Tak rozmyślając, czekał a już nadbiegał Achilles, bogu wojny podobny, w szyszaku3 o kicie falistej



Pobieranie 34.67 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar34.67 Kb.
Tak rozmyślając, czekał – a już nadbiegał Achilles,

bogu wojny podobny, w szyszaku3 o kicie falistej,

włócznią peliońską4 z jesionu nad prawym barkiem potrząsał

groźnie, a spiż5 jego zbroi dokoła błyski rozsiewał,

niczym ognia pożoga lub słońca jaśń6 wschodzącego.

Zadrżał Hektor, gdy ujrzał Pelidę7, nie stało mu ducha

trwać u bramy, lecz od niej w ucieczce pierzchnął zlękniony.

Rzucił się za nim Achilles, w swe nogi ufny polotne.

Jako sokół wśród gór, najściglejszy z rzeszy skrzydlatej,

na gołębicę skalną strwożoną chybko uderza –

ta chce się wymknąć pod spodem, lecz on raz w raz na nią z bliska

spada ze skwirem8 donośnym, bo żądny jest chwycić ją w szpony:

tak Achilles biegł prosto w zajadłym pościgu, a Hektor

chyżo wyrzucał kolana, uchodząc przed nim pod murem. […]

Pościg trwał bez wyniku, jak w sennej bywa to zmorze,

gdzie ścigający nie zdoła ofiary swej dopaść, a ona

ujść nie może tamtemu: tak samo Achilles i Hektor.

Byłby też Hektor już wtedy nie wymknął się śmierci upiorom,

(Parys porwał Helenę z mężowskiego domu

w Sparcie) doprowadziło do wybuchu wojny trojańskiej.

Opuszczony i oszukany mąż Heleny wezwał

bowiem wówczas na pomoc innych greckich

władców, którzy razem z nim wyruszyli pod warowne

miasto króla Priama. Parys zginął wkrótce

po Achillesie, rażony strzałą z łuku.

złożył na szalach dwa losy ponurej śmierci: na jednej

Achillesowy, na drugiej kiełzacza9 rumaków, Hektora.

Zaraz śmiertelny Hektorów los ku głębiom Hadesu

opadł; wraz jego samego opuścił Fojbos10 Apollon.

A do Pelidy w mig modrooka bogini Atene

blisko podeszła i w takie skrzydlate ozwała się słowa:

„O bogumiły Achillu wspaniały, spodziewam się teraz,

że dla Achajów ogromną uniesiem sławę do statków

przez zgładzenie Hektora, co nigdy niesyty jest boju.

Nie masz dla niego ucieczki przed nami, chociażby Apollon,

zdalekacelny bóg, nie wiem jak nad tym bolał i kornie

czołgał u Dzeusa się stóp, rodzica Egidodzierżcy11.

Ty zatrzymaj się teraz i wytchnij, a ja już tymczasem

pójdę nakłonić Hektora, by z tobą zmierzył się w walce”.

Tak powiedziała Atene, a on z radością posłuchał,

przystanął wsparty na włóczni z jesionu o grocie spiżowym. […]

[Bogini Atena przybrała postać Deifoba, brata Hektora, i obiecała mu pomoc w śmiertelnym

pojedynku. Podstęp się udał i Hektor stanął do walki].

[…]


Skoro, ruszywszy na siebie, już jeden był blisko drugiego,

pierwszy przemówił wielki ów Hektor w błyszczącym szyszaku:

„Już ja przed tobą, o synu Peleja, nie będę umykał,

jakom dotychczas trzykrotnie Priamów gród12 obiegł wielki,

czoła ci stawić nie śmiejąc; lecz teraz skłania mnie serce

spotkać się twarzą w twarz i zabić ciebie lub zginąć.

Żywo więc, układ zawrzyjmy i bogów bierzmy na świadków,

poręczycieli najlepszych i wszelkich paktów strażników,

że nie pohańbię ja zwłok twych niegodnie, jeżeli mi starczy

sił z Dzeusową pomocą, by życia ciebie pozbawić”. […]

Patrząc na niego spode łba, odpowie rączy Achilles:

„Ty mi tu nie praw, Hektorze przeklęty, o jakichś układach!

Nie masz przecie przysięgań na pakty i ich dochowanie

między lwami a ludźmi, ni zgody wilków z owcami,

ale ciągle i zawsze wrogami są sobie wzajemnie:

tak nie nam być druhami, nie nam zaprzysięgać ugody,

zanim jeden z nas nie polegnie i zanim krwią jego

nie nasyci się Ares13, tarczownik w boju zażarty.

Przyzwij całe swe męstwo; bo oto teraz ci przyjdzie

władać włócznią wybornie i chrobrą okazać odwagę. […]

Rzekł i cisnął z rozmachem swą dzidę, cień długi dającą.

Ale Hektor przesławny był baczny i ciosu uniknął,

przysiadł bowiem i pocisk spiżowy nad głową mu przemknął

i w ziemię opodal się wbił; lecz wyrwała go Pallas Atene

i Achillowi oddała. A Hektor, pasterz zastępów,

nie dostrzegłszy jej, rzekł do niezrównanego Pelidy:

„Chybiłeś, do bogów podobny Achillu, a już ci się zdało,

żeć jest od Dzeusa wiadome nadejście dnia mojej zguby.

Wartki byłeś w języku i chytrze mnie chciałeś omamić,

bym się uląkł i zbył ochoty wojennej siły […]”.

Rzekł i cisnął z rozmachem swą dzidę, cień długi dającą,

i ugodził, nie chybiąc, w sam środek tarczy Achilla;

ale odbiła się od niej włócznia. Rozsierdził się Hektor […].

W głos Deifoba o białym puklerzu14 jął teraz przyzywać,

o wielką włócznię wołając; lecz brata nie było w pobliżu.

Wtedy Hektor zrozumiał w swej duszy wszystko i rzecze:

„Biada mi, snadź15 już naprawdę na śmierć mnie bogowie wzywają!

Oto myślałem, że cny Deifobos bohater jest przy mnie,

ale on jest na wałach, a mnie oszukała Atene.

Tak więc śmierć już nadchodzi, już blisko jest, nie masz zaś przed nią

ucieczki. O, podobało się widać to z dawna Dzeusowi

i Dzeusowemu synowi Zdalekacelnemu, choć przedtem

łaską mnie swą osłaniali. A teraz mnie los już dosięga.

Niech mi wszelako nie przyjdzie tu polec bez walki, bez sławy,

niechaj siła16 dokażę, by o tym wiedzieli potomni”.

Te powiedziawszy słowa i miecza dobywszy ostrego,

co mu zwisał u boku, ogromny i mocy potężnej,

zebrał się w sobie i runął na wroga, jak orzeł, co z wyżyn

spada podniebnych na ziemię, przez zwały chmur lecąc mrocznych,

by jagnię słabiutkie pochwycić lub kicającego szaraka;

tak właśnie Hektor się rzucił – i ostrym mieczem potrząsał.

Skoczył Achilles, a serce wściekłością nabrzmiało mu dziką,

z przodu osłonił swą pierś puklerzem świetnym, kunsztownym,

na błyszczącym zaś szłomie17 o czterech kabłąkach złociste

kity piękne a gęste się chwiały, co bóg je Hefajstos

wprawił w szyszak Achillów, by czubem go sutym ozdobić.

Jako gwiazda wieczorna, co wschodzi, gdy zmierzchy przednocne

niebo omroczą; a ona najpiękniej błyszczy wśród wszystkich,

taki blask bił od grotu ostrego włóczni Achilla,

którą potrząsał w prawicy, w Hektora mierząc boskiego

i bacząc, gdzie jego piękne najłacniej ugodzić by ciało.

Było ono w całości spiżową zbroją okryte,

którą z chrobrego Patrokla zdarł Hektor, gdy zgładził go w boju;

gdzie obojczyki wszelako spajają szyję z barkami,

ciało widniało, a śmierć bywa właśnie najszybsza u gardła.

Tam oto boski Achilles pchnął dzidą Hektora, gdy ten nań

natarł gwałtownie – i grot przeszył wdzięczną szyję na wylot;

…a Patroklos w błyszczące odział się spiże.

Najpierw piękne nałożył na nogi nagolennice,

spięte w kostkach srebrnymi sprzączkami, a zasię z kolei

piersi okrył pancerzem chyżego wnuka Ajaka,

kutym misternie i błyski siejącym na gwiazd podobieństwo.

Szyszak tęgo kowany na głowę włożył mocarną,

z grzebieniem z końskiego włosia; a czub się chwiał na nim groźnie.

Ujął też w rękę dwie włócznie, co jakby przyrosły do dłoni…

(Pieśń XVI, przełożył Ignacy Wieniewski)

30 S t a r o ż y t n o ś ć . G r e c j a i R z y m

włócznia jednak z jesionu o ciężkim ostrzu spiżowym

nie przecięła tchawicy i głosu nie stracił bohater.

Padł w kurzawę, a boski Achilles jął chełpić się z pychą:

„Snadź ci się zdało, Hektorze, gdyś zbroję zdzierał z Patrokla,

że ci to ujdzie bezkarnie, a o mnieś, głupcze, zapomniał,

którym odeń daleko, u wklęsłych okrętów, pozostał,

jego towarzysz i druh, o wiele przedniejszy od niego.

Jam cię poraził śmiertelnie! I teraz twe zwłoki rozwłóczą

w hańbie sępy i psy, a tamtego pogrzebią Achaje”.

Głosem gasnącym odrzecze mu Hektor w lśniącym szyszaku:

„Błagam ciebie na życie twe własne i twoich rodziców,

byś mnie psom na pożarcie nie rzucił u statków achajskich!

Lecz za me ciało przyjm okup sowity w spiżu i złocie,

który ci w darze mój ojciec i pani matka przyniosą.

Trupa mego im wydaj, niech go do Troi zabiorą,

by go na stosie spalili Trojanie i żony ich godnie”.

Patrząc na niego spode łba odpowie rączy Achilles:

„Ty mnie, psie, na rodziców nie błagaj, u kolan nie skomlej!

Bodajbym mógł w mej wściekłości poszarpać na sztuki i pożreć

na surowo twe ciało za wszystko, coś mi wyrządził!

[…]


choćby król Priam, Dardanów syn, mi w darze wyznaczył

tyle złota, co ważysz ty sam: nawet wtedy czcigodna

macierz, co cię zrodziła, na marach18 nie złoży cię ani

nie opłacze lamentem, lecz psy i sępy cię pożrą”.

Na to, konając, odrzecze mu Hektor w lśniącym szyszaku:

„Znam cię zaiste zbyt dobrze i czułem, że nie dasz się nigdy

skłonić, albowiem w twej piersi tkwi kawał żelaza miast serca.

Ale bacz, by z mej krzywdy gniew bogów na ciebie nie powstał

w owym dniu, kiedy Parys i Fojbos Apollon cię zgładzą

pod Skajskimi wrotami19, choć przedni z ciebie wojownik”.

Skoro wyrzekł te słowa, mrok śmierci zasnuł mu oczy,

Dusza zaś z członków precz uleciała w głębie Hadesu,



Nad swą niedolą zawodząc i w żalu za męską młodością.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna