Tekst rozmowy red. Bohdana Gadomskiego z Edwardem Hulewiczem



Pobieranie 43.9 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar43.9 Kb.

Tekst rozmowy red. Bohdana Gadomskiego z Edwardem Hulewiczem

przeprowadzonej podczas audycji z cyklu: „Głosy z nieba” w łódzkim Radio E PARADA, poświęconej Edwardowi Hulewiczowi. Emisja programu 22 maja 05r. godz.


13.05 i 20,05.

1.Witam Ciebie, Drogi Edwardzie w Łodzi!


Witam Cię Bogdanie, witam serdecznie słuchaczy Radia Parada


2.Jak wspominasz okres kręcenia „Wodzireja” i końcowy efekt Twojej obecności na ekranie ze znakomitą piosenką „Ritmo Carnawal”?

Zadzwoniła do mnie kierownik produkcji filmu i zaproponowała mi udział w tym filmie. Bardzo ogólnie zarysowała mi moją rolę, która ograniczała się do wystąpienia na wielkim balu, który był ostatnią sekwencją filmu. Wtedy w naszym przaśnym showbiznesie nie ceniło się jeszcze czasu, a więc zarówno w telewizji jak i w filmie większość czasu pracy to czekanie. A to czegoś nie było, a to coś się zepsuło, a to czegoś nie dowieźli. I to mi najbardziej utkwiło w pamięci. Nudne i męczące czekanie na swoje wyjście. A kręcenie, to już poszło szybko. A potem parę lat czekanie na emisję filmu, bo okazał się on szkodliwy dla ówczesnego ustroju i wiele lat upłynęło, zanim pokazano go w kinach.

3.Tej piosenki nie umieściłeś na żadnej ze swoich płyt. Dlaczego?

To nie takie proste. Piosenka została napisana i nagrana dla potrzeb filmu, stąd i zakaz jej wykonywania i powielania do chwili premiery. Jak powiedziałem parę lat minęło, potem to już otrzymywałem inne propozycje nagrań i ta piosenka w moich planach stała się mniej atrakcyjna. Z tego też powodu nie wykonywałem jej na koncertach.

5.Czy Twoim najbardziej znanym przebojem jest piosenka „Za zdrowie pań”?

To dość złożona historia. Jak doszło do nagrania tej piosenki? Zasadniczy motyw skomponowałem ja, gdzieś przysłowiowo między Kutnem, a Koninem nucąc sobie:"...nie wmawiaj mi, nie wmawiaj". Nie miałem wtedy ambicji kompozytorskich, powiedziałem Jarkowi Kukulskiemu, weź to jak chcesz, dopisz resztę, może coś z tego będzie. On rzeczywiście coś tam dopisał, ale nie chciało mu się aranżować, dał więc materiał Januszowi Sławińskiemu kierownikowi Kanon Rytm, mówiąc mu: "zaaranżuj to, a za to możesz dopisać się jako współkompozytor". Tak się też stało. Autor tekstu Andrzej Kudelski przekonał ich, że najbardziej komercyjny będzie temat "Za zdrowie pań", i wszystko to razem jakoś w biegu ja nagrałem, bo Janusz umieścił to w programie sesji nagraniowej Kanon Rytmu.

6. Czy nadal jesteś identyfikowany z tą piosenką?

Niestety tak, ponieważ ją najbardziej spopularyzowano, a przecież nagrałem i mam w swoim repertuarze wiele ciekawszych i bardziej ambitnych piosenek.

7.Czy ona pomogła Tobie w piosenkarskiej karierze, czy raczej zaszkodziła, bo przecież nie schodziła z dancingów w restauracjach i kawiarniach?

Była raczej powodem zaklasyfikowania mnie do wykonawców takiego rodzaju piosenek i potem otrzymywałem wiele podobnych kompozycji. Tak się najczęściej u nas dzieje i nie tylko w obszarze sztuki wokalnej, ale też w teatrze i filmie z aktorami. Wiele też napisano w prasie o mnie określając mnie jako wykonawcę tego gatunku, a szczególnie dziennikarze gardzący tego rodzaju muzyką wyżywali się pisząc napastliwe „dzieła”.

Za zdrowie pań „– fragm.

8. Po masowej popularności tego przeboju, przyszedł drugi, podobny w charakterze „Serdeczne życzenia”. Czy radiowe i telewizyjne koncerty życzeń nie mogły się obyć bez tak tematycznej piosenki?

To właśnie efekt tego zaszufladkowania, o czym mówiłem. I istotnie każdy niemal koncert życzeń prezentował tę piosenkę. Trzeba przy tym wiedzieć, że są to audycje na zamówienie i najwidoczniej widzowie i słuchacze życzyli sobie nadania tego utworu.

9.Nagrałeś ją z premedytacją, żeby mieć kolejny wielki przebój czy całkiem przypadkowo?

Jak powiedziałem tego typu piosenek otrzymywałem niezliczone ilości i to od kompozytorów liczących się. Trzeba było wreszcie którąś wybrać, bo nie można przecież wszystkich odrzucać. Wybrałem tę, tym bardziej, że kierownikiem muzycznym płyty na której znalazła się ta piosenka był znakomity i wtedy bardzo wzięty i popularny kompozytor, autor tego utworu Adam Skorupka.

Serdeczne życzenia” fragm.

10. Jak należy w tym sympatycznym, imieninowym zestawie potraktować piosenkę „Zamiast życzeń”?

To efekt mojej współpracy ze znakomitym kompozytorem i dyrektorem orkiestry Radia i TV Bogusławem Klimczukiem. Nawet pamiętam kiedy mi zaproponował nagranie tej piosenki. Było to w Irkucku, kiedy to jako solista tej orkiestry pojechałem na tournee po Rosji i żeby było ciekawiej i do Mongolii. Właśnie w tym czasie skomponował tę piosenkę właśnie dla mnie. Po powrocie do Polski zaraz ja nagraliśmy.

11. Zostałeś zaszufladkowany do piosenki lekkiej, łatwej i przyjemnej i takie utwory przede wszystkim nagrywałeś. A wcześniej, w latach 60-tych, jakim wokalistą byłeś?

O tym zaszufladkowaniu już mówiłem, a przedtem? Byłem całkiem kimś innym. W czasie studiów w Gdańsku wiele lat śpiewałem w zespołach studenckich tzw. poezję śpiewaną. W tym też czasie w klubach jazzowych dla odmiany śpiewałem standardy jazzowe. A pierwsze kroki na estradzie zawodowej stawiałem w zespołach rockowych takich jak Tarpany, czy Heliosi. Przez wiele lat byłem więc rockowcem.

12. Kiedy poznałeś słynną wróżkę Józefinę Pellegrini?

Mając już dość przygody z zespołami rockowymi, postanowiłem tworzyć wielkie programy recitalowe z udziałem gwiazd z innych dziedzin sztuki. Zająłem się reżyserowaniem tych programów, angażowaniem wykonawców, także baletu, projektowaniem kostiumów i dekoracji. Pierwszą część programu wypełniali wykonawcy różnych dziedzin sztuki: kabaretu, opery, sztuk pięknych. Ja z baletem, chórem i orkiestrą wypełniałem część drugą. Jako przedstawicielkę teatru rewiowego, jakim był wtedy teatr Syrena zaangażowałem Józefinę Pellegrini. Tak się poznaliśmy, z czasem zaprzyjaźnili i ta przyjaźń trwała wiele lat aż do jej odejścia.

13. Czy często prosiłeś ją o postawienie kart w temacie swojej piosenkarskiej kariery?

Nie, nigdy. Nie lubię znać przyszłości, bo sądzę, że przepowiedniami można się zasugerować i potulnie, a nieświadomie je realizować. Józefina znała moją opinię na ten temat i nie proponowała mi wróżenia.



Powróż mi” –fragment

14. Mili państwo, Edward Hulewicz to nie tylko wykonawca szlagierów i prostych melodyjnych piosenek, to wokalista-profesjonalista dużej klasy. Jego wspaniały głos można podziwiać na wielu nagraniach, spośród, których wybrałem piosenkę „Może to ty”. Jak czułeś się w takim dramatycznym repertuarze, na wielki głos z dużą orkiestrą?

To był okres mojej młodzieńczej fascynacji Czesławem Niemenem. Zaproponowałem młodemu i zdolnemu kompozytorowi napisanie utworu tego rodzaju na szeroką skalę, na dużą orkiestrę, no a nad interpretacją pracowałem przez czas jakiś. Zbliżał się kolejny festiwal w Opolu i właśnie na ten festiwal przygotowałem ten utwór. Zdobył jakieś wyróżnienie, a ja pamiętam wpadłem w jakiegoś rodzaju ekstazę podczas jej wykonywania. Byłem bardzo zdziwiony że otrzymałem tylko wyróżnienie, no ale takie to były czasy.

Może to ty” cała

15. O tym, że piosenki śpiewane przez Edwarda Hulewicza wciąż podobają się słuchaczom, świadczą dwie złote płyty w tym jedna jest także platynowa. Czy nie żałujesz, że w tamtym okresie nagrywałeś za mało płyt, bo dzisiaj miałbyś, co najmniej 6 złotych i platynowych płyt?

Wtedy nagrywanie płyt nie było prosta sprawą, między innymi, co dziś wygląda na żart zależało od dostarczania tzw. „czarnej masy” koniecznej do tłoczenia płyt, a ta była deficytowa i sprowadzana gdzieś zza granicy. A poza tym to był okres mojej fascynacji śpiewaniem, koncertowania, wyjazdów zagranicznych itd. a zamykanie się w studio na jakiś czas, wydawało mi się stratą czasu. To był błąd oczywiście, dzisiaj to wiem.

16. W swojej bogatej i długoletniej działalności, postawiłeś na koncerty estradowe, z którymi objechałeś prawie całą Europę. Występowałeś w Ameryce i Kanadzie oraz aż 5 krotnie w Rosji. Czy nie żałujesz tego, ze bardziej dbając o swoje interesy w Polsce zrobiłbyś tutaj więcej?

Niczego nie żałuję. Ale jak powiedziałem kierowałem się emocjami, a tak ważna dzisiaj i nieodzowna instytucja managerów wtedy nie istniała. Nie było impresariów, doradców, kreatorów, wizarzystów i całej tej menażerii. Człowiek był sam jak to się mówi sterem, żeglarzem i okrętem, sam musiał o sobie stanowić, dobijać się do różnych instytucji, dbać o repertuar, stroje, angaże, występy w radiu czy telewizji. To nie były łatwe czasy dla młodych artystów.

17. W tym roku obchodzisz 40 lecie pracy artystycznej. Jak oceniasz te wszystkie prześpiewane lata, jak je bilansujesz?

Gdybyś miał do dyspozycji na tę audycję kilkanaście godzin, to może bym się pokusił na takie bardzo ogólne podsumowanie. Najlepszy dowód, że do opisania jakiegoś fragmentu mojej drogi artystycznej w mojej książce biograficznej na razie poświęciłem 400 stron. A nie wiem na ilu się skończy.

Ktoś mi zabrał ciebie”- cała

18. Jesteś także laureatem wielkiej nagrody polskiej estrady „Prometeusz” przyznawanej przez Stowarzyszenie Estradowe za najwybitniejsze osiągnięcia w dziedzinie sztuki estradowej. W jakich okolicznościach otrzymałeś Prometeusza?

Wielce szacowna Kapituła Nagrody Polskiej Estrady, oraz Wielka Loża Prometeusza składająca się z najwybitniejszych artystów polskich, w swojej mądrości najwidoczniej doszła do wniosku, że ta nagroda mi się należy. Wymyślili, zadzwonili do mnie i kazali się stawić do Hali Ludowej we Wrocławiu ma wielki koncert, gdzie mi tę nagrodę wręczono. To oczywiście wiązało się z moim recitalem i jak się należało spodziewać z wielkim moim szczęściem.

19. Niedawno otrzymałeś inną prestiżową nagrodę tytuł „zasłużony członek ZASP-u”. Od kiedy działasz w Związku Artystów Scen Polskich i co tam robisz?

Od lat kilkudziesięciu, odkąd sięgnę pamięcią. Z czasem zaczęto mnie wybierać do władz Związku, potem do Zarządu. Teraz jestem członkiem Zarządu Sekcji Estrady i przewodniczącym dwóch komisji. Komisji Jubileuszowej i Komisji ds. Opieki nad Grobami Zmarłych Artystów. To ja przygotowuję Uroczystości Jubileuszowe, ja organizuję tzw. Akcje Listopadowe w dniu Święta Zmarłych. Daje mi to wiele zadowolenia i satysfakcji, nie mówiąc o szacunku i uznaniu kolegów ze środowiska artystycznego.

„”Zaczekaj aż opadnie mgła” cała

20. Czy jako dostojny jubilat z imponującym stażem nadal koncertujesz?

Tak, naturalnie. Jakkolwiek nie jest to ta sama ilość koncertów, co w najlepszych czasach, ale na ten czas wystarczy, bo i siły nie te no i czas jakby się skurczył.

21. Co robiłeś w Opolu Lubelskim w czerwcu ub. roku?

To był coroczny Zjazd Firm Fonograficznych. Na tym Zjeździe Polskie Nagrania, firma z którą od lat współpracuję doszły do wniosku, że ja kwalifikuję się do tego, aby wręczyć mi Platynową Płytę. Działo się to podczas mojego recitalu w miejscowym amfiteatrze, usytuowanym w pięknym parku.

22. Czytałem, że miałeś owację na stojąco i gromkie „Sto lat”?

Wzruszyłem się do łez i trudno mi było potem śpiewać. Ale dyrekcja wkroczyła na scenę z szampanami i jakoś udało mi się dojść do siebie. To było niesamowite wydarzenie.

23.Podobno w trakcie wręczania tobie Platynowej Płyty pękło duże drzewo na połowę?

A tak, to wydaje się nieprawdopodobne, ale tak było. Podczas wręczania płyty z hukiem pękło drzewo na obrzeżach amfiteatru, co ja skwitowałem: „Widzicie państwo, nawet drzewo nie wytrzymało siły mojego talentu”. Ale podejrzewam, że tu zaznaczyły swoją aprobatę siły wyższe, pewnie za namową Józefiny Pellegrini.

Nie pytaj już”- cała

24. Pochodzisz z odległego od Warszawy Kwidzynia. Jak często odwiedzasz rodzinne strony i czy pozostał w tobie sentyment do tego miasteczka?

Co jakiś czas jeżdżę tam chociażby po to, żeby odwiedzić mieszkającą tam moją siostrę i mój rodzinny dom. Ja to miejsce traktuje jako swego rodzaju azyl, gdzie jadę doładować akumulatory, zaszyć się tam incognito, połazić po okolicznych lasach, oderwać się, jak ja to powiadam od zgiełku mojego zawodu.

25. Niewiele osób wie, że zajmujesz się także malarstwem. Co najczęściej malujesz?

Mam takie zrywy, na jakiś czas odrywam się od swojego zawodu, żeby poświęcić się innego sztuce. O tym wiele by można mówić, bo swego czasu kiedy bardziej mnie pochłonęła ta dziedzina, chodziłem nawet przez jakiś czas na warsztaty do Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych dla poznania podstaw malarstwa. Interesuje mnie wyłącznie malarstwo realistyczne. W kilku salonach moich przyjaciół można zobaczyć moje prace.

„”Zielone łąki” -cała

26.Takze piszesz...

Oprócz książki, o której wspomniałem, podczas nawiedzających mnie okresów natchnienia muzy poezji, coś tam płodzę, co by z wielką tolerancją można zaliczyć do poezji. No ale wydałem dwa tomiki wierszy. Ta muza najwidoczniej albo się zestarzała, albo gdzieś zagubiła, bo dawno już jej nie widziałem. Zdradziła mnie pewnie niewdzięczna.

27. Masz swój fan-club...

Owszem. Ma nawet swoją stronę internetową, której adres łatwo znaleźć poprzez wyszukiwarki internetowe, jak zresztą też moją stronę. Tam znajduje się wszelka wiedza o mnie, jak też wszystkie aktualności i wydarzenia w mojej pracy artystycznej.

28. Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że popularność męczyła ciebie, że życie w błysku fleszy i kamer kłóciło się z twoja psychika. Czy to spowodowało, że wyjechałeś na kilka lat do Stanów Zjednoczonych?

To właśnie. Jestem osobą skromną, nieśmiałą, i kiedy rozpoczął się hałas wokół mojej osoby, nie wytrzymywałem psychicznie. Kryłem się, uciekałem, strasznie mi to ciążyło. Szczęśliwie otrzymałem propozycję wyjazdu do Stanów i pojechałem. Jakże byłem szczęśliwy, że mogę bezkarnie, nie rozpoznawany chodzić po ulicach, robić to na co mam ochotę, nie podglądany, nie wytykany palcami. Wprawdzie taki wyjazd ma swoje i złe strony, choćby tęsknota za swoimi, ale jeśli chodzi o tę stronę, o której wspomniałem, to to spełniło swoją rolę.

29. Jeździłeś po świecie, ale tak naprawdę to jesteś typem samotnika?

To prawda, ale to już nie jest ode mnie zależne. Może tu ma jakiś swój udział mój zawód, bo przecież jestem na co dzień otoczony tłumami, wystawiany, że tak powiem na pokaz, więc nic dziwnego, że szukam samotności, oderwania się od zgiełku.

30. Czy dlatego rozstałeś się z żoną Danutą?

Nie dlatego, ale o tym niechętnie mówię. To jest jedyny obszar mojego życia, o którym wolałbym nie mówić. Jeśli pozwolisz...

Żona-padrona blues” – cała

31. Po powrocie ze Stanów miałes w Polsce reaktywować zespół „Tarpany”, z którymi zaczynałeś śpiewać. Ale jakoś do tego nie doszło?

To całe towarzystwo trochę rozpierzchło się po świecie. Przymierzaliśmy się nawet do reaktywowania zespołu, ale jakoś to nam nie wyszło. Skończyło się na paru koncertach i jeden niezapomniany, na Festiwalu Złote Przeboje w Tarnowie.

32.Co skłoniło Ciebie do powrotu?

Ten mój pobyt w Ameryce nie był pobytem że tak powiem permanentnym. Co jakiś czas wyjeżdżałem stamtąd, żeby pojeździć po świecie i naturalnie odwiedzić Polskę. I za którymś razem stwierdziłem, że dość włóczęgi, pora osiąść, zapuścić korzenie, znaleźć jakieś stałe miejsce. A po za tym ta tęsknota za krajem jest bardzo dojmująca. Stany są krajem specyficznym, typowy Słowianin nie jest w stanie tam się zadomowić. Obca mentalność, obca kultura, wszystko niemal obce.

33. Będąc w Ameryce tęskniłeś do Polski?

Jak wyżej.

Rozdarte serce moje”- cała

34. W pierwszych dniach maja ukazała się płyta „Rock cafe” z 3 nowymi piosenkami, ale płyty nie można kupić w sklepach, bo jest wyprodukowana wyłącznie do celów promocyjnych. Radio Parada otrzymało tę płytę. Dzisiaj premiera tych piosenek na naszej antenie. Jak doszło do twojej współpracy z kompozytorem i producentem Adamem Rup z Poznania?

Adam skontaktował się ze mną bodajże za Twoją namową. Pogadaliśmy sobie, nakreśliliśmy plany, przedstawił mi parę propozycji, mnie się spodobały, nagraliśmy próbnie parę rzeczy. I tak się zaczęło. Zawodowo przypadliśmy sobie do gustu. Przede wszystkim jest on wybitnym kompozytorem. Tworzy rzeczy nieprawdopodobne, o czym mam nadzieję przekonamy się za chwilę. Ja w każdym razie jestem bardzo usatysfakcjonowany, zachwycony jego dziełami. To mnie uskrzydliło, dodało młodzieńczych sił i będę zarozumiały – to daje się odczuć.

35. Piosenka „Bo życie jedno mam” ma wszystkie atuty przeboju. Jak sądzisz, czy nim zostanie?

O tym zadecydują słuchacze i mam prośbę, jeśli się wam spodoba, piszcie, dzwońcie do publikatorów, domagajcie się ich emitowania. A czy będzie warto – posłuchajcie.



Bo życie jedno mam” - cała

36. Śpiewasz inaczej niż dawniej i całkiem niedawno. Masz inny repertuar. Dlaczego tak długo kazałeś czekać na nowości?

Z bardzo prostej przyczyny. Do piosenkarza z mojej generacji nie pchają się w dzisiejszych czasach tłumy kompozytorów z propozycjami. Trzeba było takiego pasjonata jak Adam Rup, przy tym tak świetnego kompozytora, żeby mogło powstać to co powstało. Dzisiaj stawia się wyłącznie na młodzież i to niekoniecznie kierując się kryteriami talentu. Maksymalnie wycisnąć z młodego człowieka i odstawić go na bok. Dzisiejszy rynek jest bezwzględny i okrutny. W Polsce dzisiaj rynkiem muzycznym rządzi parę molochów fonograficznych, najczęściej obcego pochodzenia, którym zależy na maksymalnym drenażu nowego terenu. Liczy się tylko szmal. A że śpiewam inaczej? Staram się po prostu iść z duchem czasu, słucham dobrej muzyki, uczę się i próbuję śpiewać zgodnie z wymogami współczesnej wokalistyki.

37. Piosenka „Rock Cafe” jest nastrojowa, sympatyczna i dobrze się jej słucha. Wolisz śpiewać takie piosenki, czy mocniejszą muzykę rytmiczną?

Ja tego nie różnicuję. Z równym zaangażowaniem i ochotą śpiewam obydwa gatunki. Czy mi się to udaje niech osądzą słuchacze. Polecam państwu tę piosenkę. Naprawdę włożyłem w nią całe swoje serce.

Rock Cafe” –cała

38.Nasze spotkanie kończy piosenka „Mój zwykły dzień”. Jaki jest twój dzień, podobno to swoisty rytuał, a twoja dieta to wykaz tylko zdrowych produktów przyrządzanych z aptekarską dokładnością?

Wiedziałem że o to spytasz, bo o tym już krążą legendy. Jestem wegetarianinem. Nie jem mięsa. Każde swoje jedzenie pedantycznie dobieram i komponuję. Na śniadanie na przykład jem zestaw różnych płatków i zarodków zbożowych, oraz różnych pestek. To zalane mlekiem i osłodzone łyżką miodu stanowi dla mnie ambrozję. Jem ryby i wiele warzyw i owoców. Jeśli do tego dodamy codzienną poranną gimnastykę, raz w tygodniu siłownię i raz basen, to jakoś można żyć z przekonaniem, że zrobiło się coś dobrego dla swego organizmu.



39.W Radiu Parada gościł dzisiaj Edward Hulewicz, niezapomniany gwiazdor polskiej piosenki lat 60 i 7o tych, który jak widać nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w piosence. Dziękuje tobie za wizytę w studio i życzę nowego przeboju!

Mój zwykły dzień”- cała








©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna