Analiza społeczeństwa biblioteka Główna Uniwersytetu Gdańskiego



Pobieranie 2.64 Mb.
Strona30/47
Data29.04.2016
Rozmiar2.64 Mb.
1   ...   26   27   28   29   30   31   32   33   ...   47

Efekty socjalizacji

Proces socjalizacji pełni dwie ogromnie istotne społeczne funkcje. Po pierwsze stanowi mechanizm transmisji kultury. Pisaliśmy wcześniej o roli tradycji, czyli przeszłości, która jest obecna w teraźniejszości. Ale jak obecna? Przede wszystkim w ludzkich głowach. Kulturowa tradycja, dorobek kulturowy społeczeństwa przenosi się z pokolenia na pokolenie, może ulegać kumulacji i bogaceniu się tylko dzięki temu, że wcześniejsze pokolenia przekazują idee, reguły, symbole późniejszym pokoleniom, a te je przyswajają i stosują. Pradziadkowie uczyli naszych dziadków, dziadkowie rodziców, rodzice nas, my nasze dzieci, one będą uczyć nasze wnuki, wnuki - prawnuki itd., itd. Główny trzon kultury -do którego oczywiście każde pokolenie coś dodaje, coś ujmuje, coś modyfikuje -trwa mimo ciągłej wymiany tych, którzy kulturowe imperatywy internalizują i realizują. Gdyby nie proces socjalizacji, każde pokolenie musiałoby zaczynać wszystko od nowa. Wtedy bylibyśmy dziś zapewne ciągle jeszcze o krok od odkrycia ognia czy wynalezienia koła. To, że dzisiejszy uczeń szkoły podstawowej wie więcej niż średniowieczny uczony, że dzisiejszy samochód jeździ szybciej od rydwanu, a jumbo jet lata lepiej niż Ikar, zawdzięczamy właśnie kumulacji wiedzy i technologii, zapewnionej przez toczący się nieustannie proces socjalizacji. To, że nie musimy wymyślać na nowo moralności, tylko możemy odwołać się do Dekalogu, że nie musimy formułować na nowo zasad prawnych, lecz wystarczy sięgnąć do prawa rzymskiego, że nie musimy zaczynać konstruować języka polskiego, tylko mamy go gotowy - jest efektem uczenia się tych wszystkich treści kulturowych kolejno przez dziesiątki i setki pokoleń. Już to nadaje procesowi socjalizacji zupełnie fundamentalne znaczenie w tej nigdy nie ustającej „fizjologii" życia społecznego.

Ale proces socjalizacji ma jeszcze drugą ważną funkcję. Chodzi o to, aby działania ludzi odpowiadały społecznym oczekiwaniom: wspólnie wyznawanym przez zbiorowość ideałom, wartościom, normom. Sam fakt, że kulturowe nakazy i zakazy są dla zbiorowości wspólne, niezależnie od tego, jaka byłaby ich treść, zapewnia już, że działania kulturowo wyznaczone będą wzajemnie skoordynowane, przewidywalne, że kontakty i interakcje będą przebiegać bez zakłóceń. Inaczej mówiąc, że wytworzy się pewien stopień ładu i porządku społecznego. Dla przykładu wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby nie było kodeksu drogowego i każdy kierowca decydował sam, czy jechać po prawej czy po lewej stronie drogi, jak wyprzedzać, gdzie parkować itp. Ale najlepszy kodeks drogowy nic nie da, jeśli nie zostanie kierowcom wpojony właśnie w drodze socjalizacji.

Idealna, najbardziej społecznie pożądana sytuacja polega więc na tym, aby ludzie w maksymalnym stopniu internalizowali wzory swojej kultury. Chodzi o to, aby ludzie sami chcieli postępować tak, jak wymaga od nich kultura. Aby z własnej woli i niejako automatycznie spełniali społeczne oczekiwania. Albo jeszcze inaczej: aby ich własne motywacje pokrywały się z normatywnymi powinnościami. Takie jednostki stają się doskonałymi nosicielami i realizatorami kultury, kultura jest ich „drugą naturą", kulturowe nakazy stają się - żeby użyć metafory francuskiego politologa z II połowy XIX wieku Alexisa de Tocqueville'a - odruchami serca. W tej optymalnej sytuacji ludzie postępują tak, jak społeczeństwo wymaga, bez potrzeby jakiejkolwiek refleksji, nie przychodzi im po prostu do głowy, że można by postąpić inaczej. Reguły kultury zostały tu całkowicie uczynione swoimi, wbudowane do własnej osobowości. Socjalizacja odniosła pełny sukces. Ale jest to przypadek niezwykle rzadki. Traktowanie go jako typowego prowadzi do błędu, który amerykański socjolog Denis Wrong określał jako „przesocjalizowaną wizję człowieka"2. Taki automatyczny, całkowicie spontaniczny i bezrefleksyjny konformizm dotyczy co najwyżej wąskiej kategorii imperatywów kulturowych, na przykład podstawowych tabu moralnych. Wielu ludzi nie bierze w ogóle pod uwagę możliwości, by mogli zabić drugiego albo go torturować, albo zgwałcić kobietę, albo coś ukraść. Bezrefleksyjny automatyzm występuje też przy używaniu języka naturalnego. Dotyczyć może pewnych codziennych, zakorzenionych zwyczajów. Ale nie obejmuje wielu innych dziedzin kultury.

Częstszy, choć mniej doskonały efekt socjalizacji to sytuacja, w której ludzie wprawdzie nie mają żadnej ochoty stosować się do wymagań normatywnych, ale mimo to działają zgodnie z nimi. Mało kto lubi płacić podatki, ale jednak sporo obywateli je płaci. Mało który kierowca lubi jechać wolno, ale jednak niektórzy zwalniają w terenie zabudowanym. Mało który student lubi wstawać rano, żeby zdążyć na wykład, a jednak sale wykładowe są pełne. Tutaj socjalizacja nie dała pełnej internalizacji norm, ale doprowadziła do wpojenia jednostce poczucia obowiązku. Podatnik myśli tak: to nonsens płacić państwu za nic, te pieniądze tak by mi się przydały, ale trudno, to jest mój obywatelski obowiązek. Kierowca myśli tak: droga zupełnie pusta, okropnie się śpieszę, ale trudno, mam obowiązek zwolnić. Student myśli tak: strasznie mi się nie chce iść na ten nudny wykład, wolałbym pójść na spacer albo do kina, ale trudno, skoro już zdecydowałem się na studia, to jest mój obowiązek. Działa tu jakaś wewnętrzna kontrola, która sprawia, że jeśli obowiązku nie spełnię, doznam przykrych odczuć. Będę miał takie nieokreślone, ale męczące poczucie winy. Albo bardziej sprecyzowane poczucie wstydu, któremu towarzyszy wyobrażenie, co by powiedzieli ważni dla mnie inni, gdyby dowiedzieli się, że nie spełniłem obowiązku. Co na przykład by powiedzieli rodzice, którzy dają mi pieniądze na studia, gdyby dowiedzieli się, że zamiast na wykład, poszedłem na dyskotekę. Natomiast gdy ze swoich obowiązków się wywiążę, mam wyraźną satysfakcję, jestem z siebie dumny itp. Taki efekt socjalizacji jest jeszcze całkiem zadowalający, bo koniec końców doprowadza do pożądanych kulturowo działań, choć nie towarzyszy temu pełne, wewnętrzne przekonanie.

Mniej korzystna społecznie jest sytuacja trzecia, gdy ludzie ani nie chcą działać tak, jak powinni, ani nie traktują tego jako swojego obowiązku, a mimo to realizują nakazy i zakazy kulturowe, bo obawiają się sankcji. Wielu podatników płaci tylko z tego powodu, że obawia się kontroli skarbowej i grzywny czy konfiskaty majątku. Wielu kierowców zwalnia w miasteczku, bo widzi w wyobraźni policjanta z radarem. Wielu studentów chodzi tylko na te wykłady, na których profesor sprawdza obecność. Na pierwszy rzut oka to też jest efekt zadowalający, bo w końcu wszyscy stosują się do wymagań. Jednakże gwarancja konformizmu jest tu daleko słabsza niż w przypadkach poprzednich. Cóż bowiem wpoiła tu ludziom socjalizacja? Nie wpoiła akceptacji reguł, nie wpoiła poczucia obowiązku wobec reguł nie akceptowanych, a wytworzyła jedynie ogólną świadomość, że działamy w otoczeniu innych i ci inni mogą nas ukarać, jeśli nie spełnimy ich oczekiwań. Obawa przed sankcjami jest jednak warunkowa i zrelatywizowana. Może łatwo zniknąć w dwóch przypadkach. Po pierwsze, gdy mam wystarczające zasoby chroniące mnie przed sankcjami albo zmniejszające ich dolegliwość. Bogaty biznesmen nie płaci podatków, bo ewentualna grzywna to maleńki ułamek jego zysków. Przekracza też bez wahania dozwoloną prędkość, bo wlicza już z góry ewentualne mandaty w koszt podróży. Poseł czyni tak samo, bo w razie czego powoła się na immunitet. Szef mafii wie, że gdy powinie mu się noga, uratują go kontakty w policji i w rządzie. Niektórzy nie liczą się więc w ogóle z sankcjami. A po drugie, obawa przed sankcjami występuje tylko dopóty, dopóki są one realistyczne, skutecznie egzekwowane. Gdy szansa spotkania patrolu drogowego jest minimalna, gdy kontrola skarbowa jest wyrywkowa, gdy policja odmawia ścigania przestępstw, prokuratura wypuszcza bandytów z powodu „nikłej szkodliwości społecznej czynu", a sądy ferują za ciężkie zbrodnie wyroki w zawieszeniu - pojawia się powszechne poczucie bezkarności, które niweczy ten i tak już ograniczony rezultat socjalizacji. Kompletna klęska socjalizacji pojawia się więc wtedy, gdy ludzie nie tylko nie chcą postępować w kulturowo oczekiwany sposób, nie tylko nie traktują tego jako obowiązku, ale przestają bać się społecznych sankcji. W każdym społeczeństwie istnieje kategoria tych, którzy wymknęli się wpływowi socjalizacji, dla których dewiacja czy jej forma skrajna - przestępczość - staje się normalnym sposobem życia. Gdzie szukać można źródeł takiego niepowodzenia socjalizacji?



Słabe ogniwa socjalizacji

Przypomnijmy sobie logikę procesu socjalizacji: punktem wyjścia jest kultura, która staje się przedmiotem internalizacji w obrębie - różnie przez teoretyków pojmowanej - osobowości, a następnie ulega eksternalizacji w działaniach. We wszystkich tych ogniwach procesu coś może zawieść, coś może się nie udać. Zacznijmy od stanu kultury, a więc tego konglomeratu idei, ideałów, wzorów, reguł, norm, wartości, symboli - który ma być wpajany członkom zbiorowości. Aby lekcja była skuteczna, to, czego się uczymy, powinno być jednoznaczne i spójne. W rozdziale dziesiątym pokazywaliśmy, jak bardzo złożoną, nie w pełni doprecyzowaną, a niekiedy wewnętrznie sprzeczną całością jest kultura każdej społeczności. Idee, ideały, symbole, wartości rzadko są oczywiste, a przeważnie dopuszczać mogą różne interpretacje swojego sensu. Normy występować mogą w postaci nakazów, zakazów, przyzwoleń i preferencji, a odróżnienie ich oczekiwanej mocy też bywa utrudnione. Normy i wartości skupiają się w odrębnych podsystemach: zwyczajowym, obyczajowym i prawnym, których granice rzadko kiedy są ostre. Idee, przekonania, wiedza formułowane są inaczej w ramach nauki, inaczej religii, inaczej ideologii, inaczej myślenia potocznego. Już z tych powodów mogą pojawiać się niejasności na temat tego, co naprawdę jest kulturowo oczekiwane, rozmaite koncepcje powinności i rozmaite definicje prawdy.

W okresach szybkich zmian społecznych, choć nie tylko wtedy, kultura może popadać w stan anomii, czyli dezorganizacji, chaosu, którego szczególną formą jest opisywany przez Roberta Mertona rozziew między wartościami, a normami mającymi służyć ich realizacji. Moc oddziaływania kultury sfrag-mentaryzowanej, chaotycznej, zdezorganizowanej jest oczywiście osłabiona. Ale co więcej, anomia może skłaniać do podejmowania działań dewiacyjnych czy przestępczych. Merton twierdził, jak pamiętamy, że rozbieżność między wartościami kultury amerykańskiej wymagającej od wszystkich sukcesu materialnego, a nierównymi szansami realizacji norm, które wskazują edukację i dobrą posadę jako właściwą drogę do sukcesu, stwarza dla upośledzonych grup społecznych (np. mniejszości etnicznych czy rasowych) silną presję w kierunku zdobywania majątku „na skróty", poprzez działania społecznie nieakceptowane: zorganizowaną przestępczość, handel narkotykami, prostytucję, hazard itp.3

Dochodzi do tego notoryczny fakt rozmaitych sprzeczności czy konfliktów w obrębie każdej kultury. Omawialiśmy je wszystkie, tylko więc przypomnimy. Najpierw antynomie normatywne, a więc sprzeczne wzajemnie reguły, oraz ambiwalencje normatywne, czyli niezgodności oczekiwań dyktowanych przez jedną i tę samą regułę. Ale najważniejsze są sprzeczności wynikające z faktu, że każda jednostka jest członkiem wielu grup, zajmuje wiele pozycji, odgrywa wiele ról i ma w każdej z tych ról grono wielu partnerów. Musi więc w toku socjalizacji uczyć się wielu lekcji naraz. Różnych działań wymagać mogą różne grupy, do których należy, inaczej powinna zachowywać się w różnych rolach, które pełni, i inaczej odnosić do różnych partnerów, z którymi w każdej z tych ról wchodzi w interakcje. A treść tych oczekiwań jest bardzo często sprzeczna, co socjologowie ujmują w pojęciu konfliktu w roli i konfliktu ról (między rolami). Bywa tak, że stosując się do jednych norm czy wartości, z konieczności narusza się inne. Żadna socjalizacja tu nie pomoże i taka wymuszona dewiacja staje się nieunikniona.

Mówiliśmy dotąd w skrócie, że to społeczeństwo podejmuje socjalizację swoich członków. Ale oczywiście istnieją rozmaite agendy socjalizacji, wielu nauczycieli kulturowej lekcji. W przypadku socjalizacji początkowej są to grupy pierwotne - rodzina, grupa rówieśnicza, wspólnota lokalna. Później szkoła, Kościół, uczelnia. W przypadku socjalizacji permanentnej - cała gama innych grup, zawodowych, terytorialnych, rekreacyjnych. I w pierwszym, i drugim etapie socjalizacji ogromną rolę pełnią dziś środki masowego przekazu, a zwłaszcza telewizja. Wreszcie, w każdym społeczeństwie występują grupy i środowiska kontrkulturowe, dewiacyjne czy przestępcze, które stają się agendami kontr-socjalizacji, lansując własne sposoby życia, ideały i wzory zasadniczo odmienne od dominujących.

Kiedy weźmiemy pod uwagę taką różnorodność nadawców tych przekazów kulturowych, które mają być wpojone członkom zbiorowości, łatwo dostrzec, że zaburzenia procesu socjalizacji mogą wystąpić z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że każda z tych agend socjalizacji może utracić skuteczność.



3 R. K. Merton, „Social structure and anomie", w: R. K. Merton on Social Structure and Science, pod red. E Sztompki, Chicago 1996: The University of Chicago Press, s. 132-152.

Powszechnie dostrzegany dziś kryzys rodziny, tej najważniejszej kolebki osobowości jednostki, związany z zaangażowaniem zawodowym rodziców, ko-niecznościami ekonomicznymi, rozluźnieniem tradycyjnych więzów rodzinnych, notorycznymi konfliktami i częstą nietrwałością współżycia - zmniejsza możliwości wychowawczego oddziaływania wobec dzieci, które bywają pozbawione opieki, troski i kontroli. Podobnie coraz częściej zwraca się uwagę na kryzys szkoły, ograniczającej swoje zadania do przekazu informacji i wiadomości, a zaniedbującej kształtowanie charakteru, postaw moralnych czy obywatelskich. W społeczeństwie ulegającym sekularyzacji słabnie socjalizująca rola Kościoła. A urbanizacja, wraz z typową dla niej indywidualizacją, atomizacją i izolacją jednostek, likwiduje socjalizujący wpływ wspólnot lokalnych. Drugi powód to pomnożenie liczby grup i środowisk kontrkulturowych, a także ich większa widoczność, bliskość i dostępność we współczesnym masowym i zurbanizowanym społeczeństwie. Szansa zetknięcia z nauczycielami dewiacyjnych czy przestępczych sposobów życia, aspołecznych wzorów, norm i wartości jest w pewnych środowiskach bardzo duża. Jedna z głośnych w I połowie XX wieku teorii przestępczości, tzw. teoria zróżnicowanych kontaktów, wskazywała właśnie na to, że w dzielnicach biedy, gettach murzyńskich czy siedzibach mniejszości etnicznych w miastach amerykańskich pojawia się ogromna łatwość wdrożenia do przestępczych karier, co uruchamia samowzmacniający się mechanizm rozrostu przestępczości i pogłębiającej się degradacji całych społeczności. Trzeci powód zmniejszenia skuteczności socjalizacji to sama wielość tych różnych, działających równocześnie agend socjalizujących. Treści bowiem przez nie przekazywane, ich przesłania intelektualne czy moralne, mogą być wzajemnie niespójne, a nawet sprzeczne. Gdy rodzina uczy czego innego niż szkoła, szkoła czego innego niż Kościół, a grupy rówieśnicze czy mass media stają się wręcz czynnikami kontrsocjalizacji czy demoralizacji, lansując wzory sprzeczne z oczekiwaniami tych innych grup czy instytucji - dewiacja staje się nieuchronna.

Kolejne ogniwo, w którym szukać można powodów niepowodzeń socjali-zacyjnych, to osobowość socjalizowanych jednostek. Podatność na kulturowe wpływy jest bardzo zróżnicowana, podobnie jak podatność na pokusy kontr-kulturowe - dewiacyjne czy przestępcze. W XIX wieku włoska szkoła tzw. kryminologii pozytywistycznej pod kierunkiem Cezarego Lombroso szukała źródeł przestępczości w czynnikach dziedzicznych o charakterze biologicznym. Symptomów wrodzonych skłonności aspołecznych dopatrywała się w fizjonomii: kształcie czaszki czy szczęki, wysokości czoła, grubości karku. I na tej podstawie postulowała prewencyjną izolację potencjalnych przestępców, zanim jeszcze udało im się zrobić cokolwiek nagannego. Teoria ta została szybko zdyskredytowana zarówno z powodu swoich oczywistych implikacji rasistowskich, sprzeczności z przyjętą w nowoczesnych systemach prawnych naczelną ideą winy, jak i z uwagi na ewidencję empiryczną, która nie pokazywała żadnych stałych rysów cielesnych u badanych antropologicznie skazanych przestępców. Ale w to miejsce pojawiły się bardziej subtelne i udokumentowane koncepcje psychologiczne, wskazujące na występowanie pewnych defektów psychicznych określanych jako socjopatia, psychopatia czy niepoczytalność moralna, które skłaniają do czynów aspołecznych, dewiacyjnych czy przestępczych. Tutaj socjalizacja natrafia na niepodatny grunt, a za to łatwo docierają wpływy kontrsocjalizacji.

Kolejne ogniwo procesu socjalizacji to podejmowanie działań, które stanowią realizację ukształtowanych motywacji czy postaw. Gdy nie wytworzył się ani spontaniczny, bezrefleksyjny konformizm, ani poczucie obowiązku, decydująca staje się skuteczność systemu społecznych sankcji, zwanego czasem kontrolą społeczną. Kontrola społeczna stanowi swoistą korektę nie w pełni udanej socjalizacji. Mówiąc skrótowo: jeśli nie udało się kogoś przekonać do postępowania kulturowo akceptowanego, to można go przynajmniej zmusić. Ale to, czy można, nie jest wcale oczywiste. Jak wskazywaliśmy wyżej, problem wynika stąd, że agendy kontroli społecznej - zarówno formalne, jak policja, prokuratura, sądy, więzienia, jak i nieformalne, jak rodzina, grupy rówieśnicze, środowisko sąsiedzkie czy zawodowe - mogą działać nieskutecznie. Skąd to się bierze? Po pierwsze, aby doszło do zastosowania sankcji, akt dewiacyjny czy przestępczy musi być widoczny, wykryty. Tymczasem ogromna liczba takich czynów pozostaje w ogóle niewykryta. Dalej, musi być czynowi przypisany sprawca. Tutaj wykrywalność jest jeszcze niższa, po części dlatego, że właśnie na ukryciu swojej roli skupiają się wysiłki większości przestępców.

Z kolei nie każdy czyn, literalnie rzecz biorąc dewiacyjny, czyli sprzeczny z jakąś istotną dla danej osoby powinnością kulturową, wywołuje reakcję społeczną. Między dewiacją w sensie normatywnym (rozbieżnością czynu i wzoru), a dewiacją w sensie funkcjonalnym (czynem wywołującym reakcję społeczną w postaci sankcji) rozciąga się pewien margines tolerancji społecznej, w którym agendy kontroli społecznej nie podejmują jeszcze działania. Jego rozmiary zależą od kilku czynników. Istotna może być pozycja społeczna sprawcy, w najbardziej nawet praworządnym systemie niektórzy mogą być bowiem traktowani łagodniej od innych, na przykład chronieni immunitetem, czy dysponujący poręczeniem lub kaucją. A w systemach skorumpowanych wystarczy posiadać odpowiednie zasoby - pieniądze, znajomości, wpływy - aby uniknąć wdrożenia sankcji. Dalej, istotne jest to, jak ważne normy zostały naruszone. Postępowanie karne bywa umarzane z powodu „niewielkiej społecznej szkodliwości czynu". Mimo oczywistości co do sprawstwa, mogą też występować okoliczności wyłączające czy łagodzące winę. W przypadku przestępstw spotykamy cały katalog takich okoliczności: obrona konieczna, stan wyższej konieczności, działanie pod przymusem, działanie w afekcie itp. Przed wdrożeniem sankcji mogą powstrzymywać też działania sprawcy po popełnieniu czynu: próby wynagrodzenia strat, udzielenie pomocy ofierze, wyrażenie skruchy, przeprosiny itp.

Wreszcie pojawia się niekiedy taki szczególny stan całej społeczności, który określamy nieco metaforycznie jako klimat czy atmosferę permisywności, przyzwolenia społecznego na działania dewiacyjne czy nawet przestępcze. Reakcja społeczna - zarówno nieformalna, ze strony zwykłych ludzi, jak i formalna, ze strony powołanych do tego organów, zostaje stępiona. Nikt nie zwraca uwagi, nie reaguje na naruszenia norm. Przechodnie patrzą obojętnie, jak ktoś wyciąga radio z samochodu, a policjant idzie w drugą stronę. Skrajny przejaw permisywności to perwersyjne odwrócenie reakcji społecznej przeciwko temu raczej, kto usiłuje sankcje zastosować, niż przeciwko dewiantowi czy przestępcy. Gdy pijak awanturuje się w tramwaju i ktoś zwraca mu uwagę, inni pasażerowie mówią: „daj pan spokój, przecież pan widzi, że to pijany". Gdy strażnik miejski pisze mandat niewłaściwie parkującemu kierowcy, znajdą się przechodnie, którzy będą winnego bronić. Gdy policjant legitymuje czy aresztuje narkomana, mało kto patrzy na to z aprobatą. Otóż nadmierne poszerzenie się marginesu tolerancji, którego skrajną postać stanowi społeczna permisywność, także paraliżuje skuteczność sankcji i nie jest w stanie powstrzymać od aktów aspołecznych tych, którzy nie internalizowali ani wzorów kulturowych, ani poczucia obowiązku, a tylko obawiali się kar.



Granice kontroli społecznej

Ale z drugiej strony trzeba zauważyć, że nadmierne i zbyt pochopne stosowanie kar może również prowadzić do dysfunkcjonalnych konsekwencji. Zastanówmy się, dlaczego ludzie obawiają się sankcji. Jest to oczywiste w przypadku sankcji fizycznych, przynoszących przykre odczucia, ból czy deprywacje biologiczne. Bicie, tortury, pozbawienie swobody poruszania się, ograniczenie wyżywienia, dyskomfort czy - w skrajnym przypadku - odebranie życia jako tzw. kara zasadnicza, naruszają same podstawy ludzkiej egzystencji. Ale dlaczego „boli" nas również - tym razem w sensie przenośnym - nagana, wyśmianie, szyderstwo, odsunięcie się od nas przyjaciół, izolacja towarzyska, banicja z grupy itp.? Ten typ sankcji ma charakter symboliczny, nie uderza bezpośrednio w nasz dobrostan biologiczny. Co ciekawsze, badania więźniów pokazują, że często bardziej dolegliwa niż ograniczenia fizyczne jest dla nich symboliczna wymowa uwięzienia: poczucie odrzucenia przez społeczność, odebrania autonomii, uzależnienia, poniżenia. Podobnie czasami jako bardziej dolegliwe odczuwane są tzw. sankcje rozproszone, czyli inaczej nieformalne, spontanicznie stosowane przez członków grup, do których należymy, niż sankcje formalne nakładane w specjalnym trybie przez powołane do tego organy. Uśmiech politowania kolegi, że dałem się złapać, może mnie bardziej dotknąć niż mandat wymierzony przez policjanta za przekroczenie prędkości.

Czemu tak się dzieje? Przypomnijmy tutaj koncepcję jaźni odzwierciedlonej Cooleya. Wskazuje ona, że jaźń, samoocena, tożsamość jednostki, tworzy się przez jej interpretację sposobu, w jaki inni, a zwłaszcza ważni dla niej inni, do niej się odnoszą. Kary, od wyśmiania po karę śmierci, są formą jednoznacznie negatywnego odniesienia zbiorowości do jednostki. Uderzają w jej jaźń. Ich konsekwencją, poza innymi możliwymi dolegliwościami, jest obniżenie samooceny lub nawet destrukcja dotychczasowej tożsamości. To jest odczucie dla każdego bolesne i dlatego tak obawiamy się sankcji negatywnych. Ale paradoksalnie, zastosowanie takich sankcji uruchamia pewien samowzmacniający się proces, który może unicestwić skuteczność sankcji, nie tylko nie hamując, ale nawet wzmacniając tendencje dewiacyjne czy przestępcze.

Zauważyli to autorzy tzw. teorii stygmatyzacji albo naznaczania, m.in. amerykańscy socjologowie Howard Becker czy Erving Goffman. Odchodzą oni od potocznego rozumienia dewiacji jako pojedynczego czynu lub zdarzenia (aktu przestępczego), na rzecz perspektywy procesowej, dynamicznej. Dewiacja to dla nich pewna sekwencja zdarzeń dokonujących się w przeciągu dłuższego czasu. Jedynie punktem wyjścia jest dopuszczenie się dewiacji w sensie normatywnym, czyli podjęcie działania sprzecznego z normą wiążącą dla danej jednostki z uwagi na kulturę, w obrębie której działa, a także jej pozycję i rolę społeczną. Ale działanie takie może pozostać sprawą prywatną jednostki, nie wyjść - jak powiadamy - na światło dzienne, nie zostać wykryte. Izba skarbowa może nie wiedzieć, że ktoś uzyskał wysokie, nie zadeklarowane zyski. Kierowca może wielokrotnie przekraczać prędkość, o czym nikt poza nim nie wie, bo nie było w pobliżu kontroli radarowej. Ciało zamordowanego może nigdy nie zostać odnalezione. Tylko jakaś - ex definitione nieokreślona - część aktów dewiacji zostaje stwierdzona. Szacuje się w przybliżeniu, że w Polsce tylko jedna trzecia przestępstw jest zgłaszana policji4. Ale nawet gdy fakt popełnienia dewiacji został ustalony, następny etap to znalezienie sprawcy. Ciało i przysłowiowy dymiący pistolet wprawdzie odnaleziono, ale nie wiadomo, kto to zrobił. I znów w wielu przypadkach sprawca pozostaje niewykryty. Wygląda to różnie dla różnych przestępstw. Według statystyk amerykańskich na przykład, mimo że w Stanach Zjednoczonych poziom identyfikacji przestępców jest relatywnie bardzo wysoki, znaczny ich procent unika kary: 12% w przypadku morderstw, 39% w przypadku gwałtów, 70% w przypadku rabunków, 80% w przypadku kradzieży samochodu i 82% w przypadku podpaleń.

Nawet jednak gdy sprawca zostaje wykryty, otwiera się dopiero etap następny: przypisanie mu winy. Tu właśnie interweniują różne okoliczności, które określaliśmy jako margines tolerancji społecznej. W przypadku przestępstw ich ocena dokonuje się w toku postępowania sądowego. I dopiero wyrok sądowy, wraz z ustaleniem kary, oznacza pojawienie się dewiacji w sensie funkcjonalnym, to znaczy czynu, który uruchomił negatywną reakcję społeczną. Co oznacza wyrok i kara dla sprawcy? Jest to kluczowy moment, w którym społeczeństwo, poprzez swoich reprezentantów - sędziów, ławników, przysięgłych, zdefiniowało jednostkę jako przestępcę, przypisało mu pewną trwałą etykietkę, stygmat, którego trudno się przez długi czas pozbyć, nawet mimo nieco fikcyjnej procedury tzw. zatarcia skazania po upływie określonego czasu. Co oznacza taka definicja? Oznacza odrzucenie przez społeczeństwo, symboliczne odgrodzenie się od jednostki, czego materialnym, dobitnym wyrazem stają się mury więzienia. Jej dotychczasowa tożsamość czerpana z poczucia przynależności do społeczeństwa, różnych grup w jego ramach, zajmowania różnych pozycji i pełnienia różnych ról ulega destrukcji. Pojawia się w to miejsce tożsamość człowieka marginesu, wygnańca, outsidera. Społeczna definicja jednostki jako przestępcy odzwierciedla się w jej jaźni jako autodefinicja odrzuconego. A to oznacza gwałtowny spadek samooceny.

Jak można radzić sobie z taką sytuacją? Jednostka zaczyna poszukiwać wspólnoty zastępczej, zamiast tej utraconej i pozostawionej za murami więzienia. Szuka innych, którzy staną się dla niej „ważnymi innymi", akceptują ją, a tym samym pozwolą na odzyskanie utraconej tożsamości i podniesienie samooceny. I łatwo ich odnajduje - w innych przestępcach czy współwięźniach, którzy szukają tego samego. Dokonuje się redefinicja „ważnych innych" i grup odniesienia. Jednostka aspiruje do grupy przestępczej, ulega socjalizacji antycypującej, a kiedy zostaje przyjęta, dostaje się pod przemożne, bo zmonopolizowane wpływy socjalizujące kontrkultury przestępczej, tzw. „drugiego życia" więziennego. Ulega resocjalizacji, ale nie w tym kierunku, jaki miała przynosić kara, lecz dokładnie przeciwnym - internalizuje głęboko rolę przestępcy: aspołeczne wzory, wartości, normy, a także arkana przestępczego rzemiosła. Sprawca pojedynczego czynu przestępczego staje się mocno osadzonym w antyspołecznym świecie, ukształtowanym przez kontrkulturę, przestępcą profesjonalnym. Recydywa przestępcza staje się wysoce prawdopodobna. Etap ostatni tego procesu, po odbyciu kary i wyjściu na wolność, umacnia tylko tożsamość przestępczą ze względu na dalej niechętne nastawienie społeczeństwa do byłego więźnia, np. trudność uzyskania pracy. Pytanie „czy był karany" w każde] ankiecie personalnej pokazuje, jak trudno pozbyć się raz przyklejonej etykietki, piętna odrzucenia przez społeczeństwo. A równocześnie jedyne środowisko, w którym odbycie kary, zwłaszcza długotrwałej, przynosi prestiż i sławę, to właśnie środowisko przestępcze. Identyfikacja z tym środowiskiem jeszcze się pogłębia.

Teoretycy stygmatyzacji wyprowadzają skrajny wniosek: dewianci nie rodzą się takimi, lecz są produkowani przez społeczeństwo. To właśnie mechanizmy kontroli społecznej, stosowania sankcji, uruchamiają karierę dewiacyjną przez odrzucenie, izolowanie, popchnięcie w stronę grup antyspołecznych, kontrsocjalizację w ich obrębie i wytworzenie trwałej tożsamości dewianta. Jest to oczywiście pewna przesada. Proces, który opisują, wyjaśnia, jak umacnia się tendencja przestępcza, jak pojawia się szansa dewiacji wtórnej, recydywy, ale nie tłumaczy, dlaczego jedni dopuszczają się, a inni nie pozwalają sobie na dewiację pierwotną, inicjującą całą sekwencję. Teoria stygmatyzacji tłumaczy tylko częściowo i tylko szczególne formy dewiacji. Dla nas ważne jest jednak, że uświadamia drugą, niedostrzeganą dotąd stronę kontroli społecznej. Te oczywiście społecznie dysfunkcjonalne konsekwencje karania dowodzą, że nie tylko nadmierna permisywność, ale również nadmierna punitywność nie przeciwdziałają wystarczająco błędom socjalizacji.


: studia -> inzynierskie
inzynierskie -> Marketing przemysłowy literatura: T. Wojciechowski :”Marketing I logistyka na rynku środków produkcji” Białecki : „Marketing producenta I eksportera”
studia -> Matematyka zad. Opisz technikę sprytnego mnożenia przez: a 50, b 99 Za
studia -> Techniki decyzyjne – wykłady – dr Marek Sołtysik A. Podstawowe informacje egzamin pisemny, testowy – wtorek, 29 stycznia 2008 roku, J. Supernat: „Techniki decyzyjne”
studia -> Sylabus podstawowe informacje o przedmiocie
studia -> Tytuł projektu wpisany czcionką Times New Roman 14 pt pogrubioną, prostą, tekst wyśrodkowany, interlinia pojedyncza Imię i nazwisko Studenta, czcionka 12 pt., pogrubiona
studia -> Tytuł projektu wpisany czcionką Times New Roman 14 pt pogrubioną, prostą, tekst wyśrodkowany, interlinia pojedyncza Imię i nazwisko Studenta, czcionka 12 pt., pogrubiona
studia -> `Kryterium jakości oprogramowania

Pobieranie 2.64 Mb.

1   ...   26   27   28   29   30   31   32   33   ...   47




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna