Spór o pana pułkownika piotr semka w



Pobieranie 20.58 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar20.58 Kb.
Kampania nienawiści przeciw pułkownikowi Kuklińskiemu to kolejny epizod prowadzonej przez postkomunistów walki o pamięć

Spór o pana pułkownika

PIOTR SEMKA

Wolą rodziny Ryszarda Kuklińskiego stało się zachowanie całkowitej dyskrecji co do miejsca i czasu jego pogrzebu. Wypada uszanować ten przywilej najbliższych pana pułkownika, szczególnie jeśli pamięta się o tym, co jego rodzina przeżyła w ciągu ostatnich 20 lat. Polscy przyjaciele Kuklińskiego nie tracą nadziei, że zdołają skłonić rodzinę zmarłego do zgody na złożenie jego prochów na Powązkach.

Niezależnie jednak od obu tych okoliczności pora już na podsumowanie polemik na temat postaci Kuklińskiego, jakie pojawiły się po śmierci człowieka, który stał się symbolem wojny wolnego świata z komunizmem.

Natychmiast po pojawieniu się informacji o śmierci pułkownika Kuklińskiego środowisko postkomunistyczne w Polsce zaczęło opluwać pamięć o człowieku, który pomógł pokonać sowieckie imperium. Spór o pułkownika przypomniał o realności linii podziału między tymi, którzy służyli ZSRR, a tymi, którzy mieli odwagę wystąpić przeciw totalitaryzmowi.

Już następnego dnia po śmierci Ryszarda Kuklińskiego "Trybuna" skomentowała śmierć pułkownika tytułem "Śmierć bez honorów". Naczelny gazety Marek Barański zdefiniował pojęcia zdrady i honoru i podsumował: on umarł, wybór pozostał. "Trybuna" przypomniała twierdzenia generała Jaruzelskiego, że Kukliński został zwerbowany za pomocą pieniędzy lub szantażu. Nie przeszkadza to jej jednocześnie stawiać tezy, że Kukliński jako podwójny agent służył też sowieckiemu GRU.

Gazeta cytowała weterana Układu Warszawskiego. Generał w stanie spoczynku Wacław Szklarski: "z dumą patrzę na oficerów i generałów sił zbrojnych PRL (...) żaden z nich nie zdradził - jak Ryszard Kukliński - munduru ani przysięgi składanej ojczyźnie. Takiej, jaką ona wówczas była. To oni, a nie Ryszard Kukliński byli pierwszymi oficerami NATO''. W piątek 13 lutego Krzysztof Teodor Toeplitz przypomniał, że żaden naród nie uczynił dotychczas żadnego szpiega swoim bohaterem narodowym.

Tego samego dnia "Trybuna" zacytowała wypowiedź Jaruzelskiego podczas spotkania w Krakowie, w której skrytykował "wprowadzenie Kuklińskiego na tron honorowego obywatela miasta Krakowa". We wtorek 17 lutego "Trybuna" protestowała przeciw wysłaniu na pogrzeb Kuklińskiego Kompanii Honorowej WP i krzyczała tytułem "Ciszej nad tą trumną!".

To nie jest wybór z peerelowskiej prasy stanu wojennego. Tak wygląda wybór tekstów z nieoficjalnego organu rządzącej w Polsce partii, wiele lat po rehabilitacji Kuklińskiego i przywróceniu mu stopnia w polskim wojsku.

A jak zareagowały inne media?

Z pozytywnym wyjątkiem "Rzeczpospolitej", "Życia" i "Faktu" duża część mediów powtarzała pseudoobiektywne pytanie: Kukliński - zdrajca czy bohater?

W "Życiu Warszawy" 12 lutego Paweł Śpiewak obwieścił, że "pytanie o zdradę i patriotyzm (Kuklińskiego) pozostaje otwarte". Powołując się na nauki świętego Tomasza, wskazuje, że bunt wobec tyranii może być zasadny, jeżeli podejmowany jest nie na podstawie osobistego przeświadczenia, ale publicznego autorytetu. Tezy Śpiewaka zdumiewają. Do kogo o pozwolenie na wystąpienie przeciw okupantowi Polski miał się zwracać w 1973 roku Kukliński, gdy zdecydował się na przekazywanie Amerykanom planów inwazji sowieckiej armady na Zachód? Jaki autorytet miał mu dać na to zgodę?

Śpiewak przypomina, że Jerzy Giedroyc nigdy nie współpracował z amerykańskim wywiadem. Czy Paweł Śpiewak nie wie, czy nie chce wiedzieć, czym różniła się sytuacja Kuklińskiego od sytuacji Giedroycia? Redaktora "Kultury", którego los rzucił do wolnego świata, mogącego organizować pismo na wybranych przez siebie zasadach, i samotnego oficera, który w pewnym momencie zdecydował się na zerwanie ze służbą sowieckiej machinie militarnej.

Za co wyklęto pułkownika?

Jeśli Kukliński stał się bliski tak wielu Polakom, to jest to wynik poczucia wstydu, że odrodzona po 1990 roku III Rzeczpospolita potraktowała go niezasłużenie źle. Uporczywa odmowa rehabilitacji ze strony prezydenta Lecha Wałęsy zaszokowała wtedy wszystkich, którzy wierzyli w zerwanie z PRL. Warto przypomnieć, że jeszcze w 1993 roku rząd Hanny Suchockiej nie wyraził zgody na wizytę Kuklińskiego w Polsce, a w 1995 roku prokurator wojskowy Sławomir Gorzkiewicz podtrzymał nakaz jego aresztowania w razie jego przyjazdu do Polski.

Spór o Kuklińskiego w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych był jak najbardziej logiczny i odnosił się do pytania o Polską Rzeczpospolitą Ludową. Ci, dla których była ona formą sowieckiej okupacji, uważali złamanie przysięgi i współpracę z USA za naturalny wybór każdego polskiego patrioty. Z kolei ci, którzy nie chcieli rozliczyć się ze swoją służbą w wojsku czy milicji PRL, powtarzali tezę o zdradzie Kuklińskiego. Było to zrozumiałe psychologicznie maskowanie swojego udziału w budowaniu aparatu komunistycznej represji. Na dodatek pułkownik skazany był na bycie alternatywą dla Jaruzelskiego. Nieprzypadkowo więc postkomuniści poświęcili wiele wysiłku opluwaniu Kuklińskiego. Bardzo im w tej kampanii pomogło w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych spostponowanie Kuklińskiego przez prezydenta Lecha Wałęsę. Czy niechęć Wałęsy do odważnego pułkownika mogła wtedy zaskakiwać? Była to jedynie naturalna konsekwencja politycznego flirtu, jaki Wałęsa rozpoczął wówczas z takimi weteranami wojska i tajnych służb PRL, jak admirał Kołodziejczyk, pułkownik Jasik czy Gromosław Czempiński. Nie przypadkiem stare kadry z PRL oferują swoją lojalność wobec Belwederu wtedy, kiedy Wałęsa odsiewa ze swego otoczenia ludzi sumienia o solidarnościowym rodowodzie. Niepodzielne wpływy zdobywa wówczas Mieczysław Wachowski, który świetnie czuje się w towarzystwie peerelowskich generałów. Dla ludzi pokroju admirała Kołodziejczyka czy generała Tadeusza Wileckiego pułkownik był wyrzutem sumienia. Lech Wałęsa nie ma ochoty na przeproszenie rodziny Kuklińskiego za wypowiedzi sprzed lat. Nawet teraz po śmierci pułkownika - były prezydent powtarza "ciszej nad tą trumną".

Na początku lat dziewięćdziesiątych spór o Kuklińskiego był naturalny. Musiał dzielić tych, którzy w imię ideologii okrągłostołowej zrównywali ludzi dawnego systemu z tymi, którzy rzucili mu wyzwanie. Dlatego Gustaw Herling-Grudziński wypowiedział się publicznie w sprawie rehabilitacji Kuklińskiego, a Jerzy Giedroyc nazwał wizytę pułkownika w kraju "cyrkiem". Dlatego Adam Michnik lekceważąco określał Kuklińskiego jako zwykłego, banalnego agenta, a jednocześnie Zbigniew Herbert chylił przed nim czoło.

Problem w tym, że Kukliński nie pasuje do scenariusza wspólnej wizji historii opisanej przez Cimoszewicza i Michnika. Jego postać przypomina, że w wojnie z komunizmem trzeba było ryzykować życie i w razie najmniejszej nieuwagi zostać zamordowanym. Tak jak w niewyjaśnionych okolicznościach zginęli obaj synowie pułkownika. Wrogość Wałęsy wobec Kuklińskiego budzi zadumę na tle postawy Leszka Millera, który w 1997 roku doprowadził do unieważnienia wyroku na pułkownika i spotkał się z nim w USA. Można spekulować, w jakim stopniu gest Millera był wynikiem jego osobistych przemyśleń, a w jakim demonstracją lojalności wobec Amerykanów. Faktem pozostaje, że po śmierci pułkownika premier Miller złożył jego rodzinie na łamach prasy kondolencje. Ale też prawdą jest, że gdyby lider SLD chciał, to poskromiłby jednym telefonem kampanię nienawiści, jaka przetoczyła się na łamach "Trybuny".

O niczym nie zapomnieli, niczego nie wybaczyli

Niedawno w Polsce spore zainteresowanie zdobył film "Good bye, Lenin". Zobaczyć tam można było poddanych dekomunizacji byłych "właścicieli NRD". Byłego szefa uczelnianej komórki partii, który wpadł w alkoholizm, i byłego bohatera NRD - kosmonautę, który spadł do roli skromnego taksówkarza. Postacie tak zdeklasowane, że aż budzące współczucie. W Polsce tego typu persony mają się świetnie i swoją solidarność grupową umacniają kreowaniem Kuklińskiego na wroga.

Oficerowie LWP, którzy w trakcie studiów na sowieckich akademiach składali na siebie donosy i znosili wszelkie możliwe rytuały podlizywania się Rosjanom, perorują dziś na temat zdrady munduru i honoru. Ludzie, którzy najeżdżali Czechosłowację i przeprowadzali marcowe czystki w wojsku, mają czelność sądzić morale Kuklińskiego.

Ta żelazna gwardia stanu wojennego ma własną hierarchię i swoje rytuały. Należą do nich uroczyste obchody ku czci Berlinga, uroczyste obchody urodzin Jaruzelskiego i kontrpikiety przed jego willą w grudniową noc. Gdy trzeba, potrafią namówić biskupa Głódzia do wizyty pod Lenino albo perorują o stoczniowcach - bandytach z grudnia 1970 roku. Swoista kasta odwetowców pielęgnujących kłamliwą legendę PRL. To o nich pamiętał prezes Kwiatkowski, gdy puszczał w kółko "Czterech pancernych" i przygody Klossa. To oni stworzyli atmosferę, w której utrącono przemianowanie warszawskiego placu Konstytucji na plac Ronalda Reagana.

To oni wreszcie będą walczyć z pamięcią o pułkowniku Kuklińskim, póki starczy im tchu.

Ten typ rewizjonizmu nie budzi jakoś obaw nikogo w Europie. Nikt wśród naszych elit intelektualnych nie zauważa ich wysiłku w zakłamywaniu prawdy o zbrodniczym systemie.



Pokłon spod Tatr

Pułkownik Kukliński mówił, że nie brał za swoje informacje pieniędzy. Jego oszczercy odrzucają to twierdzenie, ale nie przedstawiają żadnych dowodów. Kukliński dał się poznać jako człowiek niezwykle skromny. Jego patriotyczne deklaracje w czasie wizyty w Polsce w 1997 roku sprawiały wrażenie niezwykle autentycznych, on sam bardziej intelektualisty niż pospolitego oficera peerelowskiego chowu. Wydawało się, że ukazanie się książki o Kuklińskim "Secret life" powinno rozwiać wątpliwości. Benjamin Walser, autor książki, to dziennikarz "New York Timesa", dziennika, którego nikt nigdy nie oskarżał o brak dziennikarskiej dociekliwości czy bycie marionetką CIA. Walser po zbadaniu bogatej dokumentacji na temat Kuklińskiego stawia jednoznaczną tezę. To nie Kukliński był zwerbowanym agentem Stanów Zjednoczonych. To on na swój sposób zmobilizował Amerykanów do działań przeciw komunistycznej władzy w Polsce. Kukliński tłumaczył Amerykanom psychologię myślenia Sowietów i ostrzegał przed niedostrzeganą często realnością sowieckich przygotowań do podboju Zachodu. Pułkownik rozumiał, że ustępliwość Zachodu zachęci ZSRR do agresji, i wiedział, iż w razie takiego ataku obiektem nuklearnego kontruderzenia Amerykanów będzie Polska.

Myślenie Kuklińskiego okazało się trafne. Im lepiej Zachód był poinformowany o taktyce Kremla i nieustępliwy, tym bardziej Rosjanie tracili ochotę na atak. W grudniu 1980 roku wiedza Amerykanów o szczegółach planowanej interwencji w Polsce powstrzymała Moskwę przed wkroczeniem do naszego kraju. Plany zamachu 13 grudnia 1981 roku Kukliński przekazał Amerykanom. Czy mógł przekazać je "Solidarności"? Jak mógłby przekonać związek o swojej wiarygodności?

Kampania nienawiści przeciw pułkownikowi Kuklińskiemu to kolejny epizod z szerszej walki o pamięć, którą postkomuniści prowadzą bez pardonu. Warto porównać obecne ataki na Kuklińskiego z reakcją mediów na niedawną śmierć Aleksandra Małachowskiego. Człowiek ten w ostatniej fazie życia wypowiadał sądy, które uważałem i uważam za haniebne. Mimo to jego adwersarze polityczni uszanowali majestat śmierci i powstrzymali się od krytyki. Lewica, z zasługującym na szacunek wyjątkiem Leszka Millera, nie widzi żadnych powodów, by podobną powściągliwość przejawiać po śmierci pułkownika Kuklińskiego. Minuta ciszy ku czci pułkownika w Sejmie nie mogła obyć się bez protestów marszałka Borowskiego. Prezydent Aleksander Kwaśniewski nie zdecydował się choćby na złożenie kondolencji rodzinie zmarłego. Milczy demonstracyjnie minister Szmajdziński.



Honor Polski ratują górale, w imieniu których prezydent Zakopanego prosi wdowę po bohaterze o honor zgody na zbudowanie na Powązkach grobowca pułkownika z tatrzańskiego granitu.

Autor jest niezależnym publicystą
: linki
linki -> Upowa ż nieni e do działania w formie przedstawicielstwa pośredniego na podstawie przepisów art. 5 ust. 1 I 2 Rozporządzenia Rady (ewg) nr 2913/92 z dnia 12 października 1992 ustanawiającego Wspólnotowy Kodeks Celny oraz przepisu art
linki -> Upowa ż nieni e do działania w formie przedstawicielstwa pośredniego na podstawie przepisów art. 5 ust. 1 I 2 Rozporządzenia Rady (ewg) nr 2913/92 z dnia 12 października 1992 ustanawiającego Wspólnotowy Kodeks Celny oraz przepisu art
linki -> Andrzej Rzepliński, „Życie”
linki -> Krwiodawstwo Informacje na temat krwiodawstwa na stronach pck
linki -> KS. adam boniecki smutny triumf Radia Maryja: coraz więcej ludzi reaguje alergicznie na przymiotnik„katolicki. Za murem
linki -> Książki anglojęzyczne, które nabyłem w ostatnich 2 miesiącach, i które są do wykorzystania przez każdego pracownika naszej przezacnej Katedry
linki -> Dorota Kołakowska, rzepa, nr 35
linki -> PAŃstwo dla obywateli plan rządzenia
linki -> Andrzej Rzepliński Ściganie zbrodni nazistowskich w Polsce w latach 1939-2004
linki -> Rzeczpospoplita, 23. 12. 00 Nr 299




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna