Wbrew pozorom przysłowiowa złotówka może wiele! Kiedy trzeba, ugasi pragnienie (butelka wody mineralnej kosztuje 1zł), zaspokoi głód (czekoladowy batonik to wydatek rzędu 1zł) lub rozświetli ciemny pokój



Pobieranie 26.13 Kb.
Data10.05.2016
Rozmiar26.13 Kb.
Magiczny Londyn za 1 zloty

Wbrew pozorom przysłowiowa złotówka może wiele! Kiedy trzeba, ugasi pragnienie (butelka wody mineralnej kosztuje 1zł), zaspokoi głód (czekoladowy batonik to wydatek rzędu 1zł) lub rozświetli ciemny pokój (żarówkę można nabyć również za 1zł). Rok temu za tę „cenę”, w ciągu 24 godzin, udało mi się odkryć tajemnicę stolicy Wielkiej Brytanii - Londynu.

W ostatnich dniach kwietnia 2009r. na antenie jednej z największych polskich stacji radiowych ogłoszono konkurs. Polegał on na odgadnięciu tytułu zagranej piosenki i jak najszybszym wysłaniu go pod podany wcześniej numer esemesem , którego koszt wynosił 1zł+VAT. Nagrodą był podwójny bilet na koncert 19-letniej amerykańskiej megagwiazdy Taylor Swift w drugim pod względem wielkości mieście Europy, Londynie. Kojarzyło mi się ono wtedy, tak jak niemal wszystkim, z brytyjską królową, angielską herbatą o godzinie 17.00 oraz częstymi ulewami i mgłami. Postanowiłam sprawdzić, czy w tych, nie ukrywajmy, stereotypach jest choć ziarnko prawdy oraz odkryć, co sprawia, iż miasto cieszy się opinią wyjątkowego, a nawet magicznego. Wysłałam SMS-a...

Wygrana

Kilkanaście minut później zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetlił się warszawski numer. Spojrzałam na przyjaciółkę, która przyszła do mnie na ploteczki. -Czyżby...? - zapytałam. - Niemożliwe, żebyś przysłała esemesa jako pierwsza! – roześmiała się. - To na pewno twoja ciocia z Warszawy dzwoni, żeby zapytać, co u ciebie lub jakiś natrętny przedstawiciel banku, oferujący korzystny kredyt.

Drżącą ręką nacisnęłam przycisk z zieloną słuchawką...

- Tomek Miara, Radio Zet. Do kogo się dodzwoniłem? - usłyszałam w słuchawce.



Z lotu ptaka

Niespełna dwa tygodnie później siedziałam w fotelu samolotu Airbus A321, lecącego z Warszawy do Londynu. Już wtedy wyczuwałam namiastkę tego, co czekało mnie po wylądowaniu... Wkrótce bowiem rozległ się głos angielskiej stewardessy: „Proszę zapiąć pasy. Za pięć minut podchodzimy do lądowania.” Wyjrzałam przez okienko. Pode mną roztaczała się panorama całego Londynu – kilka ogromnych boisk sportowych (wśród nich słynny Wembley), wiele starych, zabytkowych budowli (np. Opactwo Westminsterskie, będące miejscem koronacji większości władców, m.in. Henryka VIII czy Elżbiety II), kilkanaście nowoczesnych wieżowców (charakterystyczny szklany 30 St Mary Axe) oraz rozległe tereny zielone (królewskie parki, np. Hyde Park). Niezapomniany widok! Starsza kobieta, siedząca obok mnie, nie podzielała mojej opinii.

- Lecimy tuż nad dachami domów! Co by się stało, gdybyśmy zahaczyli? – zapytała ze strachem.

Lotnisko Heathrow

Jej obawy na szczęście okazały się nieuzasadnione. Pół godziny później znajdowaliśmy się już bowiem w największym porcie lotniczym Europy, Londyn-Heathrow. Na każdej osobie, która widzi go po raz pierwszy, wywiera on ogromne wrażenie. Posiada 5 terminali, które obsługują podróżujących z całego świata. Na lotnisku znajduje się również mnóstwo sklepów.

- Sądzę, że nie ma takiej rzeczy, której nie można w nich nabyć – powiedziała elegancka kobieta, przechodząca obok mnie. - Jeśli kiedyś dowiedziałabym się, iż za 2 godziny odlatuję do Londynu, z pewnością nie marnowałabym czasu na pakowanie się. Na lotnisku zaopatrzy-łabym się we wszystko, co potrzebne: walizkę, ubrania, kosmetyki i żywność.

20 kilometrów

Oczywiście lotnisko nie może być położone w ścisłym centrum miasta. Toteż po szybkim rzucie oka na mapę stwierdziłam, iż do hotelu, w którym miałam się zatrzymać, jest ponad 20 km! Pasażerowie z Czech dokonywali szybkiej analizy oferty transportowej w Londynie.

- Taksówka? Za drogo! – szybko odrzucili tę niezwykle kuszącą możliwość. - Autobus? Za wolno! – także druga opcja nie została przez nich zaakceptowana. - Co robić? Nie spędzimy przecież 24 godzin na lotnisku!

Miałam dokładnie ten sam problem.



The Tube

Mój wzrok padł nagle na charakte-rystyczne logo londyńskiego metra, nazywanego potocznie the Tube. Jak mogłam nie pomyśleć o najstarszym systemie lokalnych linii kolejowych, przebiegających w podziemnych tunelach? Chcąc zakupić bilet, udałam się do automatu. Spotkało mnie tu rozczarowanie. Przyjmował bowiem tylko ściśle wyliczone monety. W portfelu miałam „niestety” tylko banknoty. W pobliżu znajdowała się jednak kasa, w której miły mężczyzna nie tylko sprzedał mi bilet, ale nawet doradził, który będzie najkorzystniejszy. Na stacji Heathrow Terminal 5 wsiadłam do pociągu metra linii Piccadilly Line, który w ciągu godziny dowiózł mnie w pobliże hotelu. Podczas podróży spoglądałam z podziwem na mapę, pokazującą sieć tuneli. Znajdują się one pod całym Londynem, dzięki czemu można nimi dotrzeć do każdego zakątka miasta. Brawa dla pomysłodawców, konstruktorów i budowniczych! Londyńczycy z pewnością są dumni ze swojego metra. Podróżują nim biznesmeni, turyści, młodzież oraz rodziny z dziećmi. Jednym słowem – wszyscy, codziennie ok. 3 miliony ludzi. Nic więc dziwnego, że kiedy pracownicy metra strajkują, całe miasto jest sparaliżowane. W pociągu rzuca się także w oczy wielonarodowość stolicy Wielkiej Brytanii. Obok mnie siedziała piękna, młoda, czarnoskóra dziewczyna, naprzeciwko para staruszków o azjatyckich rysach. Godzinna jazda była też idealną okazją do podglądania codziennego życia londyńczyków. Spostrzegłam, że na trzydzieści osób, przebywających w moim wagoniku, dziesięć czyta książki, a pięć słucha muzyki. Co robiło pozostałe piętnaście osób? Odpowiedzią na to pytanie jest jeden z londyńskich fenomenów, a mianowicie darmowa prasa. Każdy podróżujący ma okazję podczas jazdy zapoznać się z najnowszymi i najważniejszymi wydarzeniami ze świata oraz z Londynu. Niemal na każdej stacji można zobaczyć plakaty i billboardy, reklamujące filmy. Nieco przytłaczająca jest jednak pewnego rodzaju obojętność na drugiego człowieka. Nikt na nikogo nie zwraca uwagi – światem każdego z podróżujących jest jego książka, gazeta lub iPod. Mimo to byłam pozytywnie zaskoczona tym, że metro może być miejscem spotkania z kulturą. Z niezadowoleniem przerwałam obserwacje, gdy miły, kobiecy głos, napływający z głośników oznajmił wiadomość o dotarciu do stacji, będącej celem mojej podróży. Rozległo się również, typowe dla londyńskiego metra, hasło: „Please mind the gap between the train and the platform”, czyli w luźnym tłumaczeniu: „Uważaj na szczelinę pomiędzy pociągiem i peronem.”



Stacja Westminster-w przyszłości...

Wprawdzie głównym celem wizyty w Londynie było zobaczenie koncertu Taylor Swift, jednakże nie mogłam sobie pozwolić na zignorowanie zabytków i wielu innych znanych i wartych zobaczenia miejsc. Udałam się więc do serca stolicy Wielkiej Brytanii – dzielnicy City of Westminster. Na jej terenie znajdują się m.in.: Buckingam Palace (siedziba królowej), Downing Street 10 (rezydencja i biuro premiera) i Cabinet War Rooms (bunkier, w którym podczas II wojny światowej odbywały się posiedzenia rządu Winstona Churchilla). Ze względu na ograniczony czas postanowiłam zobaczyć słynny Big Ben i kilka innych miejsc, znanych mi do tej pory tylko z pocztówek. Zwiedzanie Londynu rozpoczęłam od stacji Westminster, która została otwarta już w 1868r., jednakże swój aktualny, dość futurystyczny wygląd zawdzięcza przebudowie z lat dziewięćdziesiątych. Przemierzając ją, miałam wrażenie, jakbym znalazła się w innym świecie lub innych czasach. Przywodzi bowiem na myśl grę komputerową, której akcja toczy się w przyszłości. Wrażenie to potęguje srebrny kolor i oświetlenie, a także widok spieszących się ludzi. Windą w górę, długim, jasnym korytarzem prosto, ruchomymi schodami w dół, a dookoła tłum ludzi. Wydawać by się mogło, że poruszanie się po stacji londyńskiego metra to nie lada wyzwanie. Nic bardziej mylnego! Panują tu bowiem proste zasady, których przestrzeganie sprawia, że podróż jest łatwa i przyjemna.



Co warto zobaczyć?

Moment wyjścia z podziemnej stacji metra na powierzchnię był niesamowity. Czułam wtedy, jakbym przenosiła się z przyszłości, nie w teraźniejszość, a w przeszłość. Nagle bowiem otoczyły mnie stare, zabytkowe budynki. Szczególne wrażenie wywarł na mnie Pałac Westminsterski. To wspaniały przykład architektury neogotyckiej. Opisanie jego wyglądu jest niesamowicie trudne. Istnieje wprawdzie wiele fachowych pojęć, jednakże odnajduję dwa, zastępujące wszystkie inne – perła architektury. Efektu dopełnia położenie pałacu nad Tamizą. W pobliżu znajduje się Westminster Bridge, który łączy dzielnicę Westminster i Lambeth. Podczas jego przekraczania, większość turystów robi sobie zdjęcia na tle Big Bena. Tamtego dnia oprócz nich na moście znajdowało się wielu kibiców drużyny piłkarskiej FC Barcelona. Wszyscy machali flagami i szalikami. Ich twarze pomalowane były na granatowo i czerwono.

- Kto wygra? FC Barcelona! – krzyczeli kibice. - Kibicujcie Barcy!

Osoby sympatyzujące z Chelsea Londyn przechodziły obok z uśmieszkami, mówią-cymi: „Krzyczcie, co chcecie. To my wygramy!” Mój wzrok zdecydowanie bardziej przykuwała jednak Tamiza. Gdy podziwiałam statki płynące po rzece, podszedł do mnie turysta z Niemiec. Podał mi nowoczesny, drogi aparat fotograficzny. Łamaną angielszczyzną poprosił o zrobienie zdjęcia. Oczywiście nie odmówiłam. W podziękowaniu chłopak zrewanżował się tym samym. Później rozmawialiśmy jeszcze chwilę o wspaniałej stolicy Wielkiej Brytanii. Jak się okazało, przebywał w niej od tygodnia. Zapytałam go, co warto zobaczyć, mając do dyspozycji zaledwie kilka godzin.

-Londyn jest tak niezwykłym miastem, że ciężko go zwiedzić choćby w miesiąc. Szczerze mówiąc, to chyba nawet jego mieszkańcy każdego dnia odkrywają w nim coś nowego. Z miejsc przedstawianych na pocztówkach, osobiście polecam Tower Bridge. Naprawdę fajna miejscówka!

Za radą nowego znajomego podążyłam w tamtym kierunku. W pobliżu Mostu Wieżowego spotkałam rodzinę z Polski.

- Mamusiu! Wygląda jak ten z bajki o królewnie! - krzyknęła dziewczynka.

Ania, wypowiadając te słowa, była bliska prawdy, gdyż, stojąc na jego tle, sama wyglądała jak mała księżniczka. Tymczasem podbiegła do nas grupka, w której byli zarówno młodzi, jak i starsi ludzie. Wszyscy ubrani w czerwone koszulki z białymi napisami „British Heart Foundation”.

- Może zechcą państwo wziąć udział w biegu dookoła Tower of London?- zapytał ktoś z nich. - Dzięki państwa udziale zbierzemy jeszcze więcej pieniędzy dla fundacji. To naprawdę wyjątkowa okazja zrobienia czegoś dla zdrowia swojego i innych, a także zobaczenia z nieco innej perspektywy Londyńskiej Tower!

Niestety, ze względu na ograniczenia czasowe, musiałam odmówić, jednakże rodzice Ani z chęcią przystali na propozycje.



Wesołe miasteczko

Centrum Londynu to nie tylko stare, zabytkowe budynki (np. Opactwo Westminsterskie) czy ogromne, futurystyczne wieżowce. Choć może się to wydać komiczne i nierealne, jest także... wesołym miasteczkiem. Z czym bowiem innym skojarzyć trzeci co do wielkości diabelski młyn na świecie? Zarówno jego widok, jak i widok z jego kabin zapiera dech w piersiach. Szczególnie atrakcyjnie wygląda w nocy, podświetlony różnokolorowymi światłami. Niezapomniany widok stanowi także odbijające się w Tamizie Londyńskie Oko.



Oczarowuje gwiazdy

Wieczorem udałam się do O2 Stepherd’s Bush Empire. Przed budynkiem ciągnęła się ogromna kolejka, zdająca się nie mieć końca. Odnalezienie go zajęło mi kilka minut. Dookoła, oprócz języka angielskiego, słychać było też niemiecki i francuski. Fani przyjechali z całej Europy. Wszyscy odczuwali radość i zniecierpliwienie oraz pewnego rodzaju napięcie.

- To ostatnia okazja, żeby zakupić bilet na koncert Taylor Swift! - krzyczeli głośno sprzedawcy. - Tylko u mnie najfajniejsze gadżety dla prawdziwych fanów!

Jeden z nich reklamował towar na... swojej głowie. Były to charakterystyczne królicze uszy w kolorze różowym, które w ciemnościach jasno świeciły. Kolejka sukcesywnie przesuwała się do przodu i już po chwili znajdowałam się w budynku. Miały tam miejsce standardowe procedury, takie jak sprawdzanie toreb osób wchodzących na salę koncertową. Pracownik obsługi poprosił mnie o otwarcie torebki, a następnie oświetlił jej wnętrze latarką. Zaciekawił go przedmiot zapakowany w niebieską folię. Powiedziałam, że to pluszowy miś – pamiątka z Londynu. Reakcją na te słowa był szeroki uśmiech. Na sali znajdowało się już mnóstwo osób. Obok mnie stała wysoka blondynka. Szybko znalazłyśmy wspólny język – o naszej idolce mogłybyśmy rozmawiać godzinami. Za nami było kilku dziennikarzy, którzy pytali, skąd jesteśmy, od jak dawna słuchamy muzyki Taylor Swift i poprosili nas o podawanie tytułów utworów śpiewanych przez artystkę. Dwie godziny później sala pustoszała

- Niesamowity koncert! - powtarzała jedna z fanek. - Absolutnie wspaniały występ!

Także piosenkarka była zachwycona. Chwaliła zarówno fanów, jak i samo miasto, którym była wyraźnie oczarowana.



Był i jest

Podczas zaledwie 24 godzin spędzonych w Londynie, przekonałam się, że jest magiczny. Łączy bowiem klimat miasta sprzed kilku wieków z nowoczesną architekturą. Stolica Wielkiej Brytanii jest wielokulturowa. Można w niej spotkać osoby pochodzące nie tylko z Europy, ale także Azji, Afryki czy Ameryki. Wszystkie one wnoszą odrobinę swojego kraju, dlatego też to właśnie w Londynie można spróbować potraw z kuchni włoskiej, tureckiej, azjatyckiej i karaibskiej. Znajdują się tu zarówno najmodniejsze kluby, jak i eleganckie, drogie restauracje, urządzone w dawnym stylu. Kultura rozwija się nie tylko w kinach, teatrach czy operach, lecz również w popularnym metrze. Koncerty dają tu największe światowe gwiazdy. Wszyscy ludzie, z którymi rozmawiałam, wskazują na przeciwieństwa, jako na to, co sprawia, że miasto jest niezwykłe. Sądzę, że mają rację. Łączą się tu bowiem nowoczesność i tradycja, społeczeństwo i jednostka, historia i teraźniejszość, cisza i hałas, słońce i deszcz. Londyn oferuje możliwość uprawiania sportu, uczestniczenia w koncertach i różnych eventach. Sekret ten został jednak odkryty już w XVIII w. przez Samuela Johnsona: „Jeśli człowieka nuży Londyn to znaczy, iż nuży go samo życie, bo w Londynie jest wszystko to, co ma ono człowiekowi do zaofiarowania.” Magiczny - taki był Londyn kilkaset lat temu, taki jest również teraz.





©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna