Watford, Londyn Uroczystość Matki Bożej Różańcowej


Uroczystość Matki Bożej Gromnicznej



Pobieranie 376.48 Kb.
Strona7/9
Data08.05.2016
Rozmiar376.48 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

Uroczystość Matki Bożej Gromnicznej. Pobudka 09.00. Modlitwa poranna i śniadanie. Z samego ranka oglądaliśmy zdjęcia rodzinne, a potem do południa spisywałem wspomnienia Adeli Roch z Wołynia. Po obiedzie około 14.00 pojechaliśmy ze Zbyszkiem Kozełko do Wambierzyc do Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin. Bazylika jest okazała, niezwykle piękna i na wzniesieniu, prowadzą do niej liczne stopnie. W godzinie Bożego Miłosierdzia odmawiałem koronkę, modliłem się żarliwie, dziękując Bożej Opatrzności, że dane mi było pielgrzymować do tego świętego miejsca.

Zwiedziłem też samą Bazylikę, a w jednym z bocznych krużganków, natrafiłem na historyczne, pierwsze miejsce kultu w tym świętym miejscu. Jest tam b. stary, kamienny ołtarz. Oto co doczytałem o tym miejscu: „Z początkami wsi wiążą się przekazane w 2 połowie XVII wieku opowieści. Według jednej z nich właściciel pobliskiego Ratna około 1200 roku sporządził figurę Matki Boskiej i kazał umieścić ją na przydrożnej lipie. Przy tej figurce modlił się często niewidomy Jan z Raszkowa (z Ratna?), którego przyprowadzała i odprowadzała córka. Pewnego razu Jan, nie czekając na córkę, sam postanowił wrócić do domu. Zakończyło się to uderzeniem o drzewo i upadkiem. Kiedy jednak ślepiec podnosił się z ziemi zauważył, że dostrzega zarysy drzew i samą figurkę. W tym momencie nadeszła córka i wraz z ojcem cieszyła się z odzyskania wzroku. To cudowne zdarzenie wzbudziło zaciekawienie okolicznych mieszkańców i spowodowało pielgrzymki do cudownej figury.



W 1218 w miejscu tym ustawiono kamienny ołtarz ze świecznikiem i kropielnicą. Świadectwem tego ma być data na płycie ołtarza umieszczona w krużgankach obecnej świątyni. Jednak wzbudza ona spore wątpliwości, jako że zapis łączy cyfry rzymskie i arabskie: MCC 18. Tego typu zapisywanie dat nie stosowano w XIII wieku i musi pochodzić on z czasów późniejszych. Podobnie jest z figurką, której czas powstania badania konserwatorskie kładą nie na XIII wiek, ale na koniec wieku XIV. Dopuszczają jednak, że obecny wizerunek Madonny Wambierzyckiej może być oparty na wcześniejszym ludowym wizerunku.

W 1263 roku właściciel Ratna, Ludwik von Pannwitz z Łomnicy, miał ufundować kościół w miejscu cudownego zdarzenia, co było potwierdzeniem dużego zainteresowania Wambierzycami i wzrastającego kultu cudownej figurki. Jednak potwierdzone wzmianki o kościele we wsi mamy dopiero z początku XV wieku (1418). Tu również pojawia się Ludwik von Pannvitz jako fundator świątyni. Początków kultu maryjnego w Wambierzycach nie można więc jednoznacznie określić w oparciu o dostępne źródła.” .

Napisałem na karteczkach wiele próśb do Matki Bożej, a potem odwiedziłem jeszcze lokalny cmentarz, modląc się za wszystkich, którzy poprzedzili nas swoją ofiarą i modlitwą w tej pięknej świątyni. Wróciłem na mszę świętą w Sanktuarium Matki Bożej i służyłem jako ministrant. Po błogosławieństwie końcowym poprosiłem kapłana o poświęcenie dwóch aniołków, które kupiłem z myślą o babci Julii Marut z Piotrowic. Tymczasem Zbyszek czekał na mnie w domu zaprzyjaźnionej rodziny Undro. Razem wróciliśmy zatem do Gajowa, gdzie po wspólnej kolacji z Halinką Kozełko, było jeszcze wiele czasu na wspomnienia z Teresina i okolic.

03 luty Wtorek

Wspomnienie św. Błażeja i św. Oskara. Pobudka 09.00. Po smacznym śniadaniu wspólnie z Adelą Roch i Halinką Kozełko, pisaliśmy przez kilka godzin wspomnienia z parafii Swojczów. Po godzinie Bożego Miłosierdzia, odprowadziłem Halinkę na górę, gdyż wracała do swego domu w Tłumaczowie. A sam zbiegłem do miesteczka Radków (ok 2 km), udając się na mszę świętą do parafialnego kościoła pw. Św. Doroty Męczennicy. Wcześniej wstąpiłem na lokalny cmentarz, by choć przez dłuższą chwilę, pomodlić się przy grobie Romana Rocha. Potem udałem się do kościoła i służyłem jako ministrant do mszy świętej. Po błogosławieństwie końcowym pani zakrystianka, pokazała mi miejsce, gdzie w kościele tym, przechowywane są relikwie św. Doroty Męczennicy. Ucieszyłem się zatem i zaraz udałem się, by relikwie te z miłością uczcić, zanosząc swoje gorące wezwania i modlitwy. Gdy wróciłem do domu w Gajowie, było o czym Adeli wieczorem opowiadać.

04 luty Środa

Pobudka 09.00. Modlitwa poranna i śniadanie. Potem dość wytrwale spisywaliśmy wspomnienia Adeli, aż po czas koronki o Bożym Miłosierdziu. Po wspólnej modlitwie, dalej pisaliśmy wspomnienia z Wołynia. Około 16.00 pobiegłem do Bazyliki Matki Bożej Wambierzyckiej. Nie udało mi się znaleźć drogi przez wzgórza i pola i dlatego pobiegłem przez Radków. To było jednak o wiele dalej, niż zakładałem (ok 12 km). Tak że się spóźniłem, wszedłem właśnie gdy czytano słowa Pisma Św. Wcześniej kupiłem w Wambierzycach dwa duże chleby i trzy kilo soli.

Nabożeństwo było piękne. Stałem między ołtarzem ofiary, a ołtarzem głównym i wptrywałem się w cudowną Figurkę Matki Bożej Wambierzyckiej. Byłem szczęśliwy, że już po raz drugi mogłem nawiedzić, to święte miejsce. Modliłem się gorąco i czułem, jak wielka w moim sercu wyzwala się wiara, a przede wszystkim miłość, która rodzi nadzieję, ta zaś nie może nas zawieźć. Po błogosławieństwie końcowym poszedłem do zakrystii i poprosiłem kapłana, by poświęcił mi sól i chleb bowiem niestety spóźniłem się dziś na mszę świętą i zapewne święcenie ogólne, już się odbyło. A on na to, że wspomnienie św. Agaty przypada jutro, a nie dziś. Byłem b. zaskoczony, że się tak pomyliłem, ale zaraz przytomnie dzięki łasce Bożej, powiedziałem tak: „Ale dzisiaj jest już wigilia św. Agaty, więc już możemy dziś poświęcić ten chleb i sól, czy mogę prosić?”. Kapłan zaraz powiedział z radosnym uśmiechem: „Oczywiście że można!”. Wziął kropidło i książeczkę, pięknie odmówił błogosławieństwo św. Agaty i poświęcił. Byłem jakże szczęśliwy. Wczoraj błogosławieństwo św. Błażeja, a dziś i to w Bazylice Wambierzyckiej błogosławieństwo św. Agaty. Zaraz potem udałem się w drogę powrotną i gdy już dotarłem do domu, to rzeczywiście odczułem, że to jednak niezły kawał drogi. Ale dla pielgrzyma takie chadźki, to właśnie żyć, a nie umierać.

05 luty Czwartek

Wspomnienie św. Agaty Męczennicy i św. Izydora. Pobudka 09.00. Modlitwa poranna i śniadanie. Od rana pisaliśmy z babcią Adelą wspomnienia rodzinne z Teresina i z całej parafii Swojczów. Po południu obiad i znowu pisaliśmy kolejne karty historii. Na godzinę 18.00 pobiegłem do Radkowa do kościoła św. Doroty na mszę świętą. Po nabożeństwie odbyło się właśnie poświęcenie chleba i soli i choć już miałem własną, poświęconą w dniu wczorajszym, nie pogardziłem i wziąłem sobie odrobinę chleba. Po powrocie do domu jeszcze nieco spisywaliśmy z babcią Adelą wspomnień z Wołynia.

06 luty Piątek

Wspomnienie św. Doroty Męczennicy. Pobudka rano. Modlitwa poranna i śniadanie. Potem przez cały dzień z małymi przerwami, pisaliśmy wspomnienia babci Adeli. Późnym popołudniem przyjechała Halinka Kozełko oraz jej córka Irena i wszyscy pojechaliśmy samochodem na uroczysty odpust do kościoła św. Doroty w Radkowie. Msza święta była przepiękna, przybyło wielu księży i stawiło się w tym dniu wielu ministrantów. Ja też służyłem do mszy świętej jako ministrant. Po uroczystym błogosławieństwie końcowym i głośno odśpiewanym, chwalebnym Te Deum, każdy mógł pocałować z należytą miłością i czcią relikwie św. Doroty. Uczyniłem to z największą radością i ja sam. Potem wróciliśmy samochodem do domu babci Adeli, wziąłem swoje rzeczy i od razu pojechaliśmy do Tłumaczowa do domu do Halinki.

Tu przenocowałem, gdyż następnego dnia razem z Halinką oraz z jej córką Ireną, udaliśmy się do Janiny Topolanek. Kiedy już bowiem spisałem bogate wspomnienia obu sióstr, zdecydowałem się skorzystać z zaproszenia i choć nie byłem przekonany, o takiej konieczności, postanowiłem wysłuchać jeszcze ich najstarszą siostrę Janinę Topolanek z d. Rusiecka, zamieszkałą we wsi Grochowa w okolicy Ząbkowic Śląskich. Pojechałem i to co usłyszałem, stało się udziałem kolejnego, b. bogatego opracowania, o którym pisałem już powyżej. Wspomnienia te spisywałem niemal przez cały tydzień od 07 do 13 lutego 2004 r..

14 luty Sobota

Wspomnienie św. Cyryla i Metodego Apostołów Słowian. Pobudka 05.30. Modlitwa poranna i śniadanie. Zaraz potem pożegnałem się z babcią Janiną, gdyż już czekał na mnie bodajże Robert. Jego maluchem przyjechaliśmy do historycznego miasteczka Bardo Śląskie. Pierwsze kroki skierowałem naturalnie do b. starego Sanktuarium Matki Bożej Bardzkiej w kościele OO. Redemptorystów pw. Nawiedzenia NMP. Tu służyłem jako ministrant do mszy świętej. Bardzo się cieszyłem, że dziś dane było modlić się przed świętym obliczem Figury Matki Bożej Bardzkiej. Po rannej modlitwie czytałem historię tego miejsca oraz opis objawienia się Matki Bożej na górze Bardo. Tak mi się ta historia spodobała, że koniecznie postanowiłem wejść na górę, by nawiedzić kaplicę, miejsce objawienia się Maryi Płaczącej nad ciężkim losem Ziemi Śląskiej.

Poszedłem zatem zaraz na tą górę. Droga wiodła pięknym wąwozem w górę. Idąc z wolna odprawiałem Drogę Krzyżową. Gdy dotarłem na szczyt, byłem poruszony niezwykłym opisem, objawienia się Matki Najświętszej w tym miejscu w roku 1400. A było to tak: „Maryja w tym miejscu siedziała na głazach, w ręku trzymała chustkę i b. głośno płakała. Matka Boża płakała rzewnymi łzami. Ludzie ten płacz posłyszeli, aż na dole i wyszli na górę, aby zobaczyć kto i dlaczego, tam na górze, tak głośno rozpacza i lamentuje. Gdy wreszcie dotarli na sam szczyt, zobaczyli że na głazach siedzi sama Matka Boża i bardzo żałośnie płacze. Po pewnym czasie Matka Boża na ich oczach, uniosła się do góry i tak znikła. Jednak na kamieniu na którym siedziała Maryja, pozostały po Niej ślady Jej stóp i ślady Jej dłoni. Tkwiły one tam przez całe wieki, dopóki ludzie po kawałku, tych kamieni nie rozłupali, unosząc ze czcią do swoich domów.”.

Dziś na tym miejscu stoi piękna kaplica na cześć objawienia się płaczącej Matki Boga. Właśnie przy tej kaplicy gorąco i radośnie się modliłem, tam też nieco potem odpoczywałem. Obdarowany spokojem, zbiegłem w ramach sportu z góry i wstąpiłem choćby na chwilę na miejscowy, obszerny cmentarz, usytuowany na takiej górze. Jest tam ładna kwatera OO. Redemtorystów. Jeszcze na chwilkę tylko wstąpiłem do Sanktuarium Matki Bożej Bardzkiej, a potem udałem się autobusem do Kłodzka. Tym razem miałem niemal natychmiastowe połączenie do Radkowa, po temu dość szybko dotarłem i do Gajowa. Babcia Adela b. się ucieszyła, że dotarłem do niej jeszcze przed nocą, cały i zdrowy. Po kolacji był czas na serdeczne rozmowy i dzielenie się ostatnimi przeżyciami.

15 luty Niedziela

Pobudka 09.00. Modlitwa poranna i śniadanie. Potem sumiennie spisywaliśmy wspomnienia babci Adeli, które jeszcze nie były zanotowane. Po południu udałem się na mszę świętą na godź: 17.15 do Wambierzyc. Tym razem byłem nieco wcześniej i przez całą godzinę, czuwałem na modlitwie w kaplicy Matki Bożej Wambierzyckiej. Po błogosławieństwie wróciłem do domu biegnąc, tak w ramach sportu. W zdrowym ciele zdrowy duch.

16 luty Poniedziałek

Pobudka około 08.30. Modlitwa poranna i śniadanie. Potem wspólnie z babcią Adelą pracowaliśmy, spisując wspomnienia aż do godź. 14.30. Potem ponieważ chciałem dziś koniecznie kupić Figurkę Matki Bożej Wambierzyckiej, poszedłem znów do Wambierzyc. Tu wstąpiłem na Górę Kalwarię, która majestatycznie wznosi dosłownie na przeciw Bazyliki Nawiedzenia NMP. Odprawiłem w skupieniu Drogę Krzyżową. Następnie wstąpiłem do pustelnika Henryka, który mieszka na Kalwarii, sprawując opiekę nad tym miejscem. Przyjął mnie z wielką radością. Razem udaliśmy się na mszę świętą do Bazyliki NMP. Po modlitwie poprosiłem kapłana o poświęcenie dwóch Figurek Matki Bożej Wambierzyckiej. Potem pożegnaliśmy się z Heniem i wróciłem do domu w Gajowie. W drodze powrotnej biegłem, robiąc swój codzienny, wieczorny trening. Przed udaniem się na spoczynek, pisaliśmy jeszcze z babcią Adelą przez krótki czas wspomnienia z Teresina i okolic.

17 luty Wtorek

Pobudka 08.00. Modlitwa poranna i śniadanie. Potem znów pisaliśmy wytrwale z babcią Adelą wspomnienia z Kresów. Około południa odmówiliśmy wspólnie modlitwę Anioł Pański i dalej spisywaliśmy wszystko, co babcia żywo opowiadała. Około 15.10 z radością raz jeszcze poszedłem, przez zaśnieżone pola do Bazyliki NMP w Wambierzycach. Byłem tam przed czasem i zdążyłem wstąpić do pustelnika Henia. Razem udaliśmy się na mszę świętą do Bazyliki. Służyłem jako ministrant i czytałem Słowo Boże. Po nabożeństwie kawałek drogi powrotnej przeszedł ze mną Henio. Dalej biegłem swoim zwyczajem, spełniając swój codzienny trening sportowy. Gdy wróciłem do domu, drzwi otworzyła Amelia, córka Barbary Cisek, a wnuczka babci Adeli Roch. Kuzynka Amelia była młoda, uśmiechnięta i miła, a co najważniejsze wierząca. Po przwitaniu rozmawialiśmy miło o tym wszystkim, co nas łączy, co sprawia że jesteśmy jedną rodziną. Mieliśmy sobie wiele do opowiedzenia. Pokazałem jej niektóre ze swoich prac, a ona chętnie słuchała i czytała fragmentami. O 21.00 odmówiliśmy wspólnie z babcią Adelą Apel Jasnogórski, potem jeszcze długo rozmawialiśmy.

18 luty Środa

Wspomnienie św. Konstancji i św. Szymona. Pobudka 08.30. Śniadanie, a po nim spisałem właśnie powyższy dziennik. Gdy po jakimś czasie skończyłem powyższe notatki, dalej spisywałem wspomnienia babci Adeli. Gdy dołączyła do nas Amelka razem odmówiliśmy modlitwę Anioł Pański, a po godzinie trzeciej koronkę do Bożego Miłosierdzia. Około 17.15 wyszliśmy do kościoła na mszę świętą. Ja chciałem znów iść do Wambierzyc, ale Amelka nie chciała iść tak daleko, chciała mnie odprowadzić tylko kawałek drogi. Więc zaproponowałem, byśmy razem poszli do kościoła św. Doroty w Radkowie i zgodziła się. Po nabożeństwie, w którym razem przyjęliśmy komunię świętą, pokłoniłem się jeszcze relikwiom św. Doroty Męczennicy i poprosiłem o dalszą pomoc w życiu. Po mszy świętej udaliśmy się na cmentarz, gdzie nawiedziliśmy grób śp. Romana Roch. Pomodliliśmy się gorąco w jego intencji, o łaskę życia wiecznego dla niego. Po powrocie do domu była kolacja, szczęśliwe rozmowy i wspólny Apel Jasnogórski. Na koniec dnia, jak zwykle rachunek sumienia i konieczny odpoczynek.

19 luty Czwartek

Pobódka około 07.30. Modlitwa poranna. Śniadanie wspólnie z babcią Adelą i Amelką. Zaraz potem było pożegnanie z Amelką, która wracała na uczelnię do Wrocławia. A ja z kolei czule pożegnałem się z babcią Adelą i przez górę, udałem się do Halinki Kozełko do Tłumaczowa. Tam miło przyjęty i raz jeszcze ugoszczony, żegnałem się z żalem ze wszystkimi, że muszę już wyjeżdżać, gdyż to był naprawdę piękny i b. szczególny, niezapomniany czas. A już o 12.00 odjeżdżałem autobusem z Nowej Rudy do Wałbrzycha, gdzie wstąpiłem do b. dużego i pięknego kościoła pw. Aniołów Stróżów. Tu modliłem się gorąco i prosiłem gorąco, bym szczęśliwie odnalazł dom naszej rodziny, którego adresu nie byłem pewny. Poszedłem i od razu, bez żadnych problemów, znalazłem dom cioci Agnieszki Kawalec z d. Marut. Jest to rodzona siostra mojego dziadka Michała Marut. Tak mógłbym jeszcze pisać i pisać, ale to już przy następnej okazji........

O ile dobrze pamiętam babcia Adela Roch opowiadała mi w tych dniach w Gajowie, że mąż Roman często wspominał swoją rodzinę, z której praktycznie wszyscy zostali na wschodzie. Wiele wskazuje na to, że nie było mu z tym lekko. Tak po ludzku brakowało mu tych kontaktów rodzinnych i chyba niekiedy tęsknił. Zdawało się że rozumiał, iż nie łatwo przyjechać w odwiedziny dość daleko, aż w Kotlinie Kłodzkiej, choć w jakimś sensie, trudno mu się było z tym pogodzić.

Adela wspominała także o ich kontaktach ze stryjecznym bratem Stefanem Roch z Krakowa, który nawet raz osobiście, miał ich w Gajowie odwiedzić. Stefan Roch był człowiekiem rodzinnym i zatroskanym o pamięć o naszej rodzinie. Potwierdza to jego córka Elżbieta Zelek z d. Roch, która w liście z 11 listopada 2009 r. pisała do mnie z Krakowa, tymi słowy: „Witam! Jestem córką Stefana Roch, syna Grzegorza Roch z Zastawia na Wołyniu. Mój ojciec opowiadał mi o swojej rodzinie i jej losach. Bardzo żałuję, że nie zapisywałam Jego wspomnień (ojciec nie żyje). Poszukując informacji na temat ludobójstwa na Wołyniu natrafiłam na wspomnienia świadków tamtych wydarzeń spisane przez Pana. Pozwoliły mi one uporządkować dane o moich przodkach i przypomnieć wydarzenia, o których opowiadał mi ojciec. Bardzo mnie poruszyły zamieszczone artykuły.



W latach swojego dzieciństwa (mam obecnie 60 lat) bardzo często przebywałam, u braci mojego ojca Stanisława i Mieczysława w Kopyłowie. Mieszkam w Krakowie gdzie również mieszkali moi rodzice. Kilka miesięcy temu postanowiłam napisać kronikę swojej rodziny i w związku z tym poszukuję danych oraz osób, które udzieliłyby mi na ten temat informacji. Bardzo proszę o wiadomość, czy Pan posiada jakieś informacje na ten temat, lub nazwiska osób, które mogłyby mi udzielić informacji o moich przodkach? Pozdrawiam Elżbieta Zelek z d. Roch” .

NIE DLA WOJNY I ZABIJANIA!

Tak dla pokoju i rozwoju narodów! Tymi słowami z Częstochowy z dnia 26 sierpnia 2014 roku, pasterze polscy modlą się i apelują do narodu polskiego o czuwanie i tak potrzebny, we wszystkich decyzjach umiar i rozsądek. Zatroskani o pokój w Europie i na świecie w 75. rocznicę wybuchu II wojny światowej, raz jeszcze przypominają w liście cienie i blaski ostatniego stulecia. Jest to znakomita synteza polskiego patriotyzmu i ofiarności polskiego narodu, jego niezbywalnego wkładu w walce i mozolnej pracy dla życia w wolności i o godność we współczesnej Europie. Subtelnie ujęta niemal cała historia ostatnich, dramatycznych dekad, oto treść tego listu: „Umiłowani Bracia i Siostry! Od Jasnogórskiego Tronu Maryi kierujemy do Polaków w Ojczyźnie i poza jej granicami słowo pasterskie z okazji 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Była ona straszliwym doświadczeniem dwudziestowiecznej Europy i świata. Pochłonęła dziesiątki milionów istnień ludzkich, odcisnęła się na losach narodów i państw. Stała się początkiem wieloletniego czasu przemocy, bezprawia i bezsilności, straty najbliższych oraz utraty Ojczyzny. II wojna światowa ujawniła otchłań zła, do jakiego zdolne są zbrodnicze ideologie i systemy polityczne, które odwróciły się od Boga, przekreślając Jego prawa. Z drugiej zaś strony ukazała też piękno i siłę ludzkiego ducha, czerpiącego często swą siłę ze źródeł wiary: gotowość do poświęceń w imię niezbywalnego prawa narodów do życia w wolności, stawanie w obronie wartości, które kształtowały drogę pokoleń, czynne przeciwstawianie się dyktatowi zła.



Papież Benedykt XVI zachęcał nas: „Musimy pamiętać o dramatycznych wydarzeniach, które zapoczątkowały jeden z najstraszliwszych konfliktów w dziejach, który spowodował dziesiątki miliony ofiar i przyniósł tak wielki ogrom cierpień umiłowanemu narodowi polskiemu. Konflikt, w czasie którego doszło do tragedii Holokaustu i zagłady innych zastępów niewinnych istot”.

Los zwyciężonych, lecz niepokonanych

Polska jako pierwsza doświadczyła tragedii i skutków tej wojny. We wrześniu 1939 roku dwaj najeźdźcy, dokonując czwartego rozbioru Rzeczypospolitej, nie tylko odebrali nam wolność, ale zaczęli też burzyć utrwalony porządek życia, dając pierwszeństwo sile przed prawem, moralnemu bezładowi przed porządkiem chrześcijańskich zasad, narzucającbezbożną ideologię narodowego socjalizmu i ateistycznego komunizmu.

Nie sposób ustalić liczby ofiar rozpętanego wtedy na terytorium Rzeczypospolitej misterium iniquitatis – misterium nieprawości. Jego symbolami stały się Katyń i Auschwitz, miejsca, gdzie w szczególny sposób objawiła się bezwzględność zła, nienawiści i pogardy dla człowieka. W okupowanej Rzeczypospolitej rozpoczął się czas zaprogramowanego ludobójstwa, które w szczególnie tragiczny sposób dotknęło Żydów. Był to okres eksterminacji różnych grup społecznych, w pierwszym rzędzie kapłanów i inteligencji, czas terroru, więzień, egzekucji, wywózek, negacji praw obywatelskich, niepewności jutra, trudności codziennego życia.

Mimo tych strasznych doświadczeń rozpoczął się wtedy także czas heroicznych zmagań o wolność. Tysiące naszych braci i sióstr wkroczyło na trudną, znaczoną ofiarami drogę, która miała doprowadzić do odzyskania Polski Niepodległej. Była to droga zwyciężonych, ale niepokonanych. Szedł nią Rząd Rzeczypospolitej na Uchodźstwie, ukazując światu, że państwo polskie ciągle istnieje, i Polskie Państwo Podziemne, które w okupowanej Ojczyźnie stworzyło sprawnie i skutecznie działające konspiracyjne struktury życia narodu. Ku upragnionej wolności prowadził żołnierski, ofiarny czyn Armii Krajowej i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, także czyn żołnierzy, którzy swoją drogę do Polski zaczęli nad Oką. Na tej drodze Warszawa rozegrała samotny bój w dniach sierpniowego i wrześniowego Powstania 1944 roku. W ten sposób naród dał dowody, że gotów jest do największych poświęceń dla odzyskania i utrwalenia niepodległości.

Tamten wojenny czas ukazał heroizm świętego ojca Maksymiliana Marii Kolbego, który ofiarował swoje życie za nieznanego brata, a także świadectwo dane Bogu i Polsce przez błogosławionych 108 męczenników II wojny światowej i przez wielu innych naszych Braci i Sióstr, wiernych Chrystusowi, Jego Ewangelii i Kościołowi.

Po wojnie

Kres II wojny światowej nie rozpalił nad Polską jutrzenki wolności. Nowy powojenny porządek zadekretowany przez zwycięskie mocarstwa włączył Polskę do bloku państw podporządkowanych Związkowi Radzieckiemu. Emigracyjną tułaczkę rozpoczęli żołnierze polskiej wolności, ci spod Monte Cassino, spod Ankony, ze zwycięskiego pochodu brygady gen. Stanisława Maczka – żołnierze, których zdradził świat. W więzieniach poniosło śmierć wielu bohaterów Polski Niepodległej, skazanych za ofiarną służbę Ojczyźnie, zwłaszcza tak zwanych Żołnierzy Wyklętych.

Tak jak w chwili zagrożenia Ojczyny w 1920 roku, tak również po 1945 roku z Jasnej Góry rozlegał się apel biskupów polskich w obronie narodu, któremu odebrano prawo do stanowienia o wspólnym dobru, jakim jest wolna, niepodległa Polska. Umacniali oni nadzieję i wiarę w zwycięstwo za przyczyną Królowej Polski. Pośród nich ze szczególną mocą rozbrzmiewał głos Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, przewodnika Kościoła i Narodu.

Później Polska i świat usłyszały słowa Jana Pawła II wypowiedziane 2 czerwca 1979 roku na Placu Zwycięstwa:„Nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie”. I przyszedł wreszcie czas wolności. Ofiarnym trudem pokoleń, zaufaniem nadziei, zawierzeniem polskich dróg Chrystusowi i Jego Matce, scalone zostało pęknięte we wrześniu 1939 roku ogniwo polskiej wolności i niepodległości. Nawiązywał do tego Święty Jan Paweł II w liście w 50. rocznicę bitwy o Monte Cassino: „My Polacy nie mogliśmy uczestniczyć bezpośrednio w tym procesie odbudowy Europy, który został podjęty na Zachodzie. Zostaliśmy z gruzami własnej Stolicy. Znaleźliśmy się, jako alianci zwycięskiej koalicji, w sytuacji pokonanych, którym narzucono na czterdzieści lat dominację ze Wschodu, w ramach bloku sowieckiego. Tak więc dla nas walka nie skończyła się w roku 1945. Trzeba ją było podejmować wciąż na nowo”.

Wołanie o pokój dzisiaj

Czy dzisiaj – po dwudziestu pięciu latach życia w wolności – pamiętamy o trudzie drogi, która do niej prowadziła? Czy pamiętamy o poniesionych przez naród ofiarach? Jest to naszą święta powinnością. „Nie można dopuścić do tego, ażeby w Polsce, zwłaszcza w Polsce współczesnej, nie zostało odtworzone martyrologium Narodu polskiego” (Jan Paweł II, List w 50. rocznicę bitwy o Monte Cassino, 1994).

Ten obowiązek winien nas skłaniać do przebaczenia, które jest niezbędnym warunkiem zaistnienia pokoju. Nie można rozpocząć żadnego procesu pokojowego, jeżeli w ludziach nie dojrzeje postawa szczerego przebaczenia: „Bez niego stare rany będą nadal krwawić, podsycając w kolejnych pokoleniach zawziętą nienawiść, która jest źródłem zemsty i wciąż nowych zniszczeń. Udzielenie i przyjęcie przebaczenia to nieodzowny warunek wspólnego dążenia do prawdziwego i trwałego pokoju” (Orędzie Jana Pawła II na XXX Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia 1997 r.). Święty Jan Paweł II podkreślał, że przebaczenie jest szczególnym rodzajem miłości, koniecznym dla życia w pokoju.

Pokój jest naszym obowiązkiem, do którego trzeba się wychowywać. Chociaż już kilka pokoleń Polaków żyje, nie mając bezpośredniego doświadczenia wojny, to jednak przygotowywanie kolejnych generacji do życia w pokoju winno być nieustannie pragnieniem tak rodzin, jak i tych, którzy mają wpływ na wychowanie dzieci i młodzieży. Niezbędnymi warunkami zaistnienia pokoju jest poszanowanie praw człowieka, szacunek dla wolności, w tym wolności religijnej i wolności sumienia, rozwój, solidarność oraz dialog. Ojciec Święty Franciszek dodał do tej listy braterstwo.

W ostatnich tygodniach wołanie: „Tak – dla pokoju i rozwoju narodów, nie – dla wojny i zabijania” nabiera nowego znaczenia. Na kontynencie europejskim, na ukraińskiej ziemi, z którą tak mocno wiąże nas historyczna pamięć, trwa niewypowiedziana wojna. Giną żołnierze i ludność cywilna, cierpią rodziny, serca ludzkie ogarnia nienawiść. Wydarzenia te, godzące w prawo narodów do wyboru własnej drogi, budzą uzasadniony niepokój także o przyszłość naszej Ojczyny. Oczekujemy podjęcia skutecznych działań, które mogłyby pokojowymi środkami zahamować tragedię wojny.

Na ogarnięte wojną i działaniami terrorystycznymi ziemie naszych sąsiadów kierujemy z Jasnej Góry Zwycięstwa przesłanie pokoju, które przynosi człowiekowi Chrystus. To On zburzył mur wrogości rozdzielający ludzi (por. Ef 2,14). My sami już kilkakrotnie, jako wspólnota katolickiej wiary, podejmowaliśmy trud burzenia takich murów wrogości i nienawiści, czego przykładem jest List biskupów polskich do biskupów niemieckich: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – z listopada 1965 roku, będący zachętą do oczyszczenia pamięci historycznej, do wyznania win i torowania drogi ku pojednaniu. [...]”.

Wdzięczni polskim Pasterzom za ten piękny List, skierowany do nas wszystkich. My Kresowianie prosimy dziś pokornie Bożą Opatrzność, by przy symbolach Katynia i Auschwitz, zajaśniał Bożą łaską i ten trzeci: Wołyń. Jest to bowiem symbol nie tylko Ziemi Wołyńskiej, ale całych polskich Kresów Południowo – Wschodnich, a także Bieszczadów i Ziemi Lubelskiej. To prawda, że w Katyniu i w innych miejscach wymordowano okrutnie i haniebnie polskich oficerów, kwiat polskiej inteligencji. To prawda, że w Auschwitz zgładzono haniebnie ponad milion Żydów i setki tysięcy ludzi z innych narodów w tym b. wielu Polaków. Lecz jest także prawdą, że na Wołyniu nacjonaliści ukraińscy, wymordowali w niezwykle ukrutny, wprost nieludzki sposób dziesiątki tysięcy ludzi, a na całych Kresach około 200 tysięcy. Gwoli prawdy i uczciwości do tej liczby trzeba jeszcze dodać, bodajże około 300 tysięcy Żydów, zgładzonych na Kresach (do rzeki Zbrucz) rok wcześniej, przy czynnej pomocy ukraińskiej policji pomocniczej.





1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna