Teatr Polski we Wrocławiu dyrektor naczelny i artystyczny Krzysztof Mieszkowski



Pobieranie 82.55 Kb.
Data05.05.2016
Rozmiar82.55 Kb.
Teatr Polski we Wrocławiu

dyrektor naczelny i artystyczny – Krzysztof Mieszkowski

kierownik literacki – Piotr Rudzki

dramaturg – Marzena Sadocha

Paweł Demirski

Courtney Love

reżyseria i światła – Monika Strzępka

scenografia i kostiumy – Michał Korchowiec

muzyka – Jan Suświłło

choreografia – Rafał Urbacki

przygotowanie wokalne – Magdalena Śniadecka-Skrzypek

przygotowanie instrumentalne – Rafał Matuszak

obsada:


Courtney Love; Dziewczyna Axla Rose – Katarzyna Strączek

Mąż Rodziny Dobrych; Szef Wytwórni; Bill Clinton – Adam Cywka

Axl Rose; Wychowawca Kolonijny; Aktor Prezydent – Mariusz Kiljan

Krist Novoselic; Działacz Demokratyczny; Hipis z Mazur – Andrzej Kłak

Everett True; Pan Darek – Igor Kujawski

Żona Rodziny Dobrych; Tracy; Dziewczyna z Kolonii Letnich – Agnieszka Kwietniewska

Dave Grohl; Kevin Arnold – Michał Majnicz

Henry Rollins; Kolega Pei; Chad Channing – Michał Mrozek

Frances Bean Cobain; Jonathan Poneman – Michał Opaliński

Kurt Cobain; Stary Kurt Cobain; Nastolatek z Mazur – Marcin Pempuś

asystent reżysera – Iwona Kaszkowiak

koordynator projektu – Ewa Siwek

inspicjent i sufler – Iwona Rólczyńska

charakteryzacja – Mateusz Stępniak, Marianna Bartnicka

garderobiane – Danuta Bartyna, Grażyna Marcinkiewicz, Lucyna Domańska

montażyści – Adam Buraczek, Paweł Stanaszek, Grzegorz Sznajder, Łukasz Szyszka

rekwizytor – Jacek Szpinko

realizacja światła – Marek Stupka, Dariusz Bartołd, Marek Matysiak, Kazimierz Blacharski

realizacja dźwięku – Maciej Kabata, Rafał Dudek, Tomasz Zaborski

prapremiera światowa na Scenie na Świebodzkim 30 grudnia 2012


licencjodawcy – Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, Warszawa, i Teatr Polski we Wrocławiu
570. premiera Teatru Polskiego we Wrocławiu
www.teatrpolski.wroc.pl

www.tpl.wroc.pl



MONIKA STRZĘPKA
Reżyserka. Studiowała na Wydziale Reżyserii Akademii Teatralnej w Warszawie. Debiutowała Polaroidami Marka Ravenhilla na Scenie Polskiej Těšínskégo divadla w Czeskim Cieszynie (2004). Kolejne jej przedstawienia to: Z twarzą przy ścianie Anny Bednarskiej w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (2004), Szeks Show wg Williama Shakespeare’a w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku (2005), Honor samuraja Adama Rappa w Teatrze Jeleniogórskim im. C. Norwida (2006) i Prezydentki Wernera Schwaba na Scenie Otwartej Těšínskégo divadla w Czeskim Cieszynie (2006; nagroda, VI Festiwal Teatrów Moraw i Śląska w Cieszynie, 2006). Od roku 2006 tworzy duet realizatorski wraz z Pawłem Demirskim i reżyseruje jego dramaty. Kolejno były to: Dziady. Ekshumacja w Teatrze Polskim we Wrocławiu (2007), bulwarówka polityczna Był sobie POLAK POLAK POLAK i diabeł czyli w heroicznych walkach narodu polskiego wszystkie sztachety zostały zużyte w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu (2007; nagroda za najbardziej wyrazistą wypowiedź na temat współczesnej Polski, VI Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2007; nagroda „za groteskowe i dotkliwie prawdziwe odbicie naszej rzeczywistości”, XI Ogólnopolski Festiwal Komedii Talia w Tarnowie, 2007; I nagroda w plebiscycie publiczności, XXXVI Jeleniogórskie Spotkania Teatralne, 2007; nagroda marszałka województwa dolnośląskiego dla najlepszego przedstawienia w teatrach Dolnego Śląska w 2007 roku, 2008), Śmierć podatnika, czyli demokracja musi odejść, bo jak nie, to wycofuję moje oszczędności w Teatrze Polskim we Wrocławiu (2007), Diamenty to węgiel który wziął się do roboty. After Czechow: Wujaszek Wania w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu (2008), Opera gospodarcza dla ładnych pań i zamożnych panów w Teatrze im. J. Kochanowskiego w Opolu (2008), Sztuka dla dziecka w Teatrze Jeleniogórskim im. C. Norwida – Scenie Dramatycznej (2009), Niech żyje wojna!!! w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu (2009; nagroda marszałka województwa zachodniopomorskiego „za twórczą odwagę zaatakowania mitu”, XLV Przegląd Teatrów Małych Form Kontrapunkt w Szczecinie, 2010; nagroda główna i nagroda dziennikarzy, V Międzynarodowy Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni, 2010), Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu (2010; nagroda za reżyserię, IX Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2010; nagroda za reżyserię, X Ogólnopolski Festiwal Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu, 2010; Grand Prix, III Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie, 2010; nagroda dla twórców i realizatorów spektaklu oraz nagroda za najlepszą reżyserię, XVII Ogólnopolski Konkurs na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, 2011), Tęczowa Trybuna 2012 w Teatrze Polskim we Wrocławiu (2011; nagroda za najlepszą reżyserię, XVII Ogólnopolski Konkurs na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, 2011; Grand Prix, nagroda w plebiscycie młodych w kategorii Spektakl, X Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2011; nominacja do Wrocławskiej Nagrody Teatralnej, 2011; nagroda za najlepsze przedstawienie, IV Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie, 2011; nagroda marszałka województwa dolnośląskiego za najciekawsze wydarzenie w teatrach Dolnego Śląska w 2011 roku, 2012; nominacja do Gwarancji Kultury za rok 2011 w kategorii Teatr, dorocznych nagród TVP Kultura, 2012), rewia położnicza Położnice szpitala św. Zofii w Teatrze Rozrywki w Chorzowie (2011; dwa mieszki od jurorów, nagroda publiczności, XIV Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje w Katowicach, 2012; nagroda za „oryginalne wykorzystanie formy musicalowej dla przekazania ważnych społecznie treści”, XI Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2012), W imię Jakuba S. w Teatrze Dramatycznym m.st. Warszawy im. G. Holoubka i Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie-Nowej Hucie (2011; nominacja do Gwarancji Kultury za rok 2011 w kategorii Teatr, dorocznych nagród TVP Kultura, 2012; Nagroda Główna, VII Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni, 2012), O dobru w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu (2012), Firma w Teatrze Nowym im. T. Łomnickiego w Poznaniu (2012) oraz Courtney Love w Teatrze Polskim we Wrocławiu (2012). Od października 2010 roku razem z Demirskim pisze felietony na stronę internetową „Krytyki Politycznej” (ukazywały się do marca 2011 – ich publikacja została tymczasowo przerwana). W styczniu 2011 oboje otrzymali Paszporty „Polityki” za rok 2010 w kategorii Teatr „za konsekwentnie rozwijany projekt teatru krytycznego; za odwagę mówienia więcej i ostrzej, niż chcielibyśmy usłyszeć; za żywiołową teatralność łamiącą bariery «dobrego smaku» na rzecz «dobrego myślenia»”, a w lutym 2012 Wdechę 2011, nagrodę „Gazety Co Jest Grane”, w kategorii Wydarzenie roku – Strzępka i Demirski w Warszawie. Pod koniec 2011 roku ukazał się monograficzny numer „Notatnika Teatralnego” (nr 64–65) poświęcony duetowi Strzępka-Demirski – tamże szczegółowa kronika twórczości Moniki Strzępki. W grudniu 2012 roku w komunie// warszawa odbyło się przedstawienie z cyklu RE//MIX według koncepcji duetu Strzępka-Demirski Dario Fo przesłał instrukcje. Wydawnictwo „Krytyki Politycznej” zapowiada wywiad-rzekę Witolda Mrozka z Moniką Strzępką.


PAWEŁ DEMIRSKI
Dramatopisarz i dramaturg. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Wrocławskim. Latem 2003 roku uczestniczył w programie International Residency. Podczas londyńskiego stypendium w Royal Court Theatre brał udział w zajęciach Martina Crimpa, Harolda Pintera, Petera Gilla i Davida Hare’a. Jego scenariusz zdobył nagrodę w konkursie warszawskiego Teatru Rozmaitości Car Project. W latach 2003–2006 był kierownikiem literackim Teatru Wybrzeże w Gdańsku, gdzie od roku 2004 rozpoczął realizację projektu artystyczno-społecznego pod hasłem Szybki Teatr Miejski – cyklu opartych na materiałach dokumentalnych, nagraniach rozmów i prywatnych zapiskach przedstawień w niekonwencjonalnych z reguły przestrzeniach. Jest autorem dramatów: Nieprzytomnie (czytania w Teatrze Polskim w Poznaniu i w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, prapremiera w marcu 2007 roku w Lubuskim Teatrze im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze, reż. Piotr Waligórski), Skurwysyny, wBOGAMGNIENIU (czytanie w Teatrze Polskim w Poznaniu w cyklu Nowa dramaturgia europejska), From Poland with Love (czytania w TR Warszawa i w Berlinie, realizacje w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku w reż. Michała Zadary, 2005, i w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie-Nowej Hucie w reż. P. Waligórskiego, 2006; pierwodruk: Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski w wyborze Romana Pawłowskiego, Kraków 2006), Wałęsa. Historia wesoła, a ogromnie przez to smutna (Teatr Wybrzeże w Gdańsku, reż. M. Zadara, 2005; pokazywany w 2006 roku na festiwalu Polski Express w Berlinie i na przeglądzie „Nowe sztuki z Europy” w Wiesbaden; pierwodruk: Kraków 2005; czytanie w Teatrze Polskim we Wrocławiu), Kiedy przyjdą podpalić dom, to się nie zdziw (Teatr Wybrzeże w Gdańsku, reż. Romuald Wicza-Pokojski, STM, 2006; pierwodruk: „Krytyka Polityczna” 2007 nr 11–12; czytania w Jekaterynburgu i w teatrze Szkoła Sztuki Dramatycznej w Moskwie), Dziady. Ekshumacja wg Dziadów Adama Mickiewicza (Teatr Polski we Wrocławiu, reż. Monika Strzępka, 2007; pierwodruk: program spektaklu; czytanie w Teatrze Współczesnym w Szczecinie), bulwarówka polityczna Był sobie POLAK POLAK POLAK i diabeł czyli w heroicznych walkach narodu polskiego wszystkie sztachety zostały zużyte (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, reż. M. Strzępka, 2007; nagroda za najlepszy tekst premierowy, VI Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2007; nagroda marszałka województwa dolnośląskiego dla najlepszego przedstawienia w teatrach Dolnego Śląska w 2007 roku, 2008), Śmierć podatnika, czyli demokracja musi odejść, bo jak nie, to wycofuję moje oszczędności (Teatr Polski we Wrocławiu, reż. M. Strzępka, 2007; pierwodruk: Warszawa 2007 [program spektaklu]; czytanie w Madrycie), Diamenty to węgiel który wziął się do roboty. After Czechow: Wujaszek Wania wg Wujaszka Wani Antona Czechowa (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, reż. M. Strzępka, 2008; Volksbühne am Rosa-Luxemburg-Platz w Berlinie, reż. W. Klemm, 2011; czytanie w Kijowie; pierwodruk: Warszawa 2011), Opera gospodarcza dla ładnych pań i zamożnych panów na podstawie Powieści za trzy grosze Bertolta Brechta (Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu, reż. M. Strzępka, 2008; pierwodruk: Warszawa 2011; czytanie w Zielonej Górze), 1 2 3 4 Baba Jaga patrzy (Teatr Wytwórnia w Warszawie, reż. BRUNO, 2008), Sztuka dla dziecka (Teatr Jeleniogórski im. C. Norwida – Scena Dramatyczna, reż. M. Strzępka, 2009; czytanie w Teatrze.doc w Moskwie), Niech żyje wojna!!!, inspirowanego powieścią Janusza Przymanowskiego Czterej pancerni i pies (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, reż. M. Strzępka, 2009; pierwodruk: „Notatnik Teatralny” 2010 nr 58–59 [wersja teatralna]; „Krytyka Polityczna” 2010 nr 22 [wersja autorska]; nagroda marszałka województwa zachodniopomorskiego „za twórczą odwagę zaatakowania mitu”, XLV Przegląd Teatrów Małych Form Kontrapunkt w Szczecinie, 2010; nagroda główna i nagroda dziennikarzy, V Międzynarodowy Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni, 2010), Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, reż. M. Strzępka, 2010; pierwodruk: Warszawa 2011; czytanie zorganizowane przez Fundację Teatru BOTO i Świetlicę „Krytyki Politycznej” w Trójmieście; Grand Prix, III Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie, 2010; nagroda dla twórców i realizatorów spektaklu, XVII Ogólnopolski Konkurs na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, 2011), Tęczowa Trybuna 2012 (Teatr Polski we Wrocławiu, reż. M. Strzępka, 2011; pierwodruk: program spektaklu; czytanie w Teatrze Studyjnym Arabesky w Charkowie; nagroda za najlepszy tekst, XVII Ogólnopolski Konkurs na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, 2011; Grand Prix, nagroda w plebiscycie młodych w kategorii Spektakl, X Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2011; nominacja do Wrocławskiej Nagrody Teatralnej, 2011; nagroda za najlepsze przedstawienie, IV Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie, 2011; nagroda marszałka województwa dolnośląskiego za najciekawsze wydarzenie w teatrach Dolnego Śląska w 2011 roku, 2012; nominacja do Gwarancji Kultury za rok 2011 w kategorii Teatr, dorocznych nagród TVP Kultura, 2012), rewia położnicza Położnice szpitala św. Zofii (Teatr Rozrywki w Chorzowie, reż. M. Strzępka, 2011; nagroda publiczności, XIV Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje w Katowicach, 2012; nagroda za „oryginalne wykorzystanie formy musicalowej dla przekazania ważnych społecznie treści”, XI Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2012), W imię Jakuba S. (Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy im. G. Holoubka i Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie-Nowej Hucie, reż. M. Strzępka, 2011; nominacja do Gwarancji Kultury za rok 2011 w kategorii Teatr, dorocznych nagród TVP Kultura, 2012; Nagroda Główna, VII Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni, 2012), O dobru (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, reż. M. Strzępka, 2012), Firma (Teatr Nowy im. T. Łomnickiego w Poznaniu, reż. M. Strzępka, 2012; pierwodruk: „Notatnik Teatralny” 2012–2013 nr 70–71) oraz Courtney Love (Teatr Polski we Wrocławiu, reż. M. Strzępka, 2012). Razem z Andrzejem Mańkowskim napisał Padnij! (Żony polskich żołnierzy w Iraku) (Teatr Wybrzeże w Gdańsku, reż. P. Waligórski, STM, 2004, i Teatr Telewizji, reż. Maciej Pieprzyca, 2005; czytanie w Berlinie). Wraz z Wojtkiem Klemmem opracował dramaturgicznie tekst przedstawienia Omyłka. Bolesław Prus feat. Maria Konopnicka wg nowel Mendel Gdański M. Konopnickiej i Omyłka B. Prusa (Teatr Powszechny im. Z. Hübnera w Warszawie, reż. W. Klemm, 2007). Wspólnie z M. Zadarą napisał Ifigenię. Nową tragedię (według wersji Racine’a) (Narodowy Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie, reż. M. Zadara, 2008; pierwodruk: Warszawa 2011; Grand Prix, VII Festiwal Prapremier w Bydgoszczy, 2008; Złamany Szlaban, XX Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Bez Granic” w Cieszynie, 2009) oraz Tykocin (koprodukcja Wrocławskiego Teatru Współczesnego, Teatru Narodowego Habima w Tel Awiwie i Instytutu Adama Mickiewicza, reż. M. Zadara, 2008 [druga część dyptyku Bat Yam – Tykocin]; pierwodruk: „Dialog” 2009 nr 5), a samodzielnie teksty o dzieciństwie w latach osiemdziesiątych dla potrzeb spektaklu M. Zadary Utopia będzie zaraz (Narodowy Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej, 2010). Był też autorem adaptacji wspomnień Anny Łojewskiej Pamiętnik z dekady bezdomności (Teatr Wybrzeże w Gdańsku, reż. R. Wicza-Pokojski, STM, 2005). Demonstracyjnie nie odebrał nagrody przyznanej w 2006 roku z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru przez marszałka województwa pomorskiego za Wałęsę. Zaprotestował w ten sposób przeciwko odwołaniu Macieja Nowaka z funkcji dyrektora Teatru Wybrzeże. W sezonie 2007/2008 dramaturg-rezydent w TR Warszawa. Kiedy przyjdą podpalić dom, to się nie zdziw wydrukowano w Rosji w Antologii nowej polskiej dramaturgii (Moskwa 2010), Tykocin znalazł się natomiast w wydanej w Rumunii Psychoterapolityce. Antologii współczesnego polskiego dramatu (Bukareszt 2011). W lutym 2011 roku nakładem wydawnictwa „Krytyki Politycznej” ukazał się zbiór dramatów Demirskiego Parafrazy, zawierający teksty: Dziady. Ekshumacja, Diamenty to węgiel który wziął się do roboty, Ifigenia. Nowa tragedia (według wersji Racine’a), Opera gospodarcza dla ładnych pań i zamożnych panów, Niech żyje wojna!!! oraz Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej. Od października 2010 roku razem z Moniką Strzępką pisze felietony na stronę internetową „Krytyki Politycznej” (ukazywały się do marca 2011 – ich publikacja została tymczasowo przerwana). W styczniu 2011 oboje otrzymali Paszporty „Polityki” za rok 2010 w kategorii Teatr „za konsekwentnie rozwijany projekt teatru krytycznego; za odwagę mówienia więcej i ostrzej, niż chcielibyśmy usłyszeć; za żywiołową teatralność łamiącą bariery «dobrego smaku» na rzecz «dobrego myślenia»”, a w lutym 2012 Wdechę 2011, nagrodę „Gazety Co Jest Grane”, w kategorii Wydarzenie roku – Strzępka i Demirski w Warszawie. W grudniu 2012 roku w komunie// warszawa odbyło się przedstawienie z cyklu RE//MIX według koncepcji duetu Strzępka-Demirski Dario Fo przesłał instrukcje, w którym zagrał tytułowego bohatera. Pod koniec 2011 roku ukazał się monograficzny numer „Notatnika Teatralnego” (nr 64–65) poświęcony duetowi Strzępka-Demirski.


WYBÓR RECENZJI
Nawet ci, którym muzyka Nirvany do tej pory była zupełnie obca lub co najmniej obojętna, powinni zobaczyć znakomity spektakl Courtney Love gorącego teatralnego duetu: Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego na Scenie na Świebodzkim.

Realizatorzy połączyli historię kariery Nirvany – grupy współzałożonej przez Kurta Cobaina, grającej grunge, z realiami rodzimego show-biznesu lat 90. ubiegłego stulecia.

Zrobili to spektakularnie, łącząc muzykę Nirvany oraz Hole – zespołu rockowego, której twórczynią była m.in. Courtney Love, z piosenkami znanymi chyba wszystkim polskim kolonistom spędzającym wakacje np. na Mazurach.

Uciechę mają najwyraźniej wszyscy: widzowie, bo oglądają coś dobrego i słuchają naprawdę niezłych wykonań „Nirvany po wrocławsku”, a także aktorzy – widać, że im wszystkim sprawiało wielką radość granie i śpiewanie evergreenów.

Tytułową Courtney Love kreuje świetnie (także muzycznie, bo jest bardzo dobrą wokalistką) Katarzyna Strączek w blond peruce, do złudzenia przypominająca rzeczywistą gwiazdę rocka. Jej Courtney z jednej strony jest opoką dla Cobaina (wyrazisty Marcin Pempuś), z drugiej, patrząc na nią, nie sposób nie uwierzyć, że – jak mówią – przyczyniła się do upadku Nirvany.

Zresztą, nie ma tu ról niepotrzebnych i niewartych dostrzeżenia. To bardzo zespołowy spektakl – koncert. Michał Opaliński jako Frances Bean Cobain – córka muzycznej pary – jest niesamowity, po prostu wstrząsający. Kiedy widzimy jego reakcje, oczywiste jest, że Courtney i Kurt zdecydowanie nie poradzili sobie jako rodzice.

Agnieszka Kwietniewska, która zagrała beznadziejnie plączącą się na obrzeżach życiorysów muzyków Tracy, w spektaklu występuje gościnnie, a jest świetnym nabytkiem dla Teatru Polskiego. Sprawdza się Andrzej Kłak jako gitarzysta Nirvany Krist Novoselic, komediowego rysu dodaje całości Michał Majnicz jako perkusista zespołu. „Perkusiści zawsze mają najgorzej”, a przecież Nirvana zmieniała ich jak rękawiczki. Podobną rolę pełni Mariusz Kiljan, grając na zmianę wokalistę Axla Rose’a, wychowawcę na mazurskich koloniach i aktora prezydenta. Jak kameleon zmienia się Adam Cywka, będący na zmianę: Billem Clintonem, szefem wytwórni i Mężem Rodziny Dobrych.

Dziejom Nirvany przygląda się (niekiedy z przymrużeniem oka) Everett True (Igor Kujawski), biograf zespołu.

Scena na Świebodzkim, zaaranżowana znakomicie przez scenografa Michała Korchowca, od pierwszych sekwencji przypomina pobojowisko. Także pobojowisko życiowe, bo wszyscy młodzi ludzie, na początku drogi chcący po prostu „robić muzykę”, a wciągnięci w tryby robienia wielkich karier i sukcesu za wszelką cenę (także banalizowania całego życia), przegrywają i żyją na obrzeżach własnych marzeń. Chcieli coś zmienić na muzycznej scenie, ale wygrała komercja.

Można by z historii Nirvany i Kurta Cobaina zrobić rwący dusze dramat, wyciskający łzy, z definicji raczej niestrawny. Tym bardziej cenne jest komediowe podejście twórców do całości. I tym jaskrawiej widać prawdziwe ludzkie dramaty, jak beznadziejna samotność Tracy, a także opuszczenie i strach dziecka, o które tak naprawdę nie dba nikt: ani nadwrażliwy ojciec, ani zaplątana w najróżniejsze ograniczenia, samolubna matka, mająca w centrum świata własne ego.

Małgorzata Matuszewska, Życie w iluzji muzyki grunge, „Polska – Gazeta Wrocławska”.

W swoim najnowszym spektaklu Monika Strzępka i Paweł Demirski wpuszczają na teatralną scenę energię rodem z rockowego koncertu. A jednocześnie opowiadają chyba najsmutniejszą historię w swojej karierze. Efekt jest hipnotyzujący. [...]

Podczas pracy nad spektaklem Monika Strzępka postawiła przed aktorami wrocławskiego Teatru Polskiego karkołomne zadania. Po pierwsze, wszyscy biorący udział w spektaklu artyści musieli dobrze śpiewać, grać na gitarach albo perkusji. Niektórzy – jak Marcin Pempuś, odtwórca roli Kurta Cobaina – mieli pierwszy raz do czynienia z grą na instrumencie, w co, oglądając spektakl, trudno uwierzyć. Na kilka miesięcy jedna z sal prób w Teatrze Polskim zamieniła się w szkołę muzyczną, a przygotowania w pierwszej fazie ograniczały się do szlifowania gitarowych chwytów.

Efekt, nie tylko instrumentalny, robi wrażenie – o ile jeszcze nie zdumiewa rewelacyjna forma wokalna Mariusza Kiljana, aktora znanego tak ze scen dramatycznych, jak i muzycznych, to już kolejne kreacje są kompletną niespodzianką.

Marcin Pempuś sprawdza się świetnie jako Cobain w Smells Like Teen Spirit, ale prawdziwego kopa dostajemy od Katarzyny Strączek, która jako Courtney śpiewa kilka kawałków zespołu Hole. I tylko Agnieszka Kwietniewska, wystylizowana na Amy Winehouse, jak z wałbrzyskiego O dobru, nie miała szansy tu zaśpiewać.

Ale ta muzyczna strona spektaklu to tylko jedna z poprzeczek, które musieli pokonać artyści. Kolejna to fakt, że większość z nich gra podwójne lub potrójne role. Michał Majnicz jest np. Kevinem Arnoldem z Cudownych lat, wyimaginowanym przyjacielem współczesnego polskiego czterdziestolatka, męża rodziny Dobrych (Adam Cywka), który przed żoną (Agnieszka Kwietniewska poza Amy Winehouse gra jeszcze dawną dziewczynę Cobaina, Tracy) chowa pod materacem zdjęcie Courtney Love. Majnicz jest też perkusistą Nirvany, z którym agent wielkiej wytwórni (znów Cywka) podpisuje umowę. Ale zamienia się też w namolnego fana Cobaina, podczas gdy Cywka na moment staje się Billem Clintonem. Michał Opaliński jest i pierwszym wydawcą Nirvany, i córką Cobaina i Love. Kiljan porywa publiczność jako kolonijny wychowawca punkowym wykonaniem Wróćmy na jeziora, później jest zblazowanym Axlem Rose, po raz tysięczny odbębniającym w Rybniku swoje Knockin’ on Heaven’s Door, żeby stać się na powrót owym wychowawcą, tym razem o dobre dwadzieścia parę lat starszym, stojącym w kolejce po bigos podczas Open’era.

Te metamorfozy odbywają się na naszych oczach, często bardzo subtelnie – bez potrzeby zmiany kostiumu lub tylko z lekką jego korektą. To wszystko – wraz z żonglerką przenoszącą nas z Seattle do Polski i z powrotem sprawia, że spektakl rozgrywa się w takim tempie, że cztery godziny mijają nie wiedzieć kiedy.

Tempo i towarzysząca mu energetyczna muzyczna bomba, co i rusz rozsadzająca scenę, stanowią silny kontrast z przekazem, jaki z niej płynie. A jest on gorzko-nostalgiczny. Znajdziemy tu i opowieść o fiasku próby zmiany muzycznego rynku w wykonaniu Nirvany, o gorzkim smaku sukcesu, o presji wielkich wytwórni, o męskim szowinizmie, który skazuje niepokorne kobiety na rolę tych najczarniejszych charakterów w popkulturowych bajkach. Jest w tym spektaklu też satyra na pokolenie dawnej publiczności punkowych koncertów, dzisiejszych dorobkiewiczów, którzy na wielkich muzycznych festiwalach, po kolana w błocie i z bigosem na plastikowej tacce, próbują znaleźć namiastkę dawnych przeżyć. Albo szukają ich podczas bezsennych nocy, opychając się słodyczami przy YouTube.pl, przegrzebywanym w poszukiwaniu muzycznych smaków młodości.

Dojmujący smutek Courtney wynika przede wszystkim z tego, że tym razem Monika Strzępka i Paweł Demirski kierują celownik swojej broni teatralnego rażenia nie na nadpsute struktury państwa, ale na pokolenie swoich rówieśników i siebie samych. Pokazując Cobaina i Love w pułapce własnego sukcesu, opowiadają o sobie. O sytuacji, w której pasja zamienia się w żmudną pracę, pod presją zleceniodawców. Jedno z kluczowych zdań wypowiada tu pan Darek (Igor Kujawski), portier w mazurskim domu kultury, mówiąc, że ma ten luksus, że swojej pracy nie musi lubić i dzięki temu może pasje realizować po godzinach, bez ryzyka, że zamienią się one w obowiązek.

Historię Nirvany Strzępka i Demirski traktują luźno, dopisują do niej apokryfy. Co by było, gdyby zespół dotrwał do 70-lecia swojego istnienia? A jeśli Cobain i Krist Novoselic (świetny Andrzej Kłak) ogłosiliby rebelię i siłą wdarli się do biur prezesów wielkich wytwórni? A gdyby po kolejnej wersji samobójstwa Cobaina, który w spektaklu strzela sobie w głowę trzykrotnie, znaleźli gdzieś azyl, w którym mogliby grać koncerty dla pięcioosobowej publiczności i sami sobie wydawać płyty z ręcznie rysowanymi okładkami? Ale tego splotu odkręcić nie sposób, nawet cofnięcie czasu niewiele by pomogło. Bo „nie ma takiego miejsca w czasie, z którego można by to zacząć od nowa” – jak mówi Katarzyna Strączek w zamykającym spektakl monologu.

Magda Piekarska, Courtney Love na scenie, „Gazeta Wyborcza – Wrocław.

Historia Cobaina, jego partnerki Love i Nirvany pokazana jest tu na tle narodzin przemysłów kreatywnych, które w krótkim czasie zmieniły zaniedbany stan Waszyngton w drugą Dolinę Krzemową. Ważną rolę w tej transformacji odegrała muzyka grunge, która na początku lat 90. wylansowała prowincjonalne Seattle. Jest w tym spektaklu genialna scena, kiedy do Kurta (Marcin Pempuś) przyjeżdża prezydent Bill Clinton (Adam Cywka). Poklepując rockmana po plecach, tłumaczy, że boom gospodarczy to także jego zasługa [...].

Demirski opowiadając o Cobainie opowiada w gruncie rzeczy o wielkiej zmianie, jaka następuje w muzyce popularnej na przełomie lat 80. i 90. Kiedy w 1989 roku Nirvana nagrywa pierwszą płytę, muzyka pop staje się nowocześnie zarządzanym przemysłem, który dzięki nowym kanałom dystrybucji, przede wszystkim MTV, obejmuje cały glob. Muzyka jest jednym z wielu produktów tego przemysłu, obok realizowanych z hollywoodzkim rozmachem teledysków, kolekcji mody czy gadżetów. Zbuntowanego muzyka, który ćpa, niszczy na scenie gitary i w ogóle się źle prowadzi, wypiera artysta nowej generacji, o którego dba armia specjalistów od wizerunku i marketingu. Jego muzyka ma odpowiadać na oczekiwania klasy średniej, którą w spektaklu uosabia plączący się po scenie klon Kevina Arnolda (Michał Majnicz), bohatera popularnego w latach 90. serialu Cudowne lata. Nie ma tu miejsca na bunt, na eksperyment, jest ciężka praca na sześciocyfrowe honoraria.

Symbolem tego nowego popu, skrojonego pod potrzeby rynku i publiczności z bogatych przedmieść, jest w przedstawieniu Axl Rose (Mariusz Kiljan), lider konkurencyjnego zespołu z LA Guns N’ Roses, którego Cobain szczerze nie znosił. Kiljan w tej roli gra chałturnika, który zrobi wszystko, aby przypodobać się publiczności. Chcecie November Rain? – proszę bardzo. Knockin’ on Heaven’s Door? Nie ma sprawy. Kiedy na festiwalu w Reading Kurt zwleka z wyjściem na scenę, bo uważa, że publiczność nie przyszła słuchać muzyki, tylko skakać, Axl deklaruje: „Ja mogę zagrać / ja zawsze mogę zagrać”. [...]

Demirski i Strzępka pokazują paradoks: z jednej strony muzyka alternatywna staje się dla chłopców z Aberdeen trampoliną do społecznego awansu, z drugiej – pułapką, bo żeby sprostać oczekiwaniom rosnącego rynku, trzeba nagrać trzecią, czwartą, dziesiątą płytę, każdą lepszą od poprzedniej. Mówi o tym Courtney (Katarzyna Strączek) do Kurta: „najpierw kupujesz książki jak zostać sukcesem rocka / a potem się dziwisz że trzeba pracować i nagrać nową lepszą jeszcze lepszą płytę”. To właśnie bezwzględna eksploatacja talentu przyczyniła się do śmierci lidera Nirvany, na równi z heroiną i depresją – sugerują twórcy. Wiedzieliśmy, że bunt w rynkowej rzeczywistości staje się towarem, nowatorstwo polega tu na pokazaniu destrukcyjnego wpływu komercjalizacji na psychikę muzyka i jego relacje z otoczeniem.

Demirski podkreśla jeszcze ten motyw, snując alternatywne wersje historii Nirvany. W jednej zespół obchodzi 70-lecie istnienia, Kurt z wyciętym żołądkiem rzępoli na gitarze, Courtney przyssana do maski tlenowej nie jest w stanie nic zaśpiewać, grają Smells Like Teen Spirit, kawałek, który w tym kontekście brzmi absurdalnie. I druga wersja: wycofują się z show businessu, mieszkają wspólnie, nagrywają płyty w 50 egzemplarzach, grają koncerty dla siedmiu osób i są szczęśliwi. Obie wizje są równie niewiarygodne – z tej pułapki nie ma wyjścia.

To przedstawienie jest ważne także dlatego, że chyba pierwszy raz udało Demirskiemu i Strzępce wyjść poza swoje podwórko i wpisać polskie problemy w kontekst światowych procesów. Taką próbą była już Sztuka dla dziecka, przewrotna opowieść o polityce historycznej, rozgrywająca się na tle alternatywnej historii Europy, ale przedstawienie z Jeleniej Góry zostało szybko zdjęte z afisza po zmianie dyrekcji i niewielu widzów mogło je zobaczyć. W Courtney Love historia Nirvany i komercjalizacji sceny muzycznej nakłada się na historię polskiej transformacji.

Plan amerykański i polski cały czas się mieszają: muzycy Nirvany są zarazem chłopakami z Pisza na Mazurach, którzy w miejscowym domu kultury zakładają zespół punkowy i starają się o wyjazd do Jarocina.

To porównanie to strzał w dziesiątkę: Pisz to takie polskie Aberdeen, gdzie narodziła się Nirvana, małe miasto z dużym bezrobociem. Dla chłopaków z Pisza, podobnie jak dla muzyków Nirvany, muzyka jest przestrzenią buntu, a zarazem szansą na ucieczkę z prowincji („Mazury, Mazury, bieda i dziury” – śpiewają w jednym z kawałków). Ale Jarocin to już nie jest ten sam festiwal, co w latach 80., bunt zastąpiła komercja i ich zgłoszenie zostaje odrzucone. Sytuację uświadamia im z całą brutalnością Wychowawca (Mariusz Kiljan): „co wam się nie podobają reklamy marlboro za sceną dla punkowców? / to jest właśnie wolny rynek że jest sponsor jest zespół / i tylko najlepsi mogą grać a nie jakieś obesrańce z dziur drewnem zabitym”.

Na polskiej prowincji lat 90. działają identyczne mechanizmy, jak na wielkiej muzycznej scenie: tu również komercja zabija autentyczny głos i miele ludzkie życiorysy. Zamiast do Jarocina, niegdysiejsi punkowcy trafiają do korporacji i zostają polskimi Kevinami Arnoldami, nową klasą średnią, zajętą swoimi aspiracjami. Tylko czasem głęboką nocą oglądają na YouTube teledyski swoich idoli z młodości. Raz w roku jadą na Open’er przeżyć jeszcze raz muzyczną ekscytację, ale zamiast szaleć, błądzą we mgle, bo festiwal jest tak wielki, że nikt nie jest w stanie go ogarnąć. I nie wiadomo, czy to oni zdradzili swoje ideały, czy też to muzyka ich zdradziła. [...]

Klęska Nirvany jest zarazem klęską buntu w ogóle. W pewnym momencie Kurt mówi, że skoro nie była możliwa zmiana muzycznego rynku przez najlepszy koncertowy zespół na świecie, to znaczy, że żadna zmiana nie jest możliwa. I chyba ma w tym wiele racji.

Roman Pawłowski, Zdradzone pokolenie Nirvany, „Krytyka Polityczna” online.



Courtney Love Strzępki i Demirskiego o Nirvanie to ich pierwszy spektakl podszyty zmęczeniem sławą. [...]

W spektaklu Polskiego we Wrocławiu dużo jest mocnego grania na żywo oraz biografii Nirvany, ale to tylko hasła wywoławcze. Znamienne, że nie słyszymy największego hitu Smells Like Teen Spirit. W pierwszym, zresztą przydługim akcie, nie ma też tylu groteskowych fraz Demirskiego jak w poprzednich spektaklach. Tak jakby duet był rozgoryczony i dawał do zrozumienia, że nie będzie zabawnie i przebojowo jak kiedyś.

Ich Cobaina (Marcin Pempuś) zwala z nóg depresja. Poleguje w barłogu garażowej scenografii, przykrytej dachem plenerowej estrady. Chowa się przed nami pod kołdrę. Jest zmęczony dokładnie tak jak Strzępka i Demirski. [...]

Najlepsza jest scena, gdy Cobain, Love, Axl Rose i Amy Winehouse zrywają kontrakty i wracają do rodzinnych stron. Leniuchują i marzą o tym, by znowu żyć bezkompromisowo: zdemolować biura żerujących na nich korporacji.

Ale idylliczną scenę z muzykami Nirvany w jedwabnych halkach, tulących się czule jak dziewczyny, Strzępka wyreżyserowała jak farsę. Cobain żądał przecież, by dzielić się tantiemami „nie po równo”. 
Z utopijnego myślenia o wspólnocie budzi nas Courtney. Mówi: nie ma miejsca i czasu, do którego moglibyśmy wrócić, by być razem. Trzeba być wiernym marzeniom, ale iść do przodu. 36-letnia Katarzyna Strączek, od 2001 r. związana z Polskim, mocno zagrała Love. Śpiewa jak ona. I chce być tak twarda jak Strzępka.

Demirski rozwinął formułę budowania wielokrotnie złożonych, komentujących się wzajemnie postaci. Aktorzy grają jednocześnie Nirvanę i polski zespół z Mazur. Adam Cywka jest producentem i Billem Clintonem, który gratuluje Cobainowi rozkręcenia amerykańskiej gospodarki. Zachęca do harówy. I kpi, bo politycy ukradli gwiazdom show. Stali się największymi celebrytami. Za to muzyków ogarnia polityczny konformizm. Krist Novoselic (Andrzej Kłak) został Działaczem Demokratycznym. Na stronie wyznaje, że jeśli tak wielki zespół jak Nirvana nie zmienił zasad fonografii, to mówienie o demokracji jest propagandą. Trzeba zarobić na farmę z palmą.

Nas najbardziej powinna przerażać klęska zespołu z Mazur. Czuł się wielki jak Nirvana, marzył o Jarocinie. 
A gdy tam przyjechał, zamiast festiwalu buntowników, zastał imprezę kupioną przez koncern tytoniowy. Rock był poligonem doświadczalnym wschodnioeuropejskiego kapitalizmu, który nie dba o wartości, ludzki i krajowy kapitał. Ironiczne są sceny z Open’era, gdzie marzenia o gwiazdach z Zachodu zamieniają się w koszmar nadmiaru, kolejki po bigos i... do toalety.

Może i szkoda, że Courtney nie przypomina Tęczowej Trybuny 2012 i W imię Jakuba S. Ale czy czekając na hit w dawnym stylu, nie jesteśmy jak rekiny fonografii, didżeje z komercyjnego radia i inżynier Mamoń? Artystów zawsze zabija odcinanie kuponów. Dlatego weźmy sobie do serca szyderczą sekwencję z Cobainem celebrującym 70-lecie Nirvany i otwórzmy się na nowe. Może popłyniemy dalej.

Jacek Cieślak, Inżynier Mamoń byłby zawiedziony, „Rzeczpospolita”.

Strzępka uszanowała świętość – na scenie Teatru Polskiego prapremierowej nocy, 30 grudnia 2012 roku, nie usłyszeliśmy Smells like teen spirit, chociaż napięcie kilkakrotnie sięgało zenitu – wydawało się, że teraz już na pewno „wrocławska Nirvana” zagra największy hit. Nie robi tego. To najbardziej oczywista poetyka braku – to, co nie rozbrzmiało, każe zwrócić uwagę na to, co zabrzmiało kilkakrotnie. Mowa oczywiście o piosenkach grupy Hole, której wokalistką była tytułowa Courtney Love – Katarzyna Strączek wykonuje jej piosenki, jedną za drugą, każdą coraz lepiej. Poza fantastyczną muzyką na żywo nie brakuje też świetnego aktorstwa, mocnego przesłania i doskonałej reżyserii.

Scena na Świebodzkim staje się salą prób Nirvany, mazurskim campingiem, gdzie wakacje spędzają młodzi chłopcy, a także mieszkaniem fanów Courtney i Kurta. Scenografia jest osadzona w realiach ubogiej społeczności – wiele tu brudnej pościeli, starych łóżek i puszek po piwie. Jest też kojec, w którym córka Cobaina i Love (w tej roli arcyzabawny Opaliński) będzie wołać z utęsknieniem swojego taty. W stronę widzów powoli przesuwa się gęsta mgła, która będzie przypominać klimat wielkich festiwali muzycznych – klimat, który według Strzępki i Demirskiego zepsuły niekończące się kolejki po bigos i alkohol. To już nie to samo, co kiedyś. Wszystko na rynku muzycznym zmieniło się na gorsze, o czym będą nieustannie przypominać twórcy i bohaterowie Courtney Love.

Smells like teen spirit nikt nie gra tej nocy, bo to przecież miał być spektakl o Courtney Love, nie o Kurcie Cobainie. Tak, jak życie Courtney i jej kariera muzyczna zdawały się niknąć w tle za liderem Nirvany – tak Strzępka i Demirski dla antytezy zbudowali historię, w której bohaterką staję się jednak Love. To opowieść o dramacie kobiety nieustannie wyrzucanej na margines, żyjącej w cieniu męża, bez szans na obronę. Ale także o wielkich przemianach na rynku muzycznym – istnienie Nirvany przypada bowiem w Stanach Zjednoczonych na lata rosnącego w siłę kapitalizmu, twórcy opowiadając o tej słynnej grupie, opowiadają też o rewolucji, jaka wraz z nią nadeszła. O wydarzeniach z przełomu lat 80. i 90. w Ameryce oraz tych, które miały miejsce w Polsce, bo opowieść o muzykach z Nirvany przeplata się na scenie z historią młodych chłopaków z Mazur, marzących o wielkiej karierze i koncercie w Jarocinie. Kurta Cobaina, Krista Novoselica i Davida Grohla grają ci sami aktorzy, którzy wcielają się w role polskich przyszłych punkowców. Z kolei ich kolonijnym wychowawcą, wieczorami przy ognisku przygrywającym na gitarze, jest Mariusz Kiljan – także Axl Rose, wokalista Guns N’ Roses, który na tle chłopaków z Nirvany wypada śmiesznie, jako powoli odchodzący już w niepamięć, nieustannie podkreślający, że może zagrać koncert wszędzie i za cokolwiek. Jakże kontrastuje to z postawą Kurta, który buntuje się wobec wszystkiego, krzyczących spod sceny fanów uważa za niegodnych słuchania jego muzyki, a w chwilach najgłębszej depresji zakrywa się kołdrą i idzie spać. To ostatnie zdecydowanie najczęściej.

Katarzyna Strączek jest drapieżną, mocną, ale wewnątrz melancholijną Courtney – w tej roli niezastąpioną. Zmienia się tak bardzo, że trudno byłoby ją poznać, nie znając wcześniej obsady. Ukazana jest jako zakochana kobieta, która poświęca się Cobainowi, ale też nierzadko wymierza mu solidnego kopa, próbując leczyć jego mizantropię. Marcin Pempuś także spełnia się jako Kurt – biję się w pierś, bo nie dawałam Pempusiowu szans na tę rolę, może też dlatego, że to jego pierwsza tak duża kreacja w Polskim. Mariusz Kiljan w roli zdesperowanego wokalisty Guns N’ Roses jest niezgorszy – przechodzi sceniczną metamorfozę, bawi i budzi współczucie, domagając się powrotu swojej sławy.

Spektakl jest energetyczny, bardzo żywiołowy, inscenizacyjnie wybucha co i raz, ale jego przesłanie jest bardzo smutne i ostatecznie zamykające temat przegranych marzeń. Nie daje nadziei, ale też nie rozwiewa tej, która została. Trzeba przyznać, że aktorzy Teatru Polskiego grają i śpiewają całkiem nieźle. Na kilka miesięcy przed premierą przygotowywali się do występów, ucząc się gry na perkusji czy gitarach. Tego, że Pempuś nigdy wcześniej nie miał do czynienia z instrumentami, nie widać w ogóle.

Demirski stworzył tekst nietuzinkowy, choć tym razem dużo bardziej zachwyca jego strona dramatyczna, niż komediowa. Oczywiście nie stroni od gagów i niewybrednych dowcipów, ale one nabierają koloru dopiero w ustach wrocławskich aktorów – szczególnie przezabawnego w Courtney Love Michała Majnicza. Język jest pospolity, zdania często nieskładne, nielogicznie zbudowane pod względem gramatyki. Nierzadko w jednej wypowiedzi padają sprzeczne tezy. Taki bezładny, chaotyczny język to wizytówka brudnego świata Courntey i Kurta. Oni, podobnie jak pozostali bohaterowie, w większości przypadków nie radzą sobie z codziennością, zapijając te problemy, których nie potrafią rozwiązać. Nie będzie jednak przesadą spostrzeżenie, że to Courtney jest najsilniejszą osobowością w całym świecie Nirvany – podejmuje decyzje, próbuje walczyć o siebie i nawet jeśli jej się nie udaje, przyjmuje niepowodzenia z dumą. Zupełnie przeciwnie niż Kurt, który jest nieznośnym neurotykiem. Nieustannie narzeka, opowiada o beznadziei świata i bezsensie jego zespołu. Chociaż chce razem z Nirvaną zmienić branżę muzyczną, to jedynym, co zmienia, jest jego własne zdanie, właściwie na każdym kroku. W końcu jednak udaje mu się wielka rewolucja, chociaż sam nie zauważa decydującego momentu. Krytyk muzyczny ustami Igora Kujawskiego ogłasza, że po Nirvanie muzyka się skończyła.

Kurt się wypalił. Courtney bezskutecznie próbowała mu wytłumaczyć, że po pierwszej świetnej płycie powinna wyjść druga fantastyczna i trzecia absolutnie genialna. Przestraszył się i wycofał. Wielki talent i ideologiczny sposób myślenia doprowadziły go do ostateczności, nie udźwignął ciężaru, jaki sam na siebie zarzucił. Za to według opinii publicznej to Courtney jest winna całemu złu. Na jednym z dużych koncertów pada ofiarą psychofana Cobaina, który nie tylko obrzuca ją inwektywami, ale też sugeruje, że nikt tak nie rozumie Kurta jak on. Ona z kolei niewiele mówi o tym, jak się czuje. Tylko śpiewa. Mocne, smutne piosenki, wylewając z siebie cały żal. Ani przez chwilę nie wierzy, że mogłaby dorównać talentowi i sławie Cobaina.

Twórcy spektaklu rozważyli możliwe ścieżki kariery Nirvany, pozornie bardziej optymistyczne, bo w wariancie z Kurtem, który nie popełnia samobójstwa. Jedna z nich to ta, gdzie zbuntowani członkowie grupy sieją spustoszenie w największych wytwórniach muzycznych, oczekując poprawy swojego scenicznego stanu, a potem świętują siedemdziesięciolecie pracy. Tyle że nie mogą poruszać się bez balkoników i respiratorów. Czy to według Strzępki i Demirskiego byłby happy end? Chyba nie, bo któż chce pamiętać Cobaina jako trzęsącego się i pochylonego nad grobem, wiecznie próbującego przypomnieć sobie, co ma zaśpiewać? Inna, najzabawniejsza, choć najdalsza od realistycznej wersja wydarzeń to ta, gdy wszyscy muzycy, dotąd zbuntowani, postanawiają porzucić branżę muzyczną i wyjeżdżają na wieś. Kurt, Amy Winehouse, Courtney Love i Axl Rose opiekają wspólnie tosty, smarują je ketchupem i wzdychają do pięknego świata. To sielanka, w którą trudno byłoby uwierzyć.

Kończąc tę muzyczną opowieść, wypowiada się Courtney Love: „nie ma takiego miejsca w czasie, z którego można by to zacząć od nowa”. Obie wersje zakończenia tej historii zaproponowane przez Strzępkę i Demirskiego są więc niedorzeczne. Nirvana jest Nirvaną także dlatego, że skończyła się tak szybko i dramatycznie. Courtney Love nie byłaby słynną Courtney, gdyby nie posądzono jej o rozpad grupy męża. Tak musiało zostać. Cobain, oddychający za pomocą respiratora, obchodzący swoje kilkudziesięciolecie pracy, byłby żałosny; Courtney w skrojonym na miarę żakiecie przy śniadaniu na łonie natury – absurdalna. Ostatecznie tak jest dobrze. I więcej niż dobry jest najnowszy spektakl w Teatrze Polskim. Strzępka i Demirski zrobili go inaczej niż dotychczasowe, ale zdecydowanie najlepiej. Zostawili daleko w tyle wszystko, co wydarzyło się w tym sezonie, i dokonali teatralno-muzycznej rewolucji. Courtney Love to widowisko brawurowo wyreżyserowane, aktorsko absolutnie fantastyczne, z pokładami świetnej muzyki na żywo. Weszło z hukiem w nowy rok.

Karolina Obszyńska, Strzępka, Demirski i „Courtney Love” w szczytowej formie, www.wywrota.pl.



Courtney Love to chyba najsmutniejsze przedstawienie Strzępki i Demirskiego. Poczucie rozczarowania, bycia częścią nadpsutego mechanizmu, przenosi się ze sceny na widownię, wyzwalając stan niemalże depresyjny i powodując wrażenie wyczerpania i bezsilności. To wciąż teatr wspólnotowy, tym razem jednak zarażony wirusem rozkładu, atakującym coraz to nowe rejony myśli, słów i działań. Wszyscy bardzo tu czegoś chcą i straceńczo o to walczą, ale końcowy produkt ich pragnień zawsze okazuje się niezgodny z umową. Courtney Love to teatr o bardzo wysokiej temperaturze i energii, który zasysa widzów mocno ku sobie. Ku sztucznym tożsamościom, które uwierają i sprawiają ból, i ku nowemu językowi, którym nie do końca wiadomo, jak się posługiwać, bo kaleczy wszystkie sensy. Ku kompulsywnemu i utopijnemu pragnieniu zmiany świata według swojego prywatnego projektu i ku jego upadkowi. Właśnie w takim środowisku, w najbardziej delikatny sposób, ujawniają się mikrosytuacje, w których widz, ścigany nieprzerwanym potokiem działań i słów płynących ze sceny, może już przestać rozumieć i zacząć odczuwać. Na przykład wtedy, kiedy Courtney śpiewa Doll parts: „I am doll eyes, doll mouth, doll legs, I am doll arms, big veins, dog bait”. I jeszcze: „and some day you will ache like i ache”.

Historia Nirvany i Courtney Love zostaje u Strzępki zderzona z polską rzeczywistością przełomu lat 80. i 90. Kiedy Krist Novoselic (Andrzej Kłak) gra Wróćmy na jeziora Czerwonych Gitar, nagle z porządku Aberdeen przenosimy się do Pisza na Mazurach. Wychowawca kolonii (Mariusz Kiljan) beszta chłopców za nieposkromioną chęć samodzielnego wyjścia na pomost, a śpiewając przy ognisku Don’t Cry, staje się Axlem Rose i przenosi nas na festiwal w Reading do roku 1992. Obydwa porządki przeglądają się w sobie wzajemnie, a zbudowane z tych samych archetypów kultury masowej i rządzące się podobnymi mechanizmami, potęgują wrażenie zalewającej wszystko i samoreprodukującej się złej karmy. Oglądamy ludzi napędzanych przez ideały, które powoli są przez nich renegocjowane lub wypierane. Tkwi w tym zarówno cierpiący na chroniczny ból brzucha, wstydliwy i strachliwy Kurt (Marcin Pempuś), jak i lider punkowej kapeli z Mazur, którego zespół nie został przyjęty na festiwal w Jarocinie. To samo łączy Axla Rose – symbol komercjalizacji muzyki, który jest gotowy zagrać wszystko i wszędzie – z Tracy (Agnieszka Kwietniewska), słuchającej nocami starych kawałków na YouTube i zagryzającej wewnętrzne kryzysy czekoladowymi ciasteczkami. Każdy nosi w sobie powidok zdrady swoich przekonań lub świadomość bycia przez nie zdradzanym.

Nisko nad sceną podwieszony został dach, nadający przestrzeni klaustrofobiczny ciężar (scenografia: Michał Korchowiec). Chaotycznie rozlokowane zostały w niej głośniki i wzmacniacze, stosy kołder i poduch, jakieś łóżko, stare radio, materace, zamrażarka i siekiera... I perkusja z gitarami. W tym garażu nic do siebie nie pasuje. Nawet ludzie, którzy się tu spotykają. Role są wielokrotnie złożone: aktorzy grają po dwie lub trzy postacie z różnych porządków, stając się zespołowym nośnikiem pewnej idei, która pomiędzy nimi krąży. Michał Opaliński jest Frances Bean Cobain, ale nagle zaczyna mówić zdaniami Jonathana Ponemana – pierwszego producenta Nirvany z Sub Popu. Michał Majnicz jest perkusistą Nirvany Dave’em Grohlem i wyimaginowanym przyjacielem Męża Rodziny Dobrych (Adam Cywka). Oglądamy więc grupę reprezentacyjną, pewien konglomerat zachowań i zależności, które napędzają kolejne zdarzenia i efektem domina wywołują nowe konsekwencje. Coraz większą dekonstrukcję, demontaż, zepsucie.

Kiedy w 1989 roku Kurt Cobain, Krist Novoselic (tu Andrzej Kłak) i Dave Grohl nagrali pierwszą płytę, mieli za sobą doświadczenie niezależnych muzyków grających w małych knajpach Aberdeen i Olympii. Na początku koncertowali dla trzyosobowej publiczności, z czasem zaczęli zyskiwać większe poważanie w środowisku fanów The Melvins, Green River, Bikini Kill czy Mudhoney, przesuwając się tym samym ku centrum muzycznej mapy stanu Waszyngton. Szum wokół ich muzyki podnosił się coraz bardziej, w efekcie czego grunge przestał kojarzyć się ze słownikowym „brudem, ohydą, obrzydlistwem”, a dla riffujących, chropowatych kapel z Waszyngtonu stał się hasłem waloryzującym. Przyszła moda na grunge, która z muzyki zaczęła się przenosić na listy przebojów, koszulki, gadżety i plakaty. To wtedy Cobain zaczął odmawiać wyjścia na scenę – wiedział, że paradoksalnie muzyka stała się tu najmniej ważna. U Strzępki odbija się to kontekstem Open’era, w który kilkakrotnie zamienia się scena – tutaj Mąż i Żona Rodziny Dobrych, Axl Rose i Henry Rollins (Michał Mrozek), ubrani w modne kalosze, przyjeżdżają podjeść bigosu i pokrążyć w dezorientacji z mapką, która wskaże im właściwą drogę. Ale i tak wszyscy kompulsywnie gubią się we mgle. Stąd nie ma odwrotu i nie ma dokąd dalej pójść. Gmła! Gmła! Gmła!

Za pierwsze pieniądze od wytwórni Virgin Kurt kupił zabawkowe kamery, Nintendo, figurki motocyklowego kaskadera i dziecięcy rowerek, na którym przemierzał parking Washington State Lottery, zamiast świętować podpisanie umowy z firmą menedżerską Gold Mountain. Na takim rowerku porusza się w spektaklu Frances, ale nie sposób oprzeć się reminiscencjom z Lśnienia Kubricka, w którym Danny Torrance przemierza korytarze odciętego od świata hotelu i widzi więcej niż inni i niż sam by chciał. Zarażona garażowym wirusem Frances chce być zawsze pierwsza – jak najlepsza kapela koncertowa świata i jak najgłośniejsza wokalistka grunge’owa, która nie chce zmieniać branży muzycznej, ale chce nią być. Problem w tym, że już nie jest pierwsza, bo jej ojciec myli ją ze swoim wyimaginowanym przyjacielem z dzieciństwa, Boddah. Tragedia rozbieżnych pragnień jednostek. Każdy chce być przecież kimś – choć nie każdy chce być sobą.

U Strzępki Cobain jest depresyjny, ucieka przed fanami, boi się wyrzucić Chada z zespołu, a przed koncertem chowa się w zamrażarce. I kilkakrotnie mierzy do siebie ze strzelby – pierwszy raz strzela, kiedy chwieje się jego wiara w Boddah i zostaje sam. Silna i zdecydowana Courtney dopinguje go lub przymusza, by zmierzył się ze sławą, którą sam sobie wymarzył. Novoselic i Grohl raczej gardzą Love: seksistowski i maksymalnie rozciągnięty w czasie monolog Grohla na temat (i wobec) Courtney reanimującej Kurta przekłuwa napięte do granic możliwości relacje i oddaje scenę we władanie resentymentu i agresji. Takich monologów nie ma w rzeczywistości, bo sama rzeczywistość je przerywa. Tutaj wypowiedziane słowa wybrzmią do końca i będą rezonować w każdej następnej scenie.

Kiedy Kurtowi wraca świadomość (po magicznym zastrzyku, jak Mii Wallace w Pulp Fiction), musi stanąć w obronie Courtney – oblewa więc Grohla piwem. Legenda głosi, że w taki właśnie sposób poznali się Love i Cobain. Inna, że poznał ich dziennikarz muzyczny i biograf Nirvany Everett True (Igor Kujawski), który u Strzępki staje się integralną częścią tamtego świata i weń ingeruje. Courtney często bije Kurta pięścią w brzuch – taki był standardowy gest powitalny w altrockowych kręgach w tamtym czasie. W jednej z ostatnich scen, po zagraniu przez Courtney kawałka Doll parts, Cobain, pod wrażeniem jej wykonania, w ramach uznania sam namawia ją do ciosu w brzuch. Ale ona marzy już tylko o operacji plastycznej, bo odkąd podjęła decyzję, kim ma być, coraz częściej tego potrzebuje. Bo przecież nie może być już sobą, jeśli ma być Courtney Love.

Sentymentalizm funkcjonuje w spektaklu Strzępki dwutorowo: jako ten nakazujący słuchać starych kawałków na YouTube i skłaniający się ku przeszłości oraz ten odwrócony, nakierowany na przyszłość, która mogłaby nadejść, ale wcale nie nadchodzi. Świadomość bycia tu i teraz jest najgorsza. Może trzeba „wrócić gdzieś ewolucji wbrew, wbrew małpie z której się stanęło na dwie nogi swoje własne?”. Gęstość i intensywność języka Courtney Love sprawia, że niekiedy ciężko jest się przezeń przebić – szczególnie gdy autor operuje poharataną, zainfekowaną błędem składnią i konceptualnym slangiem. Paradoksalnie jednak taki właśnie język staje się symptomem tego zepsutego świata i jedynym możliwym środkiem szczerej ekspresji. Bo muzyka być nim już przestała: „I teraz mówię powiem – wstydzę się – na maksa szczerze tak jak nie mówiłem szczerze nigdy i na serio i bez obciachu – może raz do kobiety co ją kocham – ok? To są takie rejestry wysokie ok?”.

Strzępka i Demirski dopisują do spektaklu dwa suplementy, w których snują alternatywne wersje historii Nirvany i Courtney: w jednej z nich, podłączeni do butli tlenowych i uczepieni chodzików, są żywymi zaprzeczeniami dewizy „wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”; w drugiej znajdują się z powrotem w Olympii i nagrywają płyty chałupniczą metodą, rysując okładki w unikatowych wersjach. Jedzą jajka, a tosty oskrobują z przypalonej warstwy. Każda z tych wariacji uwiera. Najlepszy zespół koncertowy świata przestał istnieć, nie zmienił rynku muzycznego i nie zawrócił kultury masowej z drogi ku przyszłości. Wciąż jesteśmy w takim miejscu w czasie, że „fantazje w głowie zostają i nigdy poza tę głowę nie wyjdą”.

Anka Herbut, Zła karma, „Dwutygodnik.com”.

W tym sezonie modny jest płacz krytyczny. Paweł Sztarbowski płakał na Mieście snu Krystiana Lupy. Roman Pawłowski i Mike Urbaniak płakali, słuchając płyty Stanisławy Celińskiej. Sam Pawłowski zrosił łzami Teatr Studio na Wichrowych Wzgórzach. W tej sytuacji ja też popłakałem sobie na Courtney Love, ostatnim spektaklu Strzępki/Demirskiego w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Już sam jego tytuł brzmi niczym klasyczne melodramaty: Manon Lescaut czy Adrianna Lecouvreur. W dodatku Monika Strzępka w wywiadzie przedpremierowym na pytanie, czy jest to opowieść autobiograficzna, odpowiada: „Do pewnego stopnia tak [...], jednym z powodów były sytuacje [...], w których traktowano nas nierówno [...]. Ujmując to najkrócej, mówiło się o nas: jest taki wybitny dramaturg i durna cipa, która uparła się, żeby mu zniszczyć życie”. Żeby była jasność: tym od durnej cipy był niżej podpisany. A jedna ze scen wrocławskiego spektaklu wykazuje dużą zbieżność z sytuacją w klubie Pewex w Warszawie, gdzie wybitny dramaturg w obronie durnej cipy wylał mi na głowę cooler pełen topniejącego lodu. I poprawił jeszcze kuflem piwa. A ja się cieszyłem: – O proszę, jaki dzielny ten Pawełek, umie walczyć o swoją damę.

Takie były zabawy, spory w one lata... Dziś wielkości pary Strzępka/Demirski nikomu nie przyjdzie do głowy podważać, a każde pojawienie się ich nazwisk w mediach poprzedza prestiżowy tytuł Najbardziej Kontrowersyjnego Duetu Polskiego Teatru. Odnieśli sukces artystyczny, potwierdzony niezliczoną ilością nagród, medali i dyplomów, zawarli pakt ze złotym cielcem kredytu, który umożliwił im rozgościć się w gustownym mieszkanku. A nawet udali się w wakacje na Open’era, by potwierdzić przynależność do klasy kreatywnej i aspirującej. Nie mam zielonego pojęcia, czy Courtney Love występowała już na Open’erze, ale nawet jeśli jeszcze nie, to byli tam przecież w ilościach hurtowych artyści równie, jeśli nie bardziej, legendarni. I brodząc w błocie gdyńskiego lotniska w designerskich huntersach, średnie pokolenie polskiej klasy średniej pławi się w ich sławie, legendzie i bezkompromisowości.

Od kilku spektakli Strzępka i Demirski stają się sumieniem swojego pokolenia. W Położnicach szpitala św. Zofii w Teatrze Rozrywki w Chorzowie rozpirzyli w drzazgi sen o rodzeniu po ludzku. W W imię Jakuba S. w warszawskim Teatrze Dramatycznym zdemaskowali szlachecko-inteligencką bujdę III RP, czym sprowokowali ogólnonarodową dyskusję o naszych chłopskich korzeniach. W Firmie w Teatrze Nowym w Poznaniu skreślili prawdziwy obraz rządzącej od 20 lat ideologii prywatyzacji. W Dario Fo przesłał instrukcje w Komunie Warszawa ukazali bezradność wywrotowych loków, fryzowanych na łbach bywalców Charlotte i Między nami. W Courtney Love rozprawiają się z kolei z rockandrollową mitologią dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków. Z tą całą nostalgią za glanami i pogowaniem w Jarocinie, za Hirkiem, Niedźwiedziem, Sierockim i Leszczem, za Rozgłośnią Harcerską, za kawałkami, które wyje się w braterskim uścisku, gdy browarek doda odwagi wyłysiałym uczestnikom programów lojalnościowych i wrogom szwajcarskiego franka.

Mimo że to kolejny spektakl Strzępki/Demirskiego będący chluśnięciem piwa wprost w twarz publiczności, ona to kocha. Przed rozpoczęciem przedstawienia przed Sceną na Świebodzkim stoi zbity tłum walczących o wejściówki nawet na poduchy i miejsca stojące. Kolejne covery Nirvany i Hole, grane i śpiewane na żywo przez aktorów Teatru Polskiego, nagradzane są owacjami. Gdy na koniec cudowna Katarzyna Strączek w roli Courtney Love genialnie przypomina I’m dying, I’m dying please, oczy wielu potnieją, a niektórzy nerwowo szukają w kieszeniach zapalniczek. Zaraz, chwileczkę, proszę państwa, to jest jednak teatr. Tutaj panują surowe przepisy p.poż. Płakać za to możecie sobie do woli.



Maciej Nowak, Zamienię glany na huntersy, „Przekrój”.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna