Terroryzm a Czeczenia



Pobieranie 75.08 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar75.08 Kb.
Terroryzm a Czeczenia
Marcin Górnikiewicz
Czeczeński terroryzm – hasło to wzbudza wiele kontrowersji ze względu na stawiane w związku z nim pytanie – gdzie jest granica między nim a walką o wolność? A jeśli metody okupanta są brutalne, wyrafinowane i zmierzają wprost do eksterminacji narodu czy rozpacz wyniszczanego ludu nie może przybrać każdej dowolnej formy, jeśli tylko miałoby to szanse na ich ocalenie? Jednakże rodzi się wątpliwość – za jaką cenę i do jakich granic…
Czeczenia jest krajem położonym w południowo – wschodniej części Północnego Kaukazu. Na północy równinna, w centrum pofałdowana przebiegającym przez jej środek masywem górskim tworzącym dolinę między nim a południem całkowicie zdominowanym przez ciągnącymi się z zachodu na wschód Górami Kaukaskimi. To właśnie one staną się ostoją czeczeńskiej partyzantki podczas wojen z Federacją Rosyjską (1994-1996r. oraz 1999r.-?). Zacznijmy wszakże od początku - wraz z nieuchronnym rozpadem ZSRR, również w Czeczenii nastąpiła aktywizacja żywiołów narodowych.


Jak to się zaczęło…

Po upadku Związku Radzieckiego 27 Października 1991r. Dżochar Dudajew zostaje prezydentem Czeczenii i proklamuje suwerenną Czeczenię. 11 grudnia 1994 – dochodzi do ataku rosyjskich czołgów na Grozny, by "przywrócić porządek konstytucyjny". Wybucha pierwszej wojny czeczeńska. 19 stycznia 1995 - Rosjanie przejmują kontrolę nad stolicą Czeczenii, Groznym. 14 czerwca 1995 - grupa bojowników Szamila Basajewa bierze zakładników w Budionnowsku, w graniczącym z Czeczenią rosyjskim Kraju Stawropolskim. Ginie 150 osób. Rosja idzie na ustępstwa. Wchodzi w życie zawieszenie broni, a napastnicy odjeżdżają do Czeczenii. 14-17 grudnia - odbywają się wybory prezydenckie i parlamentarne. Prezydentem Czeczenii w kontrolowanym przez Moskwę głosowaniu zostaje jej faworyt, były przewodniczący parlamentu, Doku Zawgajew. 21 kwietnia 1996 - Dżochar Dudajew ginie w wyniku zamachu bedącego faktycznym dziełem rosyjskich służb specjalnych. Jego następcą zostaje Zelimchan Jandarbijew. 6 sierpnia 1996 - wielka ofensywa czeczeńska - zdobycie Groznego, Gudermesu i Argunu. Rosyjska kontrofensywa załamuje się. 31 sierpnia 1996 - w dagestańskim Chasawjurcie podpisane zostaje porozumienie, które daje Czeczenii praktycznie całkowitą niezależność od Moskwy, jednocześnie odkłada na pięć lat kwestię ostatecznego statusu republiki. 27 stycznia 1997 - nowym prezydentem Czeczenii zostaje Asłan Maschadow, dotychczas naczelny dowódca sił zbrojnych i sygnatariusz układu z Chasawjurtu. W latach 1996-1999r. republika czeczeńska stara się odbudować swoją odzyskaną państwowość, jednak trudność w rozmowach z Moskwą oraz wewnętrzne tarcia między rodzimymi przywódcami doprowadzają do postępującej destabilizacji w całym kraju. Do tego na scenie politycznej pojawiają się skrajni nacjonaliści oraz wahhabici dążący do wywołania wojny wymierzonej w Rosję na całym Północnym Kaukazie. Postępujący z czasem coraz większy rozkład życia państwowego oraz przejęcie faktycznej władzy przez komendantów polowych, organizacje przestępcze oraz lokalne gangi oparte na strukturze klanowej doprowadzają do coraz większego zniecierpliwienia Rosji zaistniałą sytuacją. Do tego dochodzą już bardzo częste latem potyczki na granicy czeczeńsko-dagestańskiej, ataki na posterunki rosyjskie, przetaczające się przez kraj fale porwań dla okup oraz propagowanie idei wojującego islamu na cały Północny Kaukaz. Na samym Kremlu też zaczynają się kłopoty związane z wypływaniem na wierzch afer związanych z szarą strefą interesów ,,familii” Jelcyna. Powstaje chęć znalezienia tematu zastępczego dla żądnych sensacji Rosjan. Na stanowisku premiera pojawia się Władymir Putin, a jednocześnie rodzi się żywe zainteresowanie nową wojną w Czeczeni. 7 sierpnia 1999 - oddział Szamila Basajewa wkracza do Dagestanu. Po miesiącu walk Rosjanie zmuszają go do odwrotu. We wrzesień 1999 - w Moskwie, Bujnaksku i Wołgodońsku zostaje wysadzone w powietrze domy mieszkalne. Ginie blisko 300 osób. Rosjanie przypisują atak Czeczenom. 1 października 1999 - wojska rosyjskie wkraczają ponownie do Czeczenii, rozpoczyna się druga wojna. Luty 2000 - pada Grozny, Rosjanie zajmują inne miasta czeczeńskie. Zajęcie ostatniego miasta Szatoj 29 Lutego kończyły ostatnią fazę wojny. W toku kampanii jesienno-zimowej strona federalna zajęła północną i środkową Czeczenię oraz rejony kaukaskiego masywu górskiego, przecięły i zablokowały główne drogi zaopatrzenia i komunikacji sił czeczeńskich z Gruzją i Dagestanem. Czeczeni zostali wyparci w trudno dostępne fragmenty gór, gdzie nieustannie tropiło ich rosyjskie lotnictwo i coraz lepiej radzące sobie w tego rodzaju akcjach oddziały wojskowe. Czeczeni musieli przejść do wojny partyzanckiej, która ze zmiennym nasileniem i powodzeniem prowadzona będzie przez kolejne miesiące i lata…


Środa 1 września 2004r.


Biesłan jest przedmieściem Władykaukazu, stolicy Północnej Osetii. Z Groznego jedzie się tu samochodem godzinę, a z sąsiedniej Inguszetii zaledwie 15 minut. 1 Września w szkole nr 1 w Biesłanie właśnie rozpoczynał się nowy rok. Setki odświętnie ubranych dzieci, nauczyciele i rodzice zabrali się na uroczystym apelu na boisku. Zewsząd dobiegała muzyka, unosił się gwar rozmów. Nagle padają strzały. Na razie nikt nie zwraca na to większej uwagi. Pojawia się trzech ludzi w czarnych maskach. Ludzie myślą, że to żart, ale uzbrojeni osobnicy zaczynają strzelać w powietrze. Sytuacja staję coraz bardziej dramatyczna. W wyniku strzelaniny ginie dziesięć osób w tym jeden terrorysta. Oddział liczący około 20 napastników zagania uczniów do szkoły, po czym zaminowuje budynek. Jest godzina 9:00 czasu moskiewskiego (7:00 czasu warszawskiego). Terroryści całkowicie panują nad sytuacją. Szkoła ma trzy piętra, a większość otaczających ją budynków jest niższa. Na dachu umieścili snajperów, trzymających w szachu całą okolicę. Z jednej strony szkołę otaczają garaże i wysoki mur, z drugiej niskie domy z ogródkami, z trzeciej jest łąka i tory kolejowe, z czwartej boisko szkolne i ulica. Milicja i wojsko praktycznie nie może podejść do budynku bliżej niż na 500 metrów. O 10:40 lokalne władze przyznają, że nastąpił atak, na razie nic nie wiadomo na temat żądań terrorystów. 11:00 - napastnicy ostrzegają, że w przypadku próby szturmu wysadzą budynek w powietrze. Według relacji świadków sprowadzili dwa psy, by uniemożliwić Rosjanom wariant z 2002 roku z teatru na Dubrowce i użycie gazu usypiającego. Ok. 11:30 po wstępnych negocjacjach terroryści zgodzili się rozmawiać z prezydentem Północnej Osetii, przywódcą sąsiedniej Inguszetii, a także doktorem Leonidem Roszalem, który negocjował z napastnikami podczas ataku na moskiewski teatr na Dubrowce dwa lata temu. Odmówili jednak przyjęcia wody i jedzenia. Porywacze boją się, że Rosjanie dodadzą do jedzenia środków psychotropowych. . Żądają wycofania wojsk z Czeczenii, przerwania wojny i uwolnienia ludzi aresztowanych po czerwcowym zajeździe partyzantów na Inguszetię (22 czerwca). Według niektórych informacji rodzice porwanych uczniów nagrali na wideo apel do prezydenta Władimira Putina, by nie dopuścił do szturmu. Treści kasety nie ujawniono. Nie wiadomo, czy nagrano ją na żądanie terrorystów, czy była to spontaniczna akcja rodziców. Kilkanaście minut po godzinie 12:00 kilkanaścioro dzieci ucieka sprzed budynku. W momencie ataku schowały się w jednej z przybudówek szkoły i czekały na dogodny moment. Kilkanaście minut później Północna Osetia zamyka swoje granice, przerywa połączenie na magistrali Kaukaz. Zamyka również lotnisko w Biesłanie. 13:00 - prezydent Władimir Putin przerywa urlop w Soczi i wraca do Moskwy. Spotyka się tam z szefami MSW i Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Raszydem Nurgalijewem i Nikołajem Patruszewem. Obaj polecą później na miejsce kryzysu. Po godzinie 14:00 komando kazało dzieciom stanąć w oknach szkoły, aby w ten sposób uniemożliwić szturm. Terroryści grożą, że jeżeli komuś z ich oddziału coś się stanie, będą zabijać zakładników. 18.50 - Moskwa zwraca się o pilne zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. O 19:25 dociera informacja przekazana przez rzecznika władz północnoosetyjskich odnośnie obchodzenia się "mniej więcej znośnie" z nieletnimi zakładnikami. Wieczorem jednemu z mężczyzn przetrzymywanych w szkole udało się uciec. Strzelano za nim, ale nie trafiono. Mężczyznę wzięto do szpitala, ale z niego też uciekł. W środku nocy przyszedł na plac przed domem kultury, żeby opowiedzieć ludziom jak jest w szkole. - Mężczyźni i chłopcy są oddzielnie, a kobiety i dziewczęta trzymają oddzielnie. Ogólnie zakładnicy traktowani są dobrze. Nie ma żadnego znęcania się nad nimi - mówił mężczyzna. Ujawnił też, że w środku jest jeszcze 10 trupów więcej niż te, o których oficjalnie mówiono. Zginęli w strzelaninie na początku szturmu, albo od odniesionych ran. O północy prezydent USA George W. Bush dzwoni do Władimira Putina, by potępić zamach. Akcję potępiają również NATO, ONZ, Unia Europejska i kraje Wspólnoty Niepodległych Państw. Odcinają się od niej czeczeńscy rebelianci, którzy na swojej stronie internetowej nazywają ją "nieludzką".

Czwartek 2 Września

Godzina 1:18 Leonid Roszal ponownie nawiązuje kontakt z terrorystami. Przez blisko dwie godziny będą trwać bezskuteczne negocjacje telefoniczne. O 4:35 Rada Bezpieczeństwa ONZ wyraża swoje oficjalne stanowisko, w którym potępia wzięcie zakładników i domaga się ich natychmiastowego uwolnienia. Nad ranem Rosjanie precyzują, że zakładników jest 354. Ok. godziny 6:00 milicja podejmuje próbę zajęcia trzeciego piętra i dachu budynku naprzeciwko szkoły. Terroryści odpowiedzieli ogniem zaporowym. - Potem pokazali w oknach dzieci. Nie wiem czy chcieli do nich strzelać, czy tylko ostrzec nas. Musieliśmy wycofać się, choć tam mielibyśmy bardzo dobre pozycje - opowiadał Ruben z milicji. Ok południa terroryści odrzucili ofertę władz Północnej Osetii, które w zamian za uwolnienie zakładników obiecały im transport i swobodny przejazd do wskazanego przez nich miejsca. Napastnicy odrzucili też ofertę starszyzny rodowej z Czeczenii i Inguszetii - ci chcieli oddać się w ręce terrorystów w zastępstwie dzieci. Popołudniu uwolniono 25 kobiet i dzieci na skutek rozmów prowadzonych przez napastników z byłym prezydentem Inguszetii Rusłanem Auszewem.




Piątek 3 Września

Południe; godzina 13:00. Pod budynek szkoły podjeżdża samochód, aby zabrać rannych. Uwaga mudżahedinów jest nieco osłabiona z uwagi na piątkowy czas modlitwy. Nagle szkołą wstrząsają eksplozję. Słychać strzały. Ratownicy, którzy przyjechali po poszkodowanych nawołują zakładników do ucieczki. Część dzieci wybiega z budynku, rozpoczyna się ostra wymiana ognia po obu stronach – padają pierwsi zabici i ranni. Do akcji wkracza rosyjska sekcja Alfa(odpowiednik polskiego Gromu). Szturm na budynek szkoły przeprowadzony przez siły rosyjskie odbywa się błyskawicznie, ale również dość bezładnie. Suchy trzask karabinów, odgłosy wybuchów, tupot nóg, wrzaski. Chaos, zniszczenie i mrożący krew z żyłach krzyk dziecka… Bilans będzie niestety dramatyczny…




Bilans

,,Podczas całej operacji w Biesłanie w Północnej Osetii zabito 27 rebeliantów - porywaczy, z tego 2 podczas pościgu w nocy z piątku na sobotę. 3 terrorystów wzięto do niewoli” - podali w nocy cytowani przez agencję Interfax przedstawiciele władz rosyjskich nadzorujących akcję. Ośmiu rebeliantów zlikwidowano na terenie szkoły, w której przetrzymywano zakładników. Resztę - w okolicy - cytuje rosyjska agencja "niepotwierdzone dane oficjalne", z których wynika też, że trzech terrorystów wzięto żywych. Według korespondentów agencji AP przebywających na miejscu, jeszcze późnym wieczorem i na początku nocy słychać było sporadyczne eksplozje i odgłosy strzałów, choć wcześniejsze oświadczenia władz mówiły, że opór ze strony terrorystów całkiem wygasł. Najnowsze dane przekazane przez autonomiczne władze Osetii Północnej informowały, że rannych zostało 531 osób, z których większość - 283 osoby to dzieci. Ministerstwo sprecyzowało, że 92 dzieci znajduje się w stanie "bardzo ciężkim". W sobotę rano agencja InterFax podała nowe dane oparte na najnowszych doniesieniach z Sztabu Kryzysowego w Biesłanie mówiące już o ponad 250 zabitych(jeszcze w piątek źródła podawały 200); 704 hospitalizowanych w tym 259 dzieciach. Napływające dane o ofiarach i rannych wciąż w mniejszym lub większym stopniu pozostawały ze sobą sprzeczne, ale miały niestety jedną wspólną tendencję – wciąż zawyżały liczbę zabitych i poszkodowanych. W czwartek 9 Września minister zdrowia Michaił Zurabow ujawnił kolejne dane: placówki zdrowia udzieliły pomocy 1015 osobom. Ponieważ ponad 300 innych zginęło, około 200 uważanych jest za zaginionych, zaś około 100 wyszło z zamachu bez szwanku, wygląda na to, że zakładników było znacznie więcej niż 1200. Jeszcze w przededniu wypowiedzi Zurabowa zupełnie inne dane podawał prokurator generalny Rosji Władimir Ustinow. Na dzień dzisiejszy jest wiele ofiar tego zamachu. Według naszych danych wśród zakładników było ponad 1200 osób. W szpitalach znalazło się 727 osób, ustalono, że zginęło 326 osób - powiedział Ustinow relacjonując przebieg śledztwa prezydentowi Władimirowi Putinow. Dokładna liczba terrorystów, którzy zajęli budynek i przez 52 godziny trzymali w nim zakładników też nie jest do końca sprecyzowana. Władze długo mówiły o 32 terrorystach zabitych i jednym aresztowanym. Prokurator Ustinow twierdzi, że rebeliantów było "około 30". Początkowo miało być rozpoznanych 12 z nich, jednak w czwartek agencja AP powołując się na anonimowe źródła w północnoosetyjskich służbach specjalnych pisze o 10 zidentyfikowanych trupach terrorystów. Wśród nich - twierdzi -jest sześciu Czeczenów i czterech Inguszy. Nie wiadomo do końca czym jest powodowana owa niezbieżność danych dotyczących liczby zabitych i rannych w Biełsanie, powodem mógł by być brak współpracy między Rosjanami lub celowo prowadzona dezinformacja. Na tym etapie nie należy jednak stawiać jakichkolwiek osądów i uznać po prostu, że sprawa jest zbyt świeża dla służb rosyjskich, aby jasno mogły sprecyzować jej skutki. Niemniej jedno jest pewne – doszło do masakry, do której dojść nie musiało i ktoś ponosi za to winę...


Kto…?

Spróbujmy przybliżyć okoliczności szturmu. Według jednej z uwolnionych zakładniczek, która wystąpiła przed kamerami telewizji ,,Rossija” do pierwszego wybuchu doszło przypadkiem w sali gimnastycznej. Oderwała się taśma samoprzylepna, którą terroryści przytwierdzili ładunek wybuchowy do ściany. Ładunek spadł na ziemię i eksplodował. Potem doszło do serii następnych wybuchów. Władze rosyjskie także twierdzą, że szturm był dziełem przypadku, w momencie gdy doszło do eksplozji w budynku miała zapanować panika i wówczas siły rosyjskie przez sytuację ,,zostały zmuszone” do szturmu. Natomiast według reporterów ,,Izwiestii” wersja władz nie do końca zgadza się z rzeczywistością. Gazetę poparł eksprezydent Inguszetii Rusłan Auszew, który brał udział w negocjacjach. Według gazety strzelać zaczęli przede wszystkim ojcowie i krewni uwięzionych w szkole dzieci. Komuś puściły nerwy i od tego się wszystko zaczęło. Służby specjalnie nie były zupełnie gotowe do szturmu, ale nie miały innego wyjścia niż brać budynek - piszą "Izwiestia". Zadzwoniliśmy do terrorystów, żeby wstrzymali ogień, i wydaliśmy naszym taki sam rozkaz. Ale ktoś strzelał nadal. Prawdopodobnie było to pospolite ruszenie złożone z miejscowych, którzy sami postanowili uwolnić dzieci. Nie planowano żadnego szturmu. Terroryści uznali strzelaninę za początek szturmu i z wnętrza szkoły dobiegły odgłosy kolejnych wybuchów. Wtedy nie mieliśmy już innego wyjścia niż wchodzić na całego - mówi Auszew. W efekcie wywiązała się walka, która trwała do późnego wieczora i bardziej niż szturm przypominała boje uliczne z użyciem czołgów, transporterów opancerzonych, śmigłowców.


Szamil Basajew w przypisywanym mu oświadczeniu internetowym przedstawia to jako odgórnie zaplanowaną akcję sił specjalnych. Zarazem bierze na siebie odpowiedzialność za zamach. Kwestia przyznania się do winy tego słynnego na całym Kaukazie komendanta polowego wcale nie jest tak oczywista jak to się może z pozoru wydawać. Przyjrzyjmy się jednak bliżej danym serwowanym przez różne źródła informacji, aby lepiej się przyjrzeć zachodzącym kontrowersjom. 6 września świat obiegają pierwsze doniesienia odnośnie składu osobowego komanda, które uczestniczyło w akcji w Biesłanie. Wśród terrorystów byli bojownicy służący w przybocznej straży Szamila Basajewa. Chodzi o 24-letniego Czeczena Nur-Paszę Kułajewa - to jedyny z zamachowców, który przeżył i dostał się do niewoli. W niedzielny wieczór rosyjska telewizja pokazała Kułajewa, który zaklinał się na wszystkie świętości: „nie strzelałem do dzieci!” W oddziale terrorystów, a także w straży przybocznej Basajewa służył też starszy brat Kułajewa, 31-letni Chan-Pasza, który zginął w strzelaninie. Udało się zidentyfikować także ciała innych terrorystów - dwóch Czeczenów pochodzących z aułu Jegenoj. Jednym jest niejaki Umarow, którego narodowości nie podano, ale który z całą pewnością nie jest Dokku Umarowem. Ten ostatni jest jednym z najpotężniejszych czeczeńskich komendantów. Rosyjskie gazety przypisywały mu dowództwo terrorystycznego komanda. Innym zabitym terrorystą okazał się Ingusz Mohammed Auszew, o którym rosyjska telewizja rządowa mówiła, że jest krewnym byłego prezydenta Inguszetii Rusłana Auszewa. W końcu wyszło na jaw, że Auszew terrorysta w ogóle nie jest spokrewniony z eksprezydentem. Zginął też Osetyjczyk Władimir "Abdullah" Chodow. W Północnej Osetii, gdzie tylko nieliczni wyznają islam, "Abdullah" stał się muzułmańskim fanatykiem. Przetrzymywani w szkole zakładnicy twierdzą, że terrorystów było co najmniej z pół setki. Władze - że 32, z czego 30 zostało zabitych, a jeden dostał się do niewoli. Wśród terrorystów były dwie kobiety samobójczynie, a ciał siedmiu zamachowców nie da się rozpoznać.
Według jednej z wersji wśród zabitych terrorystów znaleziono zwłoki inguskiego komendanta i znanego muzułmańskiego fanatyka Mohammeda "Magasa" Jewłojewa, który miał dowodzić atakiem na Biesłan. Według innej Jewłojewa wśród zabitych nie odnaleziono. Byli zakładnicy twierdzą w dodatku, że zwracając się do dowódcy, terroryści używali przezwiska nie "Magas", lecz "Pułkownik" i że mówił on po rosyjsku bez charakterystycznego kaukaskiego akcentu. Jedna z zakładniczek powiedziała, że terroryści nosili brody i długie włosy, co mogłoby wskazywać, że byli partyzantami z gór. Według niej mówili po rosyjsku z czeczeńskim akcentem. Rusłan Auszew, który negocjował z porywaczami, po wyjściu ze szkoły miał powiedzieć: - Moich (tzn. Inguszów) tam nie ma. Być może Auszew miał też na myśli inguskich kuzynów Czeczenów, wspólnie nazywanych Wajnachami. Z kolei Ahmad Zakajew, minister informacji Maschadowa, powołując się na rozmowę telefoniczną z Auszewem, zapewniał zdecydowanie: ,,wśród terrorystów byli Ingusze, Osetyjczycy i Rosjanie, ale nie Czeczeni. - Ale oczywiście, ponieważ ich żądania dotyczyły Czeczenii, nas za wszystko się oskarży" - stwierdził Zakajew. Rosyjski prokurator Siergiej Fridiński nie wspominał już o Arabach - w piątek władze twierdziły, że w ruinach znaleziono dziesięć ciał Arabów - ale twierdził, że w oddziale terrorystów byli Czeczeni, Ingusze, a także Tatarzy, Kazachowie i Koreańczycy. Agencja ITAR-TASS podała zaś, że zamach finansował wysłannik al Kaidy na Kaukaz Abu Omar as Sejf. Jesienią ta sama agencja informowała, że as Sejf został zabity w Czeczenii. 9 Września ustalono tożsamość dowódcy komanda, które 1 września zajęło szkołę w Biesłanie; to 32-letni Rusłan Chuczbarow o przezwisku "Pułkownik" - podał rosyjski dziennik "Wriemia nowostiej". „Pułkownik”, którego wielu zakładników uznało za najokrutniejszego miał dowodzić komandem. Prokurator generalny Władimir Ustinow powiedział, że terrorystów było około 30. Na razie wśród zabitych nie udało się zidentyfikować Chuczbarowa, toteż w rosyjskich służbach specjalnych nie wykluczają, że mógł się wymknąć z obławy. Wg danych dziennika, Chuczbarow, pochodzący ze wsi Gałaszki (Inguszetia), uczestniczył w przeszłości w wielu operacjach prowadzonych przez Arbi Barajewa (czeczeńskiego dowódcę polowego zabitego w roku 2001), potem zaś zbliżył się z radykalnym komendantem polowym Szamilem Basajewem.


Za zamachem stał Basajew?

Mając teraz nieco zarysowaną sytuację odnośnie często sprzecznych ze sobą doniesień prasowych o składzie osobowym terrorystów możemy poruszyć oświadczenie Basajewa z 17 Września, w którym bierze on na siebie odpowiedzialność za akt terroru w Biesłanie. Basajew pisze: "Posługujemy się metodami i środkami, do których nas zmuszacie. Chcąc powstrzymać ludobójstwo na narodzie czeczeńskim nie cofniemy się przed niczym" zarazem biorąc na siebie również odpowiedzialność za strącenie dwóch rosyjskich samolotów 24 sierpnia i dwa wybuchy w Moskwie. Akcją w Biesłanie miał dowodzić niejaki "pułkownik Orstchojew". Nazwisko to nie występuje w zasobach internetowych. "W akcji Nord-Best uczestniczyło 33 mudżahedinów, wśród nich dwie kobiety. Przygotowywaliśmy cztery, ale dwie skierowałem 24 sierpnia do Moskwy, by wysadziły samoloty. W grupie było 12 Czeczenów, 2 Czeczenki, 9 Inguszy, 3 Rosjan, 2 Arabów, 2 Osetyjczyków, 1 Tatar, 1 Kabardyńczyk i 1 Guran" - napisał Basajew. Podając szczegóły akcji w Biesłanie, uważa, że za szturm 3 września i za śmierć 339 osób odpowiedzialność ponosi prezydent Rosji Władimir Putin. Twierdzi, że jego ludzie nie wysadzili szkoły w powietrze i nie strzelali do dzieci. "Domagamy się przeprowadzenia przez ONZ i Unię Europejską (...) publicznego śledztwa w sprawie wydarzeń w Biesłanie. Jesteśmy gotowi udzielić wszelkiej pomocy i dostarczyć każdej informacji" - dodał Basajew. Twierdzi, że terroryści, którzy wzięli w Biesłanie ponad 1200 zakładników i pozbawili ich jedzenia i picia, przekazywali Rosjanom swoje żądania, ci jednak cały czas je ignorowali. Jednym z żądań była - jak twierdzi - dymisja prezydenta Rosji Władimira Putina.


"Jeżeli Putin wyda rozkaz natychmiastowego wstrzymania wojny i wszystkim siłom nakaże powrót do koszar damy zakładnikom wody, jeżeli zacznie się realne wyprowadzanie wojsk - damy wszystkim jeść. Gdy tylko wyprowadzone zostaną wojska z górskich rejonów, wypuścimy dzieci do 10 lat. Pozostałych wypuścimy po wycofaniu wojsk. Jeżeli Putin poda się do dymisji, uwalniamy wszystkie dzieci, bierzemy resztę zakładników i ruszamy do Czeczenii" - napisał Basajew. Sam szturm w piątek 3 września - według tego czeczeńskiego komendanta - był od początku zaplanowaną akcją Rosjan. Tymczasem według rosyjskich władz, doszło do niego przypadkiem - w szkole nastąpił wybuch, zakładnicy zaczęli uciekać, a Rosjanie musieli udzielić im ochrony. Stało się akurat w momencie, gdy rosyjscy ratownicy ewakuowali ciała pierwszych zabitych. Basajew uważa, że to kłamstwo. "Na początek szturmu wybrano 13:00 - czas piątkowej modlitwy. Mudżahedini popełnili karygodny błąd wpuszczając pod budynek samochód 'ratowników' z FSB i nie wiadomo z czym w środku. 'Ratownicy' krzyczeli do zakładników 'uciekajcie', zaraz potem nastąpiły wybuchy" - pisze Basajew. "Prokurator Władimir Ustinow powiedział Putinowi, że mudżahedini zmieniali przewód i dlatego przypadkowo doszło do wybuchu. Nawet ostatni idiota nie będzie zmieniał przewodów w czasie, jak do budynku zbliża się wrogi pojazd". Basajew kończy swój długi list deklaracją, w której kilku punktach stwierdza, że nie jest częścią Al-Kaidy, a celem jego działań jest wyłącznie Rosja. Dementuje doniesienia prasowe, jakoby chciał zgładzić premiera W.Brytanii Tony'ego Blaira. Nie mam do tego mięczaka żadnego interesu, a królową Elżbietę II nawet szanuję".Nie wszystko jednak jak widać układa się w zgodną całość – chociażby fakt dość długiego milczenia Basajewa oraz osoby samego dowódcy komanda z Biesłanu Teza władz rosyjskich pokrywa się z doniesieniami części mediów, które identyfikowały dowódcę - osobę posługującą się pseudonimem "Pułkownik" - jako "Rusłana Chuczbarowa", podważają natomiast oświadczenie komendanta polowego Szamila Basajewa, który przyznał się do zorganizowania akcji i podał, że jej dowódcą był "pułkownik Orstchojew". Na temat Orstchojewa w zasobach internetowych nie ma żadnych danych. Choczubarow vel Chuczbarow nie był z kolei dotychczas znany jako czeczeński bojownik. Prokuratura twierdzi, że poszukuje go od 1998 roku, zarzucając mu zabójstwo dokonane w środkowej Rosji. Sam skład narodowościowy komanda podany przez Basajewa nie jest wolny od znaków zapytania, wszak niektóre media ciągle podważają wiarygodność podanych przez niego informacji. Rodzi się pytanie kto w takim razie mówi prawdę, a kto stara się ją zakamuflować i dlaczego? A może pewnych faktów nie dało się już zatuszować i powstała potrzeba ,,dorobienia” no nich nowej historii?
Jeżeli weźmiemy pod uwagę założenie, że niekoniecznie Basajew miał stać za aktem terroru w Biesłanie i być może z pewnych względów postanowił wziąć to na siebie lub też został w to uwikłany należałoby rozważyć komu mogłoby zależeć na podobnym przedsięwzięciu. Po pierwsze należy zwrócić uwagę na fakt – jaki cel zamierzali osiągnąć terroryści i czy faktycznie chodziło o wycofanie wojsk rosyjskich skoro Asuan Maschadow a wraz z nim większość opozycji czeczeńskiej odżegnała się od zamachu, a nawet go potępiła? Według dr Magnusa Ranstorpa, dyrektora ośrodka badań nad terroryzmem szkockiego uniwersytetu w St. Andrew's „Najważniejszym celem terrorystów, którzy opanowali budynek szkoły w Biesłanie nie była niepodległość Czeczenii, lecz destabilizacja regionu. Każdy, kto cokolwiek wie o Rosji i polityce jej rządu wie, że tego rodzaje akcje nie doprowadzą do wycofania rosyjskich sił z Czeczenii. Akcji przyświecały trzy cele: destabilizacja regionu, zdobycie rozgłosu poza granicami Rosji i zaangażowanie międzynarodowej opinii publicznej w rozwiązanie problemu Czeczenii" - uważa brytyjski ekspert. Z tych trzech celów sprawcom udało się osiągnąć drugi - zdobyli światowy rozgłos. Ranstorp sądzi, że jest za wcześnie, by przesądzać, czy osiągnięty został cel pierwszy. Zwraca uwagę na zadawnione animozje ingusko-osetyjskie i na fakt, że w akcję w Biesłanie zaangażowani byli Ingusze, ale wyraża nadzieję, że Osetyjczycyy nie dadzą się sprowokować i nie wciągną się w konflikt etniczny i religijny (Osetyjczycy są prawosławnymi, a Ingusze muzułmanami). Wyraźnie z powyższego wynika, że Czeczeni raczej stracili w wyniku rzekomego oświadczenia Basajewa niż cokolwiek zyskali dla swojej walki o wolność. Tę swoistą złość świata na Czeczenów mogło tylko podsycić, a nie osłabić oświadczenie Asłana Maschadowa mówiącego jednym tchem, że – co prawda „dla tej nieludzkiej nie ma usprawiedliwienia”, ale „tak samo nie ma usprawiedliwienia dla rosyjskiej soldateski, która zamordowała 42 tys. czeczeńskich dzieci w wieku szkolnym”. Jeden z moskiewskich komentatorów trzeźwo i okrutnie ocenił znaczenie tego apelu: „Z jednej strony (Maschadow) położył na szali jakiś skumulowany, a więc arytmetyczny, a nie emocjonalny rachunek za wieloletnie czeczeńskie krzywdy, z drugiej znalazła się rozgrywająca się poprzez telewizyjne ekrany na oczach wszystkich tragedia konkretnych maleńkich dzieci. To oczywiste, po której stronie musi się opowiedzieć międzynarodowa opinia publiczna”. Biorąc pod uwagę okoliczności wynikłe z zamachu można postawić pytanie: komu zależałoby na rysującym się w ten sposób obrocie spraw? Należy jeszcze dodać, iż świat islamu albo potępił tragedię jaka spotkała niewinne dzieci albo pominął ją milczeniem – czyżby tylko Basajew miał nie uznawać świętych praw Koranu? Wszak dzieci to w islamie świętość. Do siódmego roku życia są uznawane za bezgrzeszne anioły, a rodzice nie mają prawa do tego czasu podnieść na nie ręki. Z drugiej strony niektórzy partyzanci związani z Maschadowem wyrazili pogląd, iż sprawa Biesłanu tylko pogorszyła sytuację narodu czeczeńskiego i gdyby faktycznie stał za tym Basajew byłby on najgorszym wrogiem narodu czeczeńskiego. Przytoczmy najgłośniejsze do tej pory akty terrororyzmu, za którymi stali Czeczeniw celu analizy porównawczej tamtych zdarzeń z zajęciem szkoły w Biesłanie.

23 października 2002 - uzbrojone komando czeczeńskie zajmuje teatr na Dubrowce w Moskwie i bierze 800 zakładników. 26 października teatr wyzwalają siły rosyjskie, ale używają przy tym gazu, który zabija ponad 120 zakładników. 27 grudnia 2002 - samobójczy zamach na budynek administracji Kadyrowa, 83 zabitych. Maj-sierpień 2003 - seria zamachów samobójczych. W największym z nich w Znamienskoje na północy Czeczenii ginie 59 osób. 15 zabitych 5 lipca w czasie koncertu na moskiewskim lotnisku Tuszyno. 9 maja 2004 - ginie prezydent Achmad Kadyrow, zabity w zamachu bombowym w Groznym, podczas obchodów Dnia Zwycięstwa. Do zamachu przyznaje się Szamil Basajew. P.o. prezydenta zostaje premier Czeczenii Siergiej Abramow. 22-23 czerwca 2004 - dwustuosobowy oddział czeczeńskich bojowników wkracza do Nazrania - stolicy Inguszetii, która wchodzi w skład federacji Rosyjskiej. Bilans nocnej bitwy to 98 zabitych i 104 rannych. Rebelianci zajęli główne punkty w mieście i urządzili polowanie na przedstawicieli władz rosyjskich. Podsumowywując: do tej pory zamachy bombowe były przeprowadzane przez terrorystów-samobójców co dobitnie świadczy o desperacji czeczeńskiego ruchu oporu i chęci zwrócenia na siebie uwagi świata. Inne akty przemocy są kierowane przede wszystkim pod adresem prorosyjskich władz Czeczeni. Stanowią bardziej formę walki partyzanckiej zbliżonej do tej prowadzonej przez AK podczas drugiej wojny światowej. Niestety Czeczenom przypisywane są także czyny nie będące ich dziełem jak np. udział w wojnie w Afganistanie czy wysadzanie budynków mieszkalnych w Rosji. Według Sejlama Bieszajewa pełniącego obowiązki marszałka parlamentu Czeczeńskiej Republiki Iczkerii „żaden Czeczen nie może ani z prawnego, ani z moralnego punktu widzenia uczestniczyć w działaniach zbrojnych w Afganistanie, kiedy wojna się toczy w naszym własnym kraju przeciwko obcemu najeźdźcy.” Bieszajew dodaje również Musimy jednak z przykrością stwierdzić, że niestety, wśród Czeczenów znaleźli się także zdrajcy walczący po stronie rosyjskich najeźdźców lub pracujący dla rosyjskich służb specjalnych. Niewykluczone, że spośród takich ludzi rosyjskie służby specjalne wyłoniły ludzi, których wysłano w misji specjalnej do Afganistanu, aby kompromitowały tam czeczeński ruch oporu. (…)Weźmy dla przykładu głośną sprawę wysadzania domów mieszkalnych w Moskwie i innych miastach Rosji. Do chwili obecnej nie udało się FSB znaleźć żadnego Czeczena, który by miał coś wspólnego z tymi wybuchami. Natomiast w Riazaniu zostali przyłapani funkcjonariusze FSB przy podkładaniu materiałów wybuchowych w piwnicy domu mieszkalnego. By zatuszować fakt policyjnej prowokacji, władze ogłosiły, że to były ćwiczenia. Ale po co do tych ćwiczeń użyto prawdziwych środków wybuchowych? Podobnie było w stolicy Północnej Osetii - Władykaukazie. Tam pochwycono ludzi odpowiedzialnych za wybuch i okazało się, iż są to funkcjonariusze moskiewskiego FSB. Śledztwo w tej sprawie prowadziły służby miejscowe, ale Moskwa, by zatuszować sprawę, zażądała, aby władze lokalne wydały przestępców centrali - dla dokładnego zbadania sprawy. Władze osetyjskie - czując pismo nosem - opierały się tym żądaniom, ale pod naciskiem Moskwy musiały ustąpić.” O stosunku do międzynarodowego terroryzmu i radykałów islamskich Bieszajew w imieniu ruchu oporu powiedział wprost „Potępiamy każde przestępstwo godzące w człowieka, zwłaszcza w człowieka bezbronnego. Potępiamy terroryzm międzynarodowy, ben Ladena i talibów. Terroryzm skierowany przeciwko ludności cywilnej jest sprzeczny z naszymi zasadami religijnymi i moralnymi. Zabijanie bezbronnych jest ciężkim grzechem. Niestety, naszych zasad nie wyznają wojska rosyjskie, które na każdym kroku mordują czeczeńską ludność cywilną. Walczymy o wolność naszej ojczyzny. To nie ma nic wspólnego z islamem. Walkę z Rosją o niepodległość naszej ojczyzny toczymy już od trzystu lat. Podjęliśmy ją, zanim nasz naród przyjął islam. Prowadzimy wojnę wyzwoleńczą metodami partyzanckimi. To Rosjanie stosują terror przeciwko nam. Nie mamy nic wspólnego ani z ben Ladenem, ani z talibami. Walczymy o swą niepodległość, a nie o cele ekstremistów czy też fundamentalistów islamskich. Jak już wyżej wspomniano czeczeński ruch oporu potepił również akt terroru w Biesłanie. Jeżeli zaryzykować stwierdzenie, że za zamachem z 1 września stał faktycznie Basajew, to znaczyłoby, iż prowadzi on swoją prywatną wojnę niezgodną z ideami oraz metodami czeczeńskiej partyzantki. Skąd w takim razie biorą się owe rozbieżności działające bez wątpienia na niekorzyść czeczeńskich separatystów walczących o wolność? Pytania ciągle giną we mgle niedomówień zagmatwanej polityki prowadzonej indywidualnie przez formalne i utajnione ośrodki władzy Północnego Kaukazu…

Putin zapowiada…
Reakcja Putina była natychmiastowa, ale co ciekawsze bardziej uwidoczniło się w zmianach ustrojowo-politycznych, niż poświęceniu szczególnej uwagi ofiarom i ich rodzinom. Faktycznie prezydent Rosji przyleciał do Biesłanu w sobotę przed świtem, ale łącznie czas jaki poświęcił Biesłanie zamknął się zaledwie w trzech godzinach. Zdążył w tym czasie odwiedzić szpital, gdzie przebywali ranni, skąd natychmiast udał się na posiedzenie sztabu kryzysowego. Wystąpił na jego forum oraz przeprowadził rozmowy z przedstawicielami władz Osetii Północnej, w tym z prezydentem autonomii, Aleksandrem Dzasochowem. Putin złożył kondolencje rodzinom ofiar, ujawniając też przy tej okazji, iż rosyjskie siły specjalne poniosły w trakcie przeprowadzanej tam operacji antyterrorystycznej "znaczne straty". Prezydent Rosji stwierdził też, że „jednym z celów terrorystów było zasianie nienawiści etnicznej i doprowadzenie do wybuchu na Kaukazie Północnym. Wszyscy, którzy będą poddawać się (takiej) prowokacji, będą traktowani jako współpracownicy i sojusznicy terrorystów”. Na zakończenie oznajmił, że kazał zamknąć wszystkie granice Północnej Osetii, by ułatwić wyłapanie ewentualnych terrorystów i ich współpracowników. Polecił także pozostanie w republice ministrowi ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiejowi Szojgu. Po powrocie do Moskwy Putin natychmiast zabrał się do nakreślania zmian ustrojowo-politycznych członkom rządu. 13 Września działanie te zaowocowały w pełni oficjalnym zapowiedzeniem przebudowy państwa. Miało to miejsce podczas rozszerzonego posiedzenia rządu. Zaproponowano wówczas cały pakiet zmian, które mają radykalnie przebudować rosyjski system władzy państwowej. Władzom rosyjskim przygotowanie projektu miało zając wedle chronologii wydarzeń zaledwie 9 dni, co wydaje się nadzwyczaj szybkim postępem prac w tym kierunku. Pierwszą zapowiedzią Putina jest jeszcze większa centralizacja kraju, dziś będącego Federacją składającą się z 89 podmiotów federalnych mających wybieranych przywódców -gubernatorów lub prezydentów. Zdaniem Putina, liderzy podmiotów nie powinni być wybierani w wyborach bezpośrednich, lecz proponowani przez prezydenta kraju i zatwierdzani przez miejscowe parlamenty. "Jedność kraju to główny warunek, od którego zależy przeciwdziałanie terroryzmowi" - podsumował Putin. Prezydent zapowiedział także wprowadzenie całkowicie proporcjonalnej ordynacji wyborczej w głosowaniu do parlamentu. Dotychczas skład 450-osobowej Dumy Państwowej obsadzano w 50% w głosowaniu na listy partyjne, zaś w pozostałych 50% w 225 jednomandatowych okręgach wyborczych. W najbliższym czasie wniosę pod obrady Dumy Państwowej odpowiedni projekt w tej sprawie - powiedział Putin, według którego zmiana ma na celu powstanie "ogólnonarodowych partii politycznych". Rosyjski lider powołał również nowe Ministerstwo ds. Polityki Narodowościowej, na którego czele postawił swojego dotychczasowego przedstawiciela w Południowym Okręgu Federalnym Władimira Jakowlewa. Na jego miejsce w okręgu, w skład którego wchodzą wszystkie republiki Północnego Kaukazu, wyznaczył z kolei szefa administracji rządu Dmitrija Kozaka. Powierzył mu przy tym kierowanie Specjalną Komisją ds. Kaukazu Północnego. Główne zadanie komisji to osiągnięcie zauważalnych rezultatów przy próbach poprawy życia na Kaukazie Północnym -powiedział Putin, oceniając, że przyczyny terroryzmu, leżą w bezrobociu, w nieefektywnej polityce gospodarczo-socjalnej i w braku wykształcenia. Odnosząc się do walki z terroryzmem Putin stwierdził „Terroryści powinni być likwidowani w swoich kryjówkach, a jeśli tego wymaga sytuacja - należy ich dopadać także za granicą”. Poparł tym samym deklarację szefa Sztabu Generalnego, generała Jurija Bałujewskiego i ministra obrony Siergieja Iwanowa o uderzeniach w bazy terrorystów poza granicami Rosji. "Reforma polityczna nie ma żadnego bezpośredniego związku z kwestią terroryzmu i walką z tym zjawiskiem. Nikt na Kremlu z tym szczególnie nie polemizuje. Jeden z urzędników z otoczenia Putina mówi, że w administracji prezydenckiej już od jakiegoś czasu przygotowywano zmianę systemu wybierania gubernatorów" - pisze dziennik "Wriemia". Także gospodarcza gazeta "Wiedomosti" cytuje przedstawiciela Kremla, który przyznaje, że niedawnych zamachów terrorystycznych Putin użył wyłącznie jako pretekstu by wzmocnić swoje prerogatywy. "Propozycje, które dzisiaj (w poniedziałek) podano do wiadomości, omawiano od dawna, jeszcze przed serią zamachów" - powiedział rozmówca gazety. Według niego ideę odgórnego wyznaczania gubernatorów lansował sam Putin, zaś pracowali nad nią szefowie administracji prezydenckiej Dmitrij Miedwiediew oraz administracji rządowej Dmitrij Kozak. To tłumaczyłoby rzekome ekspresowe tempo prac projektodawczych. Opozycyjny Kommiersant" twierdzi, że nowe zasady "oznaczają faktycznie rewizję konstytucji", przypomina przy tym, że w 1996 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że szefowie regionów powinni być powoływani bezpośrednio. Przytacza także dawne wypowiedzi Putina, w których ten wiele razy zastrzegał, że nie zamierza wprowadzić zasady nominowania lokalnych przywódców. "Inicjatywy prezydenta doprowadzą do całkowitej kontroli Kremla nad całym systemem politycznym Rosji" - komentuje z kolei liberalny dziennik "Gazieta". "W naszej polityce pozostaje już tylko jeden podmiot – prezydent” ocenia w wypowiedzi dla "Gaziety" politolog z fundacji Carnegie Aleksiej Małaszenko. Prasa prorządowa ogranicza się jedynie do wyszczególnienia nowych zmian, zaś uważany za bliski władzom dziennik "Izwiestija" pisze, że 89 gubernatorów i prezydentów już teraz jest tak lojalnych wobec Kremla, że reforma jedynie pozwoli oszczędzić na kosztach wyborów. "Moskowskij Komsomolec"- gazeta bliska merowi Moskwy Jurijowi Łużkowowi pisze "Wczoraj zrozumieliśmy tajemnicę wypowiedzi Putina. Nasz system polityczny jest zbyt rozwinięty dla społeczeństwa. Rosja jeszcze nie dorosła do demokracji. Do naszego poziomu rozwoju społeczeństwa bardziej pasuje dyktatura. A my ją nazywamy „wzmocnieniem pionu władzy”". Putin zapowiedział także powołanie "Izby Społecznej", która ma być "narzędziem kontroli służb specjalnych przez obywateli" oraz miejscem "dialogu z władzą". - Ciekawe w takim razie, po co nam w ogóle parlament? Chyba tylko dla dekoracji - ironizuje Michaił Gerber, naczelny pisma "Jeżeniedielnyj Żurnał". Jeszcze bardziej powiększone mają zostać uprawnienia służb specjalnych. Szef opozycyjnych komunistów Giennadij Ziuganow przypomina, że od początku rządów Putina kierują nimi ci sami ludzie, choć setki Rosjan zginęły w ciągu ostatnich pięciu lat w zamachach, którym nie udało się zapobiec.
"Moskowskije Nowosti" przeprowadziła wywiad z byłym przywódcą radzieckim Michaiłem Gorbaczowem, który stwierdził na jej łamach, że zapowiadane przez prezydenta Władimira Putina plany centralizacji władzy oznaczają "odejście od demokracji". Pod hasłem walki z terroryzmem proponuje się ograniczenie demokratycznych swobód, pozbawienie obywateli możliwości bezpośredniego wyrażania swego stosunku do władz w bezpośrednich wyborach. Ten system nie pomoże w walce z terroryzmem - ocenił Gorbaczow. Na twierdzenie Colina Powella o tym, że realizowany przez Władimira Putina plan centralizacji władzy - podjęty w ramach zaostrzonej walki z terroryzmem - oznacza wycofanie się Rosji z niektórych reform politycznych i jest zagrożeniem dla demokracji.” - rosyjski minister spraw zagranicznych oświadczył, że zachodzące w Rosji procesy są wewnętrzną sprawą jego kraju. Minister Ławrow przytoczył słowa prezydenta Putina, który zapewniał, że wszystkie środki podejmowane w walce z terroryzmem będą zgodne z rosyjska konstytucją. Jego zdaniem, Colin Powell uznaje za sprzeczne z zasadami demokracji wszelkie działania, które nie są zgodne z pojęciem demokracji w jednym kraju - Stanach Zjednoczonych. Szef rosyjskiej dyplomacji powiedział też, że „Rosja nie krytykuje sposobu wybierania prezydenta w Stanach Zjednoczonych, który jest odejściem od demokratycznych zasad”. Można podejrzewać, że polityka Putina nie ograniczy się tylko do Federacji Rosyjskiej, za którego pierwszy przejaw można uznać wybór prezydenta Rosji na przewodniczącego Wspólnoty Niepodległych Państw. 16 września podczas szczytu WNP w Kazachstanie Putin stanął na czele tej dość swoistej organizacji zrzeszającej 12 byłych republik radzieckich - dziś niezależnych krajów. Zastąpił on na tym stanowisku prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmę. Ukraiński prezydent powiedział podczas otwarcia szczytu WNP, że głównym celem spotkania jest walka z międzynarodowym terroryzmem. Potwierdził również zdecydowanie przywódców Wspólnoty Niepodległych Państw we wspólnych wysiłkach w tej dziedzinie. Putin z góry wykluczył możliwość jakichkolwiek negocjacji z przedstawicielami czeczeńskich separatystów. Nowy przewodniczący WNP w uzasadnieniu powiedział, że „żaden cywilizowany kraj nie będzie negocjował, na przykład, z Osamą bin Lodenem” oraz oświadczył, że „wydarzenia w szkole w Biesłanie dają pełne moralne prawo, aby osoby, które atakują Rosję, były traktowane jako część międzynarodowego terroryzmu”. Oświadczenie Putina współgra z wypowiedzią Gen. Jurija Bałujewskiego, który jest najwyższym rangą oficerem w Rosji mówiącego, że "Moskwa zastrzega sobie prawo do uderzenia w bazy terrorystów w każdym zakątku świata". Generał dodał, że "nie zamierza użyć do tego broni nuklearnej". Rusłan Puchow szef moskiewskiego Centrum Analiz Strategii i Technologii zajmującego się obronnością tak skomentował powyższe oświadczenie generała – „Bałujewski wyszedł przed szereg. Odkąd został w lipcu szefem sztabu generalnego, nie wydał żadnego poważnego oświadczenia. Chciał pokazać aktywność, ale jego słów nie należy brać do końca poważni. Rosjanie wydawali już podobne deklaracje, gdy w 2001 r. Amerykanie najechali Afganistan. Wtedy też Moskwa rezerwowała sobie prawo do uderzeń w terrorystów na całym świecie tak samo, jak Amerykanie. Prawo ataku prewencyjnego jest zapisane także w dokumencie znanym jako doktryna Iwanowa, w której szef rosyjskiego MON-u kreśli perspektywy rozwoju sił zbrojnych na najbliższe lata. Jednak na razie brzmiąca groźnie formuła widnieje tylko na papierze i pewnie tak będzie nadal. Rosyjska armia nie ma bowiem ani możliwości, ani planów, ani dość informacji, by takie ataki przeprowadzać.”

Co nas czeka?

Czy oznacza to jednak, że można lekceważyć poważne reformy systemu państwowego jakie zaserwował Rosji Władimir Putin? Nawet jeśli deklaracje o wojnie z terroryzmem poza granicami Federacji pozostaną na papierze to jednak w jej obrębie słowo ,,terroryzm” będzie usprawiedliwiał każde działania podjęte przez władze. Ludność czeczeńska już od 1999 roku znosi mordy i bestialstwa jakich dopuszczają się rosyjskie wojska i służby bezpieczeństwa. Być może już od dawna gdzież w archiwach leży projekt rozwiązania problemu nie tylko Czeczenii, ale i całego Północnego Kaukazu, który ze względu na swój charakter dopiero teraz będzie mógł ujrzeć światło dzienne? Przyszłość z pewnością już niedługo rozwieje wszelkie domysły i spekulacje, pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie będziemy musieli być świadkami kolejnego dramatu lub co gorsza jego uczestnikami.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna