Zaczyna się list oraz pewne wstępne wiadomości dotyczące kroniki polskiej, a mianowicie



Pobieranie 374.28 Kb.
Strona25/27
Data07.05.2016
Rozmiar374.28 Kb.
1   ...   19   20   21   22   23   24   25   26   27

[15]


Usłyszawszy taką odpowiedź cesarz podstąpił pod miasto Wrocław, gdzie jednak nic więcej nie zyskał, jak [tylko] trupy na miejsce żywych. Gdy zaś przez dłuższy czas - udając, jakoby szedł na Kraków - kręcił się wokoło nad rzeką, raz tu, raz ówdzie, w nadziei, że w ten sposób napędzi strachu Bolesławowi i zmieni jego postanowienie, Bolesław przez to wcale nie tracił otuchy i [stale] tę samą, co poprzednio, dawał odpowiedź posłom. Cesarz przeto widząc, że przez dalsze wyczekiwanie raczej narazi się na straty i hańbę, niż [znajdzie] chwałę lub zysk, postanowił wracać, trupy tylko wioząc ze sobą jako trybut. A ponieważ poprzednio pysznie domagał się wielkich sum pieniężnych, na koniec choć mało [tylko] chciał, nie dostał ani denara. A że nadęty pychą, zamyślał podeptać starodawną wolność Polski, Sędzia sprawiedliwy wniwecz obrócił te jego zamiary, a krzywdę tę i inne [jeszcze] pomścił na doradcy [jego] Świętopołku.

[16] O śmierci Świętopołka.


A skoro wspomnieliśmy o Świętopołku, warto przy sposobności ku poprawie innych powiedzieć parę słów o jego życiu i śmierci. Otóż Świętopołk był zrazu dziedzicznym księciem morawskim, później zaś, pełen żądzy władzy, wydarł księstwo czeskie panu swemu Borzywojowi. Rodu [był] wprawdzie szlachetnego, nieustraszonego charakteru, w rzemiośle rycerskim dzielny, ale często niewierny i z usposobienia chytry. Za jego to radą cesarz wkroczył do Polski, a przecież nie raz, lecz po wielokroć zaprzysięgał poprzednio wierność Bolesławowi, związał się z Bolesławem jedną tarczą, dzięki męstwu i pomocy Bolesława osiągnął królestwo czeskie. Czyż to nie Bolesław w celu osadzenia Świętopołka w Pradze wkroczył na Morawy z królem węgierskim Kolomanem, a gdy król zawrócił, zapuścił się w lasy Czech? Oczywiście, że on. I nie byłby stamtąd ustąpił, gdyby mu Borzywój nie oddał dla umocnienia układu grodu Kamienia. Nadto Bolesław przetrzymywał u siebie i żywił wielu, którzy z Czech już do niego zbiegali, chcąc wcześniej pozyskać jego łaskę w nadziei, że on będzie księciem [czeskim], ponieważ Świętopołk wówczas posiadał mały kraj i niewielkie zasoby. W zamian za to przysiągł Świętopołk Bolesławowi, że jeśli kiedykolwiek, w jaki bądź sposób lub z użyciem jakiegokolwiek podstępu zostanie księciem czeskim, to zawsze będzie dlań wiernym przyjacielem i wzajem będą sobie jedną tarczą, a grody na granicy królestwa albo odda Bolesławowi, albo w ogóle zburzy. Ale osiągnąwszy godność książęcą, ani wiary nie dotrzymał, łamiąc zaprzysiężone układy, ani też Boga się nie bał, popełniając mężobójstwa. Dlatego też Bóg na przykład dla innych godną dał mu zapłatę za [jego] czyny: gdy mianowicie, czując się zupełnie bezpiecznym bez broni siedział na mulicy w pośrodku swoich, padł przebity oszczepem przez pewnego mało znacznego rycerza, a nikt z jego ludzi nie podniósł ręki dla pomszczenia go.

Z takim to tryumfem opuścił cesarz Polskę, wynosząc mianowicie żałobę zamiast wesela, trupy poległych zamiast trybutu na wieczną rzeczy pamiątkę. Bolesław zaś, książę polski, niewiele się go bał z bliska, a tym mniej oczywiście, skoro odszedł.


[17] Rozdział o Czechach.


Wypocząwszy tedy cokolwiek po tak wielkim trudzie, nie odkładał już dłużej północny książę najazdu na Czechów. Zamyślał bowiem i swojej krzywdy dochodzić na Czechach, i krewniaka swego Borzywoja przywrócić na wydarty mu tron. Skoro zaś w pochodzie odniósł zwycięstwo w bitwie stoczonej wśród lasów z zachodzącymi mu drogę Czechami i już część [jego] wojska stała na równinach czeskich, Borzywoj, przyjęty już przez Czechów, dzięki złożył Bolesławowi za tyle wierności i trudu i tak niestrudzony Bolesław z podwójną chwałą powrócił z Czech. Lecz posłuchajmy, co uczynił po powrocie, by odnieść jakąś korzyść z przykładu tak wielkiej zacności.

[18] Rozdział o Pomorzanach.


Nie rozpuścił bowiem od razu do domów wojska znużonego tak długim pochodem, ani też sam nie szukał wytchnienia w rozkoszach i biesiadach wobec nadchodzących już mrozów zimowych, lecz z wybranymi z [całego] wojska rycerzami podążył do ziemi Pomorzan. Jak zaś długo tam bawił i jak wielkie obszary kraju ogniem nawiedził i łupiestwem, nie ma potrzeby szczegółowo opisywać i przedstawiać, lecz wystarczy podać ogólne wyniki, skoro spieszy się nam do ważniejszych wypadków. Tym razem tedy zdobył Bolesław na Pomorzu trzy grodki, spalił je i zrównał z ziemią, zabierając jedynie jeńców i łupy. Potem zaś czas pewien wytchnął Bolesław od wojny, a tymczasem umocnił nie do zdobycia swe miasta [w tych okolicach], gdzie bawił poprzednio cesarz.

[19] Rozdział o Czechach i Polakach.


Gdy zaś Bolesław, umacniając miasto Głogów, stał pod nim ze [swym] wojskiem, rycerze Zbigniewa wraz z Czechami ruszyli na Polskę celem grabieży. Lecz rychło - o czym nawet Bolesław nie wiedział - wyszedłszy chyłkiem, jak myszy z kryjówek, wyłapani zostali lub wybici przez zebranych [na wiadomość o najściu] miejscowych margrabiów, prócz niewielu tylko, którzy poszukali schronienia w lesie, przyjacielu zbójców.

[20] O zdradzie Czechów.


Pamiętam, że nieco wyżej powiedziałem o przyjęciu przez Czechów księcia Borzywoja na zagrabioną mu stolicę i że dlatego Bolesław tak rychło powrócił z Czech. Lecz że wierność czeska jak koło się toczy, więc jak przedtem wypędzając Borzywoja zwiedli go zdradziecko, tak [teraz] nie mniej zdradziecko go przyjęli, aby go znów zwieść. W krótkim bowiem czasie nie tylko księstwo postradał, wypędzony przez średniego brata, lecz nawet stracił możność odzyskania go, uwięziony przez cesarza. Miał także trzeciego brata, wiekiem wprawdzie młodszego, ale nie ustępującego mu pod względem zacności; on to dochował bratu wierności, a książę Bolesław utrzymywał go w Polsce i dostarczał mu pomocy i rady celem podkopywania władzy starszego brata.

[21] O wojnie i zwycięstwie nad Czechami.


Wojowniczy zatem Bolesław, zebrawszy mnogie rycerstwo, otworzył [sobie] nową drogę do Czech, w czym może być porównany z Hannibalem i jego nadzwyczajnym czynem. Albowiem tak jak on, idąc na zdobycie Rzymu, pierwszy dokonał przejścia przez górę Jowisza, tak [też] Bolesław, chcąc najechać Czechy, zapuścił się w miejsca grozę budzące, gdzie przedtem nie stanęła ludzka stopa. Tamten przeszedłszy mozolnie przez jedną górę zyskał sobie tak wielką sławę i pamięć u potomnych, Bolesław zaś wszedł niemal prostopadle w górę nie na jeden, lecz więcej niebotycznych szczytów. Tamten trudził się tylko drążąc górę i równając skały, podczas gdy ten bez przerwy [musiał] toczyć pnie i głazy, wspinać się na strome góry, otwierać przejścia przez mroczne puszcze i budować mosty na głębokich bagnach.

Dokonawszy tedy w przeciągu trzech dni i nocy tak mozolnego przemarszu w obronie słuszności Borzywoja i przyjaźni dlań, Bolesław, mimo że znużony, dokazał w Czechach czegoś takiego, co zapewni mu wieczną i chwalebną pamięć. Skoro wreszcie wśród tylu niebezpieczeństw wkroczył Bolesław do Czech, nie wrócił zaraz z porwanym łupem jakby wilk drapieżny, jak [to zwykli] Czesi [robić] w Polsce - lecz, przeciwnie, z podniesionymi sztandarami, wśród dźwięku trąb, w szyku bojowym, bijąc w bębny, z wolna postępował przez czeskie równiny, szukając walki, lecz nie znajdując jej; i nie chciał grabić ani palić, zanim nie zakończy wojny. Tymczasem Czesi po kilkakroć ukazywali się gromadami, lecz gdy Polacy ruszali do natarcia, czym prędzej uciekali. Z okolicznych grodów wychodziło też wielu rycerzy, którzy za natarciem Polaków cofając się dawali [im] sposobność do palenia przedmieść. A najmłodszy brat Borzywoja, o którym wspomniałem, błagając Bolesława nie dawał mu brać łupów, wzniecać pożarów i niszczyć kraju, bo z dziecięcą naiwnością wierzył, [ufając] słowom zdrajców, że może pozyskać królestwo bez wojny i bez zwycięstw.

Gdy zaś już czwarty dzień Bolesław wyczekując [okazji do] walki prosto spieszył na Pragę i zbliżał się do pewnej rzeki, nie wielkiej wprawdzie, lecz trudnej do przebycia, z drugiej strony rzeki rozsiadł się ze zgromadzonym wojskiem książę czeski, który nie śmiąc gdzie indziej, tu wyczekiwał Bolesława, ufny w niedostępność terenu, zamierzając bronić przeprawy. Atoli Bolesław znalazłszy [wreszcie] wrogów, których szukał, wpadł w gniew, jak lew, gdy zobaczy zdobycz zamkniętą za ogrodzeniem: nie miał bowiem możności stoczenia walki. Bo gdy Polacy chcieli przeprawić się raz w górze rzeki, to znów w dole, natychmiast pojawiali się naprzeciw nich na drugim brzegu, Czesi. Była to zaś rzeka, wedle kłamliwych relacji Czechów, znajdujących się w obozie Bolesława, nader bagnista i niebezpieczna dla tak wielkiej masy wojska, nawet gdyby nikt nie stawiał oporu przeprawiającym się.

Bolesław zatem widząc, że w ten sposób traci daremnie czas i że dzień się kończy, a słońce chyli się ku zachodowi, zaproponował księciu czeskiemu wybór [godny] rycerskiego męstwa, a mianowicie, że albo Bolesław zrobi mu miejsce, by się przeprawił, albo sam się na drugą stronę przeprawi, jeśli mu książę czeski miejsca ustąpi; oświadczając zarazem, że bynajmniej nie przybył celem zagarnięcia stolicy czeskiej, lecz że swoim zwyczajem podjął się obrony słusznej sprawy nieszczęśliwych wygnańców, jak to niegdyś i dla niego uczynił. Dlatego niechaj albo przyjmie brata swego i pozwoli mu w spokoju korzystać z jego działu ojcowizny, albo niechaj sprawiedliwy Sędzia wszystkich w otwartej walce pomiędzy nimi okaże, po czyjej stronie jest słuszność. Na to książę czeski odparł: "Owszem chętnie gotów jestem przyjąć mego brata, jeśli ty przyjmiesz swego; ale nie śmiem podzielić z nim królestwa, chyba tylko za radą cesarza. Gdybym zaś miał ochotę lub możność wręcz z wami się zetrzeć, nie czekałbym na wasze pozwolenie, skoro od dawna miałem wolną przeprawę przez rzekę".


1   ...   19   20   21   22   23   24   25   26   27


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna