Toksyczni rodzice



Pobieranie 172.7 Kb.
Strona1/2
Data04.05.2016
Rozmiar172.7 Kb.
  1   2
INKA DOWLASZ

TOKSYCZNI

RODZICE

Sztuka inspirowana książką Susan Forward pod tym samym tytułem.

Copyright Jacek Santorski & CO

Osoby:
Susan

Karolina

Ewa- matka Karoliny

Gordon- ojciec Karoliny

Joe


Matka Joego

Ojciec Joego

Prapremiera sztuki: Teatr Ludowy, scena pod Ratuszem, październik 95.
Scena 1.

W szpitalu, gabinet terapeutki SUSAN. Susan siedzi, nic specjalnego nie robi. Usiłuje wewnętrznie przygotować się do tego, co ma nastąpić: kolejny pacjent, kolejny dramat. Wycisza rozbiegany umysł, sobie tylko wiadomymi sposobami. J e s t.

KAROLINA


Wpada z impetem. Oświadczam ci, że jeżeli nie zostanę natychmiast wypisana ze szpitala. Ucieknę.

SUSAN


Nie będziemy cię tu trzymać Karolino. Są twoi rodzice...

KAROLINA


Moi rodzice? A po co oni tu przyszli? Ja nie mam zamiaru się z nimi zobaczyć. Ani tu, a ni nigdzie. Dla nich umarłam na zawsze. Po co wyście mnie odratowali? Wybiega.
Scena 2.

Joe z torbą podróżna usiłuje wyplatać się z opiekuńczych ramion mamusi.

JOE


No, to już pa, mamo. Jestem dwadzieścia minut spóźniony.

MATKA


No, dobrze pa...Ale no, jak z tym będzie?

JOE


Z czym, mamo?

MATKA


No, jak to, z czym? O której przyjdziesz do domu na obiad?

JOE


Mamo, ja się wyprowadzam. Zrozum to, ja się wyprowadzam, jestem dorosły.

MAMTKA


Wiem, że się wyprowadzasz, nie o tym mówię. Pytam tylko czy przyjdziesz do domu na obiad?

JOE


Nie.

MATKA


Ja cię pouczę. Jak będziesz wieszał koszule na wieszaku to zapnij ostatni guzik, to ci się nie pomną?

JOE?


Mamo, ja nie nosze takich koszul, pa.

MATKA


O Boże, poduszka! Zapomniałam zabrać poduszkę.

JOE


Mamo, ja nie potrzebuje poduszki, kupię sobie poduszkę. Pa, mamo! Jestem spóźniony.

MATKA


Pa. Pa...A obrazek wujka Tola. Byłabym zapomniała o najważniejszym. Chroń go jak oka w głowie. Uważaj przy wieszaniu, on ma pęknie tą szybkę. Ojciec jak przyjdzie wbije ci gwóźdź. To musi być zrobione fachowo.

JOE


Pa, mamo! Oddala się.

MATKA


Krzyczy za nim. Zapałki masz w bocznej kieszeni w torbie. Do siebie. Jak on sobie da radę, on sobie nie da rady.
Scena 3.

Joe wpada do gabinetu, Susan nie kryje tego, że jest na niego wściekła.
JOE

Przepraszam. Nie będę się usprawiedliwiał, bo to głupie.

SUSAN

Zabierz się lepiej do pracy, dotrzymasz dziś towarzystwa Karolinie.



JOE

Miała być wypisana.

SUSAN

Ale nie jest.



JOE

Pod nosem, ale tak, żeby Susan dać do zrozumienia, że to zadanie jest mu w najwyższym stopniu nieme. Dola stażysty.

SUSAN


Jest bardzo pobudzona, nie możesz jej odstąpić na krok.

JOE


Nawet w toalecie?

SUSAN


W wścieklość opuściła ją. Tam już była, ze mną, wynos się!

JOE


No idę, idę... Znika, wchodzą rodzice Karoliny.
EWA

Skierował nas tu ordynator, ale dlaczego do psychologa? Nasza córka przecież nie jest nienormalna?

SUSAN

Dokładnie przygląda się rodzicom: oto ma przed soba kolejny dramat. Przyjmuje postawę wyczekującą.

GORDON


Sprawia wrażenie, jakby chciał cała sytuacje obrócić w żart. Sięga po papierosa. Wkłada do ust. Szuka zapałek...

EWA


Nagłym ruchem wyrywa mu papierosa z ust. Patrzy na Susan, oczekuje prawdopodobnie jej aprobaty. Ordon nie protestuje. Na wszystko jej pozwalałeś.

GORDON


Milcz, kobieto.

EWA


Moje dziecko, moje ukochane jedyne dziecko. Taka była słodka i proszę, co z niej wyrosło.

GORDON


Daj spokój, pani doktor ma ważniejsze sprawy.

SUSAN


Przygląda im się wyczekująco. Sami w pewnym momencie zaczną mówić do rzeczy.

EWA


Coraz gorzej czuje się z milczeniem tej obcej kobiety, która jak się jej wydaje wie już o nich wszystko. Teraz to modne obwiniać o wszystko nieszczęsnych rodziców.

GORDON


Milcz.

EWA


Mogę milczeć. To sam powiedz. Tatuś zabrał się i poszedł do kochanki!

GORDON


O, przepraszam, mieszkam z moja mamusią.

EWA


Nie słucha. No powiedz teraz pani doktor. Kto jej miał zapewnić warunki? Ja? O wszystkim musiałam myśleć sama. Nawet wtedy, kiedy mieszkałeś jeszcze z nami. Czy ktoś poza mną robił zakupy? Czy ktoś poza mną sprzątał? Wynosił śmieci? A klapa w ubikacja bez przerwy była otwarta. I tylko pretensje.

Ona nie ma czasu, bo ona ma problemy ze sobą. Na siedzenie godzinami przed lustrem, albo przy telefonie zawsze miała czas. Nagle do Gordona. Nie patrz tak na mnie. A co powiedziałeś, jak oblała maturę?. „ Nie martw się córko, Ford też nie miał matury”

GORDON


Zdała przecież poprawkowy egzamin.

EWA


Nie ma zamiaru teraz słuchać nikogo. A o tym, że rzuciła studia przed samym dyplomem, to pewnie nawet nie wiesz?

GORDON


Wiem, wiem i bardzo się tym martwię.

EWA


A jak zadała się z tym „artystą”? Tylko do mnie umiałeś wygadywać, że go przepędzisz. Kto mu w rezultacie powiedział, ze ma się wynosić, ty? Nie. Ja! Na mnie to spadło. Gdyby się dowiedziała, że spławiłam jej ukochanego...Ja zła matka, ty ukochany tatuś.

GORDON


Gdybyś nie była taką jędzą!

EWA


Pani doktor, sama pani widzi. Ponieważ Susan w dalszym ciągu nic nie mówi, zmienia front.

Zresztą, pani jest za młoda, żeby to wszystko zrozumieć. Przekona się pani kiedyś, sama.


W gabinecie zalega ciężka cisza. Susan patrzy na rodziców. Zastanawia się, w którym momencie zainterweniować, żeby rozmowa mogła być terapią...
GORDON

Popatrzył na obydwie kobiety, wstał powoli, jakimś groteskowo ministerialnym gestem wyjął wizytówkę. Miłe panie. Powiedziałem wszystko. Nic tu po mnie. Mam ważne spotkanie. Polożył na stole wizytówkę. Proszę. Gdybym był jeszcze potrzebny. Dziękuje pani doktor za pomoc i zainteresowanie moją córką. Wskazał pogardliwie na Ewę. Nie będę przepraszał, pani jest przecież psychologiem. Do widzenia. Wycofał się pospiesznie.

EWA


Ewa zerka na wizytówkę, Susan patrzy na nią, spojrzenia kobiet spotykaj się. Kretyn!

SUSAN


...Pani Ewo, proszę mi opowiedzieć coś o sobie.

EWA


Ożywia się. Pochodzę z bardzo porządnej rodziny. Warunki życia były, oczywiście, zupełnie inne niż dziś. Była dyscyplina. Nie wyobrażam sobie, że mogło być inaczej. Tatuś był prawym człowiekiem. Cos zmąciło jej pewność. No... Był wybuchowy...Mama też... Ale przecież musieli utrzymać nas w ryzach. Byliśmy dzięki temu wzorowa rodziną. Pewne rzeczy takie jak stawianie się rodzicom, były po prostu niedopuszczalne.

SUSAN


Decyduje się na interwencję, gdyż sygnały wysyłane przez ciało Ewy, mówią coś, czego nie ma w jej słowach...

Nie można być bitym i nie odczuwać wściekłości.

EWA

Przez chwile jej uwaga bladzi, coś wspomina... To dzięki surowej dyscyplinie wyrosłam na człowieka.

SUSAN


Czy możemy mówić sobie po imieniu?

EWA


Proszę.

SUSAN


Powiedz mi proszę, czy bywa, ze miewasz ataki niepokoju bez powodu?

EWA


No tak...Ale... Pani doktor... Poprawia się. Chyba przesadzasz. Kim byśmy wszyscy byli, gdyby zezwolić na samowolę? U nas w domu na ścianie wisiała „dyscyplina”. Wystarczy łoże tatuś spojrzał na nią, nie musiał nas wcale bić. Nie było żadnych dyskusji! A Karolina? Sto razy można do niej mówić. Na dodatek zachowuje się tak, jakby była głucha.

SUSAN


Bite dziecko traci pewność siebie...

EWA


Milczy. Obiecywałam sobie kiedyś, że jak będę miała dziecko, nie podniosę na nie ręki. Milczy.

Nawet nie wiem, kiedy zmieniałam się w moja własna matkę. Ewa milknie, gdyż jej przekonanie o tym, że nie wolno mówić źle o rodzicach jest bardzo silne. Moja mamę można zrozumieć, ale...

SUSAN


Ewo, zaproponuję ci coś, dobrze? Wyobraź sobie, że twoja mama tutaj siedzi. Wskazuje jej puste krzesło. Powiedz jej teraz wszystko, czego jeszcze nigdy jej nie powiedziałaś.

EWA


Trochę zaskoczona. Spróbuję... Milczy bardzo długo, przez głowę przelatują jej tysiące różnych obrazów... Nie Susan, mam białą plamę przed oczami...Nie mogę.

SUSAN


Pomogę ci. Powtarzaj za mną i dokończ. Mamo, kocham cię, ale...

EWA


Mamo, kocham cię, ale...

SUSAN


Powtórz, mamo, kocham cię, ale...

EWA


Mamo, kocham cię, ale... Nigdy manie nie rozumiałaś. Mamo, kocham cię, ale mam do ciebie żal, że byłaś niesprawiedliwa. Mamo, kocham cię, ale...Milczy...

Susan, coś się ze mną dzieje. Jakoś...Dziwnie, jakbym miała zaraz zemdleć. Milczy. Susan, ja właściwie, ja...Czuję, że jestem niewidzialna!

SUSAN


Czy coś widzisz?

EWA


Tak. Jestem w domu, gadam, gadam, nikt mnie nie słucha. Milknie. Teraz jestem na jakimś przyjęciu, to chyba komunia Karoliny, siedzę z boku niepotrzebna, wszyscy bawią się świetnie...

SUSAN


Mów, Ewo, to bardzo ważne...

EWA


Nie mogę...

SUSAN


Spróbuj...

EWA


To było...Karolina chodziła jeszcze do przedszkola. Milknie. Pracował ze mną przez jakiś czas mężczyzna. Dużo był ode mnie młodszy. Lubiłam go. Często rozmawialiśmy. Może nawet byłam...Zakochana... Wiele kosztowało ja to wyznanie, ale nie czuje żadnej dezaprobaty ze strony Susan, mówi dalej. On starał się, jak umiał, często szukał mojego towarzystwa. A ja... Czułam się przy nim właśnie jakąś „ n i e w i d z i a l n a”.

SUSAN


Jest teraz pełna powagi i aprobaty. Czy podobnie czułaś się jak byłaś mała?

EWA


Tak. Tak się czułam.

SUSAN


To naturalne. Małe dzieci pozbawione troski i zainteresowania, zaczynają czuć się niewidzialne.

EWA


Bałam się, ze Karolina jest nienormalna. Ciągle potrzebowała czułości. Bałam się okazać jej zbyt wiele. Chciałam, żeby była samodzielna, bardziej niż ja. Milknie. Susan, jestem bardzo zmęczona. Czy możnemu trochę odpocząć?

SUSAN


Możemy skończyć. Byłaś bardzo dzielna.

EWA


Po chwili. Nie sadziłam, ze się jeszcze czegoś o sobie dowiem... W swojej książce pisałaś, że można do kogoś napisać list, wygarnąć mu wszystko, co ci leży na sercu i nie wysyłać tego listu.

SUSAN


Czytałaś moją książkę?

EWA


Tak.. To znaczy...Karolina czytała...Myślałam, że to te nowoczesne bzdury przeciwko nam rodzicom...Jesteś wspaniała osobą Susan. Kto by pomyślał?..

SUSAN


Uśmiecha się, ona wie znacznie więcej o sympatii a także nienawiści, jaką wzrusza w procesie terapii...

EWA


Nie bądź taka skromna. Niełatwo komuś takiemu jak ja poprzestawiać w głowie. Do widzenia Susan.
Susan zostaje sama, spojrzala na lezaca wizytowke Gordona...

Scena 4.
Karolina za nią, krok w krok kroczy, nieco demonstracyjnie Joe.
KAROLINA

Wybacz, Joe chciałabym, chociaż przez godzinę być sama.

JOE

Przykro mi, taki przepis, nie mogę odejść.



KAROLINA

Żebym nie uciekła?...Aha, żebym nie zrobiła tego jeszcze raz? Nie bój się, nie zrobię. Gdybym wiedziała, co mnie potem czeka? Nigdy! W pierwszej chwili myślałam, że nie żyję. Zresztą ty, jako psycholog już mnie prześwietliłeś.

JOE

No wiesz...



KAROLINA

Potraktuj to, co mówię poważnie, przecież nie jestem taką zupełną wariatką.

JOE

Co chcesz usłyszeć? Pracuję tutaj, bo chciałem pomagać innym. Czuję się tu potrzebny. Ludzie sa tak przerażająco samotni. Czasami w nocy nie mogę usnąć, zalewa mnie ludzkie nieszczęście.



KAROLINA

Nie bój się, nie zaleje cię moim nieszczęściem.

JOE

Źle mnie zrozumiałaś, nie narzekam, tylko czasami nie wytrzymuję tego. Ale człowiek sam sobie wybiera swój los i wszystko, co go spotyka...



KAROLINA

Ja miałbym wybrać sobie totalną niemoc? Miałam wrażenie, że z dnia na dzień zapadam się w jakąś czeluść. Robiłam, co mogłam, żeby nie wpaść w schemat: wyczyszczony kibel i pozmywane garnki to sprawy najważniejsze!

JOE

Masz faceta? To znaczy...Chodzi mi o...



KAROLINA

Rozbawiło ja zakłopotanie Jego...

Mój pierwszy narzeczony nałogowo kłamał, ale był czarujący. Uświadomił mi, ze można myśleć inaczej niż moi rodzice. Kochałam go, zrobiłabym dla niego wszystko. Dziwny człowiek. Nagle zniknął. Nie odpowiadał na moje listy...



Karolina chętnie mówiłaby dalej, ale Je również nabrał ochoty do zwierzeń.

JOE


Ja też żyłem w niezłym syfie. Najpierw miałem wielkie ambicje, wielkie plany...Największe o czwartej nad ranem. O tej porze wszystko wydaje się możliwe. A rano jak trzeba wstać...

KAROLINA


I ruszyć tyłek...

JOE


Odechciewało mi się nagle. Mam prawie trzydzieści lat i jestem zerem! Wszystko w ukochanym czasie przyszłym. A im dalszej przyszłości dotyczą moje plany, tym są oczywiście lepsze. A jak mam wykonać ten krok...Po jakimś czasie snuję nowe plany...

KAROLINA


Znam to na pamięć. Wyobrażam sobie, że oni, chociaż nie wiem, czy w ogóle istnieją jacyś oni, ci „oni”, rozumieją siebie nawzajem a tylko ja, z niewidzialnych powodów- odstaję. A jak do nich pójdę, to będą się ze mnie śmiać, będą mnie do czegoś zmuszać. Oni od razu zauważą, że jestem jakaś inna. Nienawidzę domu, ale jakaś siła przykuwa mnie tam.

JOE


Ja wybaczyłem moim starym i jesteśmy kwita. Jestem wolny. Mam tu w szpitalu pokój służbowy. Nie muszę mieć z nimi nic wspólnego.

KAROLINA


Co ja bym dała, żeby nie mieszkać z matką?

JOE


Nie ma sprawy. Pauza. No...Nie...źle mnie zrozumiałaś.... Ale moja kumpela mieszka sama pogadam z nią.

KAROLINA


Na razie nie mam forsy. Ale może ojciec mi cos da.

JOE


Ojciec, a ile, przepraszam ty masz lat? Nie masz zawodu?

KAROLINA


Studiowałam filologię., Pisałam wiersze. Nawet wygrałam konkurs literacki na uczelni. Na dyplomowym roku cos się urwało.

JOE


Miłość?

KAROLINA


Widzę, ze jesteś niezłym psychologiem. Ukochany pił, zawalał zajęcia a ja razem z nim. Oblałam końcowe egzaminy...

JOE


A on?

KAROLONA


Ożenił się z moja przyjaciółką. Wpadłam w jakiś obłęd. Chodziłam po mieście, szukałam go. Całymi godzinami...W deszczu. Byłam nieszczęśliwa, a jednocześnie jakąś...

JOE


Spełniona?

KAROLINA


Tak. No i zaczęło się. Unikałam znajomych. Zaszyłam się w domu. Nazywało się to, że piszę pracę magisterską. Minął rok, potem drugi. Tatuś przychodził: pisz, pisz, córeczko, pisz.

JOE


A co by było, gdybyś nie wzięła od tatusia pieniędzy?

KAROLINA

Co?!

JOE


Chcę ci coś zaproponować. Wyobraź sobie, że on tutaj siedzi...

KAROLINA


Nie mogę.

JOE


Zaryzykuj. Powiedz- „tato, nie potrzebuję już twoich pieniędzy”.

KAROLINA


Nie umiem,

JOE


Proszę, cię, spróbuj. „Tato, nie potrzebuje już twoich pieniędzy”.

KAROLINA


Tato...Nie potrzebuję twoich pieniędzy. Milknie, wzbiera w niej wściekłość. Słyszysz?! Nie potrzebuję twoich pieniędzy. Zaczyna krzyczeć. Nie potrzebuję! Nie!!! Karolina płacze, Joe do głębi przejęty usiłuje okazać jej swoje współczucie.

Wciąż możesz być jego małą, bezradną córeczką...



Zjawia się Susan, zaniepokojona krzykiem Karoliny.

SUSAN


Słyszałam cię Karolino, czy coś się dzieje?

KAROLINA


Rozmawiamy trochę o moim ojcu.

JOE


Widzę Susan, ze nie masz zaufania do moich umiejętności prowadzenia rozmów z pacjentami.

KAROLINA


Zerwała się, ze łzami w oczach. Przepraszam. Wybiegła.

JOE


Biegnie za Karoliną.

SUSAN


Zostaw, Joe. Co się dzieje?

JOE


Nosi mnie. Cos mnie dosłownie roznosi. Musze ją przeprosić.

SUSAN


Joe, podobno chcesz być terapeutą?

JOE


I co z tego? Jestem przede wszystkim człowiekiem.

SUSAN


Spokojnie. Który moment waszej rozmowy tak cię chwycił?

JOE


Wraca pamięcią do burzliwej chwili z Karoliną. Niemożność, niemożność zrobienia czegokolwiek...

SUSAN


...

JOE


Mało? Dla ciebie to mało?!

SUSAN


Krzyczysz Joe.

JOE


Krzyczę i be de krzyczał, bo mi się tak podoba!

Już wiem. Forsa. Ona mówiła o forsie. W pewnym momencie wyobraziłem sobie jak ona bierze garść pieniędzy i rzuca swojemu staremu w twarz. A masz. Udław się...Tatusiu.



Wybiega. Susan, ja musze ja dogonić.
Scena 5.

Joe wpada na swojego Ojca, który...Czekał na niego.
JOE

Tato. Co ty tutaj robisz?

OJCIEC

Ja? Przypadkiem, odwiedziłem kolegę, pomyślałem sobie, że podrzucę ci to.



JOE

Matka cię przysłała i oczywiście wcisnęła ci te cholerną poduszkę. Opanowuje się. Dobra, dzięki.

OJCIEC


I to.

JOE


A co to jest?

OJCIEC


Kura.

JOE


Po co mi kura? Mówiłem już, ze obiady mam w szpitalu.

OJCIEC


Masz urodziny.

JOE


Faktycznie. Zapomniałbym.

OJCIEC


Matka miała atak woreczka, nie mogła jej usmażyć czy upiec. Nie znam się na tym. Ale jak wstanie i przyjdzie, to ci zrobi.

JOE


Nie potrzeba, tato. Chciałbym zaprosić moja szefową i jeszcze kilka osób. Odbębnię to oficjalne spotkanie i przyjdę do was, dobrze?

OJCIEC


Jak chcesz? Ja...To matka, wiesz jak potrafi się uprzeć.

Ojciec pospiesznie oddala się. Joe zostaje z tą poduszką i z ta kurą...
SCENA 6.
Mieszkanie Ewy i Karoliny. Ewa jest sama. Ewa siedzi przy stole, przed nią stos kartek, które usiłuje posegregować. Wyrzuca wszystkie. Zabiera się do pisania.
EWA

...Kochana Mamo, Uświadamiam sobie, że jestem już właściwie stara a ciągle ty sprawujesz niewidzialną kontrolę nad moim życiem. Ewa pisząc machinalnie usztywnia ciało, podnosi ramiona, w wyobraźni widzi zagniewaną twarz swojej matki. Chcesz wiedzieć, dlaczego wyszłam za Gordona? Żeby się wyrwać z domu. Tak, żeby się wyrwać z domu! Odkłada jednak kartkę, bierze puste krzesło, zupełnie tak jak w gabinecie Susan. A wiec do rzeczy, mamo. Czuje się ograbiona przez ciebie, przede wszystkim z wrażliwości. Ograbiona z ufności. Wyobraźnia posuwa jej coraz to nowe obrazy z dzieciństwa, ceny pełne żalu, sytuacje pełne bólu. Ograbiona z odwagi cywilnej. Raz na zawsze ograbiona z poczucia, że jestem coś warta. Do tej pory słyszę twój ostry głos-„ to ma być dobre?”, „ Nie ma się, czym zachwycać”. Nie umiałaś słuchać. Twój wbity we mnie wzrok czuję do tej pory. Do tej pory otacza mnie mur, twojej niechęci. „ Tobie nigdy nic się nie udaje”. „Ty nawet firanki nie potrafisz poprawić”. „Ty nawet nie potrafisz zamknąć porządnie drzwi”. „Ty nawet nie potrafisz umyć się, żeby nie nachlapać. Ty nawet nie potrafisz, ty nawet nie potrafisz... Ty nawet nie potrafisz...Nigdy nic nie potrafiłam! Milczy zaczerpnęła powietrza... Bałam się ciebie. Nic nie mogło ukryć się przed twoim wzrokiem. Szperałaś po moich rzeczach, czytałaś moje listy...

Nienawidzę cię, nienawidzę cię za moja samotność. Nienawidzę najbardziej za to, ze zrobiłam się taka sama jak ty!



Ewa jest tak wzburzona, że przeskakuje z tematu na temat. Ty despotko! Zniszczyłaś moja kobiecość. Miłość? Dla ciebie liczył się tylko obowiązek.

Jak Gordon odszedł, myślałam, że się nie podźwignę? A ty? „ Masz, czego chciałaś. Od początku było wiadomo, że tak się skończy”. Dobiło mnie zupełnie –„ Sama sobie jesteś winna”.



Powiem ci teraz ci powiem Pauza. To przez ciebie Gordon odszedł. To przez mój strach przed... Seksem. Byłam na te sprawy zbyt zmęczona. Wolałam prać, prasować, sprzątać, byle nie „t o!

Usiłuje uciec od tych straszliwych myśli, zmieniając temat. Milknie. Mamo. To niemożliwe żebym była tylko zła. Ewa czuje, ze za chwile zwariuje. A może to ty byłaś złą matką? Może to ty nie umiałaś ze mną postępować? „ Nie kocham cię córko, bo na to nie zasługujesz”. Nigdy nie udało mi się zasłużyć. Zawsze byłaś z czegoś niezadowolona, zawsze zła. Byłaś taka sama jak twoja matka! Rzuca krzesłem, płacze. W pewnym momencie jej twarz się rozjaśnia...

Karolina... Czule, z trudnością...Córeczko moja...Czemu ja tak z tobą walczyłam?..Byłaś taka krucha. Ja... Ja ci to wszystko wynagrodzę, nie wiem jak...Wynagrodzę ci.
Słyszy dzwonek, coraz bardziej natarczywy.

Scena 6.

Wchodzą Ordon i Karolina.

EWA


Jest zmieszana ich niespodziewanym zjawieniem się, ze szczera radością rzuca się na Karolinę, która zaskoczona sztywnieje. Karolina, moja kochana...

Rzuca się również na Ordona. Gordon.

GORDON


Coś ty...Ewuniu.

KAROLINA


Przestańcie się zgrywać. Ewa odskoczyła jak oparzona. W pośpiechu robi porządek. Strasznie chce mi się pić.

EWA


Już, już córeczko zrobię ci herbaty. Znika.

KAROLINA


Córeczko, koń by się uśmiał. Karolina siada przy stole, Gordon stoi niezdecydowany.

EWA


Krzyczy z kuchni. Gordon, kawy?

GORDON


Tak, poproszę. Gordon siada obok Karoliny, przez chwilę milczą. Gordon sięga po portfel.

KAROLINA


Nie, tato. Nie potrzeba mi.

GORDON


Weź. Zapłacisz za mieszkanie. Nie możesz u kogoś mieszkać za darmo. Uśmiecha się zadowolony. Dostałem premię.

KAROLINA


Dziękuję. Chowa pieniądze.

EWA


Wchodzi, siada.

KAROLINA


Gdzie moja herbata?!

EWA


Już, już córeczko, woda się gotuje. Zaległa ciężka cisza, Gordon siedzi nieobecny, jego myśli błądzą, gdzieś...Ewa również nie wie jak dopasować, to, co czuje, to, co chciałaby w swoim życiu zmienić, do tej konkretnej stacji.

KAROLINA


Wyprowadzam się.

EWA


Co?! Gdzie?!

KAROLINA


Do koleżanki.

EWA


Z furią. Co ty sobie wyobrażasz?! Tak po prostu się wyprowadzić? A co ja z tym wszystkim zrobię?

GORDON


Ewo, posłuchaj.

EWA


Milcz, idioto.

KAROLONA


Mamo, przestań tak mówić na tatę.

EWA


Nagle zatrzymała się.

Przepraszam, zaraz wrócę.

KAROLINA

Wiedziałam, że tak będzie. Obydwoje wiedzieli, siedzą teraz ze zwieszonymi głowami. Nie mówią nic.

EWA


Na stronie. Bierze do ręki podręcznik, wertuje w pośpiechu.

Wypowiedzi niedefenzywne...Gdzie to było?..O! Jest.

, Jeśli potrafisz opanować się, nie popadasz w popłoch...” Wertuje, czyta tak jakby chciała nauczyć się błyskawicznie na pamięć:

„tak”.


„Ach rozumiem”

„To interesujące”

Oczywiście, masz prawo do własnego zdania”- Ucieszona, ze to znalazła. To będzie pasowało.

„, Dlaczego nie rozmawiamy o tym, kiedy nie jesteś zdenerwowana.”



Na razie wystarczy. Ewa zamyka podręcznik, bierze głęboki wdech i uśmiechnięta, może troszeczkę nienaturalnie siada przy stole.

KAROLINA


Cos ty tam robiła?. Wyglądasz, jakbyś wąchała klej.

EWA


Przykro mi, że czujesz się dotknięta.

KAROLINA


Czym? Chyba tym, ze mam kopniętą rodzinę, z której nie mogę się wyrwać.

EWA


Ciągnie swoje. Dlaczego nie rozmawiamy o tym, kiedy nie jesteś zdenerwowana?

KAROLINA


Nie zgrywaj się mamo.

GORDON


Ależ, córuchno...

KAROLINA


Czy w tym piekle w można żyć? „ Milcz, bo ja teraz mówię”. „ Gdzie idziesz”, „Kto dzwonił?

EWA


Jest coraz bardziej, zdenerwowana. Mów, mów, to interesujące.

KAROLINA


Mam trzydzieści lat.

GPRDON


Dwadzieścia siedem. Córeczko.

KAROLINA


I do niczego się nie nadaję, nikt mnie nie chce.

EWA


Straciła już całkowicie zdolność trzeźwego myślenia. Tak? Sama sobie jesteś winna.

KAROLINA


W ataku furii rzuciła się wręcz z pięściami na matkę. Ja tego dłużej nie zniosę, nie zniosę tego.

GORDON


Blady ze strachu. Puść Karolinka. Puść mamusię.

KAROLINA


Wybiega z płaczem.

GORDON


Dopada telefonu. To wszystko przez ta...Tą...

EWA


Wyrywa mu słuchawkę. Co robisz, stary durniu? Wynoś się z mojego domu.

GORDON


Patrzy Ewie prosto w twarz, jest w jego spojrzeniu wzburzenie i determinacja. Wybiega.

EWA


Czuje się dziwnie oczyszczona tym, co zaszło. Wzrusza ramionami:

Musiałam coś zawalić. Wychodzi, olać boju zostaje pusty...

  1   2


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna