Stary człowiek w kulturze młodości. Doświadczanie starości wśród warszawskich seniorów


Dobrze. A Pani całe życie pali, od dawna Pani pali? (w. 10)39



Pobieranie 1.11 Mb.
Strona7/23
Data09.05.2016
Rozmiar1.11 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   23

Dobrze. A Pani całe życie pali, od dawna Pani pali? (w. 10)39

Na moim piętrze są takie dwie staruszki, nie wiem, czy do nich ktoś przychodzi czy nie przychodzi, ja nigdy nie zaobserwowałam, żeby ktoś przychodził, ale no nie jest łatwo żyć tak samemu, w ogóle nie jest łatwo żyć samemu.



No tak. To prawda.

To jest wtedy tak... Wie Pani, cały dowcip polega na tym, że człowiek się starzeje praktycznie fizycznie. No niektórzy umysłowo, bo tracą pamięć, ale jeżeli się ma dobrą pamięć i jeżeli się traci sprawność fizyczną, to człowiek tak [...] czuje się młody i zdaje mu się, że mógłby wszystko jeszcze zrobić, i to i tamto i dziesiąte, a już nie może. I to jest chyba najprzykrzejsze. Niech się Pani nie martwi, że mi łzy lecą, ale ja mam jakąś alergię [...], przypuszczalnie po jakichś lekarstwach i jak mnie tak łapie, to mnie łapie. [...] Proszę się poczęstować. (w. 8)


Odwiedziny u pani Toni - tak bowiem jest nazywana wśród swoich koleżanek, i które wszystkie są nosicielkami słodkich zdrobnionych imion – Niunia, Misia, i tak mówi o niej jej wnuk: babcia Tonia, dzięki któremu ją poznałam – wracając do głównej myśli: były zawsze miłymi intymnymi rozmowami przy herbacie, kawie, cieście i owocach podanych na małym stoliku; rytualnie zasiadałyśmy zawsze każda na tym samym fotelu, czasem oglądałyśmy wspólnie programy polityczne na TVN24, które wypełniają dużą część dnia pani Toni, obok rozmów telefonicznych z rodziną, i którymi bardzo się interesuje. Jak widzimy w powyżej zacytowanych wypowiedziach, pani Tonia bezpośrednio odnosi się do kwestii definicyjnych starości, które omawiałam powyżej. Nie chodzi tu jednak o podanie definicji książkowej, a odnalezienie znaczenia, które starości nadają rozmówcy, o zrozumienie, czym jest starość wedle ich wiedzy i doświadczeń. Wiemy już, że znaczenie, czym jest starość, dzielą podobne. Starość jest zewnętrzna – nie czują się starzy, zaś w pewien sposób obecna, głównie w słabości ciała, ale także poprzez fakt bycia na emeryturze, odchodzenia bliskich itp. W związku z tym, że te refleksje na temat natury starości są niemal jednorodne, a ponieważ pani Tonia niezwykle refleksyjnie podchodzi do swoich doświadczeń oraz jest wnikliwą obserwatorką życia społecznego, postanowiłam poniżej prześledzić te niuanse i niejednoznaczności znaczenia starości w dialogu z nią. Spostrzeżenia jej na temat praktyki starości współcześnie są jednymi z najbardziej wartościowych, wśród zebranych w tych badaniach i ewentualnie mogą się różnić od przemyśleń niektórych rozmówców głębią i skomplikowaniem, np. ona uwzględnia te różne opisane powyżej rodzaje starości, które można nazwać starością społeczną, biologiczną, psychiczną, zaś niektórzy mówią tylko o starości biologicznej, przejścia na emeryturę nie uznając za wyznacznik starości, mówiąc, że jest to przecież granica umowna, czyli nie biorąc pod uwagę w ogóle starości społecznej (w. 4 z p. Tadeuszem). Zdecydowałam się więc poniżej zacytować bardzo długi fragment wywiadu z panią Tonią – najdłuższy chyba cytowany w tej pracy - oscylującego wokół tematyki starości (jednakże wycinając pewne fragmenty dla skrócenia całości), który pomoże wyjaśnić i zrozumieć te niejednoznaczności. Skoro bowiem dyskutować tu będę obraz starości w rozmowach z osobami starymi, chciałabym rzeczywiście przekazać im głos, ażeby pokazać, jak nasze dialogi wyglądały, jak rozmówczyni przechodzi od jednego tematu do innego, co rzeczywiście powiedziała, nie modyfikując tego wedle własnych kategorii pojęciowych. Oczywiście pod cytatem, w dalszej części rozdziału, omówię poruszone wątki, ilustrując je wypowiedziami innych osób oraz wspomnę też o ewentualnych, które nie pojawiły się w tej jednej rozmowie z panią Tonią.

Czy nazwałaby się Pani osobą starszą, seniorką, czy w jaki sposób?

Psychicznie nie, ale sytuacyjnie to na pewno, tak to mogę nazwać.



Jakiego określenia by Pani użyła?

No na pewno: staruszka – śmieje się.



Staruszka, mhm. A sytuacyjnie, czyli?

Sytuacyjnie, to znaczy... czasami zdarzają się jakieś takie sytuacje, najczęściej chyba z moimi dziećmi, kiedy im się wydaje, że ja wszystko mogę, tak jak lata temu [...] Wtedy mówię: „uspokójcie się, bo jestem staruszka”! Czasem moje znajome w moim wieku, rówieśnice moje, opowiadają na przykład: „ty sobie wyobraź, jak on mnie potraktował”. Ja mówię: ”kochana, przecież ty jesteś staruszka”, no! Albo mam taką jedną znajomą, która bez przerwy się martwi, że co ona zrobi, a to tyle kosztuje, a ona ma takie rzeczy, które są tyle warte, a jakby jej to ukradli, a jakby jej to zginęło. Ja mówię: „Misiu przecież ty jesteś staruszka, przecież ile masz życia przed sobą, zastanów się. W najlepszym wypadku 8 lat. No to i tak po twojej śmierci to coś się z tym stanie, też nie wiesz.” No to taka jakaś kobieta, która ma dużo obrazów... teraz chce sprzedać mieszkanie, z którego się wyprowadziła. No i „ile oni mi mogą dać?”. Myślę sobie: Boże dlaczego ty się tak o to zabiegasz, jak i tak nie wia..., a ciężko chora na serce, no więc trzeba sobie z tego zdać sprawę, że w którymś momencie rzeczy materialne są nieważne, no. No nie ważne, takie jakieś...

(...)

mhm, mhm. A wracając jeszcze do tematu: co się Pani kojarzy ze starością, a co z młodością?



Kochanie przede wszystkim sprawność fizyczna.

Mhm.


Niestety starość polega na tym, że nie umiera w tobie, że tak powiem duch, osobowość się nie zmienia, no może się trochę osobowość zmienia na stare lata, trudno mnie samej powiedzieć, jak mnie się zmieniła osobowość, ale po prostu niesprawność fizyczna. To jest, tak.

A czy starość to dobry wiek czy w związku z tym...

Niedobry.

Niedobry. Mhm.

Najgorsza rzecz, którą Pan Bóg mógł wymyślić.

Tak?

Tak. No a jeszcze, jeszcze w dodatku, Joasiu, lęk przed tym, żeby człowiek nie został takim, wiesz, roślinką, co się teraz bardzo często zdarza. Po pierwsze ta, no niby to jest ta choroba alzheimera, ale oprócz choroby alzheimera, na którą już w tej chwili bardzo dużo ludzi choruje, to znaczy ja podejrzewam, że oni, medycyna wcześniej nie znała tego określenia i po prostu to się wszystko zapisywało na demencję starczą, o!



Mhm.

Tak. A poza tym, no niestety ludzie wcześniej umierali, więc nie dochodziło do takich historii, że 80-letnia staruszka, w tej chwili się mówi, że ma alzheimera, a ona już w dawnych czasach nie żyła mając 80 lat. No rzadko kiedy kto dobiegał do osiemdziesiątki. A w tej chwili w ogóle się zmienił, wiesz [...] (haha) pytasz mnie się, kiedy ja używam słowa „staruszka”, to bardzo często, ja miałam wtedy 70 lat, czy pod siedemdziesiątkę, albo tam 72, no to było, chwała Bogu, 8 lat temu, to czytałam gazetę: „Staruszka wpadła pod samochód” czytam, siedemdzi... 68-letnia staruszka. Myślę sobie: Matko Boża, przecież nie staruszka, no jak można w ten sposób określać. A w efekcie, jak się dobrze zastanowisz, no to oni pisali dobrze, no bo w końcu 70-letni człowiek, to jest staruszek, no.



Mhm. To trudno się pogodzić wewnętrznie na takie określenie, tak?

Wewnętrznie, wewnętrznie.

(...)

Mhm. A jak wygląda życie osoby starszej?

Smutno.


Tak?

No mówię Ci, Joasiu, no, zależy jak się przeżywa tą starość. Bo jeżeli się, dajmy na to, niektóre osoby starsze są sprawniejsze fizycznie i tak, jak moja siostra, ona biega jak helikopter. Taką miałam zresztą kuzynkę, którą się nazywało „ciocia helikopter”, która też biegała do śmierci praktycznie, sprawna, fizycznie bardziej, bo umysłowo, to, to nie znam żadnej takiej, która by była... jakaś... miała takie jakieś bardzo duże zaniki pamięci, czy coś takiego. W moim gronie tego nie ma. Jest koleżanka, z którą się rzadko widuję, co to jej mąż jeszcze żyje, on okropnie sobie na nią narzeka w tej chwili, że ona nic nie pamięta, ale no nie mam, nie mam takiego, ale w ogóle się żyje smutno. Przez to właśnie, po pierwsze przez ograniczenia finansowe, przez brak jakiegoś takiego zajęcia, konkretnego zajęcia. Dajmy na to, mnie się wydaje, że jak ja bym miała w tej chwili jaką, załóżmy, pracę i musiała się zmobilizować rano, żeby wstać, żeby wyjść z domu... Ja dajmy na to się lepiej czuję, jeżeli ja właśnie się muszę zmobilizować i gdzieś pójść. Tylko, że ja nie muszę, cały dowcip na tym polega.

(...)

Czyli, jeśli ja dobrze zrozumiałam, Pani się nie czuje stara wewnetrznie

Nie, absolutnie nie.



A cieleśnie.

Cieleśnie, fizycznie.



Fizycznie. Mhm. Czyli to ciekawe, to jest jakby takie

Rozdzielone absolutnie.



Tak. Tak?

Rozdzielone absolutnie. To tak właśnie, jak (haha) obserwowałam te moje malce, na tym chrzcie, te moje prawnuki dwu- i czteromiesięczne, które absolutnie sobą były zainteresowane. To było widać po tych malcach, wiesz? Po oczkach. A w oczkach Ewuni, która, jak dojrzała Krzysia, to od razu takie jakieś iskierki w tych oczkach, takie... i tak było, że ona coś tam kombinuje i tak mi się przypomniał ten film „Co kto mówi”, to ja Ci już chyba opowiadałam.



Tak.

I przypuszczalnie, to też polega na tym, że nim się to dziecko nauczy mówić, przekazywać, co czuje, to ono na pewno już tam coś w swojej głowie kombinuje.



Czyli to tak jakby człowiek wewnętrznie cały czas był w jakimś takim, jak to powiedzieć, znaczy, że cały czas młody, ale nie dziecko ani stary, tylko, że ciało się zmienia?

Tak, tak, tak. Ciało się zmienia absolutnie. I zdobywa się pewne, pewną ilość jakichś wiadomości, prawda, umiejętności. I na takiej zasadzie człowiek jest albo kimś, albo zerem, albo, wiesz, bandytą, albo coś takiego, ale, no ale absolutnie to jest... w człowieku coś musi być, jakaś iskra, ja mówię, pewnie dusza, która o nas decyduje.

(...)

No tak. A kiedy przychodzi starość? Czy da się określić taki moment?

No to powiem Pani szczerze, że u mnie to praktycznie ta starość, taka naprawdę stara, to przyszła po śmierci Janka, czyli jakieś 3 lata temu. Taka psychiczna starość. A starość? No chyba człowiek tak wchodzi wolno w tą starość, jak przestaje pracować. Czyli to, co się kobiety w tej chwili wykłócają, że one nie chcą dłuższy okres do emerytury, wcześniej na tą emeryturę, to dla mnie to jest głupota zupełna, bo ja uważam, że obowiązkowa emerytura, to powinna być dla kobiet, dla mężczyzn w wieku 70-ciu lat. Bo wtedy ludzie są młodzi po prostu. Ja mam siostrzenicę, mam siostrzenicę, która przeszła na wcześniejszą emeryturę mając 56 lat. W tej chwili ma, no tak za 2 lata skoń... będzie miała 60, od 3 lat jest na tej emeryturze. Ona jest niby pełna życia, pełna werwy, tu chodzi, tam chodzi, wzięła sobie jakąś taką pracę, że się opiekuje taką dziewczynką 9-cio czy 10-cio letnią. Odbiera ją ze szkoły, jest później z nią jakieś kilka godzin, dopóki matka nie przyjdzie. Ale ja, wie Pani, widzę, ze jednak ta Julia zaczyna już myśleć tak, jak staruszka czasami.



To znaczy jak?

Joasiu, ja Ci nie powiem. To jest trudne do określenia. To jest trudne do określenia, ale przypuszczalnie, gdyby ona miała dalej pracę tą, gdzie pracowała, to ona by... Ona się w ogóle zaczęła już inaczej jakoś tak ubierać. No bo nigdzie nie idzie praktycznie, no to nie musi, prawda? To wkłada to, co jej jest wygodne. Jakby szła do pracy, to by musiała automatycznie pomyśleć o tym, jak ona wygląda, czy nie będzie straszyć ludzi. A ona się zaczęła ubierać, jak staruszka, no. W jakieś takie [...] ciuchy, no jak staruszka. (haha) No ja nie wiem, jak to Pani określić, ale to chyba widać po starszych osobach, że one się trochę inaczej zaczynają ubierać niż osoby prężne, które chodzą do pracy.

(...)

A jak się zachowuje człowiek starszy młody duchem i stary duchem?

Młody duchem i stary duchem. Bo ja wiem. Usiłuję sobie tak uprzytomnić.



Czy na czym polega taka młodość ducha na starość właśnie?

Nie, młodość ducha to na pewno polega na tym, że kochanie, jesteś na bieżąco... O, już wiem! Mam bardzo dobry przykład. Moja teściowa i jej siostra. Obydwie były wiekowe. Jedna zmarła mając 86, a druga 85 lat. Ciocia Janka, czyli ta siostra mojej teściowej, przychodziła i potrafiła z moimi dziećmi, które były wtedy nastoletnie, tak pod 18, 20 lat, porozmawiać na temat big-beat-u, śpie... piosenkarzy, którzy byli aktualnie na, na tapecie, a, była wciągnięta w to, co się dzieje w obecnej rzeczywistości, moja teściowa nie. ją to po prostu nie interesowało, ją to nie interesowało. W tej chwili, mówiąc Pani o tym, dochodzę do wniosku, że ja w tej chwili tak: nie znam... no nie, piosenkarza to może jeszcze znam, jakichś współczesnych takich znam, ale, dajmy na to, nazwisk aktorów filmowych obecnych nie znam.

(...)

Taki staruszek, który się nie wciąga w życie obec... współczesne, w rzeczy, które się dzieją obecnie, z dnia na dzień coś innego, to robi się taki właśnie staruszek.



Bo dzisiaj chyba trudniej jest pozostać takim młodym duchem, bo to wszystko się tak szybko zmienia, prawda?

Znaczy może trudno zostać takim starym duchem, bo jeżeli się cokolwiek słucha, czy cokolwiek czyta, to jednak człowiek jest wciągnięty (w. 13).


Starość jest stanem, w który „się wchodzi” stopniowo („człowiek tak wchodzi wolno w tą starość”). Tak więc starość w szerokim rozumieniu - od momentu, gdy zaczyna się w nią wstępować, rozpościera się pomiędzy przejściem na emeryturę a śmiercią. Natomiast starość w wąskim znaczeniu to stan, do którego to wstępowanie prowadzi, jest to stan całkowitego zniedołężnienia, bycia „roślinką”, jak mówi pani Tonia, związanego z utratą sprawności fizycznej i funkcji mentalnych. To jest stan, którego rozmówcy bardzo obawiają się i w większości pragnęliby odejść (umrzeć), zanim on nastąpi. Ta starość właściwa, istotowa, do której osoby starsze zbliżają się nieubłaganie, to starość biologiczna, która w kulturze typu ludowego była oddalana poprzez unikanie bezczynności i imanie się wszelkiego rodzaju aktywności i obowiązków, czyli poprzez unikanie starości społecznej.

W rozmowie powyższej i innych wypowiedziach moich rozmówców najwcześniej zaczyna się starość społeczna wraz z przejściem na emeryturę, które pociąga za sobą rzadsze wychodzenie z domu, zmianę sposobu ubierania się na mniej dbałą, pewną nieokreśloną zmianę sposobu myślenia. Następnie w wypowiedzi pani Toni pojawia się explicite starość psychiczna, gdy mówi ona o uczuciu bycia na marginesie życia, co dzieje się, gdy umiera najważniejsza w jej życiu osoba – jej syn Janek, co wydarzyło się już po śmierci męża. Starość fizyczna, pod postacią niesprawności, utraty siły i wytrzymałości oraz różnorakich dolegliwości cielesnych, postępuje powoli; zaś starość mentalna objawiająca się kłopotami z pamięcią i w odniesieniu do innych funkcji umysłowych praktycznie jest jeszcze nieobecna w środowisku pani Toni. Obie – fizyczna i mentalna – postępując stopniowo prowadzą w stronę starości właściwej, idealnej (idealnej w znaczeniu prototypu pojęcia starości) – stanu pełnego zniedołężnienia, różnymi drogami – poprzez chorobę alzheimera czy też niesprawność fizyczną uniemożliwiającą poruszanie się i samodzielne spełnianie potrzeb fizjologicznych.

Wygląda więc na to, że wchodzenie w starość, jak będę nazywać tę starość w szerokim rozumieniu, w odróżnieniu od starości właściwej, która w życiu zdecydowanej większości rozmówców jeszcze nie funkcjonuje, natomiast jest obserwowalna w otoczeniu i budzi lęk, składa się z pewnych stadiów, które zresztą wszystkie wpływają na siebie. Typowo rozpoczyna się od nadejścia starości społecznej wraz z zakończeniem życia zawodowego, które często także pociąga za sobą ograniczenie życia towarzyskiego oraz pewne odseparowanie od spraw światowych – „nie bycie na bieżąco” na przykład w kwestii sztuki, rozrywki, technologii czy polityki, czy mniejszą dbałość o swój zewnętrzny wizerunek. Wejście w starość społeczną ma swój ustawowo określony moment w biegu życia osób starszych – wiek emerytalny. Niektóre jednakże osoby przejście w stan starości społecznej opóźniają, pracując dłużej, lub przyspieszają, idąc na wcześniejsze emerytury. Po przejściu na emeryturę starość społeczną można kompensować – ożywionym życiem towarzyskim, szerokimi i głębokimi zainteresowaniami, np. polityką, czyli byciem na bieżąco.

Kolejność dalszych stadiów jest różna. Starość psychiczna – poczucie bycia na marginesie i brak zainteresowania wobec spraw ziemskich - może być spowodowana traumatycznym wydarzeniem (tak jak w przypadku pani Toni śmiercią bliskiej osoby), chorobą i ograniczeniem sprawności, czy też przyjść powoli po latach spędzonych w niewielkiej aktywności na emeryturze, gdy osoba starsza ma wrażenie, że wszystko dzieje się poza nią.



A kiedy przychodzi starość? Czy da się określić taki moment?

To ja już nie wiem, jak to, jakoś ja tak, wie pani, starość. No bo już starość, jak już taki człowiek jest, wie pani, jak na tą emeryturę już idzie, to już taki, wie pani, już taki robi się obojętny. Już na nic nie… do niczego już nie spieszy się. Bo tak, a to na godzinę, a to do domu na godzinę wracać. A tu już, wie pani, jak już tego, to już wtedy taki robi się już coraz to starszy, bardziej taki jakiś tępy robi się, bo to już, wie pani, nic już, wszystko obojętne jest. To chyba, mnie się wydaje się, już wtedy tak tego robi się to. Ta, ta starość tak człowieka. No i może też zdrowie. Zależy, wie pani, o… jakie zdrowie, bo jak zdrowy, to też i, i ma jakiś humor i lepsze samopoczucie, to… i dobrze się czuje się. Jeżeli, wie pani, choroby człowieka… męczą, nękają, to też człowiek źle się z tym czuje i starzeje się i ma dosyć wszystkiego także. (w. 21, p. Ludmiła)


Starość fizyczna pod postacią niesprawności nadchodzi powoli i stopniowo, powoli się nasila, aż powoduje kłopoty z wykonywaniem codziennych czynności, zaś starość mentalna przychodzi dość późno w środowiskach moich rozmówców. Na koniec następuje starość właściwa, można jednakże odejść przed jej wystąpieniem, śmiercią bardziej nagłą, czego życzą sobie niemal wszyscy rozmówcy (por. w. 46, p. Tadeusz), uważając starość właściwą za okres zależności, bycia ciężarem, sprawiania kłopotu rodzinie, chcą odejść będąc jeszcze użytecznymi, by rodzina żałowała i rozpaczała a nie oczekiwała na śmierć (w. 21, p. Ludmiła). Dość często obawiają się, że rodzina właściwie nie będzie miała chęci zajęcia się nimi, zaś ci, którzy nadal mieszkają we własnych domach, życia w domu opieki obawiają się bardzo, uważając je za niegodne, oceniając warunki panujące tam za nieludzkie, a opiekę za słabą (w. 46, w. 21).

Starość w szerokim rozumieniu nazywam tutaj wchodzeniem w starość głównie dlatego, że na pytanie, czy czują starość, czy czują się osobami starszymi, większość rozmówców odpowiedziała, że nie. Gdyż - mówiąc starość - mieli na myśli ową starość właściwą, która jest przedsionkiem śmierci. Wchodzenie w starość to proces, w którym rozmówcy w większości się znajdują, zaś starość właściwa jest właściwie realnością tylko dla pani Franciszki wśród moich najbliższych rozmówców, zaś dla reszty jest przyszłą możliwością, która wzbudza trwogę i której chcieliby uniknąć. Trwoga ta jest wspólna wszystkim, chyba dlatego, że ten stan jest już bezpośrednim zwiastunem nieznanego, czyli śmierci, ale także dlatego, że sam w sobie wiąże się z cierpieniem. Osoby w lepszym stanie zdrowia i te, które spodziewają się, że rodzina się o nie zatroszczy (p. Ludmiła, p. Stanisław), obawiają się mniej, podobnie osoby bogatsze, które ewentualnie planują zapłacić za opiekę domową (p. Tadeusz).

Pozostaje jeszcze jedna ważna kwestia: pogląd, że wewnętrznie człowiek wcale się nie starzeje. Jest to „rozdzielone absolutnie”, jak powiedziała pani Tonia, „coś musi być, jakaś iskra, ja mówię, pewnie dusza”, osobna wobec ciała oraz różnych umiejętności i doświadczeń, które człowiek nabywa w ciągu życia. Tak jakby starzała się zewnętrzna powłoka – ciało fizyczne, umysł – w zaburzeniach pamięci, człowiek społeczny, co ujawnia się w wypowiedzi pani Toni o starości sytuacyjnej, człowiek psychiczny nawet, kiedy czuje się na marginesie, jednocześnie jednak pewna część tożsamości pozostaje bezwiekowa, co ma potwierdzenie w innych wywiadach, gdzie jeśli jakaś ułomność cielesna lub umysłowa czy też pewien stopień wycofania ze społeczeństwa nie przypomną, człowiek nie będzie wiedział, „że się różni” od innych pod względem wieku (w. 46, p. Tadeusz), bądź że nastąpiła zmiana w jego życiu pod tym względem.

Kwestię zmiany pod względem wieku wyraża fragment, gdzie pani Tonia mówi, że trudno pogodzić się wewnętrznie z tym, że samemu jest się staruszką, wymaga to przyjęcia zewnętrznych intersubiektywnych kategorii, gdyż w wewnętrznych tylko starsi od jednostki są starzy, zaś młodsi od jednostki są młodzi. Ja jest tu punktem odniesienia, wiekiem właściwym. Niektórzy mówią, że jeszcze nie dopuszczają bądź nie przypuszczają do siebie starości (w. 21, p. Ludmiła).

Natomiast ciekawa jest wypowiedź pana Tadeusza, który powiedział, że tylko w niektórych sytuacjach ma świadomość, że się różni, jest inny od młodych. Świadczy to o przejęciu zewnętrznych kategorii, ocenianiu siebie jako innego. Ta inność to trochę gorszość – mniejsza sprawność, gorsza pamięć, ułomności.

No... to tak można to dwuznacznie na to popatrzeć. Jak się, na przykład, siedzi, ogląda telewizor, czyta książkę, czy... jest się gdzieś w towarzystwie, to... nie czuję, że... jestem, na przykład, od młodszych... tam... jakiś inny. No ale... jak trzeba coś tam jakiegoś... wysiłek dać z siebie, czy przejść dłuższy kawałek, a chodzę, no to już, jak to się mówi, nogi nie te. Już człowiek się szybciej męczy i... wtedy się czuje, że już... no... wiek robi swoje. (w. 46, wypowiedź już cytowana wyżej)


Podsumuję w kilku słowach to, co zostało w tym rozdziale ukazane. Na poziomie najbardziej podstawowych znaczeń kategorii „starość” doświadczenia i wypowiedzi rozmówców są spójne, i odzwierciedlają znaczenie starości we współczesnej Warszawie. Można rozróżnić pomiędzy wchodzeniem w starość a starością właściwą. Wchodzenie w starość jest procesem, w którym wszyscy rozmówcy się znajdują, ma swoje w miarę dobrze określone stadia: starość społeczna rozpoczęta przejściem na emeryturę, charakteryzująca się rzadszym wychodzeniem z domu, mniejszym kręgiem towarzyskim, mniejszą znajomością nowinek i spraw światowych (to wszystko postępuje powoli), powoli postępująca starość biologiczna – cielesna i mentalna oraz psychiczna, pojawiające się coraz częściej poczucie bycia starym. Wchodzenie w starość można negocjować, kompensować, spowalniać lub mu zaprzeczać, być może w opisie konkretnych doświadczeń wchodzenia w starość odnajdziemy poszczególne strategie. Z drugiej strony nie zanikające chyba nigdy identyfikowanie się z sobą bez wieku albo z sobą jako osobą we właściwym wieku, gdzie to starsi są starzy, zaś młodsi to młodziki. Starość właściwa to starość biologiczna w zaawansowanym stadium, to pełne zniedołężnienie, z którego niemożliwy jest krok w innym kierunku niż w stronę śmierci. W tym rozdziale więc dokonałam określenia, jak rozumiane jest pojęcie starości w tych badaniach, na podstawie kategorii i znaczeń używanych przez rozmówców, co wydaje mi się płodniejsze niż po prostu narzucić zewnętrzne rozumienie tej kategorii na podstawie literatury naukowej. Natomiast opisany wcześniej stan badań nad starością jest pomocnym kontekstem rozumienia ukształtowania się takiego a nie innego znaczenia. Widzimy, że przetrwało przedwojenne jeszcze i obecne w kulturze typu ludowego uznawanie za starość starości biologicznej, gdyż to właśnie o starości ciała mówili rozmówcy pytani, czym jest starość, i traktowanie jej jako przedsionka śmierci oraz w związku z tym ogromny lęk przed nią, a nawet chęć nagłej śmierci, byle tylko się od niej uchronić, co przypomina postawę rozmówców Jacka Olędzkiego (1991). Ponieważ w rozdziale tym skupiłam się na rozmowach i to na dodatek dotyczących wąskiej tematyki definicji starości, w związku z tym nie widzimy jeszcze, w jaki sposób rozmówcy sobie z tą zbliżającą się perspektywą starości biologicznej radzą; jak doświadczają rozdzielenia w czasie pomiędzy starością społeczną a biologiczną, które wprowadza przejście na emeryturę osób we względnie dobrym stanie zdrowia; ewentualnie które „modele” przeżywania starości znajdują zastosowanie w ich życiu. Mówią o powolnym „gnuśnieniu” spowodowanym przejściem na emeryturę, o tym, jak to czasem powoduje poczucie bycia starym, jeszcze przed nadejściem zniedołężnienia. Mówią o potrzebie aktywności, niektórzy mówią o smutku i samotności. W kolejnych rozdziałach zobaczymy, jak różne sposoby wchodzenia w starość funkcjonują w kontekście określonym przez państwo nowoczesne, gdzie najpierw wchodzi się w starość społeczną wraz z przejściem na emeryturę a starość biologiczna przychodzi czasem po wielu latach. Jednakże istnieją także sposoby negocjowania bądź omijania rozdzielenia pomiędzy starością społeczną i biologiczną, można bowiem na przykład uniknąć przejścia na emeryturę lub znaleźć taką aktywność zastępczą, by tę starość społeczną odsunąć. Celem kolejnych rozdziałów jest oddanie i próba zrozumienia różnych obliczy starości we współczesnej Warszawie w kontekście zróżnicowanych historii życia współczesnych pokoleń starszych Warszawiaków i w kontekście różnych sfer życia człowieka starego, które na przestrzeni jego życia dotknęła zmiana kulturowa.



1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   23


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna