Abp Józef Życiński Kultura godności czy dyktatura sukcesu?



Pobieranie 40.9 Kb.
Data29.04.2016
Rozmiar40.9 Kb.
Abp Józef Życiński

Kultura godności czy dyktatura sukcesu?


Wprowadzenie

Okres czterech lat od II Kongresu Kultury Chrześcijańskiej w 2004 r., był czasem wydarzeń, które głęboko poruszyły całe społeczeństwo w Polsce. Śmierć Jana Pawła II (2 IV 2005), przyniosła wraz z deklaracjami o pokoleniu JP2, podstawowe pytania o wartości stanowiące istotę duchowego dziedzictwa Papieża Polaka. Obecność Polski w strukturach Unii Europejskiej od 1 V 2004 r. prowadzi do ważnych następstw w dziedzinie ekonomii i kultury. Spadek bezrobocia, za cenę masowych wyjazdów na Zachód w poszukiwaniu pracy, przyczynia się zarówno do pozytywnych przemian, jak i do zagrożeń widocznych zwłaszcza na terenie rodziny. Ostrym konfliktom politycznym towarzyszy w ostatnim okresie powracające niczym bumerang pytanie o wzajemne związki polityki z moralnością. Coraz częstsze są próby zastępowania w polityce moralności pragmatyką, w której podstawowym kryterium ocen staje się efektywność działania. Następstwem podobnego podejścia były zarówno egzotyczne koalicje, których nie łączyła wspólnota programu ani wartości, jak i jednoznaczne deklaracje o tym, że ważny cel polityczny może uświęcać środki dwuznaczne w swej wymowie moralnej.

W skali globalnego świata do sygnalizowanej tematyki dochodziły jeszcze ważne kwestie dotyczące granic zastosowania nowych biotechnologii czy etycznych Rubikonów, których nie winno się przekraczać w eksperymentach laboratoryjnych, np. przy otrzymywaniu sankcjonowanych w niektórych krajach przez prawo hybryd genetycznych. We wszystkich wymienionych sytuacjach uderza podstawowe napięcie między godnością osoby ludzkiej a sukcesem – ekonomicznym, społecznym, zawodowym, naukowym. Retoryka sukcesu zostaje stopniowo podnoszona do rangi naczelnej zasady bytu, jak ongiś reguła walki klasowej. Błąd antropologiczny, w którym Jan Paweł II widział główną przyczynę upadku marksizmu, przyjmuje postać nowych błędów ukazujących przedmiotowo-instrumentalną wizję człowieka.

Sukces nie stanowi zła moralnego z tej racji, że jest sukcesem. Zło pojawia się w nim, kiedy zburzeniu ulega bogaty świat więzi międzyludzkich zaś drugi człowiek staje się tylko elementem tła stanowiącego horyzont do realizacji skrajnie indywidualistycznych ambicji.


Relatywizm zamiast humanizmu?

André Glucksmann, ongiś czołowy przedstawiciel pokolenia 1968, uważa za zjawisko znamienne dla naszej epoki eutanazję rozumu1. Inspirowana prostym pytaniem why not? umożliwia ona programowe odejście od racjonalnych zasad przeszłości w imię budowy społeczeństwa alternatywnego. Francuski intelektualista wyraża obawy, iż cenę przyjęcia podobnej wersji relatywizmu może stanowić odejście od pojętego klasycznie humanizmu. Zasada „nic, co nieludzkie, nie jest mi obce” niesie praktycznie nieograniczone możliwości zarzucenia wielkich wzorców, które przez stulecia kształtowały postać kultury europejskiej. W dyskusjach o możliwym następstwie podobnej praktyki pojawia się często motyw, iż po pieriestrojce, którą przeszły kraje Europy Wschodniej, na swą postać niemniej radykalnych przemian czeka obecnie Europa Zachodnia2.

Nie sposób wykluczyć, że trwające obecnie przemiany przyniosą opóźnioną o 100 lat realizację pesymistycznego scenariusza, który Oswald Spengler ukazywał na kartach „Zmierzchu Zachodu”. Być może te właśnie przemiany doprowadzą do zakwestionowania identyczności wypracowanych wcześniej wzorców kulturowych, skoro realnym faktem jest napływ do Europy milionów wyznawców islamu, głoszących wartości zgoła odmienne od tych, które dominują w konsumpcyjnym społeczeństwie Holandii czy w zlaicyzowanej Francji.

Pytaniem podstawowym pozostaje w tej sytuacji kwestia tożsamości i godności osoby ludzkiej. W polskich realiach powraca ona wielokrotnie w pytaniach wzajemną relację między godnością a prawdą, stawiane m.in. także w licznych dyskusjach dotyczących form stosowanej lustracji. Kwestie te dyskutowane były m.in. w kontekście Decyzji Trybunału Konstytucyjnego uznającej niedopuszczalny charakter wielu sformułowań zawartych w przyjętym wcześniej przez Parlament wariancie ustawy o lustracji. Współczesna kultura sprzyja pragmatyzmowi, dlatego też kieruje ona naszą uwagę na konkretne zachowania dostępne do obserwacji. O godności w sensie empirycznym, zwanej także godnością warunkową, mówimy w odniesieniu do konkretnych ludzkich zachowań. W przyjętej praktyce językowej mówi się, że tak pojętą godność można zniszczyć, utracić, zagubić.

Od godności empirycznej różni się istotnie godność w sensie filozoficznym lub teologicznym, nazywana też godnością bezwarunkową. Przysługuje ona każdej bez wyjątku osobie, jest podstawą praw człowieka i nikt nie może być jej pozbawiony. O takiej właśnie godności pisze w Solicitudo rei socialis Jan Paweł II: „godność osoby ludzkiej, ... jest niezniszczalnym obrazem Boga Stwórcy, identycznym w każdym z nas” (paragraf 47, podkr. JP II). Ani podstawowa godność ludzka, ani prawa człowieka nie zależą od spełnienia jakichkolwiek warunków. Przysługują one każdej istocie ludzkiej i bywają kwestionowane jedynie w systemach totalitarnych. Wchodzi tu w grę bezwarunkowa godność ludzka, która przysługuje nawet przestępcy naruszającemu podstawowe regulacje prawne. Antropologia chrześcijańska podkreśla, że tej podstawowej ludzkiej godności nie można utracić, tak jak nie można zniszczyć obrazu Boga w człowieku. Sygnalizowany kontekst pozwala zrozumieć, czym uzasadnione było stanowisko prof. Jerzego Stępnia, gdy jako prezes Trybunału Konstytucyjnego twierdził, że godność jest ważniejsza od prawdy. Jest ona ważniejsza w tym sensie, że zarówno kłamcy, jak i osobom łamiącym wszelkie przepisy, przysługuje elementarna godność osoby ludzkiej, którą należy respektować na poziomie wszelkich działań.

Lekceważenie podstawowej ludzkiej godności pojawia się najczęściej nie tyle z powodu konfliktu godności i prawdy, co raczej przy uznaniu prymatu ideologii nad minimalnym szacunkiem dla człowieka. Jako znamienny przykład takiej reakcji w środowisku literackim można przytoczyć zachowanie Janiny Broniewskiej podczas poświęconego ucieczce Miłosza zebrania egzekutywy POP przy ZLP w grudniu 1951 roku. Broniewska zademonstrowała wtedy ideologiczny radykalizm, mówiąc: „Miłosz to swołocz i jedyna reakcja członka partii to plunąć mu w twarz”. Podobną filozofię człowieka usiłowano usprawiedliwiać w marksizmie, gdzie moralne było to wszystko, co miało służyć zwycięskim celom rewolucji. Wynika ona z niezrozumienia tej elementarnej godności człowieka, którą odnajdujemy zarówno w Ewangelii, jak i w istotnej dla kultury europejskiej Deklaracji praw człowieka.

Zakwestionowanie ludzkiej godności może w naturalny sposób prowadzić do różnych form relatywizmu. Kard. Ratzinger w swym przesłaniu do Kolegium Kardynalskiego z 18 IV 2005 r. ostrzegał przed “dyktaturą relatywizmu” niosącą kulturowe zagrożenie dla naszej epoki3. Jego krytycy usiłują kwestionować przedstawioną wtedy diagnozę, wyrażając wątpliwości już na poziomie terminologicznym, gdy formułują pytania: O jaki typ relatywizmu chodzi: moralny, filozoficzny, poznawczy, aksjologiczny? W czym właściwie wyraża się dyktatura, w której Kard. Ratzinger upatruje kulturowe wyzwanie?4 David Bloor, słynny współtwórca Mocnego Programu Szkoły Edynburskiej, polemizując z papieską wizją twierdzi, że nie można odwoływać się ani do absolutnej prawdy, ani też do uniwersalnych zasad moralnych, jeśli uprzednio nie przyjmie się religijnej tezy o istnieniu o istnieniu transcendentnej, nadprzyrodzonej rzeczywistości5.

Gdyby teza Bloora była uzasadniona, wówczas relatywizm stanowiłby naturalne następstwo agnostycyzmu, natomiast wartości absolutne występowałyby jedynie w religijnym getcie. Można podać wiele kontrprzykładów świadczących o fałszywości podobnej sugestii. W fizyce relatywistycznej absolutny charakter mają tzw. niezmienniki wobec transformacji Lorentza, których postać nie zależy od przyjętego układu. W antropologii niepoważnie wyglądałaby dziś obrona rasizmu lub antysemityzmu. W etyce próba usprawiedliwiania stosowalności tortur czy pozytywna ocena moralna obozu w Auschwitz mają charakter jednoznaczny zaś wszelka próba ich usprawiedliwiania stanowiłaby wyraz patologicznego radykalizmu. Skutkiem tego utożsamianie ze współczesną kulturą apologii relatywizmu stanowi wyraz upodobań interpretacyjnych, których nie sposób racjonalnie uzasadnić.


Kultura solidarności czy dyktatura podejrzeń?

Z tego, że nie można agnostycyzmu identyfikować ani z relatywizmem, ani też z nihilizmem, nie wynika kwestionowanie inspirującej roli chrześcijaństwa w kształtowaniu współczesnej kultury. Inspiracje ewangeliczne okazują swą doniosłość przede wszystkim na terenie antropologii, ukazując człowieka jako istotę niepowtarzalną, zjednoczoną z Bogiem, zakorzenioną w historii, odpowiedzialną za współbraci, świadomą wielkich zadań budowniczych Królestwa Bożego. Tę właśnie wizję człowieka przywoływał na placu Zwycięstwa Jan Paweł II, gdy mówił do zgromadzonych tam wiernych: „Dla Was Chrystus nie przestaje być otwartą księgą nauki o człowieku, jego godności i prawach. A zarazem nauki o godności i prawach człowieka” (4 czerwca 1979 roku). Słuchacze czuli się wtedy współautorami księgi wezwanymi do współpracy z Bogiem w przemianie oblicza ziemi. Symbolika księgi powróciła znowu w dzień papieskiego pogrzebu, kiedy silny wiatr, niczym wicher dziejów, przewracał karty spoczywającej na trumnie księgi ewangeliarza.

W kulturze, która po deklaracjach śmierci Boga przyjmuje ze spokojem orzeczenia o śmierci człowieka, konieczne jest zespolenie intelektualnych wysiłków, by ocalić jako wspólną wartość humanizm. Jest on szczególnie istotny dla chrześcijaństwa, które podkreśla, że „dla nas i dla naszego zbawienia” Chrystus przyszedł na ziemię. Na współczesnych Areopagach nieosiągalna jest jednak wspólnota refleksji dotyczącej natury człowieka. Zamiast pytać „kim jestem?” –powiada Julia Kristeva – pytam tylko „gdzie jestem?” Jej filozoficzni pobratymcy odpowiadają zaś: „W hotelu pięciogwiazdkowym stanowiącym ulubione miejsce koczowania współczesnych nomadów przemierzających bez celu przestrzenie wszechświata koncentracyjnego”.

Znamienne dla XX wieku tempo odkryć naukowych i ich zastosowań technicznych nie miało odpowiednika we wcześniejszym rozwoju kultury. Zaledwie 66 lat dzieliło pierwszy lot samolotem od lądowania na Księżycu6. To nadzwyczajne przyśpieszenie ma również wyraźne odpowiedniki kulturowe; także i te, które świadczą, iż refleksja humanistyczna nie nadąża za szybkością przemian technicznych. W przestrzeni aksjologicznej, gdzie miejsce wartości ludzkich zajmuje nihilizm, jako alternatywa wobec kultury solidarności pojawia się kultura nieufności i zawiści7. Dominuje w niej przekonanie, iż świat pełen jest wrogów – członków układów, agentów, żądnych władzy uczestników spisków politycznych. W klimacie podejrzeń zanika elementarny szacunek dla człowieka, pojawia się natomiast nowa aksjologia, w której kategoria „naszości” wprowadza w znaną atmosferę walk plemiennych. Miejsce obalanych programowo autorytetów moralnych zajmują idole i skandaliści. Agresja przybiera postać, w której apoteoza brutalności dostarcza wzorca postępowania dla pojmowanych swoiście osób twardych, które potrafią przeciwstawić się historiozofii sentymentalnej i uznać brutalną prawdę o zdemistyfikowanym świecie.

Efekt ten nie stanowi bynajmniej odreagowywania duchowej pustki postmoderny. Jego przejawy znajdujemy choćby w końcu XVII wieku w korespondencji pani de Sévigné. Opisując sankcje podjęte w Bretonii przeciw przedstawicielom niższych klas protestujących przeciw nowym podatkom, francuska arystokratka pisze w liście do córki, że „widok wisielców działa na mnie prawie orzeźwiająco” oraz wyraża ubolewanie, że łamanie kołem dokonuje się tylko raz w tygodniu8.

Inne były motywy usprawiedliwiania równie radykalnych ocen, gdy w początkach 1939 r. Jerzy Pietrkiewicz domagał się szubienicy dla Tuwima, Słonimskiego i Wittlina jako pacyfistów oraz spalenia ich wszystkich książek. Protestowali wtedy m.in. Kazimierz Wierzyński, Kazimiera Iłłakowiczówna, sam zaś Pietrkiewicz uznał po latach swe radykalne postulaty za błąd. Ta ostatnia ocena różni go istotnie od tych współczesnych radykałów, którzy zafascynowani poetyką Jerzego Marka Rymkiewicza usiłują przedstawiać samosąd tłumu wznoszącego szubienice jako formę wymiaru sprawiedliwości przez lud. Próba usprawiedliwiania podobnych praktyk pozostaje szczególnie bolesna w środowisku, gdzie zdążono już wcześniej dokładnie poznać cenę tzw. ludowej sprawiedliwości.

Innym kulturowym schorzeniem współczesności, które wynika z antyintelektualizmu epoki, jest narastająca popularność spiskowej wizji dziejów, zarówno na poziomie wydarzeń kulturowych, jak i w próbach reinterpretacji dobrze znanych faktów. Prowadzi ona do nowego ujęcia zdarzeń, preferując interpretacje, w których spisek idzie w parze ze skandalizującą wizją przemian społecznych. Jej wynikiem jest zarówno irracjonalna popularność Kodu Leonardo da Vinci, jak i spiskowe tłumaczenie śmierci generała Sikorskiego czy traktowanie zamachu z 11 IX 2001 r. jako wyniku spisku środowisk żydowskich. Tam, gdzie w przeszłości w antyintelektualnych interpretacjach odwoływano się do spisku żydowsko-masońskiego, współcześnie proponuje się tajemny alians Watykanu i Opus Dei9. Podobne procedury stanowią wynik poszukiwania uproszczonych tłumaczeń odpowiadających standardom intelektualnym potencjalnego odbiorcy. Uwzględnienie całej złożoności społecznych determinant byłoby procesem zdecydowanie zbyt trudnym, trzeba więc wprowadzić substytut racjonalności, w podobny sposób, jak kiedyś marksizm wprowadzał odwołanie do walki klasowej jako wszechtłumaczącego fenomenu.

Spiskowo-sensacyjna interpretacja świata nie tylko koi pragnienie prostego tłumaczenia skomplikowanych zjawisk, ale równocześnie stanowi formę odreagowywania społecznej potrzeby tajemnicy. W konsumpcyjnym społeczeństwie, które pragnie rozwiązywać kwestie intelektualne w podobny sposób jak kafeterie fast food służą zaspokojeniu głodu, istnieje nadal głód tajemnicy. Można go zaspokoić przez odwołanie do sensacyjnych interpretacji, w których nadzwyczajna prostota ujęć zastępuje krytyczną, racjonalną refleksję. W tej perspektywie kulturowym spełnieniem prognoz Marshalla McLuhana okazuje się globalne przedszkole – infantylizm intelektualny zostaje doprowadzony do skrajności na poziomie społecznych zainteresowań. Dzieciak okazuje się najbardziej entuzjastycznym konsumentem i entuzjastą gadżetów. Zagrożeniu przez antyintelektualizm ą w stanie przeciwdziałać jedynie elity zachowujące krytycyzm wobec tabloidalnej wersji zdarzeń podzielanej przez szerokie grono odbiorców.

Kultura Ewangelii w globalnym świecie

W realiach nowej Europy trzeba uczyć się trudnej sztuki współistnienia w pluralistycznym społeczeństwie. Trzeba też kształtować nową mentalność, w której doświadczająca wielu zagrożeń Europa jest równocześnie naszą Europą. Za jej przyszły rozwój dzielimy współodpowiedzialność, podobnie jak męczennicy, którzy płacili cenę życia, głosząc Ewangelię wśród odległych, obcych plemion; podobnie jak budowniczowie katedr i założyciele uniwersytetów zatroskani o rozwój kulturowy naszego kontynentu.

Dla wielu europejskich społeczeństw wyzwaniem współczesności pozostaje pluralizm zarówno etniczny, jak i kulturowy. Nierzadko bywa on traktowany jako zło konieczne, które trzeba tolerować, gdy nie można go odrzucić. Nostalgicznym przywoływaniem wcześniejszych form jedności, trzeba jednak przeciwstawić żywą świadomość tego, iż chrześcijaństwu obca była fałszywa unifikacja wyrażona w słowach: ein Volk, ein Reich, ein Führer. Kongres Kultury, przeżywany w roku św. Pawła, kieruje uwagę w stronę uniwersalizmu, którego uczył Apostoł narodów pisząc: „już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus” (Kol 3:11).

W perspektywie tej chrześcijaństwo przekracza istotne dla polityków różnice etniczne czy kulturowe. Zapewne stanowiło to szok w czasach św. Pawła dla wyznawców judaizmu wychowanych w szacunku dla tradycji narodowej i religijnej symboliki obrzezania. Jeszcze w 1936 r., kiedy kard. August Hlond w jednym z listów pasterskich napisał: „Także w Żydzie należy uszanować i kochać człowieka i bliźniego”, Eugeniusz Januszkiewicz odpowiadał: „Twarde słowa. Włosy niemal stają na głowie, gdy się je czyta”10. Kulturotwórcza rola chrześcijaństwa wyrażała się w przeciwstawianiu wizji człowieka inspirowanej nauczaniem Ewangelii, koncepcjom zdominowanym przez pogański kult krzepy lub hierarchię wartości odległą od ewangelicznych błogosławieństw.

W zderzenie kultur towarzyszące spotkaniu ze światem uwikłanym w inny system wartości, chrześcijaństwo wnosiło przesłanie Dobrej Nowiny, udzielając chrztu w imię szokującej prawdy o Trójcy Świętej (Mt 28, 19). Scena rozesłania Apostołów ukazuje priorytety wyznaczone przez odchodzącego Zbawcę. Najpierw wymienia On posługę Sensu związaną z nauczaniem, następnie - posługę sakramentów niosących łaskę działającą wśród paradoksów tak odległych od mentalności tamtego świata, jak odległa od codziennej pragmatyki była prawda o Bogu, który jest zarazem Trójcą i miłością.

W rozesłaniu Apostołów Chrystus nie mówi „Idźcie i walczcie”, lecz wyraża zgoła odmienny pozytywny program. Realizujący ten program Szymon Piotr być może spotkałby się współcześnie z negatywną oceną, z racji niespełnienia warunków stawianych dziś pasterzom Kościoła przez środowiska oczekujące od Kościoła przede wszystkim zwycięskiej walki. Niektóre z rodzimych oczekiwań eklezjologicznych zdają się jednak odchodzić dość daleko odbiegać od tego, co wyraził Chrystus, ukazując Swoją wizję Kościoła.

Być może podnoszona do rangi zasad chrześcijańskich retoryka walki, którą rutynowo głosi wiele środowisk, stanowi relikt marksistowskiej koncepcji walki klas. Dla wyznawców Chrystusa znakiem rozpoznawczym pozostaje jednak nie umiejętność prowadzenia walki, lecz miłość, głębokie życie modlitwy, otwarcie na paradoksy Ewangelii błogosławieństw. Nie wolno traktować zmilitaryzowanej wspólnoty jako ideału Kościoła. „Nie bójcie się” mówił Jan Paweł II na progu swego pontyfikatu. W jego słowach dźwięczy echo wcześniejszego przesłania skierowanego do pasterzy w Noc Narodzin; rozbrzmiewa w nich ten sam ton, który zwiastujący anioł skierował do Maryi czy Zachariasza podczas zwiastowania. Motyw wyzwolenia z lęku stanowi istotę treści biblijnego przekazu. Próba zastąpienia go przez manipulowanie ludzkim niepokojem musi otrzymać jednoznaczną ocenę jako niezgodna z Ewangelią.

Jedną z głównych przyczyn demonizowania lęków inspirowanych najczęściej amatorską politologią stanowi zapomnienie o skierowanych do Apostołów słowach Jezusa: „Oto ja jestem z wami przez wszystkie dni” (Mt 28, 20). Jego obecność pozostaje, niezależnie od płynącego czasu, źródłem siły i inspiracji. Dopiero wówczas, gdy ważniejszy od Chrystusa i Jego nauczania stanie się ulubiony działacz polityczny lub charyzmatyczny ojciec założyciel -- pojawia się lęk, gdyż we wspólnocie wiernych ignorującej rolę Chrystusa główną rolę będą odgrywać czysto ludzkie fascynacje, rozczarowania i lęki. W postawie takiej widoczne jest odejście od istotnych treści Ewangelii. Nie można już za św. Pawłem powtórzyć, że w przyjętej strukturze instytucjonalnej „wszystkim we wszystkich jest Chrystus” (Kol 3:11), gdyż od Chrystusa ważniejszy okazuje się zbiór lokalnych bożków wyniesionych na piedestał w ramach uwspółcześnionego bałwochwalstwa.

Szczególne zagrożenie dla ewangelizacji stanowi upolitycznione chrześcijaństwo, w którym partyjny guru chce decydować o roli odgrywanej przez Chrystusa. W perspektywie tej zarówno Chrystus, jak i godność człowieka będą traktowani instrumentalnie jako środki do spełnienia politycznych programów. Podobny styl ewangelizacji kojarzy się ze znamienną dla systemów postkomunistycznych zasadą: „Kościół – tak, Bóg – nie.” Tymczasem istota chrześcijaństwa wyraża się w tym, że żaden guru przyjęty na kolejny sezon polityczny nie może być stawiany ex aequo z Chrystusem. To Chrystus nadaje ostateczny sens naszym wysiłkom, ukazując horyzont nadziei i sensu. Dopiero On przemienia słabość w moc, głupstwo w mądrość, śmierć w życie. W swej logice Bożych paradoksów czyni On realną możliwość, iż pluralistyczna Europa może okazać się Europą ewangelicznych wartości zaś kultura postmoderny stanie się terenem działania łaski.
Na globalnym Areopagu

Status osoby ludzkiej w realiach globalnego świata określał Marshall McLuhan pisząc w „Galaktyce Gutenberga”: „weszliśmy do globalnego teatru, w którym cały świat jest happeningiem”. Jak apostołować w tych nowych realiach? Przede wszystkim nie bać się ani teatru, ani happeningu. Ateński Areopag stanowił również swoisty odpowiednik teatru, w którym część uczestników spotkania ze św. Pawłem reagowała na poziomie happeningu. Zamiast potępiać bezbożnych pogan, Apostoł narodów cytował z szacunkiem ich poetów i filozofów. W mieście gdzie kwitło wielobóstwo dostrzegł i docenił ołtarz dedykowany „nieznanemu Bogu”. Bezkompromisowo głosił niepojętą dla Greków prawdę o Zmartwychwstaniu, zostawiając resztę działaniu łaski Bożej. Wierzył przy tym, że ogólnoludzka wspólnota sensu może jednoczyć osoby należące do różnych kultur i tradycji intelektualnych. Z perspektywy niespełna 20 wieków możemy patrzeć z szacunkiem na jego duszpasterskie wyczucie i otwarcie.

Nie należy więc dramatyzować w obliczu dostrzeganych metamorfoz kulturowych, bowiem Bóg działa w sercu stworzenia, odnawiając nieustannie życie tych, którzy poddają się działaniu Ducha. Stare i nowe będzie współistnieć w tym dziele, podobnie jak pszenica i kąkol oczekujące czasu żniwa. Nie należy natomiast naśladować żony Lota, która oglądając się nostalgicznie za siebie, została zamieniona w słup soli. Na szlaku wędrowców, inspirowani ożywczą treścią Ewangelii, mamy być solą ziemi, by wyznaczać kierunki nowych wędrówek ku nowemu Jeruzalem. Na szlaku wędrówki nie należy tropić wrogów, potępiać nowych pogan, poszukiwać ukrytych spisków. Trzeba natomiast łączyć radosną prawdę o Zmartwychwstaniu z szacunkiem dla godności człowieka. Bardzo łatwo jest gorszyć się Europą i światem; znacznie trudniej dostrzec jej rany i pochylić się nad nią w znanym geście miłosiernego Samarytanina.

Europa doświadczająca obecnie wyjątkowo szybkich przemian kulturowych potrzebuje nowych źródeł duchowej energii. By je odkryć, trzeba naśladować odwagę Apostołów, głosząc Ewangelię nadziei zakorzenioną w paschalnej prawdzie o zwycięstwie dobra nad złem. Wymaga to ewangelizacyjnego świadectwa pokolenia nowych Pawłów, którzy na współczesnych Areopagach podejmą międzykulturowy dialog, świadomi chrześcijańskiej tożsamości. Wymaga to również chrześcijańskiej obecności na nowych Areopagach, aby ukazać ukryty sens Ewangelii znudzonym sceptykom z okresu późnej postmoderny.




1 Lo Spettro di Tifone, in: Dio salvi la ragione, ed. Dianora Citi, Cantagalli: Siena 2007, 109.

2 Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii. Zapiski o XX i XXI wieku, Znak: Kraków 2007, 158.

3 http://www.vatican.va/gpII/documents/homily-pro-eligendo-pontifice_20050418

4 Christopher Norris, “Dictatorship of the Professoriat? Antiobjectivism in Anglo-American Philosophy”, “Common Knowledge” 13 (2007, 2/3) 281, 288.

5 David Bloor, “Epistemic Grace. Antirelativism as Theology in Disguise”, “Common Knowledge” 13 (2007, 2/3) 251.

6 Por. Joel Garreau, Radykalna ewolucja, Prószyński: Warszawa 2005, 290.

7 Por. Janusz Czapiński, „Błędne koło nieufności i zawiści”, „Odra” 48 (2008, czerwiec) 2-8.

8 Listy do pani Sévigné, tłum. M. Mroziński, A. Tatarkiewicz, PIW: Warszawa 1981.

9Por. Massimo Introvigne, Il Segreto dell’Europa. Guida alla riscoperta delle radici cristiane, Sugarco: Milano 2008, 28-54.

10 Władysław Markiewicz, dz. cyt., 23.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna