Zaczyna się list oraz pewne wstępne wiadomości dotyczące kroniki polskiej, a mianowicie



Pobieranie 374.28 Kb.
Strona20/27
Data07.05.2016
Rozmiar374.28 Kb.
1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   ...   27

[44]


A niestrudzony Bolesław ponownie wkroczył na Pomorze i przystąpił z wielkimi siłami do oblężenia grodu Czarnkowa. Sporządziwszy [zaś] machiny różnego rodzaju i wzniósłszy wieże wynioślejsze od obwarowań grodowych, tak długo orężem i tymi przyrządami atakował miasto, aż je zmusił do poddania się i włączył do swego państwa. Ponadto wielu skłonił do porzucenia pogaństwa i przyjęcia wiary [chrześcijańskiej], a samego władcę grodu podniósł ze zdroju chrztu św. Gdy zaś poganie i ich władca posłyszeli, jak łatwo uległa hardość czarnkowian, sam książę pierwszy ze wszystkich uznał się poddanym Bolesława, lecz żaden z nich dwóch nie dochował wierności przez czas dłuższy. Albowiem później ów ochrzczony, duchowy syn Bolesława, wielorakie popełniał zdrady, godne kary śmierci. Lecz że o tym w swoim miejscu mamy mówić, obecnie pomińmy to milczeniem, aż sprowadzimy cesarza z Węgier, a Bolesława z Czech i aż przytoczymy, co się jeszcze przedtem zdarzyło.

[45]


Teraz zaś [poniechawszy] Pomorzan zwróćmy się do Czechów, byśmy nazbyt długo pozostając przy tym samym temacie nie wydawali się zbyt opieszali. Gdy więc Bolesław stał na straży kraju i wszelkimi siłami dbał o sławę ojczyzny, zdarzyło się właśnie, że zjawili się Morawianie, chcąc ubiec gród Koźle w tajemnicy przed Polakami. Wówczas to Bolesław wysłał pewnych zacnych rycerzy celem zajęcia, jeśliby to było możliwe, Raciborza, sam jednak dla tej przyczyny nie zaniechał łowów i wypoczynku. Owi zaś zacni rycerze odeszli i stoczyli walkę z Morawianami, w której kilku zacnych spośród Polaków padło w boju, jednak ich towarzysze odzierżyli pole zwycięskiej bitwy i [zdobyli] gród. Tak to wybici zostali Morawianie w walce, a owi w grodzie [Raciborzu], nie wiedząc o niczym, zostali zagarnięci.

Tymczasem cesarz Henryk IV wkroczył na Węgry, gdzie niewiele zyskał pożytku i sławy. My jednak obecnie nie zajmujmy się dziejami cesarzy lub Węgrów, lecz wzmiankując o tym tylko, mówić będziemy o wierności i męstwie Bolesława.


[46]


Albowiem między królem Węgrów, Kolomanem a księciem polskim Bolesławem stanęła przysięga, że jeżeli cesarz wkroczy do kraju jednego z nich, to drugi tymczasem zaszachuje Czechy. Skoro zatem cesarz wkroczył na Węgry, Bolesław także, dochowując wiary, po bitwie stoczonej w środku lasów zwycięsko trzymał w szachu Czechy, gdzie paląc przez trzy dni i noce zniszczył trzy kasztelanie i jedno przedmieście, po czym szybko cofnął się ze względu na Pomorzan, którzy zdradą zajmowali jego grody.

[47]


Już pod jego nieobecność Pomorzanie obiegli gród Bolesława Uście, a Polacy wydali go Pomorzanom za zdradzieckim podszeptem Gniewomira. Był to zaś ów Gniewomir z grodu Czarnkowa, zdobytego przez Bolesława, którego sam on podniósł ze zdroju chrztu św. i gdy innych wybito, jego zachował przy życiu i w tymże grodzie osadził jako pana. Ten zaś niewierny, wiarołomny, niepomny dobrodziejstwa, przewrotnie doradził grodzianom wydać gród, kłamiąc, że Bolesław został pobity przez Czechów i już wydany Niemcom. Gdy przeto wojsko tak uciążliwą i tak niebezpieczną drogą powracało z Czech, [Bolesław] nie oszczędzał ani siebie, ani ludzi zmęczonych, ani koni spotniałych, nie wypoczywał ani we dnie, ani w nocy, aż spiesznym marszem przybył tamże z nieliczną garścią, którą wybrał z wielu; a jeżeli nic więcej nie zdziałał, to stało się przynajmniej wiadome, że chce pomścić zniewagę, i okazało się, że jest zdrów i nie zwyciężony. Nikt się bowiem nie przygotował do wojny z nim, nikt nie zaszedł drogi nawet powracającemu, by z nim walczyć - i tak nie zadając strat, ani nie ponosząc ich, powrócił.

[48]


Tymczasem, dawszy nieco wypocząć koniom i rycerstwu, Bolesław znów był gotów do powrotu na Pomorze i sprawił oddziały do walki. Wkroczywszy zatem na ziemię wrogów, nie zapędzał się za łupami i trzodami, lecz obiegł gród Wieluń, budując machiny i różnego rodzaju narzędzia [oblężnicze]. Z drugiej strony grodzianie, nie licząc na ocalenie życia i w samym tylko orężu pokładając ufność, podnoszą wały, zniszczone naprawiają, zaostrzone pale i kamienie wynoszą na wierzch, spieszą zabarykadować bramy. Gdy więc przygotowano machiny i wszyscy się uzbroili, Polacy mężnie przypuścili zewsząd atak na gród, a Pomorzanie niemniej [dzielnie] się bronili. Polacy nacierali tak zawzięcie dla sprawiedliwości i zwycięstwa, Pomorzanie zaś stawiali opór z wrodzonej przewrotności i w obronie własnego życia. Polacy sięgali po sławę, Pomorzanie bronili wolności. Na koniec przecie Pomorzanie znękani ciągłymi trudami i czuwaniem, doszedłszy do przekonania, że nie mogą oprzeć się takim siłom, spuścili nieco z pierwotnej pysznej wyniosłości i poddali siebie oraz gród, otrzymawszy w zakład [bezpieczeństwa] rękawicę Bolesława. Atoli Polacy, pomni na tyle trudów, tyle śmierci, tyle srogich zim, tyle zdrad i zasadzek, wszystkich pozabijali, nikogo nie szczędząc ani nie słuchając nawet samego Bolesława, który tego zakazywał. Tak to powoli wytępił Bolesław opornych i krnąbrnych Pomorzan, jak [zresztą] słusznie powinni być tępieni przeniewiercy. Gród zaś Bolesław lepiej umocnił w celu zatrzymania go w swych rękach, a zaopatrzywszy go w niezbędne środki osadził tam własnych rycerzy.

[49] Sześciuset Pomorzan poległo na Mazowszu.

W następne lato jednak Pomorzanie zebrali się [znów] i wtargnęli na Mazowsze po łup. Lecz o ile chcieli uczynić sobie łup z Mazowszan, to właśnie sami zostali zmuszeni stać się łupem Mazowszan. Rozbiegłszy się mianowicie po Mazowszu, gromadząc zdobycz i jeńców i paląc budynki, już bezpieczni stali z łupami i nie obawiali się walki. Lecz oto komes imieniem Magnus, który wtedy rządził Mazowszem, z Mazowszanami, niewielu wprawdzie co do liczby, lecz dzielnością starczącymi za wielu, wystąpił do strasznej bitwy przeciw liczniejszym, wprost niezliczonym poganom, przy czym Bóg okazał swą wszechmoc. Albowiem pogan miało tam polec więcej niż sześciuset, a cały łup i jeńców odebrali im Mazowszanie, co do reszty zaś też nie ma wątpliwości, że zostali pojmani lub uciekli. A mianowicie Szymon, biskup owej krainy, podążał z żałosnym wołaniem za swymi owieczkami, rozdzieranymi wilczymi zębami, [osobiście] wraz ze swymi duchownymi, przyodziany w szaty kapłańskie i czego nie przystało mu czynić ziemskim orężem, tego starał się dokonać bronią duchową i modlitwami. I jak w dawnych czasach synowie Izraela pokonali Amalechitów [wsparci] modlitwami Mojżesza, tak teraz Mazowszanie osiągnęli zwycięstwo nad Pomorzanami wspomożeni modłami swego biskupa. A następnego dnia dwie kobiety zbierając poziomki po bezdrożach odniosły nowe zwycięstwo, znalazłszy jednego rycerza pomorskiego, bo zabrały mu broń i z rękami związanymi z tyłu przyprowadziły go przed oblicze komesa i biskupa. [50]


Również rycerze Zbigniewa, łupiąc wraz z Czechami w krainie śląskiej i paląc, w podobnie niefortunny sposób pobici zostali przez miejscową ludność, przy czym niektórzy zostali pojmani, inni mieczem zabici. Opowiedziawszy zaś te pomniejsze szczegóły spocznijmy nieco, by przystąpić do trzeciej księgi, złożonej z większych spraw.

KONIEC DRUGIEJ KSIĘGI

ZACZYNA SIĘ KSIĘGA TRZECIA
1   ...   16   17   18   19   20   21   22   23   ...   27


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna