Uczniowie (U): Czym się Pani teraz zajmuje? Eillen Dunin (ED): Obecnie jestem na emeryturze. U



Pobieranie 16.07 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar16.07 Kb.
Wywiad z Panią Eillen Dunin z domu Crosse, Irlandką przybyłą do Polski w 1947 r., lat 87, zamieszkałą w Otrębusach ul. Franciszkańska 2
Uczniowie (U): Czym się Pani teraz zajmuje?
Eillen Dunin (ED): Obecnie jestem na emeryturze.
U: Co robiła Pani przed emeryturą?

ED: Uczyłam języka angielskiego u Metodystów na Placu Zbawiciela.


U: Od kiedy Pani mieszka tutaj, w Otrębusach?

ED: Od 1947 roku, dzieciństwo spędziłam w Irlandii, a wojnę w Londynie.


U: Czy ma Pani w rodzinie jeszcze kogoś, kto przeżył wojnę?

ED: Tutaj w Polsce? Nie. Mąż oraz jego rodzina, która była w Otrębusach przeżyli, mąż był w wojsku za granicą. Teraz większość już nie żyje.


U: A ze znajomych, przyjaciół?

ED: Przecież mieszkałam w Irlandii, potem w Anglii. Tutaj nie miałam przyjaciół.


U: Czy często wspomina Pani tamte czasy?

ED: Nie, nie wspominam.


U: Woli Pani o tym nie mówić?

ED: O! Kiedy to było? Rzadko wspominam, to dawne czasy, a życie idzie dalej.


U: Czy opowiada Pani innym ludziom o czasach wojny, rodzinie, znajomym?

ED: Rozmawiamy w domu, w gronie rodzinnym. Opowiadam o nalotach, bombach V1, V2 i o tym jak Londyn był zniszczony.


U: Może nam Pani opowiedzieć coś o sobie z tamtego okresu? Czym się Pani zajmowała?

ED: O życiu w Londynie? Pracowałam w Czerwonym Krzyżu najpierw jako wolontariuszka, a po zrobieniu kursu jako sanitariuszka.


U: Gdzie mieszkała Pani podczas wojny?

ED: Mieszkałam w zachodnim Londynie blisko centrum, wschodni Londyn wciąż płonął. Było tak blisko, że kiedy paliła się wschodnia część widać było z drzwi szpitala, w którym pracowałam całe niebo pokryte czerwoną poświatą. Zastanawialiśmy się, co to jest, a to wschodnia część miasta była bombardowana, zrzucano bomby zapalające i niszczące, pociski z wyrzutni V1 i V2. Z tyłu pocisku widać było wielki ogień i był ogromny hałas. Jak kończył się hałas, wiadomo było, że rakieta uderzała w ziemię. Nie robiła wielkiej dziury, ale niszczyła wszystko dookoła. Każdej nocy ginęło około 1000 osób. W zaludnionym Londynie wszystko jedno było gdzie spadnie bomba i tak musi zabić wielu ludzi.


U: Czy wie Pani jak wyglądał ten dom w czasie wojny?

ED: Myślę, że tak jak teraz, niewiele się zmienił.


U: A jak wyglądały Otrębusy podczas wojny?

ED: Ten dom był jednym z nielicznych domów w Otrębusach, jak tu przyjechałam nie było żadnego osiedla. Była to wioska, ale prawdziwa wioska, dookoła były gospodarstwa, ludzie trzymali konie, krowy, było kilka domów, 5 może 6, wokół były tylko pola i młody las, jeszcze niski. Dalej rosło zboże. Tutaj było bardzo mało ludzi, pomiędzy naszym domem a Kaniami było może 10 domów.


U: Jakie były zmiany w stosunku do czasów przedwojennych?

ED: Nie wiem, nie mieszkałam w Polsce przed wojną, nigdy wcześniej tu nie byłam.


U: Czy wie Pani co działo się w Otrębusach podczas Powstania?

ED: Z tego co wiem było tu dość bezpiecznie. Główna droga przechodziła koło Nadarzyna a kolej do Brwinowa. Właśnie najbardziej niebezpiecznie było w miejscowościach koło szosy lub kolei. Tutaj nie niszczono domów. Tylko z opowiadań wiem, że były tu łapanki na kolejkę, rozstrzeliwano ludzi, np. w Kaniach na Nadarzyńskiej znajduje się duży krzyż, teraz na prywatnej posiadłości, który upamiętnia ludzi rozstrzelanych po jednej z łapanek. Niemcy siedzieli w Natalinie, w tym pałacyku. Teraz chyba jest tam ruina. Niemcy byli rozkwaterowani wszędzie, dwaj Niemcy w czasie wojny długi czas mieszkali o tu, w tym pokoju. Tu w lasach dookoła jest masa dołków po bombach, były tu składy amunicji. Stąd Niemcy brali amunicję i bomby, które były używane do ostrzału Warszawy podczas powstania. Pod koniec wojny wszystko było wysadzone. Nasz dom był dość nowym domem, ale po tych eksplozjach i wstrząsach cały czas mamy kłopoty z dachem. Po tym wszystkim, po wojnie dzieci chodziły do lasu i zbierały niewypały, no i sporo z nich zginęło. Na wsi jednak było dużo bezpieczniej i spokojniej niż w Warszawie.


U: Czy z opowiadań bliskich wie Pani coś o uchodźcach z Warszawy?

ED: W naszym domu ciągle przebywali jacyś ludzie, oni zatrzymywali się tylko na chwilę, niektórzy może na noc, inni na tydzień i szli dalej. Czasami było ich aż trzydziestu, ale ja wiem to tylko z opowiadań, sama się z nimi nie zetknęłam.


U: Czy z tego co Pani słyszała inni mieszkańcy też przyjmowali ludzi do swoich domów?

ED: Oczywiście, nie ma wątpliwości, każdy pomagał.


U: Czy poznała Pani kogoś z tych ludzi, którzy ukrywali się w czasie wojny w tym domu?

ED: Tak, z Podkowy, ale nie wiem co się teraz z nimi dzieje, dużo z tych osób już nie żyje.


U: Czy jest jednak jakaś osoba, którą Pani zapamiętała?

ED: Tak, Adam Orzechowski. Był we wrześniu 1939 roku zesłany na wschód, udało mu się uciec z transportu, ukrywał się u nas, a potem brał udział w Powstaniu.


Mieszkał w naszym domu przez pewien czas delegat rządu londyńskiego na kraj Jan Jankowski, mieszkał w pokoju na górze, podczas gdy w pokoju na dole kwaterowało cały czas dwóch żołnierzy niemieckich. Z opowiadań wiem, że przebywali u nas „cichociemni”, czasem jedną, czasem kilka nocy, długo nie mogli zostać, bo przecież mieszkali tu Niemcy. Odbierała ich łączniczka, pani Irena Semadeni. Przez prawie rok mieszkał tu Zbyszek Semadeni, który przeżył Powstanie, jego brat i ojciec zginęli w drugim dniu powstania. Wszyscy, którzy się tu ukrywali mogli czuć się bezpieczniej, była to spokojna wieś, ale ciągnęło ich do Warszawy i mimo niebezpieczeństwa jednak tam wracali.
U: Czy pozostały Pani po tamtych czasach jakieś pamiątki?

ED: Tylko kilka fotografii, wszystkie pamiątki przekazane zostały do świetlicy, gdy była robiona kronika, album o Otrębusach- zajmował się tym nieżyjący już pan Tadeusz Jakubowski, były to bardzo ciekawe fotografie. Tu w domu zorganizowana była w czasie wojny i po wojnie biblioteka dla dzieci, książki wypożyczała babcia do domu, ważne jest to, iż mimo, że były to proste, wiejskie dzieci żadna książka nie zginęła. Jak powstała biblioteka w Teplicówce w Otrębusach, wszystkie książki dla dzieci tam zostały przekazane.


U: Czy Pani mieszkała razem z uchodźcami?

ED: Nie mieszkałam, przyjechałam tu z mężem w 1947 roku.


U: Czy słyszała Pani, żeby w okolicy były zorganizowane jakieś szpitale?

ED: U nas nie, ale wiem, że był w Podkowie Leśnej.


U: Czy były tu jakieś drukarnie, rozgłośnie, czy punkty kontaktowe?

ED:
Nie wiem.
U: Czy zna Pani historię grobów w Lesie Młochowskim?

ED: Nie znam. Ale tu okoliczne lasy mają ciekawą historię, mówiłam, że było tu pełno głębokich, wielkich dołów, w których trzymano amunicję, stąd też ostrzeliwano Warszawę, są też mogiły w lesie.


U: Jak czas wojny wpłynął na Pani życie?

ED: Jestem Irlandką, w Londynie w czasie wojny w 1941 roku spotkałam Polaka, przyszłego męża, który po klęsce 1939 roku przedostał się przez Węgry, potem Francję do Londynu. Był wojskowym, znał język angielski i francuski, więc pracował w sztabie wojskowym, w tym samym budynku co Naczelny Wódz Władysław Sikorski. Ślub wzięliśmy w Londynie w 1943 roku.


U: Czy straciła Pani w czasie wojny swoich bliskich?
ED: Nie, nie zginął nikt z bliskich.
U: Co skłoniło Państwa do przyjazdu do Polski?
ED: Dziwactwo. Zważywszy, że Polska była pod wpływem Związku Radzieckiego, mąż początkowo nie chciał wrócić. Wiedzieliśmy niewiele o tym, jak wygląda sytuacja w Polsce, ale listy od rodziców męża skłoniły nas do przyjazdu do Polski.

U: Czy często wraca Pani pamięcią do tych osób i wydarzeń?

ED: Większość z tych osób,które pamiętam nie żyje, w rodzinie czasem wspominamy, jak przyjedzie raz do roku Zbyszek Semadeni, który się tu ukrywał, to sporo wspominamy.

U: Może nam Pani poradzić, z kim jeszcze warto porozmawiać?

ED: Nie wiem, dużo osób nie żyje, trzeba było takie wywiady robić 20 lat temu i może nie ograniczać się do lat 1944-47, bo tu dużo więcej ciekawych rzeczy działo się przed powstaniem, tu przecież przygotowywano się do powstania.



U:
Bardzo dziękujemy za udzielenie wywiadu i poświęcenie nam swego czasu.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna