Sztuka jest nieustanną rozmową



Pobieranie 16.96 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar16.96 Kb.
Sztuka jest nieustanną rozmową

- o twórczym spotkaniu Sławomira Ćwieka, Pawła Kwiatkowskiego i Krzysztofa Tomalskiego
Doświadczenie estetyczne pozwala nam na przeżycie innych możliwych światów, dzięki czemu uświadamiamy sobie przygodność, względność, nieostateczność świata „realnego“, w którym każdy z nas jest zamknięty.

[Gianni Vattimo, Społeczeństwo przejrzyste]1


Sztuka od samego początku sytuowała się pomiędzy dwoma uniwersami, tym zbudowanym z form geometrycznych, abstrakcyjnych i tym perfekcyjnie rejestrującym świat, szukającym fotograficznej precyzji na długo przed momentem, w którym Niepce i Daguerre skonstruowali swój wynalazek. Obraz, który konceptualizuje kompozycję i jednocześnie staje się nośnikiem metafory zaklętej w widzialne formy to istota kreacji.

Wystawa prac Sławomira Ćwieka, Pawła Kwiatkowskiego i Krzysztofa Tomalskiego to spotkanie dwóch szkół graficznych, dwóch środowisk, które silnie zaznaczyły swoją obecność nie tylko na polskiej mapie sztuki. To z jednej strony spadkobiercy konstruktywizmu w wersji, jaką w Łodzi zaszczepił Władysław Strzemiński, z drugiej artysta wyrastający ze środowiska, na które znaczący wpływ wywarł metaforyczny język Mieczysława Wejmana i innych reprezentantów tzw. krakowskiej szkoły grafiki. W tym artystycznym spotkaniu nie chodzi jednak o konfrontację, lecz o dialog, który pozwala dostrzec podobieństwa tam, gdzie wydają się one nieobecne.

Z pozoru wyraziste biele i intensywne czernie obecne w skomponowanych z mocnych, solidnych form grafikach Kwiatkowskiego i Ćwieka sytuują się na zupełnie innej trajektorii, niż piaskowo-szare kompozycje Tomalskiego wypełnione formami o rozmytych, ulotnych konturach. Jednak dialogu nie buduje się na pozorach i niedomówieniach, aby dialogować – także w sztuce – trzeba dysponować odpowiednią ilością czasu, pozwolić wybrzmieć wszystkim argumentom, zatrzymać się na dłuższy moment, spojrzeć w twarz rozmówcy, a wówczas może się okazać, że więcej dyskutantów łączy, niż dzieli. Ta wystawa jest właśnie okazją do spokojnej, wspólnej rozmowy, w której odnajduje się wiele podobieństw. Oddajmy więc głos artystycznym rozmówcom.
Krzysztof Tomalski stworzył w swoich grafikach traktat kosmogoniczny, który nie jest ani bezpośrednią ilustracją, ani zmetaforyzowaną reinterpretacją jakiegokolwiek istniejącego obrazu świata. To na wskroś autorska koncepcja łącząca naturę i kulturę, organiczność i abstrakcję, to, co bliskie, stworzone przez człowieka i to, co odległe, zawieszone w kosmosie. Każda z grafik jest próbą dotknięcia Tajemnicy, tego, czego nie da się ująć w proste definicje, stworzenia alternatywnej wizji rzeczywistości, równie uprawionej, jak ta, z którą obcujemy na co dzień.

Graficzny świat Krzysztofa Tomalskiego sytuuje się pomiędzy doświadczeniem zarejestrowanym zmysłowo, opartym na świadomych i przypadkowych postrzeżeniach i kreacją, namysłem nad tym, co wymyka się klasycznym formom poznania, filozoficznym traktatem wizualnym.

Każda z grafik Krzysztofa Tomalskiego to misterna kompozycja rozpisana na wiele akcentów, wygrywana na subtelnych przejściach tonalnych, łącząca precyzję geometrycznych figur z miękkością organicznych form, splatająca ostre krawędzie i ledwie widoczne kontury, akcentująca zagęszczenie elementów i emanująca wyciszonymi partiami płaszczyzn, unikająca matematycznej surowości i wymykająca się prawom symetrii.

Krzysztof Tomalski twórczo wykorzystuje wspaniałą tradycję krakowskiej szkoły grafiki, w perfekcyjnych warsztatowo pracach, operuje subtelną metaforą, rezygnując jednocześnie z realistycznego zagęszczenia szczegółów tak charakterystycznego dla krakowskich mistrzów.

Metafora i ukonkretnienie, rzeczywistość i abstrakcja – wszystkie one tworzą w grafikach Krzysztofa Tomalskiego jedną, nierozerwalną i nieusuwalną całość.
Część grafik Sławomira Ćwieka to kompozycje stworzone ze splecionych form geometrycznych, powiązanych ze sobą w zagęszczony węzeł wizualny. Inne tchną spokojem białej płaszczyzny przeciętej wyrazistym wielowarstwowym elementem, poddanym repetycji.

Trudno jednoznacznie określić genezę tych form. Ich nieoczywistość jest niepokojąca. Intensywna czerń jednocześnie czyni formy całkowicie płaskimi i nadaje im absolutną głębię wciągającą wzrok widza. To prace, których istota najpełniej objawia się w niezapośredniczonym przez szyby i płyty z pleksi kontakcie oka z graficzną materią.

Delikatne prostokątne fragmenty mają w sobie moc stuwatowej żarówki – świecą, lecz nie oślepiają, dzięki mistrzowskiemu użyciu szerokiej gamy szarości tworzących pomost pomiędzy dwoma skrajnymi wartościami intensywnych niekolorów. Posługując się całkowicie abstrakcyjnymi formami, pozornie będącymi czysto konceptualnym przetworzeniem geometrii, Sławomir Ćwiek zabiera widza w niezwykłą podróż do świata Pomiędzy. Do rzeczywistości zawieszonej w drodze od i do, w przestrzeni tworzonej w umyśle, opartej na niepewności poszukiwacza, który nie posiada precyzyjnych map, czyniąc z wędrówki filozoficzną przygodę pozwalającą na odkrywanie wewnętrznego i zewnętrznego świata.

Ten geometryczny świat nie jest obrazem klasycznego porządku kompozycyjnego. Pełen jest twórczego niepokoju, w którym post-konstruktywistyczne komponowanie płaszczyzny przekształca się w wielowarstwowy układ form nacechowanych opowieścią nieustannie wymykającą się ujęciu w ramy. Krawędzie stają się granicą kadru, poza którymi być może znajduje się odpowiedź, lub kolejna ścieżka prowadząca ku dalszym szlakom.


Graficzny głos Pawła Kwiatkowskiego wśród trójki artystycznych rozmówców rozbrzmiewa za sprawą prac, które wydają się być najbardziej bezpośrednią rejestracją rzeczywistości. Sylwetki mężczyzn wkraczających
w przestrzeń jego grafik w pierwszym odruchu przywodzą na myśl fotograficzne notatki rodem z francuskiej Nowej Fali. Jednak już po chwili uważny obserwator dostrzega fakty, które początkowo umknęły jego uwagi.

Przedstawione postaci ukrywają swoje twarze, odwracają się od patrzącego, wymazują swoją tożsamość pełnymi pasji gestami, jak małe dzieci, które chcą wykreślić którąś z narysowanych na zbiorowym portrecie osób, kryją się w głębokim cieniu, ulegają deformacji. Są, a jakby ich nie było, zajęci sobą nawzajem lub skupieni na własnych myślach. Fotograficzny realizm tych grafik jest złudzeniem. To zbiór form, które stają się częściami ubioru. Nakładające się na siebie czernie, gradacje szarości i przebłyski bieli tworzą warstwową strukturę, w której giną i z której wyłaniają się kształty. Pośród sylwetowo potraktowanych postaci pojawiają się nagle i nieoczekiwanie wyraziste kanty koszul i partie ramion.

Paweł Kwiatkowski w interesujący sposób reinterpretuje konstruktywistyczne dziedzictwo łódzkiej grafiki, odchodząc od klasycznych form geometrycznych, transformuje elementy zaczerpnięte z rzeczywistości w abstrakcyjne struktury, konceptualizuje tym samym metaforyczny przekaz, który nieustannie wyłania się spod nałożonych na siebie warstw graficznych. Tworzy obraz chwilowych spotkań, przejściowych mignięć, do jakich nieustannie dochodzi w przestrzeni publicznej. Jednak same przedstawienia są niezwykle wyciszone, prywatne, a widz obserwując bohaterów poszczególnych grafik nieustannie stawiany jest w pozycji woyeura, niewygodnej roli podglądacza innych, zajętych swoimi sprawami osób.
Przywołane na wstępie słowa włoskiego filozofa znakomicie oddają praktykę twórczą wszystkich trzech grafików. Każdy z nich wypracował osobisty język form i własną gramatykę kompozycji. Służą one do kreowania alternatywnych rzeczywistości, których istnienie jest równie uprawnione jak tej, z którą na co dzień widzowie mają do czynienia. Uwalniają wyobraźnię odbiorców i poszerzają ich możliwości percepcji, otwierając ją na istniejące – i jedynie pomyślane – alternatywy.

Trzej świetni graficy, trzej artyści, z których każdy stworzył niepowtarzalny świat form, spotykają się, by pozwolić swoim pracom prowadzić dialog, złożoną konwersację, w której abstrakcyjna tradycja łódzkiej szkoły, spotka się z metaforycznym dziedzictwem krakowskiej grafiki. Prezentowane grafiki nie polemizują, lecz dyskutują, ze sobą nawzajem i z dziedzictwem, z którego wyrastają ich twórcy.



Ta artystyczna rozmowa pokazuje, że biorących w niej udział grafików więcej łączy niż dzieli. A na usta aż ciśnie się pytanie, czy nadanie przez Pawła Kwiatkowskiego jednej z prac tytułu Rowerzysta nie było przypadkiem celowym wtrętem do tej konwersacji, dowodzącym, że Kraków i Łódź nie są od siebie tak odległe, jak można by sądzić?
dr Marta Raczek-Karcz

prezes Stowarzyszenia Międzynarodowego Triennale Grafiki w Krakowie

1 Gianni Vattimo, Społeczeństwo przejrzyste, tłum. Magdalena Kamińska, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji TWP, Wrocław 2000, s. 24.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna