Z historii Rosji I Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (1) Jak Matka Boża uratowała Rosję w latach 1941-45 II wojny Światowej



Pobieranie 368.8 Kb.
Strona4/6
Data07.05.2016
Rozmiar368.8 Kb.
1   2   3   4   5   6
„uratowanie miasta, armii i na szybkie zwycięstwo sowieckich wojsk”. Jednostka wojskowa generała Czujkowa, która oglądała Cud nad Stalingradem została po zaistnieniu Cudu wycofana z Frontu Stalingradzkiego i przerzucona na Ukrainę (?). Dlaczego, kto podjął taką decyzję – nie wiadomo.
Krótka uwaga do tematu. W pewnych środowiskach Cerkwi Prawosławnej pojawiła się moda dyskredytowania cudów prawosławnych. Dzieje się to w czasach, kiedy nareszcie po dziesiątkach lat wiedza o pomocy Nieba dla Rosji w czasach II Wojny Światowej zaczęła przebijać się do mediów. Niestety, wiedza ta jest niewygodna dla znanych również w innych kościołach chrześcijańskich wilków w owczych skórach. Pomijamy milczeniem wypowiedzi ateistów, komunistów i innych „bezbożników”. Mówili o tym i walczyli zajadle z Cerkwią przez dziesiątki lat, czemu teraz mieli by być inni?. Ale teraz z krytyką cudów Cerkwi Prawosławnej występują znani teolodzy, profesorowie wyższych uczelni Cerkwi Prawosławnej, których wypowiedzi są nagłaśniane przez usłużne media, walczące z wiarą chrześcijańską. Taki np. Ojciec, Protodiakon Andriej Kurajew, teolog, wykładowca moskiewskiej uczelni teologicznej, stawia pod wątpliwość Cud Zstępowania Błogosławionego Ognia w Jerozolimie, największy cud chrześcijaństwa. Wydrukował on artykuł „O pobożnych bajkach”, w którym „demaskuje” i „obala” niektóre wydarzenia z czasów Wojny Ojczyźnianej, m.in. o Objawieniu się w 1941 roku Najświętszej Bogurodzicy Metropolicie Gór Libanu Eliaszowi i o procesjach Drogi Krzyżowej z Ikonami Matki Bożej dookoła Moskwy, Leningradu i Stalingradu. Kurajew również demaskuje „łatwowierność”, z jaką „prawosławne babcie” («православные бабушки ») odnoszą się do opowiadań o Objawieniu się Najświętszej Bogurodzicy na Niebie nad Stalingradem.

Drugim takim krytykiem jest protojerej Wsiewołod Czaplin, zwierzchnik Synodalnego Wydziału ds. Stosunków Cerkwi ze Społeczeństwem. Na niektórych blogach prawosławnych uważa się ich za prawosławnych heretyków. Obaj są pochodzenia żydowskiego.


Otóż, gdyby teolog Kurajew zechciał poszukać w dostępnych źródłach informacji o tych wydarzeniach, to nie pisałby tych bezpodstawnych opinii i szyderstw z łatwowierności „бабушeк”. Powszechnie znany jest fakt znalezienia w archiwach Rady ds. Religii przy Radzie Ministrów ZSRR dokumentu, potwierdzającego wiarygodność tego „Stalingradzkiego Znaku”. Dokumentem tym jest sprawozdanie Pełnomocnika Rady ds. Religii Rosyjskiej Prawosławnej Cerkwi na Ukrainie tow. Chodczenki, adresowany do Przewodniczącego rady tow. G.G. Karpowa. W sprawozdaniu tym etatowy ateista, walczący z religią, donosi wyższemu kierownictwu o … Cudzie, Znaku, który wskazywał na „uratowanie miasta, armii i na szybkie zwycięstwo sowieckich wojsk”. Było to niezgodne z jego własnymi poglądami i przekonaniami, którego świadkiem była jednostka wojskowa generała Czujkowa. Ale jako lojalny oficer podał dowództwu informację o niezwykłym wydarzeniu. Co dokładnie widzieli żołnierze i oficerowie – o tym w sprawozdaniu swym Chodczenko, niestety, nie podaje. Jednak lukę tę uzupełniają świadectwa świadków, których zeznania zebrał A. Farberow, autor książki «Спаси и сохрани» (Uratuj i zachowaj). Są to świadectwa weteranów, ludzi wiarygodnych. Zachowały się świadectwa około dziesięciu świadków. Oto kilka z nich:
* - Oficer kontrwywiadu wojskowego G.I.Gołubiew, który dostarczał w tym czasie tajne dokumenty i nie był naocznym świadkiem Cudu, od współpracownika usłyszał: …”Widzieliśmy coś niezwykłego – Matka Boża była na Niebie! Wyprostowana, w całej okazałości i z Dzieciątkiem Jezus! Teraz na pewno będzie porządek!”.

* - Pracownica muzeum – panoramy „Bitwa Stalingradzka” Ż.N.Szirikowa przechowuje unikatowy wpis, dokonany w 2001 roku. Jeden z obrońców Stalingradu, mieszkaniec Rostowa nad Donem, opowiedział jej: „Jak zobaczyłem w Niebie Matkę Bożą w całej okazałości, dusza była w podniosłym stanie. Od razu zrozumiałem, że nie zginę i żywy wrócę do domu. Wiara w zwycięstwo już więcej mnie nie opuszczała. Widzenie stojącej Matki Bożej na jesiennym Niebie Stalingradu, jak tarczę przeniosłem przez swe życie na froncie”.

* - Podobne świadectwo innego uczestnika bitwy i świadka Znaku, który wówczas walczył na terytorium zakładu „Krasnyj Oktiabr’” (Czerwony Październik), przechowywane jest u Dyrektora Muzeum Obrony Stalingradu W.M.Jewdokimowej.

* - W książce umieszczone jest wspomnienie jeszcze jednego świadka – zwiadowcy o nazwisku Wieliczko: „Wszystko zaczęło się od pojawienia się w czasie bitwy jasnego pasa. Obie strony przerwały ostrzał… Pas światła stawał się coraz jaśniejszy i jaśniejszy, aż stał się całkiem jaskrawy… Świadka z grupą zwiadowców dowódca wysłał, aby rozpoznali źródło światła. Zobaczyli oni Kobietę w bieli, od której pochodziło to światło. Widzenie trwało niecałą godzinę.


Po tygodniu od tego Objawienia, które zostało odebrane przez naocznych świadków jako dobry znak, zaczęło się natarcie wojsk sowieckich. Zakończyło się klęską i kapitulacją Armii Paulusa.
Na blogu „ЧУДЕСА НА ВЕЛИКОЙ ОТЕЧЕСТВЕННОЙ ВОЙНЕ” („Cuda na Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej) opisany jest cud, podobny do przedstawionego wyżej, tylko prawdopodobnie widziany z innego miejsca i zawierający więcej szczegółów.
Плач Богородицы (Płacz Bogurodzicy)

Oto relacja świadka: W tym dniu walka była szczególnie zacięta. Ziemia niczyja między okopami walczących stron była pokryta ciałami zabitych – Niemców i Rosjan. Walka ucichła dopiero pod wieczór. W pewnym momencie ziomek opowiadającego, Iwan Bożkow, powiedział cicho: „Pietia, tam kobieta płacze…”. – To ci się wydawało, skąd miałaby tutaj wziąć kobieta? – odpowiedział świadek. Ale kiedy ze strony Niemców ucichły strzały, wszyscy usłyszeli, że gdzieś rzeczywiście płacze kobieta. Bożkow wylazł z okopu i mówi: „Tam mgła się kłębi. A we mgle po ziemi niczyjej w naszą stronę idzie kobieta… Pochyla się nad zabitymi i płacze. Boże! Ona podobna jest do Bogurodzicy!... Bracia! Przecież nas Bóg wybrał dla tej pamiętnej chwili, na naszych oczach dokonuje się cud! Przed nami Święte Widzenie!...” Ostrożnie wyjrzeliśmy z okopu i widzimy: Po niczyim pasie ziemi w kłębach mgły szła kobieta w ciemnych, długich szatach. Pochylała się nad ziemią i głośno płakała. Ktoś mówi: „A Niemcy również na Widzenie patrzą. Oto ich hełmy sterczą nad okopami… Tak, tutaj coś nie tak. Popatrz, jaka Ona wysoka, dwa razy wyższa od zwykłej kobiety…”. Boże, jak Ona płakała, po prostu w duszy wszystko się przewracało! W czasie, gdy patrzeliśmy na Widzenie, dziwna mgła pokryła większą część pasa niczyjej ziemi. Pomyślałem: „To tak, jakby całunem nakrywała zabitych.” A kobieta, tak podobna do Bogurodzicy, naraz przestała płakać, odwróciła się w stronę naszych okopów i ukłoniła. – „Bogurodzica w naszą stronę się ukłoniła! Zwycięstwo będzie nasze!” – głośno wtedy powiedział Bożkow.


Znak Stalingradzki wskazuje wyraźnie, że Opatrzność Boża nie zostawiła narodu rosyjskiego w najbardziej krytycznym momencie jego historii. Po zaistnieniu Cudu dowódca armii generał Czujkow (później marszałek) zaczął otwarcie bywać na prawosławnych nabożeństwach. Można było go zobaczyć w cerkwiach, jak stawiał świece przed ikonami. Zapewne przypominał wtedy noc przed bitwą i przedziwny Obraz Bogurodzicy, który się ukazał na jesiennym niebie. Pewna kobieta, która wiele lat pracowała z żoną marszałka Czujkowa powiedziała, że …”Wasilij Iwanowicz (Czujkow) opowiadał nam, że właśnie Kazańska Ikona była wtedy na Niebie”.
Kazańska Ikona Matki Bożej stała na prawym brzegu Wołgi pośród wojsk rosyjskich i przed nią były nieustannie odprawiane nabożeństwa modlitewne i pogrzebowe. Nie można zapominać, że przed tą Ikoną odprawione zostały nabożeństwa modlitewne zarówno przed rozpoczęciem natarcia jak i po zakończeniu Bitwy Stalingradzkiej. Po bitwie podczas nabożeństwa dziękczynnego pierwszą świecę zapalił generał Czujkow.
też jeszcze świadkowie tego, jak marszałek Żukow w prostej chłopskiej chacie na lewym brzegu Wołgi modlił się o zwycięstwo. W rozmowie z pisarzem Jurijem Bondariowym Żukow opowiadał, że w tych dniach odbył się oblot wzdłuż linii frontu Ikony Kazańskiej Matki Bożej.
W kazaniu na temat pomocy Matki Bożej dla Rosji w czasie II Wojny Światowej Archimadryta P. Kuczera powiedział, że …niebieska pomoc została okazana po modlitwach, a w sierpniu 1942 roku Radzie Wojennej Frontu Stalingradzkiego na czele z marszałkiem Żukowem przed rozpoczęciem wielkiej Stalingradzkiej Bitwy objawił się Św. Mikołaj Cudotwórca i nakazał odprawić Liturgię, co zostało spełnione i Stalingrad został uratowany.
Nieprzypadkowo w centrum Stalingradu niezniszczonym okazał się tylko jeden budynek – właśnie świątynia Kazańskiej Matki Bożej.
Fakty świadczą, że w tych dniach o pomoc z Nieba do Boga modlili się i duchowieństwo, i mieszkańcy miasta oraz jego obrońcy. Pisarz A.Farberow tak pisze o tym: „Właśnie w te tragiczne miesiące 1942 roku żołnierze, oficerowie i liczni generałowie walczącej armii, ochrzczeni w okresie niemowlęcym, uczestniczący w nabożeństwach w dzieciństwie i latach młodości, przypomnieli o Bogu. Do nich, którzy przez wiele lat żyli w atmosferze ateizmu, na froncie – w krwi i błocie, pośród okropności wojny – zaczęła powracać wiara ojców... Tak już jest urządzony człowiek rosyjski – im groźniejsze niebezpieczeństwo, tym mocniej on chwyta się za koło ratunkowe świętej wiary, przypomina, wydawałoby się na zawsze zapomniane modlitwy”.
Bóg wysłuchał modlitwy Orędowniczki Ziemi Rosyjskiej – Bogurodzicy i obdarzył Rosję zwycięstwem. Uczestnicy tamtych walk i świadkowie Objawionego Znaku nie mieli żadnych wątpliwości. Natomiast niegodziwym jest, gdy wątpią w to ich potomkowie.
Bitwa Kurska

Bitwa na Łuku Kurskim uważana jest za jedną z największych bitew pancernych w historii. W 2012 roku w Rosji obchodzono 69 rocznicę Bitwy Kurskiej, którą uważa się za przełomową w toku II Wojny Światowej. Przy opisie Bitwy Stalingradzkiej również użyliśmy tych samych słów. Znany pisarz prawosławny Mikołaj Błochin, obecnie mnich, uważa jednak, że zarówno Bitwa Stalingradzka jak i Bitwa pod Kurskiem nie były przełomowymi w czasie wojny. Za przełomową uważa on Bitwę pod Moskwą, gdzie złamano dumę Wermachtu, armii niemieckiej, uważanej dotąd za niezwyciężoną. Pognębiono, upokorzono teutońską pychę tej armii. Porażka Wermachtu pod Moskwą zapoczątkowała serię jego porażek. Mimo prób Wermacht już nie odzyskał przewagi strategicznej aż do 1945 roku.



W Bitwie na Łuku Kurskim wzięło udział około dwóch milionów żołnierzy, 6 tys. czołgów, 4 tys. samolotów. Straty sowieckie wyniosły około 500 tys. poległych.
Największa bitwa odbyła się w pobliżu Prochorowki. Na polach tej miejscowości doszło 12 lipca 1942 r. do bitwy spotkaniowej około 1,5 tys. czołgów i dział samobieżnych. To, co się tam działo, uczestnicy walk i miejscowi mieszkańcy nazywali prawdziwym piekłem. Czerwonym płomieniem paliła się cała ziemia. Drgania ziemi były tak silne, że obniżyły się podziemne wody i w studniach Prochorowki i okolicznych wiosek zginęła woda. Nad polem bitwy, w niebie, setki samolotów nieustannie prowadziły walki powietrzne. Powietrze było czarne od palących się czołgów, nie było czym oddychać, a i dzień był upalny… Załogi podbitych maszyn podejmowały walki na śmierć i życie; gdy skończyły się naboje z broni osobistej – pistoletów, w ruch szły łopatki saperskie, noże, bagnety, jakieś kawałki żelastwa, a w końcu zostawały gołe pięści…
Duże sukcesy w tej bitwie odnosiły wprowadzone „Pantery” i „Tygrysy”. „Tygrysy” miały armatę kalibru 120 mm i mogły razić rosyjskie T-34 już z odległości 2 km, co było nieosiągalne dla rosyjskich czołgów, które starały się zatem jak najszybciej zbliżyć się do niemieckich. Straty rosyjskich czołgów w Bitwie Kurskiej były jak 1:4. Za każdy niemiecki czołg Rosjanie oddawali cztery swoje. Poza tym T-34 brał udział w 1 – 3 walk, natomiast niemiecki czołg – w 5 – 12 walkach. Tłumaczy się to lepszym wyszkoleniem niemieckich załóg.
W prawosławnej gazecie „BŁAGOWIEST” proboszcz świątyni „Znaku Matki Bożej” Diecezji Kurskiej Piotr Paszkiewicz opowiada, że właśnie w tym czasie nad polem bitwy, nad rozpaloną od ognia ziemią, nad czołgami i tysiącami poległych i żywych żołnierzy, objawiła się Ona, Bogurodzica. Zachował on do naszych czasów wypowiedź już śp. świadka, uczestnika tych walk. Oto wypowiedź tamtego świadka Cudu: „Kiedy jeszcze nie było wiadomo, kto zwycięży, Matka Boża w niebie machnięciem ręki pokazała kierunek – od Moskwy na Zachód. Widzieli Ją nasi. I popędzili faszystów w tę stronę, którą pokazała w niebie Najczystsza Maryja Dziewica, bezwiednym wysiłkiem woli byli posłuszni machnięciu Jej ręki…
Wielu weteranów Prochorowki wspominając o widocznym w tym dniu Cudzie mówi, że mówienie o nim zostało natychmiast zabronione przez „odpowiednie organa”.
W naszych czasach dziennikarze w rozmowach ze starymi mieszkańcami wioski Prochorowka słyszą niezwykłe opowiadania. Mówią oni, że podczas walki na niebie na pewien czas pojawił się Obraz Matki Bożej, jak na Ikonie „Znak”. Widzieli go dziesiątki mieszkańców wioski. Po walce mieszkańcy Prochorowki widzieli drabinę, która opuszczała się z nieba, po której wstępowali wzwyż dusze poległych żołnierzy. Widzenie to powtarzało się kilka razy i w różnych miejscach walki.
Najdziwniejsze jest to, że w końcu lat 80-tych (40 lat później od bitwy czołgów) grupa chłopców i dziewcząt, którzy spacerowali po głównej ulicy Prochorowki, zobaczyli drabinę, która prowadziła do niebios. Zobaczyli też wszystko to, o czym opowiadali starcy i babcie we wiosce. Dziewczyny wystraszyły się. Ktoś przypomniał, że w takich wypadkach należy się przeżegnać. Żegnali się i tarli oczy, myśląc, że jest to halucynacja. Ale widzenie trwało kilka minut i było jasne i wyraźne.
Jeszcze dziwniejsze i wręcz niesamowite są informacje na jednym z rosyjskich blogów, że …”w niemieckich wspomnieniach można przeczytać, jak nagle ożywali i zaczynali prowadzić ogień uważane za podbite rosyjskie czołgi; jak objęte płomieniami „trzydziestkiczwórki” szły na śmiertelny taran „Tygrysów” i ich załogi pozostawały żywe!... Szczegółów lub potwierdzeń tych niezwykłych informacji nie zdołano odnaleźć.
Natomiast na stronie Русский Дом” Aleksander Walentynowicz Trubin opisuje wydarzenia związane z tematyką Bitwy Kurskiej. Niezwykłe. Wynikają z nich wnioski, że oprócz Matki Bożej w czasie wojny Rosji pomagali również jej wielcy Święci. Oto dwa świadectwa na ten temat:
1. O człowieku, który chodził po niebie. Wydarzyło się to tuż przed Bitwą Kurską w 1943 roku:

W tym czasie żyliśmy na Ukrainie, na granicy z Rosją, obok już było województwo kurskie. To był rok 1943. Byłem wtedy, oczywiście małym chłopcem. Naszą wioskę spalili Niemcy i przesiedliliśmy się do innej wioski. Połowa wioski była wypalona, druga połowa została. Nie było ani prądu, ani radia, Byliśmy wtedy odcięci od świata i nie wiedzieliśmy, co w danej chwili dzieje się na froncie. W tym czasie szły przygotowania do Bitwy Kurskiej, ale my wtedy o tym nie wiedzieliśmy. Pewnego razu wchodzi do domu ojciec i mówi do mamy: „Matka, wyjdź na ulicę, popatrz, co się dzieje! I wy też idźcie” (to do nas, do dzieci). Wychodzimy wszyscy razem na ulicę, ojciec wyciąga rękę i mówi: „Oto, patrzcie!”… Patrzymy w kierunku jego ręki i naraz widzimy, że po niebie chodzi człowiek! Zobaczyliśmy w niebie człowieka, jak i on go przedtem zobaczył. Zebrała się cała wioska, przyniesiono lornetki, przez które było dobrze widać, jak po niebie chodzi człowiek w czarnej mnisiej odzieży, siwy, z krzyżem na piersi i kadzielnicą w ręku. Chodzi i kadzi. Chodził on tak dość długo. Potem zawrócił w stronę Rosji i odszedł, stopniowo zamieniając się w maleńką czarną kropkę, a następnie zupełnie znikł z pola widzenia, tak że nawet przez lornetkę nie można było go zobaczyć. Potem się dowiedziałem, że było to akurat w przeddzień bitwy czołgowej na Łuku Kurskim.



Skończyła się wojna, wyjechałem do Leningradu, skończyłem szkołę, instytut. I tam i tam było zwykłe ateistyczne wychowanie. Nawet musiałem zaliczać „Naukowy ateizm”. Nauczali, że Boga nie ma. Ale ja już wiedziałem, że to nieprawda, dobrze pamiętałem tego człowieka w niebie z 1943 roku”.
2. Druga opowieśc tego samego świadka jest jakby ciągiem dalszym poprzedniej:

Ten przypadek z mojego dzieciństwa opowiadałem czasem niektórym ludziom. Pewnego razu opowiedziałem go młodym pracownikom w pracy. Po jakimś czasie przynoszą oni mi wspomnienia pewnego generała, uczestnika Bitwy Kurskiej i czytam tam niezwykłą rzecz!. Okazuje się, że przed bitwą był taki moment, kiedy niemieckie czołgi już były gotowe do walki, a czołgi rosyjskie dopiero co przywieźli koleją i stały one nie rozładowane na stacji na platformach kolejowych. Niemcom wystarczyło tylko podjechać i wystrzelać naszą technikę ogniem na wprost, na stacji. Ale w ciągu 40 minut ani jeden niemiecki czołg bez jakiejkolwiek widocznej przyczyny nie można było uruchomić!. Tego czasu wystarczyło, aby wyładować nasze czołgi, ustawić je w szyku bojowym i rozpocząć tę największą w historii bitwę czołgową, w której uzyskaliśmy zdecydowane zwycięstwo! Gdy to przeczytałem, zrozumiałem znaczenie mego dziecięcego widzenia w przeddzień bitwy.

A kim był ten człowiek w niebie? – pyta świadek i odpowiada: wiele czasu myśleliśmy i rozmawialiśmy o tym z Ojcem Alipijem (Woronowem), przeorem Peczerskego Klasztoru w Pskowie i doszliśmy do wniosku, że był to Wielebny Sergiusz Radoneżski (Сергий Радонежский), Przeor Ziemi Rosyjskiej, przez którego modlitwy Rosja została uratowana w czasach Smuty, i w 1812 roku oraz w tym czasie 43 roku, gdy objawił się jako jej Orędownik.


Jeszcze kilka przykładów pomocy Matki Bożej w latach wojny
Opowieść o pomocy Matki Bożej w wydostaniu się z okrążenia:

Z kolei ten sam Ojciec Alipij (Woronow), Archimadryta Peczerskiego Klasztoru w Pskowie opowiedział epizod z wojny, w którym Matka Boża pomogła mu wydostać się z okrążenia.

Oto jego świadectwo:

W młodości był człowiekiem niewierzącym. Gdy zaczęła się wojna, jego, jako oficera, powołano na front (na wojnę). Na pożegnanie matka dała mu ikonkę (obrazek) Matki Bożej i nakazała: „Synku, kiedy będzie ci trudno, wydostań ikonkę, pomódl się do Bogurodzicy – Ona ci pomoże!”. Pożegnalne słowo matki nie wytarło się z pamięci, ogrzewało, dawało nadzieję. Pewnego razu z grupą swych żołnierzy został otoczony w lesie, był ranny. Z trzech stron byli Niemcy, a z czwartej – bagna, trzęsawisko. W tej chwili przypomniał sobie o matczynym nakazie. Odszedł trochę od żołnierzy na bok, wyjął ikonkę i jak umiał, zaczął się modlić: „Bogurodzico Dziewico, jeżeli jesteś – pomóż!”. Pomodlił się i wraca do swoich, a obok nich stoi staruszka i zwraca się do nich tymi słowami: „Co, synkowie, zabłądziliście?. Chodźcie, pokażę wam ścieżynkę!”. I wyprowadziła wszystkich z okrążenia przez bagna do swoich. Ojciec Alipij znów odłączył się nieco do tyłu i mówi do staruszki: „No, matko, nie wiem, jak mam ci podziękować!”. A „staruszka” odpowiada mu: „A ty Mi jeszcze całe swoje życie będziesz służyć!” – i znikła, jak gdyby jej wcale nie było. W tej chwili przypomniał pożegnalny nakaz matki i zrozumiał, kim była ta „staruszka!”. Słowa Jej okazały się prawdziwe, potem przez całe swoje dalsze życie służył Matce Bożej – przez długie lata był Przeorem Świętego Uspieńsko – Peczerskiego Klasztoru w Pskowie.
Z podanych opisów wynika, że Bogurodzica pomagała nie tylko w wielkich bitwach, decydujących o losach całej wojny, ale przychodziła z pomocą zwykłym śmiertelnikom, będącym w potrzebie, jak też broniła swoich świątyń. O pomocy niewierzącemu żołnierzowi świadczy zamieszczone powyżej świadectwo Ojca Alipija.

Z kolei jak Bogurodzica objawiła się niemieckiemu oficerowi i uratowała życie mieszkańcom całej wioski – w poniższym opisie:


Jak Maryja, ukazując się niemieckiemu oficerowi uratowała życie mieszkańcom całej wioski:

Mieszkańcy wioski Rożkowka na Białorusi we wrześniu 1942 roku o mało co powtórzyliby smutny los znanej wioski Hatyń (przez wiele lat propaganda sowiecka wmawiała, że Katyń – to ta wioska Hatyń, mieszkańców której Niemcy podczas okupacji spalili żywcem. Organizowano do tej wioski wycieczki, szczególnie zza granicy; chciano Hatyniem – przez podobieństwo nazw - zastąpić i utajnić miejscowość Katyń, miejsce likwidacji tysięcy polskich oficerów). Tereny, na których była ta wioska, pokryte lasami, bagnami okazały się idealne do prowadzenia walk partyzanckich. Niemcy, nie mogąc sobie poradzić z długotrwającym ruchem partyzanckim, postanowili zniszczyć bazy partyzantów, czyli wioski. Ofiarą takich pacyfikacyjnych akcji stała się wioska Hatyń i 186 innych wiosek białoruskich. We wrześniu 1942 roku wioska Rożkowka powiatu Kamienieckiego była przewidziana do spalenia. Wioska była już otoczona ze wszystkich stron, mieszkańców spędzono do dużego dołu na rozstrzelanie. Jeszcze chwila i wyrok zostałby wykonany. Nagle na polu wylądował samolot. Niemiecki major poprosił wstrzymać egzekucję na 4 godziny. Po upływie tego czasu tajemniczy pilot powrócił z ułaskawieniem w ręku. Kilka godzin później cała wioska dowiedziała się o przyczynie swego cudownego uratowania. Jak się okazało, w czasie lotu niemieckiemu pilotowi ukazała się Dziewica Maryja w niebieskiej szacie. Major, zobaczywszy ten znak z Nieba, postanowił uchylić wyrok rozstrzelania wioski. A po pewnym czasie przywiózł namalowany przez siebie obraz Dziewicy Maryi. Historię tę przekazuje się teraz z pokolenia na pokolenie. Na pamiątkę wszystkich poległych w czasie wojny na rożkowskim polu ustawiono pomnik. A sama Wybawicielka obecnie znajduje się na samym honorowym miejscu w wiejskiej cerkwi pod wezwaniem Kazańskiej Matki Bożej. Po 70 latach Ikona Rożkowskiej Matki Bożej wcale się nie zmieniła. Farby są nadal tak samo jaskrawe, a chcących pokłonić się Jej z każdym rokiem przybywa coraz więcej.
Jak Matka Boża uratowała i nie pozwoliła bezcześcić swoją Świątynię. Russkaja Madonna

Opowiada protojerej Walentyn Biriukow: „O tym wstrząsającym wypadku pamiętają wszyscy w Żyrowicach, gdzie w Klasztorze Uspieńskim na Białorusi służy mój syn, Piotr. Kiedy w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Niemcy stali w klasztorze, w jednej ze świątyń składowano broń, materiały wybuchowe, automaty. Zarządzający składem był poruszony, kiedy zobaczył, jak zjawiła się Kobieta, ubrana jak mniszka i powiedziała po niemiecku: „Idźcie stąd, inaczej będzie z wami źle…”. On chciał Ją chwycić, ale nie udało się. Kobieta weszła do cerkwi i on też wszedł za Nią. Zdziwił się, że nigdzie Jej nie ma. Słyszał, widział, jak weszła do świątyni, ale jej Nie ma. Zrobiło mu się nieswojo, nawet przestraszył się i zameldował swemu dowódcy. A ten mówi: „ To partyzanci, oni są bardzo sprytni! Jak się pojawi jeszcze raz – wziąć!. Dał mu dwóch żołnierzy. Czekali-czekali i zobaczyli, jak znów wychodzi Ona ze świątyni i powtarza te same, co poprzednio słowa: „Idźcie stąd, inaczej będzie z wami źle…”. I znów odchodzi do cerkwi. Niemcy chcieli Ją schwycić, ale nie mogli nawet ruszyć się z miejsca, nogi były jakby unieruchomione magnesem. Kiedy znikła Ona za drzwiami Świątyni – rzucili się za Nią, ale znów nie znaleźli. Zarządzający składem znów zameldował dowódcy, i ten dał jeszcze dwóch żołnierzy i powiedział: „Jeżeli się pojawi, to strzelać po nogach, tylko nie zabijać – my Ją wypytamy”. Spryciarze jedni! Kiedy po raz trzeci spotkali Kobietę, to zaczęli strzelać po nogach. Kule, było widać, jak uderzają po nogach, po sukni, a Ona jak szła, tak i idzie dalej i krwi nigdzie nie widać, ani kropli. Człowiek nie wytrzymałby takich serii z automatów – od razu by upadł. Wtedy przelękli się. Zameldowali dowódcy, a ten mówi: „Russkaja Madonna!”. Madonną Niemcy nazywają Niebieską Królową. Zrozumieli, Kto kazał im opuścić zbezczeszczoną świątynię w Jej klasztorze. I Niemcy usunęli ze świątyni skład broni i materiałów wybuchowych.



Matka Boża przez Swe Orędownictwo ochroniła również ten Uspieński Klasztor przed bombardowaniem. Kiedy samoloty rosyjskie zrzucali bomby na jednostki niemieckie, rozmieszczone na terenie klasztoru, to bomby spadały, ale żadna z nich nie wybuchła na terytorium klasztoru. I potem, kiedy przepędzono faszystów i w klasztorze rozmieścili się żołnierze rosyjscy, to niemiecki pilot, który 2-krotnie bombardował ten teren, widział, że bomby spadły dokładnie i wybuchły wszędzie, tylko nie na terytorium klasztoru. Kiedy wojna się skończyła, ten pilot przyjechał do klasztoru, aby zrozumieć, co to za terytorium, co to za miejsce, które on 2-krotnie bombardował i ani jedna bomba na nim nie wybuchła. Miejsce to jest błogosławione. Omodlone, i Pan Bóg nie dopuścił, aby była zniszczona wyspa wiary. A gdybyśmy wszyscy byli wierzącymi – cała nasza Mateczka Rosja, Ukraina i Białoruś – to żadna bomba by nas nie dotknęła! I „bomby” z zarazą duchowną również by zła żadnego nam nie wyrządziły”.

Niezwykłe cuda! Ten pierwszy jest podobny do opisanego w Ewangelii wydarzenia w Świątyni Salomona w Jerozolimie, kiedy Pan Jezus powyrzucał z niej przekupniów i bankierów, aby nie robili targowiska z Domu Jego Ojca. W opisanym przypadku Niepokalana nie dopuściła, aby bezczeszczono świątynię, poświęconą Jej Imieniu.



1   2   3   4   5   6


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna