Zapragnęłam filmu łagodnego i lekkiego. Otrzymałam „Idę



Pobieranie 149.73 Kb.
Strona1/3
Data09.05.2016
Rozmiar149.73 Kb.
  1   2   3
Opinia z dnia 28-02-2014 r.

przysłana przez panią Alicję N.

Ze skruchą przyznaję, że po „Układzie zamkniętym” zapragnęłam filmu łagodnego i lekkiego. Otrzymałam „Idę” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego i marzenia o łagodności prysły niczym mydlana bańka. Pierwsza refleksja jaka pojawiła się po obejrzeniu filmu – znowu problem żydowski. Znowu pokłosie II Wojny Światowej, która pokazała ludzkości jak wiele ma twarzy. Zdumiona własnymi odczuciami, włączyłam film ponownie i wektory uległy zmianie.

Nagle bowiem dotarło do mnie, że dziewczyna pochodzenia żydowskiego pragnie zostać zakonnicą w katolickim zakonie. Jak to możliwe? Przecież to jakiś paradoks!

Początkowo jej decyzję można sobie wytłumaczyć brakiem wiedzy o swoim pochodzeniu, ale przecież matka przełożona po to wysyła ją do ciotki, aby poznała prawdę. Konfrontacja jest zaskakująca – twarzą w twarz stają „mała święta i dziwka”. Jednak czy naprawdę?

Nie, w życiu nie ma tak prosto, ludzie nie dzielą się jedynie na dobrych i złych.

Paweł Pawlikowski w sposób mistrzowski symbolami uwypuklił istotne kwestie. Scena na sali sądowej pokazuje absurd systemu. Ida owinięta w firankę jest jak motyl, który dopiero uwolni się z kokonu. Szczelinę w kokonie zrobiły słowa ciotki – ile bowiem jest warte poświęcenie, gdy nie wiemy co się traci? To właśnie te słowa zachwiały wiarą młodej kobiety. Postanowiła zaczerpnąć pełną garścią uroków życia, aby podjąć świadomą i w pełni przemyślaną decyzję. Papieros, alkohol, elegancka sukienka, buty na wysokich obcasach i seks - czy to jest prawdziwy smak życia? Patrząc na wzorzec, który naśladowała Ida na pewno nie!

Oglądając ostatnią scenę zastanawiałam się, gdzie ona idzie, jaką podjęła decyzję? Reżyser pozostawił widzowi możliwość dopisania własnego końca. Ja go dopisałam, choć pozostała drobna niepewność i to jest fascynujące.

Świetna rola Agaty Kuleszy oraz Agaty Trzebuchowskiej. Obie bohaterki wyraziste, ale jakże różne. Wanda Gruz łamie ugruntowany schemat komunistycznego oprawcy, nagle wyłania się tragiczna postać. „Krwawa” Wanda okazuje się człowiekiem poranionym i nieszczęśliwym.

Na początku dowiadujemy się, że film jest czarno-biały. Zdaję sobie sprawę, że dobór kolorystyki ma wpływ na odbiór obrazu. Kiedy przypominałam sobie o tym od razu film nabierał innego wymiaru - stawał się bardziej przygnębiający i wyrazisty. Oglądając „idę” po raz kolejny uświadomiłam sobie jak ogromne znaczenie w odbiorze obrazu ma wzrok.

Audiodeskrypcja:
Lektor czytający audiodeskrypcję „podpowiada” widzowi, że na drodze stoi milicyjny Wartburg z kogutem. W rzeczywistości na drodze stoi Warszawa. Na dansingu głośna muzyka zagłusza słowa lektora. Zastanawiałam się także nad określeniem, że Ida leży przed chłopakiem. Tu znowu pojawia się wieloznaczność języka, gdyż moja wyobraźnia zbudowała obraz bohaterki leżącej w nogach kochanka. Domyślam się, że lektorowi chodziło o położenie kobiety w odniesieniu do kamery.

Akcja „Idy” ma swoje niepowtarzalne tempo, które okazało się dla mnie bardzo przyjazne. To jeden z niewielu filmów, w których udało mi się również skoncentrować uwagę na muzyce. Epizodycznie pojawia się na scenie Joanna Kulig, którą widzieliśmy w zupełnie innej roli. Tym razem zaprezentowała widzowi swoje walory głosowe.


Opinia z dnia 5-03-2014 r.

Nadesłana przez Pana Andrzeja L.


Chciałbym podzielić się swoimi refleksjami po obejrzeniu filmu "Ida". Postaram się zrobić to w oparciu o pytania przygotowane przez Wielce Szanownego Moderatora. A zatem: Trudno w oparciu o fabułę filmu jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy wspólna podróż wpłynęła na zmianę poglądów głównych bohaterek na życie. Prawdopodobnie w większym stopniu na zmianę poglądów Idy, która poważnie potraktowała sugestię ciotki, że najpierw powinna spróbować, żeby wiedzieć, czego się wyrzeka. Spróbowała i podjęła świadomą decyzję pozostania w stanie zakonnym. Co do porównania dwóch postaci prokuratorów z ostatnio obejrzanych w IKFONie filmów, to wydaje mi się, że nie ma żadnego porównania. Kostrzewa to cyniczny, bezwzględny intrygant, człowiek pozbawiony wszelkich skrupułów, zepsuty "do szpiku kości". Wanda Gruz jest wrażliwą kobietą, która stanęła w ważnym momencie dziejów po stronie dopiero przez historię ocenioną jako "błędna i wypaczona". Wtedy miała prawo wierzyć, jak bardzo wielu innych ludzi w Polsce, że jest to droga słuszna. W mojej rodzinie też było kilka osób, które tak właśnie wierzyły, więc Wandę Gruz rozumiem. Audiodeskrypcja pomogła mi w wielu momentach filmu, zwłaszcza przy opisie mimiki, gestów i innych szczegółów, które, nawet jeśli się widzi, ale słabo, mogą zostać niezauważone i wypaczyć odbiór filmu. Agata Kulesza świetnie zagrała swoją rolę i w pełni zasłużyła na przyznaną jej nagrodę. Z przedmiotów oddających klimat lat sześćdziesiątych moją uwagę zwrócił tylko wartburg, którym jeździ Wanda. Cudowny wytwór enerdowskiej motoryzacji z silnikiem dwusuwowym, więcej charakterystycznych dla tego okresu szczegółów nie zauważyłem. Na temat muzyki nie będę się wypowiadał. Nie jest to dziedzina, w której czuję się najlepiej. Filip Skiba, moim zdaniem, nie odkupił swojej winy. To, co zrobił, a co było jego elementarnym obowiązkiem, czyli wskazanie miejsca pochówku swoich ofiar obwarował żądaniem zrzeczenia się przez obie kobiety praw do domu, chociaż nie miał moralnego prawa tego żądać. Wprowadził się przecież do gospodarstwa będącego własnością zamordowanych przez niego ludzi. Samobójstwo Wandy było, moim zdaniem, wynikiem niemożności poradzenia sobie z ogromem emocji wywołanych faktem odnalezienia szczątków swoich bliskich i ożywienia na nowo wspomnień o tragedii, która ich spotkała. Dostępny w jej dotychczasowym stylu życia arsenał środków "znieczulających" - alkohol, papierosy i seks okazał się niewystarczający w zderzeniu z tak silnymi wrażeniami. Świat stał się dla niej zbyt okrutny, żeby mogła na nim żyć, więc odeszła.Tyle moich refleksji.

Opinia z dnia 5-03-2014 r.

Przysłana przez Pana Andrzeja Ł.


Mieliśmy ostatnio kilka filmów o podobnej tematyce, choć każdy z nich jest inny.

Jak to w kinie drogi bywa, podróż głównych bohaterek skutkuje pewnymi przemyśleniami, a nawet zmianami postaw życiowych. Zarówno Wanda i Ania doznają pewnej metamorfozy duchowej, każda z nich w inny sposób, niemniej jednak ich dalsze życie ulega sporym zmianom, a jedno życie kończy się niebawem i tragicznie.

Moim zdaniem prokurator Kostrzewa i pani prokurator Gruz to dwie krańcowo różne postacie, Każdy z nich kieruje się innymi zasadami i wyznaje inne poglądy, a także wyciąga różne wnioski ze swego postępowania.

Jeśli chodzi o audiodeskrypcję, jak zwykle jest niezbędna dla nas, chociaż w przypadku tego filmu była trochę za skromna, brakowało mi trochę opisów niektórych scen.

Agata Kulesza to wschodząca gwiazda naszego kina, miała już okazję w kilku filmach pokazać swój kunszt aktorski i w tym filmie także zabłysnęła talentem. W pełni zasługuje na nagrodę i myślę, że zdopinguje ją to do dalszych wysiłków na polu aktorskim.

Dla mnie charakterystycznym rekwizytem tamtych lat, był samochód Wartburg i gramofon, wówczas zwany adapterem, niestety nie uchwyciłem jakiej był marki, mogę przypuszczać, że to było "Bambino".

W przypadku Filipa Skiby trudno mówić o odkupieniu winy, to postać tragiczna, zrobił on więcej złego w swoim życiu, by tak łatwo oczyścić się z tego.

Postać Wandy zasługuje na wnikliwsze studium psychologiczne, ale nie mam aspiracji do napisania rozprawki na jej temat, powiem tylko, że niezbyt chlubne fakty z jej życia i przeżycia ostatnich dni spowodowały zachwianie jej światopoglądu. Samoocena i analiza przeszłości spowodowały utratę sensu życia i ostateczny krok.

Mogę powiedzieć, że film jest godny polecenia i ogląda się go dobrze, pozostawia wiele do przemyślenia i nasuwa refleksje, jak ja postąpiłbym w podobnej sytuacji.
Opinia z dnia 4-03-2014 r.

Przysłana przez Panią Martę B.


film jest oryginalny w formie, prosty i wyrazisty w treści, poruszający i zmuszający do

refleksji. Czy można porównać Wandę Gruz do prokuratora Kostrzewy? Łączy ich ten sam zawód, dający władzę nad ludzkim życiem, oboje są osobami bezwzględnymi i bez skrupułów, w okresie stalinowskim służącymi partii. Nie należy jednak porównywać tych postaci z uwagi na odmienność sytuacji, w jakich występują w swoich filmach. Prokurator Kostrzewa jest bezwzględnym karierowiczem, w każdym systemie politycznym wchodzącym w korzystne dla siebie układy i nie posiadającym atrybutu psychicznego zwanego sumieniem. Wanda Gruz jest postacią bardziej tragiczną i ogromnie samotną, choć czy posiada sumienie - nie jestem przekonana. To, że popełnia samobójstwo, niekoniecznie świadczyło o obudzeniu się refleksji moralnych, a bardziej o poczuciu bezwartościowości i bezsensu życia. Z jej krótkich, lakonicznych wypowiedzi wynika, że idee, dla których podjęła walkę w czasie wojny i którym później służyła, nie były tego warte. Kontakt z niewinną, uczciwą siostrzenicą rozbudza w niej uczucia rodzinne, ożywia zagłuszane alkoholem i seksem wspomnienia o najbliższych.

Pomijając przeszłość zawodową "krwawej Wandy" - ale to już jest inny wątek, nie występujący w filmie - jak świadczy o Wandzie nie odebranie Idy z sierocińca, nie zainteresowanie się jej losem. Przecież byłby to podstawowy ludzki odruch, zwłaszcza w realiach powojennych i miłości Wandy do Róży. Jednak podczas kilkudniowej wspólnej podróży rodzi się pewna więź między Idą, a ciotką. Wanda zachwyca się urodą Idy, jej podobieństwem do ukochanej siostry, próbuje zrozumieć jej światopogląd i religijność. W pewnym momencie mówi "nie dam jej się zmarnować", choć jest to żałosne w zestawieniu z osobowością Wandy. Wrażliwa Ida współczuje zrozpaczonej ciotce gdy ta wspomina synka, a następnie odkrywa jego zwłoki.

Reżyser daje nam przeciw wstawienie dwóch postaw moralnych - upadek Wandy i świadomy, godny wybór Idy wracającej do klasztoru. Ida pokonała miotające nią wahania i mimo zetknięcia się z fizyczną stroną młodości, odkrycia urody i potrzeb własnego ciała, fascynacji chłopakiem /jak to powiedziała jej ciotka - spróbuj miłości cielesnej, bo cóż będą warte twoje śluby/, głęboka wiara i wyznawane wartości wskazały jej właściwą dla niej drogę.

Ja nie dostrzegam dylematu, czy Ida odkrywszy, że jest Żydówką, powinna pozostać w klasztorze. Ida wychowana w wierze katolickiej jest głęboko religijna, innej wiary nie zna. Przecież narodowość czy pochodzenie, a wyznanie to dwie różne kwestie. Człowiek ma wolny wybór, oczywiście w praktyce wybór ten rzadko należy do niego. A świetlana postać Edyty Stein, Żydówki, która została świętą kościoła katolickiego.

Wątek Szymona i Feliksa Skibów jest typowy dla tragicznych stosunków polsko - żydowskich w czasie okupacji. W zbliżony sposób przedstawiają go filmy "W ciemności" i "Pokłosie". Skibowie ukrywali rodzinę Legensteinów , karmili ich, ale w końcu zabili. Dlaczego - nie wiemy, może nie mogli im dłużej pomagać, może było to zbyt niebezpieczne. Niemcom nie donieśli, małą Idę blondynkę Skiba zaniósł na plebanię. Przejmujący jest fragment, kiedy Feliks Skiba prowadzi kobiety do lasu , odkopuje szczątki Legensteinów i przyznaje się do ich zabicia. Widać, że takie rozmowy były możliwe, że kobiety przystały na układ zaproponowany przez Skibę, że możliwe jest zrozumienie takiej makabrycznej sytuacji i pogodzenie się z nią jako okropnością wojny, bez osądzania Polaków jako zbrodniarzy. Nie

wiem, czy Skiba przyznając się odkupił swoją winę. Na pewno liczył na zrozumienie i

wybaczenie. Audiodeskrypcja była dość dobra, wystarczająca do zrozumienia filmu, z wyjątkiem kilku sytuacji, kiedy była całkowicie zagłuszana przez muzykę dancingową.

Najlepsza była muzyka z płyt, których słuchała Wanda Gruz i podczas jazdy do Lublina. Bethoven, Mozart, bo to chyba było to, są zawsze wspaniali.

Zauważone akcesoria lat 60-tych - Wartburgi, muzyka w sali tanecznej - Marino Marini, Karin Stanek, Koterbska , adapter z igłą na ramieniu, nakrycie głowy w postaci chustki nawet u kobiety dobrze ubranej z dużego miasta, jaką była Wanda. Trochę mnie zdziwiło, że Wanda je chleb z masłem posypany cukrem, bo to było typowe dla studentów w akademiku przed wypłatą stypendium.

Trudno mi jako osobie niewidomej ocenić w pełni grę aktorską Agaty Kuleszy, którą

zachwycają się moi znajomi. Z dialogów i audiodeskrypcji wnioskuję, że była znakomita.


Opinia z dnia 5-03-2014 r.

Przysłana przez Panią Gabrielę R.


Po raz pierwszy pisząc komentarz do filmów obejrzanych w ramach IKF ON mam ogromny problem co napisać. Bowiem po obejrzeniu filmu Ida moje uczucia są bardzo skrajne. Nie wiem z czego wynika taki stan rzeczy.

Ida to film trudny, który nie napawa optymizmem. Porusza temat antysemityzmu w Polsce. Moje odczucia po obejrzeniu tego filmu są bardzo ambiwalentne. Zastanawiam się nad sensem tego filmu i nad tym, co reżyser tak naprawdę chciał pokazać kreując takie, a nie inne postaci.

Bardziej skłaniałabym się do opinii, że film mi się nie podoba. Być może taka moja opinia spowodowana jest niezrozumieniem sensu i intencji reżysera, a może wypływa z innych przyczyn. Tego nie wiem.

Audiodeskrypcja niewątpliwie była pomocna. Bez niej na pewno nie wiedziałabym, co się dzieje na ekranie. Dzięki wnikliwym opisom w mojej wyobraźni namalował się obraz powojennej Polski zniszczonej, przepełnionej wszechobecnym alkoholem, a także obskurnymi budynkami.

Muzyka w filmie była przyjemna dla ucha, budowała klimat, sprawiała, że film oglądało się z przyjemnością.

Mój komentarz będzie bardzo krótki bo naprawdę mam ogromny problem co napisać o tym filmie. Wiem jedno. Drugi raz na pewno bym go nie obejrzała.

Opinia z dnia 5-03-2014 r.

Nadesłana przez Panią Natalię D.


Film pod tytułem „Ida” jest ciekawym filmem w którym moim zdaniem współpraca i podróż obu pań nie wpłynęła na zmiany ich poglądów na życie. Natomiast jeśli chodzi o nagrodę dla Agaty Kulesza to ja osobiście za jej zachowanie nie przyznałabym jej nagrody ale za rolę jaką odgrywała to jak najbardziej tak. Według mnie to charakterystycznym przedmiotem który odgrywał klimat lat 60 tych 20 wieku to tło to że film był nagrany w czarno białych kolorach.

W filmie Ida jeśli chodzi o muzykę i audiodeskrypcję to jak dla mnie to muzyki nie musiałoby być, a audiodeskrypcja była moim zdaniem za cicho nagrana a muzyka która leciała w tle była zbyt głośna ponieważ były takie momenty że nie było słychać opisu ilustracji. Moim zdaniem Wanda popełniła samobójstwo dlatego że nie udało jej się odzyskać Idy z zakonu.


Opinia z dnia 5-03-2014 r.

Nadesłana przez Panią Patrycję B.


Spokojny klimat tego filmu bardzo skłaniał do refleksji. Moim zdaniem wspólna podróż Wandy i Idy wpłynęła na ich dotychczasowe poglądy. Dowodem na to jest samobójstwo Wandy. Ta twarda kobieta nie umiała sobie najprawdopodobniej poradzić z tak trudną przeszłością. Wanda mimo swojej sędziowskiej zatwardziałości jednak zdecydowanie się różni od prokuratora Kostrzewy z "Układu zamkniętego". Kostrzewa był do cna bezwzględnym człowiekiem pozbawionym sumienia, natomiast Wanda Gruz jawi się jednak jako osoba wrażliwa. Jest bardzo poruszona nad prowizorycznym grobem bliskich, a samo samobójstwo dobitnie świadczy, że nie brakowało jej wrażliwości.

W tym filmie audiodeskrypcja była wręcz niezbędna! Bez niej nie dało by się właściwie odebrać treści ze względu na ogrom niemych scen. Jedyne zastrzeżenie mam do głośnych momentów muzycznych (na dancingu). Wtedy ścieżka audiodeskrypcji była poniżej poziomu dźwięku i nie można było usłyszeć lektora. Na warstwę muzyczną jakoś szczególnie nie zwróciłam uwagi.

Ze względu na to, że film był dość ubogi w dialogi i w ogóle aktorzy grali w sposób spokojny, stonowany, to trudno mi ocenić, czy Agata Kulesza dobrze odegrała swoją rolę. Jako osoba niewidoma mogę tylko stwierdzić czy dany aktor czuje to, co mówi i czy w wyrazisty sposób pokazuje swoje emocje, a często to za mało. Liczy się przecież również mimika, sposób poruszania się itp. Takich rzeczy niestety nawet najlepsza audiodeskrypcja nie jest w stanie przekazać.

Jakie przedmioty były charakterystyczne dla czasów lat sześćdziesiątych? Konkretnych przedmiotów nie zapamiętałam, natomiast na klimat tego okresu na pewno ma wpływ szary krajobraz, stare odrapane budynki, białoczarna realizacja zdjęć i niektóre piosenki grane na dancingu np. "Czerwonoczarnych" itp.

Moim zdaniem Skiba nie odkupił swojej winy. Zależało mu głównie na pozyskaniu prawa do domu, który wcześniej był własnością rodziny obu kobiet.

Opinia z dnia 5-03-2014 r.

Nadesłana przez Panią Urszulę N.

Tragiczna opowieść jaką jest "Ida" w reżyserii Pawła Pawlikowskiego jest nietypowym filmem ukazującym wspólne przeżycia Polaków i Żydów z czasów wojny które są ciągle niezapomniane i mają wpływ na dalsze życie bohaterek filmu. Młoda zakonnica przed złożeniem ślubów i ciotka- stalinowska sędzina bardzo różnią się od siebie. Wanda jest cyniczna , ekscentryczna i wiedząca czego chce, a Ida to młoda, delikatna i wrażliwa dziewczyna, która całe życie spędziła w zakonie. Ida  Nie zna swojej przeszłości,, nie wie również, kim są jej rodzice, ale razem decydują się sięgnąć do swoich korzeni i POSZUKAĆ SWOJEJ TOŻSAMOŚCI. W filmie wiara przeplata się ze zwątpieniem. Wanda, która skazywała ludzi na śmierć, jest zniszczoną przez życie kobietą, która nie radzi sobie z poczuciem winy i po konfrontacji z przeszłością popełnia samobójstwo. Reżyser w filmie nikogo nie oskarża i nie ocenia zostawiając ocenę widzom. Film jest  oszczędny w dialogi ale debiutująca w roli Idy Agata Trzebuchowska , wyraża bardzo wiele swoją grą. Refleksyjna muzyka pomaga w zrozumieniu wewnętrznych przeżyć bohaterek, ale mimo to bez dobrej audiodeskrypcji, a tutaj takiej nie zabrakło film byłby do końca nie czytelny.

Opinia z dnia 6-03-2014 r.

Przysłana przez Panią Edytę M.


Ojejej, ależ ponury film! I ludzie w nim jacyś tacy ponurzy. I mówią jakoś tak ponuro, że miejscami nie mogłam zrozumieć, co mówią. Muzyka też jakaś taka ponura, nawet ta dancingowa. Po prostu jedna wielka ponurość zieje z tego filmu. Brr! Czy naprawdę w latach 60-tych było aż tak szaro, buro i ponuro? No nie mogę w to uwierzyć! Znając trochę naturę ludzką, śmiem przypuszczać, że im smętniejsza atmosfera wisi w powietrzu (nie o pogodę mi chodzi) i im głośniej bieda piszczy, tym większa u ludzi skłonność do upiększania i podkoloryzowania otoczenia, tym większa u ludzi skłonność dzielenia się chlebem i „czym chata bogata” oraz tym większa potrzeba do bycia wspólnotą. Tak na przekór wszystkim i wszystkiemu, co odbiera radość życia i uprzykrza codzienną egzystencję. Ale mogę się oczywiście mylić. Być może za bardzo zżyłam się z obecną, kolorową i hałaśliwą rzeczywistością, obfitującą dobra materialne i prawem – często nadużywanym – do wygłaszania osobistych poglądów na dowolnie wybrany temat, a jednocześnie ubogą w prawdziwe, szczere, bezinteresowne relacje międzyludzkie. No widocznie nie można mieć wszystkiego naraz. Trzeba po prostu być kreatywnym i umieć życiową próżnię wypełniać tym, co w danej chwili jest w zasięgu ręki. Poza tym film przedstawia świat widziany oczyma artysty, a artyście ze względu na dobro dzieła wolno więcej, np. wolno przeinaczać rzeczywistość. Inaczej artysta nie byłby artystą. W notce biograficznej Pawła Pawlikowskiego (rocznik 1957) wyczytałam, że wyjechał z Polski mając 14 lat. No właśnie. Z perspektywy Zachodu, polska rzeczywistość istotnie mogła wydawać się wyjątkowo szara i posępna.
A co do samej fabuły, to oglądając „Idę” w tyle głowy cały czas miałam „Pokłosie” Pasikowskiego. Tu i tu sąsiedzi mordują sąsiadów, tu i tu motywem zbrodni jest chęć zagrabienia żydowskiego majątku. A może nie tylko o majątek chodziło?… No tak, bo tu i tu zamordowanymi sąsiadami są Żydzi. A bycie Żydem, czy sympatyzowanie z Żydami – nawet od dawna już martwymi – było i wciąż jest co najmniej niemile widziane. Tu i tu główni bohaterowie – w Idzie” Ida i jej ciotka, w „Pokłosiu” Józek Kalina z bratem – usiłują dojść prawdy o popełnionej przed wielu laty zbrodni i jej sprawcach celem uporządkowania własnego, teraźniejszego życia. W jednym i drugim filmie prawda nie wszystkim wyszła na dobre. Józka Kalinę prawda o ojcu, który brał czynny udział w lokalnym pogromie przygniotła, czy raczej przygwoździła do drzwi stodoły. No nic dziwnego – każdy chciałby przynajmniej mieć złudzenie, że pochodzi z porządnej, szanowanej rodziny. A ojcem Józka Kaliny mógłby być np. Feliks Skiba.
Film Pawlikowskiego pokazuje ten sam problem, ale widziany jakby innymi oczyma – oczyma młodej Żydówki wychowywanej przez siostry zakonne, która o swoim „żydowstwie” i tragicznym losie swoich rodziców dowiaduje się tuż przed zakończeniem nowicjatu. A dowiaduje się o tym od ciotki Wandy, stalinowskiej prokurator, która bezkrytycznie zaangażowała się w powojenny komunizm kosztem osobistego życia. I ją prawda przerosła. Tylko prawda o czym? Prawda o zamordowanym małym Tadziu i ocalonej siostrzenicy, czy też prawda o niej samej, o jej poświęceniu się sprawie, która zaprowadziła ją w ślepy zaułek, sprawie, która niewiele jej dała, a wiele zabrała ? Pewnie jedno i drugie. Już na początku filmu Wanda usprawiedliwia się, że gdyby zajęła się wychowaniem osieroconej dziewczynki, to nie wyszłoby to Idzie na dobre. Czyżby naprawdę Wanda miała na uwadze dobro Idy? Nie mnie to oceniać, a tym bardziej kogokolwiek potępiać. Wtedy, kiedy Ida była mała, Wanda całym sercem oddana była sprawie, którą uważała za ważną, słuszną, konieczną, w którą wierzyła, i dla której dokonała „samouprzedmiotowienia”. Tylko stare, rodzinne fotografie bezlitośnie ukazywały jej poniesione osobiste straty i bezsens poświęcania się „sprawie”. Pojawienie się Idy prawdopodobnie jeszcze bardziej jej te straty uświadomiło. Ale paradoksalnie, to właśnie w osobie Idy Wanda widziała odkupicielkę swoich win. I to Ida powinna teraz jeszcze raz przeżyć życie Wandy. Tylko trochę mądrzej, lepiej, nie tak bezrefleksyjnie. Ale z tej Wandy cwaniara, co? Narobiła w swoim i przy okazji cudzym życiu bałaganu, a teraz zabiera się z tego świata, robienie porządku pozostawiając innym. Zrozumieć postępowanie Wandy to jedno i da się to zrobić, ale polubić ją… no nie da się. W każdym razie we mnie sympatii Wanda nie wzbudziła.
Zastanawiam się też, czy trzeba było Idzie wyjawiać prawdę o jej rodzicach i cudownym ocaleniu, które dziewczyna zawdzięcza „nieżydowskiej” barwie włosów. No proszę, jak niewiele trzeba , żeby uchodzić za „nieżydówkę” … i mieć święty spokój. No bo teraz to już Ida spokoju raczej mieć nie będzie. Musi zmierzyć się ze swoją nową tożsamością i na nowo znaleźć swoje miejsce wśród ludzi. Można było jej tego oszczędzić. Może nawet trzeba było?… Wydaje mi się, że jest czas naprawdę i czas na milczenie. W przypadku Idy jedno i drugie ktoś zaprzepaścił. No, trochę jednak ta ciotka Wanda namieszała, a zaraz potem… Wiemy co było potem, prawda? Okno z drzwiami jej się pomyliło… Takie są skutki leczenia życiowych bolączek alkoholem i rozpustą. Jak świat światem jeszcze nikomu nie wyszło to na zdrowie. Nie wiadomo tylko dokąd pójdzie Ida. Może pojedzie do Izraela? Może wyemigruje do Chicago? Może…
Opinia z dnia 07-03-2014 r.

Nadesłana przez Państwo Annę i Marka B.

Ida to kolejny polski film, który zrobił na nas niesamowite wrażenie. Jest to opowieść o dwóch skrajnie różnych kobietach. Można powiedzieć sakrum i profanum. Obraz przedstawiający problematykę żydowską, ale w jakże inny sposób. Bez zadęcia jakie widzieliśmy w filmie Pokłosie Pasikowskiego. W Idzie reżyser nie oskarża, pokazuje, że nie tylko Polacy byli złymi ludźmi nienawidzącymi Żydów. Również żydowska prokurator oskarżała i skazywała na śmierć niewinnych Polaków. Niezależnie od narodowości ludzie są zarówno dobrzy jak i okrutni. Wychowana w katolickim sierocińcu Ida przed złożeniem ślubów zakonnych musi zmierzyć się z rzeczywistością. Zobaczyć świat istniejący poza klasztornymi murami.Poznaje swoje żydowskie korzenie. Dowiaduje się, że podczas wojny jej rodzice zostali zamordowani przez Polaka. A ją samą mógł spotkać podobny los. Staje przed dylematem moralnym jaką drogą powinna podążać w dalszym życiu. Poznaje co to miłość fizyczna. Ostatecznie wybiera welon i zakonny habit. Agata Trzebuchowska, która wcieliła się w postać Idy wyróżnia się swoją rolą. Obdarzona cudownym głosem jest delikatna , subtelna i zmysłowa. Audiodeskrypcja niezwykle pomocna. W filmie tym aktorzy grają mimiką gestem. Osobie niewidomej trudno byłoby zorientować się co dzieje się na ekranie, lecz czy nie widząc można oglądać album ze zdjęciami bez pomocy audiodeskrypcji.

  1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna