Analiza społeczeństwa biblioteka Główna Uniwersytetu Gdańskiego



Pobieranie 2.64 Mb.
Strona4/47
Data29.04.2016
Rozmiar2.64 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   47

Zachowanie

Najbardziej oczywistym przejawem aktywności ludzkiej jest ruch: przemieszczanie się ludzi w przestrzeni, ruch ciała, gest, ale także obserwowalne procesy fizjologiczne, oddychanie, przełykanie, mrużenie oczu, grymas twarzy itp. To jest to, co widzimy naocznie, możemy zaobserwować z zewnątrz, zarejestrować, nagrać na wideo, sfilmować. Ludzie idą ulicą, biegną do tramwaju, machają komuś ręką, rzucają piłkę dziecku, gonią psa w parku, zrzucają cegły z ciężarówki, zamiatają przed domem, ziewają, drapią się w głowę i robią jeszcze tysiąc innych rzeczy. Do opisania takich form aktywności fizycznej, zewnętrznie obserwowalnej, sprowadzalnej do pewnych ruchów, używamy w socjologii terminu „zachowanie".

Były w socjologii kierunki, bliskie scharakteryzowanej wcześniej orientacji pozytywistycznej, które chciały zatrzymać się na tym poziomie, sprowadzić, zredukować życie społeczne do elementarnych zachowań ludzkich (tak np. postulował znany amerykański socjolog George Homans). Od angielskiego słowa behavior, czyli zachowanie właśnie, usiłowania takie przyjęły nazwę be-hawioryzmu1. Behawioryści, obserwując ludzi, podobnie jak psychologowie eksperymentalni, kiedy obserwowali szczury czy gołębie, dochodzili do wniosku, że pewne prawidłowości zachowania są tu identyczne. Na przykład to, że i ludzie, i szczury uczą się „instrumentalnie", to znaczy na efektach swoich zachowań, mając tendencję do powtarzania takich zachowań, które przyniosły im przyjemność („gratyfikujących"), a powstrzymywania się od takich, które przyniosły przykrość („karzących"). Albo to, że gdy w jakiejś sytuacji doznaliśmy przyjemności, to szukamy sytuacji podobnych, a gdy w innej spotkała nas przykrość, to staramy się takich sytuacji unikać2. To oczywiście wszystko prawda, ale z pewnością nie cała prawda; co najwyżej niezbędna biologiczna platforma, na której dopiero nadbudowuje się to, co naprawdę ludzkie i co jest daleko bardziej złożone niż zachowanie. Człowiek jest organizmem, gatunkiem biologicznym, ale nie tylko organizmem, jest także czymś więcej.

No bo jak wytłumaczyć, że te same ruchy fizyczne czy zewnętrznie podobne sytuacje mogą być w istocie czymś zupełnie innym. Na przykład machnięcie ręką może być pozdrowieniem albo groźbą, bieg to czasami ucieczka, a kiedy indziej jogging, krzyk może wyrażać strach lub złość, ten sam ruch głową może być potwierdzeniem (np. w Polsce) albo zaprzeczeniem (np. w Bułgarii), ucałowanie kobiety w rękę, normalne u nas, wywoła zdumienie w Ameryce, skłon czołem do ziemi może być formą modlitwy (u muzułmanina) albo treningu (u gimnastyka). Jak odróżnić morderstwo i egzekucję, bójkę i mecz bokserski, wykład i wiec? I odwrotnie, jak wytłumaczyć, że zupełnie różne ruchy fizyczne czy zewnętrznie odmienne sytuacje mogą być w istocie tym samym. Na przykład przywitaniem jest zarówno uścisk dłoni (u nas), jak i potarcie się nosami (u Eskimosów). Pokorę wobec Boga wyraża zarówno przyklęknięcie w kościele, jak bicie pokłonów w meczecie. Radość przejawiać się może w śpiewie, ale i w tańcu. Imieniny można obchodzić na party na stojąco albo przy stole ustawionym w podkowę. Mocnych przeżyć szukać można w skoku spadochronowym, ale i we wspinaczce górskiej.



1 A. W. Staats, Social Behaviorism, Homewood 1975: The Dorsey Press.

2 G. C. Homans, Social Behavior: Its Elementary Forms, New York 1974: Harcourt Brace Jovanovich.

GEORGE C. HOMANS (1910-1989)

Socjolog amerykański, sławny głównie dzięki radykalnej opozycji przeciwko teoriom holistycznym i funkcjonalistycznym oraz własnej skrajnie redukcjonistycznej teorii zachowania społecznego. Najważniejsze książki to: The Human Group [Grupa społeczna] (1950), Sodal Behavior: Its Elementary Forms (Zachowanie społeczne: formy elementarnej (1961), The Nature of Social Science [Istota nauk społecznych} (1967).

Najmniejszymi elementami, na które rozłożyć można życie społeczne nawet w jego najbardziej skomplikowanych formach, są interakcje. Interakcja polega na wzajemnej wymianie nagród i kar pomiędzy uczestniczącymi jednostkami. Koszty interakcji to te nagrody, które jednostka mogłaby uzyskać, gdyby podjęła działanie alternatywne, oraz te kary, których uniknęłaby, nie wchodząc w daną interakcję. Nagrody i kary, których gratyfikują-cy lub repulsywny charakter jest uwarunkowany biologicznie i psychologicznie, to wzmocnienia pierwotne (np. ból). Takie, których sens jest zdefiniowany kulturowo, to wzmocnienia wtórne (np. order). A takie, które stanowią uniwersalną „walutę" nagradzającą w rozmaitych sytuacjach, to wzmocnienia uogólnione (np. pieniądze, prestiż). W zachowaniach na „poziomie subinstytucjonalnym" wymiana nagród i kar występuje bezpośrednio między partnerami. Na „poziomie instytucjonalnym" występują złożone łańcuchy upośrednionych interakcji, których elementy mogą być w ogóle niepostrzegane przez uczestników (np. bankowe operacje finansowe, produkcja, dystrybucja i handel towarami konsumpcyjnymi itp.).

Niezależnie jednak od stopnia skomplikowania, wszelkim! interakcjami rządzi pięć podstawowych praw, analogicznych do praw instrumentalnego uczenia się odkrytych w eksperymentach na zwierzętach: (a) jeśli jakieś działanie jest częściej nagradzane, jednostka częściej podejmuje takie działanie, (b) jeśli jakiejś sytuacji bodźcowej towarzyszyło w przeszłości doświadczenie gratyfilcujące, to jednostka będzie starać się znaleźć znów w takiej sytuacji, (c) im większą wartość ma dla jednostki nagroda za jej działanie, tym częściej będzie takie działanie podejmować, (d) im częściej jednostka otrzymuje daną nagrodę, tym mniej wartościowa staje się dla niej ta nagroda, (e) gdy jednostkę spotka niespodziewana nagroda lub gdy uniknie oczekiwanej kary, reaguje zadowoleniem i zgeneralizowaną sympatią wobec innych.

Zadaniem socjologii jest wyjaśnianie wszelkich przejawów życia społecznego, także ma-krostrukturalnych i instytucjonalnych, przez ich dedukcyjne wyprowadzanie z powyższych elementarnych praw zachowania społecznego, przy uwzględnieniu empirycznie stwierdzanych warunków początkowych. Tak samo czynią nauki przyrodnicze, na których socjologia musi się wzorować.

LITERATURA

G. C. Homans, „Zachowanie społeczne jako wymiana dóbr", w: W. Derayński, A. Jasińska-Kania, J. Szacki (red.),



Elementy teorii socjologicznych, Warszawa 1975, PWN, s. 103-119 G. C. Homans, „Pozycja przywódcy", w: ibid, s. 135-149 J. H. Turner, „Behawioralna teoria wymiany: George C. Homans", w: Struktura teorii socjologicznej, Warszawa*

1985, PWN, s. 281-312 M. Kempny, „Homans", w: Encyklopedia Socjologii, tom l, Warszawa 1998, Oficyna Naukowa, s. 293-2

Nie przypadkiem, kiedy mówimy o aktywności ludzkiej w języku potocznym, przeważnie używamy słów, które wskazują na coś więcej niż ruchy fizyczne, niż proste zachowanie. Mówimy, że ktoś modli się, pracuje, kłania, uczy się, kłóci, walczy, ucieka, odpoczywa, maluje. Te słowa opisują już nie zachowania, lecz coś więcej, zachowania z jakimś naddatkiem. Ten naddatek to znaczenie, albo inaczej sens tego, co robimy. Zachowanie wyposażone w znaczenie, sens, nazywamy w socjologii działaniem. Mówię „wyposażone" w sens, ponieważ znaczenie nie jest zawarte immanentnie, samo przez się, w żadnym zachowaniu, lecz może być dopiero zachowaniu nadane. Bieg to jest bieg i nic więcej. Czy to jest ucieczka czy pościg, czy trening, czy zabawa, czy wyścig, czy konkurencja olimpijska - o tym decyduje nadane temu znaczenie. Nadane przez kogo? W pierwszym rzędzie przez samą jednostkę działającą. Macham ręką po to, aby pozdrowić znajomego, biegnę dlatego, że chcę podnieść swoją sprawność, śpiewam, bo mi wesoło na duszy. Wiążę w ten sposób moje zachowanie z jakimiś zamiarami, celami, powodami, racjami. Takie znaczenie nazwiemy motywacyjnym, intencjonalnym, albo ogólniej - psychologicznym.

Jest ono - mówiąc przenośnie - ukryte w naszych głowach, niedostępne bezpośrednio dla innych. Możemy co najwyżej wnioskować o tym, co ktoś robi, z pewnych obserwowalnych wskaźników, na przykład sytuacji, w której działanie zachodzi. Czasem wskaźniki mówią dużo, pozwalają nam na to, co Max Weber nazywał „rozumieniem bezpośrednim" działania. Jeżeli widzimy biegacza na stadionie olimpijskim, to praktycznie możemy być pewni, że startuje w zawodach, a nie ucieka. Jeżeli widzimy kogoś biegnącego ulicą w stronę stojącego na przystanku autobusu, to praktycznie możemy być pewni, że chce do niego wskoczyć. Kiedy indziej działanie jest mniej oczywiste. Ktoś długo stoi na rogu ulicy. Może czeka na narzeczoną, a może to złodziej, który obserwuje upatrzone mieszkanie, a może żebrak, a może terrorysta, oczekujący na przejazd prezydenta? Gdy ktoś znajdzie się w takiej trochę podejrzanej sytuacji, często stara się dać jakiś sygnał ułatwiający innym odczytanie jego niegroźnych intencji, na przykład ciągle spogląda na zegarek, żeby wskazać, że po prostu czeka na kogoś spóźnialskiego. Działanie może być niekiedy kompletnie nieprzejrzyste. Na chodniku przy Piątej Alei w Nowym Jorku widziałem kiedyś w lecie leżącego mężczyznę w kąpielówkach, zwróconego do słońca. Do dziś nie wiem, co on tam robił, czyżby się opalał wśród spalin i kurzu? Kiedy sens działania jest zupełnie ukryty, możemy pytać: „co robisz?" albo „po co to robisz?". Zakładamy wtedy, że każdy rozumie sens własnych działań i że powie nam prawdę. Otóż, i pierwsze, i drugie założenie może być mylne. Psychoanaliza dowodzi już od czasów Zygmunta Freuda, że jest cała bogata kategoria działań podświadomych, z których rzeczywistego znaczenia ludzie nie zdają sobie sprawy. A po drugie, nawet kiedy wiedzą, co robią, ludzie często kłamią, kamuflują, konfabulują, mają swoje powody, by nie ujawniać rzeczywistego sensu działań. Kieruję się współczuciem - mówi milioner-filantrop, a w istocie chodzi mu o uniknięcie podatku. Ujawniam publicznie swój majątek, bo nie mam nic do ukrycia - powiada polityk, a w istocie chodzi mu o głosy naiwnych wyborców ceniących jego pozorną uczciwość. To jest wielki problem dla socjologii empirycznej, która opierać się może tylko na obserwacji tego, co ludzie robią, lub pytaniu ich o to w ankietach, kwestionariuszach i wywiadach. Metodologia badań socjologicznych wypracowała wyrafinowane sposoby interpretacji lub, jak powiedziałby Max Weber, „rozumienia pośredniego" takich surowych danych socjologicznych, pozwalając bardziej wiarygodnie dotrzeć do rzeczywistych znaczeń subiektywnych przypisywanych przez ludzi ich działaniom.

Dodatkowa trudność polega na tym, że znaczenia psychologiczne mogą mieć wiele warstw, z prostym pozornie działaniem może się wiązać cały złożony system sensów płytszych i głębszych. Człowiek biegnący do autobusu chce zdążyć wsiąść. To najpłytsza warstwa znaczenia. Ale popatrzmy głębiej, gdzie tak się śpieszy: do pracy czy na randkę, a może na wykład socjologii czy może do szpitala, odwiedzić chore dziecko? A jeśli do pracy, to czemu tak mu zależy na punktualności: czy szef odbierze premię, czy koledzy będą się krzywić, a może ma po prostu wpojony nawyk punktualności? A czemu nie wyszedł z domu wcześniej: może zaspał, a może musiał zająć się dzieckiem, a może zagadał się przez telefon ze znajomym? A czemu nie bierze taksówki albo nie jedzie własnym autem? Czy go nie stać, czy może auto zabrała na zakupy żona, a taksówki nie widać w pobliżu? Tutaj potrzebne jest już, według Webera, „rozumienie pośrednie albo interpretacyjne".

Obok znaczenia psychologicznego, intencjonalnego, które nadaję swojemu zachowaniu sam, a inni odczytują je w drodze mniej lub bardziej złożonej i mniej lub bardziej zawodnej interpretacji, znaczenie może być nadane pewnemu zachowaniu przez całą zbiorowość, do której należę. Jest to znaczenie wspólnie uznane, którego sam nie wymyśliłem, lecz raczej przejąłem od mojej zbiorowości i akceptowałem. Całuję kobietę w rękę, bo jest to przyjęta u nas forma wyrażenia szacunku, klękam w kościele, bo jest to przyjęta w mojej religii forma pokory wobec Boga, kopię piłkę na podwórku, bo jest to przyjęta wśród moich rówieśników forma rozrywki, notuję wykład, bo jest to przyjęta na uniwersytecie forma uczenia się. W ramach jednej zbiorowości, w której znaczenia są takie same, mogę bez kłopotu zrozumieć, co robią inni, czego ode mnie chcą, o co im chodzi. „Odczytuję" bez kłopotu znaczenia, rozszyfrowuję sens zachowań. Gdy ktoś zdejmuje kapelusz, wiem, że chce mnie przywitać. Gdy widzę chłopców kopiących piłkę, wiem, że grają w futbol. Natomiast gdy znajdę się w innej zbiorowości, w której powszechnie uznane znaczenia są odmienne, doświadczam przede wszystkim zdziwienia i często nie rozumiem, o co chodzi, co się dzieje. Amerykańscy przyjaciele zabierali mnie na mecze baseballowe. Wychowany w kraju piłki nożnej, do dziś nie pojmuję, dlaczego gracze są tak dziwnie ubrani, czemu biegają wokół boiska, wymachują grubym kijem, czemu starają się wrzucić piłeczkę w publiczność, a gdy im się uda, wywołują entuzjazm na stadionie. Pewno Amerykanie czuliby się podobnie na stadionie Wisły. Jak uczą się prędzej czy później turyści, „co kraj to obyczaj" i łatwo dojść może do nieporozumień, niespodzianek i konfliktów. Ucałowana w rękę Amerykanka może traktować to jako zaawansowaną formę zalotów. Wchodząc w butach do meczetu, spotkam się z oburzeniem jako świętokradca. A pijąc piwo na plaży w Kalifornii, mogę być nawet aresztowany. Znaczenia nadawane zachowaniom przez zbiorowość, wspólne dla tej zbiorowości, a różne od znaczeń przyjmowanych w innych zbio-rowościach, nazwiemy kulturowymi. Kultura dostarcza pewnych gotowych scenariuszy, wzorów zachowań, które realizujemy, chcąc osiągnąć te czy inne cele. Dlatego w obrębie własnej kultury czujemy się pewnie, bezpiecznie, „jak w domu", a trafiając do innej kultury, jesteśmy wyobcowani, zagrożeni, zaskoczeni. Przynajmniej do czasu, kiedy poznamy panujące w niej znaczenia kulturowe.

Analizowaliśmy dotąd przykłady bardzo prostych działań, mających nieskomplikowany sens kulturowy. W wielu przypadkach jednak znaczenia kulturowe także rozbudowują się, tworząc wielowarstwowe systemy. Zobaczmy takie działanie jak zrealizowanie czeku w banku. Ileż znaczeń kulturowych ukrytych jest za takim banalnym zachowaniem jak wymienienie jednego białego papierka (czeku) na plik kolorowych papierków (banknotów). Czy ktoś, kto nie rozumiałby idei pieniądza, zapłaty, wierzytelności, długu, konta, kredytu, weksla, oszczędności, kapitału, monety, certyfikowanego podpisu itp., wiedziałby w ogóle, o co tu chodzi? A czy bez scenariuszy działania zawartych w ogromnie złożonym prawie finansowym, cywilnym czy handlowym system ten w ogóle mógłby funkcjonować? A inny przykład: jak wiele czasu zabrało antropologom społecznym rozszyfrowanie znaczeń kulturowych związanych przez wyspiarzy Pacyfiku z ceremonią wręczania darów (naszyjników i naramienników) mieszkańcom sąsiednich wysp (krąg „Kula" opisany przez Bronisława Malinowskiego) lub z jeszcze bardziej dziwnym rytualnym, pokazowym niszczeniem własnego dobytku wśród Indian amerykańskich (tzw. „potlacz").

Ale najbardziej skomplikowanym, rozbudowanym i wielowarstwowym systemem znaczeń kulturowych jest język. Używamy go w tym najbardziej dla ludzi typowym i najczęstszym działaniu jakim jest mówienie, czy ogólniej komunikowanie się. Niektórzy w poszukiwaniu gatunkowej odrębności człowieka określają go zabawnie jako istotę gadającą albo rozmawiającą. Otóż mowa tylko swoją złożonością różni się od prostego gestu. Są to też zachowania, ruchy fizyczne tego swoistego aparatu anatomicznego, który nazywamy narządami mowy, emitujące dźwięki, do których przypisane są znaczenia zakodowane w języku. Język jest systemem takich znaczeń, podzielanych w danej zbiorowości. W tym sensie jest najbardziej istotnym składnikiem kultury. Możemy się porozumieć dlatego, że przejęliśmy i akceptowaliśmy w drodze socjalizacji czy edukacji te same znaczenia co inni członkowie zbiorowości, kierujemy się tymi samymi co oni „regułami sensu". I odwrotnie, kiedy znajdziemy się w innej zbiorowości, odmiennej kulturze, porozumienie może być niemożliwe, bo znaczenia zawarte w jej języku są nam nieznane. Przynajmniej dopóty, dopóki tego obcego dla nas języka się nie nauczymy.

Tak więc, podsumowując powyższe wywody, powiedzieć można, że działanie to takie zachowanie, z którym związane jest mniej lub bardziej rozbudowane znaczenie motywacyjne i kulturowe. Ale na tym nie koniec form aktywności ludzkiej.

FLORIAN ZNANIECKI (1882-1^58)

Twórca polskiej socjologii akademickiej, który większość żyda zawodowego spędził w USA. Do klasyki światowej socjologii empirycznej weszło napisane wspólnie z W. l. Thomasem pieciotomo-we dzieło Chłop polski w Europie i w Ameryce (1918-1920). Wśród wielu książek Znanieckiego do najważniejszych należą ponadto: Wstęp do socjologii (\922), Metoda socjologii (1934), Czynności społeczne (1936), Społeczne role uczonych (1940) i Nauki o kulturze (mi),

Już we wczesnych pracach filozoficznych Znaniecki zarysował punkt widzenia, który nazwał „kulturalizmem": socjologia jest nauką o kulturze, swoistej domenie świata odrębnej od przyrody, ale także od świadomości jednostkowych. Istotą kultury są zobiektywizowane wartości, czyli typowo wybierane przez ludzi działających i obdarzane pozytywnymi ocenami obiekty ich czynności i postaw. W społeczeństwie wszelkie fenomeny są związane z czyimiś działaniami, istnieją w czyichś doświadczeniach, stanowią dla kogoś wartość. Dlatego ich badanie musi uwzględniać perspektywę czynnych w społeczeństwie ludzi. Określał to jako niezbędny „współczynnik humanistyczny" wszelkiej analizy społecznej. Badaniu ze współczynnikiem humanistycznym sprzyja szczególna procedura: analiza i interpretacja tzw. „dokumentów osobistych", czyli zapisów dokonywanych spontanicznie przez działające jednostki. Są to przede wszystkim listy i pamiętniki. Na takich materiałach Thomas i Znaniecki oparli swoją analizę polskiej emigracji zarobkowej w USA,

Główny składnik życia społecznego to czynności społeczne, zachowania skierowane ku innym ludziom i regulowane przez reguły społeczne (system aksjo-normatywny). Porządek społeczny wynika ze wspólnych reguł, z podzielanego przez daną zbiorowość systemu aksjo-normatywnego. Z czynności społecznych wyłaniają się bardziej złożone i trwalsze systemy społeczno-kulturowe: stosunki społeczne, osoby społeczne, role społeczne, kręgi społeczne i grupy społeczne. W czynnościach społecznych realizują się potencjalne tendencje do działania, czyli postawy. Konstytuowanie świata społecznego przez czynności sprawia, że życie społeczne jest wiecznie zmienne i płynne. Rozróżnienie statyki i dynamiki społecznej nie ma sensu. Dziedziną szczególnych zainteresowań Znanieckiego była socjologia nauki. Przeprowadził m.in. wnikliwe rozróżnienia wielu ról pełnionych przez uczonych: odkrywcy prawdy, czyli eksploratora, systematyka, przyczynkowca, bojownika prawdy, eklektyka i historyka wiedzy, krzewiciela wiedzy, badacza-teoretyka. Dokonał także analizy rozmaitych form, jakie w historii i obecnie przybierały szkoły naukowe, swoiste dla nauki zbiorowości skupione wokół wybitnego uczonego lub kontynuujące jego dziedzictwo. W socjologii polskiej taką szkołę naukową o znacznej trwałości zainspirował sam Znaniecki.

LITERATURA

F. Znaniecki, Wstęp do socjologii, Warszawa 1988, PWN F. Znaniecki, Społeczne role uczonych, Warszawa 1984, PWN F. Znaniecki, Współczesne narody, Warszawa 1990, PWN

F. Znaniecki, Prawa psychologii społecznej, Warszawa 1991, PWN

F. Znaniecki, Ludzie teraźniejsi i cywilizacja przyszłość, Warszawa 2001, PWN

F. Znaniecki, Nauki o kulturze, Warszawa 1971, PWN

F. Znaniecki, W. I. Thomas, CMop polski w Europie i w Ameryce, tom I-V, Warszawa 1976, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza

J. Szacki, Znaniecki, Warszawa 1986, Wiedza Powszechna T. Abel, O Florianie Znanieckim, Lublin 1996, Norbertinum



J. Szczepański, Socjologia: rozwój problematyki i metod, Warszawa 1969, PWN, s. 354-392 J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. II, Warszawa 1981, PWN, s. 731-7

Mowa jest doskonałym przykładem takich działań, które adresujemy do innych ludzi. Mówimy na ogół do kogoś. Również gesty kierujemy przeważnie do kogoś. Ponieważ otoczenie innych ludzi jest dla naszego życia tak fundamentalnie istotne, bardzo wiele naszych działań jest adresowane do innych. Ale oczywiście nie wszystkie. Kiedy wsiadam do tramwaju, głaszczę psa, biorę kąpiel, oglądam samotnie telewizję, wbijam gwóźdź w ścianę - to nie ma tu bezpośredniego adresata, do którego bym się zwracał. Do opisania takich działań, które skierowane są ku innym ludziom, polski socjolog Florian Znaniecki używał terminu „czynności społeczne". W zależności od ich znaczenia wyróżniał m.in. czynności wychowawcze, edukacyjne, władcze, zabawowe, informacyjne, wyrażające się w pytaniach, pouczeniach, prośbach, rozkazach, udzielaniu pomocy itp. We wszystkich tych przypadkach chcemy jakąś treść przekazać innym. Ci inni mogą być adresatami bezpośrednimi, kiedy są zidentyfikowani jako konkretne osoby. W najprostszym przypadku są współobecni w tym samym miejscu. Nakazuję dziecku odrobić lekcje, pytam kolegę o termin zebrania, podaję piłkę do prawego obrońcy. Mogą być odlegli w przestrzeni, ale indywidualnie określeni. Tak jest, kiedy piszę do kogoś list. Kiedy indziej adresuję czynność społeczną do bardziej anonimowych adresatów, na przykład kiedy prowadzę wykład z socjologii. Nie znam osobiście z imienia i nazwiska wszystkich studentów, ale staram się przekazać jakąś wiedzę im wszystkim i każdemu z osobna. W podobnej sytuacji jest aktor na scenie teatralnej czy mówca na wiecu politycznym. Kiedy wykładam, cały sens mojego działania zamyka się w odbiorze przez audytorium. Gdyby studentów nie było na sali, taka czynność społeczna byłaby niemożliwa. Podobno podczas wielkiej fali strajków studenckich na uniwersytetach amerykańskich w 1968 roku niektórzy profesorowie Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, m.in. jeden z najsłynniejszych socjologów współczesnych Robert Merton, przychodzili do pustych sal wykładowych i wygłaszali pełne, dwugodzinne wykłady. Oczywiście w braku studentów nie był to w istocie wykład. Ale była to też czynność społeczna, tyle że innego rodzaju. Profesorowie ci chcieli przekazać nie tyle wiedzę socjologiczną, ile przesłanie polityczne, protest przeciwko strajkom studenckim, akcentując, że studenci mogą wprawdzie bojkotować wykłady, ale im, profesorom, nikt nie odbierze prawa do wykładania, które jest ich autonomicznym i suwerennym przywilejem. Adresaci byli tu inni niż zwykle - władze uniwersyteckie, samorząd uczelniany, stowarzyszenia studenckie, mass media - mimo że działanie wyglądało na pierwszy rzut oka jak zwykły wykład, tyle że w pustej sali. Bardziej pośrednie czynności społeczne mają miejsce wtedy, gdy adresaci nie są współobecni z nadawcami w tej samej przestrzeni. Jeżeli wygłaszam wykład w telewizji, to mam jedynie ogólne wyobrażenie anonimowej i rozproszonej publiczności, która mnie ogląda. To, co widzę, to wykonujący jakieś dziwne manewry kamerzysta w rozchełstanej koszulce polo, czarne oko kamery, w które mam patrzeć i czerwona lampka, która sygnalizuje, że oto mam już adresatów, bo jestem „na wizji". Tylko niektórzy posiadają tę szczególną umiejętność, aby w tej sytuacji zachowywać się naturalnie i robić na odbiorcach wrażenie, że patrzą im w oczy i mówią tylko do nich. Jeszcze bardziej pośrednia, bo oderwana od widzów nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie, jest sytuacja kręcenia filmu. Tutaj adresaci pojawią się dopiero po długim procesie montażu. Trzeba specjalnych talentów, aby nagrywać pojedyncze oderwane epizody, kierowane do zupełnie „wirtualnej", bo i nieobecnej, i dopiero w przyszłości tworzącej się publiczności, stwarzając równocześnie pozór bezpośredniego kontaktu. W podobnej sytuacji jest autor piszący książkę, kompozytor, malarz czy rzeźbiarz. Ich czynności są też społeczne, ale podejmowane wobec bardzo nieskrystalizo-wanego, potencjalnego dopiero odbiorcy.

MAX WEBER (1864-1920)

Socjolog, historyk i ekonomista niemiecki, sławny i wpływowy już za życia, a po śmierci uznany za jedną i największych postaci w historii socjologii. Najbardziej głośne dzieło to Etyka protestancka i duch kapitalizmu (1904-1905), ale największe bogactwo idei zawarł w Wirtschaft und Gesellschaft [Ekonomia i społeczeństwo] (1922), a także licznych esejach z metodologii badań społecznych, socjologii religii, prawa i polityki.

Weber zapoczątkował przełom antypozytywistyczny w uprawianiu socjologii, głosząc zasadniczą odrębność tej dyscypliny wobec nauk przyrodniczych. Przedmiotem socjologii są bowiem działania ludzkie, ostateczne tworzywo, z którego powstają struktury, organizacje, instytucje, a niezbywalnym elementem działań są znaczenia. Analiza działań ludzkich musi prowadzić do ich rozumienia, poprzez interpretację zawartych w nich znaczeń motywacyjnych (przyjmowanych przez samych działających) oraz kulturowych (podzielanych w zbiorowości, w której działają). Operacja Verstehen (rozumienia) jest możliwa, ponieważ większość działań ludzkich jest racjonalnych, wystarczy więc odtworzyć kalkulację środków i celów, kosztów i zysków, jaka leży u podłoża działań. W odniesieniu do działań afektywnych pomocna jest empatia, a w odniesieniu do działań tradycjonalnych - pamięć historyczna.

Z działań ludzkich wyłaniają się trwalsze struktury, na przykład władza - prawdopodobieństwo podejmowania wiążących decyzji. Naga przemoc przeradza się w autorytet, gdy jest akceptowana przez podwładnych. Podstawą legitymizacji władzy może być prawo, tradycja lub charyzma. Najbardziej zracjonalizowaną sieć relacji władzy stanowi organizacja biurokratyczna, kierująca się wyłącznie bezosobową, instrumentalną efektywnością. Ze złożonych sieci działań powstają także struktury nierówności: majątkowej, politycznej, prestiżowej.

Również tak skomplikowana formacja społeczno-ekonomiczno-polityczna, jaką jest kapitalizm, narodziła się dlatego, że w pewnym momencie i w pewnym miejscu ludzie podjęli działania przedsiębiorąc, inwestycyjne, gromadzili oszczędności, akumulowali i pomnażali majątek, konkurowali ze sobą. Motywacji działań zgodnych z „duchem kapitalizmu" dostarczyła etyka protestancka, a zwłaszcza kalwinizm. Z czasem ekspansywność i efektywność kapitalizmu zrodziła immanentne motywacje jego dalszego rozwijania, ale „pierwszego pchnięcia" dokonała religia. W historii takie zbiegi okoliczności czy przypadki odgrywają wielką rolę i dlatego nie można mówić o koniecznościach dziejowych czy żelaznych prawach historii. Historia jest produktem ludzkich decyzji i wyborów, nigdy do końca niezdeterminowanym.

LITERATURA

M. Weber, Szkice z socjologii religii, Warszawa 1995, Książka i Wiedza M. Weber, Polityka jako zawód i powołanie, Kraków 1998, Wydawnictwo Znak M. Weber, Dzieła zebrane z socjologii religii, t, MII, Kraków 2001, Wyd. Nomos

M. Weber, „Klasy, stany, partie", w: W, Derayński, A. Jasińska-Kania, J. Szacki (red.), Elementy teorii socjologicznych. Warszawa 1975, PWN, s. 413-4M. Weber, „Trzy czyste typy prawomocnego panowania", w: ibid., s. 539-550 Z. Krasnodębski, Wfe&er, Warszawa 1999, Wiedza Powszechna J. Szczepański, Socjologia: rozwój problematyki i metod, Warszawa 1969, PWN, s. 334-349 J. Szacki, Historia myśli socjologiami, ŁII, Warszawa 1981, PWN, s. 515-5
Jeszcze węższą kategorię wyróżnia wśród działań Max Weber. Nazywa je działaniami społecznymi i określa jako takie, w których uwzględnia się aktualne lub potencjalne reakcje innych i według tego kształtuje przebieg własnego działania. W działaniach tego typu druga jednostka pojawia się wyraźniej niż w czynnościach społecznych, już nie tylko jako bierny adresat, ale jako reagujący,

przynajmniej potencjalnie, partner. Już nie tylko kierujemy czynność ku komuś drugiemu, ale wysyłamy ku niemu - mówiąc przenośnie - „sygnały radarowe", starając się domyślić, jak się zachowa, jak postąpi, odgadnąć jego intencje i wiążące go reguły kulturowe, które powinny skłonić do takich, a nie innych działań. Orientujemy na niego nasze działanie, biorąc pod uwagę spodziewane reakcje i dostosowując do tego naszą linię postępowania. Nowy, dodatkowy element to tutaj orientacja działania na oczekiwane, antycypowane, wyobrażone reakcje adresata i gotowość do modyfikowania własnego działania w zależności od charakteru tych reakcji. Reakcje partnera pojawiają się jako nasza własna projekcja, ukierunkowująca nasze działanie, zanim jeszcze aktualna reakcja nastąpi.

To, jak postąpimy, zależy więc od znaczenia - psychologicznego i kulturowego - jakie przypisujemy działaniu, zarówno swojemu, jak i oczekiwanemu działaniu partnera. Gdy zdejmuję kapelusz, kłaniając się znajomemu na ulicy, mam intencję przekazania pozdrowienia, czynię to w sposób przepisany w mojej kulturze, zakładam, że znajomy tę intencję i ten zwyczaj kulturowy zrozumie, oczekuję, że będzie do mnie życzliwie nastawiony, i liczę, że wiązać go też będą kulturowe reguły grzeczności, a więc w rezultacie odkłoni się. Kiedy podbiegam do policjanta, bo okradziono mnie w autobusie, chcę prosić o pomoc, wiem, że w cywilizowanym świecie udzielenie pomocy należy do jego powinności, liczę, że zrozumie moją sytuację i uzna tę powinność, a więc w rezultacie, że ruszy w pogoń za złodziejem. Oczywiście w wielu punktach tego rozumowania mogę się mylić.

Kluczowe dla udanego działania społecznego jest - jak określał to amerykański filozof i psycholog społeczny George Herbert Mead - trafne „wskazanie sobie innego", identyfikacja partnera, ku któremu zwracamy działanie i który winien spełnić nasze oczekiwania. Gdy zgubiłem się w obcym mieście, szukam kogoś, kto wygląda na tubylca. Złodziej kieszonkowy wypatruje roztargnionego turysty. Student zapisuje się na ćwiczenia do łagodnego z wyglądu asystenta. Dla uniknięcia pomyłek i błędnych oczekiwań stosowane są niekiedy wyraźne oznaki zewnętrzne. Taką rolę pełnią mundury i uniformy. Policjant na ulicy jest łatwo rozpoznawalny, właśnie po to, aby w razie potrzeby można było zwrócić się do niego o pomoc. W Buenos Aires policjant, który dyżuruje na każdym większym skrzyżowaniu, ma nie tylko mundur, ale jaskrawo żółtą kamizelkę z czarnym napisem „Police". W Nowym Jorku rzuca się od razu w oczy dzięki całemu arsenałowi przy pasie, od pistoletu, kajdanek, po ogromną, sięgającą do kolan pałkę. Jest to także czytelny sygnał dla przestępcy, czego może oczekiwać, jeśli złamie prawo. Lekarz w szpitalu nosi na szyi niezbyt często już dziś stosowany stetoskop, żeby pacjenci odróżniali go od rehabilitanta czy pielęgniarza. Prostytutka wkłada srebrne szpilki na kryształowych podeszwach, żeby klienci od razu wiedzieli, kto jest kto. W pewnych hierarchicznych zbiorowościach, np. w wojsku, właściwe rozpoznanie statusu partnera jest szczególnie ważne i stąd cały system insygniów, belek, gwiazdek na mundurach. Dzięki temu, jeśli wchodzi generał, to nie pomylimy go z kapralem.

Są też oczywiście sygnały subtelniejsze, które emitujemy, aby skłonić innych do nawiązania z nami kontaktu, albo przeciwnie, aby od takiego zamiaru ich odwieść. Uśmiech, życzliwa postawa, schludny wygląd, spojrzenie w oczy - mogą przekonać innych, że warto „nas sobie wskazać" i do nas skierować działanie. I odwrotnie, pasażer w metrze skulony na ławce, zasłonięty gazetą, unikający kontaktu wzrokowego z innymi, stara się być niewidoczny, by uniknąć zaczepki czy kradzieży.

Wśród działań społecznych można wyróżnić kilka rodzajów, w zależności od znaczenia - psychologicznego i kulturowego - jakie wiążemy z działaniem, a także od oczekiwań, jakie wiążemy z reakcjami partnera. Bardzo istotna kategoria to działania racjonalne. Racjonalność w najprostszym sensie oznacza tyle co kalkulację. Chodzi więc o takie działania, które poprzedzone są pewną rozwagą, podejmowane po pewnym przemyśleniu, z premedytacją. Przeciwieństwem będą działania odruchowe, spontaniczne, bezrefleksyjne. W bardziej złożonym sensie racjonalność to nie każda kalkulacja, a tylko szczególny typ kalkulacji, mianowicie taki, który prowadzi do optymalizacji działania. Jest to, inaczej, taki rachunek zysków i kosztów, korzyści i strat, który zmierza do maksymalizacji tych pierwszych przy minimalizacji tych drugich, do uzyskania możliwie najwięcej przy najmniejszych nakładach, zrealizowania najważniejszych celów możliwie najtaniej. Inaczej mówiąc, jest to szczególna relacja między środkami a celami działania, tak jak zdefiniowane są one i postrzegane przez działającego. Już sam język tej definicji sugeruje, że obracamy się głównie w sferze ekonomicznej. Rzeczywiście, najdoskonalszym przykładem działań racjonalnych są transakcje ekonomiczne: kupno, sprzedaż, inwestycje, oszczędności itp. Ale oczywiście działania tego typu nie ograniczają się do ekonomii. Nie tylko gospodyni domowa, gdy idzie do sklepu, czy inwestor decydujący się na kupno akcji, ale także przestępca, który planuje skok na bank, generał, który przygotowuje bitwę, polityk, który prowadzi kampanię wyborczą - też działają według tej reguły. Trzeba podkreślić, że chodzi tu o racjonalność subiektywną, z perspektywy jednostki działającej, zgodnie z jej wiedzą i hierarchią preferencji. Ktoś, kto kupuje samochód, zbiera informacje o różnych markach i stara się wybrać opcję spełniającą jego oczekiwania, a równocześnie najtańszą. Dla kogoś innego liczy się szybkość, moc silnika czy przyśpieszenia, jeszcze innego interesuje spalanie paliwa, kolor nadwozia, słynna

marka. Jeszcze innego rachunku dokonują tacy, dla których kryterium jest właśnie wysoka cena, bo samochód jest dla nich symbolem prestiżu, a nie środkiem transportu, i jego zakup stanowi przejaw „pokazowej konsumpcji", jak określał to amerykański socjolog Thorstein Yeblen. To też jest działanie subiektywnie racjonalne, z ich punktu widzenia. O tym, że taka perwersyjna racjonalność zdarza się coraz częściej, niech świadczy fakt, że w Rzymie otwarto niedawno sieć sklepów pod szyldem „Expensive". Zamiast przyciągać klientów obniżkami cen i wyprzedażami, powiada się wprost: jesteśmy najdrożsi. I kupujących bynajmniej nie brakuje.

Drugą stroną własnej racjonalności działającego są oczekiwania co do racjonalności partnera, którego sobie wskazujemy i do którego kierujemy nasze działanie. Jeżeli możemy założyć, że partner będzie reagował racjonalnie, to jesteśmy w pewniejszej sytuacji. Możemy bowiem w wyobraźni postawić się w jego sytuacji i dokonać rachunku z jego perspektywy, wiedząc, że on też będzie zmierzał do uzyskania jak najwięcej najmniejszym kosztem. Wiemy więc przynajmniej, czego możemy od niego oczekiwać. Dlatego lepiej mieć do czynienia z wyrachowanym gangsterem niż z szaleńcem i lepiej negocjować z zimnym politykiem niż fanatycznym ideologiem. Ale skąd możemy wiedzieć, że partner będzie racjonalny? Czasem znamy go osobiście, czasem kierujemy się jego reputacją, czasem sugerujemy się aparycją, postawą (body language) czy sposobem ubierania (te zewnętrzne oznaki są oczywiście najbardziej zawodne). Ale istotną wskazówką może być także to, czy partner podlega kulturowym regułom racjonalności. Są takie konteksty społeczne, w których racjonalność działań jest powszechnie obowiązująca i oczekiwana. Taki jest właśnie kontekst ekonomiczny, gdzie w transakcjach, negocjacjach, targowaniu się musimy przyjąć, że partner działa racjonalnie, a nie kieruje się sentymentami, sympatiami, kaprysami. Nie bez powodu już w filozofii określano człowieka przestrzegającego rygorystycznie racjonalnej kalkulacji jako homo economicus. Na rynku ekonomicznym takich postaci jest najwięcej. Ale na przykład w kontekście rodzinnym czy przyjacielskim zimna racjonalność handlowa jest raczej kulturowo potępiana. Tu kulturowo wymagane od partnerów są inne orientacje: miłość, lojalność, zaufanie, solidarność. Mogą być wreszcie całe cywilizacje zdominowane przez racjonalność i inne, gdzie liczą się bardziej np. tradycje czy emocje. Max Weber twierdził, że nowoczesna cywilizacja zachodnia cechuje się coraz większym „odczarowaniem świata" i dominacją racjonalności we wszystkich dziedzinach życia. W tym kręgu cywilizacyjnym możemy więc częściej i z mniejszą szansą błędu oczekiwać od partnerów racjonalności niż tam, gdzie dominuje mentalność trądy ej onalistycz-na. Dotyczy to także dziedziny ekonomii, o czym zaświadczy każdy, kto nie tylko kupował w supermarkecie, ale targował się na arabskim bazarze.

Obok racjonalności instrumentalnej, którą omawialiśmy dotąd, a więc racjonalności kalkulacyjnej, szukającej optymalnej relacji środków i celów, Max Weber wyróżniał jeszcze racjonalność autoteliczną czy - jak to nazywał - „racjonalność ze względu na wartość". Miał na myśli sytuację, którą potocznie określamy powiedzeniem „cel uświęca środki". Chodzi o działania ludzi, dla których cel, do którego zmierzają, znaczy subiektywnie tak wiele, stanowi taką wartość, że gotowi są zgodzić się na największe wyrzeczenia, zapłacić każdą cenę, ponieść najwyższe koszty, aby tylko cel osiągnąć. Przykład banalny to dziewczyna, która wydaje całą pensję, żeby kupić szpilki od Gucciego i zaimponować przyjaciółkom. To także uwikłany w „niewoli uczuć" bohater powieści Somerseta Maughama, który poświęca majątek, zdrowie, rujnuje sobie życie, by zdobyć względy cynicznej prostytutki. Ale kategorię tę ilustrują najlepiej postaci naprawdę heroiczne: wielcy patrioci, bohaterowie wojenni, męczennicy religijni, bezkompromisowi bojownicy o wolność. Oni nie kalkulują, gotowi są oddać własny dobrobyt, wolność, czasem nawet życie za sprawę dla siebie najważniejszą. Co więcej, samą sugestię, że mogliby kalkulować, rachować korzyści, targować się, czyli przejść na racjonalność instrumentalną, traktują jako potwarz. W słynnym liście więziennym Adama Michnika do generała Czesława Kiszczaka, odrzucającym propozycję emigracji, jest taki passus, który doskonale ilustruje ten typ racjonalności: „Chcecie nas ściągnąć do swego poziomu. Otóż nie! Tej przyjemności wam nie dostarczę. Nie znam przyszłości i wcale nie wiem, czy dane mi będzie dożyć zwycięstwa prawdy nad kłamstwem, a Solidarności nad obecną antyrobotniczą dyktaturą. Rzecz w tym wszakże, Panie Generale, że dla mnie wartość naszej walki tkwi nie w szansach jej zwycięstwa, ale w wartości sprawy, w imię której tę walkę podjęliśmy"3. Racjonalność autoteliczną jest na tyle rzadka, że trudno ją uwzględniać w codziennych oczekiwaniach na temat partnerów, do których kierujemy działania. Ale w wyjątkowych sytuacjach warto o tej możliwości pamiętać. Generał Kiszczak, kierując swoją ofertę, nie wziął tego pod uwagę i przyjął - błędnie -że partner będzie racjonalny instrumentalnie i niewątpliwie przedłoży Lazurowe Wybrzeże nad celę w więzieniu mokotowskim.

W obu typach działań racjonalnych występuje orientacja na cel lub wartość. Działanie zmierza do osiągnięcia czegoś przy pomocy pewnych środków albo dobieranych według rachunku kosztów, albo podejmowanych bez względu na koszty. Ale tak czy inaczej działanie podejmujemy po to, aby zrealizować jakieś nasze zamysły, aspiracje, wywołać jakiś efekt. Takie działanie mieści się w ramach pewnego modelu zaproponowanego już przez filozofów Oświecenia (np. Jeremy Benthama), który nazywamy „utylitarystycznym" lub „wolun-tarystycznym". Nie wszystkie jednak ludzkie działania mają taki charakter. Bywają działania, które podejmujemy nie po to, żeby zyskać jakąś korzyść czy zdobyć coś „użytecznego", ale z zupełnie innych powodów.

' Przedruk w „Gazecie Wyborczej", 3 II 2001.

W słynnej typologii Webera kolejna kategoria to działania tradycjonalne, albo inaczej rutynowe. Tutaj działamy w pewien sposób po prostu dlatego, że tak się zawsze czyniło albo że tak wszyscy czynią w naszej zbiorowości. Naśladujemy niemal automatycznie działania odwieczne albo powszechne. Nie można sensownie odpowiedzieć na pytanie: „po co to robisz?". Można co najwyżej odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego to robisz?" - „bo tak jest przyjęte". Kiedy jem śniadanie, nie zastanawiam się co dzień rano, czy jest rzeczą racjonalną używać noża i widelca, bo może łatwiej by było jeść rękami albo może pałeczkami. Kiedy wkładam spodnie, idąc do pracy, nie zastanawiam się, czy może wygodniej i przewiewnie) byłoby mi w spódnicy. Kiedy wiążę krawat, nie zastanawiam się, po co mężczyźni noszą pod szyją taki dziwny skrawek kolorowego materiału. Kiedy tłoczę się wraz z wszystkimi innymi na szosie, wyjeżdżając na weekend, nie zastanawiam się, czy może lepiej by było świętować w czwartki, a nie w niedzielę. Takie działania nadają pewien automatyzm życiu społecznemu. Zwalniają nas od każdorazowego podejmowania decyzji, dokonywania wyborów, przeprowadzania rozważań. W tym sensie pełnią podobną funkcję co badane przez psychologów zjawisko indywidualnych nawyków.

Czasami działania tradycjonalne odrywają się zupełnie od jakichkolwiek celów, utrzymują się tylko jako pozostałości działań niegdyś celowych, które utraciły swój cel w zmienionych warunkach. Może być i tak, że służą obecnie jakiemuś innemu celowi, zmieniły swoją funkcję. Gdyby zastosować do nich rachunek racjonalności, okazałoby się, że są mało efektywne lub zupełnie bezskuteczne. Wielki polski antropolog społeczny Bronisław Malinowski używał pojęcia „przeżytków kulturowych" i jako jeden z przykładów podawał przejażdżkę dorożką w dzisiejszym wielkim mieście. Kiedyś dobry środek transportu, dziś co najwyżej atrakcja turystyczna, użyteczna - jak pisał - zwłaszcza dla romantycznie nastrojonych par4. A z zupełnie innej dziedziny warto przytoczyć taką autentyczną historię. Po przełomie roku 1989 Huta „Warszawa" została sprywatyzowana i przeszła w ręce włoskiego konglomeratu przemysłowego. Po jakimś czasie robotnicy, niezadowoleni z poziomu płac i nadmiernej dyscypliny pracy narzuconej przez włoskich właścicieli, wyruszyli w marszu protestacyjnym na Sejm. Kontynuowali rutynę, która sprawdzała się dawniej, w innych warunkach. W zmienionych czasach była już działaniem czysto tradycjonalnym, pozbawionym większego sensu, źle zaadresowanym, Sejm bowiem nie miał tu już nic do gadania.

4 B. Malinowski, Szkice z teorii kultury, Warszawa 1958: Książka i Wiedza.

Częstość działań tradycjonalnych w różnych zbiorowościach jest nierówna. Po pierwsze, odmienne pod tym względem są różne konteksty życia społecznego. Być może najwięcej działań tradycjonalnych występuje w kontekście religijnym, tutaj bowiem szczególnie mocny akcent spoczywa na ciągłości, od-wieczności, kontynuacji, czego manifestacją jest szeroka obecność działań rytualnych, ceremonialnych, obrzędowych. Wiele działań tradycjonalnych spotykamy w kontekście rodzinnym. Gdzieś pośrodku skali znajdzie się kontekst polityczny, w którym obok działań racjonalnych występuje również szeroko swoisty rytuał polityczny czy, jak niektórzy powiadają, „obrzędowość świecka". Bywa ona szczególnie rozbudowana w ustrojach monarchicznych, autokratycznych, dyktatorskich czy totalitarnych. Sporo elementów rytualnych znajdujemy i w kontekście edukacyjnym, na przykład w życiu uniwersyteckim. A na przeciwnym biegunie znajdzie się zapewne kontekst zawodowy czy ekonomiczny, gdzie z definicji dominuje racjonalność, kryteria celowości i efektywności. Oczywiście mówimy tu cały czas o proporcjach, a nie absolutnych przeciwstawieniach, w każdym kontekście występują bowiem działania i takie, i takie.

Po drugie, odmienny nacisk na działania tradycjonalne napotkamy w różnych epokach i w różnych krajach. Wielu autorów sądzi, że kierunek rozwoju społeczeństw to odchodzenie od tradycji i zwiększanie roli myślenia i działania „pozytywnego" (Auguste Comte) czy „racjonalnego" (Max Weber). W myśl takiej koncepcji, o ile społeczeństwo starożytne czy średniowieczne, w którym rolę naczelną pełniła religia, magia czy mit, przejawiało ogromną liczbę działań tradycjonalnych, rytualnych, o tyle w społeczeństwie zwanym nowoczesnym, zdominowanym ekonomiką, biurokracją, przemysłem, nauką, techniką, występuje stale rosnąca proporcja działań racjonalnych, jak to określał Weber, dokonuje się „odczarowywanie świata". Pozostawmy historykom weryfikację tej tezy historiozoficznej. Potoczna obserwacja pozwala natomiast stwierdzić, że w różnych współczesnych społeczeństwach częstość działań tradycjonalnych jest różna. Porównajmy na przykład pod tym względem świat islamu z cywilizacją amerykańską czy w mniejszej skali Hiszpanię i Szwecję. Mówiąc przenośnie, „atmosfera tradycjonalizmu" może różnić też regiony czy nawet poszczególne miasta w obrębie jednego kraju. Kioto jest pod tym względem inne od Tokio, Uppsala od Sztokholmu, a Kraków od Warszawy.

Jeżeli obracamy się w ramach tej samej zbiorowości, jesteśmy przyzwyczajeni do tych samych tradycji czy rytuałów, czyli inaczej - wiążemy z nimi te same znaczenia. Dzięki temu możemy, podejmując działanie społeczne, stosunkowo pewnie przewidzieć, jak zareaguje partner. Kiedy katolik słyszy w kościele „Przekażmy sobie znak pokoju!", to może z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać, że stojący obok nieznajomy odpowie uściskiem dłoni na jego gest. Kiedy wstaję, słysząc w auli uniwersyteckiej Mazurek Dąbrowskiego, to mogę być prawie pewny, że siedzący obok profesorowie też wstaną. Kiedy żołnierz salutuje oficerowi, to może oczekiwać, że tamten też podniesie rękę do czapki. Gdy natomiast znajdziemy się w zbiorowości odmiennej od naszej, gdzie przyjęte znaczenia kulturowe działań tradycjonalnych czy rytualnych są różne, łatwo o dezorientację i niepewność, przynajmniej dopóty, dopóki nie nauczymy się naśladować tego, co czynią jej członkowie. Zwróćmy uwagę, że takie naśladowanie rytuałów może samo nie być działaniem tradycjonalnym, lecz całkiem racjonalnym. Chodzi nam o to, aby się nie wyróżniać, być akceptowanym przez innych, nie spotkać się z potępieniem. Podejmujemy pewien rytuał jako formę kamuflażu. Ateista, który bierze ślub kościelny albo gdy znalazł się w kościele, klęka podczas podniesienia i żegna się znakiem krzyża albo dzieli się opłatkiem podczas wigilii w Sejmie - nie czyni tego automatycznie, nie wiąże z tym tego samego sensu co wierzący katolik. Podobnie jak amerykański turysta zdejmujący buty przed meczetem czy jedzący pałeczkami w restauracji w Hong Kongu. Trzeba długo żyć w obcej zbiorowości, aby rzeczywiście zacząć żyć jej życiem, to znaczy między innymi bezrefleksyjnie stosować się do panujących w niej tradycji i rytuałów.

Jest jeszcze trzecia odmiana działań w typologii Webera. Nazywa je afek-tywnymi lub emocjonalnymi. W tym przypadku podejmujemy działanie nie po to, aby osiągnąć cel, ani nie dlatego, że inni tak postępują, ale dlatego, że czujemy przemożną potrzebę ekspresji pewnych stanów psychicznych, radości, gniewu, strachu itp. Jennifer Capriati skacze i tańczy na korcie po zwycięstwie w mistrzostwach Australii, rozładowując napięcie kilkusetowej walki z Marti-ną Hingis. Tłumy Niemców wiwatują, całują się, obejmują w euforii pod walącym się murem berlińskim. Kibice angielscy demolują sklepy i podpalają samochody po przegranej w Pucharze Europy. Arabowie płaczą, drą szaty w rozpaczy i rzucają się na trumnę podczas pogrzebu ofiar konfliktu w strefie Gazy. Pijany mąż krzyczy i bez powodu bije żonę. Otello dusi w szaleństwie zazdrości Desdemonę. Życie społeczne pełne jest działań tego rodzaju. W takich sytuacjach wszelka argumentacja racjonalna nie ma sensu, apelowanie do rozumu nic nie daje, a może nawet wzmagać wzburzenie. Bardziej adekwatna reakcja na afektywne działanie partnera polega na odwołaniu się do empatii, wczucia się w jego stan, bo wszyscy jako ludzie przeżywamy czasami stany podobne. Trzeba próbować zrozumieć emocje partnera (choć trudno tego wymagać od duszonej Desdemony!).

Pewna szczególna odmiana działań afektywnych polega na pozorowaniu emocji w celu wywarcia wpływu na partnera. Takie działania nie są już ekspresją stanów psychicznych, lecz raczej racjonalną, skalkulowaną manipulacją, a więc rodzajem działań instrumentalnie racjonalnych. Na przykład dyrektor krzyczy na pracownika nie dlatego, że jest zły, ale żeby go nauczyć dyscypliny. Bokser Tyson udaje krwiożerczą, wściekłą bestię, aby przestraszyć przeciwnika (i czasem, gdy trafi np. na Andrzeja Gołotę, nieźle mu się udaje). Żebraczka zalewa się łzami, żeby wzbudzić współczucie. Dealer samochodowy manifestuje wielką przyjaźń wobec klienta, byle mu wcisnąć kiepskie auto. Partnerzy czy - lepiej powiedziawszy - ofiary tego rodzaju działań, pozornie tylko afektywnych, muszą być czujni na kamuflaż i reagować adekwatnie, to znaczy zimno i racjonalnie. Pomaga w tym nieco typowość sytuacji tego rodzaju, znanych z własnych lub cudzych doświadczeń. Ale od czasu do czasu wpadamy w pułapkę, interpretując działanie manipulatorskie jako autentycznie afektywne. Gdyby było inaczej, próby cynicznego wykorzystywania emocji nie byłyby tak powszechne.

Częstość działań afektywnych, podobnie jak wcześniej omówionych typów działań, zależy również od kontekstów społecznych. Wydaje się, że największa jest tam, gdzie wchodzą w grę intymne, bliskie relacje, silna identyfikacja ze zbiorowością, mocne poczucie tożsamości. Taki charakter ma kontekst rodzinny, religijny, ale także etniczny, polityczny i sportowy, zwłaszcza wtedy gdy zdominowany zostaje poczuciem konkurencji, współzawodnictwa, walki. Wiele działań afektywnych odnajdziemy w kontekście rekreacyjnym czy rozrywkowym, z definicji związanym z uwolnieniem emocji. Od orgii czy tańców plemiennych, aż do dyskoteki, karnawału w Rio, techno-party albo „parady miłości" - oto sytuacje, w których normalne ograniczenia emocjonalne zostają zawieszone. W znacznie mniejszym stopniu emocje wkraczają w kontekst zawodowy czy edukacyjny.

Pod tym względem istotne różnice występują też pomiędzy rozmaitymi zbiorowościami. Socjologowie wyróżniają kultury czy cywilizacje „gorące", gdzie wyrażanie emocji, także publicznie, jest nie tylko dopuszczalne, ale wymagane, oraz kultury czy cywilizacje „zimne", gdzie akcent położony jest na opanowanie, powściągliwość, dystans emocjonalny, a publiczne manifestowanie uczuć jest traktowane jako wysoce niewłaściwe. Taka odmienność jest na przykład oczywista, jeśli porównamy kraje arabskie z krajami anglosaskimi. Ale w mniejszej skali może też charakteryzować środowiska czy grupy zawodowe. Porównajmy na przykład bohemę artystyczną z pilotami samolotów pasażerskich, aktorów teatralnych i techników komputerowych.

Podejmowane działania afektywne bardziej pasują do sytuacji, są bardziej „na miejscu" w jednych kontekstach społecznych, w jednych kręgach kulturowych czy środowiskowych, a powodują dysonans w innych. Trzeba się bardziej liczyć z ich wystąpieniem, gdy znajdziemy się w otoczeniu „gorącym", a mniej, gdy jesteśmy w otoczeniu „zimnym". Adekwatne działanie wymaga rozpoznania, w jakim kontekście, kulturze czy środowisku się znajdujemy, wtedy bowiem będziemy mogli przewidzieć, czy szansę spotkania się z reakcją afek-tywną partnera będą większe czy mniejsze, odpowiednio się na to nastawić i przygotować na konieczność zmodyfikowania naszych działań.

Najważniejsze pojęcia wprowadzone w rozdziale



: studia -> inzynierskie
inzynierskie -> Marketing przemysłowy literatura: T. Wojciechowski :”Marketing I logistyka na rynku środków produkcji” Białecki : „Marketing producenta I eksportera”
studia -> Matematyka zad. Opisz technikę sprytnego mnożenia przez: a 50, b 99 Za
studia -> Techniki decyzyjne – wykłady – dr Marek Sołtysik A. Podstawowe informacje egzamin pisemny, testowy – wtorek, 29 stycznia 2008 roku, J. Supernat: „Techniki decyzyjne”
studia -> Sylabus podstawowe informacje o przedmiocie
studia -> Tytuł projektu wpisany czcionką Times New Roman 14 pt pogrubioną, prostą, tekst wyśrodkowany, interlinia pojedyncza Imię i nazwisko Studenta, czcionka 12 pt., pogrubiona
studia -> Tytuł projektu wpisany czcionką Times New Roman 14 pt pogrubioną, prostą, tekst wyśrodkowany, interlinia pojedyncza Imię i nazwisko Studenta, czcionka 12 pt., pogrubiona
studia -> `Kryterium jakości oprogramowania


1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   47


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna