Wna handlowa w warszawie studium dyplomowe



Pobieranie 438.39 Kb.
Strona2/7
Data06.05.2016
Rozmiar438.39 Kb.
1   2   3   4   5   6   7

Rozdział 2
Koncepcja życia społecznego w nauczaniu społecznym Kościoła oraz według zasad obowiązujących w Unii Europejskiej

2.1 Dobro wspólne i jego istota


Pojęcie dobra wspólnego jest fundamentem każdej ludzkiej społeczności, chociażby dlatego, że troska o nie skutkuje pokojem między ludźmi115. Oczywiście jest tak wtedy, jeśli odpowiednio rozumie się dobro wspólne.

2.1.1 Dobro wspólne w nauce społecznej Kościoła


Rozumienie dobra wspólnego przez Kościół opiera się – tak jak cała zasadność istnienia relacji międzyludzkich – na podmiotowym traktowaniu człowieka jako cel istnienia tego dobra. Nie jest łatwo podać definicję dobra wspólnego, gdyż zawiera ono wymiar zarówno materialny jak i duchowy: „Dobro zaś wspólne obejmuje sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość”116.

Mając na uwadze odniesienie do Unii Europejskiej – jeszcze raz należy podkreślić, że dobro wspólne realizuje się w każdym wymiarze życia: zarówno materialnym jak


i kulturowym (czyli duchowym i etycznym)117. Jak oczywiste jest, że dobro wspólne leży
u podstaw każdej społeczności, tak oczywiste, iż „działalność polityczna znajduje swój właściwy sens w trosce o dobro ludzkie, które jest dobrem natury etycznej”118. Papież mówi, że gdy jest troska o duchowy wymiar życia, to łatwo dostrzec również potrzebę troski
o wymiar materialny119. W odwrotną stronę „implikacja” jest trudniejsza120. I dlatego mówiąc
o dobru materialnym, Kościół zawsze dodaje cel jego istnienia, który jest natury niematerialnej121.

Dobro wspólne nie jest kategorią abstrakcyjną. Nie jest ono skierowane „li tylko” do ludzkości, a więc bez konkretów. Aby zachowało zgodność z pojęciem Kościoła, musi być ono dostępne dla każdego człowieka i całego narodu. Nie jest więc dobrem wspólnym to, co rodzi nierówności albo w konsekwencji powoduje większą alienację jednostek122. Papież mocno występuje przeciw „egoizmowi klasowemu czy grupowemu”123 i podkreśla, że „wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu”124.

Dobro wspólne wymaga wysiłku od człowieka. I to od każdego człowieka, ponieważ każdy jest zobowiązany do tworzenia go. Zobowiązanie takie jest „wiążące osobę ludzką
w sumieniu, to znaczy, że nikt nie może się z niego zwolnić”125. Wynika ono oczywiście
z faktu życia razem w jednej społeczności, jest konsekwencją „zwykłej” międzyludzkiej solidarności. Oczywiście wynika ono z odpowiedzialności za innych. Należy tu wprowadzić rozróżnienie między „społecznością” a „wspólnotą”: społeczność jest wtedy, gdy każdy jest
w niej zaangażowany w tworzenie dobra wspólnego, natomiast wspólnota – gdy oprócz tego „dążenie do dobra wspólnego będzie jednocześnie działaniem każdej pojedynczej osoby jako podmiotu rozumnego i wolnego”126. Aby wytworzyła się wspólnota, potrzebne jest zatem zaufanie. Jest to oczywiście nazewnictwo Kościoła, a nie Unii Europejskiej. Czyli nie wiadomo, czy Kościół nazwałby Unię („Wspólnoty Europejskie”) „wspólnotami”.

2.1.2 Dobro wspólne w Unii Europejskiej


Czy UE używa pojęcia „dobra wspólnego”? Otóż używa, i trzeba od razu dodać – trzykrotnie pojawia się sformułowanie „common good” (dobro wspólne) w unijnych dokumentach. Dwa z nich dotyczą spraw typowo „ekonomiczno-politycznych”, a mianowicie regulacji połowu ryb oraz ochrony środowiska naturalnego. Trzeci raz pojawia się przy rezolucji dotyczącej środków społecznego przekazu.

Z pierwszych dwóch zapisów możemy się dowiedzieć, że ryby (odpowiednio – środowisko naturalne), są wspólnym dobrem, a zatem nie są własnością nikogo (odpowiednio – nie jest złączone z niczyim prywatnym interesem). Natomiast określenie zawarte we wspomnianej rezolucji jest zupełnie inne. Widać, iż nie chodzi li tylko o dobro materialne,


a przynajmniej tak się wydaje, czytając samo sformułowanie: rezolucja ta określa bowiem, że „funkcje kulturalne, socjalne i demokratyczne są wypełniane [przez środki społecznego przekazu] dla dobra wspólnego”127. Wypada zauważyć, iż o ile w pierwszych dwóch dokumentach sformułowanie „dobro wspólne” miało konkretny skutek, tak w trzecim jest tylko pewną „wskazówką”, jak powinno być. Potwierdza to również cały tekst tej rezolucji,
z którego nie da się wywnioskować niczego o wymiarze niematerialnym. Jeszcze jedna uwaga: same sformułowania (podobne do tych, jakie występują w dokumentach Kościoła odnośnie środków społecznego przekazu) nie muszą decydować jeszcze o zgodności myślenia Unii Europejskiej z nauką społeczną Kościoła. Jest to o tyle istotne, że inne dokumenty UE odnośnie środków społecznego przekazu nie dają żadnych złudzeń co do zawierania w nich spraw duchowych – nie ma ich tam128.

Zastanawiające jest to, że tak rzadko występuje w dokumentach UE „dobro wspólne”. Dotychczasowe rozważania prowadzą do odgadnięcia, gdzie leży rozwiązanie tego problemu. Otóż Unia większą wagę przywiązuje do wymiaru materialnego niż duchowego. Okazuje się, że hasło „wspólny interes” (ang.: common interest) występuje na pewno w ponad 300 unijnych aktach prawnych (czyli jest ponad 100 razy więcej takich dokumentów niż zawierających sformułowanie „dobro wspólne”). Poza tym istotne jest, iż w głównych traktatach zawarte jest pojęcie „wspólny interes”, a nie ma tam nawet samego słowa „dobro”. Tymczasem, jak to poniżej zobaczymy, zasada subsydiarności (pewien odpowiednik zasady pomocniczości z nauki społecznej Kościoła) jest przynajmniej formalnie uznana za główną „wytyczną”, zgodnie z którą działa Unia: zapis o niej jest umieszczony w preambule do Traktatu o Unii Europejskiej129. Nie ma analogicznego zapisu o „dobru wspólnym”.

Rozpatrując, co może się kryć za ewentualnie istniejącym szerszym pojęciem „dobra wspólnego” według UE, widzimy, że nie ma tu strony duchowej. Być może to pojęcie jest tylko prawną instytucją w celu uznania, iż dana rzecz (lub prawo) nie może być posiadana przez nikogo. Jeśli tak, to oczywiście nie ma w nim „ducha”. Pojawia się natomiast pytanie: Skoro w UE każdy chce dla siebie jak najwięcej „wygrać”130, to czy nie kłóci się z tym pojęcie „wspólnego interesu”? Raczej nie kłóci się, ponieważ można sobie wyobrazić, że wspólny wysiłek da więcej dobra (materialnego). Wydaje się, że trzeba odwrócić zależność: to brak uświadomienia sobie dobra wspólnego (w pojęciu nauki Kościoła) skutkuje właśnie taką sytuacją, że każdy „walczy” o swój interes.

Jak już stwierdzono powyżej, w traktatach unijnych nie ma mowy o „dobru wspólnym”. Jest natomiast mowa o „wspólnym interesie”. Próbując stwierdzić, czy pośrednio można owo „dobro wspólne” jakoś „wywnioskować”, tzn. stwierdzić, że mieli je na uwadze twórcy obecnego brzmienia traktatów i ono rzeczywiście de facto jest tam umieszczone, dochodzi się do wniosku, że na pewno nie jest to pojęcie zgodne z nauką społeczną Kościoła katolickiego. Ogólnie – nie ma zatem w UE pojęcia „dobra wspólnego”; są tylko jego namiastki – „wspólny interes”.

Warto tu nadmienić, że w traktatach z 1957 roku „dobro wspólne” było jakoś obecne (nie przez sformułowanie, ale przez obecność tej zasady). Traktaty te odnosiły się do części rzeczywistości i z założenia dotyczyły tylko spraw gospodarczych (choć motywem ich podpisania było również poszukiwanie zapewnienia pokoju w Europie). Nie zajmowały się kwestiami „ideowymi” lub „światopoglądowymi”. Nie tworzyły również własnych „idei” co do spraw, które były wyżej określone jako „sprawy podstaw” (sprawy egzystencjalne). W ten sposób byłoby rzeczą nielogiczną rozpatrywać je pod kątem innych aspektów nauki Kościoła niż tylko tych, które odnoszą się do spraw gospodarczych.

Czy Unia Europejska przejawia jakieś namiastki troski o wymiar niematerialny ludzkiego życia? Okazuje się, że tak. Tolerancja, edukacja, poszanowanie mniejszości narodowych (i innych) są pojęciami, które są blisko związane z UE (można powiedzieć, że są one dla niej prawie charakterystyczne). A przecież nie można tych pojęć użyć do opisywania świata językiem ekonomii. Jednak swoiste – właściwe dla Unii – „rozwiązania” w sprawach niematerialnych są często sprzeczne z nauką społeczną Kościoła. Oprócz tego, co już w tej pracy wymieniono (np. nieszanowanie godności człowieka) można podać inne przykłady: edukacja seksualna, równouprawnienie homoseksualistów oraz innych dewiacji, które powstają w miejsce rodziny.

Wobec tego pojęcie „dobra wspólnego”, nawet jeśli istnieje w takim sensie, że może być porównywane do pojęcia z nauki społecznej Kościoła katolickiego, to na pewno nie spełnia najważniejszego wymogu – nie obejmuje duchowego wymiaru ludzkiego życia.
W niektórych sprawach zaś jest nawet przeciwne nauce Kościoła.

Jedynym możliwym „punktem wspólnym” obu pojęć jest wymiar materialny, ale skoro


w UE jest on jedynym (czyli jest celem samym w sobie), to nie tylko nie jest to identyczne
z pojęciem Kościoła, ale Kościół wręcz mówi, że takie podejście jest niebezpieczne, ponieważ uderza w kulturę, bo chce ją „widzieć w kategoriach produkcyjno – konsumpcyjnych”131, co oczywiście nie pozwala kulturze spełniać podstawowego zadania – odpowiadania na pytania egzystencjalne; w takim wypadku zanika również idea solidarności międzyludzkiej132, nie ma wtedy trwałej jedności i pokoju; wymiar li tylko materialny i obecność jedynego celu – sprawnie funkcjonującej gospodarki – skutkują również nieobecnością moralności w życiu społecznym (skutki tego są oczywiste). To wszystko niszczy naród, rodzinę, a w konsekwencji – każdego człowieka.

Zatem „dobro wspólne”, istniejące de facto w Unii Europejskiej, jest bardziej zagrożeniem dla człowieka według nauki społecznej Kościoła niż zasadą życia społecznego. Wobec tego trzeba powiedzieć, że takie rozumienie dobra wspólnego jest nie do pogodzenia


z koncepcją Kościoła.

2.2 Zasada pomocniczości

2.2.1 Pomocniczość w nauce społecznej Kościoła


Definicja pomocniczości, którą posługuje się katolicka nauka społeczna jest wzięta
z encykliki papieża Piusa XI Quadragesimo anno z 1931 roku. Wydaje się trochę symptomatycznym, że dopiero w XX wieku Kościół sformułował taką zasadę. Była ona oczywiście obecna zawsze, nie tylko zresztą w Kościele133. Jednak wcześniej sformułowanie jej nie było tak konieczne. Być może była ona oczywista dla przeszłych pokoleń? Zresztą nie wydaje się, iż ta zasada jest jakoś bardzo odległa od myśli człowieka, jeśli tylko zadać sobie pytanie „dlaczego, w jakim celu?”. Na przykład: Z jakiego powodu państwo ma przejmować zadania rodziny czy innych, mniejszych społeczności? Oprócz spraw, z którymi społeczności mogłyby sobie nie dać rady, odpowiedź nasuwa się sama: nie ma takiego powodu. I to jest zasada, a nie wyjątek. Wyjątek stanowią te sytuacje, w których dobro wspólne wymaga przejęcia zadań przez społeczność większą. Wydaje się, że podniesienie tej prawidłowości do rangi „zasady” wynika stąd, iż istnieje dużo większa liczba spraw, czy potrzeb, które – przy odrobinie zaangażowania – mogą być zrealizowane w społecznościach, czy wspólnotach mniejszych.

Kościół podniósł tę prawidłowość do rangi zasady również (a może przede wszystkim)


z innego jeszcze powodu: ma ona być obroną przed redukcją osoby, jej talentów, możliwości, zadań134. Jeszcze inaczej mówiąc, pozytywnie: ma pomagać w rozwoju osoby. Dlatego też Kościół kładzie nacisk na sprawę wspólnego zaangażowania różnych społeczności, w których żyje człowiek, aby nastąpił ten rozwój. To jest prawdziwa treść zasady pomocniczości. Oczywiście jej treść zawiera w sobie zakaz zbyt dużej ingerencji społeczności większej
w życie społeczności mniejszej lub pojedynczych ludzi (można powiedzieć jednak, że jeśli będzie wspólne zaangażowanie w rozwój człowieka, to dużo łatwiej będzie zrozumieć granice wpływu społeczności większej). Wtedy będzie wspólna troska o tworzenie „przestrzeni rozwoju” człowieka135. Zasada pomocniczości w sposób szczególny ma za zadanie bronić wolności człowieka oraz – co się z wolnością wiąże – brania przez niego odpowiedzialności za swój los, za swoje życie.

Z drugiej strony zasada pomocniczości broni każdego człowieka, czy społeczność mniejszą, przed pozostawieniem ich „samym sobie”. Pewne zadania społeczności mniejszych, czy poszczególnych ludzi, powinny zyskać pomoc od społeczności większych ze względu na dobro wspólne. Są nimi np. pomoc rodzinie, czy troska o podstawowe prawa człowieka,


w tym o prawo do życia136. Na płaszczyźnie narodowej takim zadaniem będzie ułatwianie tworzenia rzeczywistej kultury narodu. Obecnie jej tworzenie mogłoby być wspomagane przez państwo przede wszystkim w środkach społecznego przekazu137. Pomoc rodzinie może być realizowana przez szkolny przekaz nie tylko wiadomości ale i wartości, a w jego ramach przez „wielkie dobro”, jak Papież określa możliwość nauczania religii138. Troska o życie jest oczywista; jednak „ważne jest zwrócenie uwagi na to, że nie tylko Kościół, ale także państwo jako wyraziciel suwerenności społeczeństwa ma w tej dziedzinie wiele do uczynienia”139.

Warto – za Papieżem – poświęcić jeszcze kilka słów macierzyństwu: Społeczne dowartościowanie macierzyństwa jest konieczne, aby matki nie były – de facto – zmuszane do pracy z przyczyn ekonomicznych140. Traktowanie macierzyństwa jest zresztą jednym


ze „sprawdzianów” systemów gospodarczych i społecznych.

W ramach zasady pomocniczości znajdują się również uniwersalne zadania stojące przed każdą społecznością większą: Czuwanie nad tym, aby każdy człowiek i społeczność mniejsza miała dostęp do dobra wspólnego. A ponieważ wolność jest również składową dobra wspólnego, więc w tej zasadzie katolicka nauka społeczna umieszcza zapewnienie wolności sumienia i wyznania jednostek i wspólnot religijnych141.


2.2.2 Zasada pomocniczości w Unii Europejskiej (zasada subsydiarności)


Zasada pomocniczości (z nauki społecznej Kościoła) ma swój konkretny odpowiednik
w Unii Europejskiej, w postaci „zasady subsydiarności”. Prawie powszechnie uważa się, że ta zasada ma swoje źródło w nauce Kościoła142. Konsekwentnie należy powiedzieć, iż zasada subsydiarności jest „ważna” dla UE (cokolwiek to znaczy i jakiekolwiek mogłyby być tego konsekwencje), ponieważ jest wspomniana w preambule do Traktatu o Unii Europejskiej, jednego z najważniejszych dokumentów prawnych Unii. Jako taka jest również szeroko opisywana w literaturze i zbadana pod względem działania. Mogę również powiedzieć, że
w SGH obecność tej zasady w prawie UE jest szeroko znana wśród studentów. W świetle powyższego interesujące są różnice między „zasadą pomocniczości”, jak ją rozumie Kościół, oraz „zasadą subsydiarności” według Unii Europejskiej

Po pierwsze należy stwierdzić, iż „w zakresie który nie podlega jej wyłącznej kompetencji, Wspólnota [tzn. UE, pominąwszy prawne kwestie nazewnictwa, przyp. autora] podejmuje działania, zgodnie z zasadą subsydiarności (...)”143. Tak więc zasada subsydiarności ma zastosowanie w sprawach nie objętych przez Unię jako „wyłączne kompetencje”. Jest to istotne, jeśli zauważyć, że w tych „kompetencjach” jest 17 tytułów, jakie wylicza Traktat


o Wspólnotach Europejskich. Widać więc, iż istotna część „rzeczywistości społecznej” jest przez Unię Europejską traktowana, jako jej „wyłączne kompetencje”. To nie znaczy, że w tych dziedzinach nie ma współpracy między UE a niższymi szczeblami czy grupami społecznymi. To znaczy raczej tyle, iż Unia nie chce uznawać zasady subsydiarności w sprawach dla niej najistotniejszych; chce mieć „wolną rękę” w podejmowaniu decyzji.

Oprócz niestosowania zasady subsydiarności w „kompetencjach wyłącznych”, również


w sformułowaniu artykułu 308 [235] Traktatu o Wspólnotach Europejskich Unia „otwiera furtkę” dla ominięcia tej zasady, „jeżeli w działaniu wspólnego rynku okaże się niezbędne do realizacji jednego z celów Wspólnoty podjęcie pewnej akcji przez Wspólnotę, a uprawnienia potrzebne do jej podjęcia nie będą przewidziane”144. Wtedy UE może podjąć taką akcję, nie uwzględniając zasady subsydiarności. Wydaje się, że ten zapis logicznie i konsekwentnie wynika z podejścia Unii Europejskiej do realizacji celów, które sobie ustaliła oraz z samego sposobu realizacji, który również Unia sobie ustaliła. Jednak biorąc pod uwagę samą zasadę, okazuje się, iż Trybunał Sprawiedliwości, „uprzedzając wspólnotową konstytucjonalizację zasady subsydiarności”, określił, że będzie ona brana przez niego pod uwagę „jedynie
w przypadku rażącego błędu w ocenie przez właściwą instytucją Wspólnoty”145 (taka praktyka ma zresztą miejsce146). Tak więc pomimo istnienia tej zasady, prawie wyłącznie od „dobrej woli” UE zależy jej realizacja. Tę wolę Unia ma (oczywiście poza swymi „wyłącznymi kompetencjami”). Wprowadzono kilka zarządzeń, które zobowiązały jej organy nawet do tworzenia raportów o tej zasadzie. Zajmijmy się zatem konkretną treścią, jaka mieści się pod pojęciem „zasady subsydiarności”. Po pierwsze, trzeba powiedzieć, iż Unia Europejska nie mówi, na jakich podstawach jest osadzona zasada subsydiarności. Należy tu dopowiedzieć, że na pewno tymi podstawami nie są godność osoby (według nauki Kościoła) ani sama nauka społeczna Kościoła147, bo UE jako taka nie bierze ich pod uwagę.

„Zasada subsydiarności” w Unii jest istotnie różna od „zasady pomocniczości”


w nauce społecznej Kościoła, gdy chodzi o praktyczne zastosowanie. Spójrzmy na same sformułowania, aby porównać, w jakim stopniu zapisy obu zasad są podobne, a w jakim różnią się. Zasada subsydiarności, artykuł 5 [3b] Traktatu o Wspólnotach Europejskich, jest określona w sposób następujący:

„Wspólnota działa w ramach uprawnień przyznanych jej niniejszym Traktatem i celów w nim wyznaczonych.

W zakresie, który nie podlega jej wyłącznej kompetencji, Wspólnota podejmuje działania, zgodnie z zasadą subsydiarności, tylko wówczas i tylko
w takim zakresie, w jakim cele proponowanych działań nie mogą być zrealizowane w sposób wystarczający przez państwa członkowskie, natomiast,
z uwagi na skalę lub skutki proponowanych działań, mogą zostać lepiej zrealizowane przez Wspólnotę.

Żadne działanie Wspólnoty nie wykroczy poza to, co jest konieczne do osiągnięcia celów określonych w niniejszym Traktacie”.

Podobnie (choć istnieją różnice148) stwierdza artykuł 1 [A] Traktatu o Unii Europejskiej:

„Niniejszym Traktatem Wysokie Umawiające Się Strony ustanawiają pomiędzy sobą Unię Europejską, zwaną dalej „Unią”.

Niniejszy Traktat stanowi nowy etap w procesie tworzenia coraz ściślejszego związku pomiędzy narodami Europy, w którym decyzje podejmowane są w możliwie najbardziej otwarty sposób i na szczeblu jak najbliższym obywatelowi.

Unia będzie tworzona w oparciu o Wspólnoty Europejskie, uzupełnione kierunkami działania i formami współpracy ustanowionymi niniejszym Traktatem. Jej zadaniem jest organizacja, w sposób spójny i solidarny, stosunków pomiędzy państwami członkowskimi i ich narodami”;

z tym że artykuł 2 [B] tego traktatu odwołuje się do postanowień pierwszego z przytoczonych tu zapisów, dlatego też to właśnie ten jest „bardziej reprezentatywny”.

Natomiast definicja wzięta z Quadragesimo anno brzmi następująco149:

„79. Jest prawdą, a historia wyraźnie o tym uczy, że dziś z powodu zmiany warunków tylko potężne organizacje mogą sprostać pewnym zadaniom, które dawniej spełniały małe wspólnoty. Mimo to jednak nienaruszalnym
i niezmiennym pozostaje to nader ważne prawo filozofii społecznej: jak nie wolno jednostkom wydzierać i na społeczeństwo przenosić tego, co mogą wykonać z własnej inicjatywy i własnymi siłami, podobnie niesprawiedliwością, szkodą społeczną i zakłóceniem porządku jest zabierać mniejszym i niższym społecznościom te zadania, które mogą spełnić,
i przekazywać je społecznościom większym i wyższym. Wszelka bowiem działalność społeczności mocą swojej natury winna wspomagać człony społecznego organizmu, nigdy zaś ich nie niszczyć ani nie wchłaniać.

80. Z tego względu władza państwowa powinna niższym społecznościom zostawić do wypełnienia mniej ważne zadania i obowiązki, które by ją zresztą zbyt rozpraszały. To zaś pozwoli jej na swobodniejsze, bardziej stanowcze i skuteczniejsze spełnianie tych obowiązków, które wyłącznie do niej należą i które tylko ona może wykonać, mianowicie: kierownictwo, kontrola, nacisk, karanie nadużyć, zależnie od tego, co wskazuje chwila i czego żąda potrzeba. Sprawujący władzę winni być przekonani, że im sprawniej – dzięki przestrzeganiu tej zasady „pomocniczych” usług państwa – działać będzie hierarchiczny ustrój poszczególnych społeczności, tym silniejszy będzie społeczny autorytet i żywotność społecznego życia, tym też szczęśliwszy i pomyślniejszy będzie stan spraw państwa”.

Podobieństwa sformułowań istnieją, ponieważ część „zasady subsydiarności” mówi
o tym, że większa społeczność (tu – również UE) nie powinna szkodzić niższej. To oczywiście również jest obecne w „zasadzie pomocniczości”.

Istnieją również różnice, gdyż porównując powyższe sformułowania, widzimy, iż Kościół katolicki akcentuje w tej zasadzie przede wszystkim dialog i pomoc (a więc poniekąd także relacje współzależności), rozwój osoby, wspólnotę, autorytet, wszystko zaś jest oparte na współczesności, gdy tymczasem Unia Europejska akcentuje „zakres”, porównywanie skutków realizacji – albo bez Unii, albo przez Unię (myślenie: „wszystko albo nic”), „podejmowanie decyzji” (nie ma nic o dialogu), „nowy etap w procesie (...)”.

Powyższe rozważania można podsumować w ten sposób, że w UE nie istnieje zasada pomocniczości w sensie nauki społecznej Kościoła. Zasada subsydiarności, która tam istnieje, jest w istotny sposób różna od tego, co głosi Kościół. Najważniejsza różnica to brak
w zasadzie subsydiarności podkreślenia godności człowieka oraz pełnej realizacji siebie (przez człowieka). Oczywiście bez pomocy ze strony innych ludzi człowiek nie zrealizuje siebie
w pełni. W świetle nauki Kościoła ta zasada jest tylko namiastką zasady pomocniczości.

2.3 Zasada solidarności w nauce społecznej Kościoła oraz w działaniach Unii Europejskiej

2.3.1 Solidarność i miłosierdzie w nauce społecznej Kościoła


Według nauczania Papieża, „aby rozwój był pełny, winien urzeczywistniać się
w ramach solidarności i wolności, bez poświęcania pod żadnym pozorem jednej czy drugiej”150. Nie ma więc prawdziwej solidarności bez wolności. Ale nie tylko swojej; również musi być prawdziwa wolność innych. Natomiast o wolności każdego człowieka decyduje
w społeczeństwie sprawiedliwość. Można zatem stwierdzić, że aby można było realizować solidarność, trzeba, by system był sprawiedliwy. Oczywiście sama sprawiedliwość nie wystarcza151.

Solidarność można urzeczywistniać na różne sposoby. Jednakże można wyróżnić trzy postawy – sformułowane przez Papieża w Polsce – mieszczące w sobie być może całe pojęcie solidarności, jakie jest istotne dla dzisiejszego życia społecznego:



  • solidarność jako uczestnictwo w życiu publicznym – w przeciwieństwie do pasywności

  • solidarność w potrzebach, czyli dostrzeżenie potrzeb innych – w przeciwieństwie do „niepohamowanej chęci zysku i (...) stosowania tych zasad rynku, które nie biorą pod uwagę niezbywalnych praw ludzkich”152

  • solidarność jako życie w jedności, przy uszanowaniu różności innych osób na każdej jego płaszczyźnie, czyli „walka o człowieka” – „w przeciwieństwie do walki
    z człowiekiem.”153

W drugiej z powyższych postaw mieści się m. in. solidarność z krajami biedniejszymi
w obliczu nędzy154. W trzeciej – sprawa pokoju155. Pierwszej postawy zaś brakuje np. tym wszystkim, którzy jako „suwerenni gospodarze” są bierni wobec aborcji156.

Miłosierdzie jest odpowiedzią i lekarstwem na „rażącą nierówność” w świecie i brak szacunku do człowieka157. Co więcej, dzięki miłosierdziu ludzie mają „wspólne przeżycie tego dobra, jakim jest człowiek, wspólne doświadczenie tej godności, jaka jest mu właściwa”158.


W szczególności – można powiedzieć – w podzielonym świecie, miłosierdzie skutkuje
z jednej strony przebaczeniem (choć nie zapomnieniem) a z drugiej – poszukiwaniem dialogu,
a w nim – porozumienia między ludźmi159. To z kolei jest podstawowym warunkiem współpracy.

2.3.2 Solidarność i miłosierdzie w Unii Europejskiej


Pojęcie „solidarności” pojawia się także w dokumentach UE, w takich sformułowaniach, jak „solidarność narodów”, „duch solidarności”. Jednak jako że dotychczasowe rozważania pokazały, że rzeczywistość Unii Europejskiej jest niezgodna
z nauką społeczną Kościoła, więc nie można poprzestać na stwierdzeniu obecności pojęcia. Trzeba zbadać, co się za nim kryje.

Po pierwsze, należy zbadać, czy pojęcie solidarności funkcjonuje również odnośnie relacji między jednostkami (tzn. poszczególnymi osobami), ponieważ wyżej przytoczone sformułowania nie dają na to odpowiedzi. A zasada solidarności musi być odniesiona do tych właśnie relacji160. Właściwie nie wiadomo, skąd takowa zasada mogłaby się w ogóle w Unii Europejskiej wziąć (uwzględniwszy fakt, że UE nie chce do niczego zmuszać obywateli,


a z pewnością solidarność jest pewnym „obowiązkiem”). Unia jest zbudowana na „wolności”, rozumianej jako możliwość wybierania i realizowania swoich wyborów, o ile są zgodne
z celami Unii. Czy zatem solidarność międzyludzka mogłaby być zapisana w dokumentach UE? Raczej nie. Sformułowania o „solidarności narodów” są dużo „łatwiejsze” – bez solidarności na „poziomie” osób pozostają puste. Przyjrzyjmy się jednak dokładniej temu problemowi. Nauka społeczna Kościoła mówi, że w tej zasadzie w szczególności znajdują się następujące „elementy”161:

  • „Uczestnictwo w życiu publicznym”. Trudno nie zauważyć, że tu właśnie znajduje się ochrona życia nienarodzonych. Jest to oczywiście pierwszy możliwy „moment” realizacji solidarności w życiu społecznym – troska o to, aby każdy inny człowiek żył! Unia Europejska nie jest przeciwko aborcji. Czyli nie ma w niej troski, aby każdy żył;

  • Solidarność w potrzebach. Czy widzi się potrzeby innych? Może nawet widzi się je, jednak jeśli zysk jest wytyczną działań w UE, to „siłą rzeczy” dostrzeżenie potrzeb innych nie skutkuje. A przecież nie o to chodzi, żeby tylko widzieć potrzeby innych. Można
    w tym miejscu zapytać konkretnie o pomoc Unii Europejskiej dla krajów biednych (choć Polska jest krajem dużo biedniejszym niż Unia, w Układzie Europejskim, czyli w umowie między Polską a UE z roku 1992 zamieszczone zostały postanowienia, które były dla Unii dużo korzystniejsze niż dla Polski162);

  • „Życie w jedności przy poszanowaniu różnic”. W Unii Europejskiej bardzo „żywe” jest pojęcie tolerancji. Jednak znaczenie tego słowa jest odmiennie rozumiane, niż w nauce Kościoła, co już sygnalizowano. Wynika to z różnego pojmowania wolności. Jednak skupmy się na „pokoju”, ponieważ widać w nim całe rozumienie życia w jedności przy poszanowaniu różnic. Jak już powiedziano, według UE pokój może być oparty na rozwoju gospodarczym. W tej perspektywie życie w jedności przy poszanowaniu różnic wygląda tak, że każdy jest szanowany, o ile przyczynia się w jednej „maszynie” do maksymalizacji zysku (czy analogicznie – do zwiększania efektywności).

Dalsze pytanie, które się tu pojawia, jest związane z nierównościami na świecie. Kościół nie chce rewolucji. Tymczasem pośrednimi przyczynami (a może raczej tylko usprawiedliwieniami) rewolucji są nierówności społeczne. Unia uważa, że odpowiedzią na nierówności jest zintegrowany wzrost gospodarczy163. Tak więc nie miłość jest odpowiedzią na nierówności w świecie, ale prawa rynku, a w ich ramach pomoc finansowa, w której Kościół dostrzega niekiedy „systematyczne kampanie antynatalistyczne” (lub „systematyczne kampanie przeciw przyrostowi naturalnemu”)164. Miłość nie wchodzi w rachubę, bo UE od niej abstrahuje.
Podsumowując: w Unii Europejskiej nie istnieje zasada solidarności i miłości miłosiernej według nauki Kościoła, ponieważ nie ma jej elementarnych części już na poziomie międzyludzkim. Wydaje się, że jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest koncepcja człowieka i jego godności, jaka istnieje w UE oraz brak miłości, czyli podmiotowego traktowania człowieka w Unii.

2.4 Prawa człowieka


Istnienie praw człowieka ma nie pozwolić zredukować człowieka do poziomu przedmiotu, z którego można skorzystać. Właśnie godność człowieka uwiarygadnia te prawa
i to od niej zależeć powinien ich katalog.

Prawo stanowione, które nie lekceważy godności człowieka, będzie szanować każde


z praw człowieka. Stąd wynika implikacja w drugą stronę: jeśli istnieje prawo ludzkie, które nie jest szanowane, to znaczy, że władza lekceważy godność człowieka (może to dziać się również przez niezwracanie uwagi, czy przez niewiedzę, ale jest to raczej efemeryczny problem; niewiedza świadczy o lekceważeniu, ponieważ władza zawsze ma możliwość dowiedzieć się, jakie są prawa człowieka).

2.4.1 Prawa człowieka w nauce społecznej Kościoła


Podstawowym prawem człowieka jest prawo do życia. Wymieniam to prawo szczegółowe, przed „prawami fundamentalnymi”, jako „pierwsze z punktu widzenia ludzkiej egzystencji”, za o. W. Zagrodzkim165. Kościół mocno podkreśla to prawo166, ponieważ „Ewangelia miłości Boga do człowieka, Ewangelia godności osoby i Ewangelia życia stanowią jedną i niepodzielną Ewangelię”167.

Kościół uważa za prawa fundamentalne168:



  • Prawo do prawdy,

  • Prawo do wolności. Wolność wyboru zawiera m. in. prawo do uczestnictwa w życiu publicznym, do swobodnego wyrażania swoich poglądów, zawiera również wolność sumienia i wolność religijną, którą Kościół uważa za sprawdzian traktowania człowieka
    w systemie169,

  • Prawo do sprawiedliwości. Jest to prawo każdego człowieka do korzystania z innych praw,

  • Prawo do miłości. Oczywiście nie można nikogo zmusić do miłości względem kogoś innego. Jednak w tym prawie powraca prawda, że człowiek musi być zawsze podmiotem,
    a nigdy przedmiotem każdego działania, które go dotyczy. Jest to prawo do takiego właśnie traktowania. Zatem zawiera ono w sobie prawo do sprawiedliwości.

Kościół jest przeciwny zabijaniu170. Powszechnie znaną podstawę myślenia Kościoła
w tym względzie stanowi oczywiście Dekalog i jego piąte przykazanie: „Nie będziesz zabijał”171. Ale kryje się za tym znów cały „problem” ludzkiej godności. „Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się <> i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej”172. Kościół uważa, iż nienarodzony też jest człowiekiem. „Życie ludzkie od chwili poczęcia powinno być szanowane i chronione
w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby, wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia”173. Dlatego też nauczanie Kościoła w tym względzie jest niezmienne174. A polega ono po prostu na „potępieniu wszelkiej aborcji bezpośredniej, to znaczy aktu, który zmierza wprost do zabicia jeszcze nie narodzonego życia ludzkiego, <>”175.

Również „eutanazja bezpośrednia, niezależnie od motywów i środków, która polega na położeniu kresu życiu osób upośledzonych, chorych lub umierających, jest moralnie niedopuszczalna. W ten sposób działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub


w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo głęboko sprzeczne
z godnością osoby ludzkiej i z poszanowaniem Boga żywego, jej Stwórcy.”176 Tutaj Kościoł wyraża się równie jasno, jak przy kwestii zabijania nienarodzonego177.

Wspomnę jeszcze tylko o jednym prawie człowieka. Jest nim prawo do zatrudnienia. Jest ono różnie nazywane (np. prawo do pracy), a czasem podkreśla się różne znaczenia tego prawa, zależnie od nazwy. Abstrahując od całego kontekstu „nazewnictwa” (niewątpliwie ważnego), chcę zwrócić uwagę na jeden aspekt tego prawa: każdy ma prawo pracować178 i to prawo nie jest relatywne, tzn. jego realizacja nie zależy „od warunków gospodarczych konkretnego kraju”179.


2.4.1 Prawa człowieka w świetle regulacji unijnych


Pojęcie praw człowieka jest obecne w Unii Europejskiej. Już kilkakrotnie w tej pracy wspomniano o Karcie Praw Podstawowych, której zamierzeniem było skodyfikować prawa człowieka. UE przyjęła również – dużo wcześniej – Kartę Praw Socjalnych. Dokumenty te są więc katalogami praw180. Określają – przynajmniej w zamierzeniu – tzw. „wspólne wartości” obowiązujące w Unii. Skoro zaś jest to katalog, to oczywiste, że autorzy starali się umieścić
w KPP wszystkie najważniejsze prawa, które powinny być obowiązujące na terenie UE.

W preambule Karty zapisana jest podstawa, na której powinny się owe prawa człowieka opierać: jest nią godność człowieka. Jak już napisano, pojęcie godności według Unii Europejskiej jest istotnie różne od pojęcia godności człowieka w nauce Kościoła. Co więcej, pojęcie godności w UE nie jest oparte ani na prawdzie ani na Bogu. Podobnie


„w próżni zawieszone” są sformułowania o „wspólnym dziedzictwie”, które również ma być źródłem praw człowieka według KPP. Dlaczego? Ponieważ jedynym wspólnym dziedzictwem może być chrześcijaństwo, a tak nie jest. Zresztą Unia chce utworzyć „nową jakość”181. A to może stać w sprzeczności ze „wspólnym dziedzictwem”. Słowa te są uzasadnione, ponieważ Karta Praw Podstawowych nie precyzuje, o jakie „dziedzictwo” chodzi. A powinna, ponieważ np. podstawowe prawo, prawo do życia, jest w UE zupełnie inaczej rozumiane niż w nauce społecznej Kościoła katolickiego. W tym miejscu bardziej „formalnie” należy stwierdzić, że KPP nie wchodzi do porządku prawnego UE. Oczywiście wiele praw umieszczonych jest
w innych, obowiązujących dokumentach.

Nie można jednak powiedzieć, iż Unia Europejska nie odnosi się do Karty. Oczywiście odnosi się – po to przecież Karta jest. Jednakże fakt, iż nie obowiązuje ona bezpośrednio, ma konkretne skutki, jak np. to, że niektóre zapisy są – rzec można – pro forma182. Jak bowiem rozumieć np. zapis mówiący, iż każdy ma prawo do pracy? Można go rozumieć tak, że nikomu nie wolno zabraniać pracować. Bo jeśli go rozumieć tak, iż każdemu, kto chce, należy zapewnić pracę, to wówczas to prawo nie tylko nie jest przestrzegane (bezrobocie w UE wynosi niespełna 10%, a lokalnie jest dużo większe i na pewno ludzie w tych regionach chcą pracować), ale wręcz w tym systemie nie ma możliwości go wyegzekwować, ponieważ jeśli zysk (efektywność) jest jedyną główną miarą rozwoju gospodarki, to „oczywiście” rynek sam siebie „oczyszcza” z pracowników mniej wydajnych. A to oznacza, że bezrobocie według tego systemu jest czymś normalnym.

Zadajmy pytanie, czy prawom, które stanowi Unia Europejska odpowiadają obowiązki. Jeśli weźmiemy pod uwagę zapisy spoza Karty Praw Podstawowych, czyli te, które wchodzą bezpośrednio do porządku prawnego Unii, to istnieją obowiązki odpowiadające prawom. Zapisy z KPP w zależności od interpretacji albo nie mają albo mają odpowiadające im obowiązki. Spójrzmy bowiem na wspomniane przed momentem prawo do pracy. Oczywiście nie ma możliwości w tym systemie, aby istniał obowiązek odpowiadający temu prawu, interpretowanemu jako „chęć pracowania”.

Ponieważ system oparty na zwiększaniu efektywności jest „głuchy” na potrzebę pracy człowieka, rodzi się pytanie: Czy taki system ma sens? Stwierdzić należy, że prawa, którym nie odpowiadają obowiązki, nie są obecne w systemie prawnym Unii Europejskiej183. Te, które istnieją, są wyrazem i poparciem koncepcji wolności w UE, o której traktował rozdział poprzedni.

Zatem prawa człowieka według Unii Europejskiej to pewien katalog spraw czy przepisów, których poszanowania – w większości – obywatel UE może się domagać. Ale wśród nich istnieją takie, które są „słowami na wiatr”. Dowolne dobranie ich widać po zapewnieniach Unii, że wynikają ze wspólnego dziedzictwa czy „wspólnych wartości”.

Czy prawa UE zapobiegają redukcji osoby, jej talentów, zdolności, czy gwarantują one rozwój? Nie, ponieważ wypływają konsekwentnie z systemu, gdzie najważniejsza jest efektywność, a zarazem mają za zadanie ten system utrwalać. Brak praw z nauki społecznej Kościoła widać na przykład, jeśli spojrzymy na prawo do pracy.

Popatrzmy też na prawo do życia. Jest ono sformułowane w Karcie Praw Podstawowych i trzeba przyznać, iż jego interpretacja jest w Unii Europejskiej konsekwentna, czyli upraszczając: jest ono przestrzegane (prawo do życia od narodzenia184). Niestety nie jest to „prawo do życia od poczęcia”. Prawdą jest, iż „dokumenty międzynarodowe ani międzynarodowe case-law w sposób jasny, jednoznaczny i precyzyjny kwestii tych niestety nie rozstrzygają” 185. Jednak Unia Europejska nie tylko zabrała w tej sprawie głos, ale wręcz zachęca do zalegalizowania możliwości zabicia człowieka nienarodzonego w krajach, gdzie tej możliwości nie ma (konkretnie w Irlandii)186. Można więc podsumować, że w UE nie tylko nie istnieje prawo skutecznie chroniące życie przed narodzeniem, ale Unia wręcz postuluje, aby poszczególne kraje wprowadziły prawo do zabicia nienarodzonego człowieka187.

Kościół nie uznaje „prawa do homoseksualizmu”. Wystarczy tutaj wspomnieć, iż Papieska Rada ds. Rodziny wydała specjalną deklarację odnośnie sytuacji zaaprobowanej przez UE (Parlament Europejski)188. Papieska Rada odnosi się tam do próby, podjętej przez Parlament Europejski (w postaci rezolucji), aby pozwolić homoseksualistom na wspólne zamieszkiwanie189 oraz zalegalizować związki „de facto” i „małżeństwa” homoseksualne. Unia popiera takie rozwiązania, sugerując, że „prawo do homoseksualizmu” istnieje


w katalogu praw człowieka.
Trudno wyczerpać treści, jakie niesie w sobie temat oceny koncepcji praw człowieka
w Unii Europejskiej w świetle nauki Kościoła. Zająłem się tylko niektórymi aspektami tego tematu. Pozostał „nie ruszony” cały „katalog” praw, jakim jest KPP (i KPS). Jednak wiele spraw związanych z prawami człowieka zostaje de facto poruszonych w innych częściach tej pracy (np. prawa odnośnie rodziny).

Podsumowując: prawa człowieka w UE są zupełnie inaczej postrzegane niż


w Kościele. Różnica wynika oczywiście z braku adekwatnych podstaw w obu „systemach myślenia”. Nauka społeczna Kościoła katolickiego wywodzi wszystkie prawa człowieka
z jego godności. A ponieważ tak naprawdę godność tę gwarantuje Bóg, więc owe prawa, jak również ich podstawa, wynikają z Ewangelii. To zaś wymaga i skutkuje niezmiennością nauczania. W Unii Europejskiej natomiast „prawa człowieka” są tworzone, po pierwsze, bez tych podstaw. Po drugie opierają się na innej koncepcji „wolności”. Po trzecie wreszcie, tworzy je „system”, który nie bierze pod uwagę istnienia Boga. Czyli w zasadzie wynikają one
z umowy, przyjętej przez pewną grupę ludzi. Samo powstawanie Karty Praw Podstawowych świadczy o możliwej niezgodności z nauczaniem Kościoła, ponieważ, tak jak wszystkie inne ważniejsze dokumenty Unii, Karta powstała jako wynik kompromisu (konsensusu), który
z zasady – w UE – nie jest związany ani z nauką społeczną Kościoła katolickiego, ani
z prawdą o Bogu, jak również nie ma solidnych podstaw antropologicznych.
Można jednak spróbować znaleźć również „punkty wspólne” nauki Kościoła i systemu
w Unii Europejskiej: Koncepcja dobra wspólnego ma jedną rzecz wspólną – dobro wspólne nie może być przez nikogo potraktowane jako jego wyłączna własność (w sensie możliwości wyłącznego dysponowania nim). W zasadzie pomocniczości jeden z celów jej istnienia jest wspólny – niedopuszczenie do całkowitego „wchłonięcia” jednostki przez system. Prawa człowieka także mają kilka „punktów wspólnych” – są nimi poszczególne prawa w ich praktycznym wymiarze.

Nie jest to jednak zadawalające, zwłaszcza że cała koncepcja opisanych zasad jest


w Unii Europejskiej całkowicie inna niż w nauce Kościoła. Należy więc powiedzieć, iż podstawy życia społecznego w UE są nie do zaakceptowania przez Kościół. Systemu, jaki panuje w Unii, Kościół nie nazwie dobrym, czyli takim, w którym może następować wszechstronny rozwój każdego człowieka.
1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna