Święto świętej rodziny: jezusa, maryi i józefa



Pobieranie 61.14 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar61.14 Kb.


Nr 38 (137)

Rzeszów, 27 GRUDNIA 2015



Święto świętej rodziny:
jezusa, maryi i józefa








EWANGELIA (Łk 2,41-52)
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo,
a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości,
w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
Na wzór Świętej Rodziny
W dzisiejszą uroczystość Świętej Rodziny przede wszystkim trzeba popatrzeć na postawę rodziców Pana Jezusa, kiedy był dzieckiem. Jak można streścić postawę Józefa, która uwidacznia się w dzisiejszej ewangelii? On chronił swoje dziecko i żonę. Jego misją jako ojca, mężczyzny, było dawać schronienie dziecku i matce. Wobec różnych zagrożeń miał chronić dziecko. Jego dobro, jego życie. I tu widzimy, jaka jest istota, posługa mężczyzny, męża, ojca w rodzinie – chronić życie. Ale Józef sam był bardzo zdezorientowany, zagubiony w tym świecie. On chciał chronić, ale nie wiedział, jak. Nie potrafił się odnaleźć w tym całym zgiełku, polityce, zagrożeniach. Zostać, nie zostać, uciekać, gdzie uciekać, kiedy wrócić, przecież to widać bardzo wyraźnie. Ale on był nastawiony na Pana Boga, był wsłuchany w Boga, nie liczył tylko na siebie, bo to by była brawura. On był pobożny. Anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi i powiedział: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę
i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”. On był otwarty na to, co mówi Pan Bóg. A więc aby być stróżem życia, żeby chronić swoją rodzinę niestety nie wystarczy tylko twoja dobra wola i dobre nastawienie
i dobre chęci. Bo my wszyscy jesteśmy w tym świecie zagubieni. To jest za mało, że chcemy, musimy jeszcze wiedzieć, jak to zrobić. I to jest częsty problem nieudanych małżeństw. Wszyscy mają dobrą wolę, wszyscy chcą jak najlepiej, ale nie wiedzą, jak to zrobić, bo nie słuchają Pana Boga, bo się opierają tylko na swoich dobrych chęciach
i na swoich wyobrażeniach i widzimisię i myślą, że to wystarczy. A to nie wystarczy. To wystarczy tylko na jakiś czas, tylko w jakimś aspekcie. Ale gdy chodzi o naprawdę poważne potraktowanie ochrony życia i spełnienie swojej roli, to nie wystarczy. I tu się nie ma co łudzić, to jest szaleństwo.  Trzeba być wsłuchanym w Pana Boga, ale jak to wygląda w naszej rzeczywistości? To jest dychotomia, walka przeciwieństw. Jest Pan Bóg, który wie, który zna pewne zagrożenia i zna drogi wyjścia „idź tam, wróć, Ja ci powiem, posłuchaj mnie”. No i jest Herod, który stwarza zagrożenie. Jest on oczywiście synonimem różnych współczesnych zagrożeń. Kogo my dzisiaj słuchamy? My dajemy swoje dzieci na pożarcie Herodowi. Proszę się przyjrzeć.
A dlaczego? Bo nie ma ojca.
A dlaczego nie ma ojca? Bo nie słucha Pana, nie jest pobożny, nie jest wierzący. I nie ma trzeciej drogi, jest albo jedna, albo druga. Bo nawet
w najlepszym przypadku, ale nie zawsze się to może zdarzyć, to dziecko kiedy będzie dorastało i samo się będzie chciało ratować, bo też są takie przypadki, to wyjście jest tylko wtedy, kiedy wejdzie na drogę Pana. I nie ma innej, trzeciej drogi.

Z rozmowy podczas kolędy: „Proszę księdza, mamy problem, bo córka wyszła za mąż, ale mąż, ojciec naszego wnuczka, nie chce go ochrzcić. Powiedział, że dopiero jak dziecko będzie dorosłe, to sobie wybierze, czy chce być ochrzczone”. Pytanie tylko, skąd on wie, że to dziecko będzie dorosłe. Gdzie on ma takie gwarancje, że to dziecko będzie dorosłe, że się mu nic nie stanie? To jest tak, jakby ktoś chciał ubezpieczyć samochód, ale jak dojedzie. Przecież samochód się ubezpiecza, zanim się wyjedzie, a nie jak się dojedzie, prawda? To są przecież dziesięciorzędne sprawy w życiu człowieka, bo nawet z rozbitym samochodem można żyć i z ukradzionym też. No chyba, że będzie poważny wypadek i się wszystko skończy, ale tu chodzi o to, żeby to wszystko się nie skończyło. Żeby życie było chronione, to musi je chronić Pan Bóg, a Pan Bóg jest dawcą życia i najlepszą jego ochroną. I trzeba od niego zaczynać. „Ale ten nasz zięć jest bardzo dobrym człowiekiem, proszę księdza, bardzo dobrym!” Według pani? Ja nie będę polemizował. Ja znam przypadek człowieka, który jest niewierzący, również ożenił się z bardzo wierzącą kobietą i ona mówi „wiesz, to jest dla mnie bardzo ważne, żeby nasze dzieci były ochrzczone”. I on mówi: dobrze kochanie, jak tak chcesz, to tak będzie, bo cię bardzo kocham. Nie moja wola się liczy, tylko twoja. Jak dla ciebie to jest tak ważne, to ochrzcimy nasze dzieci. To który z tych panów jest dobry? Co więcej, ona mówi: „kochanie, najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa to są roraty, te przeżycia, sama chodziłam, ty też chodziłeś, zanim straciłeś wiarę, to weź to dziecko, idź z nim na roraty”.


I on mówi: dobrze kochanie, będę chodził z tym dzieckiem na roraty, choć jestem niewierzący. Dla tego dziecka, bo je kocham. A ono sobie wybierze, tak jak ja wybrałem. Ale dzieciństwa już nie powtórzy, bo się nie da. Więc który proszę pani jest dobry? I co to znaczy dobro? Ilu ludzi samemu definiuje sobie jakieś pojęcie dobra i to już jest wszystko, ale nie zapyta się Pana Boga, co to znaczy być dobrym. No to potem się nie ma co dziwić.

Wiecie, skąd się biorą wielkie rozczarowania? Z wielkich złudzeń. To są potem wielkie rozczarowania –


a myśmy się spodziewali, nam się wydawało, że anioł w domu jest. To jest kolejny problem. Życie złudzeniami co do siebie, co do pewnego systemu wartości. No i dlatego święty Paweł mówił, napominał, uczył, żeby się jakoś usposobić do życia w rodzinie, to: „obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem”. Przyobleczcie się. Żeby się przyoblec, to trzeba najpierw widzieć swoją nagość, albo ewentualnie zobaczyć, że te szaty, które mam to nie jest wcale cichość, pokora, cierpliwość, miłosierdzie, tylko coś innego. Egoizm, myślenie o sobie, zadufanie, pycha, nieprzejednanie, nic nie podaruję. Żeby się ubrać, to trzeba się rozebrać, pokonać
w sobie te cechy i ubrać te nowe. Na to jest okres narzeczeństwa. Żeby się przypatrzeć, w co ja jestem ubrany i jaki ja wejdę do nowego związku. A kto dziś
o tym myśli? Kiedy ja zadaję pytanie młodym ludziom „co to jest narzeczeństwo, jaka jest różnica między narzeczeństwem, a małżeństwem?” to nie potrafią mi odpowiedzieć. Bo w praktyce ich życia nie ma żadnej. Jedyna różnica jest taka, że nie bierze się jeszcze tej odpowiedzialności. Ale jeśli się tylko tak do tego podchodzi, to nie bierze się jej potem nigdy. Bo to jest za mało, bo odpowiedzialność bierze tylko odpowiedzialny człowiek, a nieodpowiedzialny nie weźmie jej nigdy, choćby nawet musiał ją wziąć. I potem się małżeństwo rozsypuje.

Bardzo częsty problem rozpadów małżeńskich i w ogóle relacji to jest brak przebaczenia, brak umiejętności pojednania. My się potrafimy, sam po sobie wiem, o pierdoły pozabijać. No ale jak ma ktoś umieć przebaczać, jak się tego nie nauczył. Przecież św. Paweł wyraźnie mówi: „jeśli miałby ktoś zarzut przeciw drugiemu, jak Pan wybaczył wam, tak i wy”. A więc pod warunkiem, że doświadczasz przebaczenia, będziesz umiał przebaczać. Jak będziesz umiał korzystać z daru miłosierdzia Boga, to będziesz wiedział, co to znaczy dawać miłosierdzie innym. Ale tu jest znowu problem relacji z Bogiem. „Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu” – tu już by feministki rwały włosy z głowy. Ale to jest przecież dobro, bo jakim mężom? „Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi!” A jeszcze w innym liście św. Paweł mówi: „mężczyzna, mąż ma oddać życie za żonę” bo przyrównuje małżeństwo do relacji Pana Jezusa


i Kościoła. A Pan Jezus co zrobił za Kościół? Oddał życie. Jaki ma być mąż dla żony? Oddać życie. Jakiemu mężowi ma być żona poddana? Takiemu, który za nią jest w stanie oddać życie. To jest model chrześcijańskiej miłości małżeńskiej. Która żona by tego nie chciała. Każdy chce mieć taką miłość, taki wzorzec, taką ostoję w domu. Bez tego nie ma normalnego człowieka, człowiek jest skrzywdzony, złamany, zraniony, wiecznie poszukujący, rzadko znajdujący. Nie można szczęścia uzależniać od przypadku, nie można miłości małżeńskiej uzależniać od stwierdzenia „jakoś to będzie”. Jakoś to nie będzie. Szczęście jest podobne do pracy rolnika, który tyle nazbiera, ile mu Pan Bóg pobłogosławi i ile sam się napracuje. Naorze, nasieje, naplewi, nazbiera i wymłóci.
A Pan Bóg da wzrost, pogodę i to będzie jego błogosławieństwo. Te sprawy leżą mi głęboko na sercu, tym bardziej, im chodząc od domu do domu widzę, jak ludzie tego pragną. Pragną ponad wszystko, ponad srebro, złoto, pragną domu, miłości. Pragną być kochani. Żony i mężowie, dzieci, to jest najważniejsze w każdym domu. (x.)
INTENCJE MSZY ŚW.
Dyżur liturgiczny w tym tygodniu pełni: ks. Grzegorz
Poniedziałek 28 grudnia 2015

Święto św. Młodzianków

Męczenników

07:00-+ Józef Rzeźnik – od P. Moskwów

17:00- o Boże bł. w rodzinie i dla dziecka
Wtorek 29 grudnia 2015

Piąty dzień w oktawie Narodzenia Pańskiego

07:00-+ Józef Rzeźnik – od P. Nowaków i P. Żuczków

17:00-+ Damian Grygiel – od matki chrzestnej
Środa 30 grudnia 2015

Szósty dzień w oktawie Narodzenia Pańskiego

07:00-+ Józef Rzeźnik – od bratanicy


z rodziną

17:00-+ Janina Kwaśny w 3 r. śm.


Czwartek 31 grudnia 2015

Siódmy dzień w oktawie Narodzenia Pańskiego

16:00-+ Józef Rzeźnik – od Emilii Pruc


z rodziną

16:00- dziękczynna w 15 rocz. ślubu Barbary i Krzysztofa


Piątek
1 stycznia 2016


Uroczystość Świętej Bożej

Rodzicielki Maryi;

Pierwszy Piątek Miesiąca

00:00- za Parafian

07:30-+ Maria i Piotr Knutel – od rodziny

09:30-+ Grażyna Jęczalik – od Tadeusza Jęczalik z rodziną

11:30- w int. Sióstr z Róży Świętej Bożej Rodzicielki

17:00- o Boże bł. i opiekę Św. Michała Archanioła dla rodziny


Sobota

2 stycznia 2016

Wsp. św. Bazylego i św. Grzegorza z Nazjanzu;

Pierwsza Sobota Miesiąca

17:00-+ Mariusz Leś – od kolegów


z pracy

17:00-+ Józef Rzeźnik – od Ali i Jurka Wolanów




Niedziela 3 stycznia 2016

II Niedziela po Narodzeniu Pańskim

07:30- dziękczynna w 25 rocz. urodzin Moniki, z prośbą o bł. dla rodziny

09:30-+ Grażyna Jęczalik – od Andrzeja z rodziną

11:30- o bł. Boże dla P. Dubas – wdzięczność za zagospodarowanie otoczenia kościoła ozdobnymi krzewami


i drzewami

17:00- o bł. Boże, potrzebne łaski


i opiekę Matki Bożej dla Marii i jej rodziny
Ogłoszenia duszpasterskie
1. Dziś: ostatnia niedziela roku. Składka inwestycyjna. Przeżywamy oktawę Bożego Narodzenia. Zachęcamy do adoracji Dzieciątka Jezus przy żłóbku. Naszymi modlitwami obejmujemy
w sposób szczególny Rodziny, aby swoje życie kształtowały na wzór Świętej Rodziny, aby stawały się szkołami wychowania w wierze dla Kościoła
i Ojczyzny. Podczas Mszy św. odnowienie przyrzeczeń małżeńskich. Wieczorem o g. 17:00 Msza św. z błogosławieństwem wina św. Jana Ewangelisty. W Katedrze o 17:00 Msza św. pod przewodnictwem ks. bpa Ordynariusza Jana Wątroby z okazji imienin. Ponieważ nasz kościół jest Kościołem Stacyjnym w Roku Miłosierdzia, dlatego zachęcamy do nawiedzania w Godzinie Miłosierdzia i odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego. W niedzielę po wcześniejszym ogłoszeniu będziemy też gromadzić się na uroczyste odśpiewanie Koronki w łączności z Sanktuarium MB w Łagiewnikach. Zachęcamy wszystkich parafian do udziału w tym nabożeństwie.

2. W nadchodzącym tygodniu: Msze św. w poniedziałek, wtorek i środę
o 7:00 i 17:00. Jutro święto świętych Młodzianków Męczenników. Wzorem lat ubiegłych odbędzie się Rzeszowski Marsz za Życiem. Rozpoczęcie
o g. 17:15 na Starym Cmentarzu.
W czwartek (31.12) zakończenie Roku Pańskiego 2015. Msza święta i nabożeństwo dziękczynno – błagalne będzie o godz. 16:00. Zapraszamy wszystkich parafian do udziału, aby wyśpiewać uroczyste „Te Deum” za otrzymane łaski oraz przeprosić Pana Boga za to co, było naszą słabością i grzechem. Za udział w nabożeństwie można zyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami. Od 22:30 adoracja Najśw. Sakramentu z modlitwą o uzdrowienie. Nowy rok rozpoczniemy Mszą św. o północy.

3. W piątek (1.01) Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki. Dzień modlitw
o pokój na świecie. Msze święte w porządku niedzielnym. Modlitwie różańcowej przed sumą przewodniczyć będą siostry z Róży św. Bożej Rodzicielki. Po Mszy świętej o godz. 11.30 wystawienie Najświętszego Sakramentu
z modlitwą o pokój. Zapraszamy do udziału, aby Panu Bogu powierzyć siebie, swoje Rodziny, Kościół Święty, naszą Ojczyznę i cały świat. Za odśpiewanie hymnu „O Stworzycielu Duchu przyjdź” możemy zyskać odpust zupełny. przypominamy, że jest to zarazem pierwszy piątek miesiąca. Chorych wyjątkowo odwiedzimy w sobotę
(2 stycznia) od g. 8:00. W pierwszą sobotę miesiąca Msza św. o g. 17:00, zmiana tajemnic różańcowych.

4. W przyszłą niedzielę: I miesiąca po Mszach św. adoracja. Składka na Seminarium Duchowne.

5. Troska o kościół: Bóg zapłać za dyżur w kościele, przystrojenie choinek i ofiarę rodzinom, które podjęły odpowiedzialność za wystrój kościoła oraz całemu Rejonowi I. W nadchodzącym tygodniu rozpocznie Rejon 2 od Państwa Karnasiów – rodziny z kolejnych 10-ciu num. ul. Świętojańskiej.

6. Już od dziś można w zakrystii nabyć kredę i kadzidło na Uroczystość Trzech Króli. Datki z tej okazji przeznaczone będą na Fundusz Ministrancki.

7. Wizyta duszpasterska: błogosławieństwo domów i mieszkań, wspólna modlitwa z kapłanem. Przygotujmy stół nakryty białym obrusem, na nim krzyż, zapalone świece, woda święcona i kropidło, Pismo Święte. Ofiary z racji kolędy składamy w kopercie na tacę.
W nadchodzącym tygodniu kolędę rozpoczniemy od Rejonu 5 (Zastruże).

Poniedziałek: ks. wikariusz (g. 9:00 – 21:00), Zastruże – ul. Czesława Miłosza i przyległe, prawa strona w kier. ul. Makuszyńskiego;

Wtorek: Ks. Proboszcz (godz. 9:00 – 16:00), Zastruże – ul. Miłosza, lewa strona w kier. ul. Makuszyńskiego (osiedle);

Ks. wikariusz: (godz. 15:00 – 21:00) ul. Gościnna od P. Grygiel w kierunku mostu.



Środa: Ks. Proboszcz (g. 9:00 – 16:00) dokończenie ul. Makuszyńskiego (osiedle)

Ks. wikariusz: (9.00-21:00) od P. Kochman (centrum) ul. Wojtyły w kierunku kościoła lewa strona.



Sobota: Ks. Proboszcz (9.00 – 16:00) ul. Gościnna 37,1-8 (szeregówki), ul. Słowiańska i Wojtyły prawa strona
w kier. kościoła.

Ks. wikariusz: (9.00-16:00) kontynuacja, ul. Wojtyły lewa strona



przepis na dobre
narzeczeństwo

O zaślepiającym seksie przed ślubem, normalnym facecie, który nie wystarcza i noszeniu bluzki z dekoltem z Gabrysią, narzeczoną Pawła - rozmawia ks. Piotr.


Ks. Piotr: Twój narzeczony, Paweł, jest podobno „wymodlony”. To prawda?

Gabrysia: Tak, to prawda.

Co to znaczy?

To znaczy, że modliłam się kiedyś o dobrego męża. Później się w pewnym sensie poddałam. Modlitwę przejęło za mnie kilku dobrych przyjaciół, w tym kilku zaprzyjaźnionych księży. Ale ja się wewnętrznie pogodziłam. Powiedziałam: Panie Boże, rób co chcesz. Jeżeli mam być czyjąś żoną i matką, to jest Twoja decyzja. Jeśli nie, to poświęcę się życiu tzw. singla, ale będę robiła to co mogę dla Kościoła. Powiedziałam: Panie Boże, rób co chcesz, bo to jest Twoja decyzja.



Kiedy odkryłaś, że to On?

Kiedy się bliżej poznaliśmy, zaczęliśmy rozmawiać, czułam, że mamy wspólne patrzenie na życie i łączą nas wspólne wartości. I że to jest człowiek, z którym chciałabym spędzić resztę życia


i z którym mogę zbudować szczęśliwą katolicką rodzinę.

Był w tym jakiś jeden moment, czy raczej był to proces, który narastał w czasie?

To narastało w czasie. Natomiast od naszego pierwszego spotkania - widywaliśmy się bardzo często, było to na pielgrzymce - zawsze pamiętałam jego spojrzenie, jego oczy. I zawsze mnie w jego kierunku ciągnęło, ale nie było jeszcze rozmowy. Zwłaszcza, że ja byłam taka, że nigdy pierwsza do mężczyzn się nie odzywałam. Czekałam, aż mężczyzna zrobi pierwszy krok. Kiedy zobaczyłam, że on się zdecydował… pierwsze nasze spotkania, rozmowy, to czułam, ze łączy nas bardzo dużo. Po powrocie z pielgrzymki zaczęliśmy dużo pisać do siebie, wymieniać emaile. Czytając jego emaile, miałam wrażenie, ze czytam siebie. Było to niesamowite przeżycie. 



Kiedy się zaręczyliście?

W styczniu, 22.



Kiedy ślub?

We wrześniu.



Boisz się?

Nie.


Co możesz powiedzieć parom, które boją się podjąć decyzji o małżeństwie?

Wydaje mi się, że nie trafiły na właściwą osobę. Trzeba spotkać właściwą osobę i zawierzyć to Bogu. Jeżeli się robi wszystko w świetle Bożych Przykazań, to nie ma się czego obawiać.



Mieszkacie razem?

Absolutnie nie.



Dlaczego nie?

Bo nie! Uważam, że nie jest to droga do poznania drugiej osoby. Nie wchodziło to nigdy w rachubę. Miałam oczywiście propozycję od kolegów, z którymi się spotykałam wcześniej, ale było to dla mnie zawsze oburzające, bo to nie jest droga do poznania drugiej osoby.



Po co są zaręczyny?

Jest to taki moment w którym dwoje ludzi deklaruje, że chcą być razem, a zarazem jest to moment w którym zaczynamy pracować, nad związkiem, nad wzajemną miłością. Nad miłością trzeba zawsze pracować. Trzeba się umiejętnie przygotować do bycia matką, ojcem, żoną, mężem. Jest to też konkretny moment zadeklarowania, że stajemy przed Bogiem i chcemy wspólnie dojrzewać do sakramentu małżeństwa. Bardzo podoba mi się tradycja w Indiach, gdzie zaręczyny odbywają się w kościele, przed kapłanem. Mają wymiar - można powiedzieć – „mini-ślubu”. Dla mnie jest w tym piękne to, że kapłan błogosławi narzeczonym, oni w obecności kapłana nakładają sobie pierścionki, uroczyście, przed Bogiem, rozpoczynają nową drogę, pewien stopień  przynależności do siebie.



Widziałaś ten obrzęd?

Nie uczestniczyłam w nim  bezpośrednio, ale widziałam na zdjęciach, u przyjaciół w Indiach.



Byłaś w Indiach?

Byłam.


Seks przed ślubem pomaga w przygotowaniu do małżeństwa, czy przeszkadza?

Przeszkadza.



Dlaczego?

Jeśli kobieta zaczyna współżyć z mężczyzną, otwiera się na niego i zaczyna zupełnie inaczej patrzeć. Taki seks przysłania racjonalne spojrzenie na drugą osobę. Nie widzi się jej cech charakteru, nie widzi się jej jako osoby. Dochodzi do zbudowania więzi, które nie powinny zostać zbudowane, w momencie gdy się nie jest jeszcze małżeństwem. Jest to stawianie wszystkiego do góry nogami, zaczynanie od końca. Seks zaczyna przysłaniać wszystko i nie ma czasu na rozmowy, na okazywanie sobie życzliwości w banalny sposób, jak pomoc przy remoncie kuchni, przy skręceniu szafek… Zaczyna się od sypialni, a ona powinna być na końcu.



Jak wytrwać w czystości przedmałżeńskiej?

Do tego potrzeba życia sakramentalnego i modlitwy. Koniczna jest też wzajemna dojrzałość, mężczyzny i kobiety. Wielu mężczyzn ma niezdrowo rozbudzoną sferę seksualną. Są jednak też tacy, którzy nad tym pracują i chcą dochować czystości. Od strony kobiety ważne jest by swoim ubiorem nie prowokowała. Pamiętam, że kiedyś założyłam do pracy bluzkę z dekoltem (nie noszę jakichś „mega” dekoltów!). Tego dnia, tak ubrana, spotkałam się ze swoim narzeczonym i poczułam się skrępowana tym małym dekoltem, który wcześniej mi nie przeszkadzał, więc przestałam nosić tą bluzkę. Ważne jest, bym jako kobieta nie ubierała się prowokująco i nie zachowywała się tak, by rozbudzić sferę seksualną mężczyzny. Jeśli się do kogoś wysyła sygnały, to trzeba pamiętać, że nikt nie jest z kamienia. Oczywiście, oglądanie „świńskich” filmów nie sprzyja hamowaniu wyobrażani i kontrolowaniu siebie. Czym człowiek nasiąka, to potem w świadomości wychodzi na jaw. Jeśli człowiek chce pewne sprawy w swoim życiu właściwie przeżywać, to powinien otaczać się takimi obrazami, czytać takie lektury, oglądać takie filmy, które w tym pomagają, a nie „rozkręcają” sferę seksualną.



Nie mieszkanie wspólne przed ślubem, nie podejmowanie współżycia seksualnego przed ślubem… to takie „niedzisiejsze”…

Kiedy powiedziałam mojej znajomej z pracy, że się zakochałam, że poznałam fantastycznego faceta, to pierwszym jej pytaniem było: czy mieszkacie razem? Odpowiedziałam: Nie, to nie wchodzi w rachubę. Była tak bardzo zdziwiona, że aż mnie to zabolało. Stwierdziła, że w  dzisiejszych czasach chłopak i dziewczyna muszą mieszkać razem, jeśli się kochają. Dla mnie to jest akurat zaprzeczeniem miłości. Bardzo mnie też zabolało, kiedy dowiedziałam się, że moja przyjaciółka ze studiów, która zawsze podawała się za katoliczkę, zamieszkała z chłopakiem. Przypuszczam, że liczy na to, iż przyśpieszy to decyzję o ślubie. Moim zdaniem wspólne zamieszkanie przed ślubem opóźnia decyzję o samym ślubie. Kobiety myślą, że ją przyśpieszy, a jest właśnie odwrotnie. Zamieszkanie pary odwleka decyzję o zaręczynach i ślubie. Bo mężczyzna kiedy zdobędzie wszystko, to po co ma się jeszcze wysilać i brać zobowiązujący ślub? 



Paweł jest katolikiem, jest człowiekiem wierzącym. Czy to dla Ciebie ważne?

Spotykałam się w życiu z mężczyznami, którzy nie byli zbyt wierzący. W kościele czułam się samotnie. Staliśmy obok siebie, a ja miałam wrażenie, ze stałam obok kogoś obcego, który stoi jak tyczka, klęka bo klęka… Myślałam sobie wtedy: Panie Boże, jak to będzie przykro wyglądało, kiedy ja będę szła z dziećmi do kościoła, on będzie siedział w domu. Jeśli będziemy mieli syna, wystarczy, że ojciec powie jedno słowo negatywne o mojej wierze, wyśmieje mnie, a syn przestanie chodzić do kościoła. Niewierzący ojciec będzie dla niego wzorem. Powiedziałam sobie: nie, nie tak powinno być. Pamiętam ważną dla mnie rozmowę


z duszpasterzem akademickim. Zadałam mu pytania: Czy małżeństwa w którym jedna strona jest wierząca, a druga nie, mają szansę przetrwania? Odpowiedział: szansę na przetrwanie mają, ale problemy się zaczynają, gdy pojawią się dzieci. To była dla mnie taka kropką nad „i”. Kiedyś mi się wydawało, że wystarczy, iż facet będzie normalny, zdrowy psychicznie i niezaburzony emocjonalnie, ale nie musi być katolikiem. Miałam taki moment, patrząc na swoich kolegów katolików, czy też pseudo-katolików. Myślałam: ważne, żeby był normalny. Po wspomnianej rozmowie stwierdziłam, że jednak sama normalność nie wystarczy. Musi być normalny i wierzący. A Paweł ma to wszystko.

Znasz jakiś dobry „przepis” na przygotowanie się do małżeństwa?

Wspólna modlitwa i wspólna niedzielna Msza święta. Chodzimy też regularnie razem do spowiedzi. Umawiamy się, by to nie było rzadziej, niż raz na miesiąc. Przed moim wyjazdem do Rzymu też byliśmy. Ja nawet mówiłam, że jak nie zdążymy, to pójdziemy w poniedziałek, po przyjeździe, na spokojnie. Widziałam jednak, że Paweł nalegał, mówiąc: bo w końcu w ogóle nie pójdziemy. Więc taki jest „przepis”: wspólne przeżywanie sakramentów świętych.



Ochrzczeni

26/12/2015

witold walenty mazur

Szafarz: ks. Mieczysław Mleczko


26/12/2015

filip błażej liput

Szafarz: ks. Mieczysław Mleczko


26/12/2015

krystian sroka

Szafarz: ks. Mieczysław Mleczko


26/12/2015

wiktoria anna zachariasz

Szafarz: ks. Mieczysław Mleczko



Wydawca:

Parafia pw. Miłosierdzia Bożego

w Rzeszowie; Nakład: 190 egz.

Adres: ul. Kard. Karola Wojtyły 114,

35-304 Rzeszów,

Redaktor wydania:
ks. Grzegorz Wolan






©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna