Ucieczka od „historii drepczącej na przyzbie” temat kresowego zaolzia w twórczości renaty putzlacher motyw „śląskich kresów”



Pobieranie 81.42 Kb.
Data09.05.2016
Rozmiar81.42 Kb.
UCIECZKA OD „HISTORII DREPCZĄCEJ NA PRZYZBIE”

TEMAT KRESOWEGO ZAOLZIA W TWÓRCZOŚCI RENATY PUTZLACHER


  1. Motyw „śląskich kresów” w rodzimym piśmiennictwie

Kategoria kresowości w obiegowej semantyce niemal automatycznie przywołuje południowo-wschodnie ziemie dawnej Rzeczypospolitej, ewokując nie tyle obrazy, ile wizję świata dawno minionego. Legenda tych obszarów jest jednak na tyle wielka, że przez długie lata – pomimo urzędowo narzuconego milczenia w powojennej Polsce – przetrwała w pamięci zbiorowej Polaków i w literaturze. Dzięki niezatartej pamięci kultury tych terenów wśród jej byłych mieszkańców, a także żywotności kresowego tematu w literackich ujęciach1, podtrzymano mit „mądrych, dobrych i szczęśliwych” stron rodzinnych, ziemi ojców ulokowanej na krańcu ojczystego a dziś utraconego już terytorium2. Taki sposób myślenia o tej metafizycznie widzianej przestrzeni sprzyjał przypisywaniu jej arkadyjsko-rycersko-przygodowych sensów, dystansując hajdamacki nurt jej przedstawiania, kiedy arkadię zastępują obrazy infernalne. Nabierał więc, jak zauważył Jacek Kolbuszewski, aksjologicznej charakterystyki3. Fascynacja kresowymi treściami w literaturze szła w parze z kreowaniem indywidualnych ideałów bliższych ojczyzn, które określała tęsknota za współuczestnictwem w życiu wspólnoty trwającej przy grupowej tożsamości i odmienności etniczno-społecznej. Badacze problemu stwierdzają nawet, że współczesnej literaturze polskiej z jednej strony nadaje kształt tendencja do ostrego kontestowania ideologicznych treści ojczyzny, z drugiej zaś wyraźna jest skłonność do „intymizacji” jej wyobrażenia, powrotu do koncepcji „małej ojczyzny”, ojcowizny. Drugie ujęcie dominuje w literaturze polskiej XX w. Szczególnie żywe jest ono w twórczości emigracyjnej, gdzie wspomnienie utraconej ojczyzny ulega idealizacji, wobec czego strony rodzinne opisywane są przez pryzmat odwołań do mitologii4.


W polskim stereotypie kresów ziemia śląska mieści się z trudem, a właściwie matrycy tej prawie nie tworzy. Decyduje o tym po trosze brak łączliwości państwowej regionu z Rzeczypospolitą od czasów Kazimierza Wielkiego i postępujące przez wieki zapomnienie, które już w połowie XIX stulecia wyzwalało protesty piszących Ślązaków przeciwko obojętności Macierzy. Z żalem przypominali oni, że „na kresach zachodniej Słowiańszczyzny przeszło milion naszych rodaków polskim pacierzem chwali Boga”5. Wielowiekowe położenie krainy na zewnątrz terytorium państwa, a zwłaszcza jej polityczne opuszczenie w toku dojrzewania świadomości wspólnoty narodu, w odróżnieniu od ziem, które miały status kresów „wewnętrznych”, a więc „własnych” sprawiło, że w obiegowym odczuciu Polaków kresowa charakterystyka Śląskowi zasadniczo nie przynależy. Przeświadczenie to ma moc obowiązującą, pomimo że sposób myślenia według kategorii kresów o Górnym Śląsku (ujmowanym w historycznym znaczeniu łącznie ze Śląskiem Cieszyńskim) ukształtowany został dawno, bo w trakcie narastania świadomości narodowej w regionie w czasie procesu narodotwórczego w Europie. Wtedy to pojawiła się koncepcja „zacnego krańca polszczyzny”. Myśl ową w drugiej połowie XIX w. na grunt śląski zaszczepili rodzimi pisarze, którzy sami wybrali polską opcję narodową i zarazem pełnili funkcję kreatorów świadomych postaw obywatelskich wśród rodaków. Nie bez znaczenia była też potrzeba przypominania żyjącym po sąsiedzku Polakom o polskości śląskiej ziemi. Wymagało tego zdumienie przybyszy, jakie przeżywali, gdy obserwowali wspólnotę obyczaju po przekroczeniu granicy. Stało się ono udziałem robotników przybywających tutaj do pracy w rozkwitającym przemyśle, ale nade wszystko etnografów i językoznawców – Polaków, Rosjan czy nawet Niemców podróżujących wówczas po Górnym Śląsku w celach poznawczych6. Owo zdziwienie odnotowywali również polscy literaci, m.in. Julian Ursyn Niemcewicz czy Józef Ignacy Kraszewski7.
Kategoria „śląskiej granicy polskości” w drugiej połowie XIX stulecia w rodzimym piśmiennictwie pojawiała się wielokrotnie, m.in. w twórczości Jana Kubisza, choćby w wierszu Do młodzieży śląskiej Na uroczystość Mickiewicza. Najdobitniej wyraził ją jednak Jakub Kania w wierszu Na wiecu w Popielowie w 1899 r., kiedy pisał:
Tu, na krańcach cnej polszczyzny, cnego Górno-Śląska,

Ani mile nie ma odtąd, a już mowa obca;

Obca mowa i religia, jak i obyczaje,

Z bólem serca trzeba przyznać, że to polskie kraje

Były. Ale zwyrodniona, tojtoniowska fala

Jakby lawą, Dolne, Średnie Śląsko już zalała.

I oparła się o Górne, nasze ukochane,

Które jeszcze szczeropolskie, tylko że uspane.


W refleksji tej Górny Śląsk przedstawiony jest jako szczeropolska kraina, choć żyjąca w uśpieniu, niczym wojsko św. Jadwigi, uwiecznione w popularnych tutaj podaniach i w ludowych pieśniach, które prognozowały, że „w górach wojsko śpi wielkie, co chnet się łobudzi”. Opowieści ustne zapewniały, że zaklęci rycerze się przebudzą, gdy dopełni się czas przepowiedni o przywróceniu śląskiej krainie i jej obywatelom swobody8. Te folklorystyczne wątki na początku XX w. przejęli rodzimi pisarze (m.in. Joachim Sołtys, Franciszek Stateczny, Emanuel Grim, Jan Łysek, Jan Nikodem Jaroń), toteż „śpiące wojsko” stało się odtąd najbardziej obiegowym „zawołaniem patriotycznego” Śląska. Oceniana według tego kryptonimicznego wzoru myślenia sytuacja nie oznacza zatem, że piszący oskarża swoich rodaków za poddanie się „teutońskiej fali”. Raczej dowartościowuje górnośląski obszar w zestawieniu z pozostałymi częściami regionu objętymi germanizacją, jaka czyniła z nich kraj „obcy”, a zatem dla polszczyzny już martwy. Świadectwo trwania górnośląskiej ludności w śnie na wzór śpiących rycerzy jest zarazem rodzajem wieszczenia, toteż ma funkcję wróżebno-życzeniową, co rzutuje na dodatnie nacechowanie lokalnego dziedzictwa. Aksjologię narzuca układ przestrzenny, a konkretnie graniczność tutejszej polskości postrzeganej według opozycji „swój” (lepszy, wartościowszy) – „obcy” (gorszy, niższy w hierarchii). Pochwalną siłę naznaczającą w ocenie piszącego mają dogmatyczne święte śląskie cnoty: mowa, religia i obyczaje, a zatem podstawowe elementy kanonu kultury ojczystej. Semantykę przestrzeni konkretyzowanej z punktu widzenia członka „swojskiej” wspólnoty kształtuje stygmat „szczeropolskiego” buforu. Dlatego tutejsza polskość może być tylko „cna”, co w słownikowym zapisie tłumaczy się jako: cnotliwa, zacna, szlachetna, prawa, dostojna, czcigodna.
Przyjęta przez Kanię idea kresowości odpowiada semantyce pogranicza. W pierwotnym sensie kresów przecież się nie traciło, ani też z kresów nie było się „wygnanym”, ale żyło się na kresach, które były domem w Europie. Do tej wykładni wrócono w latach ostatnich, kiedy zwyciężyła logika „sąsiedztwa kultur”. Pogranicze z kolei w polskiej tradycji definiowano raczej jako rubież, czyli bardziej odległy obszar graniczny niż zaściankowy, wprawdzie peryferyjny, ale nie mniej cenny skrawek ziemi, z uwagi na etos bohaterskiej obrony i dowartościowanie zainteresowaniem pisarzy. Perspektywa ta nie znosiła wprawdzie hierarchicznej nierówności i wynikającego z tego sensu uzależnienia, jednak dopuszczała znaczenie fenomenu kulturowego. Dlatego Kania, nadając swojej dzielnicy charakterystykę „progu polskości”, mógł jednocześnie podkreślać walory własnej chronionej tradycji.
Idea kresowego pogranicza swoją żywotną operatywność w śląskim piśmiennictwie, zaliczanym do polskiego obiegu, zachowała przez cały okres dominacji niemczyzny (pod pruskim i austriackim zarządem), aczkolwiek cezurę jej trwałości – z jednym zaolziańskim wyjątkiem – należałoby przesunąć aż do czasu drugiej wojny światowej. W części ziem włączonych do województwa śląskiego (utworzono go w 1922 r.) w planie wspomnieniowo-rozrachunkowym była nośna aż do wybuchu wojny. Wariantem takiego nurtu rozumowania była praca księdza Emila Szramka Śląsk jako problem socjologiczny, jaką ten intelektualista, badacz lokalnych zagadnień, a także animator życia regionalnego, opublikował w „Rocznikach Towarzystwa Przyjaciół Nauk na Śląsku” w Katowicach w 1934 r.9 Postawił w niej tezę o narożnikowym położeniu dzielnicy, które słowiańskiemu regionowi miało stwarzać szansę na twórcze chłonięcie wielokierunkowych wpływów cywilizacyjnych. Projektując wielogłosową wizję swojej „małej ojczyzny” wyprzedził o pół wieku kierunek współczesnego dyskursu. Ów pionierski głos jednakże nie sprawił, że koncepcja kresowego pogranicza wymagającego obrony przed naporem „obcych” całkowicie utraciła rację bytu w regionie. Wprost przeciwnie, z uwagi na porozdzielanie członków śląskiej wspólnoty różnymi granicami do 1939 r. treści te zachowała na Opolszczyźnie przyznanej po rozstrzygnięciach plebiscytowych i powstańczych państwu niemieckiemu. Spotęgowane pierwotne sensy w tym czasie zaczęli również przeżywać mieszkańcy tej części śląskiej ziemi, która w wyniku porozumienia Rady Ambasadorów z 1920 r. weszła w skład państwa czechosłowackiego, tworząc Zaolzie. Bogata i różnorodna działalność organizacyjna oraz twórczość artystyczna w tym subregionie najpierw zostały ukierunkowane na stworzenie „śląskiej regionalistycznej kultury”, by wraz z upływem lat coraz mocniej podkreślać trwanie w polskości, czy tworzenie więzi z Macierzą z wyraźną troską o zaistnienie w polskiej kulturze10. Kresowy wzór rozumowania w dobie międzywojennej w szczególności odnosił się zatem do terenów pozostających za Olzą i do Opolszczyzny, czego modelowym dowodem mogą być prace Pawła Hulki-Laskowskiego, Śląsk za Olzą oraz Stanisława Wasylewskiego Na Śląsku Opolskim.
Śląska wizja „krańca polszczyzny” ma wobec tego czasową charakterystykę, głównie pomieszczoną między drugą połową XIX a pierwszą połową XX stulecia. W wąskim zakresie, ograniczonym do Zaolzia, swoją aktualność zachowała jednakże do dzisiaj. Pierwotne ideowe znaczenie utraciła wraz z włączeniem niemal całej dzielnicy w granice państwa polskiego, ale po 1945 r. wyciszona została także z powodów polityzacji kultury w dobie socjalistycznego państwa. Ówczesnych literatów i szczególnie badaczy skłaniano do ideologicznej „poprawności”, tj. do dokumentowania wyłącznie stanu „integracji” kraju i obywateli, przy zupełnym pomijaniu kwestii regionalizmu i wielokulturowości. Jeszcze silniejszy „kaganiec milczenia” nałożono na sprawy Polaków zadomowionych na terenach, które pozostały poza granicami Rzeczypospolitej, o których Macierz w oficjalnym życiu nie bardzo pamiętała.
Wyobrażenie zachodniego „krańca polszczyzny” spopularyzowane zostało przede wszystkim w regionalnym piśmiennictwie, można więc powiedzieć, że ma wewnętrzną charakterystykę, ale występowało ono także w obiegu zewnętrznym, bo przyswoili je również nieliczni ogólnopolscy literaci podejmujący temat służby narodowi na ziemiach zachodnich na początku XX w., na przykład Artur Gruszecki, o którym pisał Jubilat, podkreślając, że drukował on narodowo-społeczne powieści tworzone według publicystycznych, a nawet propagandowych reguł, opartych na stereotypowych sposobach ujmowania polskiej „walki o byt” narodowy11. Przejęli je poza tym ci pisarze spoza regionu, którzy przyjeżdżając tu, szybko poddawali się urokowi tej ziemi, jak Maria Konopnicka, w cyklu Pod Beskidami (VI) wprowadzająca motyw kresowy:
Hej ty Śląsko, stare Śląsko,

Odrąbana ty gałązko,

Odrąbana od macierzy,

Porzucona na rubieży!


Według toposu „kresu polszczyzny” ziemię tę ukazywali także inni kresowiacy. W 1871 r. Władysław Chotomski wydał we Lwowie broszurę Powitanie Wielkopolan, Szlązaków i Krakowian w gościnę przybyłych do Lwowa dnia 13 sierpnia 1871, w której uwiecznił wierszowany utwór, jakim witał rodaków pod kopcem Unii Lubelskiej. Mówił wtedy:
Gdy dzisiaj możemy wśród Rusi tej grodu

I chlebem i solą powitać otwarcie

Swych braci od kresów przy Odrze i Warcie!!...12
Wojciech Janota datę upowszechnienia się pojęcia kresów w odniesieniu do śląskiej ziemi przesunął, bo zastanawiając się nad tym, kto po raz pierwszy nazwał ją kresami, podał, że był nim publicysta „Kraju” Tadeusz Smarzewski, który terminem tym objął Śląsk wraz z Warmią i Mazurami w 1898 r. Pewne jest wszelako, że na początku XX w. ogarniano nim już Śląsk w piśmiennictwie popularnym. W 1917 r. Inflantczyk, Jerzy Manteuffel-Szoege budował wspólnotę Polaków z mieszkańców terenów ograniczonych międzyrzeczem Dniepru i Dniestru, Dźwiną, Bugiem, Sanem i Narwią, ale też jednako z drugiego obrzeża Wartą i Odrą, pograniczem mazurskim, ziemią cieszyńską i Spiszem. Przyjmując ową wyobrażenie rymował przeto:

Niechaj głos serdeczny leci,

Dawnej Polski z kresów dzieci13
Niejako naturalnie ów sposób myślenia kontynuowali pisarze, którzy osiedlili się na Śląsku po jego podziale w 1922 r.14 Dzięki nim w dwudziestoleciu międzywojennym w stosunku do Śląska zaczęto używać w Polsce – jak podkreślał Jacek Kolbuszowski – aksjologicznie nacechowanego określenia kresy zachodnie15. W dziele tym przewodziła Zofia Kossak (m.in. Krzyżowcy, Na Śląsku, Legnickie pole, Nieznany kraj), kontynuująca spadek ideowy po Henryku Sienkiewiczu, przede wszystkim w zakresie powinności patriotycznych, lecz silnie wzmacnianych dydaktyzmem religijno-moralnym16. Wyobrażenie o odrębnej naturze tych terenów oraz prawości ich mieszkańców przez wieki miało przeto największe znaczenie w przeżywaniu kresowego etosu. Postrzegane w tej perspektywie śląskie kresy nieodmiennie rozumiano jako obszar o podwyższonej semiotyczności odnajdowanej w różnych przejawach, m.in. w hardości charakterów ludzi kształtowanych na Śląsku nie tyle w bezkresie natury, przygodzie i bohaterstwie – jak na wschodnich rubieżach, ile w znojnej pracy i „progowym” trwaniu przy „swojskiej” tradycji17. W jednym i drugim ujęciu ów wzór urzeczywistniany był w wersji arkadyjskiej, skłaniającej piszących (analogicznie jak przy apologii wschodniego pogranicza) do pochwały przyzwoitej postawy szczęśliwego społeczeństwa, a także do ukazywania dodatnio wartościowanych osobliwości. Potrzeba owa zazwyczaj prowadziła do jednorodnych panegirycznych obrazów, do stylowego zabarwienia odbioru tych ziem, a zatem do mitologizacji kultury regionu. W wariancie infernalnym natomiast doświadczane zło identycznie przypisywano „obcym” współmieszkańcom terenu, co tylko potęgowało zabiegi mitologizacji. Dyspozycja ta niemal do najnowszych czasów z trudem uprzytamniała nieodzowność polifonicznej recepcji śląskich kresów, zwanych od końca lat osiemdziesiątych „krajem trzech nacji”18.


  1. Kresowe Zaolzie – (nie)pewny środek Świata

Od jednostronnej wizji macierzystej kresowej ziemi, zawłaszczanej tylko dla bliskiej sobie wspólnoty, zdecydowanie dystansuje się twórczyni młodego pokolenia z Zaolzia Renata Putzlacher, prywatnie Putzlacher-Buchtová. Owo wewnętrzne otwarcie na „innych swoich” mieszkańców macierzystego regionu sygnalizowała przez przyjęcie czeskiej postaci nazwiska po mężu. Urodzona w 1966 r. w Karwinie jako poetka zadebiutowała na początku lat osiemdziesiątych. Po ukończeniu polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie wróciła do Czeskiego Cieszyna, gdzie się wychowała, by objąć posadę kierownika literackiego Polskiej Sceny Těšínského divadla. Od tego czasu energicznie włączyła się w rozwój polskiego życia literackiego na Śląsku Cieszyńskim. Własna twórczość stała się odtąd zaledwie częścią jej aktywności. Od 1989 r. inicjowała i redagowała zbiorowe antologie wydawane w Polsce. Prowadziła dział literacki w tutejszym „Głosie Ludu”. Tłumaczyła z języka czeskiego i słowackiego oraz z polskiego na czeski, głównie poezję, ale również dramaty i teksty pieśni. Jest publicystką i autorką tekstów piosenek, adaptacji teatralnych, scenariuszy, sztuk teatralnych, m.in. Latająca Frida (dla słowackich zespołów Teatro Tatro z Nitry i Studia Tańca z Bańskiej Bystrzycy; premiera: wrzesień 2000); monodram Ja Margot (premiera: styczeń 2001 w Těšínském divadle) i współautorsko z Wiesławem Adamem Bergerem Most nad Łucyną (premiera: czerwiec 2002 w Těšínském divadle). W 1996 r. otworzyła czeskocieszyńską kawiarnię poetycką AVION i czuwała nad jej programem. Reaktywując tradycję tej nieistniejącej już dzisiaj międzywojennej cieszyńskiej kawiarni doskonale trafiła w zapotrzebowania miejscowej dwujęzycznej widowni. Pisała scenariusze do kolejnych spotkań, które prowadziła, a drukowane z ich okazji programy ubogacała słowem wstępnym. Przy pomocy wielu współpracowników, głównie poety Jaromíra Nohavicy i muzyka Zbigniewa Siwka, tę kulturalną inicjatywę przekształciła w instytucję oficjalnie zarejestrowaną 20 I 2000 r. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Republiki Czeskiej w Pradze jako Polsko-Czeskie Stowarzyszenie Artystyczne Spolek-Towarzystwo Avion19. Od przełomu wieków podjęła studia doktoranckie na Uniwersytecie im. Masaryka w Brnie, gdzie obecnie mieszka.


Od czasu debiutu jest poetką płodną i cenioną, publikującą w czasopismach ogólnopolskich, regionalnych i czeskich20. Drukowana była w almanachach i antologiach, m.in. Spotkanie (Ostrawa 1985), Suita zaolziańska (Opole 1985), Zaproszenie do źródła (Toruń 1987), Samosiewy (Trzyniec 1988), Z biegiem Olzy (Katowice 1990), Nocny list z Krakowa (Kraków 1990), Poezja polska. Antologia tysiąclecia (Warszawa 1998), Snuć miłość. Polska poezja miłosna XV-XX w. (Warszawa 1999), Znów minie wiek... (Cieszyn 2001). Jej dotychczasowy dorobek poetycki obejmuje kilka zbiorów wierszy. W pierwszym, Próba identyfikacji (Ostrawa 1990), stawiała młodzieńcze pytania. Następne dwa, już monotematyczne bądź jednego motywu, Kompleks Ewy (Kraków 1990) i Oczekiwanie (Trzyniec 1992), poświęciła zdefiniowaniu fenomenu kobiecości jako żony, kochanki i przyszłej matki. Kolejny tomik Ziemia albo – albo (Czeski Cieszyn 1993) był refleksją nad ziemią rodzinną. W późniejszym, Małgorzata poszukuje Mistrza (Czeski Cieszyn 1996), powróciła do dramatu kobiecej egzystencji naznaczonej konfliktem chęci zaspokojenia własnych potrzeb intelektualnych ze społeczną rolą, jaką narzuca jej tradycja. Opublikowała nadto Wiersze wybrane (Kraków 1996) oraz tom Pomiędzy. Wiersze z lat 1995-2000 (Katowice 2001), gdzie temat ziemi rodzinnej współwystępuje. Jest laureatką wielu nagród w konkursach poetyckich w Polsce i w Czechach21. Należy do Zrzeszenia Literatów Polskich w Czechach i do Gminy Pisarzy Czeskich.
Różnorodny tematycznie dorobek Renaty Putzlacher łączy przyrodzona potrzeba samookreślenia się. Z tego powodu zagadnienia tożsamości człowieka są jej twórczości najbliższe. Urastają do rangi uporczywie nawracającego, lecz finezyjnie wystylizowanego wyznania. W swoich utworach ujawnia więc walkę wewnętrzną, jaką toczy z samą sobą, ze swoją płciowością, z potrzebami tradycyjnie kobiecie nienależnymi, z własnym różnorakim regionem, ale nade wszystko z wieloznacznym światem, w jakim jej przyszło żyć (np. Niepewność; Czeski Cieszyn Europa Środkowa). Zdradza też emocje, jakie rodzą się w czasie współpracy z bardzo jednolitym środowiskiem literackim. Tych afiliacji też nie może być pewna, bo historycznie na Śląsku w tej przestrzeni kobiet nie było (m.in. wiersze Camille Claudel do Augusta Rodin dedykując mu tryptyk; Wyrwana z kontekstu). Nie bez przyczyny już w początkowym etapie jej twórczości Władysław Sikora podkreślał, że poezja cieszyńska przed nią w zasadzie była męska, podobnie, jak „męskie” były tutejsze działania społeczne i oświatowe, polityka, prasa, spory i kampanie w regionie22.
Rozdarcie wobec tego najwyraźniej kształtuje jej światopogląd. W perspektywie autorki staje się zatem rysem rzeczywistości, jest więc kategorią ontologiczną, w tym zwłaszcza historiozoficzną, bo opisuje historyczną i polityczną sytuację regionu, a także kobiety w kulturze. Nabiera też odcienia kategorii antropologicznej, gdyż rozterki definiują położenie człowieka w świecie nowożytnym, a tym bardziej rozumnej twórczyni żyjącej w takim szczególnym miejscu, jak cieszyńskie pogranicze. Z odczuwania wątpliwości Putzlacher czyni więc kategorię poznawczą i etyczną, bo pozwalają jej one zauważyć niuanse ludzkiego istnienia, stając się kryterium oceny i wartościowania świata i człowieka. Dwoistość egzystencji i idące z nią w parze aksjologiczne wahanie wzmacnia bardzo natarczywość nawracających pytań. Przesądza zarazem o wnętrzu piszącej, o ukształtowaniu się klarownego profilu jej logiki. Daje się ona opisać jako dychotomia przynależności i odrębności, podobnie jak w literaturze romantycznej.
Odpowiedź na węzłowe pytanie „kim jestem” nie byłaby możliwa bez refleksji nad skrawkiem własnej ziemi rodzinnej. Jest to bowiem obszar kulturowo i etnicznie, a zatem politycznie, naznaczony. Zaolzie – jej miejsce urodzenia – jest wielonarodowym siedliskiem. Jest regionem pogranicza, do natury którego należy nasycenie wartościami różnych kultur narodowych. Relacje z kulturą narodową na takiej przestrzeni są bardziej złożone niż w regionach narodowo jednolitych, których kultura jest organicznie powiązana z kulturą narodową. Rodzinny teren Putzlacher jawi się więc nie tylko jako źródło wewnętrznych wartości życiowych, kształtujących fundament poczucia bezpieczeństwa jednostki w latach dorosłych, ale charakteryzuje go również jako obszar świadomościowych dylematów i zróżnicowanych reguł postępowania rodaków23. Pogląd ów czytelny jest w początkowej fazie uprawiania literatury. Świadectwa udręki niedostosowania nie brakuje również i w latach późniejszych. W wierszu Wyrwana z kontekstu mówi:
Urodziłam się tutaj, a uczono mnie języka,

którym posługiwali się tamci. Czytano wiersze

wieszcza, który żył jeszcze gdzie indziej.

[...] Nic w moim życiu nie było

nieszablonowe. Może tylko żargon, którym się

posługiwałam. I galicyjski kod genetyczny.

[...] Zawsze czułam się w pół drogi.

Wyrwana z kontekstu. Sama sobie do pary,

żeglarzem i tratwą. Po wieki wieków

w narodowej formalinie. Marząca w duchu

o spokojnych wodach.
Gwarancję tożsamości poetce miała zapewniać „narodowa formalina” jako środek oczyszczający i konserwujący świadomość ludzi na pograniczu. Lecz stabilność Putzlacher znajduje tylko w domowym dialekcie, który wyznaczał bezsporne granice „swojskości”. Nie była ona zbytnio ugruntowana, co metaforycznie wyraziła w znaku tratwy zamiast intertekstualnie narzucającego się potężniejszego i stabilniejszego okrętu. Brak solidnego oparcia w pewnym otoczeniu podkreślała w Śląskim songu, gdy mówiła o macierzystej „śliskiej i grząskiej ziemi”, skojarzonej z „ciernistą i wąską krzyżową drogą”. Słowa-klucze organizujące opis tej – sądząc z leksyki użytych określeń – niepewnej i podstępnej krainy złączone zostały z symbolem ofiary i niezawinionego męczeństwa. Lecz plan martyrologiczny nie dawał pełnej ochrony, bo nie określał już sensu cierpienia, gdyż sytuacja wykorzenionych „międzyludzi” w jej czasach komplikowała się dwojako. Z jednej strony dzisiejsi mieszkańcy rozluźniali związki z tradycją, a z drugiej, gubili racje z powodu zmistyfikowanego obrazu przeszłości i obecnych losów regionu. Podkreślała więc, że „wtłoczeni w wielopiętrowe blokowiska” rodacy zatracili „biologiczną” więź z ich „małą ojczyzną” przez wieki wspartą na „śląskim poczuciu familiarności i swojskości”24. W miejskim otoczeniu, pomimo dawnego wrośnięcia w swoją okolicę, nabrali charakterystyki tak samo wykorzenionych, jak nowo przybyli. Przestrzegała przed tym w wierszu W dniu kiedy Bóg przestaje działać:
[...] Twój dom wyzuty z imponderabiliów

zieje pustką [...]

I jest tylko piekło wolności [...]
Przeżywający problemy z własną tożsamością Zaolzianie zbyt łatwo wpadali w pułapkę „żyrandoli pajęczyn”, jak styl niewspółczesnej recepcji rodzimej rzeczywistości określiła w Śnie o domu. Wraz z narastaniem tego zagrożenia poddawali się anachronicznemu wezwaniu kreatorów lokalnego kolorytu. W liryku Powrót powiada przecież:
gonił mnie ten zew

nienaoliwionej starości


Poszukując wzoru „mądrości, dobra i szczęścia” regionaliści kreślili wizję świata, który dawno przeminął, dlatego Putzlacher obserwuje dokonujący się koniec gminnej dawności. Co więcej, prawdę terenu zastąpiła ułuda, że przeszłość może stać się przechowalnią sensu zakorzenionego na Śląsku w wiejskiej pamięci. Nie zgadzając się z tym kierunkiem poznania rodzinnej ziemi, autorka ujawnia plany mitologizacji, które pozwalały godną przeszłość – niczym modlitwę – odtwarzać we wspomnieniach25. Mityzacja zaolziańskich kresów nie czyniła z nich jednak magicznej przestrzeni nasyconej ładem i sensem. Raczej prowadziła na bezdroża mistyfikacji. Jednoznacznie mówi o tym puenta Snu o siole:
Komin przestał suchotniczo oddychać

na ścianie kukułka imituje las

drzwi skazano na zamkniecie

W powietrzu drga tercet łańcuchowy


Poetka podejmuje wobec tego polemikę z wzorem pamięci kultury, bo ten kod recepcji regionu dowartościowuje – jak sądzi – „klepisko”, „zydle brodate”, „pęknięte dzbanki”, które „przełknęły ostatnie krople przemijania” (Sen o domu). Ludzi pogranicza stawia zaś przed nierozwiązywalnymi dylematami, co sprawia, że ich położenie staje się nieznośne, nie do wytrzymania. W Krajobrazie poetyckim los mieszkańców pogranicza opisze następująco:
przed krzywym lustrem

Z językiem powykręcanym

do granic niemożności
Gdy nad świadomością regionalistów zaczął górować kult historii, funkcje, rolę i znaczenie macierzystej kultury w jej ocenie niebezpiecznie zaczęły określać chrome rekwizyty (suchotniczy komin, krzywe lustro, pęknięte dzbanki), dlatego że ów model poznania prowadzi do ułomnej lub fikcyjnej wizji otoczenia, skojarzonej z imitacją lasu. By uniknąć tej pułapki, rzuca hasło otwarcia się na teraźniejszość, na inność, na prawdziwość. Jest to jej głębokie credo, wyzwanie wypowiedziane w Literaturze od kuchni, a adresowane zarówno do rodzimych literatów, których widzi jako duszących się i minorowo nastrojonych „przyjaciół z podwórka”, jak też do pisarzy polskich, „braci zza miedzy”, skłóconych i żyjących urojeniami, a przez to niewrażliwych na zwyczajne, choć z kresowej perspektywy oceniane jako ważne, problemy. W liryku Otwarcie apeluje:
Trzeba wywietrzyć

drzwi otworzyć

bo znów historia

drepce na przyzbie

Kołatkę zamienić na klamkę

nie bać się nagłych gości [...]

wstawić okno na świat

z szybką mniej różową

Wymieść zasiedziałe skrzaty

spoza zapiecka

wyjąć słomę z łapci

i z uszu [...]


Bez odnowy myślenia uwrażliwiającej na teraźniejszość, bez tej intelektualnej przemiany zastane, zmistyfikowane sposoby recepcji rubieży (widzianych poprzez różowe szyby) oddalą się coraz bardziej od powszednich wzorów życia na kresach. Narastający niepokój z powodu zamknięcia się we własnym partykularzu rodzi również obiekcje wobec materii, w jakiej tkwią rodacy. W konsekwencji, swą nie dającą pewności ziemię, przedstawia jako Ziemię jałową w wierszu pod takim właśnie tytułem. Poprzedza go mottem z Przednówka Pawła Kubisza, ważnego poety w cieszyńskiej tradycji literackiej. Wybiera deklarację niosącą nadzieję. Składając ją przed laty autor ten wyłamywał się z konwencji katastrofy, przezwyciężał więc posępne wizje losu ojcowizny za Olzą. Gdy Kubisz wołał:
Nie chcę, nie mogę umrzeć i konać

Tutaj za Olzą! Chcę wstać – czy wstanę?!


Putzlacher odpowiada: „Wyjaławia mnie ta ziemia bezpłodna”. Intertekstualny zabieg wzmacnia tylko jej kasandryczną ocenę. W opinii poetki ten „jałowy”, bo gospodarczo zrujnowany, ale i „deformujący życiorysy” ludzi region:
wzrok mi stępia

nogi uprzyziemnia

I jej ludzie

z życiorysami na bakier

z poglądami na wylot

z nazwiskami na pohybel

Tłamsi mnie ta ojcowizna

z przeszłością rozwiezioną

na taczkach

Na dziś utopiona w piwie [...]

Na jutro

nie warto może czekać


Charakteryzując swoją bliższą ojczyznę Putzlacher znajduje jedynie złowrogie konteksty, toteż każdy przywołany przez nią argument potęguje tragizm sytuacji. Sławną przeszłość krainy zmarnotrawiono, niechlubnie „rozwieziono na taczkach”, dlatego przerodziła się w banalną teraźniejszość, od której – czego się boi – nie będzie też wyzwolenia w przyszłości. Rozpacz potęguje poczucie rozdarcia, wiedzie więc do debaty w sferze wartości, z której poetka czyni swój program artystyczny. Jej stanowisko wyraźnie odbiega od optymistycznej wiary poprzedniego pokolenia, jakie uosabiał Paweł Kubisz. Szamocze się między walką a rezygnacją. Antynomiczne postawy to przeznaczenie ludzi pogranicza. W Ziemi jałowej wybiera uwznioślające działanie, wiersz bowiem puentuje deklaracją zmagania:
A jednak ustawiam

zgrabiałe palce

na klawiaturze szarości

Próbuję łamać

ortodoksyjne szablony

rozplenione w sercach

A jednak upycham korzenie

pod niepewną powierzchnią

I stoję

prawnuczka Lota



z podniesioną głową
W Kolosie nadolziańskim wydrukowanym na sąsiedniej stronie tomiku Ziemia albo – albo Putzlacher wycofuje się jednak w tonację bezradności i przygnębienia. Użyte w wierszu słownictwo alegoryzuje obrazy ułomności, nieudaczności, szpetoty, za którą stoi niemoc twórcy uprzednio nacechowanego entuzjazmem:
[...] Kulawe oba kopyta

nikt o twą dolę nie pyta

pod tobą Styks ponury
Stoisz na nogach glinianych

od A do Z nieudany

kolos – totem graniczny [...]
Kto ciebie rodził kto płodził

znad Olzy pewnie pochodzi

twojego stwórcy zapał
Pod tobą skansen łeb w smogu

miałeś być pierwszy po Bogu



Kolos na kaczych łapach
Dwoista reakcja Putzlacher na realia Zaolzia nie jest wyłącznie znakiem gubienia racji terenu. Bo taka postawa zakorzeniona jest przecież w regule zwyczajowego dzielenia kresów na „nasz” i „wasz” kraj. Ostre odgraniczanie narodowych interesów i wraz z nimi prawa do tradycji wywołuje w niej repulsję. Jej opór wobec inklinacji do zawłaszczania tego terytorium przypomina, że dziedzictwo wielokulturowego pogranicza jego mieszkańcy we własnej wewnętrznej świadomości odczuwają jako spójny obszar o terytorialnej i kulturowej zarazem specyfice, odrębny i integralny26. Pomimo to stale istnieją w świecie przeciwstawianych wartości, przeżywają dramat ciągłych wyborów, co staje się osobniczą legitymizacją tej ziemi. Całą złożoność tego doświadczenia poetka zawiera w obrazowej hiperboli, w aksjologicznie nasyconym znaku „garbu wątpliwości”, o czym mówi w wierszu Wnuczka monarchii. Z praktyki rozdzierania kresów traktowanych jako źródło ideowych ograniczeń wynikających z polaryzacji spraw, a dla obywateli przeradzających się w fatum opcji, buduje wobec tego fundament własnej wizji kresowego Zaolzia. Tłumacząc tytuł tomiku poświęconego swojej „małej ojczyźnie” Ziemia albo – albo napisała m.in.:
Temat Zaolzia, zaścianka, prowincji, skansenu, przywoływany jest w Ziemi albo – albo aż do znudzenia, bowiem ziemia ta tak obrosła schematami, niedopowiedzeniami, tyle przypięto jej metek, że coraz trudniej dotrzeć do jej istoty, odnaleźć jej dzisiejszą twarz. Zaolzie – ziemia wyborów, kompromisów i wyrzeczeń, mitologizowana i strywializowana, „jak uśmiech młodej dziewczyny” i jak ponury żart diabła. Piękna i zdewastowana, wymodlona i przeklinana, ziemia olbrzymów i karłów, niebo i piekło. Ziemia albo – albo”27.
Antynomiczny układ wartości jest przekleństwem ziemi i jej mieszkańców (Czeski Cieszyn Europa Środkowa). Jest jednak zarazem formą porządkowania wielorakiego świata. Bez tego segregowania mógłby wydawać się nieczytelny, nie dawałby w takim razie oparcia. Nie wyznaczałby środka świata, którego potrzebuje także Putzlacher (Mohikanka; Cieszyński refren; Fenomen Śląska). Chciałaby żeby jej środek świata: „schizofreniczne i w patriotyzm hojne miasto” ulokowany był w otwartej mentalnie przestrzeni. Jej terytorium nabiera jednak prowincjonalnej charakterystyki, głównie z powodu nadmiernego, ale i opacznego oglądania się w przeszłość (Dorastanie do rodowodu; Oda do prowincji). Uważa bowiem, że historia w dobie kultury prefiguratywnej (według kategoryzacji Margaret Mead) przestała być nauczycielką życia. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy historię kojarzy się z „prowincjonalnym muzeum”, albo traktuje się ją jak „lamus z patefonem”, przed czym przestrzega w wierszu Magistra vitae. Historia przeradza się wówczas w „kiepski tasiemiec” złożony z serii nic nieznaczących opowiastek dla „znudzonych wycieczek z ulgowymi biletami”, przez co traci znaczenie przestrogi. Historia sprowadzona do tej roli jest dla niej zlepkiem oderwanych, bo przypadkowo zestawionych faktów, głównie dla podniesienia erudycji dzieci. Nie może wobec tego odgrywać misji uświęconego wzoru, jak ciągle chcieliby regionaliści nie potrafiący odejść od etnograficznego modelu regionalizmu. Nie rezygnując z opisu i rekonstrukcji dziedzictwa, nie mają szansy na interpretację tożsamości kultury własnego regionu. Głosząc te poglądy Putzlacher wspiera antropologów apelujących o „dialog kultur” w miejsce „geografii kultury” praktykowanej od XIX w. w ślad za ukonstytuowaniem się regionalizmu jako „gry interesu” między centrum a prowincją, albo między „my” i „wy”28.
O prowincjonalnej kwalifikacji kresowego Zaolzia po trosze zadecydowała jednakże topografia regionu, na co wskazuje w wierszu Ziemia albo – albo:
Zawsze za Olzą

wiecznie z tyłu

na miejscu

za-ostatnim


Utożsamiając macierzyste pogranicze z prowincją, Putzlacher odrzuciła tradycyjne konotacje tej kategorii, bazujące na utartych schematach romantyczno-sienkiewiczowskich. Tę przestrzeń zwykle definiowano przecież jako rubież, czyli w polskiej aksjologii bardziej odległy obszar graniczny niż zaściankowy, peryferyjny, lecz wartościowy skrawek ziemi. W swojej ocenie Putzlacher jest konsekwentna, bo zarazem przekonuje, że jej ziemia przestała być domeną mitu. Dlatego fenomenu kultury Śląska nie odczuwa w początkowej fazie tworzenia. Osobliwość regionu zrozumie dopiero z oddalenia, kiedy wyjedzie na studia do Krakowa, a potem do Brna. Po latach wyznała:
[...] przez pięć lat mieszkałam w Krakowie, pokochałam go bez wzajemności i po kilku latach rozterek emocjonalnych wróciłam do miasta, które kochało mnie bez wzajemności. Do Cieszyna, do którego miałam zawsze ambiwalentny stosunek29.
O narastających symptomach psychicznego związku z regionem i refleksji nad nimi zapewne zadecydowało moralne i świadomościowe dojrzewanie autorki. Rozłączenie z rodzinnym miastem uświadomiło jej „magię” przynależności do „małej ojczyzny”, sprawiło, że dorosła do wizji własnych kresów jako problemu intelektualnego i powinności etycznej30. Z dystansu jej „mała ojczyzna” – Cieszyn przedzielony rzeką Olzą – wydał się bliższy i ciekawszy31.
Swoich poglądów Putzlacher nie zmieniła tylko w jednym aspekcie, w interpretacji kresowej problematyki w duchu otwarcia na kulturę sąsiadów – nie obcą, choć cudzą. Apele o wzajemne poszanowanie własnych odrębności przerodzą się w motywy scalające cieszyńską wspólnotę, czym zbliży się do humanistycznej koncepcji dialogu Stanisława Vincenza. W rezultacie zaakceptuje dawne rozumienie „kresowości”, któremu odpowiada dzisiejszy problem „sąsiedztwa kultur”32. Dlatego naturę rodzinnej ziemi naznaczonej „syndromem opłotków” zacznie łączyć ze wspólnotową galicyjską przeszłością, kiedy „tramwaje miejskie przez Olzę mknęły w obie strony” (Divertimento Cieszyńskie; Cieszyński refren, a także program Historia prosta: w Cieszynie żył Kohn33). Pragnienie zrozumienia „dawnych, INNYCH współziomków” przerodzi się w nadzieję na sielską europejską przyszłość (Wnuczka monarchii). Myśląc w ten sposób odwróci topos śląskiej Arkadii. Jej idylliczność wiązać będzie bowiem z otwartą, ogólnoludzką frapującą przestrzenią, a nie z lokalną wiejskością – oswojonym miejscem, jak czynili jej poprzednicy. Rozciągnie w takim razie semantyczną pojemność wspólnoty od „mieszkańców Cieszyna, których nie ma” (przedwojennych Żydów) aż do pojęcia „globalnej wioski” McLuhana. Jej świat zapełnią wobec tego „dawni”, ale kulturowo „inni” mieszkańcy miasta i „obecni” obywatele „innych” regionów. Przedkładając wspólnotowy projekt nad przymus wyborów stanie się rzecznikiem umiarkowania i opanowania namiętności. Za Emilem Szramkiem powie: „Kto ma służyć za pośrednika, musi obie strony rozumieć, a sam być wolnym od namiętności obu stron”34. Powołując się zaś na Henryka Jasiczka apelować będzie o likwidację utrwalonych we własnym wnętrzu „granic ograniczoności, niezrozumienia i nietolerancji”35. Odważnie krocząc ku Europie odrzuci „zaolziańską mentalność” naznaczoną „generacyjnym rozziewem”36. A jednak syndrom granicy nie przestanie jej gnębić. Ból zrodzony z doświadczenia granicy inspirować będzie do szukania ogólnych prawidłowości, które w jednakowym stopniu degradują wszystkie tereny nadgraniczne, a nie tylko jej ziemię. W wierszu Z pogranicza problem granicy sprowadzi do trywialnej komercji:
Co się łamiesz stara powiedział

tak samo jest w Görlitz

na Orawie Spiszu i w Komárom

Tamci przechodzą przez granicę


po wasze żarcie a ci

nasi znaczy się

idą w drugim kierunku po ciuchy

Takie krążenie ludzi w przyrodzie

Ty trwasz wiernie na placówce

a ja tam i z powrotem jak oblatywacz

Co się łamiesz pocieszał mnie czkając

ważne że wódka jest wszędzie Po tej

i po tamtej stronie Na tym

i na tamtym świecie


Graniczność i dwoistość są motywami ważnymi w twórczości Putzlacher. O ich randze decydowała potrzeba rozbijania stereotypów i emocjonalnego myślenia szablonami o wielokulturowym terenie i osobowości społecznej mieszkańców heterogenicznego regionu, mocno przesyconych idealizującymi treściami. Ale jej gotowość do literackiego dyskursu nad tymi kwestiami miała solidne oparcie również w skomplikowanej prywatnej genealogii autorki. Swoją rodową „wielokorzenność” podkreślała w wielu tekstach, m.in. w wierszach Wnuczka monarchii i Cieszyński refren, w scenariuszu Przez kresy i pogranicza. Dziennik podróży i literackich zauroczeń37, w szkicu Wnuczka piekarza. Wszędzie wspominała „pradziada spod Grazu, czarnoziemnych kresowych dziadków i wielobrzeżnych rodziców”. Rodzinne i regionalne pogmatwania wydają się być powodem i siłą sprawczą kierunku omówionej refleksji.
prof. KRYSTYNA KOSSAKOWSKA-JAROSZ


1 Zob. np.: J. Jastrzębski, Exodus (ewolucja obrazu Kresów po wojnie), [w:] idem, W Polsce, czyli wszędzie. Szkice o polskiej prozie współczesnej, Warszawa 1992; A. Sobolewska, Polski mit powrotu, „Twórczość” 1984, nr 8; E. Czaplejewicz, Kresy i Europa, „Przegląd Humanistyczny” 1992, nr 3.

2 Pojęcie kresów w literaturze omówił: J. Kolbuszewski, Kresy, Wrocław 1996, s. 11 i n. Dynamikę przemian znaczenia tego pojęcia w ujęciu geopolitycznym ukazaną wedle koncepcji „rdzeń i peryferie” z punktu widzenia polskich kresów państwowych rozważał zaś: M. Koter, Kresy państwowe – geneza i właściwości w świetle doświadczeń geografii politycznej, [w:] Kresy – pojęcie i rzeczywistość. Zbiór studiów, pod red. K. Handke, Warszawa 1997, s. 11-33. Natomiast jako organizację przestrzeni społecznej kategorię tę omówiła: K. Handke, Pojęcie „kresy” na tle relacji centrum – peryferie, [w:] ibidem, s. 53-62 oraz w szerszej wersji: eadem, Pojęcie „region” a symbolika środka, [w:] Region, regionalizm – pojęcia i rzeczywistość. Zbiór studiów, pod red. K. Handke, Warszawa 1993, s. 105-120. Zmieniające się tendencje w recepcji tych terenów z kolei skomentowała A. Kłoskowska, Kresy – od pojęcia zamkniętego do otwartego sąsiedztwa, [w:] Kresy – pojęcie i rzeczywistość... Zob. też: D. Beauvois, Mit kresów wschodnich, [w:] Polskie mity polityczne XIX i XX wieku, pod red. W. Wrzesińskiego, Wrocław 1994.

3 Por. J. Kolbuszewski, Kresy – kategoria aksjologiczna, „Przegląd Powszechny” 1987, nr 17.

4 Zob.: A. Będkowska, Wokół pojęć „ojczyzna” i „mała ojczyzna” w dobie procesu integracyjnego Europy, [w:] Słowo i czas, pod red. S. Gajdy i A. Pietrygi, Opole 1998, s. 71-72; R. Nycz, Literatura jako trop rzeczywistości. Poetyka epifanii w nowoczesnej literaturze polskiej, Kraków 2001, s. 80-81.

5 Zob.: recenzję podręcznika geografii ojczystej Józefa Chociszewskiego, „Gazeta Opolska” 1891, nr 82. Ten wzór myślenia bliski był również wielu poetom śląskim, m.in. Norbertowi Bonczykowi, który w Górze Chełmskiej ubolewał – „Śląsko, gniazdo Piastowskie! Choć cię wieszcz Wincenty // Sławny z pieśni Ziem polskich nie opisał”, czy Konstantemu Damrotowi w wierszu Moja Ojczyzna.

6 Zob. np.: J. Pośpiech, S. Sochacka, Lucjan Malinowski a Śląsk (działalność śląskoznawcza, teksty ludoznawcze), Opole 1976; E. Kucharska, A. Nasz, S. Rospond, Wieś śląska w 1840 r. Relacje z podróży naukowej I. I. Sriezniewskiego po Śląsku, Wrocław 1973; J. Roger, Pieśni ludu polskiego na Górnym Szląsku, wstęp P. Świerc, Opole 1976.

7 Opinię pierwszego z wymienionych drukowano w rubryce: Rozmaitości, „Gwiazdka Cieszyńska” 1862, nr 32. Spostrzeżenia drugiego zebrano zaś w tomie: Józef Ignacy Kraszewski a Niemcy. Publicystyka pisarza w obronie polskiego stanu posiadania pod panowaniem pruskim i niemieckim, wstęp, wybór i oprac. E. Czapiewski, Wrocław 1994, s. 28 i 97. Zob. też: J. Glensk, Związki pisarzy polskich z regionem śląskim, seria: Komunikaty Instytutu Śląskiego w Opolu (studia literaturoznawcze) nr 10, Opole 1970.

8 Zob.: J. Hajduk-Nijakowska, Temat śpiącego wojska w folklorze polskim. Próba typologii, Opole 1980; A. Gładysz, Na tropach wątku śpiącego wojska, „Zaranie Śląskie” 1965, z. 4; A. Halor, Gdzie śpi wojsko św. Jadwigi. Pejzaż mitologiczny, „Śląsk” 1996, nr 1, s. 40.

9 Praca ta techniką reprintu została wznowiona w Opolu w 1991 r. Problematykę koncepcji kresów w lokalnym piśmiennictwie ukazałam w artykule: K. Kossakowska-Jarosz, Górny Śląsk z punktu widzenia koncepcji kresów – wizja literacka (w druku).

10 Kulturę literacką na Zaolziu przedstawił E. Rosner, Literatura polska z czeskiego Śląska. Rozprawy – szkice – wspomnienia, Cieszyn 1995, s. 70-87; por. też: L. Miękina, Znów minie wiek... Antologia literatury nadolziańskiej, Cieszyn 2001.

11 Zob.: J. Kolbuszewski, Ziemie zachodnie w powieściach Artura Gruszeckiego, „Śląski Kwartalnik Historyczny. Sobótka” 1985, nr 1, s. 25-39.

12 Cyt. za: A. Wierciński, Wędrówka słowa: Kresy, [w:] idem, O nijaczeniu języka, Opole 2004, s. 29. Por. też: W. Janota, „Śląsk” 1996, nr 10.

13 : A. Wierciński, op. cit.

14 Wiele szczegółów: Glensk, op. cit.

15 Za: J. Kolbuszewski, Kresy – kategoria aksjologiczna

16 Warto podać najnowsze w tej kwestii opracowanie: B. Pytlos, „Córa Sienkiewicza” czy „Alicja w krainie czarów”. Z dziejów recepcji twórczości Zofii Kossak, Katowice 2002.

17 W regionalnym piśmiennictwie omawiane treści poddawane były też kryptonimizacji, toteż często pojawiały się również pod postacią „domowego progu”, poza który nie miał wstępu świat budowany przez państwowych suwerenów. Próg według zasady pars pro toto reprezentował kondensację krańca domowej polszczyzny, lecz owo zagadnienie wymaga oddzielnego szczegółowego opracowania. Przykłady zob.: K. Kossakowska-Jarosz, Dom i mała ojczyzna w polskiej literaturze górnośląskiej na przełomie XIX i XX wieku, [w:] Dom w języku i kulturze. Materiały z konferencji: Dom w języku i kulturze zorganizowanej w Uniwersytecie Szczecińskim przez Zakład Etnolingwistyki w dniach 22-24 marca 1995 r., pod red. G. Sawickiej, Szczecin 1997.

18 Za: E. Pietraszek, Kraj trzech nacji, [w:] Śląsk – etniczno-kulturowa wspólnota i różnorodność, pod red. B. Bazielich, Wrocław 1995.

19 Na podstawie programu promującego płytę – Lamus hity café Avion przygotowaną 26 II 2000 r. w czwartą rocznicę powołania kawiarni Avion. Podkreśla się w nim, że fetowana instytucja jest zarazem gronem osób, które łączą więzy przyjaźni i podobne zainteresowania.

20 Wykazy ich sporządzili Władysław Sikora oraz Kazimierz Kaszper w notach Renata Putzlacher-Buchta. W pierwszym wypadku nota poprzedza tomik Oczekiwanie, Trzyniec 1992, w drugim, zamieszczona została na skrzydełkach okładki tomu Małgorzata poszukuje Mistrza, Czeski Cieszyn 1996. Obaj wysoko ocenili jej pisarstwo. Por. też komplementy Jacka Illga w tekście poprzedzającym tom Pomiędzy. Wiersze z lat 1995-2000, Katowice 2001.

21 Rejestr ich opracowali: Sikora, op. cit.; Kaszper, op. cit.

22 Za: Sikora, op. cit., s. 3.

23 Wojciech Świątkiewicz, analizując kwestie identyfikacji etnicznej w regionach pogranicza, wyróżnił postawę alternacji (zmienność), ambiwalencji (rozdarcie i niezdecydowanie), poliwalencji (przyswojenie elementów różnych kultur aż do postawy kosmopolityzmu), biwalencji narodowej (równoczesne i zgodne uczestnictwo w „dwóch” kulturach i „podwójna” identyfikacja narodowa). Zob.: idem, Region i regionalizm w perspektywie antropocentrycznego paradygmatu kultury, [w:] Regionalizm polski u progu XXI wieku, Wrocław 1994, s. 26.

24 Za: R. Putzlacher, Fenomen Śląska, [w:] Genius loci (geniusz loce?) Śląska. Scenariusz programu Spolek-Towarzystwo Avion z 11 XI 2001 r.

25 Pamięć stała się tematem literatury współczesnej. Zob.: P. Czapliński, Proza na przełomie – panorama, [w:] P. Czapliński, P. Śliwiński, Literatura polska 1976-1998, Kraków 1999, s. 250; J. Jarzębski, Apetyt na Przemianę. Notatki o prozie współczesnej, Kraków 1997, s. 174.

26 Zob. Świątkiewicz, op. cit., s. 26.

27 Cyt. za: R. Putzlacher, Od Autorki, [w:] eadem, Ziemi albo – albo, Czeski Cieszyn 1993, s. 5.

28Zob. np.: Cz. Robotycki, Historia – folklor – tradycja a kwestia „małej ojczyzny”, [w:] idem, Nie wszystko jest oczywiste, Kraków 1998; R. Sulima, Małe ojczyzny, [w:] idem, Głosy tradycji, Warszawa 2001.

29 Cyt. za: R. Putzlacher, Wnuczka piekarza. Tekst udostępniony w postaci wydruku komputerowego.

30 Za: Putzlacher, Fenomen Śląska...

31 Deklaracje te czytelne są w programie Genius loci (geniusz loce?) Śląska, jaki zrealizowała w Café „AVION” 11 XI 2001 r. wraz z Bogdanem Trojakiem.

32 Zob.: A. Kłoskowska, op. cit., s. 229-231 i 236. W polskiej kulturze końca XX w. na powrót dokonała się więc transformacja „kresowości” w „pograniczność”. Podtrzymuje się w ten sposób swoiste znaczenie, kiedy „kresów” się nie traciło, ani nie było się z „kresów” „wygnanym”, ale żyło się na „kresach”, które były domem w Europie. Zob.: Sulima, op. cit., s. 181.

33 Wystawiony został na XVI spotkaniu w Café „AVION” 27 III 1998 r. Za ten poświęcony cieszyńskim Żydom program 18 II 1999 r. dostała nagrodę na II Ogólnopolskim Konkursie Piosenki Żydowskiej w Warszawie.

34 Za: Putzlacher, Fenomen Śląska...

35 Ibidem.

36 Z programu XIII spotkania Café „AVION” pt. Benefis Bronka Liberdy z 3 X 1997 r.

37 Program Café „AVION” z 26 X 2002 r.





©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna