Wierzę w chrystusa, który umarł za mnie (6) Czy Chrystus chciał śmierci? 2



Pobieranie 15.67 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar15.67 Kb.

ROK WIARY - PIGUŁKA DOGMATYCZNA, marzec 2013

__________________________________________________________________________________




WIERZĘ W CHRYSTUSA, KTÓRY UMARŁ ZA MNIE (6)

1. Czy Chrystus chciał śmierci?
2. Dlaczego musiał umrzeć?
3. Czy mógł zbawić w inny sposób?
4. Czy cierpienie ma sens?
5. Jaki wpływ na śmierć Chrystusa ma mój grzech?

1. Kiedy spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, od razu przychodzi nam do głowy wydarzenie z Ogrodu Oliwnego i prośba Jezusa kierowana do Ojca: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich” (Mt 26, 39). Jego smutek i odczucie trwogi nabrało konkretnego wymiaru w krwawym pocie, który jest fizjologicznym zjawiskiem występującym u osoby, u której, w wyniku potężnego strachu podnosi się ciśnienie tętnicze i pękają naczynia włosowate, w wyniku czego wraz z potem wydalana jest krew. Chrystus nie popełnił samobójstwa, nie zgodził się na eutanazję, ale świadomie i dobrowolnie przyjął wolę Ojca, aby spełniło się słowo wypowiedziane przez Proroków: „..Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (Mt 26, 39); „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mego głosu” (J 18, 37).

(Więcej na ten temat: YouCat 98; KKK 599-609, 613-615)



2. W świetle wydarzenia paschalnego, na śmierć krzyżową Jezusa uczniowie nie patrzyli już jak na tragiczny zbieg okoliczności, który doprowadził do katastrofy. Zgodnie z Bożym planem zbawienia, „Chrystus umarł za nasze grzechy” (1 Kor 15, 3), dlatego sens śmierci Jezusa możemy zrozumieć tylko w Jego nierozłącznej jedności z Ojcem; stąd miłość Ojca do człowieka wyraziła się poprzez Objawienie się Boga w osobie Jezusa Chrystusa: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez niego zbawiony” (J 3, 16-17).

Pierwszy człowiek - Adam - zwiedziony podstępem szatana, chciał zbudować sobie świat bez Boga - stąd jego nieposłuszeństwo, które objawiło się w pierwszym grzechu. Stał się dla siebie panem, bogiem, wyrocznią prawdy. Szybko jednak odkrył gorzki smak swojej decyzji.

Nowy Adam - Jezus Chrystus - swe człowieczeństwo, swoje życie do końca pragnie przeżyć w zgodzie z wolą Ojca. Oddaje to życie nie zatrzymując dla siebie niczego. Oddaje je w całości aż po śmierć, której przecież, tak samo jak każdy z nas, także się lękał. Najważniejszym dla Niego było pełnienie do końca woli Ojca. Całkowicie posłuszny oddał życie Ojcu, by od Ojca znów je na nowo otrzymać. Oddał życie, by do takiego życia, które nie boi się złożyć do końca swych losów w ręce Boga - życia dziecka Bożego na wzór Syna Człowieczego - zaprosić i uzdolnić wszystkich, którzy nie lękają się pójść za Nim. Do końca pełni wolę Ojca, nie wzbraniając przed śmiercią.

(Więcej na ten temat: YouCat 96; KKK 574-576, 616-617)



3. Bóg jest wszechmogący, dlatego prosta odpowiedź brzmi - MÓGŁ. Zastanówmy się jednak nad skutkami, np. zbawienia na odległość. Bóg w jakiś sposób objawia się na świecie osobiście i ogłasza ludziom, że cały świat jest zbawiony! - wyobraźcie sobie jaki byłby tego efekt? Chrystus stając się człowiekiem doświadczył tego wszystkiego, czego doświadcza każdy z nas (emocje, uczucia, cierpienie duchowe i fizyczne) ze śmiercią włącznie. Przyjmując krzyż pokazał światu wielką miłość Boga, który pragnie do końca dzielić los człowieka, nawet tego odrzuconego i skazanego przez społeczeństwo. Na drodze człowieczeństwa stał się jednym z nas, dlatego nikt nie może powiedzieć: Bóg nie wie, jak to jest na ziemi, jak to jest być człowiekiem. On tam jest na górze i niewiele wie i rozumie. Na drzewie krzyża Zbawiciel do końca wypowiedział Ojcu „bądź wola twoja”. Jak na drzewie rajskim śmierć wzięła swój początek, tak na drzewie krzyża, zrodziło się nowe życie.

(Więcej na ten temat: YouCat 101; KKK 613-617, 622-623)



4. Powiedzmy sobie szczerze: z czysto ludzkiego punktu widzenia cierpienie fizyczne czy duchowe nie ma najmniejszego sensu. Przecież każdy człowiek chce być piękny, zdrowy i najlepiej długowieczny i nikt z radością nie czeka, ani nie przyjmuje choroby czy innej niedogodności, która przeszkadza mu w cieszeniu się życiem. Natura ludzka przyjmuje cierpienia jako „kataklizm duchowo-somatyczny”.

Cierpienie samo w sobie jest złem, dlatego jego zwalczanie jest naturalnym obowiązkiem każdego człowieka. W odważnej walce z tym złem, człowiek powinien łączyć swe wysiłki z Bogiem - źródłem łask i dobroci. Dlatego należy pamiętać, że o pomoc w chorobie należy prosić samego Boga, a leczyć się u lekarzy, którzy są powołani przez Stwórcę po to, aby troszczyć się o nasze zdrowie. Choroba jest dla człowieka procesem trudnym i wymagającym nadzwyczajnego wysiłku. Aby nie ponieść życiowej klęski, nie pozostaje nic innego, jak przyjęcie pozytywnej postawy wobec cierpienia i rozpoczęcie walki z jego złymi skutkami.

Przyjęcie cierpienia jest wyrazem zrozumienia i akceptacji siebie i swojego aktualnego stanu zdrowia. Niedoścignionym wzorem chrześcijańskiej postawy wobec cierpienia jest Jezus Chrystus. On nie tylko rozumiał chorych, ale przyjął na siebie krzyż, akceptując cierpienia cudze i własne. W Ogrodzie Oliwnym modlił się: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Łk 22, 42).

Chrystus w chwili cierpienia nie zwracał się do ślepego losu, ale do Ojca. W ten sposób ukazał ideał, do którego chrześcijanin winien dążyć. W cierpieniu nie chodzi o samo cierpienie, lecz o miłość wprowadzającą w komunię ze Zbawicielem i planem zbawczym Boga. Jakże ciągle są aktualne słowa Apostoła Pawła: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (Gal 6, 14).

Nie ma więc chrześcijaństwa bez krzyża, bez cierpienia i bólu, bez udręk i wyrzeczeń. Cierpienie połączone z krzyżem Jezusa staje się uświęcające i zbawcze. Przyjęcie i akceptacja krzyża stanowi wstęp do zrozumienia istoty cierpienia, a tym samym i zbawienia. Chrystus bowiem poprzez swoją mękę i krzyż nadał cierpieniu nowy sens, nie znany wcześniej w historii ludzkości. Krzyż Chrystusowy został nam objawiony jako znak zbawienia i miłości Boga do człowieka. Chory poprzez swoje cierpienie, łączy się z męką Chrystusa i z Jego dziełem odkupienia świata.

(Więcej na ten temat: YouCat 102, 162; KKK 1500-1505, 1036-1037)



5.To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech. To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech. To nie gwoździe Cię trzymały, lecz mój grzech. Choć tak dawno to się stało, widziałeś mnie” - znamy tę piosenkę z czuwań wielkopostnych czy nabożeństw Drogi Krzyżowej. By to zrozumieć należy odpowiedzieć najpierw na pytanie czym jest grzech?

Grzech to coś więcej niż tylko wykroczenie przeciw regułom. Grzech dobrowolnie i świadomie sprzeciwia się miłości Boga i lekceważy Go. Grzech jest skierowaniem do siebie wszelkiej działalności i powiedzeniem sobie, że chcę być jak Bóg. Grzech rani i niszczy człowieka w swoich skutkach oraz zatruwa i godzi w relacje z otoczeniem. Śmierć Jezusa gładzi wszelki grzech człowieka i predysponuje go do otrzymania dziedzictwa zamierzonego przez Boga Prawdziwego, tzn. w śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa. Pan Jezus złożył siebie w doskonałej ofierze przebłagalnej za wszystkie obrzydliwości jakiekolwiek i kiedykolwiek uczynione zostały przez człowieka. Tą jedyną ofiarą udoskonalił tych, którzy są uświęcani przez sakramenty i sakramentalia, bo właśnie one biorą swą skuteczność z jedynej ofiary krzyżowej Chrystusa. Dlatego też mówi Pan: „…grzechów ich oraz ich nieprawości więcej już nie wspomnę” (Hbr 10, 17).

Nasza grzeszność, skażona natura Dziecka Bożego tylko w Chrystusie, tym Paschalnym Baranku, może uświęcać się w sposób doskonały. Poza Nim zawsze jesteśmy jedynie grzesznikami, marnotrawnymi synami, błądzącymi po bezdrożach naszego ziemskiego życia. Śmierć Jezusa miała sens, bo On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia (Rz 4, 25). Św. Paweł dodaje jeszcze, że wszyscy, którzy zostali ochrzczeni w Imię Jezusa Chrystusa, zostali zanurzeni nie tylko w Jego śmierć, ale i Zmartwychwstanie (zob. Rz 6, 3-5). Dlatego też jako chrześcijanie „wierzymy, że z Nim (Jezusem) również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga” (Rz 6, 8b-10).

Wszystkiego czego dokonał Chrystus, dokonał z myślą o nas i dla nas. Z miłości stał się człowiekiem, z miłości poniósł haniebną śmierć na krzyżu, z miłości powstał z martwych. Toteż „nauka krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia!” (1 Kor 1, 18).



(Więcej na ten temat: YouCat 315-320; KKK 385-412, 2284-2287)

__________________________________________________________________________________
Krajowe Duszpasterstwo Młodzieży - www.kdm.org.pl



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna