To już numer śWIĄteczny! Czas na życzenia



Pobieranie 121.12 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar121.12 Kb.







TO JUŻ NUMER ŚWIĄTECZNY!

CZAS NA ŻYCZENIA






















2








Stałym działem gazetki

jest wywiad miesiąca, który

przeprowadzamy z przedstawicielami


naszego życia szkolnego.
W tym miesiącu rozmawialiśmy

z Panią Agatą Janiak, która uczy

nas fizyki i chemii.

Pani Janiak zadaliśmy kilka pytań

dotyczących pracy i prywatnego życia.
Poniżej dla zainteresowanych

rozmowa z Panią od fizyki.











Dzień dobry. Na początek chciałybyśmy zapytać, czy jest jakieś doświadczenie fizyczne lub chemiczne, które szczególnie Pani się podoba?

Na czym ono polega?
Jest wiele takich doświadczeń, jednak najbardziej podobają mi się te najprostsze, które bez trudu docierają do uczniów.
Chyba wszyscy w dzieciństwie wyobrażali sobie, kim będą

w przyszłości, aktorami, strażakami, lekarzami... Możliwości jest wiele.

Czy Pani chciała zostać nauczycielką?


Nie, w dzieciństwie nie myślałam o tym

zawodzie, za to o innych, np. chciałam

być przedszkolanką, przez pewien

czas, tak jak wszystkie zapewne

dziewczyny, marzyłam o tym,

aby zostać piosenkarką. Jednak

później wybrałam zawód nauczyciela.

Miałam to chyba zapisane już

z góry, ponieważ urodziłam się

w Dzień Edukacji Narodowej.
Wybierając swój przyszły zawód,

niektórzy podążają w ślady swoich bliskich. Czy może ktoś z Pani rodziny był nauczycielem?
Nie. Nie miałam takich związków rodzinnych.
Czy jako mała dziewczynka lubiła Pani eksperymentować?
Tak. Zawsze rozkręcałam wszystkie zabawki, aby sprawdzić, jak działają,

a potem je skręcałam. Bardzo mnie to interesowało.
Gdyby można było cofnąć się w czasie

i zmienić podjęte kiedyś decyzje,

czy wybrałaby Pani swój zawód,

czy jednak inny?




Nie wiem. To naprawdę jest trudne pytanie.
Miała Pani dość długą przerwę

w pracy związaną

z obowiązkami macierzyńskimi.

Czy trudno było powrócić do roli nauczyciela?



3



Do samej roli nauczyciela nie,

ale do tych pozostałych obowiązków związanych z tym zawodem tak.
Dwa tygodnie temu powróciła Pani

po urlopie macierzyńskim. Czy trudno było pozostawić dziecko w domu?




Trudno, ten urlop zdecydowanie powinien być dłuższy.
Na lekcjach chemii robi się dużo doświadczeń. Czy wydarzyło się kiedyś jakieś nieoczekiwane wydarzenie?

Podczas wykonywania doświadczenia


z amoniakiem, wymknął mi się on z ręki, po czym się rozlał. Amoniak ma bardzo specyficzny zapach, więc konieczne było opuszczenie pracowni.
Czy chciałaby Pani zmienić coś w naszej pracowni, aby można było inaczej prowadzić lekcje?




Tak. Przede wszystkim dla uczniów powinny być zestawy doświadczalne, chociaż jeden na ławkę, aby każdy mógł wykonać doświadczenie samodzielnie, przekonać się co i dlaczego. Gdy ja pokazuję doświadczenie, to nie jest to samo.




Jaka, według Pani, jest idealna lekcja, co powinna zawierać?
Idealna lekcja to taka, na której jest jakiś problem i uczniowie próbują go rozwiązać. Dyskutują i przedstawiają swoje poglądy.


Czy ma pani swój autorytet pedagogiczny, na którym się wzoruje?

Tak, jest to pani metodyk


z Uniwersytetu Łódzkiego. Pani profesor w interesujący sposób prowadzi lekcje

i potrafi przykuć uwagę każdego.
Wielu uczniów zniechęca się

do przedmiotów przyrodniczych, ponieważ są trudne

i wymagają wysiłku intelektualnego.

Co poradziłaby Pani takim uczniom?




Przede wszystkim powinni przemóc tę niechęć, nawet najmniejszy sukces motywuje do nauki.
Co jest najtrudniejsze

w nauczaniu?




To, że jednak nie

do każdego ucznia można dotrzeć. Nauczycielowi trudno się z tym pogodzić.
Czy lubi Pani eksperymentować w kuchni?
Tak. Sama wymyślam nowe potrawy.
Co Panią pasjonuje?
Lubię czytać książki.
Czy interesuje się Pani nowinkami technicznymi?
Tak, ale w miarę możliwości. Czytam czasopisma, np. „Fokus”.
Co, dla Pani, jest w życiu najważniejsze?
Zdecydowanie rodzina.
Dziękujemy za wywiad.

Ewelina Bocian, Kamila Witkowska, kl. IIId




4







Samorząd Uczniowski jest jedną

z ważniejszych organizacji w szkole. Rada Uczniowska ma prawo wpływać na wszystkie obszary funkcjonowania szkoły. Pełni rolę rzecznika uczniów, zgłasza nasze pomysły i reprezentuje uczniowskie interesy.

Funkcjonowanie Samorządu Uczniowskiego regulują zapisy

w Ustawie z dnia 7 września 1991r.

o systemie oświaty. Warto te zapisy znać!
1. W szkole działa samorząd uczniowski.
2. Samorząd tworzą wszyscy uczniowie szkoły.
3. Zasady wybierania i działania organów samorządu określa regulamin uchwalany przez ogół uczniów


w głosowaniu równym, tajnym

i powszechnym. Organy samorządu są jedynymi reprezentantami ogółu uczniów.
4. Regulamin samorządu nie może być sprzeczny ze statutem szkoły.
5. Samorząd może przedstawiać radzie pedagogicznej oraz dyrektorowi wnioski


i opinie we wszystkich sprawach szkoły, w szczególności dotyczących realizacji podstawowych praw uczniów, takich jak: 
1) prawo do zapoznawania się


z programem nauczania, z jego treścią, celem i stawianymi wymaganiami,
2) prawo do jawnej i umotywowanej oceny postępów w nauce i zachowaniu,
3) prawo do organizacji życia szkolnego, umożliwiające zachowanie właściwych proporcji między wysiłkiem szkolnym


a możliwością rozwijania i zaspokajania własnych zainteresowań,
4) prawo redagowania i wydawania gazety szkolnej,
5) prawo organizowania działalności kulturalnej, oświatowej, sportowej oraz rozrywkowej zgodnie z własnymi potrzebami i możliwościami organizacyjnymi, w porozumieniu z dyrektorem,
6) prawo wyboru nauczyciela pełniącego rolę opiekuna samorządu.

Teraz, kiedy wiecie już, jak ważną rolę odgrywa Samorząd Uczniowski, chciałabym Wam go przedstawić, bo chyba każdy jest ciekaw, komu zaufał, w które ręce powierzył prawo do reprezentowania nas, gimnazjalistów w szkole. Oto oni, uczniowie, na których oddaliście swoje głosy.



5


Imię: Monika

Nazwisko: Gil

Wiek: 15 lat

Klasa: IIId

Rola w samorządzie: przewodnicząca

Znak zodiaku: Waga


Zainteresowania: taniec, muzyka, deskorolka, rolki

Ulubiony przedmiot: historia

Najgorszy przedmiot: fizyka

Wymarzony samochód: porsche pakamera stingray

Ideał mężczyzny: inteligentny, zabawny, brunet

Wymarzony zawód: dziennikarka

Ulubiona książka: Ostatnia piosenka

Ulubiony film: Ostatnia piosenka

Ulubiona potrawa: pizza

Ulubiony sport: piłka nożna, siatkówka

Ulubiony wykonawca muzyczny: Rihanna, Beyonce




Imię: Kamila

Nazwisko: Witkowska

Wiek: 15 lat

Klasa: IIId

Rola w samorządzie: zastępca

Znak zodiaku: Rak

Zainteresowania: sport, muzyka, kino

Ulubiony przedmiot: wychowanie fizyczne

Najgorszy przedmiot: fizyka

Wymarzony samochód: WV Garbus

Ideał mężczyzny: zabawny, inteligentny, wysoki

Wymarzony zawód: rehabilitantka

Ulubiona książka: Odlot na samo dno

Ulubiony film: Po prostu walcz

Ulubiona potrawa: leczo

Ulubiony sport: biegi, siatkówka

Ulubiony wykonawca muzyczny: Rihanna

Imię: Julita


Nazwisko: Wędzik

Wiek: 15 lat

Klasa: IIIc


Rola w samorządzie: sekretarz

Znak zodiaku: Baran

Zainteresowania: sport, muzyka, motoryzacja

Ulubiony przedmiot: język polski

Nie lubiany przedmiot: chemia

Wymarzony samochód: nie mam

Ideał mężczyzny: miły, zabawny, śmieszny, z pasją i zainteresowaniami

Wymarzony zawód: policjant, weterynarz, dziennikarka

Ulubiona książka: Przebudzenie

Ulubiony film: Koszmar z ulicy wiązów, Egzorcyzm, Emily Rose

Ulubiona potrawa: spaghetti, pierogi, pomidorowa

Ulubiony sport: piłka nożna

Ulubiony wykonawca muzyczny: Selena Gomez, Bruno Mars, Rihanna

Monika Gil, kl. IIId

Pierwsza gwiazdka już na niebie,

Niech magia świąt ogarnie Ciebie,

Z tej okazji życzę szczerze,

Mikołaja na reniferze,

Który w worze ma prezenty,

On przecież jest tym wyczekiwanym świętym.
Od redakcji gazetki „Gimnazjalista”

6











Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Od samego rana słońce mocno świeciło. Temperatura powietrza przekraczała 350C w cieniu. Pomyślałem wtedy, że jest to wspaniały dzień na urządzenie grilla i kąpiel w naszym nowo wykopanym stawie.

Moi koledzy zjawili się u mnie przed południem. Spotkanie rozpoczęliśmy od konkursu skakania na główkę. Wygrał go najlepszy pływak w naszym gronie, Bartek, który w okolicy był znany jako „Zboban”. O godzinie 14 ruszyliśmy z grillowaniem. Michał i Łukasz zjedli najwięcej kiełbasek, ponieważ byli strasznie głodni. Dwie godziny później, gdy większość z nas się opalała, usłyszeliśmy krzyk:

- Ratunku! Pomocy, topię się!

To był głos Bartka. Wtedy poczułem silne bicie serca i ogarnął mnie lęk, że mój kolega może stracić życie. Postanowiłem wskoczyć po niego. Przez cały ten czas biłem się z myślami, czy to aby nie za późno, czy zdołam go uratować. Wszystko skończyło się pomyślnie, ocaliłem mu życie i wyciągnąłem go na brzeg. Moi koledzy okrzyknęli mnie mianem bohatera. Myślę, że ta przygoda zostanie na długo w mojej pamięci.

Szymon Kołodziejczyk, kl. Ia






W lipcu wyjechałem nad Morze Bałtyckie. Razem z rodzicami, siostrą

i babcią pojechaliśmy do Jarosławca. Wszyscy bardzo cieszyliśmy się na ten wyjazd. Przygotowania do niego zaczęliśmy już trzy dni wcześniej. Moja mama zadbała o to, abyśmy niczego nie zapomnieli.

Wyjechaliśmy bardzo wcześnie rano, bo już o 4.00. Mimo tego, że było dużo kilometrów do przejechania, nie nudziłem się. Nie wiadomo kiedy i już byliśmy na miejscu. Tam czekał na nas nasz domek, w którym mogliśmy zamieszkać. Wcale nie byłem zmęczony podróżą, więc poszedłem zwiedzić ośrodek. Zapoznałem się tam z kilkoma kolegami i koleżankami w moim wieku

i o kilka lat starszymi ode mnie. Okazało się, że oni tak samo jak ja lubią grać

w piłkę nożną. Wspólnie z nimi stworzyłem bardzo dobrą drużynę piłkarską. Graliśmy na boisku, które było na terenie ośrodka. Oprócz tych spotkań grałem też z moim tatą w tenisa stołowego i siatkówkę. Największą frajdę sprawiała mi kąpiel

w morzu. Codziennie chodziliśmy się kąpać.

W Jarosławcu było bardzo dużo atrakcji. Dla mojej mamy, babci i siostry najciekawsze były zachody słońca. Codziennie wieczorem chodziły go oglądać.


7




Byłem fotografem rodzinnym. Zrobiłem mnóstwo zdjęć na pamiątkę. Bardzo często chodziliśmy na spacery. Moja młodsza siostra narzekała na ból nóg, gdyż pokonywaliśmy dużo kilometrów. Dla mnie każdy dzień pobytu był bardzo ciekawy. Trzeciego dnia poszliśmy do aqua parku, który był blisko naszego ośrodka. Najwięcej czasu spędziłem na zjeżdżalni. Super było też na sztucznych falach. Odwiedziłem też razem z rodzicami saunę. Nie siedziałem tam długo, ponieważ było bardzo gorąco. Nie mogłem długo wytrzymać tej wysokiej temperatury.

Pewnego razu, gdy kąpałem się

w morzu, stało się coś bardzo niemiłego. Przyszła duża fala i zniosła mnie

na falochron. Na początku nic nie czułem, byłem tylko przestraszony.

Po krótkiej chwili zobaczyłem,

że rozciąłem sobie rękę i miałem poobdzierany brzuch i nogę.

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Kilka dni mnie bolało

i szczypało. Nigdy wcześniej coś takiego mi się nie przytrafiło. Jeszcze do tej pory wspólnie wspominamy to zdarzenie. Teraz się z tego śmieję, ale to nie było śmieszne.

Na zakończenie naszego pobytu było ognisko. Moja drużyna zagrała pokazowy mecz z dorosłymi. Wszystkim uczestnikom bardzo się on podobał. Podczas tygodniowego pobytu potrafiłem się zaprzyjaźnić z nowymi kolegami. Nieważne kto wygrał ten mecz, ponieważ była to tylko zabawa. Nie zapomnę tego wydarzenia. Nawet moim rodzicom, siostrze i babci podobało się. Najlepsze było to,

że wszyscy bili nam brawa. Byliśmy bardzo dumni i zadowoleni.

Na zakończenie zrobiliśmy wspólne zdjęcie i zajadaliśmy się kiełbaskami

z ogniska. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie zaczął nagle padać deszcz. Wtedy to nasza zabawa się zakończyła.

Następnego dnia zaczęliśmy się pakować. Jeszcze ostatni raz poszedłem z mamą i siostrą nad morze posłuchać szumu fal. Pożegnanie z morzem przyszło mi z dużym trudem. Wymieniliśmy z kolegami adresy

i numery telefonów. To już nie to samo, ale może jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie chciałem wracać do domu.

W drodze powrotnej postanowiliśmy jeszcze odwiedzić naszych krewnych, którzy mieszkają kilkanaście kilometrów od Jarosławca. Przedłużyliśmy sobie w ten sposób wakacje o jeden dzień. Pływanie łódką po jeziorze też było bardzo fajne. Z tatą i wujem łowiliśmy ryby, ale nie udało nam się żadnej złapać.



Wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni ze wspólnych wakacji

nad morzem. Chciałbym to kiedyś powtórzyć. Mam nadzieję, że jeszcze spotkam się z poznanymi kolegami

i zagramy niejeden mecz. Już nie mogę się doczekać następnych wakacji. Nic nie zastąpi wspólnie spędzonych chwil. Zostały mi tylko fotografie, które często oglądam. Wierzę, że następne wakacje będą tak samo udane jak poprzednie.

Michał Szwedzki, kl. Ia






8












To już XI edycja akcji „Góra Grosza”, organizowanej przez Towarzystwo Nasz Dom w szkołach

i przedszkolach w całej Polsce. Jej celem jest zebranie funduszy na pomoc dzieciom wychowującym się poza własną rodziną.

Pieniądze są przeznaczane

na tworzenie i dofinansowanie domów dla dzieci, rodzinnych domów dziecka, pogotowi rodzinnych, kwalifikowanych rodzin zastępczych oraz dla najbardziej potrzebujących domów dziecka, które realizują prorodzinne programy wychowawcze.

Akcja „Góra Grosza” w tym roku była organizowana po raz jedenasty. Przez te wszystkie lata w sumie zebrano ogromny fundusz – ponad 15 milionów złotych. Akcja ta nie odbyłaby się bez udziału i wielkiego zaangażowania uczniów z całej Polski.

Również nasi gimnazjaliści chętnie się do niej włączyli. Zgadzamy się

z organizatorami tej akcji, że udział

w niej przynosi szkole wiele korzyści,

a zwłaszcza daje:
Efekt wychowawczy polegający na uświadomieniu uczniom, że oddając chociażby jeden grosz,

można zrealizować wielkie przedsięwzięcia na rzecz osieroconych dzieci.
Efekt integracyjny polegający

na możliwości przeprowadzenia

wspólnego przedsięwzięcia nauczycieli i uczniów na rzecz potrzebujących dzieci.




Efekt prestiżowy – o akcji dużo mówi się w mediach. Uczniowie i szkoła stają się uczestnikami wielkiej ogólnonarodowej akcji na rzecz dzieci z domów dziecka.
(Red.)


9





Sprawozdanie statystyczne z akcji ,,Góra Grosza 2010" w naszym gimnazjum.
Ilość zebranych pieniędzy według nominałów.


Monety

Liczba monet

Suma w zł

1 gr

2213

22,13

2 gr

2012

40,24

5 gr

1050

52,50

10 gr

430

43,00

20 gr

282

56,40

50 gr

17

8,50

1 zł

3

3,00

2 zł

0

0

5 zł

0

0

RAZEM

6007

225,77


W domu skrzy się choinka,

A przy stole zasiada szczęśliwa rodzinka.



Poświęcimy czas kolędzie,

Gdy noc zapadnie wszędzie.

Złożymy sobie życzenia,

Niech się spełnią najskrytsze marzenia.

(Red.)


Ilość zebranych pieniędzy przez poszczególne klasy.

Klasa

Zebrana suma w zł

I a

4,66

I b

66,89

I c

24,42

I d

6,18

II a

17,52

II b

2,71

II c

15,67

II d

16,49

III a

8,89

III b

11,04

III c

26,50

III d

24,80

RAZEM

225,77


To już święta, święta...



Przesyłamy dziś całuski

Dla tatuśka i mamuśki.

Pozdrawiamy Zuzkę, Olkę, no i Agę,

Jacka, Bartka...,

Uczniów naszej szkoły i pozostałą gromadę.



Nara, pa pa, yoł – żyjcie lajtowo!
(Red.)


10










Centrum Wolontariatu i Organizacji Pozarządowych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Turku przyłączyło się do akcji pisania „Bajki dla Tomka”. Jest to akcja, którą wymyślili lekarze

z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

6-letni Tomek zatruł się grzybami i przeszedł operację przeszczepienia wątroby i cały czas przebywa w CZD - więc takie bajki będą wspaniałym prezentem dla niego i innych dzieci.

W takich opowieściach dobro zawsze musi zwyciężać zło, gdyż chore dzieci przede wszystkim potrzebują promyka nadziei. Bajki mogą nawiązywać do jakiś problemów, ale powinny być ciepłe i pozytywnie zakończone - nie muszą być długie.

Ja już swoją bajkę napisałam, ty też nie czekaj, zrób coś dobrego!

Bardzo dawno temu…, a może nie tak dawno, ale na pewno bardzo daleko, tak daleko, że tego miejsca nie ma na mapie, blisko siebie leżą dwie małe wysepki. Człowiek nie postawił na nich jeszcze swojej stopy, ponieważ są one bardzo dobrze strzeżone przez morskie

zwierzęta. Wyspy te są prześlicznie. Rosną tam niezwykłe drzewa, powietrze jest tak czyste, jak nigdzie na naszej kuli ziemskiej.

Na jednej z nich mieszkają mówiące koty, gdyż obydwie wyspy mają taką moc, że rzeczy niemożliwe dla nas są tam jak najbardziej możliwe:-). Mówiące koty dbają o swą wyspę. Każdy kot ma swój własny domek.

Na drugiej zaś wyspie mieszkają psy, które również potrafią mówić. Mają także swoje domki w kształcie psich bud, lecz w środku są one wyposażone jak prawdziwe domy. Pomiędzy tymi wyspami jest mały most, ale żadna ze stron już od dawna

z niego nie korzysta, ponieważ

od wielu wieków koty i psy toczą wojnę.
***
Pewnego dnia Klafi, mały piesek, który marzył, by poznać jakiegoś kota

i nakłonić całą jego rasę do zgody, szedł zamyślony dróżką pokrytą białymi kamykami. Szedł długo i w końcu znalazł się przy moście. Chwilę


11




spoglądał na niego rozmarzonym wzrokiem, a potem spostrzegł małego rudego kotka, któremu łapka utknęła pomiędzy drewnianymi deskami mostu. Wystraszony piesek nie wiedział, co zrobić, gdyż tata nakazał mu wyraźnie, żeby pod żadnym pozorem nie wchodził na most. Odważny Klafi rozejrzał się

i sprawdził, czy nikt na niego nie patrzy. W pobliżu nie zauważył nikogo. Szybko podbiegł do kotka, chwycił go zębami za kark, a potem wyciągnął z pułapki

i błyskawicznie wrócił na swoją wyspę. Następnie zaniósł kota do swojej kryjówki, malutkiego domku z drewna, który był niedaleko mostu. Położył go

na dywanik. Kot zwinął się w kulkę i się nie ruszał. Piesek z zachwytem obserwował rudego kociaka, gdyż jeszcze nigdy nie widział tak małego osobnika. W końcu uznał, że nie może dłużej milczeć i ciepło przemówił

do małej istotki:

- Hej, przyjacielu, nie musisz się mnie bać. Zawsze chciałem poznać kogoś

z twojej wyspy. Nikomu o tobie nie powiem.

Kot jednak ani drgnął. Pies przysunął się do niego i pogłaskał. Właśnie wtedy futrzak podniósł głowę i spojrzał swoimi pięknymi oczami. Widząc, że jego wybawca nie jest zły, lecz przyjazny, odezwał się do niego cichutkim głosem:

- Jestem Bafi. Chciałam popatrzeć

na fale i wtedy… Przepraszam - przy ostatnim słowie popłynęła jej z oczu łezka.

- Nie przepraszaj mnie, nic się nie stało, tylko musimy utrzymać naszą znajomość w tajemnicy, bo gdy mój tata się dowie, będzie bardzo zły. Chciałbym

się z tobą zaprzyjaźnić. Jestem Klafi. Moglibyśmy się tutaj spotykać, gdy słońce będzie zachodzić, a gdy będzie już całkowicie ciemno, to cię odprowadzę

do mostu. Co ty na to?

- Zgadzam się. Wydajesz się bardzo miłym psem, ale pewnie rodzice mnie

szukają. Czy mógłbyś mnie teraz odprowadzić?

Klafi i jego nowa przyjaciółka wymknęli się z kryjówki. Pies bardzo ostrożnie odprowadził Bafi w stronę mostu, pożegnał się i wrócił do domu. Od tego czasu dwa zwierzaki spotykały się

w każdy wieczór.

Pewnego razu, kiedy Klafi odprowadzał Bafi, wielki krokodyl wynurzył się

z wody i porwał zwierzątka, a na most wyrzucił muszlę - info. Następnego dnia zaniepokojeni pan i pani Klafińscy szukali swojego synka w całej wiosce i okolicy, przeszukali każdy zakamarek, porozwieszali ulotki, lecz syna nigdzie nie było. Drugiego dnia załamani rodzice postanowili, że złamią zakaz i przejdą przez most do wodza Kota-Kota, by zapytać, czy nie ma na kociej wyspie ich synka. Państwo Klafińscy wiedzieli, że gdy wejdą

na teren kotów, mogą już z niego nie wrócić, lecz syn był dla nich najważniejszy. Po drugiej stronie mostu spostrzegli zatroskanych kocich rodziców.

Obie rodziny spotkały się na środku mostu i padło równocześnie to samo pytanie: „Czy jest u was moje dziecko?”. Pani Klafińska spuściła głowę

i nieoczekiwanie zobaczyła muszlę, której używano do porozumiewania się.


11


Rodzice Klafiego i Bafi dostrzegli narysowane na muszli jabłko, a wokół niego promyki. Wszystko wreszcie zrozumieli. Ktoś zabrał dzieci,

a w zamian za nie żąda „owocu spełnienia”. Owoc ten - jak sama jego nazwa mówi - spełniał życzenie właściciela, lecz był też niebezpieczny, gdyż budził we wszystkich kotach

i psach żądzę posiadania i dochodziło

do wielu przestępstw na obydwu wyspach. Zrobiono więc dwa diamentowe klucze, które użyte równocześnie pozwalały zdobyć te magiczne owoce. Jeden klucz należał do psów, a drugi do kotów. Klucze były głęboko zakopane i nikt oprócz kolejnych władców nie wiedział, gdzie one się znajdują. Rodzice zgodzili się, że trzeba będzie porozmawiać z radami wysp i królami. Wrócili więc do swoich wiosek i opowiedzieli, co się przytrafiło ich dzieciom. Po długiej chwili, która wydawała się wiecznością, zapadła decyzja o odkopaniu cennych kluczy. Mieszkańcy obydwu wysp spotkali się po obu stronach mostu. Władcy pochylili się i włożyli klucze w małe otwory, które znajdowały się na samym dole poręczy. Odsunęli się i patrzyli jak zielone pnącza pokrywają cały most, wypuszczają malutkie listki, na koniec pojawiły się trzy duże, czerwone jabłka, które

w słońcu błyszczały i przyciągały spojrzenia zebranych. Na rozkaz władców zabrzmiały trąby. Wszyscy w milczeniu niecierpliwie rozglądali się, z której strony nadpłynie napastnik. Po chwili ukazała się łódka. Była coraz bliżej i bliżej, aż w końcu wielki

krokodyl zatrzymał się przed mostem. Dzieci siedziały związane w łódce.

- Dam wam dzieci w zamian za mój owoc i obietnicę, że pozwolicie mi stąd w spokoju odpłynąć - wielki gad wygłosił swoje żądanie grzmiącym głosem.

- Zgodzimy się, ale obiecaj, że twoje życzenie nie zagrozi naszej wyspie w żaden sposób - przemówił psi wódz.

Krokodyl pochylił głowę na znak przyjęcia warunków. Podpłynął do mostu i oddał dzieci, a w zamian zerwał jedno jabłko, z którym odpłynął w stronę słońca.

Po tym wydarzeniu obydwie strony doszły do porozumienia, że powinny żyć w zgodzie. Most, jak przed wielu wiekami, stał się łącznikiem dwóch wysp, a Klafi i Bafi zostali już na zawsze najlepszymi przyjaciółmi. Do dziś nikt nie wie, czego zapragnął krokodyl, ani czy ta wyspa istnieje naprawdę, bo nie ma na to dowodów, lecz ja wierzę w jej istnienie. Tę historię opowiedziała mi moja złota rybka, która usłyszała ją od innych rybek.


Wiem, że wiara czyni cuda,

a wyobraźnia nie zna granic, więc z nich korzystam… :-)

Ewelina Bocian, klasa IIId




12





W szkole coraz częściej widzi się uczniów z ręką lub nogą w gipsie. Powód bywa jeden - nieostrożność. Tym uczniom nie jest lekko. Gimnazjaliści, którzy mają nogę w gipsie, z ogromnym trudem wspinają się po schodach. Natomiast ci z ręką w gipsie mają problemy z otworzeniem drzwi

i włożeniem plecaka na plecy. Jednak

w naszej szkole uczniowie są na tyle obdarzeni empatią, że z chęcią pomagają poszkodowanym.

Niedawno sama tego doświadczyłam. Miałam uraz łokcia i w wyniku tego rękę

w gipsie W poniedziałek, zaraz po szkole wybrałam się do przyjaciółki, by przetestować nową deskorolkę. Radość była krótka. Chwila nieuwagi sprawiła, że najechałam na kamień i wylądowałam na krawężniku. Auć! Zabolało. Miałam poranioną rękę i zbite kolano. Myślałam, że to nic poważnego. Wraz z mijającymi godzinami odczuwałam coraz mocniejszy ból. Ręka puchła mi w oczach. Nie mogłam nią ruszać. Byłam bardzo przygnębiona.

W tym tygodniu miałam trochę wolnego. Już od jakiegoś czasu planowałam

z koleżankami, jak zorganizować ten czas. Jednak nie przypuszczałam,

że może pojawić się jakaś przeszkoda. A jednak. Należało wszystko odwołać. Ten czas, który miałam spędzić ze znajomymi, musiałam spędzić w domu. Na szczęście trzy dni minęły mi bardzo szybko. Ból ręki był już tylko lekko odczuwalny. Nadszedł piątek. Znowu szkoła. Dzień jak zawsze - 45 minut nauki i chwila przerwy.

Jednak ostatnią lekcję zapamiętam

na długi czas. Zadzwonił dzwonek kończący lekcję i wszyscy biegiem porwali się do drzwi. Gdy wychodziłam, ktoś biegnąc korytarzem, uderzył

w drzwi, które przytrzasnęły mi rękę. Znowu bolało. Ale tym razem jeszcze bardziej. W łokciu czułam dziwnie pulsowanie. Cała ręka mi nabrzmiała. Zaraz po przyjeździe ze szkoły do domu pojechałam z mamą do szpitala. Długo musiałam czekać w izbie przyjęć aż pojawi się jakiś lekarz. Później zrobiono mi prześwietlenie. Na zakończenie - wyrok: gips, czas utraty swobody: dwa tygodnie. Pielęgniarka, która opatrywała mi rękę, na koniec powiedziała: ,,Życzę miłego weekendu”. Dobiło mnie to ostatecznie.

Ręka w gipsie nie sprawiała mi dużych trudności w swobodnym poruszaniu się. Miałam tylko niewielkie problemy z czesaniem się i ubieraniem. Przez gips nie chciała mi przejść żadna bluzka z długim rękawem, dlatego trochę czasem marzłam. Problemy

z gipsem zaczęły być dopiero odczuwane w szkole. Zaraz po przyjściu wszyscy zadawali mi męczące pytania: „Jak to się stało? Kiedy? Gdzie?”. Z niechęcią na nie odpowiadałam. Najgorszym utrapieniem było dla mnie pisanie. Gips miałam założony do palców, więc nie mogłam utrzymać długopisu. Na szczęście zajęły się tym koleżanki

z klasy, które uzupełniały mi zeszyty. Serdecznie im za to dziękuję.

Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, jak to jest mieć rękę lub nogę w gipsie. Teraz sama tego doświadczyłam i wiem, że to przykra sprawa. Dlatego apeluję do wszystkich: „Pomagajcie poszkodowanym!”. Monika Gil, kl. IIId

13





Nasz szkoła stara się,

aby uczniowie nie sięgali

po używki. Organizuje im czas pozalekcyjny tak, aby wzbudzić ich zainteresowanie proponowanymi zajęciami. Okazuje się, że gimnazjalistom podobają się te propozycje i chętnie w nich uczestniczą. Nasi nauczyciele od wychowania fizycznego, a są to Pan Robert Rosiak oraz Pan Wojciech Rorzkowski, starają się zorganizować tak swój czas, aby mieć go również dla naszych młodych sportowców. Najczęściej są to zajęcia,

na których gimnazjaliści grają w piłkę nożną lub ręczną, a piętnastu naszych najlepszych biegaczy ma treningi, dzięki którym rozwijają swoje zdolności.

Spotykamy się dwa razy w tygodniu, często to są wtorki i czwartki. Dojeżdżamy do szkoły rowerami

i zostawiamy je z tyłu bramy gimnazjum, a potem omawiamy cel naszych treningów, gawędzimy

i w końcu ruszamy w teren. Nasz trener, Pan Rosiak, stara się urozmaicać treningi i proponuje nam nowe coraz trudniejsze trasy.

Biegnąc, poznajemy różne zakątki naszej „małej Ojczyzny”. Wiele ludzi, mijając nas, dziwi się, że jeszcze jest młodzież, która ma ochotę spędzać wolny czas inaczej niż większość młodych ludzi, np. przed komputerem lub w potocznie zwanym miejscu

za sklepem”.



Na tych naszych małych spotkaniach nie tylko spędzamy czas z daleka

od używek, również zażywamy świeżego powietrza i poprawiamy swoje wyniki

w sporcie. Czasami walczymy o jakiś smakołyk, aby powstała zdrowa

rywalizacja, która motywuje do wysiłku. Niestety, jak w każdej grupie są małe

problemy. Nie zawsze się dogadujemy, nie zawsze jest po myśli trenera, lecz

staramy się unikać wszelkich konfliktów i najczęściej tworzymy zgraną grupę. Każdy z nas specjalizuje się w innych dyscyplinach lekkoatletycznych: bieg

na 600 metrów, skok w dal, bieg na 1000 metrów, bieg na 300 metrów oraz bieg na 300 metrów przez płotki. Piętnastu naszych wyjątkowych uczniów to: Paulina Bończak, Marlena Kotas, Aleksandra Kwaśna, Kamila Witkowska oraz Dominik Mikołajczyk (to uczniowie klas trzecich), Iza Włodarska, Ewelina Drzewiecka oraz Nikola Białas

(te dziewczyny to uczennice klas drugich), mamy też nowe nabytki z klas pierwszych, a są nimi: Nikola Klimek, Nikola Kurzawa, Karolina Sznajder, Weronika Mikołajczyk, Wiktoria Andrzejczak, Ewa Henschel i jeden rodzynek Tomek Pietrzak.

Niekiedy dołączają do nas inni, którzy nie trenują tak systematycznie,

ale cieszymy się, gdy nasze grono się powiększa. Serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych do spędzania czasu z uczniami naszego gimnazjum.

Na pewno z nimi nie ma nudy! My biegamy po wolność... od używek.

Aleksandra Kwaśna, kl. IIId


14








Słodków, dn. 01.06.2010r.
Droga młodzieży!
Zwracam się do Was, gdyż pragnę, abyście znali negatywne skutki zażywania środków odurzających, tj. narkotyków, alkoholu i papierosów. Pamiętajcie, że działają niekorzystnie

na rozwój organizmu, zwłaszcza Waszego w okresie dojrzewania.

Problem zażywania wymienionych wyżej użytek pojawił się dawno temu, choć nasilił się w latach obecnych. My, młodzi często ulegamy presji otoczenia

i sięgamy po alkohol, narkotyki, zapominając o zagrożeniu, jakie niosą te używki.

Naszemu zdrowiu szkodzi nikotyna. Większość z Was próbowała lub próbuje palić, lecz czy sami wiecie, co palicie? Otóż nikotyna to związek chemiczny, silnie trujący, który w małych ilościach prowadzi do pobudzenia układu nerwowego. To właśnie sprawia, że czujecie się silni, zadowoleni. Euforia, śmiech, lepsze samopoczucie towarzyszą Wam po wypaleniu jednego papierosa. A co się dzieje, gdy ilość nikotyny przekracza „normę”? Wówczas dochodzi do porażenia układu nerwowego, mięśnia sercowego, krew zwiększa swoje ciśnienie poprzez kurczenie się naczyń krwionośnych.

Czy warto tak narażać swój organizm? Zdrowie, a nawet życie? Paląc, dostarczacie do organizmu tlenek węgla (II), tzw. dym papierosowy, który po dostaniu się do hemoglobiny zmniejsza

ilość rozprzestrzeniającego się w niej tlenu, co prowadzi do niedotlenienia Waszego organizmu.

Oprócz wymienionych skutków, nikotyna pozostawia „ślad” na psychice

człowieka palącego. Miewacie czasem napady lęku, jesteście nerwowi i macie problemy ze snem? Jeśli tak, być może jest to spowodowane nadmierna ilością nikotyny we krwi.

Wielu z Was często sięga po alkohol, który również prowadzi do spustoszenia w organizmie. Tak jak nikotyna jest on trucizną, która ścina białko, niezbędne do budowy komórek ludzkich. Ponadto nadmierne spożywanie alkoholu doprowadza do uszkodzenia wątroby, żołądka oraz innych narządów wewnętrznych. Serce osoby pijącej alkohol przypomina „kulę otoczoną cierniami”. Występuje również ryzyko raka przełyku oraz trwałych uszkodzeń mózgu.

Ostatnią, lecz również bardzo szkodliwą substancją są narkotyki. To one stały się w ostatnich latach najbardziej rozpowszechnionym środkiem uzależniającym na świecie. Jedne uspokajają, inne zaś pobudzają. Wspólną ich cechą jest groźba uzależnienia się.

Mam nadzieję, że przedstawione powyżej argumenty przekonały Was, droga młodzieży, że nie warto dla chwili odprężenia narażać swego życia. Jeden niewinny papieros zabiera aż 11 minut cennego życia, które zostało nam dane po to, by je szanować.

]

Sylwia Pacyna, absolwentka naszego gimnazjum



15







Film „Ostatni Władca Wiatru” nakręcono na podstawie znanego serialu dla dzieci. Osadzony jest w świecie fantasy, w którym głównymi wątkami są wschodnie sztuki walki i magia. Potomek linii Awatarów musi nauczyć się odpowiedzialnego działania, aby skutecznie stawić czoła narodowi Ognia i nie dopuścić do zniewolenia narodów Wody, Ziemi i Powietrza. Głównym bohaterem jest mały chłopiec, Aang, przed którym stanęło wiele wyzwań. Musi on niekiedy wcielać się w dorosłe osoby, a nawet jako dziecko zachowuje się jak stary, doświadczony człowiek.



Czy polecam Wam ten film? Mnie on nudził. Przyznam się nawet, że

w połowie seansu tak mnie znużył,

że zasnęłam. Gdyby kolega siedzący obok nie odezwał się do mnie, obudziłabym się dopiero na sam koniec filmu. Z opinii moich rówieśników, którzy oglądali ten film, wynika,

że także nie wzbudził ich zainteresowania. Najlepiej będzie, jeśli sami ten film obejrzycie i wyrobicie sobie swoją opinię, bo przecież o gustach się nie dyskutuje.

Andżelika Przysło, kl. IIId

Adres: www.demotywatory.pl

Chyba dziś już każdy użytkownik polskiego Internetu słyszał

o demotywatorach. Serwis demotywatory.pl, który istnieje od pewnego czasu w polskim Internecie, zdobył sympatię internautów. Stronę może rozbudowywać każdy użytkownik przez dodawanie nowych demotywatorów, ale co to są te demotywatory? Pomoże nam w tym sławna wikipedia.



Demotywator – połączenie wymownego obrazka bądź zdjęcia

z komentującym jego zawartość podpisem.

Jeśli wiemy już, co to jest demotywator, to jaki ma cel ? Demotywator powinien, jak wynika

z nazwy nas demotywować. Tak było do pewnego czasu, teraz demotywatory nas śmieszą zamiast nas demotywować. Dużo ludzi szczególnie młodzieży opowiada demoty, które zobaczyła

w serwisie albo przytacza je podczas rozmów wśród rówieśników. Sądzę, że demotywatory na długo pozostaną

w głowach polskich internatów.

Michał Kurz, absolwent naszego gimnazjum




16





Składniki:

- jedna dorodna choinka,

- karton ozdób choinkowych,

- dwa kilogramy świeżych karpi,

- krztyna suszu owocowego,

- odrobina maku,

- cztery filety śledziowe,

- pół szklanki śmietany,

- pięć jaj,

- trochę bułki tartej,

- trzy garście grzybów.

- opłatek.
Wykonanie:

Choinkę ustaw gdzieś w widocznym miejscu tak, abyś ciągle miał ją

na widoku, następnie udekoruj ją pięknymi ozdobami. Jajka roztrzep delikatnie widelcem w misce. Na talerz wsyp bułkę tartą. Wypatroszone

i pokrojone wcześniej karpie zanurz

w jajku, w bułce i znowu w jajku,

po czym smaż je na patelni z rozgrzanym olejem. Filety śledziowe przekrój na cztery części i



NIECHAJ TE ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA,

BĘDĄ SZCZĘŚLIWE, BEZ SMUTKU CIENIA.

DUŻO RADOŚCI, MIŁOŚCI, CIEPŁA,

UŚMIECHU NA TWARZY,

SPEŁNIENIA ULUBIONEGO MARZENIA,

PREZENTÓW I SMACZNEGO KARPIA,

BŁYSZCZĄCEJ CHOINKI I OPŁATKA NA STOLE

WSZYSTKIM ŻYCZY

REDAKCJA „GIMNAZJALISTY”










Redakcja


Gimnazjum w Słodkowie

Słodków 21b

62-700 Turek

tel. (0-63) 220 76 32

www.gimslodkow.strefa.pl


zalej je śmietaną. Grzybki upraż z małą ilością margaryny. Mak przyda Ci się

do ciasta, bądź makiełek. Z suszu ugotuj kompot. Opłatek wyłóż na talerzyk

i połóż na stół.
Rady:

Zadbaj o to, by w te święta nie zabrakło miłości i radości. Stół nakryj białym obrusem, a pod niego włóż sianko. Pamiętaj o tradycji 12 potraw. Kilka

z nich już wymieniłam.

Uwaga! Przypominam, że karp ma dużo ości. Nie zapomnij także o śpiewaniu kolęd oraz pastorałek i wspólnej modlitwie. Podziel się z najbliższymi opłatkiem, jest on symbolem jedności

i pojednania.
Życzę udanych

i wesołych świąt.


Andżelika Przysło,

kl. IIId





Wydawca: Gimnazjum w Słodkowie

Redaktor naczelny: Michał Hynas

Opiekun: Elżbieta Rosiak

Redagował zespół: członkowie koła dziennikarskiego przy Gimnazjum

w Słodkowie


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna