozwiązać (np. konflikty dotyczące priorytetów lokalnej polityki socjalnej), z niektórymi nic nie można zrobić (np. konflikt przeciwników i zwolenników aborcji), a niektóre wręcz powinno się pielęgnować i instytucjonalizować (np. konflikt władzy publicznej i organizacji broniących praw człowieka). Ludzie w krajach wychodzących z totalitaryzmu, gdzie większość konfliktów władza ‘chowała pod dywan’, trudno przyzwyczajają się do istnienia wokół siebie permanentnych, mniej lub bardziej otwartych konfliktów społecznych i nie umieją sobie z nimi radzić. Ta umiejętność kształtowana jest również w ramach inicjatyw społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli ludzie umieją żyć z konfliktem, jest mniej prawdopodobne, że będzie się on ujawniać i rozwiązywać poprzez przemoc i agresję. Na początku lat 90tych wielu naukowców zastanawiało się, dlaczego właśnie na terenach byłej Jugosławii, najbogatszego kraju obozu komunistycznego, powstał po upadku reżymu na tyle krwawy konflikt. Agresywne nacjonalizmy zaistniały też w wielu innych krajach Europy wśród ‘bratnich narodów’. Jacques Rupnik porównał tę sytuację do zamrażalki, w której przez 40 lat mrożono mięso i nagle ktoś wyłączył prąd. Nagle rozmrożone konflikty śmierdzą tym bardziej, że przez 40 lat zapomniano, że w ogóle istnieje coś takiego, jak smród...

Są jednak zewnętrzne ograniczenia dyskusji publicznej, akceptowane również w społeczeństwie obywatelskim. Sprowadzają się one do standardów ograniczeń wolności słowa ujętych w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, oraz w konstytucjach demokratycznych krajów.





  1. Indywidualizm i własność prywatna

Mówiąc o indywidualizmie, mamy tu na myśli poszanowanie godności i wolności każdego pojedynczego człowieka wywodzące się nie z nakazów prawnych, a z wiary każdego w siebie i swoje możliwości. Społeczeństwo obywatelskie zakłada aktywny udział obywateli w życiu publicznym, w rozwiązywaniu swoich problemów. Trudno to sobie wyobrazić bez zaangażowania, pewności siebie i wiary w sukces tych, którzy to robią. Z kolei sukces, nawet maly, ksztaltuje poczucie podmiotowości ludzi. Indywidualizm nie jest egoizmem, wręcz przeciwnie. Polega na pielęgnowaniu szacunku do siebie i jednocześnie szacunku do innych. To sprzyja wzajemnemu zaufaniu oraz poczuciu odpowiedzialności każdego nie tylko za własne życie i życie swojej rodziny, ale w pewnym stopniu również za swój kraj, region, miasto, dzielnicę, itp. Ludzie są wtedy bardziej sklonni brać swój los w własne ręce i nie czekać aż im łaskawa władza da, zorganizuje, dostarczy, pozwoli...

Historycznie wiąże się z indywidualizmem jeden ważny czynnik, często omijany lub świadomie zapominany. Jest nim niezależność ekonomiczna jednostek i co się z tym wiąże, poszanowanie wlasności prywatnej. Mamy tu na myśli posiadanie środków do życiea wystarczających na to, żeby czlowiek nie był uzależniony od łaski lub niełaski władzy (którą niekiedy mogą być też duże przedsiębiorstwa mające monopol na zatrudnianie w danym regionie). Nosicielem wartości wiążących się ze społeczeństwem obywatelskim byla i jest przede wszystkim klasa średnia, czyli ludzie wolnych zawodów, mali i średni przedsiębiorcy, inteligencja. Są to ludzie mający elementarne zabezpieczenie finansowe pozwalające im swobodnie decydować o swoim życiu, reagować na zmiany i nie bać się ryzyka. Nie mówimy o ‘milionerach’ czy ludziach zmieniających świat przy pomocy pieniedzy. Mówimy o tych, którzy są w stanie dzięki swej niezależności finansowej prężniej dostosowywać się do zmian społecznych i jednocześnie nie tracić swej niezależności ekonomicznej i ideowej. Człowiek biedny, żyjący na poziome elementarnego przetrwania, nie będzie mial ani czasu, ani ochoty a przede wszystkim odwagi angażować się na co dzień w sprawy publiczne. Może uczestniczyć w rebelii, jeżeli warunki jego życia okażą się nie do wytrzymania. Generalnie jest on jednak dużo mniej niezależny niż ludzie posiadający wlasność.

Negatywną spuścizną historii ostatnich dwóch wieków naszej części świata jest zniszczenie w świadomości społecznej szacunku dla wlasności prywatnej. Szczególnie dwudziesty wiek wyróżnia się w Europie Środkowej mnóstwem brutalnych akcji wywlaszczenia, nacjonalizacji, kolektywizacji oraz przymusowych przesiedleń obywateli, organizowanymi przez administrację i armię najrozmaitszych państw istniejących i często zmieniających się na terenach niektórych krajów. Jednocześnie, ideologia komunizmu zostawiła coś w rodzaju hipokrytycznego poczucia wstydu za własność, idącego w parze z zazdrością i niechęcią do akceptowania różnic ekonomicznych w społeczeństwie. A jednak, bawiąc się w rozważania na temat różnych teorii sprawiedliwości społecznej i akceptując uniwersalizm praw czlowieka oraz inne osiągnięcia naszej cywilizacji, musimy przyznać, iż historia praw obywatelskich tworzona byla przeważnie przez ludzi posiadających własność. Angielski parlamentaryzm oraz demokracja amerykańska są tego najlepszym przykładem. I wszędzie tam, gdzie w imie ‘wyższych celów czy po prostu zachcianek władcy zabierano ludziom własność, zazwyczaj miały miejsce jeszcze inne, dużo gorsze tragedie z dalekosiężnymi konsekwencjami.





  1. Rządy prawa i dotrzymywanie umów

Zaufanie ludzi do siebie nawzajem opiera się między innymi o etos dotrzymywania umów, będący podstawą państwa prawa w szerokim rozumieniu. Jeżeli dotrzymuje się umów cywilnych, handlowych, czy po prostu ustnych pomiędzy sąsiadami, mamy do czynienia z ładem społecznym z jasnymi regułami gry, przewidywalnym dla wszystkich zainteresowanych, umożliwiającym ludziom planowanie swojego życia. Ten ład społeczny przenosi się również na umowy pomiędzy ludźmi i władzą publiczną. Obecność jasnych reguł zapobiega arbitralności, oraz stwarza mechanizmy ochronne przeciwko tym, którzy tych reguł nie przestrzegają czy jest to władza czy tez obywatel . Innymi slowy, państwo prawa nie da się do końca założyć z góry, konstytucją czy ustawami. Państwo prawa polega przede wszystkim na tym, że ludzie dotrzymują umów. Dlatego trudno jest o to w naszych krajach, gdzie hipokryzja realnego socjalizmu nauczyła wszystkich zainteresowanych oszukiwać siebie nawzajem. Państwo oszukiwało obywateli, więc w odpowiedzi obywatele państwo i nie było w tym nic nagannego. Bardzo trudno dziś przywrócić uczciwość tych stosunków. Nadal tworzymy ustawy z myślą o ich omijaniu i nadal oszukujemy na podatkach, skarżąc się, że państwo nie wypełnia swoich obowiązków. Wolimy stare elity rządzące od nowych, bo ‘te już nakradły sobie wystarczająco, a nowe dopiero zaczną’. Sfera działalności ludzi będąca społeczeństwem obywatelskim powinna opierać się i promować zasady państwa prawa i etos dotrzymywania umów. Bez zaufania ludzi do siebie nawzajem i w konsekwencji również do instytucji publicznych, nie da się budować państwa, które służyłoby swoim obywatelom.





  1. Kultura polityczna

Kulturą określa się zazwyczaj zbiór wartości i norm odnoszących sie do sposobów zachowania ludzi w danym społeczeństwie. Kultura polityczna – to wartości i normy odnoszące sie do uprawiania polityki. Mieści się tu stosunek do państwa jako takiego, jego zadań i celów, wymogi w stosunku do tych, którzy rządzą państwem, imperatywy, zakazy, normy postępowania w sferze uprawiania polityki tej ‘dużej’ ale również tej ‘małej’ – lokalnej. Ale nie tylko. Kultura polityczna obejmuje też sposoby rozwiązywania konfliktów, indywidualnego lub grupowego wyrażania poglądów, protestu społecznego. Innymi słowy, jakie metody uprawiania polityki ludzie akceptują i jakimi metodami są w stanie posługiwać się rozwiązując własne problemy społeczne oraz próbując wplynąć na kształt polityki w swoim otoczeniu.

Drugim wymiarem kultury politycznej jest coś, co można nazwać umiejętnościami obywatelskimi. Chodzi o posługiwanie się procedurami, które oferuje konstytucja demokratycznego państwa prawa po to, żeby obywatele mogli w sposób cywilizowany wpłynąć na kształt instytucji i spraw publicznych: prawo petycji, referendum, zakładanie partii politycznych, wyłanianie kandydatów do wyborów na różnych szczeblach, skarga administracyjna, procedury sądowe, skarga konstytucyjna i wiele innych. Działalność organizacji społeczeństwa obywatelskiego sprzyja w naturalny sposób kształtowaniu tych umiejętności i jednocześnie pomaga wprowadzać w życie procedury nowe, które do tej pory w państwie nie działały. W ten sposób aktywność obywatelska przynosi jednocześnie efekt edukacyjny – ludzie uczą się jak z procedur korzystać, a ponieważ z nich korzystają, procedury działają w praktyce, więc ludzie zaczynają wierzyć w ich skuteczność. Proste. Oczywiście, rzeczywistość bywa zazwyczaj bardziej skomplikowana, jednak precedensy sukcesu w takich przypadkach mają dużo większe znaczenie niż wykłady w szkołach czy na seminariach o konstytucji i demokracji w naszym kraju.


  1. Decentralizacja władzy

Jest to proces nierozłącznie związany z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli w jego definicję wpisana jest podmiotowość obywateli i ich gotowość kierowania swoim losem, jest naturalne, że ciężar odpowiedzialności za sprawy publiczne nie spoczywa na dobrym władcy, tylko na tych, których one bezpośrednio dotyczą. W sferze problemów społecznych, politycznych lub ekologicznych, ludzie mający określony problem są częścią jego rozwiązania. Nie ma żadnych ‘genialnych’ rozwiązań eksperckich. Nawet najbardziej doskonałe projekty tracą swoją wartość kiedy odmawia się udziału w ich tworzeniu społecznościom lokalnym. Takie rozwiązania ludzie traktują jako narzucone z zewnątrz i albo je odrzucają, albo odwrotnie, wiążą z nimi nierealne oczekiwania poprawy całego swego życia. W rzeczywistości, jak pokazują doświadczenia np. Niemiec, Anglii lub Stanów Zjednoczonych, większość obszarów polityki publicznej najlepiej jest zostawić na poziomie lokalnym.

Poza tym nie trzeba być ekspertem od finansów publicznych żeby wiedzieć, iż takie prowadzenie polityki publicznej, lokalne, z udziałem ludzi których ona dotyczy, powinno być nie tylko skuteczniejsze, ale również tańsze dla państwa. Oszczędzamy w ten sposób na biurokracji i armii urzędników odpowiedzialnych za przenoszenie decyzji centralnych na poziom lokalny, kontrolujących ich wprowadzanie w życie, nadzorujących prawidlowe wykorzystanie pieniędzy, itp.

Kontrola władzy oraz wykorzystania finansów publicznych łatwiejsza jest dla zwyklego obywatela na poziomie lokalnym. Tutaj można przy niedużym wysiłku wywierać realny wpływ na rządzących i politykę. Jest to więc naturalna i najłatwiejsza szkoła demokracji, sprzyjająca rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego.



Dzisiaj spotykamy się często z niechęcią wobec decentralizacji władzy publicznej odczuwając boleśnie na własnej skórze niedoskonałości podziału kompetencji i pieniędzy, które rozdziela się w stolicy, z drugiej zaś strony uciążliwość systemu polityki lokalnej wymagającej udziału, czyli czasu i energii obywateli. Czlowiek post-komunistyczny przyzwyczail się nie brać odpowiedzialności, tylko siedzieć w kącie, skarżyć się na system, na rząd, na ‘nich’ którzy znowu coś zrobili nie tak jak należy... Oczywiście po dziesięcioleciach centralizacji, kiedy wszystkie obszary życia ludzi były przedmiotem decyzji politycznych Komitetu Centralnego Partii, trudno przenieść odpowiedzialność znowu w dół. Niemniej jednak, patrząc na rozwinięte kraje Europy czy nawet na Stany Zjednoczone, widzimy że to jest ta właściwa forma polityki, skuteczna i trwała, konkretna i osiągalna dla ludzi.
W ostatnich latach dużo się mówi o kryzysie klasycznej demokracji przedstawicielskiej. Polityka, szczególnie ta ‘duża’, staje się coraz mniej interesująca i coraz bardziej niezrozumiała dla zwykłego obywatela. Frekwencje wyborcze oraz udział obywateli w referendach w krajach Europy Zachodniej są tego najlepszym przykładem. Mimo starań polityków, partie polityczne nie są już jedynymi reprezentantami obywateli i pierwotnym źródłem legitymizacji rządzących. Muszą się nauczyć funkcjonować razem z pełnym wachlarzem stowarzyszeń, ruchów, inicjatyw obywatelskich – całą tą egzotyczną florą i fauną nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego, i to zarówno na poziomie lokalnym, krajowym, jak również globalnym. Okazuje się bowiem, iż organizacje społeczeństwa obywatelskiego reprezentują ludzi w bardziej zróżnicowany, wyspecjalizowany i co za tym idzie – skuteczniejszy sposób, niż partie. Dzięki mniejszej biurokracji i orientacji na problemy zamiast walkę o władzę są elastyczniejsze, o wiele przystępniejsze i mają większe możliwości reagować bezpośrednio na problemy ludzi. Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem określanym jako ‘polityzowanie się społeczeństwa obywatelskiego’. W praktyce widać, że w krajach Zachodu zamiast organizacji świadczących usługi (np. charytatywne, prawne, edukacyjne, itp.) główne znaczenie zaczynają mieć organizacje zajmujące się polityką (lobbyingiem, opiniowaniem projektów ustaw, organizowaniem kampanii publicznych, itp.), jeśli, oczywiście, politykę traktujemy tutaj w znaczeniu podejmowania decyzji o sprawach publicznych. Społeczeństwo obywatelskie zajmuje się więc polityką: ekolodzy protestujący przeciwko budowie tamy, członkowie nauczycielskich związków zawodowych opiniujących kształt ustawy o edukacji, obrońcy praw człowieka lobbujący w Komisji Praw Człowieka za przyjęcie rezolucji przeciwko Chinom... Organizacje pozarządowe działają aktywnie i są traktowane poważnie wśród polityków. Ich rola w polityce jednak, w odróżnieniu od partii, nie jest jednoznaczna i trudno określić czasami, kogo reprezentują. Jak zabezpieczyć się przed manipulacją wąskich grup interesów stowarzyszonych w silnych grupach nacisku, szczególnie na poziomie globalnym, gdzie trudniej jest o rozpoznanie kto jest kim? Na te i jeszcze wiele innych pytań będziemy w przyszłości szukać odpowiedzi. Dziś już natomiast jednoznacznie widać, że działające organizacje pozarządowe mogą być bardzo skuteczne w kształtowaniu polityki publicznej na różnych szczeblach.



  1. W podsumowaniu: Jak to się ma do praw człowieka

Teoretycy praw człowieka powtarzają zgodnie z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, że u źródeł koncepcji praw człowieka stoi godność osoby ludzkiej. Mamy prawa dlatego, że jesteśmy ludźmi – niepowtarzalnymi jednostkami, stworzonymi (dla niektórych) na obraz Boga. Dlatego państwo ani inni ludzie w jego imieniu nie mogą z nami robić wszystkiego co chcą (np. torturować, więzić bez sądu, zabijać, itp.). Władza rządzących nad nami ograniczona jest prawami i wolnościami obywateli. Czasami godność uzasadnia również niektóre obowiązki państwa wobec każdego z nas. Coś, co Państwo musi zrobić niezależnie od swej sytuacji ekonomicznej (np. zbudować sądy, szkoły, system zabezpieczenia socjalnego, itp.) Tyle teoria. Jak to wygląda w praktyce? Z ust studentów często słychać pytanie: Skąd się bierze godność? Czy można ją stracić lub zniszczyć? Czy można ją nabyć z powrotem? Godność ma każdy, poczucie własnej godności niekoniecznie. Człowiek zniewolony, poniżony, torturowany nie ma poczucia własnej godności. Lata komunizmu niszczyły je ucząc nas podporządkowania, oszukiwania, podlizywania się władzy, tchórzowstwa, szarości i konformizmu.

Robotnicy w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 strajkowali i wywalczyli sobie m. inn wolne związki zawodowe. Porozumienia Gdańskie nie były uniwersalne, nie zobowiązywały władzy w innych miastach. W innych fabrykach robotnicy również musieli strajkować, żeby zagwarantować sobie wolne związki zawodowe lub ochronę związkowców przed represjami. Prawa nie były im nadane, musieli je sobie wywalczyć. W ten sposób robotnicy w Polsce odzyskali poczucie godności.

W odróżnieniu od praw, które można nadać z góry ustawą, poczucie godności można odzyskać tylko bezpośrednio: buntując się, strajkując, łamiąc zakaz. Przezwyciężenie strachu, domaganie się swych praw od rządzących, ponoszenie ryzyka za siebie i za innych daje nam poczucie własnej wartości i siły, nawet jeżeli często przegrywamy. Tylko bezpośrednie doświadczenie w walce o swoją godność pomaga nam zrozumieć jej istotę.

Praw ani wolności nikt nikomu nigdy w historii nie dał tylko dlatego, że wydawało się to mądre, słuszne, sprawiedliwe czy teoretycznie uzasadnione. Żadna władza nie lubi się sama ograniczać. Historia praw człowieka to historia buntów, powstań, manifestacji, ludzi siedzących w więzieniach, procesów sądowych... Prawa człowieka były najczęściej wydarte władzy przez ludzi, którzy mieli odwagę, siłę, motywację, żeby żądać. Ale w pojedynkę nikt nic nie wygrał. Po to, żeby jednostki miały prawa, walczyły całe pokolenia, zbiorowo, tworząc grupy, ruchy, organizacje.

Nie wolno zapominać, iż żeby stanąć na ulicy przeciwko pałkom i armatkom wodnym w liczbie tysięcy ludzi, to długa droga. Najpierw trzeba pokonać strach, apatię, bierność, przekonanie większości, że ‘u nas to się nie da’. To można zrobić tylko poprzez małe sukcesy w działaniach lokalnych. Dwa przykłady z historii dużych ruchów społecznych:

Cesar Chavez, przywódca kalifornijskich robotników rolnych w ich walce o poprawienie warunków życia, bardzo pielęgnował i nawet sam inicjował działania wzmacniające wspólnotę: np. powstanie ośrodka służb wspólnoty, składającego się z instytucji kredytowej dla robotników, biura pomocy prawnej, zespołu opiekunów społecznych, kliniki oraz ubezpieczalni lekarskiej dla robotników rolnych. Wiedział, że działania takie wzmocnią ruch robotników kalifornijskich dając im poczucie bezpieczeństwa oraz siły wewnętrznej poprzez zdolność ulepszania czegoś coś we własnym życiu przy pomocy innych członków wspólnoty.5

Ruch niepodległościowy pod przywództwem Gandhiego opierał się w dużym stopniu na wzmocnieniu wspólnoty. Gandhiemu zależało na osiągnięciu pewnego poziomu niezależności gospodarczej ludności hinduskiej i złamaniu monopolu angielskiego na produkcję tkanin. Ruch khadi (rodzime włókiennnictwo) polegał na podjęciu wysiłku w celu stworzenia w całym kraju ręcznych przędzalni i tkalni. Z jednej strony, w połączeniu z bojkotem angielskich produktów, była to mocna broń przeciwko Anglikom, z drugiej zaś strony, ruch khadi pozwolił na zbliżenie miasta i wsi, dał tysiącom ludzi pracę wiarę, że mogą być w jakimś stopniu niezależni od władzy. Nie przypadkiem kołowrotek stał się symbolem narodowym niepodległych Indii.


Demokracja jest żmudną i męczącą formą rządzenia. Wymaga ciągłego uczestnictwa obywateli, kontroli władzy, pilnowania własnych praw, bo zawsze rządzący mają zachcianki do poszerzania swej władzy nad nami. Mamy przykłady historyczne krajów, gdzie ludziom władza dała prawa, ale oni nie są w stanie ich egzekwować. Prawa zostają więc tylko na papierze i ludzie nie wierzą że kiedykolwiek te zapisy mogą cokolwiek znaczyć...

Społeczeństwo obywatelskie kształtuje postawy i umiejętności obywatelskie. Umożliwia walkę o prawa jednostki przy poszanowaniu zasady państwa prawa bez uciekania się do przemocy. Dostarcza narzędzia i udrażnia procedury stałej kontroli władzy przez ludzi. Dlatego pozwolę sobie wygłosić tezę, iż nie może być zagwarantowanych praw człowieka w kraju, gdzie nie istnieje społeczeństwo obywatelskie.
Bonn, sobota, 30 października 2004

1 Przegląd historii teorii społeczeństwa obywatelskiego, zob. Szacki, Jerzy 1997. ‘Wstęp. Powrót idei społeczeństwa obywatelskiego’, pp. 5-62, in Ani Książe, ani Kupiec – Obywatel. Wybór tekstów, pod red. J. Szackiego, ZNAK, Kraków.

2 Gdzieś w tych czasach obserwujemy odrodzenie idei głoszącej, iż to państwo odpowiedzialne jest za szczęście swych obywateli, że władza wie lepiej niż ludzie sami, co i jak ich uszczęśliwi.

3 Akcja oświatowa kobiet, które przekonały chorobę raka piersi. Polega ona głównie na propagacji i pomocy w dostępie do regularnego badania lekarskiego dla szerokich grup kobiet, odbywa się co roku jesienią na ulicach dużych miast Polski.

4 Manifestacje młodych Polaków na protest przeciwko deportacji cudzoziemców nielegalnie zamieszkujących w Polsce.

5 Działania Chaveza polegały później między innymi na dużych bojkotach, odmowie posłuszeństwa, strajkach, itp. Chodzi o jeden z najbardziej skutecznych ruchów o prawa robotników. Zob. Muller Jean-Marie, Strategia politycznego działania bez stosowania przemocy. Krąg, Warszawa 1984





©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna