1 Wartości a rewolucja informatyczna



Pobieranie 316.98 Kb.
Strona1/5
Data07.05.2016
Rozmiar316.98 Kb.
  1   2   3   4   5


Rozdział 1 Rozwój sytemu wartości a projektowanie stron internetowych

1.1. Wartości a rewolucja informatyczna


Pedagogika, projektując działania pedagogiczne powinna najpierw zapytać: „co zasadniczego niesie nam rewolucja informatyczna? Jeśli tego nie uczynimy, będziemy w sferze innowacji pedagogicznych wciąż opóźnieni(...)”1

Zofia Krzysztoszek

Projektując działania edukacyjne, zasadna staje się refleksja nad czasami w jakich żyjemy. Nie ulega wątpliwości, że w czasach rewolucji informatycznej. Jedni określają je mianem tworzącego się społeczeństwa informacyjnego, inni społeczeństwa sieciowego, jeszcze inni społeczeństwem wiedzy i globalizacji, w końcu - erą komputerów. Określenia te ściśle się ze sobą łączą – a tym co leży u ich źródła zdaje się być - twórcze usprawnianie procesów komunikacji międzyludzkiej (stąd też niektórzy mówią o erze mediów).2

Pedagog chciałby również wiedzieć jakie są oczekiwania tych, którzy powierzają mu zaszczytną rolę prowadzenia innych w dobie zmieniającej się niemalże na naszych oczach rzeczywistości.

Kim jest nauczyciel? Chyba zgodzimy się z prostym stwierdzeniem, że tym (człowiekiem), który uczy innych (ludzi). Czy jest jeszcze nam potrzebny? Czy potrzebny jest dziś prawdziwy, dobry nauczyciel z „krwi i kości”? Co znaczy prawdziwy? Wielki autorytet naszych czasów – Jan Paweł II mówił:

Człowiek nie żyje dla techniki, cywilizacji czy nawet kultury; żyje natomiast korzystając z ich pomocy, stale zachowując swoją własną celowość. Ta celowość wiąże się ściśle z prawdą: człowiek bowiem jest istotą rozumną – oraz z dobrem jako właściwym przedmiotem wolnej woli.3

Zostawmy na razie kwestię celowości związanej z dobrem, zastanówmy się nad rozumną naturą człowieka. Człowiek jako istota rozumna jest równocześnie istotą społeczną. A „natura społeczna zdaje się oznaczać przede wszystkim rzeczywistość bytowania i działania wspólnie z innymi”.4

I tu pojawia się kolejne pytanie kim są ludzie z którymi przyszło nam nie tylko być ale nade wszystko działać w dobie właśnie formułującego się społeczeństwa informacyjnego, społeczeństwa, w którym technologia komputerowa wpływa na to ”gdzie, i jak pracujemy, gdzie i jak się uczymy, gdzie i jak robimy zakupy, jemy, głosujemy, otrzymujemy pomoc medyczną, spędzamy wolny czas, prowadzimy wojny, zawieramy przyjaźnie, uprawiamy miłość”.5

Józef Kozielecki zwraca uwagę na to, że „w ostatnich latach lawinowo wzrosła liczba ludzi zajmujących się tworzeniem, przechowywaniem, organizowaniem, upowszechnianiem, wykorzystywaniem i utajnianiem informacji oraz wiedzy, także – co jest szczególnie ważne- nadawaniem im wartości, znaczenia i sensu”.6 Psycholog ten pracowników tych nazywa kognitariuszami (od cognito – poznanie), ich zbiorowość kognitariatem, a wspólnotę, w której ta klasa ludzi zajmuje jedno z czołowych miejsc, określa mianem społeczeństwa kognitariuszy. Bardzo charakterystyczną cechą kognitariuszy bywa wielozawodowość i łatwość zmiany profesji, wszyscy zajmują się informacją i wiedzą przetwarzając ją na ogół za pomocą komputera; dla wielu z nich informacja jest czymś więcej niż materiałem budowlanym dla architekta. Wypełnia ona cały ich świat; stanowi rodzaj osobistego kosmosu. Przedstawiciele tej klasy przejawiają nieufność do hierarchicznego i niewzruszonego systemu wartości, znaczeń i norm. Przyjmują szczególnie na Zachodzie – iż wartości są relatywne i względne, zmieniające się w zależności od struktury osobowości i warunków społecznych. Kognitariusze największą wagę przypisują: wolności indywidualnej, pluralizmowi, tolerancji. Mało ważne są dla nich: autorytet, postęp, prawo, ideały narodowe i wyzwolenie ludzkości. Piękne utopie, jak pisze Kozielecki „mają dla nich taką wartość jak pęk słomy”. Jedną z cech mentalności tej klasy jest otwartość ich umysłów i wzorów zachowań. W dawnej epoce mówi Kozielecki, panowały wartości narodowe czy regionalne; osiągnięcia innych kultur i zbiorowości były raczej odrzucane lub niedoceniane. Obecnie życzliwym zainteresowaniem cieszą się inne kultury i cywilizacja. Kognitariusze na ogół przekraczają granice zaścianka i własnego państwa; analizują rzeczywistość społeczną w kategoriach megapaństwowych, uniwersalnych.7

Manuel Castells8, autor „Epoki informacji”, zwraca uwagę na fakt, że powstaje nowy rodzaj społeczeństwa, które nazywa społeczeństwem sieci (network society). „Sieć i globalna, natychmiastowa komunikacja prowadzą nieuchronnie do globalizacji przepływów wszystkich wartości, które można wyrazić w formie elektronicznej. (...)Logika sieci przeciwstawia się tradycyjnej logice przestrzeni, nie uznaje granic9. Te cechy społeczeństwa sieciowego to jest zmniejszenie czasu komunikacji i zatarcie granic prowadzą, według Castellsa - jak pisze Edwin Bendyk10 - do wzrostu napięć, a nie ich złagodzenia: „W świecie globalnych przepływów bogactwa, władzy i obrazów poszukiwanie tożsamości zbiorowej i indywidualnej staje się podstawowym źródłem społecznego znaczenia.11 Wyraża się to w powstawaniu silnych, często ksenofobicznych wspólnot lokalnych, także wspólnot zawiązanych w sieci. Autor dodaje: „Biznes, wielkie uniwersytety, politycy, biurokraci, przestępcy, wszyscy oni dostają do ręki potężny instrument, jakim jest sieć informacyjna, gdzie można łączyć ze sobą wszystko, co ma dla nas wartość. To wspaniały instrument.”12 Jednak ostrzega, że: „społeczeństwo zorientowane wyłącznie na system produkcyjny w konsekwencji niszczy samo siebie, ponieważ nawet jeśli biznes jest bardzo efektywny, ale ciągle przemieszcza się z jednej lokalizacji do innej, to koszty społeczne, a wraz z nimi koszty ekonomiczne (w postaci wypalonych ludzi, wypalonego kapitału, wypalonych społeczeństw) powodują w końcu spadek produktywności13

Na pytanie kim są ludzie społeczeństwa sieciowego, czy też lokalnej wspólnoty sieciowej stara się już dziś odpowiedzieć socjologia mediów. Cechą charakterystyczną, i jednocześnie odróżniającą cyberkulturę od mass mediów jest to, że nie posługuje się ona ośrodkami tylko nadającymi do odbiorców, ale wspólnymi przestrzeniami, do których każdy może coś wnieść, czerpiąc z nich to co go interesuje. To swoiste rynki informacji, gdzie ludzie spotykają się i gdzie inicjatywa należy do pytającego. Cyberkultura należy więc (głównie w USA) do obszaru badań społecznych. D. Silver mówi o trzech etapach 10-letnich już badań nad cyberkulturą.14 Badacz ten wyróżnia 3 etapy badań: popular cyberculture, cyberculture studies, critical cyberculture studies.

Pierwszy z tych okresów charakteryzował się przybliżaniem Internetu ludziom bojącym się komputerów. Wydawane w tym czasie publikacje „ciążą bądź to ku utopijnym bądź dysutopijnym wizjom <<świata okablowanego>>. Krytycy wskazywali na upadek czytelnictwa, polityczną alienację czy fragmentaryzację społeczeństwa.” Entuzjaści – że „wraz z wynalazkiem internetu znaleźliśmy się w samym środku technologicznej transformacji, której doniosłość porównać można tylko z wynalazkiem ognia”. Podstawowe cechy tego nurtu to upowszechnianie wiedzy, wartościowanie czy skłonności do futurologii. Drugi okres charakteryzuje badanie „wirtualnych społeczności” i problem tożsamości kształtowanej w środowisku online. Trzecia generacja to krytyczna analiza oparta na wcześniejszych badaniach. Wykrywa się tu zależności między różnymi wymiarami w których przejawia się zjawisko cyberkultury. Wśród tych wymiarów wymienia się między innymi zachowania ludzi online, nierówności społeczne, komercjonalizację internetu, estetyczne i użytkowe aspekty cyberprzestrzeni.

Te trzy etapy badań nad cyberkulturą, jak mówi Marcin Wiatrów, odnoszą się przede wszystkim do USA, polskie zaś „opracowania na temat społecznej strony internetu” pojawiły się w okresie gdy w USA ukształtował się już nurt krytyczny, dlatego trudno jest rozgraniczyć poszczególne etapy. Autor zauważa, że w Polsce nie maleje siła nurtu popularnego.

Dzisiejszy świat różni się od tego jaki mieliśmy nie tylko pięćdziesiąt lat temu, ale nawet dwadzieścia, czy dziesięć. Rewolucja technologiczna, a wraz z nią informatyczna przyspieszyła procesy globalizacyjne.15

Przywołując spostrzeżenia amerykańskiego socjologa kultury, Lawrenca Grossberga oraz amerykańskiego dziennikarza, Pico Iyra, Zbyszko Melosik zwraca uwagę na przepaść jaka dzieli rzeczywistość nastolatków i pedagogów. Twierdzi, że pedagodzy po prostu „nie przystają”.16 Zauważa, że nastolatków, niezależnie od kraju i kontynentu cechuje podobna tożsamość i styl życia, są oni bardziej podobni do siebie nawzajem niż do pokolenia swoich rodziców.

Globalny nastolatek – dzięki codziennemu kontaktowi z mediami- orientuje się znakomicie we współczesnej muzyce, modzie i innych trendach kulturowych.(...) Szuka tego, co łączy (wspólnego kodu językowego, wspólnej kulturowej symboliki), a nie tego co dzieli (...), jest pragmatyczny, łatwo komunikuje się, jest maksymalnie tolerancyjny dla różnicy i odmienności, jednocześnie cechuje go duży sceptycyzm wobec idei jakiegokolwiek zaangażowania – ‘głębszego uczestnictwa’.” Z. Melosik próbuje namalować nam wirtualny17 obraz przedstawiający rzeczywistość w jakiej żyje współczesny nastolatek. Rzeczywistość ta w dużej mierze, jak zauważa autor –propagowana przez media – ma charakter nielinearny, istnieje tu konieczność „przeskakiwania”, bez jasnych odpowiedzi, do miejsc w których wszystko może się zdarzyć, nic nie budzi zdziwienia; są to setki domów, jeden wielki supermarket. To życie w natychmiastowości i chęć bycia w miejscu gdzie wytwarza się przyjemność. „Kultura globalna - twierdzi Z. Melosik - ma charakter <> – jest oderwana od przeszłości (‘nie ma historii’). Przeszłość stanowi dla niej jedynie ofertę zdekonstruktualizowanych elementów i przykładów, które można wykorzystać przy tkaniu ‘kosmopolitycznego kobierca’. (...) Mass media kultury globalnej wykorzystują reprezentacje poszczególnych kultur i narodów, dodają efektownych przypraw (trochę ‘pop’, trochę marketingu, trochę sensacji, dużo egzotyki i ‘poetyki konsumpcji’) i przetwarzają je w ich własną reprezentację. Następnie reprezentacje te są ze sobą ‘mieszane” i przetwarzane w kolejnych procesach upozorowania. W efekcie powstaje image, globalnej świadomości’.”

Autor mówi o charakterystycznej dla naszych czasów „osobowości przezroczystej”; jest to osoba, która miałaby się odznaczać niewrażliwością na różnice kulturowe. „Nie chodzi tu bynajmniej a zaakcentowanie różnic kulturowych, czy też kulturową empatię”, lecz o taką postawę osoby, która - mówi Melosik – „mniej lub bardziej świadomie unika konfrontacji z różnicami, a jeśli już do niej dochodzi, to traktuje je w kategoriach egzotyki, którą można się pozachwycać i zawsze szybko o niej zapomnieć. Umie ‘współżyć z różnicą’ bez ‘wchodzenia w różnicę’. Różnica jej nie przeszkadza (chyba, że staje się natrętnym intruzem w codzienności).” Komfort psychiczny i materialny w sensie rozumienia możliwości prowadzenia ‘europejskiego stylu życia’ jest tym – co zdaniem autora – wyznacza współczesnej młodzieży, nie posiadającej korzeni czy punktu zaczepienia, miejsce zamieszkania.18

Dla grafika komputerowego ten styl życia może nasunąć pewne skojarzenia z zabawą, jaką stanowi dla niego nakładanie na gotowe obrazy, kolejnych filtrów rozmycia, iluzji, wyostrzenia, skręcenia czy też rozbijanie większych całości, na małe płynnie układające się kafelki, prowadzące do pięknych ornamentów.

Tak scharakteryzowany świat wartości budzi również skojarzenia z tym co o erze komputerów mówi Jay David Bolter19 :

Wielki potencjał komputera polega na tym, że dostarcza on uporządkowane wstępnie elementy, tak by programista mógł je ułożyć w nowy sposób. Automatyzm maszyny staje się podstawą twórczej wyobraźni jej operatorów (...) System komputerowy ma charakter wielopoziomowy. Użytkownik może pracować na określonym poziomie, nie wnikając w szczegóły operacji niższego poziomu. (...) Konstrukcja wielopoziomowa oznacza, że każdy programista może wykorzystywać zbiorowy wysiłek dziesiątków lub setek innych, którzy zajmowali się szczegółami, jakie jego już nie absorbują. Może więc korzystać z programów matematycznych wiedząc tylko, jak podawać dane wejściowe oraz jak interpretować wynik. W ten sposób wyższa matematyka, choć bez głębi jej analizy, staje się dostępna milionom amatorów. W przypadku wszystkich problemów, które wymagają manipulacji symbolami, amatorzy mogą operować w praktyczny –choć nie teoretyczny– sposób na poziomie ekspertów.” 20

Wobec powyższego, rewolucja informatyczna chciałoby się rzec, oddziaływuje na świat ludzkich przekonań i ciągłych wyborów. Czy jednak jest ona przyczyną ludzkich zachowań, czy też wynikiem ludzkich dążeń i pragnień? „Komputery nie tylko działają dla nas, one oddziałują na nas, w tym na nasz sposób myślenia o sobie i o innych ludziach. Dziesięć lat temu subiektywne skutki używania komputerów były wtórne - nie poszukiwano ich. Dzisiaj sprawy wyglądają inaczej. Ludzie włączają komputer, jawnie licząc na przeżycie czegoś, co zmieni ich sposób myślenia lub wpłynie na ich życie emocjonalne i rolę w grupie. Charles Babbage, dziewiętnastowieczny matematyk i wynalazca pierwszej dającej się zaprogramować maszyny, nazwał ją maszyną analityczną. Ci, którzy eksplorują symulacyjne gry i światy imaginatywne, podłączają się do wirtualnych społeczności, mają wirtualnych przyjaciół i kochanków, myślą o komputerze inaczej. Chcą, by komputer był maszyną zaprzyjaźnioną, serdeczną, zaufaną.”21 Śledząc rozwój mediów na przestrzeni wieków, można łatwo zauważyć, że to co było motorem napędzającym wynalazców do ich wytworów było niewątpliwie związane z dążeniem do prawdy. Prawdy o możliwościach twórcy i recepcji odbiorców. To ona weryfikuje i napędza rozwój w kierunku ich interaktywności, a pewnym ideom, do których przyjęcia „globalny człowiek” nie jest gotów, sprzyjają z pewnością rozważania natury aksjologicznej.

Seymour Papert, uczeń i współpracownik Jeana Piageta, twórca języka programowania Logo, prawdziwe niebezpieczeństwa związane z tym co za sobą niesie używanie komputera widzi właśnie nie w możliwościach programującego dziecka tylko w nieodpowiednim odbiorze kulturowym. Mówi on: „Moim zdaniem znamienną cechą ludzkiej inteligencji jest zdolność operowania wieloma sposobami wiedzy (...), fakt, że żądam, bym myślał jak komputer”, nie prowadzi wcale do odrzucenia innych epistemologii. Otwiera to po prostu nowe możliwości i podejścia do myślenia. Asymilacja obecności komputera przez kulturę wzmocni biegłość w posługiwaniu się nimi. To stwierdzenie jest często rozumiane jako umiejętność programowania lub znajomość różnych zastosowań komputerów. Ale prawdziwa edukacja komputerowa to nie jest po prostu wiedza, jak stosować komputery i pomysły komputerowe, Jest to wiedza o tym, kiedy należy je stosować.” 22 Pełniący wobec prawdy rolę służebną, widoczny rozwój technologii informatycznych wymaga dziś od nas nie tylko nowych badań nad naturą ludzką, ale również (a może w mniemaniu niektórych- przede wszystkim) nabycia coraz bardziej skomplikowanych umiejętności operowania regułami technologicznych urządzeń interaktywnych. Innymi słowy mówiąc, człowiek chcący skorzystać z medium interaktywnego musi w początkowej fazie nauczyć się nieznanego mu wcześniej kodu informacyjnego. To stanowi jedynie fazę wstępną procesu wchodzenia w cyberprzestrzeń... Jak mówi Zbigniew Wałaszewski: ”Człowiek, wchodząc w interakcję z nieznaną wcześniej aparaturą, stopniowo zyskuje pełną świadomość swoich wyborów i ich konsekwencji, jak tez ograniczających dowolność podejmowanych akcji właściwości sprzętu i zawiadującego nim programu. Między stanem początkowej niewiedzy a wyczerpaniem wszystkich możliwości mechanicznego partnera zawiera się pełna znajomość <>, w którym odbywa się komunikacja z maszyna. Użytkownik musi poznać i opanować jego reguły w stopniu co najmniej dostatecznym (umożliwiającym prowadzenie interakcji). Toteż proces formowania znaczeń jest w znacznej mierze – przynajmniej w fazie początkowej – procesem uczenia się nieznanego kodu informacyjnego.”23

Z innego punktu widzenia, mianowicie próbując odpowiedzieć na pytanie „dlaczego produkty wysokich technologii doprowadzają nas do szaleństwa i co zrobić, żeby tego uniknąć”, wychodzi Alan Cooper24, autor książki „Wariaci rządzą domem wariatów”, mówi on: „Nasz świat zalewają najnowocześniejsze narzędzia komputerowe. W pracy i w domu dominują komputery. Pojazdy zapełniają się gadżetami napędzanymi krzemem. Wszystkie te skomputeryzowane urządzenia są szalenie mądre i mają duże możliwości. Zniechęcają nas jednak ogromne trudności korzystania z nich.(...)Dopuściliśmy do tego, by wariaci rządzili domem wariatów. Gdy domem wariatów rządzą wariaci, trudno im określić, co utrudnia życie.(...)Kiedy twórcy produktów oprogramowanych przyglądają się swemu dziełu, nie dostrzegają wad. Widzą, że wyrób ma wiele funkcji i możliwości. Nie widzą natomiast, że korzystanie z niego jest szalenie trudne, że opanowanie go wymaga wielu godzin żmudnej pracy, że ludzie zmuszeni codziennie do korzystania z tego produktu czują się zdegradowani, poniżeni.”25 Autor dodaje „Sztuka projektowania interakcji jest nowa i programistom obca. Jeżeli więc w ogóle zgadzają się na dopuszczenie odpowiednich fachowców, to robią to dopiero po zakończeniu programowania. A wtedy jest już za późno.(...) Programiści nie są złymi ludźmi. Ciężko pracują, żeby programy były łatwe w użyciu. Niestety, ponieważ tylko sami mogą to ocenić, programy przez nich tworzone są łatwe dla kolegów, programistów, a nie dla ludzi, którzy programistami nie są”.26

Wychodząc naprzeciw dotychczas przedstawionym niepokojom, warto w tym miejscu odnotować fakt powstania w latach osiemdziesiątych nowej dyscypliny jaką jest etyka komputerowa.

Już w latach czterdziestych ubiegłego wieku, twórca cybernetyki Norbert Wiener27 zajmując się informatycznymi systemami samosterującymi prowadził jednocześnie wykłady i pisał książki na temat „możliwego wpływu technologii informatycznej na świat ludzkich wartości, takich jak pokój, zdrowie, wiedza, edukacja, więzi międzyludzkie i sprawiedliwość.” Terrel Ward Bynum28 - współorganizator pierwszej międzynarodowej konferencji na temat etyki komputerowej, która odbyła się w 1991 roku (w konferencji uczestniczyli filozofowie, informatycy, socjologowie, psychologowie, prawnicy, ludzie ze świata biznesu, dziennikarze; ogółem byli tam przedstawiciele siedmiu krajów i trzydziestu dwóch stanów USA, reprezentowany był też rząd Stanów Zjednoczonych) zwraca uwagę na to, że „rewolucja informatyczna, na podobieństwo lawiny ogarnia kulę ziemską i nie jest to wbrew pozorom – rewolucja mająca jedynie wymiar technologiczny. Wręcz przeciwnie, rewolucja informatyczna ma przede wszystkim wymiar społeczny i etyczny”.29 Ma ona zaradzić temu aby ludzie, jak zauważył Donn Parker „wchodząc do centrum komputerowego, nie zostawiali swojej etyki za drzwiami”.30 Jest to dziedzina tak nowa, że trudno dziś określić zarówno jej istotę, jak obszar badawczy – pisze Terrel Ward Bynum. Wśród problemów rozważanych przez tę dyscyplinę znajdują się: prywatność, poufność, przestępstwa popełniane przy użyciu technologii komputerowej, podejmowanie decyzji przy pomocy tej technologii, uzależnienie od technologii, kwestie zdrowotne, zadowolenie z pracy ludzi posługujących się technologią komputerową, nowe miejsca pracy, nowe zawody. Etyka komputerowa dotyka również takich zagadnień jak własność oprogramowania. Otwarta staje się tu kwestia sporna między zwolennikami wolnego oprogramowania a ich przeciwnikami. Pierwsi z nich, którzy - jak na przykład Richard Stallman31 (obrońca wolnego oprogramowania) – twierdzą, że wszelka informacja powinna być bezpłatna, a wszystkie programy dostępne do kopiowania, studiowania i modyfikowania przez każdego kto ma na to ochotę. Przeciwnicy zaś dostarczają argumentów przeciw takiej postawie, twierdząc, że programiści nie inwestowaliby tygodni czy miesięcy pracy i znacznych funduszy w tworzenie oprogramowania, jeśli taka inwestycja miałaby im się nie zwrócić.

W ostatnich latach zdaje się zauważać tendencję do zastąpienia terminu etyka komputerowa terminem etyka informatyczna.32 Walter Maner33 przytacza nam uroczą –jak mówi-zagadkę zasugerowaną przez Donalda Gotterbarna: „Oczywiste jest, że poprzez wieki wiele urządzeń miało znaczny wpływ na społeczeństwo. Wynalezienie druku było wydarzeniem przełomowym w historii kultury, lecz nie ma czegoś takiego jak etyka maszyny drukarskiej. Lokomotywa zrewolucjonizowała transport, lecz nie ma czegoś takiego jak etyka lokomotywowa. Telefon na zawsze zmienił sposób, w jaki komunikujemy się z innymi ludźmi, lecz nie ma czegoś takiego jak etyka telefoniczna. Traktor zmienił sytuację rolnictwa na całym wiecie, lecz nie istnieje nic takiego jak etyka traktorowa. Samochód umożliwił nam pracę w dużej odległości od miejsca zamieszkania, lecz nie ma czegoś takiego jak etyka dojeżdżania do pracy. Dlaczego więc miałoby istnieć coś takiego jak etyka komputerowa?34

Dla bliższego uwypuklenia problemów jakie niesie za sobą rewolucja informatyczna warto w tym miejscu przytoczyć „Dziesięć Przykazań Etyki Komputerowej” :

1. Nie będziesz używał komputera w celu krzywdzenia innych osób.

2. Nie będziesz zakłócał komputerowej pracy innych.

3. Nie będziesz manipulował plikami komputerowymi innych osób.

4. Nie będziesz używał komputera do kradzieży.

5. Nie będziesz używał komputera do dawania fałszywego świadectwa.

6. Nie będziesz kopiował ani używał oprogramowania, za które nie zapłaciłeś.

7. Nie będziesz używał zasobów komputerowych innych bez ich zgody lub rekompensaty.

8. Nie będziesz przywłaszczał sobie pracy intelektualnej innych.

9. Będziesz myślał o konsekwencjach społecznych programu, który piszesz, lub systemu, który projektujesz.

10. Będziesz zawsze używał komputera w sposób, jaki spodobałby się twym bliźnim. 35

Jak trudno jest odpowiedzieć na pytanie co niesie nam dzisiejsza rewolucja informatyczna może świadczyć wypowiedź W. D. Hillisa: „Myślę, że dzieje się teraz coś – i będzie się działo w ciągu kilku następnych dziesięcioleci – co jest dla nas niezrozumiałe, i jest dla mnie zarówno przerażające, jak i podniecające.”36 Aby jednak nie kończyć na nieznanym zacytuję jeszcze wypowiedź W. Welscha, który spostrzega, że rewolucja informatyczna pozwala nam na nowo odkryć świat nie elektronicznych wartości: „Wśród zawirowań mnożącego się elektronicznie świata staje się dla nas znowu ważna jednorazowość niepowtarzalnej godziny czy spotkania albo bezruch i szczęście spoczywającej ręki lub pary oczu. Przypomnijmy sobie samowystarczalną doskonałość i autonomię zwykłych czynności – spaceru, jedzenia, oglądania krajobrazu, a także samotności z dala od maszynerii komunikacyjnej. (...) Ponowne odkrywanie i nowe wartościowanie takich aktów następuje na tle świata zdeterminowanego medialnie i jego zawirowań”.37 Przydatną dla sztuki życia, a może już lekarstwem dla współczesnego człowieka może być również rada tegoż autora: „Można z przyjemnością poruszać się w światach elektronicznych – ale nie tylko w nich, również w innych światach.(...) Powinniśmy przeciwstawiać się naciskowi technologicznemu, nie lekceważąc kiełkującej w nas potrzeby przeciwnych wartości, poświęcać jej uwagę i podążać za nią. (...) Nie powinniśmy ograniczać podwójnej figury nowoczesności do jednego tylko bieguna: euforii względem mediów albo fanatyzmu względem ciała. Musimy zachować obuoczność – albo ją odzyskać”.38

Rada ta przypomina starożytną mądrość Arystotelesa – zasadę „złotego środka”. Jednak to co różni etykę filozofa epoki „piękna i dobra” od etyki epoki cyberkultury – to próba zapanowania nie nad ułomnościami natury psychicznej człowieka. To próba pogodzenia, jak sądzę cyborga39 z człowiekiem. Mając obawy co do przyszłości zdominowanej przez same cyborgi warto w tym miejscu przytoczyć słowa Jana Pawła II, który mówi: „Chyba nieco jednostronnie upatrywano czasem niebezpieczeństwo odczłowieczenia ludzi przez same układy rzeczowe: przyrodę, stosunki produkcji, cywilizację. Chociaż w znacznej mierze nie sposób zaprzeczyć tej tezy, to przecież nie sposób przyjąć jej wyłączność. Co więcej – człowiek nie jest wprawdzie twórcą przyrody, lecz jest jej panem. Jest natomiast twórcą stosunków produkcji czy też twórcą cywilizacji. Może zatem zasadniczo nie dopuszczać do tego, by miała ona charakter „odczłowieczający”, by prowadziła do alienacji. I dlatego też u korzenia wszelkich alienacji człowieka poprzez układy odniesienia wynikające z rzeczy musimy założyć alienację wynikającą z samego człowieka. Wydaje się, że przykazanie „będziesz miłował” naprowadza nas na jej istotę. Korzeń alienacji człowieka przez człowieka tkwi w zapoznaniu czy zaniedbaniu tej głębi uczestnictwa, na jaką wskazuje rzeczownik „bliźni” oraz związane z nim przyporządkowanie wzajemne ludzi w samym człowieczeństwie jako zasada najgłębszej wspólnoty. (...) Chodzi o to, ażeby w kształtowaniu ludzkiego współżycia i współdziałania na różnych szczeblach i na zasadzie różnych więzi, jakie stanowią o wspólnotach i społeczeństwach, system odniesienia „bliźni’ był ostatecznie decydujący. Jeżeli jakakolwiek wspólnota ludzka upośledzi ten system odniesienia, wówczas sama skaże się na to, że zaniknie w niej pełnia uczestnictwa, że pomiędzy osobą a wspólnotą wyrośnie przepaść(...).40

I ta celowość, celowość człowieka nie dopuszczającego do „odczłowieczenia” myślę - jest dobra, i zasadne wobec tego jest mieć dobrych, prawdziwych nauczycieli z krwi i z kości, kierujących się wolną niezdeterminowaną medialną władzą wolą. Ci prawdziwi, odpowiedzialni nauczyciele ( w tym ludzie interesu i polityki) winni za radą Dionizego Tanalskiego przyczynić się w dobie reform edukacyjnych do tego, aby wartości i normy moralne „wkomponowywać we wszystkie zawodowe przedmioty nauczania”. Należy ponadto uświadomić ludziom interesu i polityki, ośrodkom władzy – że to oni są faktycznymi wychowawcami naszej epoki i na nich głównie spoczywa odpowiedzialność za edukację.41 Podobnego zdania jest Janusz Czerny, który przytaczając wyniki raportu Meyera – Grundera mówiące o zastraszającym wprost wzroście przestępczości wśród nieletnich na obszarze Zachodniej Europy42 stwierdza: „Oczywiście powszechnie uważa się, że to szkoła przeżywa kryzys. Że to nauczyciele i pedagodzy nie są w stanie sprostać wymogom epoki. Że obserwowane dewiacje i zagrożenia w szkole są wyrazem braku kompetencji pedagogów, klasycznych i przestarzałych metod ich pracy oraz ich indolencji. Lecz prawda jest zgoła inna. To społeczności ludzi dorosłych ponoszą główną odpowiedzialność za destrukcyjne zjawiska obecne w dzisiejszej szkole, dostarczają jej jak najgorszych wzorów. Przekazy mass mediów upowszechniają ten scenariusz. Ułatwiają zarazem jego realizację, stają się <
> dla czynienia zła. W szkole jak w zwierciadle odbijają się wszelkie nieprawości postępowania generacji dorosłych.”
43

Potrzebujemy, warto powtórzyć tych prawdziwych ludzi, a nie cyborgów i kognitariuszy skupionych na gromadzeniu teczek dokumentacji, tym bardziej, że - jak mówi Lucjan Olszewski - „Nawet najdoskonalsze formy kształcenia na odległość nie są w stanie przezwyciężyć braku pełni interakcji nauczyciel – uczeń44

To co niesie nam rewolucja informatyczna, przewidział nasz wielki przodek - Stanisław Witkiewicz. Oczami twórczej wyobraźni widział to co już się ziściło, ale i to od czego jesteśmy, zdaje się, już o krok.45 Stanisław Witkiewicz, na trzydzieści lat przed paniką jaka zapanowała w kilku stanach USA po nadaniu słuchowiska o ataku Marsjan na Ziemię (1938 rok), a tylko dwanaście przed tym, jak po raz pierwszy przesłano głos ludzki przez Atlantyk, mówił:

Z czasem postęp elektrotechniki czy może jeszcze innej, na jakiejś subtelniejszej, nie znanej dziś sile opartej techniki doprowadzi do tego, że całe dobro, jakie ludzkość w sztuce zgromadziła, stanie się dostępne dla wszystkich, wszędzie i w każdym czasie. Przenoszenie obrazów i dźwięków będzie rzeczą tak łatwą i zwykłą, że wymiana myśli, współrzędność wrażeń i wzruszeń, stanów psychicznych i uczuć, uczyni z ludzkości, jakby jedną potężną duszę.(...) Z czasem więc obrazy Velazqueza lub Rembrandta, których dziś trzeba w Madrycie lub Antwerpii, będą oglądane jednocześnie na całej kuli ziemskiej – od Pekinu do Zakopanego. Żeby widzieć skutą mrozem pustynię podbiegunową i kipiący nadmiarem przepych życia podzwrotnikowego, dość będzie dotknąć jakiegoś guziczka. I nie tylko widzieć: straszny huk ścierających się lądów lodowych i gwar tysiąca odgłosów duszącego się nawzajem życia indyjskich ostępów będą przychodziły razem z obrazem. Może nawet pełność wrażeń dojdzie do jednoczesnego przeniesienia napięcia elektryczności i temperatury – będziemy marzli lub słaniali się w znojnym gorącu; będziemy odurzali się zapachem kwiatów, które zakwitły o tysiące mil dali, lub wzdrygali się z obrzydzenia od zaduchu rozpadających się cielsk wielorybów... Wszystko to się stanie; stanie się nie dziś, to jutro. Wypełni to mnóstwo dotychczasowych marzeń, zaspokoi mnóstwo pragnień i otworzy jeszcze dalsze i szersze horyzonty, rozbudzi jeszcze inne pragnienia i tęsknoty... Dusza ludzka jest bezdenna, ponieważ jeszcze nie jest w zastoju, ponieważ rozwija się, to znaczy, że ciągle trwa w niej przyrost energii psychicznej. Czy tak będzie aż do jakiegoś kataklizmu, który zniszczy ziemię i jej <


> - ludzkość? Czy też siła życia się wyczerpie i ludzkość zginie, tak jak wymierają pewne gatunki roślin? To zresztą wszystko jedno i na to trzeba długo czekać. Tymczasem trzeba żyć!”
46 Dziś futurologiczną wizję uzupełnia Ray Kurzweil: „W najbliższym dziesięcioleciu na stołach, w ścianach i w odzieży znajdziemy miliardy miniaturowych komputerów. Obrazy z okularów i szkieł kontaktowych będą rzutowane bezpośrednio na siatkówkach naszych oczu. Sprawi to, że zanurzymy się w audiowizualnej rzeczywistości wirtualnej i dzięki niej będziemy mogli obcować blisko z ludźmi, którzy fizycznie znajdują się daleko (...) będziemy nieustannie wzbogacali to, co czyni z nas gatunek w świecie wyjątkowy – naszą zdolność do przekraczania własnych granic47.

Wśród pedagogów - utopistów, którego idee mają dziś szansę się spełnić, warto wymienić w tym miejscu Ivana Illicha.48 Wysunął on w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia ideę „współżyjącego społeczeństwa”. Illich, mówiąc o współżyjącym społeczeństwie, miał na myśli „służenie nowoczesnych technik wzajemnie powiązanym jednostkom49. Współżyjące społeczeństwo, jak mówił „jest społeczeństwem, w którym ludzie kontrolują narzędzia”50. Twierdził, że technika winna być ograniczona do takich zastosowań, które są naprawdę wydajne: „myślę o ograniczeniu szybkości pojazdów do takiego poziomu, przy którym nie tworzą one większej odległości niż ją skracają. Ograniczenie medycznej interwencji do takich procedur, które nie szkodzą zdrowiu, bardziej niż je ulepszają. Ograniczenie instrumentów komunikowania do rozmiarów, dzięki którym nie stwarzają, z samej definicji, więcej hałasu niż sygnału, który jest pożyteczny dla samego życia, który mogę zrozumieć (...)51.

Illich podnosząc wartość człowieka twierdził, że tym co zagraża jego rozwojowi jest uszkolnianie. Wskazuje, że współczesny mu system szkolny jest podporządkowany wartościom rynku.52 Przedstawiająca poglądy Illicha, Marcela Gajdo, pisze: „Uczniowie-konsumenci są nauczeni, aby przystosowywać własne pragnienia do wartości rynkowych, choćby ów cykl wiecznego postępu nigdy nie prowadził do uzyskania dojrzałości53.

Według edukacyjnego projektu Illicha system edukacji powinien mieć 3 cele:



  1. zapewnić wszystkim, którzy chcą się uczyć, dostęp do źródeł pozostających w dyspozycji w każdym okresie ich życia

  2. sprawić, aby było możliwe dla wszystkich, którzy pragną dzielić się własną wiedzą z innymi, znajdować tych, którzy chcą się od nich uczyć

  3. dostarczyć wszystkim, którzy chcą przedstawić publiczności temat nadający się do dyskusji, okazji, aby mogli zapoznać innych z ich argumentacją.

Pedagog wymienia ponadto cztery sieci lub organizacje łączności i wymiany, stanowiące źródło efektywnego uczenia się:


  1. Usługi informacji rzeczowej o przedmiotach edukacyjnych”. Celem tej sieci jest ułatwienie dostępu do rzeczy lub procesów wykorzystywanych w formalnym uczeniu się.

  2. Wymiana umiejętności”. Sieć ta pozwala wpisać na odpowiednią listę własne umiejętności i zdolności, i określić warunki, na jakich mogą służyć wzorami innym, którzy chcą opanować te umiejętności, wskazując zarazem, jak można się z nimi porozumieć w tym celu.

  3. Znajdowanie równych”. Sieć ta pozwala opisać rodzaj poznawania, któremu jednostka pragnie się poświęcić, w nadziei znalezienia partnera dla wspólnych poszukiwań.

  4. Usługi informacji rzeczowej dla ogółu pedagogów”. Sieć ta obejmuje przewodniki podające adresy i własne charakterystyki specjalistów, paraspecjalistów i niezależnych zawodów wraz z warunkami korzystania z ich usług. Wychowawców takich można by wybierać przy pomocy badania opinii o nich albo konsultacji z ich wcześniejszymi klientami.54

Dzisiaj - pisze Marcela Gajardo – te propozycje edukacyjne, jeżeli nawet nie znalazły sposobu realizacji w systemie szkolnym, przyjęły się pod różnymi nazwami w nieformalnej edukacji młodzieży i dorosłych, w edukacji permanentnej i w innych dziedzinach, które przyzwalają na „odszkolnioną” edukację. Coraz częściej słyszymy w praktyce o istnieniu sieci złożonych z ludzi, którzy pragną dzielić się ogólnie użyteczna wiedzą, wykuwają ogniwa wymiany doświadczeń oraz stwarzają i umacniają zdolności do autonomicznego rozwoju, wprowadzają innowacje i uczą się ze zgromadzonego doświadczenia. Rzut oka wokół nas pokaże, że istnieją dzisiaj niezliczone banki danych, że coraz więcej powstaje sieci badań i wymiany informacji, i że w coraz większym stopniu głównymi problemami ludzkości zajmują się zespoły ludzi wnoszących razem różnorodne umiejętności. Paradoksalnie, tylko szkoła wydaje się utrzymywać rytuał i rutynę, które demaskował Illich i inni pedagodzy z jego pokolenia. Zmiana tej sytuacji wymaga prawdziwej rewolucji.”

W innym miejscu Marcela Gajardo mówi : ”Tematyka, którą Illich dostrzegł (...) powraca dzisiaj w debatach o postępie nauki i techniki, wpływie komputerów na życie codzienne, prywatyzacją usług publicznych łącznie z instytucjami służby zdrowia, edukacji i transportu".55

W raporcie Międzynarodowej Komisji do spraw Edukacji dla XXI wieku stwierdzono:

"Właściwie stosowane technologie mogą uczynić nauczanie bardziej skuteczne i utorować uczniom atrakcyjną drogę do wiadomości i umiejętności nieraz trudno dostępnych w środowisku lokalnym. Technologia może stworzyć pomost między krajami uprzemysłowionymi i krajami nie uprzemysłowionymi oraz pomóc nauczycielom i uczniom wznieść się na poziom wiedzy, który trudno byłoby bez niej osiągnąć".56


    1. Edukacja do rozwoju systemu wartości dzieci 12-13 letnich


1.2.1. Wolność i godność człowieka a rozwój wartości
„Mówimy miłość, a często nienawidzimy, mówimy rozum, a często nic nie rozumiemy, mówimy współpraca, a maskujemy warcholstwo, mówimy rozwój, a nigdy lub prawie nigdy nie przekraczamy siebie niższego.”57




  1   2   3   4   5


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna