Wspomnienia



Pobieranie 179.12 Kb.
Strona1/3
Data07.05.2016
Rozmiar179.12 Kb.
  1   2   3
Y

WSPOMNIENIA










:

3fi/?-:#'^

JENERAŁA


KSIĘGA III.

od r-oku 18:30 do 183O.





jenerał KLEMENS KOLACZKOWSKI,

według fotogramu.



W KRAKOWIE,

SPÓŁKA WYDAWNICZA POLSKA. 1900.

vr,v

W DRUKARNI »CZASU* POD ZARZĄDEM JÓZEFA ŁAKOCIŃSKIEGO.



WSPOMNIENIA

JENERAŁA KLEMENSA KOŁACZKOWSKIEGO.

Wspomnienia jenerała Kl. Kołaczkowskiego. Księga III.





Druga epoka mojego życia: zawód naukowy.

Wracam teraz do mego przeznaczenia. Po rozmowie z generałami Hauke*m, Mallefem i Bontemps dowie­działem się, iż prócz profesorstwa fortyfikacyi i topografii mam jeszcze nałożone na siebie obowiązki dyrektora nauk szkoły aplikacyjnej. Zdawało się to nad moje siły; zrobiłem przedstawienie, zasłaniałem się niedoświadczeniem m wszelako usilnym naleganiom, a nareszcie i rozkazom musiałem.

Wypadało mi się naprzód obeznać z przedmiotami, obję­tymi programem, podanym przez pułkownika Bontemps W. księ­ciu. Pośpiech w redakcyi, brak logicznego związku, powta­rzanie przedmiotów, pomieszanie wyobrażeń w fizyce i chemii, a nareszcie wolterowska deklamacya, pachnąca zanadto mówcą loży, nie były najmniejszemi wadami tego nie dość wytrawio­nego projektu.

Wyszedł wkrótce dekret cesarski, organizujący szkołę. W tym dekrecie wiele rzeczy opuszczono, inne między sobą pomieszano; kursa matematyki n. p. tak nisko są brane, że nieomal wyrównywają temu, co w Kaliszu nauczano. Jenerał Hauke, przywoławszy komendanta szkoły i dyrektora nauk. postanowił rozszerzyć zakres przedmiotów i nowe kursa, nie objęte dekretem cesarskim, dodać. Zawiązanie szkoły nastą­piło w miesiącu listopadzie.

1*

Komendantem mianowany podpułkownik artyleryi So-wiński; najgodniejszy zapewne wybór, jaki zrobić było można; dyrektorem nauk podpułkownik inżynierów Kołaczkowski, któremu zdano kursa fortyfikacyi stałej, topografii i geodezyi. Na-oficerów inspekcyjnych przeznaczono kapitanów: Przed-pełskiego z batalionu saperów i Koszutkiego z pułku grenadye-rów gwardyi. Na rozkaz dowódzcy korpusu, jenerała Hauke'go, dodano do programu pierwiastkowego kurs budownictwa cy­wilnego, kurs geometryi wykreślnej, języki: francuski, niemiecki i rosyjski; rozłączono kurs budownictwa od fortyfikacyi stałej; rozszerzono kurs pomiarów topograficznych, dodając geodezyę ; kursa chemii i fizyki rozdzielono i osobym profesorom poru-czono; postanowiono rozszerzyć znacznie kurs matematyki.

Lista imienna profesorów szkoły aplikacyjnej:

X. Rafał Skolimowski, profesor matematyki, wykładał dotąd matematykę wyższą w uniwersytecie warszawskim.

Pan Karol Skrodzki, profesor fizyki, wykłada ten przed­miot wt uniwersytecie i w szkole leśnej.

Pan Kitajewski, profesor chemii, wykłada ten przedmiot w nniwersytecie i w szkole leśnej.

Podpułkownik inżynierów Kołaczkowski, dyrektor nauk, profesor fortyfikacyi stałej, topografii i geodezyi.

Podpułkownik inżynierówr Koriot Józef, profesor geor metry i wykreślnej i fortyfikacyi polowej.

Kapitan artyleryi konnej Jaszowski Józef, profesor artyleryi.

Kapitan inżynierów Henryk Rossmann, profesor budo­wnictwa cywilnego i wojskowego.

Kapitan inspekcyi Feliks Przedpełski, profesor taktyki.

Pan Robert Ludwik, profesor rysunków.

Pan Chopin Mikołaj, profesor francuskiego języka.

Pan Rożecki niemieckiego i rosyjskiego języka.

Pan RomanowTski, profesor kaligrafii; przyjmuje także na siebie obowiązki bibliotekarza.

X. Gutkowski naczelny kapelan wojska, profesor religii i moralności.

Taki był pierwszy skład osób, wypełniających obowiązki nauczycieli w szkole aplikacyjnej. Z czasem nastąpiło wiele odmian, o czem później.

Lista imienna uczniów, składających I klasę szkoły apli­kacyjnej przy jej zawiązku:



  1. Jan Wolski z korpusu kadetów warszawskich.

  2. Ksawery Paw^łowski z korpusu kadetów warszawskich.

  3. Józef Waligórski z korpusu kadetów kaliskich.

  4. Konstanty Kamieński z korpusu kadetów kaliskich.

  5. Michał Szymoński z korpusu kadetów kaliskich.

  6. Jan Łącki z korpusu kadetów kaliskich.

  7. Bogumił Zelewski z korpusu kadetów warszawskich.

  8. Stanisław Krosnowski z korpusu kadetów kaliskich.

  9. Julian Piędzicki z korpusu kadetów warszawskich.




  1. Jan Jełowicki z korpusu kadetów kaliskich.

  2. Wojciech Korczakowski z korpusu kadetów kaliskich.

  3. Antoni Chyliński z korpusu kadetów warszawskich.

  4. Ludwik Hołtowski z korpusu kadetów kaliskich.

  5. Szymon Krawczykiewicz z korpusu kadetów kaliskich.

  6. August Aksamitowski z korpusu kadetów warszawskich.

  7. Feliks Dunin z batalionu saperów.

Ci, po złożeniu ścisłego egzaminu przed podpułkownikiem inżynierów Koriofem, wybrani zostali z większej liczby.

Zakres obszerny, zamierzony dla szkoły aplikacyjnej. wymaga! także obszernego lokalu.

Komisya rządowa wojny nabyła na ten cel od zgroma­dzenia XX. Pijarów budynek, należący do nich na Miodowej ulicy, i ten po większej części dla szkoły przeznaczono. Po­trzeby nowego instytutu wymagały przezistoczenia całego gmachu, co też nastąpiło pod przewodnictwem podpułkownika inżynierów Mintera. Pierwsze piętro zajęły sale sypialne, sale naukowe, sala rysunkowa, sala modelowa, laboratoryum, in-firmerya, składy nbiorcze, mieszkanie i biuro komendanta. Na dolnem piętrze umieszczono salę jadalną, łaźnię, niektóre składy. Oficerowie inspekcyi znaleźli także pomieszczenie na

6 —

dole. Na dmgiem piętrze od tyłu zajął mieszkanie dyrektor nauk. Na przodzie od ulicy cały szereg sal zajęło biuro inży­nierskie. Na trzeciem piętrze w wielkjej sali, złożono bibliotekę szkolną. Podwórze szczupłe, wysadzone topolami, zaledwie było wystarczające na ewolucye plutonu. Później na niem sta­nęło działo, przeznaczone do ćwiczeń uczniów.

Czas otwarcia kursów, dzień 1. grudnia, zbliżał się. Zo­stała zwołaną rada naukowa dnia 15. lutego, na której pro­fesorowie programy kursów swoich do potwierdzenia podali, a dyrektor nauk podał projekt »godzinnika naukowego«; rada zastanowiwszy się nad nim, uznała jego dogodność. Stosownie do artykułu 22. postanowienia cesarskiego, wszystkie modele, książki i narzędzia, należące do dawnej szkoły, przeniesione zostały do szkoły aplikacyjnej i w stosownych lokalach zło­żone. W bibliotece dawnej szkoły, po stratach, jakie poniosła w skutku pożaru w roku 1814., znalazło się jeszcze zaledwie 300 dzieł.

Nie dość nam poznać było urządzenie kursów szkoły aplikacyjnej; przejdźmy teraz do osobistości profesorów, co więcej może, aniżeli regulamina, wpłynąć mogło na pomyśl­ność szkoły.

Komendantem szkoły został podpułkownik artyleryi So­wiński, kurator krzyża polskiego kawalerskiego Virtuti militari, legii honorowej i orderu pruskiego pour le merite. Urodził się roku 1777, miał więc natenczas 43 lat; pobierał nauki w szkole rycerskiej, pod przewodnictwem księcia Adama Czartoryskiego, jenerala ziem podolskich. Wyszedł z niej w 17. roku swojego życia, a w 1794 roku, kiedy zagro­żona wolność narodu całą młodzież do" szeregów powoły­wała, zaciągnął się do wojska i walczył naprzód przy obronie Warszawy, którą wojska pruskie i rosyjskie przez dwa mie­siące oblegały. Gdy później odparte jenerał Dąbrowski ścigał az do Bydgoszczy, Sowiński pod jego wodzą znajdował się we wszystkich potyczkach. Po ostatniej klęsce Kościuszki* wzięciu Pragi i opanowaniu Warszawy przez Suwarowa, So-

wiński wrócił na wieś do domu rodzicielskiego, oddając się rolnictwu. Za radą ojca wszedł do wojska pruskiego, do kor­pusu artyleryi, wskutek wziętości, jakiej korpus ten używał co do prowadzenia porządnej instrukcyi. Acz młody, a nieob-darzony od natury bystrą pamięcią, na co się całe życie uża­lał, tyle rozwinął pracy i usiłowania, iż w przeciągu roku złożył egzamin i został mianowany oficerem artyleryi konnej. W tym stopniu odbył w wojsku pruskiem kampanię 1806 roku przeciwko Napoleonowi, a lubo z innymi pojmował nadzieje Polski, pozostał jednak wierny chorągwi, i aż do zer­wania pokoju Tylżyckiego dzielił wszystkie losy armii pru­skiej, a nawet w bitwie pod Preussisch Eylau otrzymał za odznaczenie order pour le merite. Pod Królewrcem ranny został. Dopiero po utworzeniu bratnich szeregów w Księstwie Warszawskiem żądał uwolnienia od służby pruskiej, pospie­szył do szeregów ojczystych i jako doświadczony oficer miał sobie powierzony szwadron artyleryi konnej. W kampa­nii 1812. roku Sowiński dowodził dywizyą artyleryi, w bi­twie pod Możajskiem utracił nogę i został ozdobiony krzyżem kawalerskim i legii honorowej. Pozostawszy jako ranny w Mo­skwie, po ustąpieniu wojsk Napoleona dostał się do niewoli, skąd jako jeniec przewieziony do Tweru, później do Tambowa. Za wstawieniem księcia Augusta Pruskiego, pod którego wro-dzą odznaczył się był prawością i męstwem, pomiędzy naj-pierwszymi jeńcami uwolniony został i w roku 1813. do ojczyzny powrócił. W nowej organizacyi wojska polskiego starał się o dyrektorstwo arsenału budowniczego, i to miejsce zachował do roku 1820, w którym zaufanie dowódzcy artyleryi powołało go na komendanta szkoły aplikacyjnej. Powierzchowność Sowińskiego była nader poważna, włos siwy zdobił jego piękną głowę, wojskowa energia z słodyczą połą­czona malowała się w jego czarnych oczach i fta w^ypogodzo-nem czole. Czujny w obowiązkach, łagodny w obejściu się i wT samych nawet poleceniach lub napomnieniach ujmujący, zyskał miłość, ufność i szacunek ^ nietylko młodzieży, jemu

— 8 —

— 9 —



powierzonej, ale u całej Warszawy powszechne nazwisko „ojca szkoły aplikacyjnej«. Stosunek mój do niego, jako przełożonego, był nader przyjemny, i jeżeli wynik naszych wspólnych prac tak się okazał pomyślnym, najwięcej przy­pisać to można najzupełniejszej jedności w zapatrywaniu się na cel i środki.

Ksiądz Rafał Ksiądz Skolimowrski, profesor matematyki, liczył skoiimowski. wtedy około 36 lat. Kształcił się w Warszawie i kosztem rządu wysłany był do Paryża, Londynu i Berlina, gdzie uczęszczając na kursa publiczne wyższej matematyki i obcując z ludźmi światłymi, jakimi byli wówczas Delambre, Lagrange, Laplace w Paryżu, astronom Herschell w Londynie, znacznie się wzniósł w naukach matematycznych i uznany był godnym zajęcia katedry wyższej matematyki w uniwer­sytecie warszawskim. Wykład jego był jasny, wysłowienie znamienite, gorliwość nieporównana. Jemu to winna szkoła, że w trzech latach prześcignęła wszystkie szkoły krajowe w naukach matematycznych i że żadnym szkołom zagrani­cznym nie ustępowała w tym względzie, wyjąwszy może szkolę politechniczną paryską.

Ksiądz Skolimowrski zostawił po sobie kurs kompletny wyższej matematyki, który w litografowanych zeszytach ucz­niom szkoły rozdawał. Jest to znakomite dzieło, jedyne za­pewnię w języku naszym, ponieważ zupełnie oryginalne i najwyższych sfer nauki sięga. Żałować trzeba, że dotąd do druku podanem nie zostało. Najcelniejszą część stanowi geometrya analityczna, rachunek różniczkowy i integralny.

Ksiądz Skoiimowski powołaniu swojemu, jako ksiądz, wierny, w rok potem przyjął po księdzu Gutkowskim obo­wiązki profesora religii i moralności. Tu jednak gorliwość może zanadto daleko posunięta, pewna ascetyczność w całem usposobieniu, obok wykładu zanadto ściśle matematycznego dowodów religii chrześciańskiej, nie taki skutek przyniosły, jakiego należało się spodziewać po jego zdolności i uległości zupełnej uczniów. Z wiekiem ascetyzm zwrócił sam przeciwko



i

f

sobie i w najsurowszem życiu, podobnem do życia pierwszych wyznawcówr naszej wiary, szukał zaspokojenia, którego mu brakło, rozstawszy ąię zupełnie ze światem. Czy zaspokojenie to znalazł, o tem wątpić można. Pasował się bowiem z ży­ciem do końca, nie wyleczony z rany, zadanej sobie w mło­dym wieku. Zakończył swój żywot około roku 1850.

Pan Kitajewski, profesor chemii w uniwersy- Profesor tecie warszawskim, kosztem rządu wykształcił się Kltajtmskl-się w Paryżu pod sławnym chemikiem panem Thenard. Mó­wił z łatwością i przedmiot swój zapewnię gruntownie posia­dał; lecz wykład jego tak był mało zwięzły, tak powtarzający siebie samego, iż lekcya ostatnia nie była niczem innem, tylko powtórzeniem pierwszej. Do tego doświadczenia, w oczach uczniów wykonywane, najczęściej inne wypadki, aniżeli oznajmione, okazywały. W tym stanie rzeczy uczniowie ża­dnych postępów robić nie mogli, co też przy egzaminie roku następnego pokazać się musiało. Pan Kitajewski dwuletni kurs ukończywszy, bez żadnej korzyści uczniów, gdy przed­stawienia z mojej strony nic nie skutkowały, panu Nowickiemu ustąpić musiał miejsca.


Profesor fizyki Skrodzki.

Pan Skrodzki równie jak i pan Kitajewski profesorem był w uniwersytecie warszawskim i tak jak i on wysłany był do Paryża w celu wyższego wykształcenia. Wykład jego był bardzo jasny i piękny. Rzecz swoją gruntownie znał. w poszukiwaniach i doświadcze­niach był bystry i pojmował dobrze cel tej gałęzi nauk u nas. Uczniowie korzystali pod nim nierównie więcej, aniżeli w kursie ostatnim. Pan Skrodzki wówczas miał lat 32.

^Podpułkownik Koriot,

Oficerowi temu wyższemu nikt nie mógł ująć dokładnej znajomości geometryi wykreślnej i ma tematyki wyższej, którą nabrał, pracując dawniej z panem Livef em, korepetytorem szkoły politechnicznej, a pó­źniej profesorem w szkole aplikacyjnej za Księstwa Warszaw­skiego: lecz wykład jego tak był niejasny, tak niemile zeszpecony językiem niewyrobionym, iż tylko piękności i uży-

— 10 —

leczności samej nauki i niezmordowanym chęciom uczniów przypisać można ich widoczne postępy.

Pan Koriot posiadał zapewme skarb szacowny wiado­mości, nabytych ogromną pracą, była to bowiem głowa słaba; lecz wysłowienie się jego było tak nędzne, że nikt takiego bogactwa nie byłby się po nim domyślił — mówił źle po pol­sku, gorzej po francuzku, najlepiej może po niemiecku; do tego był zarozumiały, źle wychowany, zły i zazdrosny w każdym względzie.

Jako oficer inżynierów jeszcze mniej posiadał zasług; długo będąc korepetytorem w szkole aplikacyjnej Księstwa Warszawskiego, obcy był służbie i żadnego nie miał o pra­ktyce wyobrażenia. Kampanię roku 1813 odbył w sztabie którejś dywizyi francuskiej, niezasłużywTszy sobie na najlepsze imię. Znał może z książek fortyfikacyę polową, lecz luźnie do­świadczywszy jej w wojnie, nie mógł po wojskowemu wy­kładać w szkole. Dlatego też i ten kurs jego do najgorszych należał. Pomimo tego pan Koriot i stopnie i krzyże odbie­rał, tak umiał za sobą chodzić u W. księcia i u jenerałów-rosyjskich.

Niezdatność i nikczemność tego człowieka okazały się najwidoczniej po ukończeniu wojny w foku 1831.

Pan Rossmann, rodem z Prus, uczył się bu-łł*rof!!ol'kapi" downictwa pod Gillym i Eitelweinem w Berlinie.

łan JtcossniiiiHi. J -j

W roku 1807. wstąpił do wojska francuskiego i w stopniu sous garda inżynierów odbył kampanię roku 1809 przeciwko Austryi, przytomny był robotom mostów na wyspie Loebau i t. d. W roku 1811. przybył do Warszawy i umieszczony został w stopniu garda czyli dozorcy inżynie­rów w biurze kapitana inżynierów Mintera. Odbył kampanię roku 1812 w wrojsku naszem jaknajzaszczytniej; potem został porucznikiem inżynierów; w roku 1813. i 1814. odbył kampanie w wojsku francnskiem, w Niemczech i w Francyi. Roku 1814. powrócił do kraju w stopniu kapitana, z ozdobą legii honorowej. Wybrany został na profesora budownictwa

w szkole aplikacyjnej, które to obowiązki z wielką gorliwością i znajomością rzeczy przez kilka lat wypełniał. Mówił płynnie po niemiecku i po francuzku, gorzej nieco po polsku.

Kapitan artyleryi Jaszowski wT roku 1810. wstąpił do szkoły aplikacyjnej Księstwa Warszaw- ^j^o!^ skiego; w roku 1811. wszedł do służby czynnej; odbył kampanie roku 1812 i 1813 i dosłużył się stopnia ka­pitana; ozdobiony był krzyżem legii honorowej.

Oficer ten należał do najwykształceńszych swojej broni: wymowa jego była płynna, wiadomości i doświadczenie nie­zaprzeczone. Trudno było lepszy uczynić wybór.


Dyrektor naulc

Co do mnie, poznać już można było moje usposobienie z pamiętnika obecnego. Nie taiłem sobie trudności, przywiązanych do nowego, nauczycielskiego" zawodu. Nie posiadał nasz język żadnego dzieła o fortyfikacyi stałej, ani o geodezyi, któreby za skazówkę służyć mi mo­gło. Nawet terminologia nie była jeszcze w tych dwóch gałę­ziach ustaloną: i rzecz i wyrazy tworzyć należało. W pierwszym więc roku nietylko nad ^fmi dwoma kursami usilnie pracować musiałem, lecz obeznać się wTypadało dokładniej z innymi przedmiotami, nauczanymi w szkole, osobliwie z wyższą matematyką i chemią. Ostatnia nauka, zupełnie na nowych ugruntowana zasadach, była dla mnie prawie zupełnie obcą. Najusilniejszą więc tylko pracą obowiązkom profesora dwóch przedmiotów i dyrektora nauk wydołać mogłem. Układanie i litografowanie dwóch kursów nie mało mi także czasu za­brało. Z czasem wprawa i doświadczenie wiele trudności uprzątnęły.

Kapitan inspekcyi Przedpełski, któremu kurs taktyki był powierzony, do roku 1813 zostawał p^^ki. w artyleryi i w stopniu porucznika artyleryi odbył kompanię roku 1812 i oblężenie Gdańska roku 1813. Objęty nową organizacyą przeszedł, do batalionu saperów^ i jako ka­pitan dowodził kampanią pontonierską. Był to ze wszechmiar zacny i zasłużony oficer. Wszelako przedmiot tyktyki wyższei



12 —

— 13 —



był mu obcy, do tego mało oczytany; największych trudno­ści doznał w układaniu tego kursu, który w jego ręku nigdy nie potrafił stanąć na wysokości wymagań szkoły. W roku 1831 w stopniu podpułkownika artyleryi, pod komendą gene­rała Sowińskiego czynny był przy obronie Warszawy i ko­rzystnie się odznaczył dnia 7. września.

Kapitan Koszutski służył w pułku piechoty K^utski Ks^stwa Warszawskiego, odbył wszystkie kampa­nie hiszpańskie, nie mniej kampanie roku 1812. 1813 i 1814 jaknajzaszczytniej; ozdobiony był krzyżem pol­skim i orderem legii honorowej. Objęty został nową organi-zacyą i wstąpił do gwardyi grenadyerów w stopniu kapitana. Instrukcya plutonowa i batalionowa uczniów powierzona mu została. W roku 1830. został majorem i komendantem bata­lionu w pułku piątym strzelców pieszych. Zginął pod Ostrołęką. Ksiądz kapelan Gutkowski, do grenadyera KSGutkowskilan podobniejszy, aniżeli do księdza, odbył kampanie hiszpańskie w legionach naszych; w roku 1818. po śmierci księdza Majewskiego, starszego kapelana wojska polskiego, wstąpił na jego miejsce.

Ksiądz Gutkowski nie pojął obowiązków powołania pro­fesora moralności i religii w szkole naszej i na wykładzie pacierza poprzestał. Pobyt jego u nas trwał rok jeden tylko. Roku 1820. zastąpił go ksiądz Skolimowski. Później zostawszy biskupem, prześladowania doznał u rządu, żył na wygnaniu w Mohilewie i za wstawieniem się papieża Grzegorza XVII. otrzymał wolność mieszkania w Rzymie.

Co się tyczy profesorów języków i kaligrafii, panów Chopin'a, Rojeckiego i Romanowskiego, nic szczególnego o nich powiedziećbym nie mógł. Pan Chopin był ojcem sławnego później kompozytora i wirtuozy na fortepianie, którego zdro­wiem pani Dudevant, znana w uczonym świecie pod nazwi­skiem George Sand, w Majorce tak troskliwie się trudniła Nareszcie pan Robert, profesor rysunków. Niemiec rodem, był bardzo zdatny w swoim zawodzie, posiadał jaknajlepiej rysunk

topograficzne, budownicze i perspektywę. Rył nam prawdziwie-pomocnym.

Kursa nareszcie dnia 1. grudnia 1820 w po-

Otwarcie kurstu

rządku przepisanym otwarte zostały i nieprzer­wanie trwały do 11. lipca 1821 roku.

W tym roku liczne zatrudnienia moje nie pozwalały mx skorzystać z towarzystw warszawskich. By wałem tylko nie­kiedy w zamku u Brońców i na Grzybowie u pani Gutakow-skiej dla odetchnienia.

W tej jesieni, roku 1820. Dezydery Chłapowski zaczął bywać w zamku, w zamiarze starania się o rękę siostry mo­jej ciotecznej, Antoniny Grudzińskiej. Deklaracya z jego strony nastąpiła w listopadzie 1820 roku. Odpowiedź korzystna nie dała na siebie czekać; ślub odłożono na rok przyszły.

Nadszedł Nowy Rok 1821, wśród nowych

.,_.. Rok 1821.

zatrudnień. Pierwszy raz powołany zostałem do Belwederu przez księżnę Łowicką. Przyjęła mnie uprzejmier o familijnych naszych stosunkach rozmawiała. W. książę nie był przytomny tej pierwszej wizycie.

Żadne ważniejsze zdarzenie nie przerwało ciszy naszej w ciągu pierwszego półrocza 1821 roku.

Tylko W. książę kilka razy nas swoją zaszczycił bytno­ścią ; w lustracyach swoich okazywał wiele dowcipu i bystro­ści, oglądał sale rysunkowe, sale modeli, zastanawiał się nad rysunkami uczniów, lecz żadnego z nich sam nie egzaminował. Wogólności zdawał się być kontent z tego, co widział, lecz uczniów może bardziej sądził po ich postępach w^ kroku po­jedynczym na paradach saskich, niżeli po ich rzeczywistych pracach.

Wiele na tem zależało, ażeby zachować szkole względy W. księcia; cała pomyślność dalsza instytutu od tego zale­żała. Najmniejsze uchybienie w służbie, słowo, nieostrożnie wymówione przez którego z nas, udział najmniejszy w poli­tycznej sprawie, mógł pioruny ściągnąć na szkołę i w niwecz.



15 —

obrócić usiłowania nasze. Postanowiłem więc zachować się neutralnie w opiniach politycznych i oddać się zupełnie zawo­dowi naukowemu.

Urządziwszy się wygodnie w mieszkaniu mojem, w domu szkoły aplikacyjnej na Miodowej ulicy, sprowadziłem dobry fortepian, otoczyłem się książkami i w ciągłem zatrudnieniu przepędziłem zimę z roku 1820 na 1821.

Uwagi, wynikające z doświadczenia sześciomiesięcznego.> wskazywały mi potrzebę koniecznej odmiany w całem urzą­dzeniu kursów, a nadewszystko w czasie. Natłok przedmiotów był zanadto wielki, uczniowie nie dość przygotowani do poj­mowania tak trudnych przedmiotów, nareszcie zbyt mało czasu mieli zostawionego do własnej pracy i do powtarzali. Rada naukowa, zebrana dnia 10. czerwca 1821 roku, ułożyła przedstawienie do jenerała dowódzcy korpusu, prosząc o roz­ciągnięcie kursów od dwóch do trzech lat i projekt nowego rozkładu tychże przyłączyła.

Dowódzca korpusu uznał słuszność naszych uwag i rzecz całą W. księciu do rozstrzygnięcia przedłożył, mnie zaś roz­kazał towarzyszyć sobie w podróży inspekcyjnej do Kalisza i przekonać się naocznie o biegu naukowym w szkole kade­tów tamtejszej. Zebrawszy moje uwagi nad tym przedmiotem w czerwcu powróciłem do Warszawy. Kursa nasze zakończyły się 30 czerwca 1821 roku.

Dnia 13 czerwca (1 lipca) wyszło rozporządzenie W. księ­cia do dowódzcy korpusu, w skutku którego liczba elewów szkoły aplikacyjnej z 16 do 24 pomnożona została, kurs nauk na lat 3 rozłożony być miał.

Dnia 1 lipca uczniowie z oficerami inspekcyjnymi wstą­pili do obozu pod Powązkami i baraki na prawem skrzydle pułku Wołyńskiego gwardyi zajęli.

Przez 10 dni zatrudniali się tryangulacyą stolikową w okolicach obozu; niemniej wprawiani byli w użyciu busoli. Później polecił im W. książę wytknięcie na gruncie i spro-filowanie czterech bateryi przed frontem obozu.

  1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna