Uwagi metodyczne



Pobieranie 226.2 Kb.
Strona1/5
Data05.05.2016
Rozmiar226.2 Kb.
  1   2   3   4   5

  1. UWAGI METODYCZNE

Zgodnie z periodyzacją przyjętą dla dziejów powszechnych, średniowie­cze polskie zaczynamy ostatnio coraz częściej od schyłku V lub od po­czątku VI w. Zamykamy je zaś albo w połowie w. XV (1454 lub 1466), albo – jak w niniejszym opracowaniu – z początkiem w. XVI (1505). Jest to więc około tysiącletnia epoka, w której przodkowie nasi przeszli bardzo dużą ewolucję społeczno-ekonomiczną, ustrojowo-polityczną i kulturalną. Badanie tej bardzo zróżnicowanej epoki wymaga różnych metod. Pierwsze jej cztery stulecia podobne są pod tym względem do ostatnich wieków starożytności. Czołową rolę w ich poznaniu odgrywa jeszcze archeologia, gdy tymczasem źródła pisane, wszystkie obcego pochodzenia, stanowią czynnik pomocniczy, o wzrastającym jednak znaczeniu. Od drugiej po­łowy X aż po XIII w. na czoło wprawdzie wysuwamy już źródła pisane, ale posiłkujemy się, i to w ostatnich czasach w coraz większym stopniu, wynikami badań archeologicznych, zwłaszcza gdy chodzi o kulturę ma­terialną, ustrój polityczny, ale także pewne elementy kultury duchowej. Dla ostatnich trzech stuleci omawianej epoki zdecydowanie dominującą rolę odgrywają już źródła historyczne, pisane. W praktyce badawczej do­piero średniowiecze polskie jest właściwą domeną naukowej eksploracji historyka. Wyłania się więc tutaj konieczne pytanie, co to jest źródło historyczne i jakie są granice możliwości badawczych historyka.




    1. Źródło i poznanie historyczne

Według dominującej dziś opinii za źródło historyczne należy uważać wszelki ślad ludzkiej działalności, a więc zarówno zapisany tekst, Jak i ma­teriał, na którym go utrwalono, szczątki kostne człowieka, ale i szczątki oswojonych przez niego zwierząt, narzędzia pracy i sprzęt domowy, wszelki zmaterializowany wytwór ludzkiej wyobraźni, fakt językowy w po­staci nazwy osobowej lub topograficznej, dokonane ręką człowieka zmiany krajobrazu, ale też i żywą w ludzkiej pamięci tradycję.

Od dawna zdawano sobie sprawę, że tak szeroko rozumiane źródła historyczne wymagają systematyzaćji. Ze względu na formalną po­stać źródeł proponowano więc ich podział na: 1) pozostałości, 2) tra­dycję. Wśród pozostałości wyróżniano pozostałości właściwe (nie tylko w postaci materialnej, ale także przeżytków społecznych i obyczajowych, instytucji, ustroju i mowy) oraz pomnikowe, mające niejako upa­miętniać zdarzenia, czynności prawne itp. Tradycję dzielono na ustną, obrazową i pisaną. Tę niedoskonałą systematyzację próbowano zastąpić inną, według której źródła miałyby się dzielić na: 1) bezpośrednie i 2) po­średnie. Cechą pierwszej grupy byłoby to, że informują nas o przeszłości poprzez swoją materialną zwykle postać, jako bezpośredni ślad ludzkiej działalności. Grupa druga przemawiałaby do nas poprzez treść utrwalo­nego zapisu, wyobrażenia czy symbolu. Nietrudno dostrzec niedoskonałość również tego drugiego podziału, którego człony na siebie zachodzą, a o każdym niemal źródle pośrednim można by mówić, że w swojej mate­rialnej postaci jest źródłem bezpośrednim,, W tej sytuacji próbowano ze­rwać z formalnymi kryteriami systematyzacji, a spojrzeć na źródło jako na wytwór pewnej sfery ludzkiego działania. A ponieważ działanie to, najogólniej rzecz biorąc, odbywa się na płaszczyźnie: 1) celowego wysiłku czyli pracy, 2) międzyludzkich więzi społecznych oraz 3) życia psychicz­nego, proponowano – stosownie do tych trzech sfer – dzielić źródła na: 1) ergotechniczne (greckie ergon = praca), 2) socjotechniczne, 3) psycho­techniczne. Okazało się jednak, że żadne źródło nie da się przyporządko­wać wyłącznie jednej z tych trzech sfer, że każde należy przynajmniej po trosze do każdej z nich. Proponowano więc szukać w źródłach cech dominujących, charakterystycznych dla jednej z wymienionych sfer i na tej podstawie je systematyzować. Być może podział ten byłby bliski dosko­nałości, jako odzwierciedlający najistotniejsze elementy procesów dziejo­wych, jest jednak nazbyt teoretyczny, aby można się nim było posługiwać na co dzień. Każde źródło wymagałoby wnikliwej analizy tylko po to, aby mogło być odpowiednio zaszeregowane, gdy tymczasem systematyzacja powinna być prostym kluczem ułatwiającym wstępne rozpoznanie merytorycznej przydatności źródła.

Pozostawimy więc na uboczu problemy systematyzacji, a spróbujemy spojrzeć na źródła historyczne pod kątem widzenia możliwości badaw­czych różnych warsztatów naukowych. Chociaż proces dziejowy stanowi jedną całość, a zadaniem badacza przeszłości jest syntetyczne ogarnięcie tej całości, to jednak jest on na tyle złożony i ma tak wiele różnorodnych przejawów, że naukowe ich śledzenie, nawet w małym wycinku czasowym, nie może się ograniczać do jednego punktu obserwacyjnego i do jednej, choćby najlepszej metody poznania. Inaczej bada się .szczątki kostne czło­wieka, inaczej jego narzędzia, jeszcze inaczej zmiany krajobrazu w kręgu ludzkiego bytowania, fakty językowe, twory wyobraźni, treści zapisów itp.

Jest więc rzeczą oczywistą, że odtwarzanie procesu dziejowego w całej jego złożoności wymaga współdziałania wielu dyscyplin naukowych, przy czym dla każdej z nich pozostałe zajmujące się badaniem przeszłości od­grywać powinny rolę posiłkujących, oczywiście w formie spreparowanych już wyników badawczych. Wyodrębnianie się zaś poszczególnych wspo­mnianych tu dyscyplin było prawie zawsze dyktowane względami na bez­pośredni przedmiot badania, który z kolei narzucał potrzebę wypracowa­nia odpowiednich metod i stałego ich doskonalenia. Warsztatowe możliwości badawcze historyka, w węższym tego słowa znaczeniu, ograniczają się w zasadzie do źródeł pisanych. Jeżeli jednak dla swojej konstrukcji naukowej korzysta on z zabytków ikonograficznych, materialnych szcząt­ków dawnej kultury, materiałów onomastycznych, żywej tradycji ustnej itp., nie może się obejść bez szczegółowych badań historyka sztuki, archeo­loga, językoznawcy czy etnografa. Pogrążyłby się w dyletantyzmie, gdyby eksploracją własną próbował zastąpić badawcze osiągnięcia tych nauk. Z tego oczywiście nie wynika, aby w obrębie własnego warsztatu nauko­wego nie mógł ich twórczo wzbogacić. Z punktu widzenia zatem warszta­towych możliwości historyka najpraktyczniejszy wydaje się proponowany już przed laty zupełnie formalny podział źródeł historycznych na: pisane, tj. wchodzące w zakres kompetencji badawczych historyka, oraz niepisane, których badanie leży w zasadzie w sferze innych dyscyplin naukowych. Pod względem logicznym podział ten jest w pełni poprawny, jakkolwiek kryje w sobie usterki semantyczne, bowiem sam termin „źródło pisane” jest nieprecyzyjny, skoro o każdym źródle pisanym można powiedzieć, że ma swoją niepisaną materialną postać, że np. kodeks średniowieczny obok utrwalonej na piśmie treści składa się z kart pergaminu pokrytych zna­kami pisma, zszytych i ujętych w oprawę, co wszystko razem może być przedmiotem analiz i obserwacji przekraczających możliwości historyka. Zdając sobie zatem sprawę z niedoskonałości również zastosowanego tutaj podziału, przejdźmy do omówienia źródeł pisanych.

Systematyka tej grupy źródeł historycznych nastręcza również wiele trudności. Proponowano więc ich podział na: 1) opisowe i 2) aktowe albo na: 1) narracyjne, 2) dokumentowe i 3) epistolarne, albo wreszcie wyod­rębniano z całej grupy źródeł pisanych historiograficzne, tj. takie, które powstały z wyraźnym zamierzeniem informowania potomnych o pewnych wydarzeniach, a za osobną grupę uważano wszystkie inne źródła (niehistoriograficzne), które powstały w jakimś doraźnym celu praktycznym, ale przez sam fakt swego zachowania dostarczają wiedzy o przeszłości. Każdy z tych podziałów okazuje się w konfrontacji z rzeczywistością niedo­skonały. Każdy jednak w jakimś stopniu najogólniej orientuje w całym zasobie wytworzonych przez ludzkość źródeł historycznych. Trzeba jednak stwierdzić, że każda epoka, mniejsza czy większa, ma sobie właściwe źródła, słowem źródło pisane jest kategorią historyczną, gdy tymczasem sygnalizowane wyżej podziały starano się stawiać niejako ponad czasem.

Poniżej zostaną omówione z osobna główne źródła do dziejów ziem polskich w starożytności; w odniesieniu do wieków średnich ograniczymy się do pokazania tylko konkretnych źródeł pisanych, charakterystycznych dla tej epoki w różnych jej fazach rozwojowych.


    1. Główne źródła do dziejów Polski starożytnej

Epoka starożytna na ziemiach polskich, określana jeszcze niedawno wraz z czterema pierwszymi wiekami średniowiecza europejskiego jako prehistoria, a dziś raczej jako prahistoria, jest przede wszystkim domeną badań archeologicznych, a więc główny przedmiot dociekań naukowych nad tą epoką stanowią przechowane w ziemi i z kolei odkryte łopatą archeologia materialne szczątki dawnych społeczeństw ludzkich i kultur. Ich wymowa jest siłą rzeczy bardzo ograniczona, a stąd i proces poznaw­czy wymaga zespolenia wysiłków wielu wyspecjalizowanych dyscyplin naukowych, jak zwłaszcza geologii, paleobotaniki, paleozoologii, antropo­logii, etnografii i językoznawstwa, stanowiących w danym wypadku nauki posiłkujące właściwą archeologię. Wyniki badań archeologicznych, prowa­dzonych bardzo intensywnie zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, ogła­szane są w formie sprawozdań, komunikatów i rozpraw naukowych w licznych czasopismach specjalnych i wydawnictwach seryjnych, takich jak: „Przegląd Archeologiczny”, „Z otchłani wieków”, „Archeologia”, „Światowit”, „Sprawozdania Archeologiczne”, „Archeologia Polski”, „Acta Archaeologica Carpathica”, „Wiadomości Archeologiczne”, „Silesia Antiqua”, „Pomerania Antiqua”, „Materiały Zachodnio-Pomorskie” i inne, nie licząc bardzo wielu publikacji odrębnych, których nawet przykładowe wyszczególnianie byłoby w tym miejscu niemożliwe. W celu bliższej orien­tacji w badaniach z zakresu archeologii Polski sięgnąć należy do omówień lub zestawień zbiorczych, do których należą przede wszystkim: J. Kostrzewski, Dzieje polskich badań prehistorycznych, Poznań 1949; I. Górska, L. Paderewska, J. Pyrgała, W. Szymański, Ba­dania archeologiczne w Polsce w latach 1944-1964, Wrocław–Warsza­wa–Kraków 1965 (zestawienie bibliograficzne według stanowisk badań wykopaliskowych, z mapą).

Dopiero dla tysiąclecia od w. V p.n.e. po schyłek starożytności dyspo­nujemy do dziejów Słowiańszczyzny źródłami pisanymi z kręgu cywiliza­cyjnego śródziemnomorskiego. Wiadomości tych źródeł są jednak tak ułam­kowe i mało precyzyjne, że bez badań archeologicznych nie przedstawia­łyby większej wartości dla studiów nad pierwotną Słowiańszczyzną, a tym bardziej nad pradziejami Polski. Wychodząc jednak z założenia, że różno­rodne źródła poznania przeszłości wzajemnie się weryfikują, warto wska­zać na ważniejsze z tych źródeł pisanych. Zebrał, przełożył na język polski i ogłosił drukiem odnośne fragmenty Marian Plezia w wydawnictwie Greckie i łacińskie źródła do najstarszych dziejów Słowian, część I (do VIII wieku), Poznań-Kraków 1952.

Za pierwszą wiadomość pisaną dotyczącą Słowian uchodzi wzmianka o Neurach u „ojca historiografii europejskiej”, historyka greckiego Herodota z Halikarnasu (V w. p.n.e.). Podał ją w swojej Historii przy okazji opisu wyprawy króla perskiego Dariusza przeciw Scytom. Według tego przekazu na północ od Scytów-rolników siedzieli Neurowie; nauka identyfikuje ich ze Słowianami, a lokalizuje w przybliżeniu na terenie Wołynia. Z kolei – jak przypuszczają niektórzy badacze – Indi wymie­nieni w dziele Exempla historyka rzymskiego Korneliusza Neposa (I w. p.n.e.) to nie kto inny tylko Wenedowie (Venedi, Vinedi, Vindi), jak zwykle określali pisarze starożytni Słowian osiadłych nad Bałtykiem. O rzece Wiśle (Wisula) oraz o mieszkających w jej obrębie ludach, wśród nich o niewątpliwie słowiańskich Wenedach, wspomina już w sposób nie nasuwający żadnych kwestii Pliniusz Starszy (I w. n.e.), autor du­żego dzieła Historia naturalis. Z kolei o przodkach naszych Wenedach pisał u schyłku I w. n.e. historyk rzymski Korneliusz Tacyt w dziele Ger­mania. Nie dostrzegając w nich jednak odrębnej grupy etnicznej, wahał się, czy ich zaliczyć do Germanów, czy do indoirańskich Scytów. Osta­tecznie skłonny był widzieć w nich lud germański, który uległ znacznym wpływom scytyjskim.

Jednym z najważniejszych źródeł pisanych do dziejów starożytnych Słowian jest opatrzona w mapy Nauka geografii Greka Klaudiusza Ptolemeusza, działającego w egipskiej Aleksandrii (II w. n.e.). Dzieło Ptolemeusza, przedstawiające stan współczesnej mu wiedzy w zakresie geografii, traktowanej przy tym w stosunkach liczbowych długości i szero­kości geograficznej, podaje w opisie europejskiej Sarmacji wiele plemion dorzecza Wisły, wymienia Karpaty, a w opisie Germanii wzmiankuje rów­nież Kalisz. Widzimy tu natomiast znowu charakterystyczne dla pisarzy starożytnych niedostrzeganie odrębności etnicznej ludów osiadłych mię­dzy Germanami a Scytami. Wynikało to najprawdopodobniej stąd, że poza kontaktami handlowymi bezpośredniej styczności z nimi Rzymianie ani Grecy nie mieli.

Na uwagę zasługuje z kolei zabytek kartograficzny zw. Tabula Peutingeriana, będący kopią z XII7XIII w. mapy dróg świata rzymskiego, praw­dopodobnie z okresu późnego cesarstwa. Na mapie tej dwukrotnie widnieją Wenedowie (na północ od Kapart i niedaleko delty Dunaju). Wspomnieć jeszcze warto dzieło teologiczne Cezariusza z Nazjanzu (IV w. n.e.), w któ­rym po raz pierwszy występuje niewątpliwa nazwa Słowian „Sklawinowie”, a wreszcie Historią Greka Priskosa z Panion (V w. n.e.), który zetknął się prawdopodobnie ze Słowianami i zapisał nazwę ich trunku medos.




    1. Źródła pisane do dziejów Polski średniowiecznej




      1. Źródła obce do epoki: VI w. schyłek X w.

Do całego tego okresu źródeł pisanych pochodzenia miejscowego nie mamy zupełnie. Ze źródeł obcych omówimy najważniejsze, zachowując porządek chronologiczny. W tłumaczeniu na język polski podaje je w ca­łości lub w odnośnych fragmentach G. Labuda, Słowiańszczyzna pierwotna. Wybór tekstów, Warszawa 1954 (tom I serii: Materiały źródłowe do historii Polski epoki feudałnej pod red. M. Małowista). Poniżej poda­jemy nadto inne ważniejsze wydania poszczególnych źródeł.

1) Historyk gocki Jordanes, żyjący w VI w. n.e., napisał historię plemienia Gotów, w której marginalnie podał również trochę informacji o Słowianach. Bliżej obchodził go ich odłam wschodni i naddunajski, ale parokrotnie nadmieniał również o Wenetach, którzy rozsiedli się licznie poczynając od źródeł Wisły; wspomniał o zmieniających się u nich (czy może raczej ujawniających się coraz to nowych) nazwach plemion, o sie­dzących bliżej morza Indivariach (Vindivariach=Wenetach); przechował starszą tradycję gocką o pobycie Gotów i Gepidów u ujścia Wisły, cenną wiadomość o wspólności pochodzenia Wenetów, Antów i Sklawenów (Sło­wianie zachodni, wschodni i zapewne w tym rozróżnieniu południowi) oraz trochę informacji treści obyczajowej itp.

2) Kolejnym ważnym źródłem do dziejów Polski jest tzw. Geograf bawarski; źródło datowane przeważnie w przybliżeniu na połowę IX w. Nazwa źródła pochodzi od miejsca powstania jego części (Ratyzbona w Bawarii) oraz przechowania (Monachium), zaś właściwy tytuł brzmi w tłumaczeniu na język polski: „Opis grodów i ziem z północnej strony Dunaju”. Są to dwie zapiski połączone w jedną całość, nie wiadomo do­kładnie, w jakim celu sporządzone, podające szereg nazw plemion i w większości wypadków wątpliwe liczby grodów w ich obrębie. Spo­śród wymienionych plemion jako polskie dają się zidentyfikować: Lędzice, Pyrzyczanie, Wolinianie, Wiślanie, Ślężanie, Dziadoszanie, Opolanie i Golężyce, a pewnie również Glopeani (Goplanie).

Tekst i opracowanie krytyczne źródła daje S. Zakrzewski, Opis grodów i terytoriów z północnej strony Dunaju czyli tzw. Geograf ba­warski, Lwów 1917. Genezę jego wyjaśnia H. Łowmiański, O po­chodzeniu Geografa bawarskiego, „Roczniki Historyczne”, R. 20, 1951-1952, wyd. 1955. Ten sam autor pisze O identyfikacji nazw Geografa bawarskiego, „Studia Żródłoznawcze”, t. III, 1958.

3) Żywot arcybiskupa Moraw św. Metodego, spisany na kró­tko po śmierci Metodego (885) przez jednego z jego uczniów, zawiera w rozdziale 11 krótkie opowiadanie o potężnym księciu „na Wiśle”, który urągał chrześcijanom i wyrządzał im krzywdy. Metody zachęcał go, aby się ochrzcił dobrowolnie, grożąc, że w przeciwnym razie będzie to musiał uczynić w niewoli na obcej ziemi. Autor żywotu stwierdza, że tak właśnie się stało, w czym widzi przykład daru proroczego arcybiskupa. Na tej podstawie przypuszcza się, że państwo Wiślan zostało podbite przez Świętopełka wielkomorawskiego.

Tekst starocerkiewno-słowiański i przekład polski oraz komentarz daje T. Lehr-Spławiński, Żywoty Konstantym i Metodego (obszerne), Poznań 1959.

4) Króla angielskiego Alfreda Wielkiego (871-899) opis Europy środkowej, tzw. Germanii (będący uzupełnioną przeróbką części geograficznej dziejów chrześcijaństwa pióra duchownego hiszpańskiego Orozjusza z V w.), w dwu ustępach przytacza pewne informacje o ziemiach polskich. W jednym z nich znajdujemy interesującą relację kupca Wulfstana z jego podróży do pruskiego portu Truso (na terenie dzisiej­szego Elbląga). Jadąc do tego portu, miał on po prawej strome kraj Wenedów, który sięgał od zachodu aż po ujście Wisły; trochę miejsca poświęcono tu geograficznemu opisowi ujścia tej rzeki. W drugim ustępie znajdujemy wiadomość o kraju Wiślan (Wsśle lond), który leży na wschód od Moraw.

Tekst staroangielski źródła wraz z przekładem na język polski i bar­dzo obszernym komentarzem podaje G. Labuda, Źródła, sagi i legendy do najstarszych dziejów Polski, t. I-II, Warszawa 1960-1961.

5) Pisarz i uczony arabski al Masudi pomieścił w swoim, dziele Łąki złota i drogich kamieni, powstałym około połowy X w., stosunkowo dużo wiadomości o Słowianach (rozdział 24). Znalazły tu odbicie liczne i częste walki międzyplemienne, a wśród wielu wyszczególnionych przez al Masudiego, trudnych zresztą do identyfikacji plemion, znalazło się Walinjana, które może oznaczać Wolinian. Scharakteryzował je autor jako potężne, któremu podlegają inne plemiona słowiańskie. Jeżeli ad Dir relacji oznacza Kijów, to informacja, iż graniczy on z Czechami (al Firag), wskazywałaby na przynależność w owym czasie Krakowa do państwo­wości czeskiej. Jest tu wiadomość o handlu kupców muzułmańskich ze Słowianami.

Polski przekład interesującego nas tekstu al Masudiego wraz z kry­tycznym jego rozbiorem przytacza G. Labuda w pracy Okres wspól­noty słowiańskiej w świetle źródeł i tradycji historycznej, „Slavia Antiqua”, I, 1948.

6) Konstantyn Porfirogeneta, cesarz bizantyjski w la­tach 905-959, pozostawił dzieło, któremu dano tytuł O zarządzie państwa (powstało około poł. X w.). Pisząc o sąsiadach Bizancjum i ludach, z któ­rymi ono utrzymywało kontakty, podał sporo wiadomości o Słowianach, głównie bałkańskich i wschodnich; wspomniał także naszych Lędziców (Lendzanenoi, w innym miejscu Lendzeninoi), którzy wraz z ruskimi Krywiczanami byli dannikami Kijowa; w innym miejscu zaś – niechrzcieńców znad Wisły nazywających się Dicike (lub Licike, skoro według Widukinda władzy Mieszka I podlegali Licikavici).

Fragmenty dotyczące Słowian podaje w języku greckim i w prze­kładzie na język polski główne wydawnictwo naszych źródeł średnio­wiecznych, przeważnie historiograficznych, Monumenta Poloniae Historica (tj. Pomniki Dziejowe Polski, t. I-VI, Lwów–Kraków 1864-1893, wznowienie Warszawa 1960-1961, dalej cytowane w skrócie MPH), t. I.

7) Tzw. dokument praski z 1086 r., którego wystawcą jest ce­sarz Henryk IV, a który dotyczy przyłączenia diecezji morawskiej do praskiej (niezależnie od wielu wątpliwości) przynosi informacje, sięgające przynajmniej drugiej połowy X w. Wymienia mianowicie plemiona ślą­skie znane skądinąd: Ślężan i Dziadoszan, a nadto takie, których nie zanotowało żadne inne źródło, tj. Bobrzan i Trzebowian. Według nie­których badaczy wskazuje również na przynależność Krakowa w X w. do Czech.

Tekst dokumentu podaje MPH, t. I. Wśród licznych prac dotyczących tego dokumentu na szczególną uwagę zasługują: K. Buczek, O doku­mencie biskupstwa praskiego z r. 1086, „Roczniki Historyczne”, XV, 1939; J. Widajewicz, Kraków i Poważę w dokumencie biskupstwa praskiego z 1086 roku, Poznań 1938.

8) Ibrahim ibn Jakub, najprawdopodobniej podróżnik arabski w służbie dyplomatycznej kalifatu kordobańskiego, bawiąc w 965 lub 966 r. na dworze cesarskim Ottona I, na dworze obodrzyckim Nakona oraz u księcia czeskiego w Pradze, napisał stosunkowo obszerną i ciekawą relację o Słowianach, stanowiącą zarazem najstarsze źródło pisane do dziejów Polski pod panowaniem Mieszka I. Relacja zachowała się nie­stety w sto lat późniejszym przekazie pisarza arabskiego al-Bekriego. Na szczęście korzystał z niej również inny współczesny al-Bekriemu pisarz – al-Udri; z kolei jego relacja znana jest dopiero w trzynastowiecznym przekazie al-Kazwiniego. Jest o wiele krótsza od przekazu al-Bekriego, ale przy braku oryginalnego tekstu Ibrahima ibn Jakuba służy częścio­wej weryfikacji al-Bekriego. Pomijając wiadomości o państwie obodrzy­ckim, czeskim i bułgarskim oraz o obyczajach Słowian w ogóle, o pań­stwie Mieszka pisze Ibrahim, że graniczy ono z Prusami i Rusią; Kraków według tej relacji należy do Czech. Mieszko scharakteryzowany został jako władca potężny, mający drużynę, którą utrzymywał z podatków. Ciekawe są spostrzeżenia o zwyczaju kupowania żon, o tkaninach jako surogacie pieniądza i o stosunkach handlowych.

Znakomite krytyczne wydanie z obszernymi komentarzami oraz prze­kładami łacińskim i polskim dał T. Kowalski, przy współudziale J. Kostrzewskiego, K. Stołyhwy, K. Moszyńskiego, i K. Nitscha w MPH, seria II, t. I, Kraków 1946. Z opracowań na szczególną uwagę zasługują: J. Widajewicz, Studia nad relacją o Słowianach Ibrahima ibn Jakuba, Kraków 1946; G. Labuda, Ibra­him ibn Jakub. Najstarsza relacja o Polsce w nowym wydaniu, „Roczniki Historyczne”, XVI, 1947.

9) Mnich niemiecki Widukind z Nowej Korbei, autor napisanych w latach siedemdziesiątych X w. Dziejów saskich, podał pod. rokiem 963 wiadomość o „królu” Mieszku, którego władzy podlegali Słowianie Licikavici i którego dwukrotnie pokonał Wichman; określił jak gdyby sto­sunek Mieszka I do cesarstwa, nazywając go „przyjacielem cesarza”; opisał wreszcie szerzej epizod nowej wojny Wichmana z Mieszkiem, da­towanej na 967 r., oraz pełną dramatycznego patosu śmierć tego pierw­szego na polu bitwy.

Dotyczące Polski i jej najbliższego sąsiedztwa fragmenty kroniki Wi­dukinda podaje MPH, t. I. Z prac rozbierających krytycznie wiadomości Widukinda o Polsce należy wymienić zwłaszcza J. Widajewicz, Licicavici Widukinda. Studium onomastyczno-geograficzne, „Slavia Occidentalis”, VI, 1927; tenże, Wichman, Poznań 1934; K. Tymieniecki, Widukind i Thietmar o wypadkach z r. 963, „Roczniki Historyczne”, XII, 1936.


      1. Roczniki

Rocznikiem nazywamy uporządkowany chronologicznie rejestr wyda­rzeń, sporządzony dla ich upamiętnienia. Najstarsze roczniki składały się z zapisek pomieszczonych na marginesach tablic paschalnych. Wyjaśnienie początków rocznikarstwa w Polsce nastręcza badaczom od daw­na bardzo wiele trudności. Dziś jednak nie ulega wątpliwości, że pierw­szych zapisów rocznikarskich dokonano w Polsce jeszcze w X w., na krótko po 970 r. Kanwą tych zapisów była tablica paschalna pochodząca z niemieckiej Fuldy, która do Polski dostała się najprawdopodobniej drogą przez Czechy. Zawierała ona już pewne zapisy rocznikarskie (nie dotyczące Polski), zaczerpnięte z innych roczników niemieckich (Hersfeld i Korbea). W Polsce pomieszczono na niej (zapewne w Poznaniu) grupę 8 lub 10 zapisek z lat 965-990 (992), których geneza wiąże się najprawdopodobniej z pontyfikatem misyjnym biskupa Jordana. Z kolei po zało­żeniu arcybiskupstwa w Gnieźnie, pod arcybiskupim pontyfikatem Gaudentego (brata św. Wojciecha) i pod jego bezpośrednim wpływem do­pisano następną grupę 6 lub 8 zapisek z lat 981-999. Szczęśliwym trafem kontynuowane potem zapiski tego rocznika dostały się do innej rodziny rocznikarskiej, bo ten najstarszy rocznik poznańsko-gnieźnieński został prawdopodobnie w 1039 r. wywieziony do Czech, gdzie stał się zaczynem annalistyki czeskiej.

Wspomnianą wyżej drugą rodzinę roczników polskich otwiera według najnowszych badań tablica paschalna przywieziona do Polski w 1013 r. przez Rychezę, żonę Mieszka II. Na tablicy tej znajdowało się już wiele zapisek pochodzenia nadreńskiego (od 730), wpisanych prawdopodobnie w Kolonii, na podstawie rocznika miejscowego i tzw. augijskiego. W Pol­sce wpisano na tej tablicy szereg informacji o charakterze dworskim, wzbogaconych o zapiski rocznika poznańsko-gnieźnieńskiego. Tak ufor­mowany rocznik został z Polski zapewne przez Rychezę wywieziony (1032), a z kolei powrócił wraz Kazimierzem Odnowicielem. Znalazł się w Kra­kowie, gdzie był kontynuowany przez kapitułę katedralną. W różnym czasie dokonywano odpisów lub raczej obszernych wyciągów z tego rocz­nika, które stały się zawiązkiem innych roczników, jak świętokrzyskiego dawnego z około 1120 r. (najstarszy zachowany w oryginale), kapitulnego poznańskiego i lubińskiego. W 1266 r. dokonano przeróbki rocznika ka­pitulnego krakowskiego na nowy zwód rocznikarski. Polegała ona na przepisaniu, z mniejszymi niż dotąd opuszczeniami, starego zwodu oraz na włączeniu u jego początku kośćca chronologicznego dziejów powszech­nych „od początku świata”, tj. wyciągu ze znanego dzieła Izydora z Se­willi (VII w.) pt. Etymologiae. Nowy rocznik kapitulny krakowski, jeden z najważniejszych w polskiej annalistyce, został z kolei uzupełniony kil­koma obszernymi zapiskami (do 1331). Zależność od niego wykazuje kilka innych roczników, jak zwłaszcza rocznik wielkopolski, oraz ważny dla XIV i XV w. rocznik miechowski, spisany do 1388 r. jedną ręką, a z kolei kontynuowany przez 17 innych pisarzy. Zwód stary, za­nim zaginął, uległ gdzieś u schyłku” XIII w. jeszcze jednej przeróbce, która z kolei stała się zawiązkiem innej grupy rocznikarskie j, do której zalicza się szereg roczników śląskich, a także – przy pewnych powią­zaniach z rodziną poprzednią – ważny dla XIV w. rocznik Traski, oraz ciekawy nadto dla stulecia następnego rocznik świętokrzyski nowy i inne.

W Polsce zachowało się około 40 roczników średniowiecznych. Ich za­piski zrazu bardzo zwięzłe, z czasem stają się obszerne i formą swoją zbliżają się do kronik. Wielkie dzieło historyczne Długosza, w zasadzie pomyślane jako annalistyczne, przerywa długi ciąg rozwojowy tego działu historiografii. Nie znaczy to, że po Długoszu już roczników nie pisano. Zmieniły one jednak swój charakter, odchodząc od rejestrowania i opisu wydarzeń o znaczeniu ogólnopolskim ku faktom drugorzędnym, o zasięgu lokalnym.

Większość roczników polskich ogłoszono drukiem w t. II i III MPH. Nowe krytyczne wydanie rocznika miechowskiego dała Z. Kozłowska-Budkowa w „Studiach Żródłoznawczych”, t. V, 1960. W jej opracowaniu ukazały się Najdawniejsze roczniki krakowskie i kalendarz, MPH seria II, t. V, Warszawa 1978. Wydanie roczników wielkopolskich przygotowała B. Kurbis (przy współpracy G. Labudy, J. Lucińskiego i R. Walczaka) w MPH, seria II, t. VI, Warszawa 1962. Z ważniejszych opracowań rocznikarstwa polskiego należy wymienić: T. Wojciechowski, O rocznikach polskich X-XV wieku, Kraków 1880 (Pamięt­nik AU); W. Kętrzyński, O rocznikach polskich, Kraków 1896; Z. Kozłowska-Budkowa, Początki polskiego rocznikarstwa, „Stu­dia Źródłoznawcze”, II, 1958; B. Kürbisówna, Dziejopisarstwo wielkopolskie XIII i XIV wieku, Warszawa 1959; J. Dąbrowski, Dawne dziejopisarstwo polskie (do roku 1480), Wrocław–Warszawa–Kraków 1964; W. Korta, Średniowieczna annalistyka śląska, Wrocław 1966; G. Labuda, Główne linie rozwoju rocznikarstwa polskiego w wiekach średnich, „Kwartalnik Historyczny”, R. 78, 1971, nr 4; K. Ożóg Studium o „Roczniku Troski”, „Studia Historyczne”, R. 23, 1980, z, 4.


      1. Kroniki

1) Najstarsza kronika polska powstała na dworze Bolesława Krzywoustego, ku chwale tego księcia. Nie znamy jej autora, wiadomo tylko, że był cudzoziemcem i mnichem benedyktyńskim. Pochodził z kręgu kul­tury romańskiej, z Francji lub z Prowansji, choć nie da się również zaprzeczyć domniemaniu, iż ojczyzną jego były Włochy. Po drodze do Pol­ski bawił zapewne na Węgrzech, czego ślady znajdujemy w kronice. W XVI w. Marcin Kromer, próbując określić jego pochodzenie, nazwał go Gallem, stąd dziś mówimy o nim: Gali Anomim lub lepiej Anonim tzw. Gali. Przez nieporozumienie najstarszy wydawca kroniki (G. Lengnich) połączył z nim w XVIII w. imię Marcin, stąd zwano go dawniej Marcinem Gallem.

Kronika składa się z trzech ksiąg. Księga I doprowadzona została od czasów legendarnych do narodzin Bolesława Krzywoustego. Księga II traktuje o okresie dzieciństwa i młodości księcia oraz jego współrządach z ojcem i bratem Zbigniewem. Księga trzecia dotyczy jego samodzielnych rządów po wygnaniu Zbigniewa. Opowiadanie urywa się na zdobyciu Nakła w 1113 r. Kronika opiera się na tradycji dworskiej, autopsji autora i niektórych źródłach pisanych (rocznik kapitulny krakowski, zaginiony żywot św. Wojciecha). Z wielkopolskiego wątku legendarnych dziejów Polski ocala imiona poprzedników Mieszka I. Szerzej opisuje rządy Bo­lesława Chrobrego, które miały służyć za wzór i inspirować głównego bohatera kroniki. Rzecz oczywista, w sposób bardziej wyczerpujący tra­ktuje dopiero czasy Krzywoustego, z którego dworem (zapewne krakow­skim) Gali był związany jako domniemany kapelan księcia. Kronika nie zawiera ani jednej daty; informuje dość rzetelnie, mimo że autor nie był wolny od ambicji literackich (zrytmizowana proza, wiersze).

Autograf kroniki nie zachował się, a spośród trzech jej rękopisów najstarszy pochodzi dopiero z XIV w. Jego podobiznę fotograficzną ogło­sił J. Krzyżanowski, Galla Anonima Kronika, podobizna fotogra­ficzna z XIV w., Warszawa 1948. Krytyczne wydanie kroniki dał K. Maleczyński w MPH, seria .II t. II, Kraków 1952. Na uwagę zasługuje nowa edycja kroniki w polskim przekładzie R. Gródeckiego w opracowaniu i z obszernym wstępem, sumującym stan badań w tym przedmiocie, M. Plezi: Anonim tzw. Gall, Kronika polska (Biblioteka Narodowa, nr 59, seria l, wyd. 2 1965, wyd. 3 1968)

2) Charakter podobny do Kroniki Anonima Galia nosił zabytek prze­chowany tylko w okruchach, Carmen Mauri (Poemat Maura). Jak Gall Anonim utrwalił sławę czynów Bolesława Krzywoustego, tak nieznany nam dziś bliżej Maur, zapewne mnich benedyktyński z tego samego co Gali romańskiego kręgu kulturalnego, opisał czyny palatyna Krzywo­ustego, potężnego Piotra Włostowica, najprawdopodobniej krótko po jego śmierci (1153). Znano poemat Maura w średniowieczu na Śląsku, a wy­korzystał go dość gruntownie – nie tylko pod względem treści, ale przejmując zeń całe heksametryczne ustępy – bezimienny autor kroniki o Piotrze Właście z początku XVI w. Kronika ta posłużyła M. Plezi do częściowej rekonstrukcji poematu (MPH, seria II, t. III, Kraków 1951).

3) Kolejna kronika polska wyszła spod pióra Polaka mistrza Win­centego zw. Kadłubkiem. Pochodził on z rodziny rycerskiej (z ziemi sandomierskiej), odbył studia zagraniczne może w Bolonii, a może w Pa­ryżu, i uwieńczył je – jako jeden z pierwszych Polaków – stopniem mistrza (magistre). Związał się blisko z dworem Kazimierza Sprawiedli­wego, pełniąc funkcje kancelaryjne. Co do godności duchownych, to na pewno był proboszczem kolegiaty sandomierskiej, a od 1207 r. – bisku­pem krakowskim. W 1218 r. tę ostatnią godność porzucił, aby zamknąć się w klasztorze cystersów jędrzejowskich, gdzie w pięć lat później rozstał się ze światem.

Kronika mistrza Wincentego jest owocem dużej erudycji połączonej ze swoistym smakiem i talentem literackim. Niewiele w niej troski o prawdę historyczną, wątki dziejów Polski przeplatają się z dziejami Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara, Grakchów itp. W celu osiągnięcia efektów estetycznych lub moralnych autor swobodnie przeinacza fakty.

Konstrukcja kroniki jest niejednolita. Trzy pierwsze księgi traktują o dziejach bajecznych i dynastii piastowskiej do 1173 r. w formie ana­chronicznego niekiedy dialogu między biskupem krakowskim Mateuszem i arcybiskupem gnieźnieńskim Janem. Księga IV natomiast, doprowadzona do 1202 r. (wzmiankuje jeszcze 1205 r.), została napisana w formie narracji ciągłej, ma o wiele bardziej komunikatywny język i stosunkowo rzetelny zrąb faktograficzny. Kronika była dziełem niezwykle poczytnym, o czym świadczy duża liczba aż 27 zachowanych jej rękopisów kom­pletnych, a nadto 5 fragmentarycznych. W XV w. studiowano ją w Uni­wersytecie Krakowskim, a przy tym do czasów Długosza była kanonem wiedzy historycznej o dawniejszej Polsce;

Dotychczas brak wydania kroniki mistrza Wincentego, które odpowia­dałoby w pełni wymogom nauki, tzn. uwzględniało wszystkie rękopisy. Najbardziej dostępny jest tekst w MPH, t. II. Tłumaczenie polskie w wy­daniu A. Przezdzieckiego. Mistrza Wincentego zwanego Kadłlubkiem biskupa krakowskiego Kronika polska, Kraków 1862, pozostawia wiele do życzenia. Otrzymaliśmy ostatnio nowy przekład K. Abgarowicza i B. Kürbis, komentowany i opatrzony erudycyjnym wstępem przez B. Kürbis, Mistrza Wincentego Kronika polska. Warszawa 1974. Na uwagę zasługują Myśli i nauki Mistrza Wincentego zwanego Kadłub­kiem w opracowaniu B. Kürbis, Warszawa 1980. Z literatury przed­miotu na uwagę zasługują: R. Gródecki, Mistrz Wincenty Kadłubek biskup krakowski, „Rocznik Krakowski”, XIX, 1923; O. Balzer, Stu­dium o Kadłubku [w:] Pisma pośmiertne Oswalda Balzera, t. 1-2, Lwów 1934-1935; M. Plezia, Podstawy do nowego wydania kroniki Kadłubka [w:] Od Arystotelesa do „Złotej legendy”, Warszawa 1958.

4) Zapewne z inspiracji kroniki mistrza Wincentego i z myślą zbliże­nia jej niełatwego tekstu do czytelnika, a zarazem uzupełnienia jej opi­sem wydarzeń nowszych, już przez Wincentego nie uwzględnionych, po­wstała u schyłku XIII w. w środowisku franciszkańskim krakowskim kronika doprowadzona do 1288 r. Od imienia jej autora pomieszczonego na początku tekstu nazywa się ona albo Kroniką Mierzwy (według jed­nego z rękopisów: Dzierzwy), albo od ośrodka, w którym powstała – kro­niką franciszkańską. Jej wydawca A. Bielowski (MPH, t. II i III) nie do­strzegł w niej jednolitej całości i podzielił ją na trzy części. Mierzwie, o którym zresztą nic skądinąd nie wiemy, przypisał tylko autorstwo ustę­pów splatających we własnej oprawie stylistycznej bajeczne dzieje Polski (w ujęciu Kadłubka) z dziejami biblijnymi (t. II, s. 145-190). Ustępy dotyczące okresu od Kazimierza Odnowiciela do 1202 r., bardziej zbieżne z kroniką Kadłubka, uznał za „Kroniki Mierzwy dopełnienie” nieznanego autorstwa i wydrukował przy odpowiednich ustępach Kadłubka. Wreszcie część stanowiącą uzupełnienie Kadłubka, opartą na zapiskach rocznikarskich franciszkanów krakowskich, nazwał „Rocznikiem franciszkańskim krakowskim” (t. III, s. 46-52).

O problemach tej kroniki, wymagającej zarówno nowych badań, jak i lepszego wydania, pisze zwięźle (oprócz informacji edytorskich A. Bielowskiego) J. Dąbrowski, Dawne dziejopisarstwo polskie, s. 120-122. Ostatnio otrzymaliśmy gruntowne studium nad tą kroniką J. Banaszkiewicza, Kronika Dzierzwy, XIV-wieczne kompendium historii ojczystej, Wrocław 1979.

  1   2   3   4   5


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna