Wna handlowa w warszawie studium dyplomowe



Pobieranie 438.39 Kb.
Strona1/7
Data06.05.2016
Rozmiar438.39 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7




SZKOŁA GŁÓWNA HANDLOWA W WARSZAWIE

STUDIUM DYPLOMOWE

 

 

 



Kierunek: Międzynarodowe Stosunki

Gospodarcze i Polityczne

 

 

Modest Aniszczyk



Nr albumu: 14512

 

 



 

UNIA EUROPEJSKA

W ŚWIETLE

WYBRANYCH ZAGADNIEŃ

NAUKI SPOŁECZNEJ

KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

 

 

 



Praca magisterska napisana w Instytucie

Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych

pod kierunkiem naukowym

dra Józefa Biskupa

 

 

WARSZAWA 2003



SPIS TREŚCI

Wstęp 4

Rozdział 1
Koncepcja człowieka: prawda, godność oraz wolność 5

1.1 Prawda jako podstawa wielopłaszczyznowej aktywności człowieka 5

1.1.1 Istota prawdy według nauki społecznej Kościoła 5

1.1.2 Problem prawdy w Unii Europejskiej 7

1.2 Godność człowieka w świetle nauki społecznej Kościoła oraz zasad działalności Unii Europejskiej 10

1.2.1 Godność człowieka według nauki społecznej Kościoła 10

1.2.2 Koncepcja godności człowieka w Unii Europejskiej 12

1.3 Kwestia wolności człowieka w nauce społecznej Kościoła i w Unii Europejskiej 18

1.3.1 Koncepcja wolności człowieka w nauce społecznej Kościoła (wybór prawdy) 18

1.3.2 Stosunek Unii Europejskiej do wolności 22



Rozdział 2
Koncepcja życia społecznego w nauczaniu społecznym Kościoła oraz według zasad obowiązujących w Unii Europejskiej 35

2.1 Dobro wspólne i jego istota 35

2.1.1 Dobro wspólne w nauce społecznej Kościoła 35

2.1.2 Dobro wspólne w Unii Europejskiej 37

2.2 Zasada pomocniczości 40

2.2.1 Pomocniczość w nauce społecznej Kościoła 40

2.2.2 Zasada pomocniczości w Unii Europejskiej (zasada subsydiarności) 42

2.3 Zasada solidarności w nauce społecznej Kościoła oraz w działaniach Unii Europejskiej 46

2.3.1 Solidarność i miłosierdzie w nauce społecznej Kościoła 46

2.3.2 Solidarność i miłosierdzie w Unii Europejskiej 47

2.4 Prawa człowieka 49

2.4.1 Prawa człowieka w nauce społecznej Kościoła 50

2.4.1 Prawa człowieka w świetle regulacji unijnych 52

Rozdział 3
Nauka społeczna Kościoła i Unia Europejska wobec koncepcji najważniejszych wspólnot życia społecznego 57

3.1 Rodzina i jej znaczenie w życiu społecznym 57

3.1.1 Rola rodziny według nauki społecznej Kościoła 57

3.1.2 Rodzina w polityce społecznej Unii Europejskiej 60

3.2 Naród 68

3.2.1 Naród w świetle nauki społecznej Kościoła 68

3.2.2 Naród w polityce Unii Europejskiej 73

3.3 Koncepcja państwa 76

3.3.1 Państwo i jego znaczenie w nauce społecznej Kościoła 76

3.3.2 Państwo i jego rola w procesach integracyjnych Unii Europejskiej 79



Podsumowanie 83

BIBLIOGRAFIA 86

Wstęp


Wyzwania współczesnego świata leżą w centrum zainteresowania wielu środowisk, wywołując niekiedy ostre reakcje niektórych grup społecznych. W Polsce do najczęściej dyskutowanych problemów ostatnich lat należy zamierzona przez kolejne rządy integracja naszego kraju z Unią Europejską. Z tego też powodu warto poznawać rzeczywistość UE
i mechanizmy w niej rządzące. Istotną „płaszczyzną” tej rzeczywistości jest odniesienie do wartości, które są w niej najważniejsze oraz do podstaw, na których owa rzeczywistość jest zbudowana.

Kościół katolicki, nie zabierając głosu w dyskusjach politycznych czy ekonomicznych, ma jednak ściśle określone wartości oraz wynikające z nich przeświadczenie o dobrych podstawach systemowych. Te sprawy określa się jako jego naukę społeczną. Zamierzeniem autora było zbadanie podstaw życia społeczno-ekonomicznego w Unii Europejskiej pod względem zgodności z nauką społeczną Kościoła.

Praca składa się z trzech rozdziałów. Pierwszy z nich poświęcono zagadnieniu prawdy, która powinna konstytuować każdą płaszczyznę ludzkiej aktywności. W rozdziale tym omówiono także kwestie godności i wolności człowieka, ważne z perspektywy nauczania Kościoła, a także przywoływane w Unii Europejskiej.

Rozdział drugi dotyczy koncepcji życia społecznego w katolickiej nauce społecznej


i w UE. Uwagę skoncentrowano na zagadnieniach dobra wspólnego, zasady pomocniczości, zasady solidarności oraz na prawach człowieka.

Ostatni rozdział obejmuje porównanie nauczania Kościoła oraz polityki Unii odnośnie najważniejszych wspólnot życia społecznego, tj. rodziny, narodu i państwa.

W końcowej części pracy zamieszczono zestawienie bibliograficzne materiałów źródłowych wykorzystanych w toku jej przygotowywania.

Podjęty temat wymagał nie tylko zapoznania się z materiałami drukowanymi


i internetowymi, lecz także przeprowadzenia rozmów z osobami interesującymi się naukowo zagadnieniami podjętymi w pracy. Autor w sposób szczególny dziękuje o.Wojciechowi Zagrodzkiemu CSsR za jego książkę Człowiek drogą Kościoła; Jan Paweł II w Polsce, która stała się nieocenioną pomocą przy przygotowaniu niniejszej pracy.

Rozdział 1
Koncepcja człowieka: prawda, godność oraz wolność

1.1 Prawda jako podstawa wielopłaszczyznowej aktywności człowieka


Głównym celem tego rozdziału jest omówienie pojęcia „wolności”. Nie sposób jednak w koncepcji katolickiej zrozumieć wolności bez wcześniejszego zrozumienia „problemu” prawdy oraz godności człowieka. To jest pierwszy powód tłumaczący strukturę tego rozdziału. Prawda i godność człowieka w nauce społecznej Kościoła katolickiego stanowią podstawę, na której nie tylko wolność, ale wszystko inne jest budowane. Skoro dla Kościoła prawda i godność są tak ważne, to zrozumiałe jest przeprowadzenie próby analizy sytuacji
w Unii Europejskiej odnośnie tych dwóch zagadnień.

1.1.1 Istota prawdy według nauki społecznej Kościoła


Prawda jest pierwszą, najbardziej podstawową wartością dla Kościoła. Człowiekowi wierzącemu wydaje się, że odpowiedź na pytanie, dlaczego tak jest, jest prosta. Ale również niewierzący zrozumie, że bez prawdy o sobie oraz o rzeczywistości, w której się znajduje, nie da się wyciągnąć odpowiednich wniosków odnośnie swojego miejsca w świecie. Innymi słowy – bez prawdy nie można zrozumieć sensu swojego istnienia1.

Nie oznacza to, że Kościół chce „odrywać” ludzi od ich własnego poszukiwania prawdy, sensu życia oraz odpowiedzi na przeróżne pytania egzystencjalne. Wręcz przeciwnie – chce on, aby człowiek „nauczył się myśleć sam”, aby człowiek szukał prawdy2. To podkreślanie ważności i wartości prawdy jest istotne, po pierwsze dlatego że razem z nim idzie w parze twierdzenie, iż prawda jest tylko jedna. Samo zresztą słowo „prawda” oznacza coś jednego i niezmiennego. Kościół katolicki jest świadomy, że różne mogą być przekonania


o prawdzie. Negowanie tego byłoby nonsensem. Natomiast Kościół podkreśla, iż ta prawda, która istnieje, jest tylko jedna. Wszystkie inne „poglądy” Kościoła, które są związane
z prawdą, są „zbudowane” na tym właśnie przeświadczeniu, że prawda jest tylko jedna. Po drugie, istotne jest przekonanie Kościoła, że człowiek może prawdę poznać3 (nawet niewierzący mogą poznać prawdę w pewnym stopniu4).

Prawda odpowiada zatem na podstawowe pytania egzystencjalne. „Kim jestem? Skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Dlaczego istnieje zło? Co czeka mnie po tym życiu?”5 Rodzą się w człowieku pytania o pracę i moralność, a także o miłość. Aby bardziej sugestywnie przedstawić potrzebę prawdy dla człowieka, można posłużyć się przykładami negatywnymi


„z życia”. To właśnie „brak prawdy” jest powodem wielu minionych i współczesnych zagrożeń oraz lęków ludzi, zarówno w wymiarze materialnym jak i duchowym. Wynika
z niego także alienacja człowieka, czyli wyobcowanie – człowiek może czuć się niepotrzebnym oraz niezrozumianym przez nikogo.

Prawda jest istotna również w innym wymiarze – historycznym. Papież Jan Paweł II uważa, iż prawda jest „momentem rozstrzygającym o procesach historycznych”6. To właśnie potrzeba prawdy o człowieku, o jego godności, o sensie ludzkiej pracy leżała u podstaw polskich wydarzeń w 1980 roku. Te zdarzenia uważane są przez Papieża za podstawę upadku komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej. „Wszelkie systemy polityczne i państwowe oparte na błędnej antropologii, nie zdołają się oprzeć próbie czasu”7. Budowanie stosunków między narodami lub między państwami na prawdzie jest warunkiem koniecznym, aby zaistniał pokój. Dotyczy to zresztą również każdej relacji międzyosobowej (np. w rodzinie,


w narodzie).

Poznanie prawdy drogą rozumową i drogą objawienia (czyli wiary w Jezusa Chrystusa) – choć nie są tożsame, to jednak dopełniają się i nie można ich sobie przeciwstawiać, „jako że prawda ukazana nam przez Objawienie jest zarazem prawdą, którą mamy pojmować w świetle rozumu”8. Nie burzy tego fakt, że Jan Paweł II wyraźne pierwszeństwo daje prawdzie objawionej. O integralnej całości tych dwóch sposobów poznania prawdy świadczy też to, że nie ma „dla Jana Pawła II wiary i chrześcijaństwa poza konkretnym ludzkim życiem”9. Warto przytoczyć tu jego słowa, iż „prawda, którą pozwala nam poznać Objawienie, nie jest dojrzałym owocem ani najwyższym osiągnięciem myśli wypracowanej przez rozum. Jawi się raczej jako bezinteresowny dar, pobudza do myślenia


i domaga się, by przyjąć ją jako wyraz miłości”10. Słowa te nabierają właściwego znaczenia przy rozważaniu spraw godności i wolności człowieka.

1.1.2 Problem prawdy w Unii Europejskiej


Trudno zakładać, że UE nie ma swojej koncepcji prawdy. Choć w dokumentach unijnych nie ma definicji tego pojęcia, to jest oczywiste, że stosunek unijnych organów władzy do prawdy przejawia się w ich bieżących i strategicznych działaniach.

Unia Europejska (tzn. rządzący w niej) zwalnia np. ze stanowiska ludzi, którzy są dla niej niewygodni11 oraz wywiera nacisk na społeczeństwa lub rządy w odpowiednich krajach, aby podjęte zostały stosowne decyzje. Przykładami tego typu działań są chociażby:



  • Zwolnienie Carla Beddermana za to, że jako ekspert z ramienia Unii w Polsce, mający za zadanie przygotować Polskę „do przystąpienia do UE w ramach tzw. projektów screeningowych”, w wywiadzie dla pewnej gazety powiedział, „że pieniądze, które zarabiają unijni eksperci można było lepiej spożytkować, dla korzystnych inwestycji
    w tym kraju”12;

  • „Nacisk” na rząd Austrii, aby odrzucił współpracę z ekipą Jurga Heidera;

  • „Nacisk” Unii Europejskiej na przyjęcie przez parlamenty poszczególnych krajów oraz przyjęcie w ogólnokrajowych referendach kolejnych traktatów (np. Traktatu z Nicei)13.

UE ma zatem pewną wizję prawdy. Pozostaje jednak pytanie, czy wizja ta dotyczy podstaw egzystencji człowieka. „Oczywiście nie”: Unia Europejska to system prawny i jako taki ma abstrahować od spraw „duchowych” – uważa ks. Bogusław Trzeciak SI, szef Katolickiego Biura Informacji i Inicjatyw Europejskich (OCIPE)14. Nawet jeśli ta odpowiedź jest pełna, to moim zdaniem jeszcze trzeba coś dopowiedzieć dla uzasadnienia jej. Można stwierdzić, że na pewno Unia nie ma w tym wymiarze wizji równie konsekwentnie przestrzeganej, jak przy sprawach związanych z jednolitym rynkiem czy wdrażaniem kolejnych traktatów.

Unia Europejska gwarantuje – przynajmniej formalnie – aby każdy miał prawo do swojego światopoglądu15, co jest zrozumiałe; alternatywą byłby jawny totalitaryzm.


W Deklaracji 11 dołączonej do Traktatu Amsterdamskiego (z 1997 roku), mówi ona, iż wszelkie ustalenia odnośnie (działalności) Kościołów będą określone na poziomie państw. UE na równi traktuje wszystkie grupy wyznaniowe, filozoficzne i niewyznaniowe, a co więcej, na równi traktuje wszystkie „prawdy” wyznawane przez te grupy. Za tym oczywiście nasuwa się teza, że w Unii istnieją różne „prawdy” w odniesieniu do podstaw egzystencji. Nie jest jednak łatwo znaleźć potwierdzenie lub zaprzeczenie tej tezy. Wydaje się, że UE raczej abstrahuje od zastanawiania się nad takimi sprawami lub od przyjęcia jednej postawy. Dla Unii Europejskiej każda prawda, wyznawanie prawdy oraz kierowanie się nią w życiu (a więc również
w relacjach z innymi) ma taką samą wartość, gdy rozpatrujemy skutki prawne. (Zresztą nie dotyczy to tylko skutków prawnych – np. UE finansuje działalność organizacji, których dążenia i wyznawane wartości są ze sobą sprzeczne).

Duży wpływ na relatywizowanie prawdy w UE mogą mieć działające tam grupy lobbistyczne16. W odpowiednich momentach różne grupy nacisku wpływają intensywnie na proces decyzyjny. Wystarczy tu wspomnieć o istnieniu wielu „pomysłów na prawdę” (można wyobrazić sobie grupę, która „dopasowuje” wyznawaną „prawdę” do sytuacji koniunkturalnej, tzn. do oczekiwań potencjalnych członków). Jeśli ktoś jest aktywnym, przekonanym członkiem takiej grupy, to trudno oczekiwać, że będzie czekał z „założonymi rękami” w razie informacji o tym, iż władza chce uchwalić prawo ograniczające możliwość działania danej grupy. Z pewnością zrobiłby dużo, aby tak się nie stało. Unia jest zresztą otwarta na różne grupy. Kościół katolicki ma o tyle korzystną „pozycję” w UE, że większość osób tam żyjących określa się jako katolicy. Również jego głos Unia Europejska musi więc brać pod uwagę. Uwzględnienie tego, iż uznaje ona prawo Kościoła katolickiego do działania powoduje, że określenie sytuacji panującej w UE staje się tym trudniejsze. Trzeba sobie uświadomić, iż wiele z grup „lobbujących”, wyznaje prawdę sprzeczną z tym, co głosi Kościół. Czyli Unia akceptuje, a przynajmniej toleruje prawdy wzajemnie sobie zaprzeczające.

Zauważmy jednak, że wszystko, co zostało powiedziane o stosunku UE do prawdy może być zinterpretowane nie tylko jako abstrahowanie od prawdy. Może być również zinterpretowane jako przeświadczenie Unii Europejskiej o nieistnieniu jednej prawdy. Niezależnie jednak od interpretacji, można stwierdzić, że w Unii panuje przeświadczenie (niekoniecznie uświadomione i niekoniecznie podzielane przez wszystkich), że do prawdy dojść nie można, że prawdy nie da się poznać. Ważniejsze od prawdy jest zatem np. osiągnięcie konsensusu w sprawach gospodarczych, dla których zresztą Wspólnoty Europejskie zostały utworzone w latach pięćdziesiątych17.
W świetle powyższych rozważań nasuwa się wniosek, że istnieją istotne różnice między tym, co głosi Kościół a tym, co ma miejsce w UE. Pierwszą różnicą jest „nieobecność Boga” w Unii Europejskiej, w sensie jakiejś wiążącej „deklaracji” czy odniesienia się do Niego. Wydaje się, że wszystkie dalsze różnice wynikają z tej pierwszej i podstawowej. Nie ma tu właściwie punktów wspólnych między myśleniem Unii i Kościoła katolickiego. Jedynym możliwym punktem wspólnym jest tzw. tolerowanie innych poglądów. Ale nawet ono różni się zasadniczo w obu rozpatrywanych „systemach myślenia”.

1.2 Godność człowieka w świetle nauki społecznej Kościoła oraz zasad działalności Unii Europejskiej

1.2.1 Godność człowieka według nauki społecznej Kościoła


Kościół widzi godność człowieka w dwóch wymiarach. Pierwszy z nich wiąże się
z poznaniem rozumowym godności. „Poprzez refleksję nad własnym poznaniem człowiek objawia się samemu sobie jako jedyne jestestwo pośród świata, które widzi się <>, [...] odkrywa, że sposób jego bytowania w świecie jest nie tylko całkowicie różny od wszystkiego innego pośród świata, lecz że jest także wyróżniony, nadrzędny wobec wszystkiego innego w jego obrębie. Człowiek zauważa po prostu, że jest osobowym podmiotem, osobą. Staje oko w oko wobec swej godności!”18 Zdolność do poznania prawdy (całej prawdy), w którą to zdolność wierzy Papież, jest pierwszym uzasadnieniem godności człowieka19. Człowiek – inny od świata – widzi siebie „od wewnątrz” przez refleksję nad sobą
i rzeczywistością. A ponieważ również wolność jest wyrazem ludzkiej godności20, zatem „wszystkie przejawy egzystencji człowieka jako osobowego podmiotu będą zarazem uzasadnieniem dla uznania jego wyjątkowej godności”21. „Egzystencja jako osobowy podmiot” oznacza pozostawanie w relacji do innych osób. Tak więc – używając pojęć od dawna obecnych w Kościele – łatwo zauważyć, że można być w relacji dobrej, czyli
w miłości, lub złej, a wtedy kluczowym słowem jest sumienie22. Z godnością wiąże się również „potencjalny charakter osoby ludzkiej”23, czyli możność tworzenia relacji.

Rozważając temat godności człowieka, należy rozróżnić dwa jej „rodzaje”. Oczywiście godność jest jedna, ale człowiek może postępować wbrew niej i wtedy ma godność „tylko” przyrodzoną. A o jego godności świadczy co innego, niż on sam. Każdy człowiek ma godność „osobową” „jako wartość ontyczną określoną przez rozum, sumienie i wolność”24. Ta godność to zdolność do tworzenia dobrych relacji z innymi osobami – każdy oczywiście ją ma. Natomiast rozwijając tę zdolność – czyli tworząc dobre relacje – człowiek „nabywa” godność „osobowościową”. Jest ona rozwijana przez wychowanie i pracę nad sobą. W związku z tym można ją stracić lub zyskać.

„Z powodu niesionej w sobie godności osoba nie może kierować się do jakiegoś bytu nieosobowego, by w nim szukać spełnienia siebie. Prawda ta, choć może nie zawsze była tak wyraźnie nazywana, to jednak niemal od początku historii była obecna w myśli ludzkiej. Interesującego spostrzeżenia w tym względzie dokonuje M. A. Krąpiec. Zauważa on, że
w myśli starożytnej Grecji, w której przyroda (ocean, powietrze, rzeki, źródła itd.), będąc niezrozumiałą dla Greków tajemnicą i niejednokrotnie zagrożeniem, zanim została uznana za bóstwo, zostawała najpierw upersonifikowana. <>”25. Oczywiście takie upersonifikowanie nie tworzy osoby.

W każdym porządku dobro człowieka powinno być postawione na pierwszym miejscu. Prawdziwym zaś dobrem jest rozwijanie swojej godności, a to rodzi znów pewne – już bardziej szczegółowe – konsekwencje. Np. dobra materialne nie mają wartości same w sobie; mają wartość ze względu na człowieka, czyli o tyle, o ile pomagają człowiekowi „bardziej być, niż mieć”26.


Drugi z wymiarów godności człowieka otwiera się w tajemnicy stworzenia. „Człowiek jest jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego”27. Tu również pierwszym uzasadnieniem dla istnienia godności człowieka jest zdolność do poznania prawdy – całej i pełnej prawdy. Poznając prawdę, człowiek przybliża się do Boga, który prawdę zna. Człowiek został stworzony „na obraz i podobieństwo Boże”28. Jest zatem powołany do panowania nad światem, czyli „czynienia sobie ziemi poddaną”29. Oczywiście człowiek powinien również doskonalić świat. To oznacza, że powinien zawsze wybierać „większe dobro”. „Największym dobrem” jest oczywiście Bóg i dlatego zawsze Jego powinien mieć „na horyzoncie” myśli i działań. To panowanie nad światem określa ludzką godność niejako
„w porównaniu” do innych rzeczy czy stworzeń widzialnych: człowiek ma większą godność.

Tu znów – tak jak w przypadku poznawania rozumowego – widać pewną oczywistą konsekwencję: Nie można człowieka „ostatecznie zredukować do <<świata>>”30. Zawsze będzie się odzywało pragnienie nieskończoności, prawdy, Boga.

Trzeba wspomnieć też o tajemnicy odkupienia, w której widać pełnię godności człowieka. W Kościele wierzący otrzymują dwa niesamowite dary (jeśli uwierzyć...), które mają ich podtrzymać w ziemskiej „pielgrzymce”31: dar Eucharystii oraz dar Ducha Świętego.
A są One również potwierdzeniem godności człowieka, bo w obu Bóg jednoczy się
z człowiekiem32. Przez odkupienie Chrystusa ludzie – w szczególności wierzący – stali się dziećmi Boga33. A cóż może być większego niż godność Boga? W takim znaczeniu Kościół rozumie słowa Psalmu: „Głębia przyzywa głębię hukiem Twych potoków”34.

1.2.2 Koncepcja godności człowieka w Unii Europejskiej


Pojęcie godności występuje w Karcie Praw Podstawowych (KPP), która nie wchodzi bezpośrednio do porządku prawnego UE. Pojęcie to pojawia się dwa razy – w preambule Karty oraz w artykule 1. W całości przytoczę tu oba sformułowania. Z preambuły: „Świadoma swojego duchowego i moralnego dziedzictwa, Unia [Europejska] jest zbudowana na niepodzielnych, uniwersalnych wartościach godności ludzkiej, wolności, równości
i solidarności; jej podstawą są zasady demokracji oraz praworządności”35. Artykuł 1 mówi zaś: „Godność ludzka jest nienaruszalna. Musi być szanowana i chroniona”.

W powyższych cytatach widać, że nie jest powiedziane, na czym opiera się ta godność.


W szczególności nie jest powiedziane, że wynika ona z prawdy o człowieku albo iż jej twórcą jest Bóg.

Również pośrednio trudno się domyślić, jakie są owe podstawy godności, gdyż – moim zdaniem – takie sformułowania można by dopasować do wielu systemów filozoficznych czy ideologicznych, jak również do wielu religii. Oczywiście byłyby one inaczej interpretowane, godność miałaby różne podstawy i różne konsekwencje. Brak jednoznacznej informacji


o godności świadczy, że albo nie jest dla Unii Europejskiej jasne, na czym opiera się ta godność, albo też nie uważa godności za istotną, albo wreszcie – z jakichś względów nie chciała umieszczać tego zapisu w Karcie. To myślenie można odnieść nie tylko do KPP. Oprócz tej karty pojęcie godności występuje w 37 różnych dokumentach UE36, z tym że tylko niektóre z nich zawierają takie zapisy, które pozwalają wywnioskować cokolwiek o jej rozumieniu. Zatem wg Unii godność37:

1) sprzeciwia się handlowi ludźmi,

2) sprzeciwia się pornografii z udziałem dzieci;

3) dla godności człowieka istotna jest równość między mężczyznami a kobietami38.

Unia Europejska nigdzie jednak nie potraktowała godności człowieka w sposób generalny. To zawsze są zapisy cząstkowe, tzn. odnoszące się do danego problemu, który się pojawił. W dokumentach unijnych nie ma więc przemyślanej wizji tej godności. O czym może świadczyć brak informacji na ten temat? Na pewno o tym, że nie ma wystarczającej woli stron tworzących UE, aby taki zapis umieścić. Być może ten brak wynika z różnego pojmowania godności człowieka w różnych krajach39. Trudno byłoby zakładać, że powodem jest to, iż godność w ogóle dla Unii nie ma znaczenia (gdyż w takim wypadku po cóż byłby ów zapis
w KPP?). Być może wreszcie nie ma nic szczegółowego o godności, ponieważ nie jest ona tak istotna dla UE jak inne sprawy (np. związane ze wspólnym rynkiem czy wspólną polityką zagraniczną). Można sobie także wyobrazić, że panuje w niej przekonanie, iż zajmując się sprawami gospodarczymi umocni się od razu godność.

Więcej światła rzucić może na ten problem następne pytanie: Czy pośrednio o pojęciu godności w Unii Europejskiej można coś wywnioskować (m. in. o jej podstawach, konsekwencjach itp.)? Rzeczywiście istnieją zapisy, które można potraktować jako odnoszące się – w praktyce – do godności człowieka. Dość dużo dokumentów w Unii poświęcono zdrowiu, a wśród nich są dokumenty poświęcone „zdrowiu reprodukcyjnemu”40. Trudno zaprzeczyć, że troska o zdrowie wynika z troski o godność człowieka, nawet jeśli jest to troska


o podłożu tylko materialnym (np. „dobry pracownik to zdrowy pracownik”). Warto zauważyć, że dopuszczalność aborcji (zabicia nienarodzonego człowieka według nauki Kościoła) Unia Europejska uzasadnia ochroną zdrowia reprodukcyjnego41. W ten sposób tłumaczy również wiele innych działań, które mają nie dopuścić do poczęcia i narodzenia dziecka42. Powyższe stwiedzenia są na pewno jednoznaczne, jeśli chodzi o ocenę stanowiska UE wobec godności,
z punktu widzenia Kościoła katolickiego43. Warto jednak wskazać na jeszcze jeden szczególny „moment”, obecny w dokumentach poświęconych „zdrowiu reprodukcyjnemu”. Otóż często
w analogiczny, lub identyczny, sposób traktowani są w nich ludzie oraz zwierzęta44. Czy więc godność człowieka jest w UE tak rozpoznawana, jak godność zwierzęcia? Załóżmy, że Unia Europejska widzi godność człowieka w nieskończonej perspektywie wieczności; człowieka wyraźnie odróżniającego się od zwierząt tym, że ma rozum i wolną wolę. Załóżmy również, iż UE widzi, że człowiek nie może w związku z tym być traktowany przedmiotowo. Jak wtedy wyglądałyby zapisy dotyczące zdrowia? Z pewnością nikt nie miałby wątpliwości, że należy je wyłączyć od spraw związanych ze zwierzętami, jako że godność zwierzęcia nie licuje
z godnością człowieka i trzeba te sprawy oddzielić, aby już na początku nie popełnić błędu pomieszania ponadczasowej perspektywy życia człowieka z doczesną perspektywą życia zwierząt i tym, że to zwierzęta mają służyć człowiekowi45. Z pewnością przy takim patrzeniu na człowieka nie używano by pojęcia „zdrowie reprodukcyjne”, które może się ostać tylko
w odniesieniu do zwierząt, ponieważ niezbyt głęboko ukryte jest w nim pojęcie „produkcji” („reprodukcji”), które odnosi się do wykorzystania czegoś w jakimś celu. Czy można więc –
w założonej perspektywie – „produkować” człowieka? Wniosek jest zatem taki, że Unia Europejska rozumie godność człowieka w zupełnie inny sposób niż Kościół.
Skoro jednak pojęcie godności istnieje w dokumentach Unii, to musiały być jakieś przesłanki, aby zaistniało. Pomimo że odkrycie ich jest trudne i łatwo można przeoczyć te
z nich, które są właściwe, to jednak nie chciałbym od nich abstrahować, ponieważ
z pewnością powiedzą wiele o mechanizmie rozwiązywania różnych problemów przez Unię Europejską.

Do UE należą kraje o różnych kulturach46. Właściwie każdy z nich określiłby swoją przeszłość jako chrześcijańską. O niektórych z nich mówi się wciąż jako chrześcijańskie (np. Niemcy), a o niektórych – nawet jako katolickie (np. Włochy, Hiszpania, Irlandia). Nie trzeba tu wnikać, czy rzeczywiście tak jest i dlaczego. Jednak da się bez trudu zauważyć, że każdy


z tych krajów (nawet Francja czy Holandia) miał przez długi okres swojej historii dużo wspólnego z myśleniem prezentowanym przez naukę Kościoła, w szczególności naukę społeczną47. Ponieważ zaś Unia Europejska „ewoluuje” (ostatnio dość szybko) w kierunku przejmowania zadań państwa48, to wiele osób, jak również sam Kościół katolicki, chce, aby szanowała ona godność osoby ludzkiej49. Mając na uwadze powyższe sprawy, widać już dwie proste przesłanki, prowadzące do obecnego sformułowania godności w Karcie Praw Podstawowych: z jednej strony najłatwiej jest uzyskać przynajmniej „wizualne” zapewnienie
o poszanowaniu godności przez wprowadzenie jakiegoś zapisu. Z drugiej zaś strony sama Unia z pewnością chce pokazać, że godność człowieka ją obchodzi (niezależnie od tego, czy rzeczywiście tak jest). Dzieje się tak chociażby dlatego, iż UE chce uzyskać konsensus
w tej sprawie, a więc trzeba w jakiś sposób pokazać krajom lub ludziom, którzy chcą respektowania godności człowieka, że bierze się ich głos pod uwagę. Można by było powiedzieć, że umieszczenie zapisu o godności człowieka w dokumencie nie obowiązującym bezpośrednio w systemie prawnym jest sztuczką Unii i że cały ten zapis został „sfabrykowany” pod kątem owej opinii publicznej, czyli opinii ludzi z krajów związanych
z katolicyzmem. Jednak tak nie uważam. Nie sądzę, iż można się tu dopatrywać swoistego spisku50. Raczej przychyliłbym się do stwierdzenia, że nieobowiązywanie KPP w systemie prawnym jest naturalną konsekwencją obowiązywania innych zapisów.

Dużo innych motywów istnienia zapisu o godności w Karcie Praw Podstawowych można by dostrzec, spoglądając na historię Europy i istnienie różnych koncepcji opisu rzeczywistości, np. sprzeczne z nauką Kościoła koncepcje deistyczne (np. Wolter), ateistyczne (np. Nietsche, Marks, Diderot), wreszcie – masońskie51, oraz duży napływ wyznawców islamu do Europy. Można wszakże wyróżnić zasadniczo dwie koncepcje godności, zwłaszcza uwzględniając temat tej pracy. Jedną z nich jest koncepcja Kościoła. Drugą – koncepcje różniące się od tej (każda z nich ma coś niezgodnego z nauką Kościoła). Jeśli założyć, że pojęcie godności, które zostało wprowadzone w KPP jest oparte o koncepcję katolicką52, to podstawą tak rozumianej godności jest oczywiście Bóg i wszystko się zgadza z nauką społeczną Kościoła, o ile „system” (tutaj – Unia Europejska) zwraca na Niego uwagę. Powyżej napisano, iż Unia abstrahuje od istnienia Boga. Tak więc koncepcja „godności” istniejąca w niej oczywiście nie jest katolicka. Powyżej dowiedziono też, że samo sformułowanie godności w Karcie Praw Podstawowych nie daje jeszcze jednoznacznej, ogólnie prawdziwej odpowiedzi na pytanie, co jest podstawą godności człowieka. Jednoznaczne rozstrzygnięcie dają natomiast słowa Papieża, w których odnosi się do Karty: „Nie wystarczy opiewać wielkimi słowami godności człowieka, jeśli potem samo prawodawstwo jej zaprzecza”53.


W tym miejscu już właściwie tylko formalnie można spytać, czy godność człowieka jest w Unii Europejskiej związana z prawdą. Odpowiedź na podstawie powyższych rozważań jest prosta. Skoro godność nie ma jasnych podstaw, to nie wiadomo właściwie, o jaką godność chodzi. Rozpatrzmy godność w takim sensie, jak ją potencjalnie może rozumieć Unia. Na pewno nie jest ona związana z prawdą o Bogu. Ale – konsekwentnie – nie jest ona również związana z prawdą o człowieku (tą prawdą, którą wyznaje Kościół), chociażby dlatego że według nauki Kościoła godność człowieka jest w ogóle nie do porównania z ewentualną godnością zwierząt54. Rozpatrywanie zaś godności człowieka pojmowanej tak jak w nauce społecznej Kościoła nie ma sensu: UE nie uznaje, że człowiek ma taką godność.

Można podsumować, że pojęcie godności w Unii jest zdecydowanie „płytsze” (tzn. mniej w sobie zawiera), niż godność, którą widzi Kościół. Wynika to stąd, iż w UE to nie Bóg jest gwarantem godności człowieka, lecz jest nim sama Unia, która od Boga abstrahuje. Stąd człowiek (i jego godność) jest traktowany przez pryzmat li tylko wymiaru fizycznego. Dlatego też Unia Europejska godności duszy nie widzi.


1.3 Kwestia wolności człowieka w nauce społecznej Kościoła i w Unii Europejskiej

1.3.1 Koncepcja wolności człowieka w nauce społecznej Kościoła (wybór prawdy)


Według Kościoła „wolność jest dana człowiekowi od Boga jako miara jego godności”55. Wolność jest zresztą również jednym z wyrazów ludzkiej godności, ponieważ jej konsekwencją jest zdolność do wybierania, świadcząca o tym, że człowiek nie jest zdeterminowany. Wolność jest zatem jednym z elementów odróżniających człowieka od zwierząt i innych stworzeń56.

Aby zrozumieć katolicką koncepcję wolności, należy najpierw rozróżnić „wolność zewnętrzną” i „wolność wewnętrzną”. Wolność zewnętrzna jest to wolność od przymusu


z zewnątrz. Wolność wewnętrzna zostanie zdefiniowana dalej. Jednak w niej „zawiera się” wytrwałość w postanowieniach i nieodstępowanie od nich nawet w obliczu przymusu zewnętrznego57. Oczywiste jest, że oba „rodzaje” wolności, nie są powiązane „liniowo”, czy
w ogóle „funkcyjnie”. Każdy z nich może istnieć bez drugiego58. Tylko ten drugi „rodzaj” jest „wolnością” w pojęciu Kościoła. „Wolność zewnętrzna” jest w katolickiej nauce społecznej blisko związana z wolnością wewnętrzną, jednak jest to raczej przedmiot praw człowieka czy zdolności do wolności wewnętrznej (a więc „wolność zewnętrzna” w nauce Kościoła jest zawarta w dobru wspólnym), co będzie poruszone w dalszej części pracy.

Wolność jest darem dla człowieka (od Boga). Ale stąd wynika już prosta konsekwencja – człowiek jest również odpowiedzialny przed Bogiem za korzystanie ze swojej wolności. Oczywiście istnieje możliwość zanegowania tej odpowiedzialności. Ale i tak odpowiedzialność zostaje i jest bardzo blisko, nierozerwalnie, związana z wolnością.

Wolność to możliwość podejmowania wyborów, ale nie tylko. To coś dużo więcej. Kościół podkreśla – w każdym wymiarze życia – stronę podmiotową wszystkiego, co dotyczy ludzi. Wynika to wprost z ludzkiej godności. Również w wolności – można powiedzieć – istotny jest człowiek. Wolność jest więc tą rzeczywistością, w której człowiek „stanowi
o sobie”59. Wybory i decyzje określane zwykle jako wolność są raczej rezultatem „samostanowienia”. „Istotnym momentem urzeczywistniania się wolności jest (...) fakt podejmowania wolnej decyzji przez osobę”60. Wolna decyzja oznacza tu „wolną wewnętrznie”, czyli abstrahującą od przymusu z zewnątrz (np. nałogów). Największą przeszkodą dla wolności jest szeroko rozumiane pożądanie61. Gdy człowiek przestaje panować nad sobą i nie postępuje zgodnie ze swoją wolą, to pojawia się zniewolenie wewnętrzne. Można tu wprowadzić kategorię dobra i zła: dobrem jest wykonywanie swojej woli
w prawdzie, a złem – czyny wynikłe z braku panowania nad sobą, pomimo poznania prawdy. Tak więc istotą wolności jest rozstrzyganie i samostanowienie o sobie w prawdzie.

Wolność rozumiana w ten sposób staje się od razu „podstawą rozumienia moralnych decyzji”, które są „najbardziej newralgicznym punktem bycia człowiekiem”62. Dzieje się tak


z powodu zależności wolności od prawdy63. Bardzo przejrzyście widać tę zależność
w definicji wolności. Ale widać również w tym, że aby podjąć decyzję o sobie i aby było w tej decyzji „coś konkretnego”, to musi ona opierać się na prawdzie o sobie i o tym, czego ta decyzja dotyczy.

W wolności zawiera się również możliwość odrzucenia prawdy64. Papież pyta jednak: „Czy wolno? I w imię czego <>?”65 Wolność wymaga powiązania z prawdą, powiedziałbym, „na przyszłość”. Aby móc „w przyszłości” być wolnym, nie można odrzucać prawdy w teraźniejszości. Jest tak, dlatego że negując prawdę człowiek przestaje być wolny – co było pokazane wyżej. W zaprzeczaniu prawdzie jest zawarte również zaprzeczenie prawdy


o sobie, o swojej godności. Jeśli człowiek może odrzucić prawdę, to na jej miejsce może ustanowić coś „w zamian”. Poniekąd wydaje się, iż w ten sposób człowiek miałby moc ustanawiania prawdy66. Ale wtedy „mógłby nawet nie wiedzieć o tym, że nie jest wolny, biorąc swe takie czy inne zniewolenie za wolność”67. Problem wynika z odwrócenia zależności: wolność przestaje być odnoszona do prawdy, a „prawda” staje się zależna od wolności68.

Miejscem, w którym człowiek wiąże siebie z poznaną przez siebie prawdą jest sumienie. „Ujawnia się ono jako wołanie o prawdę skierowane z zewnątrz w stronę podmiotu. Istotne jest stwierdzenie, że jest to wołanie przychodzące z zewnątrz. Odpowiada temu wielokrotnie przez Ojca Świętego przypominane stwierdzenie, że prawda jest rzeczywistością obiektywną”69. Powyższe słowa wskazują, iż dopiero poznanie prawdy o dobru jest „wiążące”


w tym sensie, że wtedy można mówić o wolności. Bez poznania prawdy istnieje tylko wybór między dwoma „opcjami”, z których racjonalnie myślący człowiek wybierze dla siebie „korzystniejszą”70.

Kościół chce, aby człowiek „nauczył się myśleć sam”71 i podejmuje w tym celu środki – które można nazwać „propagowaniem myślenia”72. Bez przemyślenia bowiem nie ma poznania prawdy o dobru. Bez tego nie ma wolności. Bez wolności – jak to zostanie za chwilę pokazane – nie ma też miłości. Gdy mówimy o sumieniu, to dzięki temu, że człowiek ma zdolność odróżniania dobra od zła, trzeba dodać, że „sumienie w szczególny sposób stanowi


o tej [ludzkiej] godności”73. Poznając prawdę, człowiek staje się więc bardziej wolny74.

Zagrożeniem dla wolności jest z jednej strony pożądanie, bo w nim człowiek – chcąc czegoś „za wszelką cenę” – abstrahuje od prawdy. W ogólności jednak również błędne czy niepełne poznanie prawdy jest zagrożeniem dla wolności75. Pożądanie jest prostą konsekwencją błędnego poznania prawdy o dobru. Należy tu wspomnieć o owej „wolności zewnętrznej”. Błędne poznanie prawdy może mieć swoje źródło na zewnątrz (np. przymus, podstęp) lub wewnątrz (np. nie branie pod uwagę istotnych elementów rzeczywistości). Kościół widzi dużą rolę mass mediów w procesie poznawania prawdy przez ludzi76. Jeśli media dezinformują, to nie może być wolności. A środki przekazu są szczególnie istotne „na poziomie” narodu. Dezinformacja bowiem dosięga „za jednym razem” wielu ludzi


a sprostowanie jej jest później trudne.

„Oczywiście, trzeba w tym miejscu koniecznie dopowiedzieć, że człowiek nie jest bezbronny wobec czynników zewnętrznych zagrażających jego wolności”77. Pełna prawda


o człowieku oraz samo poszukiwanie prawdy jest również drogą do wolności. Ponadto „obroną przed zdeprawowaniem sumienia na drodze przymusu fizycznego czy groźby będzie formacja chrześcijanina do złożenia świadectwa wierności swojemu sumieniu, aż do męczeństwa włącznie”78. W ten sposób błędne poznanie prawdy wewnątrz staje się większym zagrożeniem, ponieważ – ze swojej istoty – odbiera możliwość reagowania na nieprawdę.

Powyższe zdefiniowanie wolności w konsekwencji pokazuje, że tylko miłość jest spełnieniem wolności. Miłość, czyli bezinteresowny dar z siebie dla kogoś innego, aby zachowała swoją istotę, musi być wolna. Bez wolności ten dar nie byłby bezinteresowny. Tę zależność miłości i wolności widać w postaciach świętych i błogosławionych w Kościele79. Jest to zależność w obie strony, bo z jednej strony nie może być miłości bez wolności, ale


z drugiej strony właśnie przez miłość człowiek „zdobywa” sobie wolność.

Koniecznym „wymiarem” wolności i miłości jest miłość do Boga. Jej „początkiem” jest „miłość do prawdy”. Miłość do człowieka nie może zostać rozdzielona od miłości do Boga, bo wtedy traci swoją podstawę – ponieważ prawda jest w Bogu80. „Człowiek nie może być prawdziwie wolny, jak tylko przez miłość. Miłość Boga nade wszystko i miłość ludzi: braci, bliźnich, rodaków...”81.

Bezinteresowny dar z siebie Bogu wymaga, aby dać Mu wolność rozporządzania sobą według Jego woli. Z tym nierozłącznie wiąże się prawda, że postępując w ten sposób, doświadcza się największej wolności82. Z jednej więc strony – wolność jest darem Boga.
A z drugiej – należy ją sobie „zdobywać” w każdym momencie życia. Nawet jeśli akt samostanowienia będzie dokonany raz na całe życie, to i tak później należy go potwierdzać. Dlatego Papież używa pojęcia „trud wolności”. Zatem tylko w wolności, w prawdzie
i w miłości można „prowadzić życie w pełni godne człowieka”83. Dlatego dla wolności warto nawet poświęcić życie84.

1.3.2 Stosunek Unii Europejskiej do wolności


Pojęcie wolności jest przez UE używane nader chętnie. Unia szczyci się „przywiązaniem do zasad wolności (...) [i] podstawowych swobód”85. Nie istnieje w niej jednak definicja wolności. Można się zastanawiać, dlaczego. Unia Europejska albo nie uważa, że istnieje potrzeba takiej definicji, albo uważa ją za oczywistą, albo nie umieściła jej
z jakiegoś innego jeszcze względu. Wydaje się, że prawdziwe jest stwierdzenie, że uważa taką definicję za oczywistą. Wolność – według Unii – jest to możliwość wybierania (tzn. decydowania o wyborze i realizowanie go)86. Ta definicja pasuje do każdego określenia wolności w UE (łatwo sprawdzić, że odpowiada ona np. „czterem podstawowym swobodom”87, jak również zapisom w Karcie Praw Podstawowych). Biorąc pod uwagę nieobecność prawdy jako wartości dla Unii Europejskiej, można powiedzieć, że powyższa definicja wolności jest prawie odpowiednia.

Aby dojść do odkrycia podstaw antropologicznych według UE, należy przeanalizować cele, jakie jej przyświecają88. Są one różnorakie. Jednak patrząc na Unię przez pryzmat traktatów, które są najważniejszymi „nośnikami” owych celów, widać, że niektóre z nich są bardziej konkretne, to znaczy takie, których realizacja jest możliwa do sprawdzenia. Są to: wprowadzenie wspólnego europejskiego obywatelstwa, zniesienie barier handlowych między krajami należącymi do UE, swobodny przepływ osób i kapitału między krajami, poprawa warunków życia i pracy obywateli, oraz „pełne zachowanie i rozbudowywanie acquis communautaire”89. Nie wszystkie są celami samymi w sobie. Z pewnością zniesienie barier handlowych jest tylko środkiem do innego celu, również sformułowanego w ramach Unii Europejskiej, jakim jest utworzenie wspólnego rynku90. Nie są to jedyne cele sformułowane


w najważniejszych traktatach UE. Należy tu wymienić jeszcze:

  • Wzmocnienie gospodarek przez zwiększenie jedności systemów gospodarczych różnych krajów, w tym – przez wprowadzenie wspólnej waluty. Z pewnością mieści się w tym cel – wzmocnienie demokratycznego charakteru i skuteczności funkcjonowania instytucji
    w Unii Europejskiej;

  • Umocnienie pokoju i wolności przez połączenie zasobów. Tu też można umieścić cel – realizowanie wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa;

  • Kilka celów ma wspólny mianownik – umacnianie podstawy coraz silniejszej unii między narodami, pogłębienie solidarności przy szacunku dla kultury, historii i tradycji zgodnie
    z zasadą subsydiarności;

  • W artykule 2 [B] Traktatu o Wspólnotach Europejskich podkreśla się jeszcze jeden cel: „potwierdzanie swojej tożsamości na arenie międzynarodowej, w szczególności poprzez realizację wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, (...) [oraz] wspólnej polityki obronnej”91. Można tu również umieścić ochronę interesów obywateli państw Unii,
    o której wspomina ten artykuł.

Moim zdaniem są to najważniejsze grupy celów zawarte w traktatach92. Można twierdzić, że w preambułach traktatów umieszczono wiele „haseł”, które potem nie zyskały praktycznie większego znaczenia, ponieważ ustalenia w ramach UE (czy Wspólnot Europejskich) są podejmowane na zasadach konsensusu i trudno byłoby uzyskać jednomyślność na tematy dotyczące kwestii światopoglądowych93. Nie poparłbym jednak takiego rozumowania – skoro są sformułowania, to raczej nie są one bezpodstawne94. Ktoś musiał chcieć, aby zaistniały w tekście.

Pomimo wszystko celem podstawowym Unii Europejskiej są „osiągnięcia w zakresie integracji gospodarczej”. Dlaczego jest to tak ważne? Dlatego, że „jest tylko jedno pierwsze miejsce”. Wydaje się, iż to zdanie w trafny sposób przedstawia sytuację w Unii pod względem miejsca osoby w niej. Warto może nadmienić, że nie kolidują z tym wnioskiem inne postawione sobie przez UE cele (i tak jest tylko jedno pierwsze miejsce). Z drugiej strony nie znaczy to – jak wspomniałem – iż decydenci w Unii Europejskiej nie zważają na człowieka,


a jedynie – tak jak inne podmioty – jest on następny, po gospodarce. Kultura na przykład jest wspomniana w preambule tylko przez pryzmat „bariery rozwoju” – czyli uznano pewien wymóg szacunku dla niej.

Kolejną przesłankę do wniosku, iż „osiągnięcia w zakresie integracji gospodaczej” są celem podstawowym, widziałbym w sprawie traktowania wojny i pokoju. Zarówno Kościół jak i Unia Europejska nie chcą wojny. Jednak mają zasadniczo inne podejścia (czy środki) do uniknięcia jej. Kościół – jeśli mówić w skrócie – uważa, że „wojny rodzą się w sercu człowieka głuchego na wezwanie Błogosławieństw”95. Natomiast UE uważa, iż „umocnienie pokoju”, nastąpi przez „połączenie zasobów” – jak to zostało napisane powyżej. Sprawą, którą trzeba rozstrzygnąć, jest to, czy uniknięcie wojny jest samo w sobie celem, czy środkiem


w realizacji celu. Wydaje się, że raczej środkiem – gdyż „połączenie zasobów” ma prawdopodobnie na celu zwiększenie „jedności gospodarek”, a w konsekwencji „zwiększenie postępu ekonomiczno-społecznego”. Można zauważyć tu dążenie do uzyskania tzw. efektów skali. Celem więc wydaje się być zwiększenie efektywności w ramach całej UE (a nie uniknięcie wojny). Tylko na marginesie przypomnę, iż uniknięcie wojny dla Kościoła jest również środkiem – aby człowiek mógł się prawidłowo rozwijać.

Również podręczniki opisujące integrację w ramach Unii Europejskiej, są poświęcone sprawom ekonomicznym, lub na tyle ogólnym, że nie można powiedzieć, iż traktują


o kulturze, o koncepcji człowieka, rodziny itp.

Zatem pomimo obecności wielu celów integracji – nawet sformalizowanych – które mają szczytne brzmienie, przebija przez nie jeden cel – zwiększenie efektywności, czyli maksymalizacja zysków96. To myślenie występuje zarówno na poziomie władzy w Unii jak również na poziomie przedsiębiorstw (oraz obywateli). Zresztą zależność poglądów na obu „poziomach” jest duża. Otrzymujemy w ten sposób logiczną konsekwencję, ponieważ cele determinują przynajmniej w pewnym stopniu rzeczywistość. Zgodnie z tymi celami człowiek ma służyć maksymalizacji zysków. Może jest to „brutalnie” powiedziane, ale jest konsekwencją powyższego97. Wolność też służy maksymalizacji zysków, czy – w skali całej Unii Europejskiej – zwiększeniu efektywności.

Wydaje się, że owe inne cele, czy też ostatnio uchwalona Karta Praw Podstawowych, jak również obecność od samego początku mechanizmów ochrony społecznej98, są pewną barierą przed bezdusznym wciągnięciem człowieka w mechanizm zwiększania efektywności, ale potwierdzają pośrednio istnienie tego celu nadrzędnego. Być może jest to kwestia historii Europy i stopniowego przyznawania robotnikom większych praw w XIX i XX wieku99. Wszak UE jest pośrednio również wynikiem kompromisu między zwykłymi ludźmi, którzy wybierają rządy swoich krajów. Tą obroną przed absolutnym wciągnięciem człowieka
w mechanizm zwiększania efektywności jest zasada subsydiarności oraz to, co znajduje wyraz
w sformułowaniach o poszanowaniu kultury, historii, tradycji. Ale zauważmy, że znowu są one potwierdzeniem wniosku, iż na pierwszym miejscu nie jest postawiony rozwój człowieka.
Z jednej strony człowiek zwykle chce rozwoju gospodarczego, a z drugiej strony nie chce być „trybikiem w maszynie” (chociażby ze względu na chęć posiadania czasu wolnego, jak również z powodu istnienia potrzeb odnoszących się do psychiki).

Można i taki wniosek wysnuć – już bezpośrednio z zapisów w preambułach traktatów – iż Unia widzi dużą współzależność, a może nawet zbieżność, wszystkich postawionych tam celów. Oczywiście jest to prawda, bo gdyby tak nie było, to nie znalazłyby się tam obecne zapisy, które by uważano za zaprzeczające sobie. Patrząc jednak pod kątem nauki społecznej Kościoła, ważne jest określenie, co jest pierwszym motywem (powstania oraz) istnienia UE. Ważne jest to dlatego, że być może nie będzie jednak zgodności między jakimiś „celami”: Co wtedy? Który jest ważniejszy?

Wolność jest pojęciem najbardziej skonkretyzowanym w Unii Europejskiej spośród tych, które są tematami tego rozdziału. Wolność jest zresztą – jak już było wspomniane – podstawą Unii. To właśnie „cztery swobody” ją budują. Są to: swoboda przepływu kapitału, osób (siły roboczej), towarów oraz świadczenia usług. Jak widać, wolność jest pojęta przedmiotowo100: np. wolność przepływu osób oznacza zniesienie barier w przemieszczaniu się. Poza tymi „wolnościami” są również inne – ich lista jest bardzo długa; znajdują się one na pewno w większości (jeśli nie wszystkie) w Karcie Praw Podstawowych. Możemy tam więc znaleźć m.in. wolność brania udziału w wyborach, wolność zawarcia małżeństwa, „wolność myśli, świadomości i religii”. Stąd już wyłania się pojęcie wolności określonej wyżej: wolność to możliwość wyboru przez człowieka. W świetle tego, co było powiedziane
o wolności w katolickiej nauce społecznej, można dodać, że w UE wolność jest najwyżej możliwością wyboru.

Przez abstrahowanie od istnienia prawdy obiektywnej o Bogu, Unia Europejska opiera się jedynie na doświadczeniu dotyczącym ziemskiego życia, które dla każdego człowieka kończy się w pewnym momencie. Abstrahuje więc w ogóle od możliwości „życia po śmierci”. Już te fakty powodują, że horyzonty wolności z nieskończoności „skracają się” do skończonych, prawie mierzalnych wymiarów.

W pojęciu wolności w Unii można oczywiście „zmieścić” inne określenie – stanowienie o sobie. Ale nie do końca. Wolność człowieka w pojęciu UE ma swoje jeszcze węższe ramy – są nimi właśnie cele Unii, gdyż one w konkretny sposób tworzą rzeczywistość.

Na marginesie można spróbować określić bariery dla wolności, rozumianej jak wyżej, wynikające z przyjętych celów. Np. chęć zachowania pokoju wymaga ograniczenia wolności


w sensie możliwości wyboru (abstrahując od UE: nie jest to czymś złym; jedynie ogranicza taką „wolność”). Wspólna polityka zagraniczna też wymaga ograniczenia wolności tak rozumianej101. „Zwiększanie efektywności” (lub maksymalizacja zysków), także daje konkretne bariery dla wolności jako możliwości wyboru. Stąd widać, że istotną sprawą jest zależność wolności od popierania lub niepopierania celów Unii Europejskiej. Ludzie, którzy nie popierają ich, są traktowani gorzej, mniej mogą, w szczególności mogą wpływać
w mniejszym stopniu na decyzje Unii – jak widać z przytoczonych przykładów
C. Beddermanna i J. Heidera.

Stosowne jest wskazanie tutaj jeszcze jednego „źródła” ograniczenia wyboru, a więc ograniczenia wolności rozumianej jak w UE. Takim ograniczeniem są możliwości człowieka. Ograniczone umiejętności (albo ich brak) w oczywisty sposób ograniczają możliwość wyboru.

Można powiedzieć, że w Unii Europejskiej charakterystycznymi elementami wolności jest możliwość wyboru i sam wybór.

Nasuwa się zatem pytanie: co Unia „sądzi” o wolności, gdy człowiek jest nieświadomy (np. poczęte dziecko w pierwszym okresie życia, chory psychicznie, czy nawet zdrowy psychicznie, dorosły człowiek pod narkozą w szpitalu). UE jakby nie zajmuje się tym problemem – w takich sytuacjach nie używa pojęcia wolności. Nie przeczę, że ten problem jest trudny. Jednak Kościół, ze swoją definicją wolności, łatwo sobie z nim radzi. A co ważniejsze – rozwiązuje w ten sposób kolejny problem: czy świadomość w danej chwili decyduje o tym, że jest się człowiekiem; co może mieć swoje bezpośrednie skutki


w prawodawstwie (np. czy nienarodzony jest człowiekiem).

Wypada dopowiedzieć, że granica uznania przez Unię Europejską, kiedy człowiek staje się wolny, jest konkretnie określona – od narodzin. Jest to konsekwencja zajęcia stanowiska, iż człowiekiem jest na pewno ktoś narodzony. Wtedy też staje się podmiotem owej wolności. Kościół uważa, że owa granica – narodziny – nie jest w żadnym stopniu uzasadniona.

Oczywiście Unia również widzi, iż człowiek rozwija się „wraz z upływem czasu”. Dziecko nie jest na tyle rozwinięte psychicznie itp., aby decydować o sobie w pełni. Tak więc część wolności – w pojęciu prezentowanym przez UE – otrzymuje się wraz z upływem życia. Chociaż nie znalazłem stwierdzeń, potwierdzających expressis verbis, to nietrudno domyślić się, że takie postawienie sprawy ma swoją podstawę w ocenie świadomości osoby przez pryzmat działania jej mózgu (świadczy o tym istniejąca w niektórych krajach Unii możliwość zabicia nienarodzonego dziecka w ciągu 12 lub 24 tygodni od poczęcia i zakaz zabijania po tym okresie102). W tym pojęciu mieści się również dojrzałość psychiczna.

Dla oceny koncepcji wolności w UE należy odpowiedzieć na pytanie, czy wolność jest związana z prawdą. Otóż już wyżej zostało powiedziane, że Unia Europejska nie koncentruje się na badaniu i odkrywaniu prawdy. Sama konstrukcja wolności w UE nie ma z prawdą nic wspólnego. Nawet abstrahując od określonej wyżej definicji wolności w Unii widać, iż żaden ważniejszy zapis o wolności nie jest bezpośrednio powiązany z prawdą103. Być może Unia Europejska rozumie, iż istnieje takie powiązanie bez określania go werbalnie. Jednak biorąc pod uwagę to niezainteresowanie prawdą (oraz istnienie w ramach UE wielu organizacji


o sprzecznych poglądach, z których żadna nie jest wyróżniona), wniosek jest taki, że w Unii Europejskiej pojęcie „wolności” nie jest powiązane z prawdą.

Może zatem wolność jest przynajmniej powiązana z godnością? Oczywiście nie ma sensu (ze względu na temat pracy) rozważać tu godności w ujęciu UE. „Wolność” według Unii nie jest zaś powiązana z godnością człowieka, którą widzi Kościół, ponieważ Unia nie uznaje tej godności. Godność mierzy się w UE jakością oraz przyczynianiem się do „postępu ekonomiczno-społecznego”. I jest to poważne potraktowanie ludzi. Dlatego że każdy w tym systemie ma możliwość wyboru, możliwość stanowienia o sobie – czy przyczynia się do tego postępu, czy nie. W związku z pojęciem wolności, jakie istnieje w Unii Europejskiej, powstaje pytanie, gdzie jest granica między wolnością różnych osób. Jeśli bowiem dwie osoby chcą zrobić rzeczy, które nawzajem się wykluczają, to co w takim wypadku? UE podchodzi do tego problemu logicznie i mówi, że w takim wypadku przynajmniej jedna z tych „wolności” zostaje ograniczona104.

Następne pytanie, które jest oczywistą konsekwencją poprzedniego, brzmi: Co się dzieje w przypadku zetknięcia się praw różnych osób, z których jedno ma większą „rangę”
w „hierarchii” praw określonych przez Kościół? Które prawa dla Unii Europejskiej są ważniejsze? Odpowiedź na to pytanie zostanie udzielona w dalszej części pracy. Natomiast warto w tym miejscu wspomnieć o sprawie szerszej – o wzajemnej relacji Unii oraz Kościoła
i jego nauczania. Kościół nigdy nie utożsamia się z tym, co się dzieje w UE105. Również sama Unia nie traktuje katolickiej nauki społecznej jako podstawy, na której powinna ona „budować” swoje działania. Świadczy o tym sformułowanie: „Wypracowane stanowiska Kościół przedstawia jako głos w dyskusji dotyczącej tych rozwiązań”106 (o takim podejściu:
o zdejmowaniu głosu Kościoła jako nauczyciela i traktowaniu jako „głos w dyskusji”, mówił ks. prof. Waldemar Chrostowski107). W dniu 28 XI 2000 w Parlamencie Europejskim odbyło się seminarium na temat „roli religii w tworzeniu międzynarodowej polityki”. Było ono zorganizowane przez trójkę holenderskich deputowanych do Parlamentu Europejskiego
i wbrew tytułowi było poświęcone głównie sprawie obecności Watykanu (Stolicy Apostolskiej) w ONZ – jego celem miało być zamanifestowanie przeciwko traktowaniu Watykanu jako państwa, oraz przeciwko wpływowi Kościoła na podejmowane
w różnych miejscach decyzje108. Gdyby UE traktowała naukę społeczną Kościoła jako wytyczną działań, to nie pozwoliłaby na przeprowadzenie takiego seminarium w swoich „murach” a jeśli nawet, to zapewne byłoby ono inaczej zorganizowane (np. nie w czasie, gdy ciż sami deputowani rozpoczęli zakrojoną szeroko kampanię na rzecz zniesienia statusu Watykanu jako obserwatora w ONZ109).

Niezbędnym dla oceny wolności w świetle nauki społecznej Kościoła katolickiego, jest zagadnienie „wolności wewnętrznej”, gdyż to właśnie ono jest pojęciem wolności w Kościele. Czy w Unii istnieje takie pojęcie? Błędnie byłoby stwierdzić, że oczywiście istnieje, ponieważ UE nie zabrania nikomu myśleć i stanowić o sobie, jak również – w ogóle nie wtrąca się ona do życia obywateli. Trzeba wziąć pod uwagę to, co „uważa” Unia Europejska, a nie to, na co pozwala (oczywiście te sprawy są od siebie zależne, ale nie bezpośrednio i nie „liniowo”). Przyjrzyjmy się sprawie jednego z nałogów: uzależnieniu od narkotyków. Z jednej strony UE organizuje akcje mające na celu walkę z tym nałogiem110. Z drugiej jednak strony spożywanie narkotyków jest prawnie dozwolone w niektórych krajach w UE (np. w Holandii). Co z tych dwóch faktów można wywnioskować o stosunku Unii do „wolności wewnętrznej”? Dla Unii Europejskiej nie istnieje nałóg (w sensie nauki Kościoła, czyli jako zniewolenie wewnętrzne), istnieje natomiast „ogólnie przyjęta” opinia o czymś jako niekorzystnym lub czymś, z czym trzeba walczyć. Dlatego też istnieją akcje przeciw używaniu narkotyków. Jednak UE nie uważa spożywania narkotyków za zło dla człowieka, bo gdyby tak uważała, to nie byłoby dozwolone spożywanie ich np. w Holandii. Jeśli więc o nałogach – najcięższym przypadku zniewolenia wewnętrznego – można powiedzieć, że Unia ich nie uznaje, to można to powiedzieć z pewnością o całości pojęcia „wolność wewnętrzna”.

Trzeba się z kolei zastanowić, czy Unia Europejska widzi odpowiedzialność człowieka za wolność, odpowiedzialność za podejmowane wybory. W UE istnieje takie pojęcie, z tym że ogranicza się ono do sytuacji, gdy ktoś działa niezgodnie z prawem. Wtedy oczywiście ponosi odpowiedzialność karną. Jeśli jednak działa w obrębie prawa, to odpowiedzialność jest uzależniona od tego, czy działa „po myśli” Unii Europejskiej, czy nie. Zauważmy, że sprawy ludzi, którzy byli dla Unii niewygodni w sensie głoszonych poglądów (C. Bedderman
i J. Heider), mają tę cechę charakterystyczną, że działali oni bez łamania prawa.

W UE patrzy się na wszelkie decyzje przez pryzmat integracji, najczęściej gospodarczej. To już samo w sobie jest pewnym ograniczeniem wolności, jak już napisano. Jednak rodzi to również brak jakiejkolwiek innej odpowiedzialności za dokonywane decyzje niż właśnie odpowiedzialność odnosząca się do sprawy integracji. Przy takim myśleniu oczywiście na bok schodzi prawda, co również było już stwierdzone w tej pracy.

Ponieważ wolność według Unii Europejskiej odnosi się tylko do zewnętrznych uwarunkowań życia ludzkiego oraz brakuje w niej odniesienia do prawdy, więc
w rozpatrywaniu potencjalnych przeszkód dla wolności (tj. dla urzeczywistniania tego, co się chce) ograniczę się do wybranych spraw. Omijam całą sferę ludzkiej duszy. Abstrahuję również od tego, że człowiek jest ograniczony w swoich fizycznych możliwościach, choć bez wątpienia jest to przeszkoda dla wolności według UE. W takim pojęciu wolności, jakie przyjmuje Unia, jak już wyżej powiedziano, mogą pojawić się „konflikty” między „wolnościami” (dokładnie – prawami) różnych osób. Stąd można wysnuć wniosek, że wolność innych ludzi jest przeszkodą dla wolności i urzeczywistniania jej przez danego człowieka. Oczywiście cele UE są przeszkodą dla swobodnego podejmowania wyborów przez ludzi, jednak z pewnością Unia nie uważa ich za barierę dla wolności (dowód nie wprost). Tu właśnie może kryć się sygnalizowana wcześniej nieścisłość podanej definicji wolności. Być może definicja powinna brzmieć: „wolność jest swobodą (w sensie możliwości) podejmowania wyborów, o ile są one zgodne z celami Unii Europejskiej”. Od strony UE wprowadzenie celów nie zmienia w zasadzie nic. A przy takiej definicji zostaje już tylko jeden element będący przeszkodą dla wolności tak pojętej: największą przeszkodą jest zatem wolność innych osób.

Jeśli zastanowić się wobec tego, co może oznaczać „dobro” oraz „zło” w Unii Europejskiej, to „dobro” będzie oznaczało możliwość realizacji swojej wolności a „zło” – gdy tego nie można osiągnąć. W przypadku konfliktu „wolności” (praw) konsekwentnie: „dobrem” będzie możliwość realizowania swojej wolności, a „złem” – brak takiej możliwości,


a więc realizowanie wolności przez innego człowieka. Dla UE nie istnieje „sumienie”, czyli wołanie z zewnętrz o prawdę, ponieważ nie istnieje dla niej Bóg.

Czy błędne poznanie prawdy prowadzi według Unii Europejskiej do ograniczenia swojej wolności? Na pewno tak, jeśli weźmiemy pod uwagę ekonomię. UE uważa również, że błędne poznanie prawa unijnego prowadzi do ograniczenia wolności. Jednak te szczególne przypadki nie są istotne dla wniosku: Ponieważ Unia abstrahuje od prawdy oraz nie abstrahuje od wolności, więc nie widzi związku między nimi. Co za tym idzie, UE nie uważa, iż wolność miałaby być zależna od poznania prawdy. Można nawet sformułować twierdzenie, że według Unii Europejskiej „prawda zależy od wolności”. Nie chodzi tu oczywiście o prawdę „absolutną” (bo od niej UE abstrahuje, a zatem wolność jej nie stworzy), ale o uznanie czegoś za prawdę przez człowieka. Czyli pojawia się relatywizm: każdy może stworzyć „własną prawdę” (zależy to tylko od jego wolności) i wyciągać z tego odpowiednie konsekwencje odnośnie rzeczywistości. A co ważniejsze – Unia Europejska wszystkie takie „prawdy” traktuje na równi.

Osobnym zagadnieniem są mass-media i ich rola w prezentowaniu prawdy (informowaniu) lub nieprezentowaniu prawdy (dezinformowaniu) 111. Nawet jeśli Unia widzi rolę tych środków w przekazywaniu prawdy112, to jednak – jakiej prawdy? Konsekwentnie – chodziłoby o tę „prawdę”, którą wyznaje UE, czyli zapewne odnosi się to do rzeczywistości
w „wymiarze” gospodarczym. Potwierdzeniem są decyzje Unii Europejskiej w sprawach mass-mediów, których to decyzji jest dużo, ale które zawierają zwykle „deklarację zgodności koncentracji ze wspólnym rynkiem”113. Natomiast nie znalazłem przykładu, który by potwierdzał, że „obchodzą” Unię jakieś inne sprawy z rzeczywistości.

Ponieważ UE nie odnosi się w wiążący sposób do Boga, od razu można odpowiedzieć na pytanie, czy według niej miłość do Boga ma wpływ na wolność. Prawdopodobnie nie, bo gdyby miała znaczący wpływ, to pozostałoby po tym jakieś stwierdzenie w unijnych dokumentach. Inne zagadnienia dotyczące miłości będą omówione w punkcie odnoszącym się do zasady solidarności i miłosierdzia.

Na koniec zastanówmy się, kiedy – według UE – człowiek może prowadzić prawdziwie godne życie. Co Unia Europejska nazwałaby godnym życiem? Otóż jeśli w ogóle użyłaby takiej nazwy, to byłoby to życie w dostatku, w granicach wspólnego rynku, bezpieczne (bezpieczeństwo zapewnione przez Unię) oraz byłoby to życie „sprawiedliwe”, oczywiście według pojęcia UE, czyli zgodne z jej prawem stanowionym114.

KOMENTARZ (osoby kompetentnej)


1. Pojęcie prawdy. Słusznie zauważono, że jedną z zasadniczych różnic pomiędzy myślą katolicką a ideowym fundamentem Unii jest sama koncepcja prawdy (Kościół: „jedna prawda obiektywna i szacunek dla osobistych przekonań innych"; Unia: „każdy może mieć swoją prawdę i wszystkie „prawdy” są jednakowo wartościowe - dlatego jedynym sposobem ustalenia wspólnej prawdy jest demokratyczne głosowanie"). Wydaje się jednak, iż
w nauczaniu Jana Pawła II chodzi nie tyle o każdą prawdę, ale przede wszystkim o prawdą
o człowieku - ta prawda jest motorem historii i wszelkich zmian.

Istnieje potrzeba porównania rozumienia człowieka przez Kościół i przez Unię. Wtedy mogłoby się pojawić wiele ciekawych różnic - m. in. kwestia sprowadzenia ludzkich potrzeb do spraw materialnych (materialistyczna i konsumpcyjna wizja osoby ludzkiej), brak zainteresowania sprawami kultury, więzi międzyludzkich (m. in. problem rodziny), problem rozumienia godności osoby (tu tkwią korzenie różnego spojrzenia m. in. na aborcję, eutanazję, sprawiedliwość społeczną, absolutyzację konkurencji jako zasady kierującej życiem społecznym) itd.

Godność należałoby umieścić nie tyle jako wartość obok prawdy, ale jako jeden
z najistotniejszych elementów prawdy o człowieku.
2. „Z godnością wiąże się również <
>, czyli możność tworzenia relacji” – potencjalny charakter to raczej zdolność do przekraczania samego siebie, stawania się ciągle kimś więcej, zdolność do rozwoju. Człowiek jest tym, kim jest dzisiaj, ale potencjalnie może stać się kimś więcej, ponieważ rozwija się. Oczywiście zdolność do tworzenia jest również innym znakiem pozwalającym na uznanie osobowej godności człowieka.
3. Świetne jest dostrzeżenie, że w dokumentach Unii nie ma wskazania na fundament godności osoby. To jest bardzo ważne! Bo jeżeli tego fundamentu nie ma rozpoznanego
w naturze, wtedy istnieje pokusa uznania jedynie godności przyznawanej np. prawo. A stąd już tylko krok do przyznania godności jednym, a nie przyznania innym. To jest wielki problem – określić taki fundament godności osoby, na mocy którego wszyscy niosą godność niezależnie od prawa stanowionego. Uznanie godności każdego człowieka, a konsekwentnie protest przeciwko jakimkolwiek przejawom traktowania człowieka jako środka do osiągnięcia celu innego poza nim samym, traktowania przedmiotowego (por. np. to o czym napisano
o ochronie zdrowia reprodukcyjnego) – to jest klucz do rozumienia kwestii społecznej. Tu widać, że różnice w rozumieniu godności osoby ludzkiej istnieją.
4. „Największą przeszkodą jest zatem wolność innych osób” - dobrze, że na to zwrócono uwagę. M. in. na takim właśnie zrozumieniu wolności zbudowana jest liberalna koncepcja państwa, w której trudno jest znaleźć miejsce dla pojęcia dobra wspólnego. Ale jest rzeczą jasną, że tak sprawy stawiać nie można. Jeżeli bowiem wolność jest związana z prawdą, to jest to również prawda o drugiej osobie, o jej prawach. Idąc dalej po tej linii myślenia – to właśnie poszanowanie praw drugiej osoby będzie wyrazem ujawnienia się wolności, a nie jej przeszkodą.
5. Wydaje się jednak, że przy zagadnieniu wolności zagubiono nieco rozróżnienie pomiędzy zobowiązaniami wynikającymi z powołania człowieka do urzeczywistnienia wolności
w wymiarze osobistym, a zobowiązaniami państwa względem ludzkiej wolności. Porównywanie tych dwóch zobowiązań bez jasnego ich rozróżnienia i określenia w tym zakresie zobowiązań ze strony państwa będzie rodzić wątpliwości.

Na marginesie nasuwa się właśnie ta myśl: w wielu miejscach (również w odwoływaniu się do nauki Kościoła) brakuje tego rozróżnienia pomiędzy zadaniami (i zobowiązaniami) osoby jako jednostki oraz zadaniami (i zobowiązaniami) państwa. Na przykład: osoba może być wolna


w każdej sytuacji, jeśli tylko jej wybory są związane z prawdą. Ale potrzebuje społeczności
m. in. do tego, aby odnaleźć prawdę. Stąd zobowiązanie państwa (a struktura Unii zmierza
w kierunku struktury państwowej) względem zagwarantowania ludzkiej wolności będzie polegało nie tylko na tym, aby zapewnić każdemu możliwość dokonywania wyborów (to
w zasadzie w dokumentach unijnych jest obecne), ale również (a może jeszcze bardziej) aby zapewnić dostęp do prawdy, która przekazywana jest m. in. przez kulturę, a z tym w Unii bywa różnie.
  1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna