303 wpp, Konferencje, Jacek Salij op



Pobieranie 215.49 Kb.
Strona4/5
Data07.05.2016
Rozmiar215.49 Kb.
1   2   3   4   5

KONFERENCJA VI

Matka i Królowa narodu polskiego
3 maja, w uroczystość Maryi Królowej Polski, św. Jan Paweł II starał się rok rocznie odprawiać mszę świętą dla Polaków, a przynajmniej spotkać się z rodakami i do nich przemówić. Wiele ważnych prawd nam wtedy przypomniał. Zanim jednak spróbujemy to przedstawić, najpierw zastanówmy się, co to w ogóle znaczy, że Najświętsza Matka jest naszą Królową – i to nie tylko Królową Polski i nie tylko nawet Królową Kościoła, ale Królową całego świata.

Cztery wymiary królewskości Maryi

Wydany 25 marca 1981 roku przez Kongregację Sakramentów i Kultu Bożego Obrzęd ukoronowania obrazu Najświętszej Maryi Panny wymienia cztery aspekty Jej królewskiej godności. Po pierwsze, jest Ona Królową, bo jest Matką Syna Bożego, „w którym wszystko zostało stworzone” (Kol 1,16) i który stał się mesjańskim Królem, synem Dawida, którego „królowanie nie będzie miało końca” (Łk 1,33). Spośród miliardów przyjaciół Bożych tylko Ona jedna została postawiona tak niewyobrażalnie blisko Chrystusa Króla.

Po wtóre, uczestniczyła Ona najszczególniej w królewskim boju, jaki Jej Syn stoczył na Kalwarii za swój lud, i była czynnym świadkiem tej przełomowej godziny, kiedy to „zostaliśmy wykupieni nie za przemijające srebro czy złoto, ale drogocenną krwią Chrystusa jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1,18 n.). Nie trzeba chyba dodawać, że swoją szczególną współpracę z Ukrzyżowanym Synem wypełniła Maryja w duchu Jego Królestwa, które – jak On sam powiedział – nie jest Królestwem z tego świata. Duch ten cechuje również całą Jej królewską posługę wobec Kościoła. Pięknie mówił o tym Ksiądz Prymas Wyszyński w 25 rocznicę koronacji obrazu Matki Bożej Jazłowieckiej:

To my, pełni wdzięczności i żywej wiary, ozdabiamy Ją koronami. Ale Ona chce pozostać Służebnicą Pańską, Służebnicą Ojca Niebieskiego, gotową wypełnić Jego wolę, Służebnicą Jezusa Chrystusa, swojego Syna, Boga wcielonego, Służebnicą Kościoła, Służebnicą wszystkich pokornych sług Bożych, wszystkich dzieci Bożych.

Po trzecie, Maryja jest Królową również w tym sensie, że współuczestniczy ze swoim Synem w Jego królewskiej chwale. Tu warto przypomnieć słowa Jana Pawła II, jakie znalazły się w jego kazaniu wygłoszonym na Jasnej Górze 19 czerwca 1983 roku, podczas uroczystości ukoronowania czterech obrazów Matki Bożej:



Zjednoczona z Nim w wyniszczeniu, zostaje również zjednoczona w uwielbieniu, które objawia się naprzód przez zmartwychwstanie. Wiemy, że Bogurodzica uczestniczy w zmartwychwstaniu Chrystusa przez swoje wniebowzięcie. Wniebowzięta, uczestniczy też w owym panowaniu, o jakim usłyszała w chwili zwiastowania: Jego panowaniu nie będzie końca. Uczestniczy na prawach matki – i uczestniczy po macierzyńsku. Kiedy wkładamy koronę na skronie Matki Chrystusa w koronowanym obrazie, pragniemy wyrazić wiarę w to przedziwne uczestnictwo Maryi w królowaniu Jej Syna.

Wreszcie po czwarte, jest Ona pierwszym i najwspanialszym członkiem królewskiego ludu odkupionych przez Chrystusa. Temu ludowi obce jest współzawodnictwo skłóconych egoizmów; zazdrość, ucisk ani pogarda wobec kogokolwiek tutaj zdarzyć się nie mogą. Królestwo Chrystusa jest Królestwem miłości, toteż szczególnym wywyższeniem Maryi wszyscy czujemy się wywyższeni, zaś Jej szczególna bliskość z Chrystusem jest dla nas gwarancją szczególnej skuteczności Jej wstawiennictwa za nas wszystkich.

Godność królewską Matki Najświętszej podkreślamy przez ozdabianie Jej wizerunku koroną. Zatem korona umieszczona na maryjnej ikonie wskazuje na cztery wymienione przed chwilą prawdy. Ale korona wyraża również coś więcej. Jak wiadomo, obrzęd koronacyjny stanowi akt społeczny, jest jakby uwieńczeniem długiego już przywiązania ludu Bożego do tego oto wizerunku Matki Najświętszej. Korona jest wyrazem wdzięczności ludu Bożego za całą opiekę, jakiej zaznał od Matki Bożej w tym oto wizerunku; jest również znakiem ufności, że Maryja nadal będzie roztaczać z tego wizerunku swoją macierzyńską obecność wśród ludu swego Syna. Toteż nie dziwimy się, że Ojciec Święty wielokrotnie nazywa Maryję naszą Matką i Królową, Jej opiekę macierzyńską stawiając niejako ponad Jej godnością królewską.

Wiekopomny akt króla Jana Kazimierza z roku 1656

Przede wszystkim do dwóch wydarzeń historycznych nawiązywał św. Jan Paweł II w swoich homiliach i przemówieniach, z jakimi zwracał się do Polaków w uroczystość Maryi, Królowej Polski: do ogłoszenia Jej 1 kwietnia 1656 roku przez króla Jana Kazimierza Królową swojego państwa oraz do Konstytucji 3 Maja, która stała się niejako duchowym testamentem, jaki zostawiła narodowi upadająca już wtedy Pierwsza Rzeczpospolita.

Znamienne, że aktowi ogłoszenia Najświętszej Matki Królową swojego państwa król Jan Kazimierz nadał formę modlitwy. Nie dałoby się bardziej przekonująco pokazać, że akt ten nie był ani pustosłowiem, ani też wyrazem jakiegoś niezdrowego triumfalizmu. Nie znajdziemy też w nim nawet cienia tej pychy, która pobudza nas niekiedy do przekonania, jakobyśmy byli lepsi od innych.

Król Jan Kazimierz błagał Maryję, żeby zechciała być Królową jego państwa. Było to w momencie, kiedy to państwo znalazło się w niezwykle trudnym położeniu, a zarazem kiedy już ewidentnie doznaliśmy od Niej istotnej opieki. Kraj był wówczas jeszcze w dużej części zajęty przez Szwedów. Należało się liczyć z tym, że następni wrogowie przygotowują się do wkroczenia w granice Rzeczpospolitej. Owszem, przed trzema miesiącami Szwedzi zostali zmuszeni do odejścia spod Jasnej Góry. Zwycięstwo to dodało ducha całemu narodowi, jednak do wyrzucenia nieprzyjaciół z granic Ojczyzny było jeszcze daleko.

Wszystkie te okoliczności złożyły się na to, że król Jan Kazimierz, ogłaszając Maryję Królową swojego państwa, czyni to w postawie głęboko religijnej i w słowach pełnych pokory. Wsłuchajmy się w początek tej jego uroczystej modlitwy:

Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowaniu w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam.

Słowa te Jan Paweł II przypomniał w swoim przemówieniu do rodaków, jakie wygłosił 3 maja 1988 r. W dalszym ciągu swojej modlitwy król ze skruchą wyznaje, że klęski, jakie spadły na Rzeczpospolitą, są sprawiedliwą karą Bożą za krzywdy i ucisk, jakiego doznają w jego państwie wieśniacy. Ten fragment ślubów Jana Kazimierza Papież również cytuje we wspomnianym przemówieniu:



Skoro zaś z wielką serca mego żałością wyraźnie widzę, że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.

Chociaż o ślubach Jana Kazimierza wkrótce miano w naszej Polsce zapomnieć, to przecież – zdaniem Jana Pawła II – „jest to dokument niesłychanie ważny w dziejach Kościoła i w dziejach naszego narodu”. To, co się dokonało w katedrze lwowskiej 1 kwietnia 1656 roku, świadczy bowiem o narastaniu świadomości, że ładu społecznego nie da się osiągnąć „bez pełnego respektowania zasad moralności”. We wspomnianym przemówieniu z 3 maja 1988 r. święty Papież wręcz twierdził, że śluby Jana Kazimierza stanowią ogromnie ważne ogniwo w historii nauki społecznej Kościoła, a nie tylko w naszej historii rodzimej.

Świadomość, że Maryja jest Królową naszego narodu, obecna w duszach Polaków od roku 1656, wzrastała zwłaszcza w czasach trudnych. W czasach zaborów dodawała nadziei, że jeszcze Polska nie zginęła. Wyraził to św. Jan Paweł II w podniosłej modlitwie, jaką wypowiedział podczas spotkania z rodakami 5 maja 1982 r., a był to przecież czas stanu wojennego:

Pani Jasnogórska! Jako Królową Polski wzywamy Cię, Bogarodzico, od roku 1656, kiedy to po pamiętnym "potopie", nazwał Cię tym wezwaniem król polski Jan Kazimierz, oddając "pod Twoją obronę" swoje ziemskie królestwo. W ten sposób Ty, która weszłaś w nasze dzieje od początków tysiąclecia Polski, trwasz w nich od trzech z górą stuleci jako Królowa. Zaborcza przemoc potrafiła na okres całego z górą wieku wymazać państwo polskie i Rzeczpospolitą z map Europy. Jednakże Królowa Polski ani przez chwilę nie przestała panować nad Polakami. Polska istniała dzięki swojej Królowej.

Dlaczego akurat 3 maja świętujemy uroczystość Królowej Polski?

Dwa dni wcześniej – w innym przemówieniu do Polaków, jakie wygłosił 3 maja 1982 r. – Jan Paweł II bardzo trafnie zinterpretował znaczenie Konstytucji 3 Maja w dziejach naszego narodu. Niekiedy my sami próbowaliśmy je minimalizować, no bo przecież uchwalenie tej Konstytucji nie uchroniło państwa od upadku, a nas od narodowej niewoli. Św. Jan Paweł II widział ten temat zupełnie inaczej:



Zdawałoby się, że pozostała ta Konstytucja literą martwą. A jednak doświadczenie dziejowe świadczy o tym, że ukształtowała ona życie Narodu nawet i pod cudzym władaniem i w innym ustroju. Stała się duszą życia społecznego, życia narodowego i przez dziesięciolecia, przez pokolenia przygotowywała naszych przodków do odbudowy niepodległości. Taki jest już nasz szczególny dziejowy los, że to, co samo z siebie jest programem życia, musi być nieraz wprowadzane w życie za cenę śmierci. Tak było właśnie z Konstytucją 3 Maja.

Jeśli uważnie wczytać się w te słowa, nietrudno zauważyć, że w losach Konstytucji 3 Maja Papież dopatruje się dalekiego podobieństwa do rzekomej klęski Pana Jezusa na krzyżu, która przecież uwieńczona została Jego zmartwychwstaniem. Takie spojrzenie umożliwiło świętemu Papieżowi wypowiedzenie słów nadziei pod adresem zdeptanej wówczas „Solidarności” – bo nie można przeoczyć tego, że przemówienie to wygłoszone zostało w momencie, kiedy Polską zawładnęła noc stanu wojennego:



Jesteśmy świadomi, że te wydarzenia lat osiemdziesiątych, związane ze słowem "Solidarność", mają także jakąś wielką nośność w życiu Narodu, w jego dążeniu do tożsamości, woli kształtowania przyszłości. Chociaż spadło na nie doświadczenie dziejowe, to nie tracimy przeświadczenia, przekonania, że te treści i te wydarzenia również, jak niegdyś Konstytucja 3 Maja, będą kształtowały życie narodu. Dlatego, bo pochodzą z jego ducha, odpowiadają jego duchowi, a Naród musi żyć swoim własnym duchem, jeżeli ma żyć!

Jak to się stało, ze właśnie rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja stała się dniem, w którym świętujemy uroczystość Królowej Polski? Jan Paweł II wyjaśnia to w przemówieniu, które wygłosił 3 maja 1991 r., czyli punktualnie w dwusetną rocznicę uchwalenia tej konstytucji. Mianowicie zestawia ze sobą znane nam już pierwsze zdania ślubów króla Jana Kazimierza ze wstępem do Konstytucji 3 Maja, w którym król Stanisław August – „w imię Boga w Trójcy Świętej jedynego” – przedstawia tę konstytucję jako „uchwaloną dla ocalenia ojczyzny naszej i jej granic”. Oba te historyczne wydarzenia – twierdzi Jan Paweł II – poniekąd zespoliły się ze sobą zwłaszcza „po odzyskaniu niepodległości Ojczyzny, u progu II Rzeczypospolitej, po zwycięskiej bitwie pod Warszawą w 1920 roku”.

Przypomnijmy, że wiekopomne zwycięstwo nad bolszewickimi najezdnikami miało oczywisty wymiar maryjny. Przecież przełom w tamtym wojennym zwarciu dokonał się 15 sierpnia 1920 r., w samą uroczystość wniebowzięcia Matki Najświętszej. Papież Pius XI, który niespełna cztery lata później przychylił się do prośby polskiego Episkopatu, ażeby uroczystość Maryi jako swojej Królowej Polacy mogli obchodzić 3 maja, doskonale rozumiał znaczenie tamtego zwycięstwa. Wtedy bowiem – w sierpniu 1920 r. – przebywał w Warszawie jako nuncjusz papieski. I nie miał wątpliwości co do tego, że Polacy uratowali wówczas nie tylko swoją Ojczyznę, ale całą wręcz Europę. To przecież właśnie dlatego, będąc już papieżem, umieścił obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej w papieskiej kaplicy w Castel Gandolfo.

Toteż św. Jan Paweł II w dwusetną rocznicę Konstytucji 3 Maja mógł powiedzieć, że obie te tradycje – ta zapoczątkowana 1 kwietnia 1656 r. i ta z 3 maja 1791 r. – poniekąd zespoliły się za naszych dni. „Są one jak korzenie drzewa zasadzonego nad brzegiem wód. Drzewo to, jak głosi Psalmista, nie przestaje wydawać owoców nawet wśród przeciwności. Stańmy zatem wobec wymowy tamtych wydarzeń. Prośmy Bogarodzicę, naszych świętych współpatronów: Wojciecha i Stanisława, aby tysiącletnie drzewo naszej Ojczyzny nadal czerpało życie i moc z tych samych korzeni”.


KONFERENCJA VII

Maryja, Matka rozdzielonych chrześcijan
21 listopada 1964 roku papież Paweł VI podpisał najważniejszy chyba dokument Soboru Watykańskiego II, mianowicie konstytucję dogmatyczną o Kościele. Teraz zwróćmy uwagę na samo tylko zakończenie tego dokumentu. Sobór wyraża w nim swoją satysfakcję z powodu żywego kultu, jaki żywią dla Matki naszego Pana i Zbawiciela również niekatolicy, a zwłaszcza chrześcijanie wschodni. Fakt ten każe Ojcom Soboru zachęcić wszystkich czcicieli Maryi, ażeby wybrali ją na Patronkę naszych nadziei na zjednoczenie chrześcijan w jednej wierze. A nawet więcej – błagajmy Maryję, by uprosiła u swojego Syna, ażeby cała ludzkość „zespoliła się szczęśliwie w pokoju i zgodzie w jeden Lud Boży”. Wypowiedź ta wydaje się tak ważna, że warto przytoczyć ją dosłownie:

Obecnemu Soborowi świętemu wielką radość i pociechę sprawia to, że także wśród braci odłączonych nie brak takich, co Matce Pana i Zbawiciela okazują należną cześć, szczególnie wśród chrześcijan wschodnich, którzy z gorącym zapałem i pobożnie współuczestniczą w kulcie Bogarodzicy zawsze Dziewicy. Niechaj wszyscy wierni błagają wytrwale Matkę Boga i Matkę ludzi, aby Ta, która swymi modlitwami wspierała początki Kościoła, także i teraz w niebie, wywyższona ponad wszystkich świętych i aniołów, w komunii wszystkich świętych wstawiała się u swego Syna, dopóki wszystkie rodziny narodów, zarówno tych, które noszą zaszczytne imię chrześcijan, jak i tych, co nie znają jeszcze swego Zbawiciela, nie zgromadzą się szczęśliwie w pokoju i zgodzie w jeden Lud Boży na chwałę Przenajświętszej i niepodzielnej Trójcy (nr 69).

Przecież Maryja jest naszą wspólną Matką!

Święty Jan Paweł II wręcz często dawał wyraz tej nadziei, że Matka Najświętsza okaże się wielką Promotorką zjednoczenia rozdzielonych chrześcijan. Szczególnie obszernie rozwinął ten temat w encyklice Redemptoris Mater, opublikowanej 25 marca 1987 r.

Rzecz jasna, autentycznego ekumenizmu nie będzie tam, gdzie ludzie ośmieliliby się przy prawdach Bożych majsterkować. Toteż Jan Paweł II twierdzi w tej encyklice z całą jasnością, że jedność między chrześcijanami „zostanie przywrócona tylko wówczas, gdy będzie oparta na jedności wiary” (nr 30).

Jak jednak rozwiązać te – niekiedy bardzo duże – różnice w wierze, jakie od wieków dzielą nas katolików oraz protestantów i prawosławnych? Najpierw podziękujmy Bogu, że już teraz wiara w to, co najważniejsze, jest nam wspólna. Mianowicie wszyscy chrześcijanie już teraz są złączeni w wierze, że Bóg tak nas umiłował, iż własnego Syna nam dał, aby stał się jednym z nas i dokonał naszego odkupienia. Toteż wszyscy chrześcijanie, którzy swoją wiarę traktują poważnie, chcieliby tajemnicę Wcielenia poznać jak najwięcej i jak najpełniej.

Otóż nie sposób zgłębiać dar Wcielenia, pomijając prawdę o Bożym macierzyństwie Maryi. To są dwa nierozłączne aspekty tej samej tajemnicy zbawienia: „tajemnica Słowa Wcielonego pozwala nam dostrzec tajemnicę Boskiego macierzyństwa, a z kolei kontemplacja Matki Bożej wprowadza w głębsze zrozumienie tajemnicy Wcielenia”. Co więcej – kontynuuje swój wywód Jan Paweł II wciąż w tym samym trzydziestym numerze wspomnianej encykliki – „to samo trzeba powiedzieć o tajemnicy Kościoła i o roli Maryi w dziele zbawienia”.

Jeżeli będziemy zgłębiać jedno i drugie, i wyjaśniać jedno przy pomocy drugiego – tzn. jeżeli dar Wcielenia będziemy starali się widzieć w świetle Bożego macierzyństwa Maryi, a na dar Kościoła będziemy starali się patrzeć w świetle tej prawdy, że samemu Chrystusowi Panu zależy na tym, ażeby Jego Matka była naszą Matką – wówczas chrześcijanie różnych wyznań poniekąd siłą rzeczy będą w swojej pielgrzymce wiary zbliżać się do jedności.

Konkluzję, jaką święty papież kończy ten swój wywód, po prostu zacytujmy:

Jest bardzo pożądane, aby Kościoły te i Wspólnoty kościelne spotkały się z Kościołem katolickim w zasadniczych punktach wiary chrześcijańskiej, także w tym, co odnosi się do Dziewicy Maryi. Uznają Ją one bowiem za Matkę Pana i przyjmują, że należy to do naszej wiary w Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Patrzą na Tę, która u stóp Krzyża przyjmuje za syna umiłowanego ucznia i on ze swej strony przyjmuje Ją za matkę. Dlaczego więc nie mielibyśmy wszyscy razem patrzeć na Nią jako na naszą wspólną Matkę, która modli się o jedność rodziny Bożej i która wszystkim
na czele długiego orszaku świadków, wiary w jedynego Pana, Syna Bożego, poczętego w Jej dziewiczym łonie za sprawą Ducha Świętego?


Szczera pobożność maryjna w Kościołach wschodnich

Szczególnie wiele miejsca poświęcono w tej encyklice przedstawieniu żywej pobożności maryjnej w Kościele prawosławnym oraz w innych starożytnych Kościołach wschodnich. Obszerny wywód na ten temat zajmuje aż cztery numeru tej encykliki (31-34). Święty Jan Paweł II podkreśla tam, że już teraz katolików, prawosławnych oraz innych chrześcijan wschodnich łączy głęboka miłość i cześć dla Matki Bożej. Nasi bracia wschodni uciekali się pod Jej obronę zwłaszcza w tych trudnych dniach, kiedy byli prześladowani za swoją wiarę.

„Na całym Wschodzie, a także na Zachodzie – kontynuuje święty Papież – wizerunki Maryi Dziewicy mają zaszczytne miejsce w świątyniach i domach. Maryja bywa na nich przedstawiana jako tron Boży, niosący Pana i podający Go ludziom (Theotókos) lub jako droga, która prowadzi do Chrystusa i ukazuje Go (Odigitria), lub jako modląca się Orędowniczka i znak obecności Bożej na drodze wiernych aż do dnia Pańskiego (Deisis), lub jako Opiekunka okrywająca ludy swym płaszczem (Pokrov) czy to jako miłosierna i najczulsza Dziewica (Eleousa). Zwykle bywa przedstawiana wraz z Synem, Dzieciątkiem Jezus w ramionach: właśnie to odniesienie do Syna wsławia Matkę. Czasem obejmuje Go z czułością (Glykofilousa), kiedy indziej hieratyczna zdaje się być pogrążona w kontemplacji Tego, który jest Panem dziejów” (Redemptoris Mater, 33).

W następnym numerze encykliki św. Jan Paweł II dzieli się swoim wielkim marzeniem: Tak wielka nasza zgoda w oddawaniu czci Maryi, wyrażająca się „w różnych formach wielkiej tradycji Kościoła, mogłaby nam pomóc do tego, aby Kościół zaczął na nowo oddychać w pełni : chodzi o Wschód i Zachód. Jest to dzisiaj bardziej konieczne niż kiedykolwiek. Stałoby się to wielką pomocą w rozwoju dialogu prowadzonego pomiędzy Kościołem katolickim i innymi Kościołami oraz Wspólnotami kościelnymi Zachodu. Pielgrzymujący Kościół mógłby także dzięki temu śpiewać i przeżywać w sposób doskonalszy Magnificat”.

Tej tęsknocie, ażeby Maryja stała się Patronka naszego zjednoczenia w jednej wierze, św. Jan Paweł II dawał wyraz wielokrotnie, zwłaszcza w swoich kontaktach z przedstawicielami chrześcijaństwa wschodniego. Już 30 listopada 1979 r., kiedy w katedrze patriarszej w Konstantynopolu spotkał się z Dimitriosem I, ofiarował pierwszemu biskupowi Kościoła prawosławnego obraz Matki Bożej Jasnogórskiej i tak oto ten gest swój uzasadnił: „Ikona ta przemawia do chrześcijanina zarówno Wschodu, jak Zachodu. Przecież pochodzi ona z tej ziemi, na której w ciągu całej dotychczasowej historii dokonywało się spotkanie dwóch wielkich tradycji Kościoła”.

Niespełna dwadzieścia lat później, 8 maja 1999 r., podczas pielgrzymki do Rumunii, gdzie doznał wspaniałego przyjęcia przez tamtejszych prawosławnych, podpowiadał święty Papież, że zadatkiem jedności są męczennicy, którzy – zarówno katolicy, jak prawosławni – oddali życie za Chrystusa, oraz nasze oddanie Matce Najświętszej. Jan Paweł II mówił wówczas tak: „Dla chrześcijan nadeszły dni przebaczenia i pojednania. Bez takiego świadectwa świat nie uwierzy: jakże możemy mówić wiarygodnie o Bogu, który jest Miłością, jeżeli nie usunęliśmy sprzeczności między nami? Leczcie miłością rany przeszłości. Niech wspólne cierpienie nie rodzi podziałów, ale sprowadzi cud pojednania. Czyż nie takiego właśnie cudu oczekuje świat od chrześcijan? (...) Niech oni towarzyszą wam na drodze do Chrystusa, źródła prawdziwej wolności, razem z Maryją, świętą Bożą Rodzicielką. Powierzam was Jej opiece, powtarzając słowa, które w czasach prześladowań śpiewaliście Jej z ufnym zawierzeniem: ”.

Kiedy 24 czerwca 2001 r. święty Jan Paweł II przemawiał w Kijowie na stadionie sportowym Czajka, zakończył swoją homilię modlitwą do Maryi, Opiekunki Ukrainy. W obecnym momencie, słowa tamtej modlitwy nabrały dodatkowego znaczenia, przy czym nie zapominajmy, ze większość słuchaczy tamtej homilii to byli prawosławni. Jan Paweł II ewidentnie nie czuł się obcy im w wierze, skoro modlił się tak oto:

Najświętsza Maryjo Panno, Opiekunko Ukrainy, zawsze byłaś Przewodniczką ludu chrześcijańskiego. Czuwaj wciąż nad Twoimi dziećmi. Pomagaj im, aby nigdy nie zapomniały swego imienia, swej duchowej tożsamości, którą otrzymały na chrzcie. Pomagaj im zawsze cieszyć się tą bezcenną łaską, jaką jest przynależność do społeczności uczniów Chrystusa. Bądź Przewodniczką każdego, Matko Boga i Matko nasza, Maryjo!

W innym przemówieniu, jakie wygłosił tego samego dnia, powrócił święty Papież do swojej, znanej już nam tęsknoty, aby Najświętsza Matka była promotorką naszego zjednoczenia: „Niebiańskiemu wstawiennictwu Maryi powierzam tę moją wizytę pasterską i tych wszystkich, których będę miał okazję spotkać w tych dniach. W sposób szczególny proszę Ją, Matkę Kościoła, aby wszyscy chrześcijanie przyspieszyli kroku na drodze do pełnej jedności. Oby na Ukrainie i wszędzie na świecie wierzący w Chrystusa mogli jak najszybciej urzeczywistnić gorące wezwanie Pana (J 17, 21). Niech stanie się to za sprawą Maryi, Matki wszystkich wierzących, Matki jedności!”



Nadzieja, że Najświętszą Matkę będziemy czcić również z protestantami

Rzecz jasna, Jan Paweł II dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że bracia nasi protestanci w oddawaniu czci Matce Najświętszej są raczej powściągliwi. A jednak żywił serdeczną nadzieję, że miłość Chrystusa będzie ich zbliżała do Jego Matki. Szczególnie dobitnie dał tej nadziei wyraz w katechezie, którą wygłosił 12 listopada 1997 r.



Pod wpływem szczególnej koncepcji łaski i eklezjologii – mówił wtedy – wiele Wspólnot protestanckich sprzeciwiło się doktrynie i kultowi maryjnemu, uważając, że doktryna o współpracy Maryi z dziełem zbawienia narusza jedyne pośrednictwo Chrystusa. W tej perspektywie kult Matki postrzegany jest jako konkurencja dla czci należnej Synowi.

Jednakże podjęta w ostatnich czasach głębsza refleksja nad myślą pierwszych reformatorów ukazała, że zajmowali oni stanowiska bardziej otwarte wobec nauki katolickiej. Na przykład Luter w swoich pismach wyraża miłość i cześć dla Maryi, wychwalanej jako wzór wszelkich cnót. Mówi o nadzwyczajnej świętości Matki Bożej i przypisuje Jej czasem przywilej Niepokalanego Poczęcia, dzieląc z innymi Reformatorami wiarę w wieczyste dziewictwo Maryi.

Studium myśli Lutra i Kalwina, a także analiza pewnych pism chrześcijan ewangelików ożywiły zainteresowanie niektórych protestantów i anglikanów różnymi zagadnieniami doktryny mariologicznej. Część z nich zajęła nawet stanowisko bardzo zbliżone do katolickiego nauczania na temat podstawowych założeń doktryny mariologicznej, takich jak boskie macierzyństwo, dziewictwo, świętość i macierzyństwo duchowe.

Owszem, św. Jan Paweł II dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że „pokój, zgoda i jedność, przedmiot nadziei Kościoła i ludzkości, wydają się jeszcze odległe”. Ale przecież – przekonywał święty Papież – „są one darem Ducha Świętego, o który trzeba nieustannie prosić, biorąc wzór z Maryi i pokładając nadzieję w Jej wstawiennictwie”.




1   2   3   4   5


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna