303 wpp, Konferencje, Jacek Salij op



Pobieranie 215.49 Kb.
Strona2/5
Data07.05.2016
Rozmiar215.49 Kb.
1   2   3   4   5

Matka pięknej miłości

W świetle tego, co powiedzieliśmy dotychczas, trudno mieć wątpliwości co do tego, że najwyższą formą piękna jest piękna miłość. To dlatego wiara ludu Bożego tak chętnie Tę, która „cała jest piękna”, nazywa Matką pięknej miłości.

Nie każda miłość jest piękna. Nasza miłość bywa przecież niekiedy egocentryczna, zaborcza, obłudna, ślepa. Nawet miłość autentyczna bywa w nas grzesznych naznaczona różnymi ułomnościami. Miłość Matki Najświętszej i Niepokalanej jest krystalicznie prawdziwa, po prostu idealnie piękna.

Ten tytuł – Matka pięknej miłości – wielokrotnie zgłębiał w swoich kazaniach i medytacjach Prymas Stefan Wyszyński. Na przykład ponad pół wieku temu – w kazaniu wygłoszonym na Jasnej Górze 3 maja 1963 r. – wielki Prymas Tysiąclecia wzywał polski Kościół do tego, żeby Maryja stała się dla nas Patronką i Wzorem wszystkiego, co dzieje się w naszych wnętrzach. Mówił wtedy:



Staje się Ona Matką naszego życia duchowego, jako Ta, która dała światu Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Jest Matką naszych myśli, bo jest Matką Słowa Wcielonego, a więc jest Matką ducha ewangelicznego Chrystusa. Jest Matką naszych serc, jako Matka Pięknej Miłości, która ukształtowała Serce Jezusa Chrystusa pod swoim Sercem. Jest też Matką naszej woli, jako Virgo Potens, Panna Można, która wzmacnia nasze wole, pośrednicząc nam łaski Boże do wszystkich najlepszych czynów i prac.

Czym jest piękna miłość, co jest jej przeciwieństwem i co jej zagraża – pisał święty Jan Paweł II w Liście do rodzin z 2 lutego 1994 r.



Rodzina współczesna poszukuje pięknej miłości. Miłość, która nie jest piękna, która jest tylko zaspokajeniem pożądliwości, która jest tylko wzajemnym używaniem siebie przez mężczyznę i kobietę, czyni człowieka niewolnikiem własnych słabości. Czyż nie służą temu właśnie pewne programy cywilizacyjne współczesności? Grają one na słabościach człowieka i czynią go coraz słabszym i bezbronnym.

Cywilizacja miłości oznacza radość – radość między innymi z tego, że . A więc radość także i z tego, że małżonkowie stają się rodzicami. Cywilizacja miłości – to znaczy . Cywilizacja, która wydaje owoce w postaci mentalności konsumpcyjnej, antynatalistycznej, nie jest i nie może być nigdy cywilizacją miłości. O ile rodzina jest tak ważna dla cywilizacji miłości, to z uwagi na specjalną bliskość i intensywność więzi, jakie w niej zachodzą pomiędzy osobami i pokoleniami. Równocześnie jest ona jednak łatwa do zranienia i może szczególnie łatwo doznawać zagrożeń, które osłabiają czy wręcz niszczą jej spójność i trwałość. Rodzina w wyniku tych zagrożeń, nie tylko przestaje świadczyć na rzecz cywilizacji miłości, ale może się stawać jej zaprzeczeniem, przeciwświadectwem.

To był cytat z rozdziału 14. Listu do rodzin. Natomiast cały obszerny rozdział 20. nosi tytuł „Matka pięknej miłości” i przedstawia miłość Maryi i Józefa jako wzór autentycznej miłości dla wszystkich małżonków. Nie zabrakło w tej medytacji motywu pielgrzymkowego:



Pierwsza weszła w ten wymiar Maryja, wprowadzając wraz ze sobą swego oblubieńca Józefa. Oni też stali się pierwszymi wzorami owej pięknej miłości, o którą Kościół nie przestaje się modlić dla młodzieży, dla małżeństw i dla rodzin. A małżeństwa, rodziny i młodzież również nie przestają się modlić o to dla siebie. Wystarczy popatrzeć na rzesze pielgrzymów, ludzi dorosłych i młodych, zdążających do Sanktuariów Maryjnych i zapatrzonych w wizerunek Bogarodzicy, czasem Maryi i Józefa wraz z Dzieciątkiem – w oblicza, na których odbija się całe piękno miłości ofiarowanej człowiekowi przez Boga.

Maryjo, Matko pięknej miłości, wypraszaj nam u swojego Syna, ażeby małżeństwa i rodziny nasze i naszych bliskich, naszych znajomych i nieznajomych, złączone były piękną miłością, taką miłością, która sam Bóg chce nas obdarzać!


KONFERENCJA III

Dziewicza Matka
Przypomnijmy sobie najstarszy biblijny tekst maryjny. Znajduje się on w pochodzącym z roku ok. 54 Liście do Galatów – a wtedy jeszcze nie napisano żadnej z czterech Ewangelii. Apostoł Paweł napisał tam: Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, aby nas wykupił, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.

Ktoś mógłby się na te słowa obruszyć: Cóż dziwnego w tym, że Jezus narodził się z kobiety? Przecież każdy człowiek rodzi się z kobiety! Ale pomyślmy: Jezus jest przecież Synem Bożym. I to jest właśnie coś nadzwyczajnego i niepojętego: że przedwieczny Syn Boży ogołocił samego siebie i przyjął postać sługi, i stał się człowiekiem, i tak jak wszyscy ludzie zechciał się narodzić z kobiety! To jest doprawdy coś absolutnie niezwykłego: sam wszechmocny Syn Boży owinięty w pieluszki! Przecież przez Niego świat został stworzony! O niepojęta Boża miłości do człowieka! Po prostu kolana same się zginają, ażeby uwielbiać Boga za tak niepojętą miłość!



Ojcem Jezusa jest sam Ojciec Przedwieczny

Prawda o dziewiczym narodzeniu Zbawiciela jest dla chrześcijaństwa tak ważna, że umieszczono ją w wyznaniu wiary, a więc wśród prawd najbardziej istotnych. Co wyraża ta prawda, że Jezus przyszedł na świat z dziewiczej Matki, bez udziału mężczyzny? Anioł Gabriel wyjaśnił Maryi, że Jej Dziecko „będzie Synem Najwyższego... to, co się narodzi, Święte, będzie Synem Bożym”. Zatem sprawa jest jasna: Pan Jezus nie miał ludzkiego ojca, bo Jego ojcem jest sam Ojciec Przedwieczny. Narodził się z Dziewicy, bo nie był zwykłym człowiekiem. Jego istnienie nie zaczęło się – tak jak istnienie każdego z nas – w chwili poczęcia. On jest przedwiecznym Synem Bożym, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem.

Opis zwiastowania pokazuje inny jeszcze sens dziewiczego poczęcia naszego Zbawiciela. Zauważmy, że Ewangelista zestawia okoliczności przyjścia na ten świat Pana Jezusa z takimiż okolicznościami, dotyczącymi Jana Chrzciciela. Otóż Jan Chrzciciel urodził się z niepłodnych i starych rodziców, którzy utracili już nadzieję, że mogą mieć dziecko. W podobnych okolicznościach urodziło się wielu wielkich mężów Bożych Starego Testamentu. Izaak urodził się z niepłodnej Sary; Jakub, ojciec ludu Starego Przymierza – z niepłodnej Rebeki; sprawiedliwy Józef – z niepłodnej Racheli; z niepłodnych matek urodzili się Samson, pogromca Filistynów, i wielki sędzia Samuel.

W Starym Testamencie fakty te wyrażały sens duchowy. Mianowicie Pan Bóg przypominał w ten sposób swojemu ludowi, że wielcy przewodnicy narodu, wielcy obrońcy czy wielcy prorocy są Jego szczególnym darem dla narodu. Oni narodzili się z ludzi, ale w pierwszym rzędzie są darem Bożym.

Otóż spodobało się Bogu, aby w podobnych okolicznościach przyszedł na świat Jan Chrzciciel. Bo ten człowiek był naprawdę wielkim darem dla ludu Bożego, większym nawet niż tamci mężowie ze Starego Testamentu: „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy nad Jana Chrzciciela” (Mt 11,11).

I okazuje się, że narodzenie Jana jest zaledwie tłem dla wyjaśnienia wspaniałości narodzin Pana Jezusa. Narodzenie z rodziców niepłodnych przekracza nadzieje natury, ale dokonuje się w sposób zgodny z naturą. Tymczasem Syn Boży narodził się z Dziewicy! Bóg raczył posłużyć się tym znakiem, aby pouczyć nas, że Jego Syn jest najszczególniejszym Jego Darem dla ludzi. „Z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” – jak wyjaśnia inny fragment Ewangelii, w którym też szczególnie podkreślono dziewiczość poczęcia Pana Jezusa (Mt 1,20).



Matka nad matkami

Niezwykle były te słowa, jakie 2 czerwca 1979 r., podczas swojego pierwszego przyjazdu do Polski wygłosił Jan Paweł II na Placu Zwycięstwa w Warszawie: „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa”.

Później, w encyklice Redemptoris Mater, 4, święty Papież napisał, że „tę samą zasadę należy odnieść w stopniu najszczególniejszym do tej wyjątkowej , do tej niezwykłej niewiasty, która stała się Matką Chrystusa. Tylko w tajemnicy Chrystusa wyjaśnia się w pełni jej własna tajemnica”.

Bez Chrystusa prawda o Maryi, o Jej niepojętym wywyższeniu i pięknie oraz o Jej potężnym wstawiennictwie, straciłaby cały swój fundament. Przecież to dlatego Bóg nas obdarzył Maryją, bo tak umiłował świat, że Syna swojego Jednorodzonego postanowił nam dać na Zbawiciela. Przecież to dlatego Bóg przed wiekami – kiedy Ona nie była jeszcze stworzona – wybrał Maryję, bo chciał, ażeby ludzkość została uratowana od zguby wiecznej przez Jednego z nas, przez Syna Bożego, który rodząc się z Maryi stał się Synem Człowieczym. Wybranie i wywyższenie Maryi jest absolutnie jedyne i niepowtarzalne. Spośród miliardów kobiet, jakie żyły i będą jeszcze żyły na naszej ziemi, jedna jedyna Maryja otrzymała aż tak niepojęte powołanie, żeby być matką samego Syna Bożego.

Ten, którego Maryja urodziła i wychowała, jest prawdziwym Bogiem, Synem Bożym łownym swojemu przedwiecznemu Ojcu. Urodziła Go, bo On z miłości do nas postanowił „nie skorzystać ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąć postać sługi” i stać się człowiekiem. Owszem, Ona Go urodziła w przyjętej przez Niego ludzkiej naturze, ale Ten, którego Ona urodziła, jest przecież Boską Osobą. Dlatego słusznie nazywamy Ją Matką Bożą. I zachwycamy się tą niepojętą prawdą, że urodziła Tego, który Ją stworzył.

We wspomnianej już encyklice maryjnej, św. Jan Paweł II przypomniał starodawną naukę Ojców Kościoła, że zanim jeszcze Syn Boży począł się w Jej ciele, Ona poczęła Go duchem: „Tajemnica Wcielenia urzeczywistniła się wówczas, gdy Maryja wypowiedziała swoje fiat: . Wypowiedziała to fiat przez wiarę. Przez wiarę bezwzględnie powierzyła siebie Bogu, a zarazem całkowicie poświęciła samą siebie, jako służebnicę Pańską, osobie i dziełu swego Syna. Jak uczą Ojcowie, pierwej poczęła Go duchem niż ciałem: właśnie przez wiarę! Toteż słusznie Elżbieta sławi Maryję: ” (13).

W Wielki Piątek sam Jezus ustanawia nowe wymiary Jej macierzyństwa. Stojąc pod krzyżem, Ona nie tylko głęboko i boleśnie współcierpiała ze swoim Synem w Jego bólach i umieraniu. Ona uczestniczyła również w tej niepojętej miłości dla ludzi i w zawierzeniu Przedwiecznemu Ojcu, jakimi On, Jej ukrzyżowany Syn, był wypełniony. I właśnie wtedy Pan Jezus dał swoją Matkę umiłowanemu uczniowi, Janowi, aby była również jego matką. Kościół, wczytując się w to wydarzenie, wierzy, że Jan był pod krzyżem przedstawicielem nas wszystkich, że było wolą Pana Jezusa, aby cały Kościół i każdy z nas miał w Jego Matce swoją Matkę. Co więcej, rozumiemy coraz jaśniej, że Ona została nam dana jako Matka Kościoła.

Dziewicze macierzyństwo Kościoła

Spójrzmy teraz na bezpośrednie odniesienia tych wielkich prawd o Maryi, która jest dziewiczą Matką Syna Bożego, do naszego życia. Otóż po pierwsze – i to jest najgłębsza, choć tak przekraczająca naszą wyobraźnię, konsekwencja tej prawdy – każdy z nas jest wezwany do tego, żeby narodzić się podobnie jak Chrystus. Każdy z nas jest powołany do synostwa Bożego, a z Boga można się urodzić tylko w sposób dziewiczy. „Wszystkim, którzy przyjęli Słowo, udzielił mocy, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1,12n); „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (J 3,3).

Po raz pierwszy narodziliśmy się z naszych rodziców. Poprzez naszych rodziców Bóg powołał nas do istnienia i nieustannie nas w istnieniu podtrzymuje. Nasi rodzice są ludźmi, zatem i my jesteśmy ludźmi. To wielka i wspaniała rzecz być człowiekiem. Być człowiekiem to znaczy być kimś, kto jest obdarzony rozumem, wezwany do wolności, zdolny do tego, żeby być kochanym i kochać. W tym wymiarze Bóg jest naszym Stwórcą – owszem, jest dla nas jak ojciec: kocha nas, obdarza, opiekuje się nami, upomina, a niekiedy karze, przebacza różne winy, itp.

Jednak Bóg chce być dla nas więcej niż Stwórcą, chce być naszym Ojcem: chce, abyśmy byli podobni do Jego Syna Jednorodzonego, chce nas uczynić uczestnikami swojej Boskiej natury. Powtórne nasze narodziny to narodziny z Boga.

Ale co to znaczy narodzić się z Boga? Czy to w ogóle jest możliwe? Przecież Syn Boży – Bóg prawdziwy, współwieczny i równy swojemu Ojcu – jest Synem Jednorodzonym!

Do tych narodzin też potrzebna jest matka i, podobnie jak przy narodzeniu Chrystusa, jest to matka dziewicza. Matką, która nas rodzi dla Boga, jest Kościół: „Mężowie, miłujcie żony, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, (...) aby samemu stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś takiego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,25–27); „Górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest matką naszą” (Ga 4,26).

Dziewicze macierzyństwo Kościoła jest rodzeniem z Boga i dla Boga. Toteż nic dziwnego, że Kościół od samego początku bardzo troszczył się o to, żeby nie zabrakło zewnętrznego znaku jego dziewiczej płodności. Znakiem tym są chrześcijanie – mężczyźni i kobiety – którzy „stali się bezżenni dla Królestwa Niebieskiego” (Mt 19,12). „Tym, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy owdowieli dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja” – pisze Apostoł Paweł (1 Kor 7,8). Zaś Apostoł Jan: „Ci, co z kobietami siebie nie splamili, bo są dziewicami – ci Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie: ci spośród ludzi wykupieni jako pierwociny dla Boga i dla Baranka” (Ap 14,4).

Prawdziwe dziewictwo jest zawsze płodne

Dziewictwo niektórych członków Kościoła jest znakiem, że cały Kościół chce być bez reszty oddany Bogu. Toteż prawdziwe dziewictwo jest zawsze płodne. Tyle że jest to płodność wyższa, ponadnaturalna, duchowa, płodność z Boga. Dziewictwo bezpłodne to żadne dziewictwo, to zwyczajne starokawalerstwo lub staropanieństwo. Dziewictwo bezpłodne nie ma w sobie żadnego podobieństwa do dziewictwa Matki Bożej.

W jakimś sensie wszyscy chrześcijanie są wezwani do dziewictwa. W tym mianowicie sensie, że wszyscy powinni całe swoje serce oddać Bogu. Zwłaszcza małżonków Kościół poucza, że powinni przestrzegać czystości, właściwej ich stanowi. Przez małżonków bowiem nowi ludzie przychodzą na świat. A przecież człowiek jest istotą godną tego, żeby okoliczności jego przyjścia na świat były naprawdę ludzkie.

Również w wychowaniu dziecka ludzkie ojcostwo i macierzyństwo powinno być spełniane w atmosferze czystości. Chodzi nie tylko o czystość w sensie ludzkiego, zgodnego z prawem Bożym, przeżywania swojej płciowości, ale również o tę czystość, która polega na tym, że w ogóle staramy się nie mieszać dobra ze złem.

Słowem, niezależnie od tego, czy chrześcijanin żyje w małżeństwie czy w stanie bezżennym, powołany jest do naśladowania dziewiczego macierzyństwa Bożej Matki. Małżonkowie winni starać się o to, żeby ich małżeńska wspólnota i rodzicielstwo miały w sobie coś czystego. Nie związani zaś małżeństwem niech się starają, aby ich czystość była duchowo płodna.

Jak zatem widzimy, dogmat wiary o dziewiczym poczęciu Pana Jezusa nie jest jakąś tylko prawdą teoretyczną, on bardzo głęboko dotyczy naszego chrześcijańskiego życia. W adhortacji Familiaris consortio, 16, Jan Paweł II bardzo mocno podkreślił to wzajemne dopełnianie się dziewiczości i płodności: „Dziewictwo i celibat dla Królestwa Bożego nie tylko nie stoją w sprzeczności z godnością małżeństwa, ale ją zakładają i potwierdzają. Małżeństwo i dziewictwo to dwa sposoby wyrażenia i przeżywania jedynej Tajemnicy Przymierza Boga ze swym ludem. Bez poszanowania małżeństwa nie może także istnieć dziewictwo konsekrowane; jeżeli płciowość ludzka nie jest traktowana jako wielka wartość dana przez Stwórcę, traci sens wyrzeczenie się jej dla Królestwa Niebieskiego. Żyjąc w dziewictwie człowiek trwa także cieleśnie w oczekiwaniu na eschatologiczne zaślubiny Chrystusa z Kościołem, oddając się całkowicie Kościołowi w nadziei, że Chrystus odda się Kościołowi w pełnej prawdzie życia wiecznego. Człowiek bezżenny antycypuje w ten sposób w swym ciele nowy świat przyszłego zmartwychwstania. Na mocy tego świadectwa dziewictwo podtrzymuje w Kościele żywą świadomość tajemnicy małżeństwa i chroni je przed wszelkim pomniejszeniem i zubożeniem”.



Nasz udział w Bożym macierzyństwie Maryi

Nie tylko w płodnym dziewictwie możemy (i powinniśmy!) naśladować Maryję, ale również – jakby to dziwnie nie zabrzmiało – w Jej Bożym macierzyństwie. Sam Pan Jezus to mówił: „Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50).

Zauważmy: Pan Jezus nie powiedział, że każdy człowiek jest mi bratem i siostrą. On powiedział: bratem i siostrą jest mi ten człowiek, który wypełnia wolę mojego Ojca. Bo jeśli ktoś nie przejmuje się wolą Bożą, a przykazania Boże zachowuje tylko wtedy, kiedy mu to wygodne – taki człowiek choćby był ochrzczony i uważał się za chrześcijanina, "ma imię, że żyje, a jest umarły" (Ap 3,1).

Jednak Pan Jezus powiedział nie tylko to, że możemy Mu być braćmi i siostrami. On powiedział ponadto, że czyniąc wolę Ojca w niebie, można stać Mu się matką. Już Ojcowie Kościoła pytali, co znaczy to tajemnicze pouczenie: Przecież Jego Matką jest niepokalana i dziewicza Maryja. Czyżby również ktoś inny mógł się stać Jego matką? Czyżby nawet mężczyzna?

I wychodząc od tego słowa Pana Jezusa, Ojcowie Kościoła mówili o macierzyństwie Kościoła oraz o różnicy między wiarą niedojrzałą i dojrzałą. Każdy, kto pełni wolę Bożą, jest bratem lub siostrą Pana Jezusa, ale nie każdy jest Jego matką. Matką Chrystusa są tylko ci, którzy realnie przyczyniają się do tego, że On rodzi się w duszach coraz to nowych ludzi.

Tylko tytułem przykładu podam, jak głęboko wyjaśniał to święty papież Grzegorz Wielki: „Nic w tym dziwnego, iż ten, kto czyni wolę Ojca, jest nazwany bratem i siostrą Pana – słowa te dotyczą obu płci powołanych do wiary. Dziwne jest jednak bardzo, iż Pan nazywa kogoś swoją matką. Braćmi raczył On nazwać swoich uczniów: Idźcie, powiedzcie braciom moim (Mt 28,10). Bratem Pana może stać się ten, kto przyjmie wiarę. Jak jednak można stać się Jego matką? Ten, kto przez wiarę staje się bratem i siostrą Chrystusa, stanie się Jego matką, kiedy będzie Go głosił innym. Rodzi Pana, kto wlewa Go w serce słuchającego. Staje się Jego matką, jeśli swoim nauczaniem rodzi miłość Pana w sercu bliźniego” (Homilie na Ewangelie 3,2).

Przy okazji wydobywano z listów apostolskich te sformułowania, w których Apostołowie przypisują sobie udział w macierzyństwie Kościoła. „Dzieci moje – pisał np. Apostoł Paweł – oto ponownie w bólach was rodzę, dopóki Chrystus się w was nie ukształtuje” (Ga 4,19). A na innym miejscu pisze Apostoł: „stanęliśmy pośród was jak matka troskliwie opiekująca się swymi dziećmi” (1 Tes 2,7). I jak mamusia stara się Apostoł dostosować do poziomu tych, którzy w Kościele są niemowlętami: „Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni” (1 Kor 3,2).

Zatem postawmy sobie dwa pytania: Czy Chrystus może o mnie powiedzieć, że ja jestem Jego bratem lub siostrą? I czy ja przynajmniej jakoś staram się uczestniczyć w macierzyństwie Kościoła? Czy staram się przyczynić do tego, żeby Chrystus Pan rodził się również w innych ludziach?


KONFERENCJA IV

Matka Boża Bolesna
Dlaczego sobota jest dniem maryjnym?

Czworo bardzo bliskich Jezusowi ludzi wytrwało przy Nim w godzinie Jego ukrzyżowania. Ewangelista wymienia ich z imienia. Była to Jego Matka, Jego ciotka – też Maria, żona Kleofasa, Maria Magdalena oraz Jego umiłowany uczeń, Jan.

Już dawno zauważono znamienny szczegół. Mianowicie kiedy Pan Jezus zmartwychwstał, Ewangelie relacjonują Jego spotkanie prawie z wszystkimi z nich – z jednym jedynym wyjątkiem Matki Najświętszej. W Kościele od wieków domyślano się, dlaczego nie ma w Ewangeliach relacji o spotkaniu Zmartwychwstałego ze swoją Matką.

Zauważmy, że wszystkie opisane w Ewangeliach spotkania Zmartwychwstałego ze swoimi przyjaciółmi były to spotkania z tymi, których wiara w Wielki Piątek się załamała. Przypomnijmy sobie choćby Marię Magdalenę, tak gorzko płaczącą, że Jezus – tak dobry i tak Boży człowiek – został tak straszliwie skrzywdzony. Już widziała, że grób jest pusty i nawet na myśl jej nie przyszło, że Jezus może zmartwychwstał.

Apostoł Jan napisał sam o sobie, że uwierzył dopiero wtedy, gdy w grobie Jezusa zobaczył zwinięty całun oraz chustę z Jego głowy – zrozumiał, ze gdyby ktoś wykradł Jego ciało, w grobie by go przecież nie rozbierał. Uczniowie z Emaus mówili tylko z rezygnacją: „A myśmy się spodziewali, że On odkupi Izraela”.

Jedna jedyna Matka Najświętsza nie tylko wytrwała pod Krzyżem, ale wytrwała również w wierze. Ona, która uwierzyła już w tamtej chwili, kiedy Słowo ciałem się stało, w wierze wytrwała nawet podczas wielkopiątkowej burzy, a w Wielką Sobotę była tą jedyną spośród uczniów i przyjaciół Jezusa, która w wierze się nie zachwiała.



Czy Maryja pod Krzyżem płakała?

Znakomity mariolog polski z XVII wieku, Justyn Zapartowicz z Miechowa (+1649), kiedy w swoim olbrzymim objaśnieniu Litanii Loretańskiej wpatruje się w Matkę Bolesną, kontrastuje ją z jednej strony z Córkami Jerozolimskimi (Łk 23,28nn), z drugiej strony – z Matką Machabejską (2 Mch 7).

Płacz Córek Jerozolimskich nad Jezusem, skazanym na śmierć i dźwigającym krzyż, to płacz ludzi dobrej woli, ale zdezorientowanych. Widziały one w Nim jedynie niewinnie mordowanego człowieka i nawet nie przeczuwały tajemnicy Bożej, jaka się wówczas dokonywała. Nie rozumiały, że ten Skazaniec umiera za nasze grzechy i z powodu naszych grzechów. Nie wiedziały, że płacz nad Jego męką jest bólem bezpłodnym, jeśli nie jest zarazem płaczem nad swoimi i swoich bliskich grzechami, które do tej męki doprowadziły. Współcierpienie Matki Bolesnej wolne było od tych niedoskonałości.

Zarazem Maryja pod Krzyżem różni się od Matki Machabejskiej. Tamta musi całym wysiłkiem woli i mocą z góry trzymać w ryzach macierzyńskie uczucia, ażeby spełnić swoją istotną macierzyńską posługę: pomóc synom wytrwać przy Bogu w momencie ich męczeństwa, dodać im otuchy i odwagi. Dlatego na twarzy Matki Machabejskiej nie widać płaczu. Jest to twarz kobiety, która przezwycięża samą siebie, gdyż rozumie, że złożyć Bogu ofiarę nawet z własnych synów jest jej bolesnym obowiązkiem.

Zupełnie inaczej Maryja pod Krzyżem. Ona jest nie tylko Matką, ale również Dziewicą. Nie ma w Niej rozdziału między przywiązaniem do najbliższych a służbą Bożą. Chociaż Matka Machabejska potrafiła całkowicie opanować swoje ziemskie uczucia i zachować się bez reszty po Bożemu, to przecież Matka Bolesna była tym od niej wyższa, że jej macierzyńskie uczucia nie miały w sobie żadnej skazy, którą musiałaby dopiero przezwyciężać.

Dlatego pobożność chrześcijańska nie waha się dostrzegać łez na Jej obliczu. Są to bowiem łzy czyste, łzy Niepokalanej, która należy bez reszty do Boga. Płacząc nad swoim Synem, Ona płakała nad Bogiem, wzgardzonym i zabijanym przez ludzi.

Jezus ostrzegał kiedyś, że „kto by kochał syna lub córkę więcej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. Można jednak – sądząc, że kochamy Jezusa – kochać jedynie skrojone na swoją małą miarę Jego wyobrażenie. Tak Go kochały Córki Jerozolimskie. Zapytajmy zatem, dlaczego w Matce Bolesnej nie było tego rozdziału między Synem i własnym Jego wyobrażeniem. Czemu należy zawdzięczać to, że jej obraz Syna był prawdziwy, że łzy jej były czyste?

Przecież to oczywiste: Matka Bolesna była doskonale zjednoczona ze swoim ukrzyżowanym Synem. Syn Boży i Jego Matka byli jakby „dwoje w jednym ciele”, Ona była poniekąd Jego własnym ciałem. Tradycyjna pobożność pasyjna nigdy nie miała co do tego wątpliwości. „Rany cierpiącego Chrystusa były ranami Matki Bolesnej” (Vulnera Christi patientis erant vulnera Matris dolentis). Niekiedy można się nawet spotkać z twierdzeniem, że podobnie jak Ojciec i Syn są jednym Bogiem, tak Syn i Matka byli na Kalwarii jednym ciałem.

Nie lekceważmy tej intuicji, bo rzuca ona głębokie światło na Pawłową ideę dopełniania tego, czego brakuje męce Chrystusa. Tylko w takim stopniu możemy dopełniać braki udręk Chrystusa, w jakim jesteśmy członkami Jego Ciała. Otóż Maryja pod Krzyżem była całkowicie i bez reszty zjednoczona ze swoim Synem, toteż jej współuczestnictwo w dziele odkupienia było zupełnie szczególne. Aż do skończenia świata będzie Ona idealnym wzorem, realnie promieniującym na wszystkich, którzy „na swoim ciele dopełniają braki udręk Chrystusa, dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24).




1   2   3   4   5


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna