Wacław Zaleski katolicki mąż stanu



Pobieranie 20.32 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar20.32 Kb.
Wacław Zaleski - katolicki mąż stanu
Niewielu polskich polityków w okresie autonomii galicyjskiej cieszyło się tak dużym zaufaniem cesarza Franciszka Józefa I, jak hr. Wacław Zaleski, który dzięki wszechstronnej wiedzy oraz „rzadkiej gotowości do pracy i zdolności do pracy” nieubłaganie piął się po szczeblach kariery administracyjnej i politycznej, zostając pod koniec życia „światłym doradcą Korony i Rady koronnej”. Będąc ważnym dygnitarzem monarchii habsburskiej, starał się działać zgodnie z ideałami polskiego patriotyzmu, a zarazem wartościami chrześcijańskimi. „Katolikiem był i ten katolicki charakter wyznawał i okazywał w swoim urzędowaniu otwarcie, wyraźnie. Chciał go wybijać jako cechę w swoim postępowaniu” – pisał hr. Stanisław Tarnowski o Zaleskim, który nigdy nie wstydził się wyjawiać publicznie swoich religijnych przekonań. Ks. August Hlond, późniejszy prymas, który był zaprzyjaźniony z rodziną Zaleskich, widział w nim uosobienie najwyższych wartości moralnych i duchowych. Jak pisał ks. Stanisław Kosiński w 75 rocznicę śmierci Zaleskiego, Hlond uważał go „za ostatniego z katolickich mężów stanu, który w wszelkich kwestiach politycznych radził się zawsze swego katolickiego sumienia i zgodnie z nim rozwiązywał je”.

Wacław Zaleski z Otoka herbu Dołęga urodził się 28 czerwca 1868 w Brzeżanach w bardzo religijnej rodzinie ziemiańskiej, posiadającej „rozległe dobra podolskie”, a także poważne wpływy polityczne. Jego dziad Wacław Michał w czasach Wiosny Ludów piastował urząd Gubernatora Galicji (jako pierwszy Polaki na tak wysokim stanowisku po odejściu Franza Stadiona), zaś ojciec Filip był Namiestnikiem Galicji i ministrem w Wiedniu. Jako dziecko uchodził za pobożnego, spokojnego, grzecznego i dobrze ułożonego. Pierwsze nauki pobierał w domu. Następnie został wysłany przez ojca do wiedeńskiego renomowanego gimnazjum Theresianum, gdzie w wieku 19 lat zdał maturę. Następnie kontynuował naukę na obleganym wydziale prawnym Uniwersytetu Wiedeńskiego. Siostra Wacława Izydora Zaleska (jako niepokalanka s. Maria Aleksandra Zaleska) wspominała, że „nauki świetnie mu szły, bez wielkiego wysiłku i to we wszystkich kierunkach: umysłowych i artystycznych. Odznaczał się dużymi zdolnościami do języków obcych”. Wiemy, że dobrze władał językami francuskim, niemieckim i włoskim.

Po studiach młody Zaleski odbył roczną służbę wojskową w regimencie dragonów, a następnie rozpoczął karierę urzędniczą we lwowskim starostwie, skąd został wysłany do pracy w ministerstwie spraw wewnętrznych. „Przebywał różne niższe stopnie służby – wspominał hr. Stanisław Tarnowski – na przemian w Wiedniu i we Lwowie, a jako młodziutki, początkujący urzędnik już zwracał na siebie uwagę przełożonych jako urzędnik niezwykły, o wzroku bystrym, charakterze poważnym.” Przez pewien czas pracował także w namiestnictwie Dolnej Austrii, w Badenie i we Lwowie pod Namiestnikiem Andrzejem hr. Potockim, gdzie doszedł do stanowiska szefa biura prezydialnego.

Jak zauważa Maria Mycielska, dzięki „wielkiej stanowczości i niezłomności (…) wielkiemu rozumowi i zmysłowi organizacyjnemu posiadał dar rządzenia ludźmi”. W 1904 r. otrzymał stopień radcy dworu cesarskiego w Wiedniu. W 1906 r. powołany został na szefa sekcji hodowli koni i bydła w ministerstwie rolnictwa, którym faktycznie zarządzał, w trakcie choroby dotychczasowego ministra. Dał się poznać na tym stanowisku jako „gorliwy orędownik spraw rolnictwa”. Przez krótki okres był także zastępcą ministra kolei.

W dniu 9 stycznia 1911 r. otrzymał tekę Ministra dla Galicji, co spowodowało, że głos w sprawach tyczących się kraju – jak twierdził Michał Bobrzyński – „przeszedł całkiem na Zaleskiego”. „Witało się tę nominację z radością i otuchą – pisał Tarnowski – Ten umysł wyższy, ten zmysł polityczny, ta głębsza znajomość stosunków i państwa i kraju, to uczucie polskie, silniejsze nad wszelkie uczucia czy dążności partyjne, ten spokój i dar postępowania z ludźmi, a nade wszystko ten charakter, wyższy nad wszelkie uprzedzenia, zaślepienia, niechęci, cele uboczne czy osobiste, był jak stworzony na to, żeby w rządzie, w zawikłanych stosunkach Koła Polskiego, w stosunkach tego Koła z rządem i z parlamentem, wywierać wpływ szczęśliwy, dobroczynny, zbawienny.” Krążyła wówczas po Wiedniu anegdotyczna opinia, rozpowszechniana przez panów krakowskich, że „cesarz tak wierzy ministrowi Galicji, że się żegna: W imię Ojca, Syna, Ducha Świętego i Wacława Zaleskiego”.

Tarnowski doceniał fakt, że Zaleski, choć związany z Podolakami, działał wówczas „nie dla swojej partii, nie dla swojej doktryny czy zaślepienia, nie dla swojej niechęci czy nienawiści, ale dla sprawy, dla dobra kraju i narodu, jak je rozumiał w swoim rzetelnym przekonaniu i sumieniu”. Tak było ze sprawą uniwersytetu dla Rusinów (Ukraińców) we Lwowie. Zaleski miał znaleźć sposób załatwienia tej trudnej kwestii przez przyrzeczenie Rusinom prawa utworzenia osobnego uniwersytetu z trzema wydziałami za lat dziesięć, a w tym czasie miały zostać przygotowane siły naukowe dla tej uczelni „drogą stypendiów na podróże naukowe za granicą”. Podobnie świadczy o tym jego stosunek do reformy wyborczej, którą w imieniu cesarza Zaleski popierał i do poparcia kompromisowych rozwiązań namawiał swoich przyjaciół politycznych ze wschodniej Galicji.

W gabinecie barona Paula Gautscha von Franhenthurna, powołanym 28 czerwca 1911 r. Zaleski przejął dodatkowo nadzór na ministerstwem kolei. Mówiło się, że szczególnie duży wpływ miał w następnym gabinecie premiera hr. Karla von Stürgkha, kierującego rządem austriackim w latach 1911-1916, który go ponoć „ślepo słuchał” w sprawach galicyjskich.

Jak mówił Marszałek Sejmu krajowego hr. Adam Gołuchowski, Zaleski „potęgą swego poglądu, dzięki niezwykłej bystrości umysłu i niezmordowanej pracy spełniał znakomicie poruczone sobie rozliczne agendy powierzonych sobie urzędów” i dodawał, że Zaleski był „wybitnym i znakomitym ministrem resortowym”. Nawet Bobrzyński, który nie lubił Zaleskiego i twierdził, iż to „pochop wrodzony do rządzenia wszystkim drogą intryg”, musiał jednak przyznać, że „jest czymś więcej niż zdolnym urzędnikiem”, a do tego „przewyższał wszystkich talentem i zorientowaniem w sprawach publicznych”.

Sam Franciszek Józef I miał powiedzieć, że „z Zaleskim ma się kłopot, bo właściwie chciałoby się zużytkować go na każdym polu”.

Może właśnie dlatego w trudnym okresie dla monarchii naddunajskiej cesarz w dniu 19 listopada 1911 r. powołał Zaleskiego do gabinetu premiera Stürgkha na Ministra Skarbu z zadaniem zrównoważenia bilansu płatniczego Austrii. I faktycznie jako minister odpowiedzialny za finanse monarchii starał się tak kształtować wydatki państwowe, aby nie przekraczały wpływów podatkowych. Za jego ministerium podwyższono w Austrii podatek od luksusu, a także obłożono wysokimi podatkami przemysł alkoholowy, tytoniowy, samochodowy i wyścigi konne. Jednocześnie był przeciwny czerpaniu zysków z nieuczciwych operacji (m.in. zwalczał „zgubną loterię liczbową”). Zdaniem hr. Adama Gołuchowskiego, „podczas srogich wojen bałkańskich i ogólnej światowej depresji finansowej, która się tak ciężko dała odczuć w Austrii, zwycięsko potrafił pokonać trudności skarbu państwa w czasie ogólnego przesilenia ekonomicznego społeczeństwa naszego”. Jedną z jego zasług było gorliwe zajęcie się sprawą budowy kanałów w Galicji, na które dał pieniądze, choć mniejsze, niż oczekiwano. Jak wspominał Leon Biliński, kanał Kraków-Zatorek, którego budowę finansował Zaleski, „przeprowadzono dość daleko, ale wojna w r. 1914 wstrzymała wszystko”. Z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Zaleski musiał ustąpić ze stanowiska Ministra Skarbu zaledwie po kilku miesiącach wytężonej pracy.

Zaleski został wybrany do Izby Poselskiej Rady Państwa w lipcu 1911 r. w okręgu Brzeżany-Baranówka-Hucisko, gdzie kandydował z rekomendacji Podolaków. Przed wyborami Bobrzyński wyraził opinię, że Zaleski „związany jest z całą grupą polityczną podolską i z łatwością otrzyma mandat do Rady Państwa”. Konkretnie był bliskim powinowatym Dawida Abrahamowicza i z nim związał swoje losy polityczne.

Zaleski był zadeklarowanym konserwatystą i osobą głęboko wierzącą. Każdy dzień rozpoczynał Mszą św., starając się regularnie przyjmować komunię świętą, a kończył modlitwą różańcową do Najświętszej Marii Panny, jako Jej gorący czciciel. Ks. Kosiński tak pisał o jego pobożności: „Na pierwsze miejsce w życiu tego polskiego męża stanu wysuwała się niezwykła wierność obowiązkom religijnym zarówno w życiu osobistym, jak i rodzinnym. Msza święta, komunia święta, spowiedź, codzienny pacierz i inne praktyki pobożne były dla niego sprawami najwyższej wagi. Dawał temu wyraz na każdym kroku, zwłaszcza w zaciszu domowym. (…) Codziennie wraz z całą rodziną uczestniczył we Mszy świętej. Ten pobożny zwyczaj praktykował przez całe życie”. Mówiono o nim, że jest człowiekiem o „sercu wysokim”, w którym „nie było nigdy ubocznych, pokątnych zamiarów czy rachub”.

W testamencie politycznym, który podyktował przed śmiercią Stanisławowi Mycielskiemu, wyraził swoje credo życiowe i polityczne, które miało służyć jako życiowy przewodnik dla jego synów. Wyraził tam pogląd, że „polityka nie powinna nigdy być celem, ale tylko środkiem do urządzenia stosunków społecznych w myśl przykazań Bożych. (…) Polacy nie powinni nigdy zapomnieć, że ich przodkowie wszystko zaczynali z Bogiem, a do boju szli z pieśnią Boga rodzica na ustach”. I dalej: „Mamy tysiące paragrafów, które starają się regulować stosunki społeczne, ale nie zastąpią nigdy najmędrszych przepisów Dziesięciorga Przykazań i świętej naszej Ewangelii”. Na koniec deklarował: „Zasad nie zmieniłem nigdy. Musiałem je czasem do danych warunków naginać, bo mimo żelaznych zasad trzeba nieraz stosować się do warunków, pamiętając, że i stal się zgina, a mimo to nie przestaje być żelazem”.

Zaleski założył w Wiedniu Sodalicję Mariańską dla mężczyzn i „stanął jako pierwszy w jej szeregach”. Mimo licznych obowiązków służbowych, brał udział w zebraniach Sodalicji i wiernie wypełniał obowiązki członka tej organizacji, której celem było m.in. pogłębianie wiary poprzez wspólną modlitwę i pogadanki religijno-moralne, a także opieka nad ubogą młodzieżą. Ponadto wspierał „hojną jałmużną” działalność dobroczynną zakonów żeńskich na rzecz biednej młodzieży, starców, osób chorych i opuszczonych. Był też aktywny na polu działalności fundacyjnej. Wybudował w Ostapiu kościół pod wezwaniem św. Wacława, swego patrona, ale także świątynię dla greko-katolików.

Ze swojej pobożności i działalności charytatywnej był także znany w Watykanie. Wiedziano tam, że jego przywiązanie do katolicyzmu i Stolicy Apostolskiej jest nadzwyczaj głębokie. Szczególną życzliwością i zaufaniem darzył go papież Pius X, który – pisze Helena Morawska-Stec – „powierzył mu misję prowadzenia w jego imieniu wstępnych rokowań z rządem francuskim w sprawie nawiązania konkordatu z Watykanem. W związku z tym wielokrotnie był wzywany przez Ojca Świętego na prywatne audiencje”. Jego zasługi dla Kościoła zostały docenione. Papież udekorował go Wielką Wstęgą i Krzyżem Papieskim Orderu Świętego Grobu. Ponadto nieco później otrzymał w darze od Ojca Świętego papieski biret i collare z mankietami oraz fotografię Piusa X z autografem.

Również cesarz w różnych formach i tytułach wyróżniał Zaleskiego. W 1911 r. nadał mu tytuł tajnego radcy dworu, a rok później Wielką Wstęgę ze Złotym Łańcuchem Orderu Żelaznej Korony. Natomiast 10 października 1913 r. Zaleski otrzymał dziedziczny tytuł hrabiowski. Oprócz powyższych odznaczeń otrzymał także: Wielką Wstęgę rumuńskiego Orderu Karola, order francuski „Merita Agricole”, a także perski „Lwa i Słońca”.



Wacław Zaleski tuż przed śmiercią otrzymał od papieża Piusa X błogosławieństwo in articulo mortis. Zmożony „ciężką chorobą sercową” zmarł z modlitwą na ustach 24 grudnia 1913 w sanatorium w Martinsbrunn k. Meranu, a pochowany został w rodzinnym grobowcu Zaleskich na Łyczakowie. Świadek choroby i śmierci Zaleskiego tak pisał o ostatnich tygodniach jego życia: „On kończył jak święty. Nie słyszałem nigdy jednego słowa skargi. Śmierci się nie bał, raczej pragnął połączyć się z Bogiem”. Podobne wrażenie odniósł kapelan sanatorium, gdzie skonał Zaleski. Staruszek kapłan powiedział później do Pani Zaleskiej: „Przygotowywałem na śmierć setki, a może nawet i tysiące ludzi, ale jednego tylko świętego – a był nim mąż Pani”. Zgodnie z wolą zmarłego na jego pomniku nagrobnym pominięto wszelkie tytuły i godności, które Zaleski piastował w swoim bogatym życiu, a napisano tylko: Sodalis Marianus.
dr Artur Górski



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna