TreśĆ księgi pierwszej



Pobieranie 0.68 Mb.
Strona7/7
Data07.05.2016
Rozmiar0.68 Mb.
1   2   3   4   5   6   7
787 rok od Założenia Rzymu ( 34 r.n.e.)


  1. Za konsulatu Pawła Fabiusza i Lucjusza Witella po długim wieków obrocie, przyleciał do Egiptu Fenix i dał powód najuczeńszym ludziom, tak krajowym jak i Grekom, do wielu o tym dziwie ciekawych rozmów. Nie od rzeczy będzie, dla pożytku czytających, w czym jest powszechna zgoda, a co podlega niepewności, krótko nadmienić. Którzykolwiek postać tego ptaka opisywali na to się zgadzają, że jest słońcu poświęcony, że kształtem ciała i barwą piórek od innych się całkiem różni. O liczbie wieków nie ma zgody. Najpowszechniejsze jest mniemanie, że pięćset lat żyje. Niektórzy mu tysiąc czterysta sześćdziesiąt i jeden rok życia naznaczają twierdząc, że się pierwszy pokazał za Sesostra, drugi za Amaza. Ten, który za Ptolemeusza, trzeciego z Macedonów króla, był widziany, przyleciał do miasta Heliopolis, otoczony wielkim orszakiem ptasząt, niewidzianą nigdy przez siebie postacią i barwą zadziwionych. Lecz prawdę tych powieści odległość czasu przyćmiła. To pewne, że między Ptolemeuszem a Tyberiuszem około dwieście pięćdziesiąt lat upłynęło. Stąd wielu rozumie, iż to nie był ów prawdziwy Fenix przychodzień arabski, ponieważ nie miał tych przymiotów, które mu starożytność przypisała. Powiadają albowiem, że dopełniwszy lat wymiaru, kiedy już kres swój zbliżający się poczuje, ściele sobie gniazdo w rodowitym kraju, wlewa wewnątrz nasienie, z którego potem nowy ptak wychodzi. Ten porósłszy pierzem, najpierwsze ma staranie o pogrzeb rodzicielski, a to nie płocho, lecz wziąwszy bryłę mirry, buja po odległych miejscach doświadczając mocy. Dopiro gdy się już czuje zdolnym do dźwignięcia ciężaru, obarczony ojcowskim zwłokami, leci z nimi i na ołtarzu słonecznym złożywszy pali. Te powieści niepewne są i baśniami natkane, jednak przeczyć trudno, że się ten ptak niekiedy w Egipcie widzieć daje.

  2. Tym czasem nie ustawały w Rzymie okropne widoki. Pomponi Labeo, o którym mówiłem, że był rządcą Mezji, przeciąwszy żyły krew sobie wycedził. Co i żona jego Paxea, naśladując uczyniła. Takowe dobrowolne zabójstwa pochodziły już to z bojaźni przyjścia na ręce katowskie, już że skazani na gardło tracili dobra i pogrzebu nie mieli. Tych zaś co się sami zabijali, grzebano ciała i nie kasowano testamentów, w nagrodę pośpiechu. Uwiadomiony o tym Cezar napisał do Senatu: „że jeśli Labeonowi zabronił wstępu do domu swego, uczynił to idąc za przykładem przodków, którzy czyniąc z kimś rozbrat, tym sposobem przyjaźń mu wypowiadali. Że Labeon poczuwając się do źle użytej w poruczonej sobie prowincji władzy i do innych występków, płaszczyka występkom, zwalając na zwierzchność nienawiść, szukał; że daremnej trwogi żonę nabawił, która chociaż winna, mogła się jednak spodziewać odpuszczenia.” Potem obżałowano powtórnie Mamerka Skaura, wysokiej rodowitości, wielkiego mówcę i złoczyńcę. Nie przywiodła go o zgubę przyjaźń Sejana, ale zawzięty ku niemu gniew Makrona, który równy Sejanowi podstępca i okrutnik, tajemniejsze niżeli on czynił podkopy. Doniósł go Makron o napisanie tragedii, wybrawszy z niej wiersze, któreby się Tyberiusza tyczyć mogły. Z drugiej strony Serwili z Korneliuszem oskarżyciele, zarzucali mu cudzołóstwo z Liwią i czary. Lecz Skaurus, nieodrodny starożytnych Emiliuszów potomek, uprzedził dekret dobrowolną śmiercią, do czego mu żona Sexcja namową i przykładem dopomogła.

  3. Nie uchodzili jednak sami plotkarze kaźni, kiedy się podała okoliczność. Obaj ci bezecni zguby skaurowej sprawcy, Serwili i Korneliusz zesłani na wygnanie za wzięcie pieniędzy od Warjusza Ligura, aby skarżyć na Skaura zaniechali. Były edyl Abudjus Ruso, wysłany z Rzymu za doniesienie Lentula Getulika, którego był legatem „iż on córkę swą za syna sejanowego wydać zamyślał.” Dowodził tego czasu Getulik nad legionami wyższej Germanii i dziwną sobie miłość zjednał, przez niepomiarkowaną łaskawość i zbytnie pobłażanie. Kochało go nawet bliskie wojsko, przez wzgląd na teścia Aproniusza, który nad nim miał zwierzchność. Stąd urosło owe mniemanie, jakoby śmiał pisać do Tyberiusza: „że nie z dobrej woli, lecz z porady jego szukał spokrewnienia z Sejanem; że jeśli w tym wykroczył obaj się pomylili i że ta wspólna obu pomyłka, nie powinna być jemu samemu za złe poczytana; że dotąd dochował nieskażonej wiary i dotrwa w niej do końca, jeśli nań tylko zasadzek czynić nie zechcą. Że na swego następcę patrzeć będzie jako na posła zgotowanej sobie zguby; że, na koniec, innego sposobu zgody nie widzi, chyba że Tyberiusz zostawi go na dawnym miejscu, a sam na reszcie przestanie.” To zuchwałe pisanie nie znalazłoby podobno wiary, gdyby rzecz skutku nie wzięła, ponieważ sam jeden Getulik ze wszystkich przyjaciół i powinowatych Sejana, w wielkiej łasce u dworu do zgonu dotrwał. Rozumiem, iż to uczynił Tyberiusz przez wzgląd na schyłek lat swoich i publiczną nienawiść uważając, że szczęście jego bardziej na sławie, niżeli na gwałtach zależało.


788 rok od Założenia Rzymu ( 35 r.n.e.)


  1. Za konsulatu Kaia Cestjusza i Marka Serwilego, przyjechali do Rzymu celniejsi z Partów, bez wiedzy Artabana. Ten król, dla bojaźni Germanika, wierny Rzymianom, łaskawy dla poddanych, wkrótce począł z nami hardzie, ze swymi okrutnie postępować. Nadęło go szczęśliwe na wojnach z sąsiedzkimi narodami powodzenie i starość Tyberiusza, którą jako niedbałą lekceważąc, wsadził na tron najstarszego syna Arsaka, po zejściu krola Armenii, Artaxjasza, chcąc to królestwo mieć hołdowniczym. Przydał do krzywdy zniewagę, upominając się o zostawione przez Wonona w Syrii i Cylicji sprzęty, o przywrócenie dawnych prowincji Macedonii i Persji, oraz „że miał zdobyte niegdyś podbojem Cyrusa i Aleksandra państwa zajechać” przez próżnomówność odgrażał się. Najpierwszym tego tajemnego poselstwa doradcą był Synnaces, urodzeniem i bogactwami między swymi znakomity. Po nim zaś trzebieniec Abdus, boc to ci półchłopowie zamiast wzgardy, kredyt i potęgę we dworach barbarzyńskich miewać zwykli. Ci wszedłszy w radę z innymi panami, pnieważ żadnego z Arsacydów na tronie posadzić nie mogli, bo jednych Artaban powybijał, inni jeszcze pełnych lat nie mieli, posłali do Rzymu prosić o Fraata, syna króla Fraata, upewniając, „że gdyby tylko Cezar ukazał Partom na brzegach Eufratu Arsakowe plemię, wnet je naród królem przywita.”

  2. Pozwolił na to chętnie Tyberiusz i oporządziwszy po królewsku Fraata, kazał go prowadzić na tron ojcowski, trzymając się mocno postanowienia swego, aby obce sprawy radą tylko i fortelami kierować, a w wojny się zagraniczne nie plątać. Tym czasem Artaban poznawszy zdradę, ważył się między bojaźnią i chciwością zemsty. A chociaż u barbarzyńców rozumna zwłoka niewolniczej duszy, porywczość królewskiego serca jest znakiem, przemógł jednak interes. Wezwawszy pod pozorem przyjaźni na biesiadę Abda, zadał mu wolną truciznę. Synnaka zaś podarunkami, poruczaniem różnych spraw łudząc, do sposobniejszego czasu uwodził. W tym Fraates, odstąpiwszy rzymskiego życia sposobu, do którego przez tyle lat nawykł, gdy się do ojczystych zwyczajów wrócił, nie mając sił zdolnych do wytrwania, wpadł w chorobę i w Syrii umarł. Nie zaniechał jednak Tyberiusz zaczętej roboty. Wytknął Tyrydata, z tejże krwi idącego, przeciwko Artabanowi. Pojednał Mitrydata z bratem Farazmenem, który panował nad Iberami, aby mu tym sposobem ułatwić odzyskanie Armenii, a Witelliuszowi kierowanie swych zamysłów na Wschodzie polecił. Wiem o tym, jak niedobrze ten człowiek w Rzymie słynął i jak wiele o nim szkaradnych rzeczy powiadano. Jednak będąc na urzędzie, pięknie się na nim starożytną cnotą sprawował. Powróciwszy z prowincji, z bojaźni Kaliguli a dla przyjaźni Klaudiusza, w plugawego się zmienił niewolnika tak dalece, że go dotąd potomność za wizerunek nikczemnego pochlebstwa palcem wytyka. Wypadła z pamięci pierwotna cnota, a sławę młodości wszeteczna starość zglozowała.

  3. Z tych tedy królików Mitrydat pierwszy porwał się na Artabana, podmówiwszy Farazmena, aby mu wojskiem i fortelem dopomagał. Jakoż z jednej strony wysłani zdrajcy, znacznymi pieniędzmi przekupili sługi Arsaka, aby mu życie odjęli. Z drugiej Iberowie wpadłszy do Armenii z potężnym wojskiem, miasto stołeczne Artaxję opanowali. Uwiadomiony o rozruchach Artaban, dawszy pod sprawę syna Oroda wojska narodowe Partów na potłumienie buntu, kazał spiesznie zaciągać za pieniądze lud posiłkowy. Farazmen też pomnażał swe siły Albanami i Sarmatami, z których Sceptuchowie wziąwszy pieniądze od obu, jedni do Partów, drudzy do Iberów, obyczajem narodowym przystali. Lecz Iberowie mając w mocy wszystkie cieśniny, wpuścili nagle do Armenii swoich Sarmatów przez Bramę Kaspijską. Trudno zaś było tym, co Partom szli na pomoc, ponieważ nieprzyjaciel inne także przejścia opanował. Zostawało jedno tylko przejście, między możem i Górami Albańskimi, lecz to zalała woda, która w czasie Etezji ndbrzeżne piaski szeroko zatapia i w zimie dopiero, gdy wiatr południowo – zachodni te wylewy na dawne zarzuci łożyska, znowu się osuszone wynurzają mielizny.

  4. Tym czasem Farazmen wsparty posiłkami, których Orodes próżno oczekiwał, wyzywał go do bitwy, ścigał uchodzącego, zabierał żywność, napadał z jazdą na obóz i częstokroć opasawszy go wojskiem trzymał jak w oblężeniu, póki Partowie obelg niezwyczajni nie poszli do króla, prosząc o wydanie potyczki. Cała ich potęga zależała na konnych, lecz Farazmen miał przy tym dobrą piechotę. Albowiem Iberowie z Albanami mieszkając w puszczach, silniejsi są nad innych do przetrwania prac i trudów. Powiadają o sobie, że od Tessalów poszli na tenczas, kiedy Jazon uprowadziwszy Medeę i spłodziwszy z niej potomstwo, powrócił do Kolchów i pusty dom Eery opanował. Wspominają wiele miejsc od imienia Jazona nazwanych i sławną Fryxa wyrocznię. Nie biją na ofiarę barana rozumiejąc, że Fryxus na nim przyjechał, czy to było prawdziwe bydlę, czy też tylko znak jego na okręcie. Skoro oba wojska stanęły oko w oko, Orodes „panowanie na Wschodzie, zacność krwi Arsacydów, nikczemność Iberów ze swymi najmitami” rozwodził. Przeciwnie Farazmen: „nie skażoną poddaństwem Partów swobodę, tym okazalszą dla zwycięzców sławę, a większą dla zwyciężonych hańbę i niewolę, im się o trudniejszą rzecz kuszą” przekładając. Tu okropne swoich szeregi, tam upiększone złotem Medów poczty; tu bitnych mężów, tam bogate plony ukazywał.

  5. Wtem Sarmatowie, gdzie nie jeden głos wodza, sami na siebie wrzeszcząc, „aby zaniechawszy łuków, wręcz się z nieprzyjacielem scinać”, wlecieli na Partów. Tu się dopiero otworzyły rozliczne boju kształty, kiedy Part w pogoni i ucieczce wprawnie szyć z łuku nauczony, fortelnymi odskokami szukał miejsca do wypuszczenia grotów, a Sarmatowie rzuciwszy strzały, z którymi krótka sprawa, do mieczów i włóczni się porwali. Kiedy się raz trybem jezdnej utarczki, już tył podając, już na odwrót rozsypką bili, drugi raz spojeni w gęste szyki, całych szeregów zapędem ścierając się wzajemnie strącając z placu. Z drugiej strony Iberowie z Albanami chwytając, spychając z koni, mieszali porządek, tym wątpliwsze czyniąc zwycięztwo nieprzyjacielowi, że mu nie tylko jazda z dala pociskami, lecz i piechota ręcznymi razami z bliska doskwierała. W tej wrzawie, gdy obaj wodzowie przewijając się między swoimi na dzielnych koniach, głosem, przykładem, mężnym ochoty, a zatrwożonym dodają rady, natarli na siebie. Farazmen żwawiej, bo przez szyszak zraniwszy Oroda, poprawiłby cios, gdyby go bystry koń nie poniósł, a tym czasem giermkowie skrwawionego obskoczyli pana. Rozsiana jednak pogłoska, że wodza zabito, przymusiła zatrwożonych Partów do ustąpienia z placu.

  6. Wkrótce Artaban ruszył całego państw ogromu na pomszczenie przegranej, lecz Iberom dla znajomości miejsc, lepiej służyło szczęście. Nie przestawał jednak wojny, póki go Witelliusz, ściągnąwszy legiony i puściwszy pogłoskę, „że miał wpaść do Mezopotamii”, postrachem rzymskiego miecza nie pohamował. Po oswobodzonej Armenii poczęło się chylić szczęście Artabana, przez poszczwanie Partów przez Witelliusza, aby okrutnego w pokoju, a niepomyślnym w bojach losem naród niszczącego króla z państwa wygnali. Zatem Synnak, o którego niechęci ku Artabanowi wyżej nadmieniłem, najpierw ojca swego Abdageza, potem innych ukrytych malkontentów tym łatwiej do buntu nakłonił, im się mniej lękano tyloma już odniesionymi klęskami osłabionego króla. Wiązali się do nich powoli, którzy mu z bojaźni bardziej, niżeli z dobrej woli służąc, zobaczywszy hersztów, łatwo głowy podnieśli. Nie został nikt przy Artabanie, prócz obcych harcerzów, wywołańców i hultajskiej chałastry bez smaku cnoty, bez wstydu zbrodni, wszystko za pieniądze wykonać gotowej. Z tą drużyną uciekł daleko na granice Scytów, w nadziei posiłków od Hirkanów i Karmanów, z którymi się spokrewnił, myśląc że Partowie, naród niedogodny i po szkodzie mądry, nieprzytomnego żałować poczną.

  7. Po ucieczce Artabana, widząc Witelliusz przychylne ku nowemu królowi obywateli serca, upomniawszy Tyrydata, aby z pomyślnej okoliczności korzystał, prowadził go nad Eufrat z wyborem legionów i wojska posiłkowego. Tam gdy jeden, obyczajem rzymskim z byka, świni i owcy, drugi po swojemu – z konia, błagalne rzece czynił ofiary o szczęśliwą przeprawę, dali znać mieszkańcy, że Efrat bez żadnych deszczy niezmiernie nabrzmiawszy toczył, na kształt koron, z białawych pian uwite kręgi. Co jedni za pomyślne wzięli godło, drudzy subtelniej rzecz wykładając, rokowali mu wprawdzie szczęśliwe, ale krótkie i nietrwałe panowanie: „że to tylko, co niebo lub ziemia okaże, pewną ma wiarę, a woda, zmienny z przyrodzenia żywioł, zjawienia swoje natychmiast porywa i psuje.” Pszeszedłszy wojsko rzekę po moście na łodziach zbudowanym, pomnożyło się przybyciem Ornospada ze znacznym pocztem jazdy. Ten niegdyś wygnany z ojczyzny, dał znaczną pomoc Tyberiuszowi podczas wojny dalmackiej, za co go obywatelstwem rzymskim zaszczycono. Przywrócony potem do łaski królewskiej i w wielkim u dworu zostając kredycie, wziął w rządy tę oto krainę, która dla położenia swego między Tygrysem i Eufratem, imię Mezopotamii nosi. Nadszedł wkrótce i Synnak, a na koniec Abdagezes, ów partii Tyrydata najcelniejszy filar, skarby i wszelkie sprzęty królewskie przyprowadził. Witelliusz rozumiejąc, że mu było dosyć pokazać Partom rzymską potęgę. Upomniawszy Tyrydata, aby pamiętając o dziadzie Fraata, o wychowaniu swoim u Tyberiusza, obu cnot naśladował, przytomnym zaś panom winne królowi posłuszeństwo, poszanowanie Rzeczypospolitej, honor własny i wiarę zaleciwszy, powrócił z legionami do Syrii.

  8. Te dwuletnie dzieje złączyłem w jedno, aby zmordowany domowymi klęskami umysł nieco sobie wypoczął. Albowiem Tyberiusza, chociaż w trzy lata po straceniu Sejana ani czas, ani prośby, ani krwi sytość, które czułe serca miękczyć zwykły, tak mogły ukoić, ażeby płonnych lub dawnością zatartych bajek za najsroższe i świeże występki nie karał. Z tej bojaźni Fulcynius Trjo, nie mogąc ujść zapalczywym plotkarzom, wywarł gniew w testamencie na Makrona i najpoufalszych wyzwoleńców cesarskich, łając im okrutnie, a samemu Tyberiuszowi „wygnanie na Capri dobrowolne i zdzieciniałą sędziwość” wyrzucając. To pismo utajone przez dziedziców kazał Tyberiusz czytać w Senacie, czy chciał pokazać, że go cudza wolnośćnie obraża, a zelżywymi mowami gardzi, czy też nie wiedząc o zbrodniach Sejana, rad był jakimkolwiek sposobem wiedzieć o nich, a prawdy, którą pochlebstwo pospolicie tłumi, przynajmniej przez własnej osoby ohydę zupełnie dociec. W tychże dniach senator Granius Marcjan oskarżony o zelżenie majestatu przez Kaia Grakcha, sam się zabił, a Tacjusza Gracjana, niegdyś pretora, o tenże występek obżałowanego na gardło skazano.

  9. Podobny wzięli koniec Trebellien Rufus i Sextus Pakonianus. Pierwszy od własnej ręki poległ, drugiego w więzieniu za napisanie tam uszczypliwych na Cezara wierszy uduszono. Te okropne wieści odbierał Tyberiusz nie przez poczty, jak dawniej gdy za morzem przemieszkiwał, ale tak blisko miasta, że tegoż samego dnia, albo nazajutrz dawał konsulom odpowiedzi i jakby na sposoczone krwią podłogi i katowskie warsztaty patrzył. Przy końcu roku dokonał życia Poppeus Sabin, człowiek niskiego rodu, którego łaska cesarzy dostojeństwem konsula i honorem triumfu ozdobiła. Rządził największymi prowincjami przez lat dwadzieścia cztery, nie tak dla wysokich przymiotów, ile że będąc zdolnym nic nie miał nad ludzi.


789 rok od Założenia Rzymu ( 36 r.n.e.)


  1. Następują konsulowie Kwintus Plaucjus i Sextus Papinius. Tego roku skazani na śmierć ******* i Lucjusz Aruseius, jednak przyuczone do okropnych widoków umysły nie tak się srodze tym przypadkiem zatrwożyły, ile śmiercią Wibulena Agryppy, rycerskiego stanu. Ten, gdy nań w Senacie skarżono, dobywszy z zanadrza trucizny, wypił ją przy wszystkich, a chociaż na pół umarły upadł, porwali go zaraz do więzienia siepacze i zarzuciwszy pętlę, nieprzytomnego ducha powrozem wyciskali. Nie ochroniło nawet Tygrana, który dawniej w Armenii panował, królewskie imię od kaźni gardłowej. Były konsul Kaius Galba i dwaj Blezowie sami się pozabijali. Galba z frasunku, że mu Cezar zabronił listem ciągnąć losem prowincję. Blezowie, że im kapłaństwa, póki byli w łasce obiecywane, a gdy z niej wypadli, odwleczone, a na koniec komu innemu, jakoby wakans, dostały się. Tę niełaskę cesarską biorąc za pewny znak zguby, woleli ją sami uprzedzić. Emilia Lepida, o której dawniej mówiłem, że ją młody Druzus pojął za żonę, chociaż dla włożonych na małżonka srogich potwarzy w powszechną popadła nienawiść, nic jej przecie nie czyniono za życia ojca Lepida. Lecz po jego zejściu, zapozwana o cudzołóstwo ze służalcem, ponieważ występek był jawny, zaniechawszy obrony śmierć doborowolną wybrała.

  2. W tymże czasie Klitowie, poddany Archelausowi Kappadockiemu naród, rozgniewani o to, że na nich obyczajem rzymskim wkładano pogłówne, udali się w góry Taurus gdzie ubezpieczeni samym miejsca położeniem, mocny słabemu wojsku króla dawali odpór. Posłany przez rządcę Syrii Witelliusza legat Trebellius z czteroma tysiącami legionowego żołnierza i wyborem posiłków, dwa pagórki nazwane Kadna i Dawara, które barbarzyńcy osiedli, obległ i wybiwszy tych co się ważyli robić wycieczki, resztę pragnieniem do poddania się przymusił. Tyrydat Niceferjum, Antemuzję i inne miasta przez Macedonów zbudowane, które nazwy greckie nosiły, także miasta parckie: Halę i Artemitę, opanował z niewymowną radością obywateli, którzy zbrzydziwszy sobie dzikość wychowanego między Scytami Artabana, słodszych w Tyrydacie, rzymską grzecznością napojonym, oczekiwali rządów.

  3. Uprzedziła wszystkich w pochlebstwie Seleucja, miasto bogate, opasane murem, ani tak jeszcze grubiaństwem zdziczałe, aby na sadzcę swego Seleuka zapomniało. Trzystu mężów, częścią dla cnoty, częścią dla bogactw wybranych rządzi nim na kształt Senatu. Wchodzi do rady i pospólstwo, jeśli się oba te stany zgodzą, lekceważą Partów, lecz z lada rozterką, gdy każdy sobie na pomoc sąsiada wzywa, przyzwany nieprzyjaciel obu na karku siada. Tak się niedawno zdarzyło za panowania Artabana, który dla upatrzonych zysków pozwolił możniejszym przemogi nad pospólstwem, bo gminowładztwo swobody pragnie, a rząd kilkuosobowy na królestwo zakrawa. Gdy tedy Tyrydat do Seleucji przybył, przyjęli go obywatele ze zwykłymi dawnym królom honorami i które wiek niniejszy hojniej jeszcze pomnożył. Łajali głośno Artabanowi, że oprócz krwi Arsacydów z ojca wziętej, nic w sobie szlachetnego nie miał. Tyrydat zostawiwszy ludowi rząd miasta, gdy się namyślał o dniu koronacji, odebrał listy od Fraata i Hierona, rządców najpotężniejszych prowincji, „aby się jeszcze nieco wstrzymał.” Dogadzając więc rządaniom tak poważnych ludzi, wyjechał tym czasem do Ktezyfontu, stolicy państwa. Lecz gdy oni ten obrządek z dnia na dzień odkładali, za radą i naleganiem przytomnych panów, z rąk Sureny obyczajem narodu koronę przyjął.

  4. Gdyby Tyrydat ciągnął zaraz wgłąb królestwa na pozyskanie dalszych narodów, nakłoniłby łatwo chwiejące się umysły i do zupełnego posłuszeństwa przywiódł, lecz trwoniąc czas na oblężenie zamku, gdzie Artaban swe skarby i nałożnice zamknął, dał powód do zerwania obowiązków. Bo Fraates, Hiero i wszyscy inni, nieprzytomni koronacji królewskiej, jedni z bojaźni, inni z nienawiści ku Abdagezowi, który ówcześnie i dworem i panem rządził, udali się do Artabana. Znaleźli go u Hirkanów w ostatniej nędzy i plugastwie, z myślistwa żyjącego. Zdrętwiał w pierwszej chwili Artaban mniemając, że to zdrada, jednak upewniony, że go na tron przywrócić chcieli, przyszedłszy do siebie pytał się, „co za przyczyna tej odmiany?” Odpowiedział Hiero: „że Partowie nie chcą znać dziecka za pana, który wychowany w miękkościach obcego narodu, próżne tylko imię Arsacydy nosi, a Abagezes wszystkim włada.”

  5. Poznał z długiego rządów doświadczenia Artaban, że fałszywa miłość gniewów nie zmyśla, przeto zebrawszy ile mógł na prędce Scytów ruszył spiesznie, aby tak zamachy nieprzyjacielskie, jak i zmienne przyjaciół uprzedzić duchy. Nie chciał nawet zrzucić gałganów, ażeby większe u gminu politowanie znaleźć. Zażywał wszelkich forteli, prosił, obiecywał, dla pociągu serc obojętnych, a dla utrzymania przyjaciół. Już się przybliżał do Seleucji ze znacznym wojskiem, kiedy Tyrydat ciągnieniem nieprzyjacielskim i różnymi wieściami przestraszony, czy miał iść na przeciw, czy też zwlekać wojnę, na obie się strony wątpliwie ważył. Ci, którzy bitwę wydać natychmiast i szczęścia doświadczyć chcieli powiadali: „iż to niećwiczona, a długimi podróżami znędzniała zgraja; że tym odmieńcom Artaban niewiele ufać powinien, którzy go niedawno po nieprzyjacielsku zdradzili.” Lecz Abdagezes radził „cofnąć się ku Mezopotamii, ażeby z przodu zasłonięci rzeką, tym czasem poburzywszy z tyłu Ormian, Elimeiów i inne narody, wzmocnieni posiłkowym ludem, tudzież nadejściem wojsk rzymskich, mogli bezpiecznie wydać bitwę.” Przemogło zdanie Abdageza dla wielkiej jego powagi, a bojaźni gnuśnego króla. Lecz to cofnięcie się było na kształt ucieczki, albowiem za przykładem Arabów, jedni się wrócili do domów, a inni do obozu Artabana poszli, póki Tyrydat przybywszy z małą garstką do Syrii, uprzedzając zelżywą zdradę, wszystkich nie rozpuścił.

  6. Tenże rok srogim pożarem spustoszył miasto, obróciwszy w perzynę Awentyn z częścią Cyrku, górze owej przyległego. Ten przypadek zjednał znakomitą sławę Tyberiuszowi, który pogorzelcom szkody nagrodził wysypawszy ze skarbu znaczną sumę, co tym przyjemniejsze było ludowi, że na prywatne budowle niewiele kosztów łożył, a z publicznych dwa tylko gmachy, to jest świątynię Augustowi i scenę na Teatrum Pompeia wystawił. Dokończywszy nawet obu, nie chciał ich poświęcać, czy dla podeszłego wieku, czy też że próżnej chluby nie lubił. Na oszacowanie szkód od ognia poczynionych wybrani są, Kneius Domicy, Kassjusz Longinus, Marek Winicy i Rubellus Balndus, zięciowie cesarscy, a Senat ze swojej strony Petroniusza wyznaczył. Uchwalono różne honory dla Tyberiusza jakie kto tylko mógł wynaleźć, które czy przyjął, czy też nie, dla zaszłej rychło śmierci nie wiadomo.


790 rok od Założenia Rzymu ( 37 r.n.e.)
Wkrótce potem objęli urząd Kneius Aceroni i Kaius Pontiusz, ostatni za życia Tyberiusza konsulowie. Przewodził na ten czas u dworu Makron, który wkradłszy się dawniej w łaski Kaliguli, codziennie je sobie z wielką usilnością pomnażał. Po śmierci Klaudii, małżonki o której wyżej mówiłem, nasadził nań żonę swą Ennię, aby uplątawszy młodzieńca miłością, wymogła na nim obietnicę małżeństwa będąc pewnym, że nic nie odmówi, byleby panował. Albowiem Kaligula, chociaż był z przyrodzenia okrutnym, nauczył się na łonie dziada chytrości i obłudy.

  1. Przenikał to z gruntu Tyberiusz, przeto namyślał się komu by oddać w rządy państwo. Najpierw z wnuków, z których uprzejmiej kochał rodzonego, jako cząstkę krwi własnej, lecz ten jeszcze z drobniejszych lat nie wyszedł. Kaligula w kwiecie młodości miał po sobie miłość ludu, co mu nienawiść u dziada sprawiało. Myślał czasem i o Klaudiuszu, którego mu wystałe lata i pochopny do dobrego zalecał umysł, ale słabość rozumu wstręt czyniła. Lękał się z drugiej strony wybierać następcę z obcego rodu, aby pominąwszy krew własną, krzywdy Augustowi, a domowi Cezarów zniewagi nie uczynić, nie tak się frasując o dobro narodu obecne, jak o chlubę imienia swego w potomnych wiekach. W tej zamysłów niepewności zostając, zwątlony na siłach, puścił na los szczęścia czego dokazać nie mógł. Wypadały jednak niektóre słowa, którymi dawał znać, że ma oko na przyszłe rzeczy. Ponieważ Makronowi wbrew wymówił „odwracasz się od zachodu, a patrzysz na wschód”, Kaliguli zaś w potocznej jakiejś rozmowie Sullę wyśmiewającemu przepowiedział: „że będzie miał wszystkie Sulli przywary, a żadnej jego cnoty.” Raz gdy młodszego wnuka ze łzami do siebie przytulał, a Kaligula srogim nań okiem rzucał rzekł mu: „zabijesz go ty, a ciebie kto inny.” Z tym wszystkim, chociaż mu się coraz pogarszało, nie opuszczał nic ze zwykłych lubieżności, krzepiąc się zmyślonym umysłu statkiem w bólach, szydząc z lekarskiej sztuki i z tych wszystkich, którzy po spełnionych trzydziestu latach, cudzej rady w poznawaniu pomocnych lub szkodliwych zdrowiu rzeczy zażywali.

  2. Tym czasem w Rzymie rzucano nasiona przyszłych, po zejściu nawet Tyberiusza, morderstw. Leliusz Balbus doniósł o zelżony majestat Akcję, niegdyś żonę Witelliusza, po której ukaraniu, gdy chciano uchwalić nagrodę oskarżycielowi, sprzeciwił się trybun gminny, Junius Otton, skąd najpierw kłótnie między nimi, a wkrótce potem wygnanie Ottona nastąpiło. W tymże czasie obżałowano o spisek na życie Tyberiusza Albucyllę, sławną tyloma gachami nieżądnicę, żonę Satrjusza Sekunda, który zdrady Sejana odkrył. Powołano z nią razem Kneia Domicego, Wibiusza Marsa, Arruncjusza, jako kamratów i wspólników zdrady. O zacności Domicego wyżej nadmieniłem; Marsa zalecały wysokie przodków dostojeństwa i biegłość w naukach. Lecz że się z przysłanych do Senatu listów pokazało, „że Makron sam słuchał świadków i był obecnym gdy sługi męczono”; przy tym nie było żadnych rozkazów cesarskich padało nań podejrzenie, że dla słabości pańskiej, a podobno i bez wiedzy jego wiele pozmyślał, mając jawny gniew na Arruncjusza.

  3. Domicy z Marsem przewlekli życie. Pierwszy udawał, że chce się usprawiedliwić, drugi, że się głodem zamorzyć postanowił. Arruncjusz zaś, gdy mu przyjaciele radzili, aby sprawę zwlekał odpowiedział: „że nie wszystko wszystkim przystoi; że się już dosyć nażył i nic go bardziej nie boli jak to, że pośród tylu fortuny igrzysk i niebezpieczeństw troskliwej siwizny doczekał. Będąc długo Sejanowi, teraz Makronowi, zawsze któremu kolwiek z faworytów dworskich nienawistnym, nie dla winy jakiejś, lecz że się zbrodniami ich brzydził. Że mógł się wprawdzie uchylić srogości ostatkiem życia goniącego pana, lecz jak się uchronić wiszącego nad karkiem młodzika? Jeśli Tyberiusza przy wielkim żeczy doświadczeniu blask majestatu tak oślepił i odmienił, czegoż się nie podejmie w swobodzie i rozpustach wykarmiony, powinności swych nieznający i ledwo z dziecinnego kabata wyzuty młokos, pod takim wodzem, który na potłumienie Sejana, jako gorszy niecnota wybrany, tyloma już zbrodniami Rzeczpospolitą już uciemiężył? Że przewidział dawno sroższe jeszcze klęski, przeto woli i przyszłym i obecnym nieszczęściom razem umknąć.” To wieszczym prawie duchem przepowiedziawszy, dał sobie żyły przeciąć. Następne czasy oczywistym będą dowodem, że Arruncjusz dobrze sobie poradził. Albucyllę, która się własną ręką lekko zraniła, Senat do więzienia zaprowadzić kazał. Fryjerzów jej Karfydego Sacerdosa, byłego pretora, na wygnanie, a Poncjusza Fregellana na utratę dostojności senatorskiej skazał. Podobną karę odniósł Balbus, z tym większym ludu ukontentowaniem, że jadowicie mówił i przeciwko niewinnym chętnie stawał.

  4. W tychże dniach Sextus Papinius z konsularnej familii obrał gwałtowny i plugawy zguby sposób, zrzuciwszy się z góry na szyję. Przyczynę rozpaczy składano na matkę, która po długich wstrętach przymusiła go na koniec pieszczotami i podarkami do zezwolenia na to, czego samą tylko śmiercią mógł uniknąć. Oskarżona przed Senatem, chociaż się rzucała do nóg sędziom, przekładając sieroctwo, słabość płci niewieściej i inne stanu swego utrapienia. Skazano ją na wygnanie dziesięcioletnie, póki by syn drugi śliskiej młodości niebezpieczeństwa nie przebył.

  5. Już Tyberiusz na ciele i siłach zmarniał, a jeszcze taić nie przestał. Hartując zwątloną gwałtem niemocy duszę, wymuszał na sobie męstwo i przytomność, umilał twarz niekiedy kłamliwym weselem, aby oczywiste niebezpieczeństwo lepiej utaić. Na koniec po różnych miejsca odmianach, zatrzymał się u Przylądku Mizeńskiego w pałacu niegdyś do Lukulla należącym, gdzie rychłe jego dokonanie takowym się fortelem odkryło. Miał przy sobie słynnego lekarza imieniem Charykles, który chociaż zdrowiem pańskim nie rządził, często jednak do rady był zażywanym. Ten rzekomo odjeżdżając dla prac domowych i rękę cesarską przez uszanowanie całując, pomacał zręcznie pulsu. Poznał Tyberiusz zdradę, lecz kryjąc pdobno urazę tym głębiej im go postępek lekarski bardziej ubódł, rozkazał zgotować wspaniałą ucztę i siedział u stołu dłużej nadzwyczaj, jakoby to czynił przez wzgląd na oddalającego się przyjaciela. Charykles jednak upewnił Makrona, że starzec ostatkiem goni i że dwu dni nie przeżyje. Stąd ustawiczne między dworskimi szepty i spieszne na głowę do różnych wodzów i wojsk wyprawy. Szesnastego dnia marca po straceniu oddechu rozumiano, że dłu śmiertelności wypłacił i już Kaligula otoczony licznym winszujących gronem, wychodził na objęcie rządów państwa, kiedy mu nagle oznajmiono, „że Tyberiusz wzrok i mowę odebrawszy zawołał, aby mu dano czymś się posilić.” Przestraszeni tą nowiną, wszyscy się rozproszyli, jedni niewiedzę, inni smutek zmyślając. Kaligula w głębokim milczeniu zamiast berła, zguby pewnej oczekiwał. Lecz Makron niestrwożony, kazał starca stosem narzuconych kołder udusić i wszystkim z pokoju ustąpić. Tak dokonał Tyberiusz w siedemdziesiątym ósmym roku wieku swego.

  6. Miał oboje rodziców z familii Klaudiuszów, chociaż matka przez różne przysposobienia, najpierw do domu Liwiuszów, potem do Cezarów przeszła. Od lat niemowlęcych rozlicznym przygodom stał na celu. Zarwany losem wygnanego ojca, gdy w dalszym lat przeciągu został pasierbem Augusta, wiele najpierw zawiści od Marcella i Agryppy, potem od Kaia i Lucjusza Cezarów znosić musiał. Sam nawet rodzony jego Druzus większej obywateli doznawał przychylności. Lecz w najniebezpieczniejszym zostawał razie pojąwszy w małżeństwo Julię, chroniąc się wszetecznej kobiety, albo na jej nierządy przez palce patrząc. Po powrocie z Rodos, przez lat dwanaście osieroconym Augusta domem, a po jego zejściu około dwudziestu trzech, całym państwem władał. Obyczaje też jego do czasów się stosowały. Żyjąc prywatnie, albo pod dozorem Augusty dowodząc, na sprawiedliwą życia i dzieł pochwałę zasłużył. Skryty obłudnik zmyślał powierzchowne cnoty za życia Germanika i Druza. Do śmierci matki z dobrego i złego zakrawał. Miłość i bojaźń Sejana nauczyła go bezecne popełniać okrucieństwa, ale niewstydy taić. Na koniec cały się wylał na wszelkie sromoty i zbrodnie, kiedy wolny od wstydu i trwogi, własnymi się tylko chuciami powodował.


Koniec księgi szóstej i dokończenie pierwszej części Dziejów.
1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna