Tajne nauczanie na terenie byłego powiatu będzińskiego w czasie okupacji hitlerowskiej



Pobieranie 0.78 Mb.
Strona1/9
Data08.05.2016
Rozmiar0.78 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9


ODDZIAŁ

ZWIĄZKU NAUCZYCIELSTWA POLSKIEGO

W BĘDZINIE

Tajne nauczanie

na terenie byłego

powiatu będzińskiego

w czasie

okupacji hitlerowskiej.

Będzin 2009

Kolegium redakcyjne:

Elżbieta Witecka

Halina Augustyn
Projekt okładki:

Piotr Dutkiewicz


Korekta:

Jadwiga Rumas



Wydano przy pomocy finansowej

Starostwa

Urzędu Miejskiego

Oddziału ZNP w Będzinie

ISBN 83 – 923075 – 1 – 8

Druk: Drukarnia „Wamark” s.c., Będzin, ul. Niepodległości 54

Koleżanki i Koledzy!

Drodzy Czytelnicy!

Wydawnictwo, które trzymacie w ręku, powstało z okazji jubileuszu pięćdziesięciolecia Sekcji Emerytów i Rencistów przy Oddziale Związku Nauczycielstwa Polskiego w Będzinie oraz 70-lecia Tajnej Organizacji Nauczycielskiej.

Rok 2009 uchwałą nr 21/2008 Zarządu Głównego ZNP z dnia 16 grudnia 2008 r. został ustanowiony Rokiem Tajnej Organizacji Nauczycielskiej.

Opracowanie stanowi próbę zebrania w jedną całość różnych cząstkowych opracowań. Wśród najważniejszych należy wymienić prace Mieczysławy Pietrzyk: Kronikę Związku Nauczycielstwa Polskiego w Będzinie oraz Tajne nauczanie w latach okupacji hitlerowskiej na terenie miasta Będzina i powiatu; Zygmunta Majchrzyckiego: Tajne nauczanie na poziomie średnim ogólnokształcącym na ziemi będzińskiej w latach 1939 – 1945; oraz pracę magisterską Elżbiety Przytulskiej Losy szkolnictwa polskiego i tajne nauczanie w powiecie będzińskim w latach okupacji hitlerowskiej 1939 – 1945. Część biogramów zasłużonych działaczy związkowych była zamieszczona w kolejnych tomach Encyklopedii Związku Nauczycielstwa Polskiego Województwa Katowickiego.

Przy tworzeniu list nauczycieli tajnego nauczania korzystaliśmy z dokumentów zgromadzonych w archiwum Oddziału.

Podczas redagowania historii tajnego nauczania na terenie Będzina i powiatu będzińskiego napotykaliśmy na trudności i brak danych. Niestety, nie do wszystkich danych mogliśmy dotrzeć, dlatego też w niniejszym opracowaniu mogą znajdować się różne nieścisłości i błędy, za które wszystkich przepraszamy. Jednocześnie prosimy o sprostowania naszych pomyłek lub uzupełnienie luk informacyjnych. Za wszelkie uwagi i życzliwą krytykę będziemy wdzięczni.


W imieniu zespołu redakcyjnego

Prezes Oddziału ZNP w Będzinie

Halina Augustyn

Pierwsze miesiące okupacji
Przed wybuchem II wojny światowej zachodnia granica powiatu będzińskiego przebiegała wzdłuż Brynicy, stykając się z województwem śląskim. Granica Niemiec opierała się wówczas o Bytom, a zatem przebiegała zaledwie kilkanaście kilometrów od granic powiatu. Tak więc ziemie te były narażone w pierwszej kolejności na agresję Trzeciej Rzeszy.

Już 1 września samoloty niemieckie ostrzeliwały Sosnowiec i inne miasta Zagłębia Dąbrowskiego. Po załamaniu linii obronnych przez teren powiatu 2 i 3 września wycofywały się w kierunku wschodnim resztki wojska polskiego. Granice powiatu Niemcy przekroczyli 4 września, zajmując całe Zagłębie Dąbrowskie. Już pierwszy dzień okupacji zaznaczył się licznymi mordami popełnionymi głównie na Żydach.

W chwili zajęcia tego obszaru Niemcy nie mieli jeszcze sprecyzowanego stanowiska w sprawie jego przynależności administracyjnej. Do 12 października był on pod zarządem wojskowym, a władzę cywilną sprawował Otto Mitzner, dopiero 26 października 1939 r. została wprowadzona administracja cywilna. Zagłębie (leżące przed wojną w granicach województwa kieleckiego) weszło w skład wcielonej do Rzeszy tzw. rejencji katowickiej, będącej częścią Prowincji Śląskiej.

Hitlerowcy przewidywali zniemczenie znacznej części ludności Zagłębia w przeciwieństwie do ludności Śląska, która miała być całkowicie zgermanizowana. Okupant uważał Ślązaków za Niemców, którzy do września mieszkali w granicach innego państwa.

Na terenach byłego województwa kieleckiego w grudniu 1939 roku został przeprowadzony policyjny spis ludności, tzw. „palcówka” – na kwestionariuszu zamiast fotografii umieszczany był odcisk palca. Zadaniem spisu było ustalenie narodowości mieszkańców, jednak nie dał on prawdziwego obrazu rzeczywistości zarówno ze względu na nacisk hitlerowców, jak i z powodu niepodawania przez spisywanych ich faktycznej narodowości.1

Realizując od pierwszych dni okupacji plan zgermanizowania znacznej części Zagłębia, Niemcy obok wpisów na Niemiecką Kartę Narodową rozpoczęli program eksterminacji ludności.

Już w pierwszych dniach okupacji rejencję katowicką dotknęły liczne aresztowania. Hitlerowcy, przewidując wrogą działalność niektórych osób, sporządzili tzw. „Nadzwyczajne polskie księgi gończe” (Sonderfahndungsbuch Polen), które obejmowały powstańców, działaczy społecznych, wybitnych przedstawicieli inteligencji itp. W krótkim czasie izolowano najbardziej „niebezpieczne” jednostki, np. w Grodźcu zamknięto w klubie „Grodziec” 100 zakładników: nauczycieli, urzędników, księży, posłów, pracowników umysłowych i działaczy społecznych.2

Druga fala aresztowań miała miejsce w październiku 1939 r., a trzecia przeprowadzona na szeroką skalę w kwietniu i w maju 1940 r., zwłaszcza 2 i 3 maja (np. w Dąbrowie Górniczej dokonano licznych aresztowań prewencyjnych). Wśród aresztowanych znalazło się wielu nauczycieli m.in. Eulagiusz Czmiel z Będzina, Władysław Jesień z Dąbrowy Górniczej, Szymon Sarwa z Dąbia, Mieczysław Szerszeń z Czeladzi.

W wielu przypadkach, chcąc uchronić się przed terrorem i uniknąć aresztowania, ludność uciekała do Generalnego Gubernatorstwa, by tam szukać schronienia. Z Zagłębia Dąbrowskiego do GG wyemigrowało w czasie wojny około 340 tys. Polaków.3

Realizując od pierwszych dni okupacji plan zgermanizowania Zagłębia, Niemcy zwalczali wszelkie przejawy polskości. Został wydany zakaz używania języka polskiego w miejscach publicznych. Na tych, którzy nie poddali się temu zakazowi nakładano kary pieniężne lub aresztu, nie cofając się też przed użyciem siły. Oskarżenia i donosy były podstawą do brutalnych napadów i rewizji mieszkań połączonych z reguły z grabieżą cennych przedmiotów a zwłaszcza biżuterii.

Niemieccy kulturtragerzy likwidowali biblioteki prywatne, szkolne i organizacji społecznych. Wydano zakaz odprawiania mszy w języku polskim. Nieposłusznych księży usuwano, często ich aresztując i wywożąc do obozów koncentracyjnych.

Aby jak najszybciej zniszczyć przejawy polskości na ziemiach wcielonych do Rzeszy, wprowadzono powszechnie niemieckie nazwy topograficzne, np. Będzin przemianowano na Bendsburg.


Szkolnictwo w Będzinie i byłym powiecie będzińskim przed wybuchem wojny

Na terenie powiatu będzińskiego było w czerwcu 1939 r. 65 szkół powszechnych: w tym 6 w Będzinie, 6 w Czeladzi, 10 w Dąbrowie Górniczej. W szkołach tych uczyło 525 nauczycieli, a uczęszczało do nich 29 722 uczniów (4 237 w Będzinie, 2 862 w Czeladzi, ·6 280 w Dąbrowie Górniczej). W czerwcu 1939 r. ze szkół tych wyszło 1 607 absolwentów. Jeżeli chodzi o szkoły średnie, w powiecie będzińskim było w roku szkolnym1938/1939 dziewięć szkół: w tym 4 w Będzinie, 4 w Dąbrowie Górniczej i Gimnazjum Mechaniczne w Maczkach.

W roku 1939 Będzin posiadał 6 szkół powszechnych III stopnia4 i mieszczącą się przy Szkole nr 3 Szkołę Specjalną. Były to budynki nowe, posiadające duże korytarze, obszerne, jasne klasy umeblowane zgodnie z przepisami. W klasach były piece kaflowe. Jednak nie wszystkie szkoły były skanalizowane i posiadały wodę (np. Szkoła nr 1 na Małobądzu nie posiadała sieci wodociągowej i kanalizacyjnej). Szkoły nie posiadały sal gimnastycznych, świetlic, pomieszczeń gospodarczych i szatni. Wszystkie były dość dobrze wyposażone w pomoce naukowe. Nie można by jednak porównać tego wyposażenia z wyposażeniem dzisiejszych szkół.

Wszystkie szkoły posiadały pracownie zajęć praktycznych wyposażone w potrzebne narzędzia. Pracownia Szkoły Nr 3 (kierownik Franciszek Żebrowski) stała na wyjątkowo wysokim poziomie. Książki oprawiane przez młodzież nie różniły się od książek oprawianych w introligatorniach, a zaoszczędzone na oprawie sumy można było przeznaczyć na powiększenie księgozbioru szkolnego. W tejże szkole dobrze zorganizowana była również pracownia geograficzna. Pomysłowe wieszaki, szafy i skrytki pozwalały na zgromadzenie większej ilości potrzebnych pomocy oraz na ich właściwe przechowywanie i wykorzystanie. Ćwiczenia prowadzone z całą grupą klasową wyrabiały zainteresowanie przedmiotem i pozwalały uzyskiwać dobre wyniki.

W Szkole nr 2 (kierownik Jozue Rappaport) przy ul. Krakowskiej znajdowała się centralna pracownia chemiczna, z której korzystały wszystkie szkoły z terenu Będzina. Płatny laborant odbywał z nauczycielami konferencje, na których opracowywano konspekty i ćwiczenia do poszczególnych tematów. Trudniejsze doświadczenie demonstrował zebranym laborant, on również przygotowywał według opracowanego harmonogramu, zestawy do ćwiczeń i doświadczeń do każdej lekcji, a czasem nawet pomagał nauczycielowi w czasie lekcji. Tak zorganizowana praca pozwalała na maksymalne wykorzystanie pracowni.

Chlubą Szkoły nr 1 (kierownik Felicjan Żak) w Małobądzu był ogród botaniczny prowadzony przez Władysława Podlińskiego. Na działce doświadczalnej rosły rośliny różnych stanowisk, np. wodnych, bagnistych, górskich i piaszczystych. Stanowiska te młodzież pod kierunkiem Władysława Podlińskiego przygotowywała wg wskazówek naukowych oddzielnie dla poszczególnych gatunków roślin. Zasiane rośliny obserwowano, obserwacje były skrupulatnie notowane. Ogród botaniczny szkoły był prowadzony wg prospektów i wskazówek Ogrodu Botanicznego w Wilnie, skąd również szkoła otrzymywała nasiona i sadzonki. Wyniki pracy Szkoły nr 1 zdumiewały wielu botaników. Krokusy, szarotki i inne niespotykane na naszych terenach kwiaty i krzewy były dumą uczniów i nauczycieli. Szkoła ta także posiadała stację meteorologiczną, wyposażoną we wszystkie potrzebne przyrządy: wiatromierze, deszczomierze, zegary słoneczne, termometry itp. Obserwacje, notowane na specjalnych formularzach, przesyłane do radia były wykorzystywane w komunikatach meteorologicznych. Stację prowadził Henryk Fajklowicz.

Wszystkie szkoły w Będzinie posiadały dość dobrze wyposażone biblioteki. Liczba książek w niektórych szkołach wynosiła około 3 tysiące tomów. Każda szkoła posiadała mapy, globusy, obrazy do: języka polskiego, geografii, historii, epidiaskop, mikroskop, przeźrocza, a niektóre szkoły filmy i aparaty filmowe.

Nowa Szkoła nr 6 (wybudowana dzięki staraniom kierownika Szczepana Krawczyńskiego oraz mieszkańców) na Ksawerze miała dopiero rozpocząć pracę we wrześniu 1939 r. – rzeczywiście już po wkroczeniu Niemców przenoszono się ze starego budynku do nowego. Podobnie we wrześniu 1939 r. miała być otwarta szkoła specjalna, której kierownikiem miał być Włodzimierz Trojan. Dotychczas szkoła specjalna mieściła się w budynku przy Szkole Nr 3. Ta szkoła nie doczekała się otwarcia.

Czeladź posiadała w roku 1939 sześć szkół powszechnych. Wszystkie szkoły były dobrze wyposażone w pomoce naukowe: mapy, globusy, rzutniki, epidiaskopy, obrazy do historii, geografii, języka polskiego, przyrody. Szkoła nr 5 posiadała nawet własne kino. Szkoły nr 1 (kierownik Aleksander Cieśliński) i 2 (kierownik J. Krzemińska) uczyły się w jednym budynku, miały dobrze wyposażoną bibliotekę, pracownię przyrodniczą i pracownię zajęć praktycznych. Podobnie Szkoły nr 3 (kierownik E. Błaziński) i 4 ( kierownik Helena Szczerba) uczyły się również w jednym budynku i miały dobrze wyposażone pracownię przyrodniczą i zajęć praktycznych. W Szkole nr 1 była centralna pracownia fizyko-chemiczna z płatnym laborantem. Z pracowni korzystały cztery szkoły. Laborant przygotowywał zestawy przyrządów do poszczególnych lekcji, a czasem nawet demonstrował trudniejsze doświadczenia na lekcji.

Szkoła nr 6 (kierownik Jan Szczerba) na Piaskach miała bardzo dobrze zaopatrzoną bibliotekę. Na zakup książek kopalnia udzieliła szkole pożyczki 16 000 zł. Biblioteka liczyła ponad 4 000 tomów, była bardzo estetycznie urządzona i prowadzona wzorowo. Zjeżdżali, aby ją podziwiać, goście z Krakowa i Warszawy. Po wejściu okupanta przyjechały wozy niemieckie i zabrały wszystkie książki, wywożąc je w niewiadomym kierunku. W Szkole nr 5 (kierownik B. Zajdlic) na Piaskach była wzorowo urządzona pracownia fizyko-chemiczna (korzystały z niej dwie szkoły), pracownia zajęć praktycznych i pracownia geograficzna. Warsztaty, strugnice i inne przyrządy Niemcy zabrali do szkoły niemieckiej. Szkoły były czyste, zadbane, ukwiecone wszędzie panował ład i porządek. W Szkole nr 6 ocalała część majątku szkolnego dzięki urzędnikowi Wachcie, który był volksdeutschem, pochodził ze Śląska, ale był bardzo dobrym Polakiem. On to uchronił od zniszczenia 20 map, globus, epidiaskop i wiele innych pomocy naukowych. Ocalone pomoce pomagały w pracy nauczycielom tuż po wojnie.

W innych miejscowościach powiatu ze względu na małą liczbę dzieci były szkoły drugiego, a niektórych pierwszego stopnia. Budynki często były stare, niedostosowane do nauki, klasy były małe, brakowało wody i urządzeń sanitarnych, korytarze ciasne, umeblowanie i wyposażenie szkół nieodpowiednie. Pracowało w nich od jednego do trzech nauczycieli, borykających się z trudnościami wynikającymi ze złego wyposażenia, co odbijało się ujemnie na wynikach dydaktycznych i wychowawczych. Sytuację pogarszała duża absencja uczniów, niesystematyczne uczęszczanie dzieci do szkoły, spowodowane przyczynami najczęściej niezależnymi (brak butów, ubrania, praca na roli itp.).

Do dobrze wyposażonych szkół w powiecie należały szkoły: w Grodźcu, Wojkowicach Komornych, Wojkowicach Kościelnych, Klimontowie, Porąbce, Kazimierzu, Strzemieszycach, Zagórzu, Ząbkowicach, Łagiszy, Strzyżowicach, Strzemieszycach Małych. W niektórych zorganizowane były pracownie, np. w Grodźcu w Szkole nr 1 – pracownia geograficzna, w Szkole nr 2 – pracownia geograficzna i przyrodnicza, w Szkole nr 3 – pracownia zajęć praktycznych i przyrodnicza, w szkołach w Łagiszy i w Maczkach – pracownie zajęć praktycznych, w Malinowicach – pracownia zajęć praktycznych i fizykochemiczna, w Porąbce – pracownia zajęć praktycznych i fizyczna, w Strzemieszycach w Szkole nr 1 – pracownia przyrodnicza, a w Szkole nr 2 – pracownia przyrodnicza, geograficzna i zajęć praktycznych, w Strzemieszycach Małych – pracownia fizyczna i zajęć praktycznych, w Wojkowicach Komornych – pracownia przyrodnicza i zajęć praktycznych. Pozostałe szkoły w powiecie miały duże braki w izbach szkolnych oraz wyposażeniu. Podobnie jak w szkołach w Będzinie i Czeladzi, wszystkie pracownie zostały przez okupanta zniszczone, wartościowe przyrządy i meble wywiezione w niewiadomym kierunku.

Po ukończeniu edukacji w szkołach powszechnych młodzież mogła kontynuować naukę w gimnazjach i liceach w Będzinie, Dąbrowie Górniczej czy też na terenie powiatu będzińskiego. I tak przed drugą wojną światową w Będzinie istniały cztery szkoły średnie, wszystkie prywatne:


  1. Koedukacyjne Gimnazjum i Liceum im. M. Kopernika przy ulicy Kopernika;

  2. Gimnazjum i Liceum Żeńskie Wandy Replińskiej przy ulicy Kościuszki;

  3. Koedukacyjne Gimnazjum i Liceum im. Szymonostwa Fürstenbergów przy ulicy Sobieskiego;

  4. Gimnazjum Handlowe H. Bojarskiej przy ulicy Kołłątaja.

Te cztery średnie szkoły będzińskie miały około 24 oddziałów i 760 uczniów.

Podobnie przedstawiała się sytuacja w Dąbrowie Górniczej, gdzie również były cztery szkoły średnie, w tym jednak dwie państwowe, bardziej dostępne dla ogółu, chociaż i w nich obowiązywało tak zwane czesne:

  1. Państwowa Szkoła Górniczo – Hutnicza im. S. Staszica przy ulicy Legionów;

  2. Państwowe Gimnazjum i Liceum Męskie im. W. Łukasińskiego przy ulicy Łukasińskiego;

  3. Liceum i Gimnazjum Żeńskie im. E. Zawidzkiej przy ulicy 3 Maja;

  4. Koedukacyjne Gimnazjum Stowarzyszenia Kupców Polskich (dawniej prywatna szkoła E. Łabudzińskiej) przy ulicy Królowej Jadwigi 11.

Dzisiaj trudno ustalić dokładnie, ale można przyjąć w przybliżeniu, że szkoły te miały łącznie około 28 oddziałów i około 850 uczniów.

Poza wymienionymi na terenie powiatu będzińskiego istniało w roku szkolnym 1938/39 Gimnazjum Mechaniczne w Maczkach5

Obok zorganizowanej sieci szkolnej działały w powiecie będzińskim uniwersytety pow­szechne, teatry amatorskie, chóry, biblioteki prowadzone przez Polską Macierz Szkolną.

Tradycje popularyzacji wiedzy sięgają w Zagłębiu końca XIX wieku6. Została ona wzbogacona i rozwinięta w okresie dwudziestolecia. W Będzinie i Dąbrowie działały świetlice i czytelnie pism, a przy nich lektoria, jak np. w Dąbrowie Górniczej, gdzie codziennie odbywał się odczyt lub pogadanka z dyskusją, o co dbał absolwent a następnie nauczyciel Gimnazjum i Liceum im. Kopernika, prof. Stefan Piotrowski. W każdym z wymienionych miast działało po kilka księgarń, które prowadziły tak zwane wypożyczalnie nowości. Można też mówić o szeroko zakrojonej akcji oświatowej TUR.


Sytuacja szkół i nauczycieli w pierwszych miesiącach okupacji
Ponieważ Niemcy zamierzali Zagłębie – podobnie jak ziemie Górnego Śląska – włączyć do obszaru III Rzeszy, zależało im, by jak najszybciej te tereny zgermanizować. System zastosowanych tutaj represji zmierzał do całkowitego zniszczenia kultury polskiej, zniszczenia wszelkich śladów państwowości polskiej. By złamać ducha polskiego i zgnębić Polaków rozpoczynają niszczenie dorobku kulturalnego i oświatowego. Okupant zaczyna od niszczenia dorobku szkół, zostają one zamknięte. Niemcy palą księgozbiory, mapy, portrety sławnych Polaków, godła państwowe, obrazy, niszczą wszystko, co mogłoby przypominać o polskości i podsycać nienawiść do wroga.

Meble i wyposażenie pracowni zajęć praktycznych, fizycznych i chemicznych okupant niszczy lub wywozi. Część mebli i przyrządów do fizyki jak: elektroskopy, maszyny elektrostatyczne, modele silników i inne znalazły się potem w szkołach niemieckich. Z pomocy naukowych i szkolnych księgozbiorów ocalało od zniszczenia tylko to, co zdołali ukryć nauczyciele lub rodzice dzieci uczęszczających do szkół, a mieszkających w pobliżu.

W Szkole nr 1 i 3 w Będzinie duże zasługi w chronieniu mienia szkolnego położyli woźni szkolni Stanisław Nowak i Andrzej Błajszczak – niestety wiele ze schowanych przedmiotów i obrazów na skutek przechowywania w złych warunkach uległo zniszczeniu. Część jednak ocalała i w pierwszych dniach nauki była jedyną pomocą w pracy nauczyciela.

Budynki szkolne zostały zajęte na inne cele. Mieściły się w nich szpitale epidemiologiczne, stacjonowało wojsko niemieckie, zajmowano je na obozy dla jeńców, obozy dla dziewcząt niemieckich, na urzędy gminne, kwatery dla kopiących rowy obronne, szkoły niemieckie itd.

Oto kilka przykładów:

W Będzinie w Szkole nr 1 urządzono kwatery dla wojska, a od 1942 r. punkt zborny dla wysiedleńców; w Szkole nr 2 początkowo umieszczono szpital epidemiologiczny, później szkołę dla dziewcząt niemieckich, kwatery dla żołnierzy niemieckich; w Szkole nr 3 działał sąd, później szkoła dla dzieci niemieckich, pod koniec wojny umieszczono w niej kwatery wojska; w Szkole nr 5 – urząd pracy (Arbeitsamt) i szkołę niemiecką; w Szkole nr 6 - szpital epidemiologiczny.

W Czeladzi w Szkołach nr 1 i 2 otwarto szkoły niemieckie; stary budynek Szkoły nr 4 oddano na naukę dla dzieci polskich ze Szkół nr 1 i 2, nowy budynek zajęto dla wojska niemieckiego, a potem zainstalowano w nim biura zarządu miejskiego, klasy przebudowano na mniejsze pomieszczenia, przez co budynek całkowicie zniszczono; budynek Szkoły nr 5 artyleria niemiecka zniszczyła w 75 %.

W Szkole nr 1 w Grodźcu umieszczono urząd gminny (w Grodźcu dzieci z trzech szkół uczyły się w jednym gmachu); budynek szkoły w Klimontowie został zajęty przez Niemców (dzieci uczyły się w wynajętych izbach); budynek szkoły w Łośniu zajęło wojsko; w szkole w Niemcach mieścił się zarząd gminy, później wojsko (dzieci uczyły się w lokalu szkoły w Maczkach, a następnie w Kazimierzu), budynek całkowicie zniszczony wymagał kapitalnego remontu; w szkole w Porąbce Niemcy zorganizowali obóz dla jeńców wojennych (uczono w starych ruderach); szkoła w Preczowie zajęta przez wojsko została zniszczona w 75 %; szkoła w Siemonii została zamieniona na kwatery dla wojska; Szkołę Nr 1 w Strzemieszycach zamieniono na szkołę niemiecką i ćwiczebny obóz wojskowy, Szkoły nr 2 i 3 zostały połączone; w szkole w Strzemieszycach Małych zorganizowano obóz ćwiczebny dla wojska niemieckiego; w szkole w Wojkowicach Komornych otwarto szkołę niemiecką, dzieci polskie uczęszczały do Żychcic; w szkole w Wojkowicach Kościelnych od 1944 r. urządzono kwatery dla kopiących rowy, budynek został zniszczony w czasie działań wojennych; w Szkole Nr 1 w Zagórzu od 15 czerwca 1940 r. do 1942 r. działał szpital epidemiologiczny potem kwatery dla wojska; przed wybuchem wojny rozpoczęto budowę nowego budynku szkoły w Ząbkowicach, ale uległa ona zniszczeniu, a materiał budowlany zabrali Niemcy.



Podobny los spotkał szkoły średnie. Powoli, ale systematycznie dawne budynki szkolne Niemcy przeznaczają na zupełnie inne cele. Tak więc dla przykładu słynna Dąbrowska Sztygarka – Państwowa Szkoła Górniczo-Hutnicza zamieniona została na warsztaty mechaniczne i stała się częścią składową dawnej Huty Bankowej, przemianowanej na „Herman Göring – Werke”. Gimnazjum im. W. Łukasińskiego zostało zajęte przez Arbeitsamt, a budynek Gimnazjum Stowarzyszenia Kupców Polskich zamieniono na biurowiec dla części „Stadtverwaltung”.

W Będzinie w budynku Gimnazjum Sz. Fürstenbergów okupant umieścił Kreisgericht, z Gimnazjum Wandy Replińskiej skrupulatnie wywoził lub niszczył wszystkie pomoce naukowe i bibliotekę (podobnie jak ze wszystkich szkół), zaś w Gimnazjum i Liceum im. M. Kopernika otworzył „Graf Reden-Schule Oberschule für Jungen”, dla „Volksdeuschów” i przesiedlonych do Zagłębia „Reichsdeutschów”, Była to jedyna chyba średnia ogólnokształcąca szkoła niemiecka, gdyż szkoła działająca w Gimnazjum im. Staszica w Sosnowcu miała charakter techniczny.

W wielu szkołach, przy znacznej ofiarności pracowników pedagogicznych i admini­stracyjnych, udało się pewną część majątku szkolnego uratować. I tak, dla przykładu prof. Maria Szulc z Gimnazjum im. Zawidzkiej uratowała i przechowała w domu kilkutysięczną bibliotekę szkolną, archiwum i ważniejsze pomoce naukowe (w tym 7 mikroskopów). Woźny Jan Nawrot z Gimnazjum Kopernika uratował i przechował obok innych rzeczy murowaną tablicę pamiątkową ku czci wychowanków tej szkoły poległych w czasie I wojny światowej. W Gimnazjum Mechanicznym w Maczkach udało się przechować przez okres okupacji sztandar szkoły ufundowany w roku 1938/39.
Szkolnictwo jawne
Z chwilą zajęcia ziem polskich Niemcy zamknęli polskie szkoły. Na nic się zdały usilne starania będzińskich nauczycieli o ich otwarcie, władze niemieckie kategorycznie odrzucały ich prośby. Aby poniżyć nauczycieli, urząd pracy (Arbeitsamt) wezwał ich do spisu zwierząt domowych: psów, kotów, bydła, ptactwa domowego itp. Kierownik Szkoły Nr 5 na Koszelewie Władysław Miazek i kierownik Szkoły Nr 3 Franciszek Żebrowski kategorycznie odmówili wzięcia udziału w spisach, oświadczając, że ich miejsce jest w szkole i wśród dzieci. Za tak śmiałe wystąpienie znaleźli się jako pierwsi na liście do aresztowania.7

Niemieckie władze terenowe obawiając się, by młodzież pozbawiona nauki nie tworzyła band, czyniły usilne starania o otwarcie polskich szkół aż w Ministerstwie Rzeszy do Spraw Nauki, Wychowania i Oświaty, donosząc, jakie mogą być skutki pozostawienia młodym ludziom całkowitej swobody w dysponowaniu wolnym czasem.

W kwietniu 1940 roku otworzono dla dzieci polskich polskie szkoły podstawowe. Ich otwarcie poprzedziło wiele zarządzeń wyjaśniających, jak mają być prowadzone, czego można w nich uczyć. Przedwojenny program nauczania został mocno okrojony, całkowicie wyeliminowano historię i geografię Polski, z języka polskiego usunięto tematy o wielkich i sławnych Polakach, o powstaniach narodowych itp. Usunięto wszystko to, co mogłoby budzić miłość do Ojczyzny i dumę narodową. Nie pozwolono korzystać z przedwojennych podręczników. Wprowadzona początkowo od kl. V-tej nauka języka niemieckiego została wkrótce zawieszona, gdyż wychodzono z założenia, że tyle niemieckiego ile będzie potrzebował robotnik polski nauczy się on w niemieckich zakładach pracy. Władze niemieckie doszły do wniosku, że płynna znajomość języka niemieckiego ułatwiłaby Polakom działalność konspiracyjną.

Szef opolskiej placówki Gestapo dr Deumling uważał „za zbędne udzielanie dzieciom nauki języka niemieckiego, gdyż tyle niemieckiego, ile trzeba polskim robotnikom w Rzeszy do porozumienia się, nauczą się w krótkim czasie przy warsztacie pracy. Jest niepożądane, by Polacy opanowali język niemiecki dobrze i płynnie, gdyż wiadomo, że wówczas mogliby się łatwiej maskować jako Niemcy”8

Heinrich Himmler tak pisał o szkołach i młodzieży polskiej 15 maja 1940 r.: „Dla niemieckiej ludności wschodu nie mogą istnieć wyższe niż czteroklasowe szkoły ludowe. Celem takiej szkoły ludowej ma być wyłącznie proste liczenie, najwyżej do 500, napisanie nazwiska, nauka, że nakazem bożym jest posłuszeństwo wobec Niemców, uczciwość, pilność, grzeczność. Czytanie nie uważam za konieczne. Oprócz tej szkoły nie mogą istnieć na wschodzie w ogóle żadne szkoły. Rodzice, którzy zechcą dać swoim dzieciom lepsze wykształcenie, zarówno w szkole ludowej, jak i później w szkole wyższej muszą złożyć odpowiedni wniosek do wyższych dowódców SS i policji. Ta ludność będzie oddawana do dyspozycji jako pozbawiony przywództwa lud robotniczy i będzie dostarczać Niemcom robotników sezonowych i robotników do specjalnych przedsięwzięć (budowa dróg, praca w kamieniołomach)”9

A więc w nauce dzieci polskich na tym terenie chodziło jedynie o ele­menty pisania i czytania po polsku, gdyż uważano, że niewolniczej sile roboczej na terenie wielkiej Rzeszy szerszy zasób wiedzy nie będzie potrzebny. Wrogowi zależało, by Polacy byli ciemni, w postępowaniu obierali takie metody, które prowadziły do jak najszybszego zgermanizowania młodzieży polskiej. Niemcom potrzebna była siła robocza, siła mięśni polskich obywateli, a nie wiedza i rozum. Rozumny i wykształcony człowiek nigdy nie będzie biernie wykonywał rozkazów wroga, będzie się buntował i przysparzał dodatkowych kłopotów; Niemcy – nadludzie potrzebowali Polaków – niewolników.

Oficjalnie więc w kwietniu 1940 r. szkoły polskie zostały otwarte, ale w rzeczywistości nauki było niewiele. Nauczyciele i dzieci bardzo często odwoływani byli do różnych zajęć niemających nic wspólnego z nauką, jak: zbieranie ziół, kamieni, wyrywanie chwastów na polach dworskich i chodnikach, praca przy żniwach, sadzenie ziemniaków, zbieranie żelaza, kości, odpadków, chrabąszczy i wiele innych. Prócz tego nauczyciele odwoływani byli do różnych spisów, wydawania kart żywnościowych i innych prac administracyjnych niemających nic wspólnego z zawodem nauczyciela. Nic więc dziwnego, że niewiele czasu pozostawało na naukę w szkole. Zważywszy jeszcze, że brakowało podręczników i pomocy naukowych, a nauczyciele zaś byli szpiegowani i szykanowani – ich praca z młodzieżą była bardzo trudna.

Zabroniono używania przedwojennych podręczników, dzieci musiały notować lekcje i uczyć się z notatek. Często jednak nauczyciele korzystali na lekcji z podręczników przedwojennych, ale musieli dobrze uważać, by nie zaskoczyła ich niespodziewana wizyta Niemców. Dzieci w domu uczyły się również z podręczników przechowywanych po starszym rodzeństwie, ale przy odpowiedzi musiały umiejętnie wybierać materiał, by nie zdradzić się, że uczyły się z zakazanych źródeł. Czasem nauczyciel korzystał z pomocy naukowych przechowywanych przez siebie lub dzieci, lecz musiał mieć pewność, że nie będzie kontrolnej wizyty niemieckiej. Do języka polskiego Niemcy wydawali czytanki. Teksty przygotowywał Hryniewicz i Chrostek; były to czytanki z życia zwierząt, ludzi, dzieci.

Ponieważ Niemcy przejęli budynki szkolne do własnych celów, młodzież i nauczyciele byli przerzucani w coraz to inne miejsca. Często się zdarzało, że uczniowie z kilku szkół uczyli się na zmiany w jednym budynku. Na przykład młodzież ze Szkoły nr 2 uczyła się w Małobądzu, a ze Szkoły nr 1 – na Gzichowie, później w zwykłym czynszowym budynku przy ul. Rybny Rynek (kierownikiem był wtedy Stefan Pietrow). Tę ostatnią tworzyły zwykłe, ciasne pokoiki mieszkalne, brakowało miejsca do odpoczynku w czasie przerwy.

Mimo tych wielu trudności dzieci w wieku od 7 do 14 lat uczęszczały na lekcje. Jak wiadomo, od 12 roku życia obowiązywał nakaz pracy. Młodzież była zarejestrowana w Arbeitsamtach, przez co była zagrożona wywiezieniem do Niemiec na roboty.

Ponieważ jednak legitymacja szkolna chroniła je przed wywiezieniem, trzeba było za wszelką cenę utrzymać je w szkole. Stąd bardzo często zdarzało się, że uczniowie starszych klas specjalnie repetowali w ostatnich klasach, by w ten sposób uchronić się od niepewnego losu.

Jednak nie marnowano tych „podwójnych” lat. Ukończenie klasy VII przed wojną nie dawało dalszej możliwości nauki w szkole średniej. Obecnie jednak nauczyciele w wielu wypadkach z tą „repetującą” młodzieżą przerabiali program I a czasami I i II klasy gimnazjum. Trzeba była oczywiście bardzo uważać, gdyż inspekcje Schulrewizora, którym był Polak – volksdeutsch, były niespodziewane.

De facto na terenie Będzina istniały w czasie wojny jedynie dwie szkoły: Publiczna Szkoła Powszechna nr 1 im. Adama Mickiewicza i Szkoła Powszechna nr 2 im. Króla Kazimierza. W każdej z tych szkół uczyło się rocznie przeciętnie około 400 - 500 uczniów. Początkowo było tam 8 - 10 nauczycieli, później liczba ich spada do około 5, wskutek aresztowań, np. Maria Fusiecka ze szkoły nr 2 została aresztowana w 1943 r. i wywieziona do Oświęcimia, gdzie zginęła, Józef Kozielski zginął w więzieniu w Mysłowicach w 1942 r. itd. Część nauczycieli wywieziona została do przymusowej pracy do Niemiec.

W tych „uszczuplonych” programowo szkołach, bo bez geografii, historii, historii literatury polskiej, uczono według programów przedwojennych. W klasie I – IV po 12 godzin tygodniowo, a w klasach V- VII po 18 godzin tygodniowo. Nauka odbywała się bez podręczników. Program obejmował jedynie język polski, arytmetykę, śpiew, gimnastykę, religię i przyrodę. Poza obrazami do nauki języka polskiego, nie było żadnych pomocy naukowych. Pracownie szkolne zostały zlikwidowane a pomoce naukowe zrabowane. Dzieci posiadały jedynie czytanki odbijane na powielaczu, oczywiście po uprzedniej ścisłej kontroli Niemców. I tak były to:

1. Arytmetyka Rusieckiego;

2. Podręcznik do nauki przyrody żywej i martwej;

3. Nauka pisowni (na wszystkie klasy) - Szobera, Niewiadomskiego i Boguckiej (posługiwano się tym podręcznikiem jedynie do 1943 r. - później Niemcy zabronili z niego korzystać);

4. Patrzę i opisuję - dla klasy I - ćwiczenia ortograficzne;

5. Ćwiczenia ortograficzne dla klasy VI;

6. Czytamy - dla klasy VI.

Trzeba zaznaczyć, że w tym podręczniku znajdowały się wiersze: Antoniego Słonimskiego pt. „Pieśń" górników”, Marii Kuncewiczowej „Pasteur i Józio”, Beaty Obertyńskiej „Ekspres” i Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego „Słoń Birana”.10

Treść tych czytanek nie przekazywała młodzieży żadnych wiadomości o Polsce, o wybitnych Polakach i o zdarzeniach politycznych. Nazwę „Polska” chciano wykreślić z użycia w szkole. Nauczyciele potrafili jednakże różnymi znanymi sobie sposobami uzupełniać tę wiedzę.

Bardzo często w tych „okrojonych" szkołach były przerwy w nauce, a to najczęściej w zimie – z powodu braku opału i na wiosnę, kiedy urządzano przymusowe zbieranie ziół. Miesięcznie każdy uczeń musiał oddać 2 kg suchych ziół11. Niemcy starali się tak zatrudnić zarówno dzieci jak i nauczycieli, aby niezdolni oni byli do jakiejkolwiek „wrogiej” w ich mniemaniu działalności.

Szykany ze strony Niemców, strach, złe wieści z frontu towarzyszyły pracy w szkole. I chyba tylko wielkie zaufanie młodzieży do polskiego nauczyciela, dawało siły do pokonania wszystkich trudności. Młodzież uzyskiwała dobre wyniki i nie przysparzała kłopotów wychowawczych.

  1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna