Analiza społeczeństwa biblioteka Główna Uniwersytetu Gdańskiego


Od interakcji prostych do sieci interakcji



Pobieranie 2.64 Mb.
Strona6/47
Data29.04.2016
Rozmiar2.64 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   47

Od interakcji prostych do sieci interakcji

Mówiliśmy dotąd o interakcjach między dwiema osobami. Tę podstawową postać interakcji niemiecki dziewiętnastowieczny socjolog Georg Simmel określał jako „diadę". Ale interakcje mogą się komplikować, włączać więcej partnerów. Simmel zastanawiał się, co się dzieje, kiedy do diady dołącza jeszcze ktoś, gdy powstaje triada albo trójkąt. Otóż zmienia się wówczas, jego zdaniem, bardzo zasadniczo charakter procesów, które toczą się w takim układzie. Przede wszystkim powstają jakościowo nowe „formy społeczne" niemożliwe w obrębie pary. Możliwa jest więc koalicja, gdy dwóch partnerów łączy się przeciw trzeciemu - w debacie, konkurencji, walce. Możliwa jest strategia „dziel i rządź", a więc próba skłócenia partnerów i dzięki temu uzyskania przewagi nad każdym z nich z osobna. Możliwa jest mediacja, gdy jeden z partnerów stara się zobiektywizować i rozładować konflikt pomiędzy pozostałymi dwoma. Możliwe jest wreszcie uzyskanie zbiorowej decyzji przez głosowanie, odwołanie się do większości.

Zwiększając liczbę uczestników we wspólnej sytuacji interakcyjnej, dochodzimy do zjawiska, które George H. Mead określał jako „działanie łączne" (joint action), Erving Goffman jako „zgromadzenie" (gathering), a dzisiaj nazywamy często „siecią interakcyjną" (interaction network). Przykładem z kontekstu rodzinnego może być przyjęcie ślubne, z kontekstu zawodowego - zebranie pracowników. Mamy tu pewną liczbę współobecnych w przestrzeni i czasie osób, które podejmują interakcje z wieloma partnerami, w różnych kierunkach, rozmawiają przez stół, z sąsiadami z prawa, z lewa, uśmiechają się do siebie, robią różne gesty pod adresem coraz to innych uczestników. Sieć interakcji jest niezmiernie płynna, chaotyczna, fluktuuje i nieustannie się zmienia. Obserwując ją dokładnie, możemy jednak zauważyć pewne prawidłowości. Na przykład, na przyjęciu ślubnym interakcje najczęściej adresowane są do młodej pary, wszyscy próbują z nimi rozmawiać, do nich kierowane są toasty i okrzyki „gorzko, gorzko". Zauważamy również, że częściej nawiązywane są rozmowy z najbliższymi sąsiadami, z prawa, z lewa i z vis-a-vis, a rzadziej z siedzącymi daleko. Same interakcje przebiegają dość chaotycznie, ludzie mówią równocześnie, zagłuszają się nawzajem, przekrzykują. Podobnie, śledząc zebranie pracowników, zauważymy, że jest ktoś, kto najczęściej inicjuje interakcje i do kogo inni najczęściej się zwracają. Jest to zapewne dyrektor. Uczestnicy zabierają jednak głos po kolei, a nie jak na weselu. Sieć interakcji jest więc mniej chaotyczna i płynna. Jest jednak w obu przypadkach coś wspólnego, są to sieci zogniskowane - na parze młodej w pierwszym i na dyrekcji czy prezydium w drugim. Sprzyja temu pewna szczególna lokalizacja przestrzenna uczestników; siedzą mianowicie przy długich stołach, weselnym i konferencyjnym, których wspólną cechą jest to, że są tam miejsca wyróżnione, centralne czy prezydialne, gdzie siadają państwo młodzi albo dyrektor, skupiając na sobie interakcje pozostałych.

Dla kontrastu zobaczmy dwa inne przykłady: koktail na stojąco w ambasadzie i debatę okrągłego stołu. Nazywamy je sieciami niezogniskowanymi. Sens tych dwóch form społecznych jest podobny: chodzi o to, aby nie było nikogo, kto jest wyróżniony. W dyplomacji jest ważne, aby wszyscy mieli równe szansę nawiązania kontaktów, aby mogli czynić to spontanicznie i aby w ciągu przyjęcia mogli zmieniać dowolnie partnerów interakcji. Na przyjęciu weselnym jesteśmy czasem przypisani do nudnego wujka z lewej i jeszcze nudniejszej ciotki z prawej, podczas gdy śliczna kuzynka siedzi na drugim krańcu stołu. Na party na stojąco możemy podejść, do kogo mamy ochotę, i porzucić tych, którzy nas zanudzają. Niezwykła kariera w polityce i w nauce mebla zwanego okrągłym stołem, wynika z podobnej okoliczności. Otóż, przy okrągłym stole wszyscy mają dokładnie takie same szansę rozmowy z każdym innym, widzą się nawzajem, nikt nikomu nie zasłania, ani nie odgradza od partnerów. Sprzyja to otwartej, nieskrępowanej debacie między równymi. Oba przykłady różnią się natomiast, podobnie jak poprzednio, pod względem stopnia chaotyczności czy przeciwnie - pewnego uporządkowania. Debata okrągłego stołu przebiega w sposób bardziej zorganizowany, jest tam nawet na ogół ktoś, kogo nazywamy moderatorem. Różni się od prezesa czy przewodniczącego tym, że nie dominuje nad innymi, nie narzuca swoich poglądów, nie zabiera ciągle głosu, ale tylko rejestruje chętnych do dyskusji, pilnuje kolejności wypowiedzi, stara się zapewnić równy czas mówcom itp. Na przyjęciu na stojąco interakcje rozwijają się spontanicznie, są bardzo płynne i zmienne. Jednakże niekiedy krystalizują się i stabilizują, przybierając przynajmniej przez jakiś czas formy bardziej zorganizowane. W ramach niezogniskowanego pola interakcyjnego mogą pojawiać się mniejsze ogniska interakcji, gdy na przykład ludzie otaczają jakąś ważną, ciekawą czy wpływową postać. Przed wielu laty, w latach siedemdziesiątych, spóźniłem się kilka minut na przyjęcie zorganizowane w ogrodzie rezydencji przez konsula amerykańskiego w Krakowie. I schodząc po schodach, zobaczyłem, że stojące towarzystwo było wyraźnie spolaryzowane. W przeciwległych krańcach ogrodu wyróżniały się wyraźnie dwie mniej więcej równoliczne grupy, skupione wokół dwóch osób, na których ogniskowała się ich uwaga i konwersacje. Jedna grupa otaczała Karola Wojtyłę, ówczesnego biskupa Krakowa. A druga sekretarza miejskiego komitetu partii, którego nazwiska już nawet nie pomnę. Historia miała pokazać, którzy „obstawili" lepiej.

Podobny luźny kontekst sytuacyjny, w którym wśród generalnie niezogni-skowanych interakcji pojawiają się fragmentaryczne sieci zogniskowane, to włoska piazza w sobotę po południu. Teren masowych przechadzek, kontaktów, rozmów, chaotyczny, płynny, o nieustannie zmiennych konfiguracjach uczestników. A równocześnie co kawałek widać wyraźnie większe lub mniejsze grupki - tu młodzieży z walkmenami, tam żywo gestykulujących emerytów, jeszcze indziej szykownych pań - intensywniej dyskutujących, skupionych wokół kogoś, kto przyciąga uwagę i dominuje.

Trzeba na koniec zauważyć, że sieci interakcji, aczkolwiek przeważnie zlokalizowane we wspólnej przestrzeni i równoczesne w czasie, mogą również przybierać formy pośrednie, gdy uczestnicy są odlegli w przestrzeni lub gdy występują znaczące opóźnienia między poszczególnymi działaniami i reakcjami. Przykładem pierwszej sytuacji jest telekonferencja czy dyskusja za pośrednictwem poczty elektronicznej. Przykładem drugiej, wymiana korespondencji w szerszym gronie, w celu uzyskania wspólnego stanowiska czy podjęcia wspólnej decyzji.



Najważniejsze pojęcia wprowadzone w rozdziale

DYSTANS INTERAKCYJNY: oczekiwana odległość przestrzenna partnerów w toku interakcji, zależna od ich ról społecznych, kontekstu sytuacyjnego, a także kultury, do której należą.

DZIAŁANIE ŁĄCZNE: sieć interakcji między kilkoma osobami znajdującymi się we wspólnej sytuacji.

GRZECZNA NIEUWAGA: reguła kulturowa, która nakazuje udawać, że nie przyglądamy się osobom nieznajomym.

INTERAKCJA: dynamiczna, zmienna sekwencja wzajemnie zorientowanych działań partnerów, którzy modyfikują swoje działania w zależności od tego, co robi (lub mówi) ten drugi.

ISTOTNI INNI: ci partnerzy naszych interakcji lub te audytoria, przed którymi się prezentujemy, na których najbardziej nam zależy i których oczekiwania usilnie staramy się spełnić.

JAŹŃ ODZWIERCIEDLONA: samoocena jednostki kształtowana przez interpretację reakcji innych ludzi w stosunku do jej osoby.

KONTAKT SPOŁECZNY: para wzajemnie zorientowanych działań społecznych o charakterze jednorazowym, przelotnym.

KONTAKT WZROKOWY: elementarna wymiana spojrzeń, która wskazuje, że potencjalni partnerzy interakcji dostrzegli się nawzajem.

ZASADA WZAJEMNOŚCI: powszechnie spotykana reguła kulturowa nakazująca rewanżować się za doznane korzyści czy uzyskane dobra.

Książki godne uwagi

20, 41, 49, 98 (patrz: STO KSIĄŻEK..., s. 633)

Rozdział 4



Od interakcji do stosunków społecznych

Interakcje powtarzalne i regularne

Rozważając w poprzednim rozdziale rozmaite sieci interakcyjne, odeszliśmy już od analizy pojedynczej interakcji w kierunku badania ich wielości. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z wielością interakcji podejmowanych przez partnerów różnych, lecz powiązanych ze sobą przez wspólne uczestnictwo w tej samej sytuacji: przyjęciu, posiedzeniu, debacie, wiecu itp. Ale jest możliwy i inny typ wielości, gdy ci sami partnerzy nie ograniczają się do jednej interakcji, lecz powtarzają ją od czasu do czasu. Gdy wychodzę wyprowadzić psa, czasami spotykam sąsiada z pieskiem. Zamieniamy kilka zdań o pogodzie i idziemy każdy swoją drogą. Inny sąsiad, którego spotykam, pasjonuje się narciarstwem, ile razy więc się zatrzymuje, rozmawiamy krótko o trasach, o lodowcu, skąd właśnie wrócił, i też udajemy się do swoich spraw. W obu wypadkach zdarza się to bardzo nieregularnie, czasem spotykamy się co dzień przez kilka dni, a potem mija parę tygodni do następnego spotkania. Interakcja zachodzi tu między tymi samymi osobami, ma za każdym razem podobną treść i zdarza się nieregularnie, co jakiś czas. Jest także spontaniczna, wynika tylko z chęci pogadania sobie na luźny, dowolny temat. Taką interakcję nazwiemy powtarzalną. Zauważmy, że powtarzając się wiele razy, może ona mieć dalsze konsekwencje, na przykład poznamy się lepiej, poszerzymy tematy rozmów, sąsiad z pieskiem wciągnie mnie do towarzystwa kynologicznego, a sąsiad-narciarz zabierze na wycieczkę w Alpy. Wtedy będziemy już mieli do czynienia z bardziej złożonym fenomenem socjologicznym; interakcja dzięki powtarzalności przekształci się w coś więcej. Ale nie wyprzedzajmy toku analizy.

Nieco odmienna od interakcji powtarzalnej jest interakcja regularna. Występuje ona wtedy, gdy pojedyncze interakcje układają się w jakiś czasowy rytm, powtarzają w pewnych określonych momentach, dzielą je stałe interwały. Kiedy idę do pracy, po drodze kupuję zawsze w tym samym kiosku, u tej samej sprzedawczyni, gazetę. Dzieje się tak co dzień, z przerwą sobotnio-niedzielną. Co sobotę kupuję bowiem gazetę u innego kioskarza, w miejscowości, gdzie spędzam weekend. W sobotni wieczór wpadam tam do lokalnego baru, gdzie spotykam kilku miejscowych znajomych. A na niedzielny obiad mam ulubioną restaurację, gdzie zazwyczaj obsługuje mnie ten sam kelner. Mam wykłady we wtorki i czwartki, w te dni biorę więc od portiera klucz do sali wykładowej. Uczestniczę zatem w najrozmaitszych, regularnych interakcjach. Takie interakcje mają jedną dodatkową konsekwencję w porównaniu z powtarzalnymi, stwarzają przyzwyczajenie, oczekiwanie po stronie partnerów, że w danym dniu dojdzie do spotkania. Gdy z jakichś względów nie dochodzi, budzi to zdziwienie. Sąsiad z pieskiem ani kolega-narciarz nie dziwią się, kiedy mnie nie spotkali przed domem danego dnia. Portier natomiast pyta: „co się stało, że wczoraj Pan Profesor nie wziął klucza?", a kelner na wsi przypuszcza, że pewno byłem chory, skoro nie pojawiłem się na obiedzie. Nie ma w tym nic więcej niż zdziwienie, nie ma tu jeszcze wyrzutu, reprymendy, bo nie ma też naruszenia jakiegoś zobowiązania (nie mam przecież obowiązku wziąć klucz we wtorek, nie umawiałem się też na obiad niedzielny). Jest to jedynie odejście od pewnej rutyny.

Od interakcji regularnej do regulowanej

Może być jednak tak, że niezrealizowanie jakiejś interakcji wywołuje poważniejsze konsekwencje. Przypuśćmy, że nie przyszedłem we wtorek do pracy i nie odbyłem wykładu, a więc nie spotkałem się ze studentami, którzy na mnie czekali. Nie pomogłem przyjacielowi, który na to liczył, a do tego plotkowałem za jego plecami o jego kłopotach. Nie odprowadziłem dziecka do szkoły i straciło cały dzień lekcji. Nie zapłaciłem alimentów byłej żonie i naraziłem ją na trudności finansowe. We wszystkich tych przypadkach zaniechanie interakcji budzi nie tylko zdziwienie, ale mocniejsze negatywne reakcje ze strony partnerów lub obserwatorów sytuacji. Oburzeni są na mnie studenci, wzywa na rozmowę dziekan, otrzymuję upomnienie. Koledzy odsuwają się ode mnie, bo byłem nielojalny wobec przyjaciela. Mam awanturę w domu, bo zaniedbałem dziecko. Była żona kieruje sprawę o egzekucję alimentów do sądu. Dzieje się tak dlatego, że wszystkie te interakcje, których nie zrealizowałem, nie były dowolne, spontaniczne, wynikające tylko z mojej dobrej woli i chęci, ale kryły się za nimi zobowiązania wobec partnerów: studentów, przyjaciela, dziecka, byłej żony. Interakcje te były nie tylko powtarzalne, nie tylko regularne, ale także regulowane normatywnie. Istniała powinność, obowiązek, zasadne oczekiwanie, że je odbędę, a to z tego tytułu, że jestem odpowiednio - wykładowcą, przyjacielem, ojcem i byłym mężem. Kiedy oczekiwane interakcje zaniedbałem, spotkały mnie społeczne sankcje.



Stosunek społeczny

Wielość interakcji między tymi samymi partnerami, które są nie tylko powtarzalne czy regularne, ale regulowane, nazywamy w socjologii stosunkiem społecznym. Przykłady stosunków społecznych występujących w rozmaitych kontekstach życia społecznego są niezliczone: profesor-student, szef-pracownik, ojciec-dziecko, mąż-żona, kupujący-sprzedawca, proboszcz-parafianin, mi-nister-urzędnik, trener-zawodnik, lekarz-pacjent, adwokat-klient, policjant-kierowca, przyjaciel-przyjaciel itp. Poddajmy głębszej analizie jeden wybrany stosunek społeczny, np. małżeństwo.

Pierwsza cecha takiej relacji między dwojgiem partnerów, mężem i żoną, to występowanie w jej obrębie wielości interakcji. Relacja ta stwarza pewne ramy, schemat, w obrębie którego odbywa się bardzo wiele wzajemnie zorientowanych działań. Ale po drugie, nie są to - jak w interakcjach powtarzalnych i regularnych - interakcje tego samego rodzaju, lecz przeciwnie, bardzo różnorodne, czy inaczej wielotematyczne. Dotyczą spraw finansowych, zawodowych, kulinarnych, gospodarstwa domowego, remontu mieszkania, wychowania dzieci, planów wakacyjnych, wspólnych rozrywek czy lektur i wielu innych rzeczy. Obejmują rozmowy, kłótnie, zabawy, wzajemną pomoc, rady, momenty intymne itp. Toczą się w salonie, w kuchni, w sypialni, w łazience, na wczasach i przez telefon. Od razu zauważmy, że małżeństwo jest zapewne najbardziej „pojemnym" ze stosunków społecznych, angażującym wielostronną aktywność partnerów, realizującym się przez ogromną różnorodność interakcji. W takim stosunku społecznym ludzie uczestniczą całymi sobą. Może dlatego mówi się o „współżyciu małżeńskim", by wskazać, że chodzi tu o dzielenie z kimś drugim całego życia, w całym jego bogactwie i różnorodności.

Na przeciwnym biegunie odnajdziemy natomiast stosunki społeczne wyspecjalizowane, jednotematyczne, włączające tylko niewiele typów interakcji i angażujące partnerów tylko segmentami ich osobowości. Przykładem może być stosunek pacjent-lekarz, gdzie interakcje obracają się wokół jednego tematu: choroby i terapii. Ale i tu występuje ich wielość i pewna różnorodność: tzw. wywiad lekarski, poddanie badaniu, przepisanie leków, zastosowanie procedur terapeutycznych, operacja chirurgiczna itp. Interakcje składające się na ten sam stosunek społeczny toczą się w prywatnym gabinecie, na sali szpitalnej, w ambulatorium, w pracowni rentgenowskiej, na sali operacyjnej. Ale wróćmy do małżeństwa.

Trzecia ważna cecha tego stosunku społecznego to jego trwałość. Na ślubnym kobiercu przysięgamy: „Oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Amen". I choć oczywiście nie zawsze to się sprawdza, niewątpliwie istnieje po stronie partnerów intencja i nadzieja długotrwałego współżycia, która niekiedy się również realizuje. Jedyny trwalszy stosunek społeczny, który jest zawsze dożywotni i którego nie można się pozbyć przez żaden rozwód ani separację, to macierzyństwo lub ojcostwo. Można być co najwyżej pozbawionym przez sąd władzy rodzicielskiej, ale to tylko niewielki fragment tego szczególnego stosunku. Trwałość, a w każdym razie spodziewana trwałość małżeństwa, ma ogromne znaczenie dla kształtu i charakteru toczących się interakcji, stopnia zaangażowania i odpowiedzialności partnerów, stylu i atmosfery życia rodzinnego, powagi wzajemnych zobowiązań. Wystarczy porównać z małżeństwem przelotną wakacyjną „przygodę".

Czwarta istotna cecha interakcji, które realizują małżonkowie, to ich normatywna regulacja. W znacznej mierze nie są to interakcje dowolne, spontaniczne, lecz wyznaczone przez pewne wiążące partnerów wzory. Nie postępujemy arbitralnie, jak nam się podoba, ale kierujemy się, przynajmniej w pewnym stopniu, tym, jak postępować powinniśmy. Jedne reguły mówią, co sami powinniśmy robić, inne, czego możemy żądać od partnera. Są one powiązane w pary reguł wskazujących to, co muszę i to, do czego mam prawo, jako dwie strony tego samego medalu. W stosunku społecznym każdy (powiedzmy „A") ma wobec drugiego (powiedzmy „B") pewne obowiązki, którym odpowiadają pewne uprawnienia partnera („B"). A z kolei ten drugi („B") rna pewne obowiązki wobec pierwszego partnera, którym odpowiadają uprawnienia tamtego („A"). Mówimy tu o wzajemności praw i obowiązków. W rodzinie tradycyjnej, do niedawna jeszcze typowej, mąż miał np. obowiązek dostarczenia rodzinie środków utrzymania, czemu odpowiadało prawo żony do żądania pieniędzy pierwszego. Z kolei żona miała obowiązek dbania o gospodarstwo domowe, czemu odpowiadało prawo męża do otrzymania obiadu po pracy. Tak więc, w stosunku społecznym każdy z partnerów ma wyznaczony pewien wzór swojego postępowania, na który składa się to, co sam powinien robić wobec drugiego i czego sam może oczekiwać. Mówiąc przenośnie, „dźwiga" pewną wiązkę uprawnień i obowiązków.

Oczywiście, skład tej puli obowiązków i uprawnień, ich rozkład pomiędzy partnerów, jest bardzo różnorodny. W nowoczesnej rodzinie żona na przykład ma w drodze do pracy odwieźć dziecko do szkoły, pracować zawodowo i dołożyć się istotnie do dochodów rodziny, urządzić przyjęcie dla znajomych, dopilnować robotników przy remoncie. A mąż ma prawo tego od niej wymagać. I z kolei mąż poza sukcesem zawodowym powinien zrobić zakupy, wyprowadzić psa, zmyć naczynia, odrobić lekcje z dzieckiem. Tego może wymagać od niego żona. Istnieje dzisiaj silne oczekiwanie, aby łączna pula obowiązków była w swym ciężarze gatunkowym podobna, rozłożona równo między małżonkami, a także aby mieli oni podobną sumę uprawnień. Staramy się o to, aby gdy jedna strona podejmuje jakieś obowiązki (np. zmywanie naczyń), druga również solidarnie podejmowała obowiązki podobne ciężarem (np. wyprowadzenie psa). I gdy jedna rości sobie jakieś prawa (np. do spotkania na piwie z kolegami), aby było to kompensowane porównywalnymi prawami drugiej (np. do wyjścia na plotki do przyjaciółki). Czasem mówimy w takim przypadku o symetrii stosunku społecznego albo o stosunkach partnerskich. A ogólniej, gdy w stosunku społecznym występuje taka równowaga praw i obowiązków, powiemy, że stosunek społeczny jest zrównoważony. Gdy natomiast suma obowiązków jest zasadniczo różna, gdy na jednej stronie spoczywa ich znacznie więcej niż na drugiej i odwrotnie, gdy jedna strona cieszy się daleko większą pulą praw, powiemy o stosunku niezrównoważonym.

W skrajnym przypadku spotykamy sytuację, gdy po jednej stronie występuje monopol praw, a po drugiej monopol obowiązków. Taka całkowicie asymetryczna relacja występowała np. w stosunku społecznym pana i niewolnika, gdzie właściciel decydował o życiu i śmierci niewolnika, mógł od niego wszystkiego wymagać, miał więc nieograniczone prawa bez żadnych obowiązków, a niewolnik musiał się do tego bezwzględnie stosować, miał więc wyłącznie obowiązki, nie mając żadnych uprawnień wobec pana. Mówimy w tym drugim przypadku o stosunkach eksploatatorskich. Może być i odwrotnie: gdy np. siła związków zawodowych i terror strajkowy pozwala pracownikowi żądać od dyrektora przedsiębiorstwa wysokiej pensji, osłon socjalnych, opieki zdrowotnej, darmowych wczasów, wysokiej emerytury, a równocześnie nie poczuwać się do wydajnej pracy, dyscypliny, oszczędności, efektywności itp. W tym przypadku mamy tu po jego stronie same uprawnienia bez obowiązków, a po stronie szefa same obowiązki bez jakichkolwiek praw. Taki typ asymetrycznego stosunku społecznego można nazwać roszczeniowym.

Regulacja normatywna stosunku małżeńskiego, podobnie jak innych stosunków społecznych, wywodzi się z różnych systemów norm społecznych. Istotne są tu pewne uznane zwyczaje społeczne, np. dotyczące chrzcin, świąt rodzinnych, wzajemnych prezentów. Ogromną rolę odgrywają reguły moralne: nakazy miłości, wierności, solidarności, lojalności, zaufania, pomocy, opieki nad dziećmi, prawdomówności. Bardzo bogata jest też regulacja prawna, zawarta w złożonych systemach prawa rodzinnego, opiekuńczego czy spadkowego. W zależności od tego, jaka reguła jest przez małżonków naruszona, występują odmienne formy presji społecznej, czyli wymierzanych sankcji. Sankcje takie mogą być wymierzane albo przez samych partnerów, albo innych członków rodziny, albo szersze zbiorowości znajomych, sąsiadów, przyjaciół, czy w końcu powołane do tego instytucje, np. sądy rodzinne i opiekuńcze, a wreszcie sądy powszechne. Gdy mąż spóźni się na obiad, naruszył normę zwyczajową i może się spodziewać reprymendy od żony. Gdy zdradza żonę z jej przyjaciółką, narusza moralne nakazy wierności, lojalności, zaufania, prawdomówności i natrafi na potępienie całej rodziny i środowiska. Gdy żona zaniedbuje dziecko, narusza ogromnie istotną normę moralną i może się spodziewać ostrego potępienia ze strony męża, ale i innych członków szerszej rodziny, a nawet bliskich osób spoza rodziny. Gdy porzuca dziecko, wchodzi już w konflikt z normą prawną i może podlegać karze sądowej, utracić władzę rodzicielską, a nawet trafić do więzienia.

Piąta cecha stosunku społecznego jest ogromnie istotna, po raz pierwszy bowiem wyprowadza nas poza dyskurs konkretny, w którym mówimy ciągle o ludziach i ich działaniach, na teren bardziej abstrakcyjny, gdzie pojawią się nowe pojęcia, już ściśle i wyłącznie społeczne. Otóż zauważmy, że kiedy mówimy o powinnościach, oczekiwaniach społecznych, regułach, prawach i obowiązkach, które wiążą partnerów stosunku społecznego, to nie są one nakładane na konkretne osoby, z uwagi na jakieś ich cechy osobiste, indywidualne, unikalne, ale raczej na typowe miejsca, jakie zajmują w szerszym społeczeństwie. Ojciec zobowiązany jest do opieki nad dzieckiem niezależnie od tego, czy jest wysoki czy niski, czy jest blondynem czy brunetem, czy jest wykształcony czy nie, czy mieszka w mieście czy na wsi itp. A tylko dlatego, że jest ojcem. Podobnie dziecko ma prawo do opieki ojca niezależnie od tego, czy jest ono chłopcem czy dziewczynką, a tylko dlatego, że jest dzieckiem. Od doktora X oczekujemy, że udzieli pomocy pacjentowi dlatego, że jest lekarzem. Natomiast nie wymagamy tego od taksówkarza Y, który przywiózł chorego do szpitala. Pan Z ma prawo domagać się pomocy lekarskiej dlatego, że jest pacjentem. Natomiast pani Q nie ma tego prawa, bo jest zdrowa. Określone obowiązki i uprawnienia nadaje każdej z tych osób zajmowanie określonej pozycji społecznej (albo inaczej statusu społecznego). I uzyskują te obowiązki i uprawnienia niezależnie od swoich cech osobistych. Inaczej, na każdym, kto taką pozycję społeczną zajmuje, spoczywają takie właśnie obowiązki i cieszy się takimi właśnie uprawnieniami. Powinnościowe reguły postępowania związane są zatem nie z osobami, a z pozycjami społecznymi, które mogą zajmować różne osoby. Mąż, żona, pacjent, lekarz, ojciec, dziecko, dyrektor, pracownik, ksiądz, parafianin, trener, zawodnik, policjant, kierowca - to przykłady ogromnej liczby pozycji (statusów), jakie spotykamy w społeczeństwie. Konkretnych osób, które każdą z tych pozycji obejmują, jest oczywiście nieskończenie więcej.

Z każdą pozycją wiąże się swoista pula oczekiwań normatywnych, reguł właściwego dla tej pozycji postępowania. Nazywamy ją rolą społeczną. Jest rola lekarza i policjanta, i oficera, i matki, i biskupa, i trenera, i profesora i jeszcze tysiące innych. Każda jest jakby otoczką powinnościową poszczególnych wyróżnionych w społeczeństwie pozycji. Słynny amerykański socjolog połowy XX wieku Talcott Parsons proponował dla określenia tej nierozdziel-nej jedności pozycji i roli, zbitkę pojęciową „pozycjo-rola" (status-role).

Wróćmy na chwilę do działań społecznych, kontaktów i interakcji. Kiedy orientuję swoje działanie na oczekiwane reakcje innego, to jedną z najważniejszych okoliczności, jakie biorę pod uwagę, jest jego domniemana pozycja społeczna. Kim jest? Kluczowy moment takiej orientacji, jakim jest wskazanie sobie innego, opiera się właśnie na rozpoznaniu jego pozycji. To jest policjant, mówię sobie, widząc umundurowanego funkcjonariusza, i zwracam się do niego o pomoc. To jest lekarz, mówię sobie, widząc mężczyznę w białym kitlu ze stetoskopem, i pytam go o stan mojego znajomego, który leży w szpitalu. To jest sprzedawca, to jest konduktor, to jest profesor, to jest adwokat, to jest stewardesa - dokonuję ciągle takich identyfikacji poprzedzających działanie, nawiązanie kontaktu czy interakcji. Także kiedy przedstawiamy się innym, to na ogół pierwszą informacją, jaką przekazujemy, jest, zaraz po nazwisku, nasza pozycja społeczna. Jestem socjologiem z Polski - mówię koledze spotkanemu na konferencji międzynarodowej. A ja wykładam historię społeczną w Niemczech - odpowiada. Dlaczego to jest takie ważne? Właśnie dlatego, że znając pozycję społeczną, możemy ze znacznym prawdopodobieństwem przewidywać, jak ktoś się zachowa, bo możemy liczyć, że będzie stosował się do reguł swojej roli. Znajomość pozycji społecznej to klucz, który pozwala nam sformułować wiele różnorodnych oczekiwań co do reakcji partnera.

Oczywiście że może to być zawodne. Po pierwsze dlatego, że ludzie realizują wymagania swoich ról w różnym stopniu, a niekiedy nie realizują ich wcale. To, że ktoś jest policjantem, nie musi znaczyć, że nam pomoże łapać złodzieja, bo może wzruszyć ramionami i pójść w drugą stronę. To, że ktoś jest profesorem, nie musi znaczyć, że warto chodzić na jego wykłady, bo może czytać z zeszyciku swoje notatki sprzed dwudziestu lat. A po drugie, pomylić się możemy dlatego, że ludzie mogą pozorować pewne pozycje społeczne. Wiemy, że wyrafinowani bandyci potrafią przebierać się za policjantów, wkładać mundury, przemalowywać samochody na policyjne barwy po to, by obrabować zatrzymanych kierowców. A kiedy indziej udają inkasentów czy monterów, by wejść do mieszkania i okraść domowników. W każdym razie już podczas zupełnie konkretnych działań, kontaktów lub interakcji często przechodzimy jakby na tę bardziej abstrakcyjną płaszczyznę, nie zastanawiając się nad indywidualnymi, unikalnymi cechami partnera, lecz raczej dociekając, do jakiej ogólnej kategorii społecznej należy.

Skoro z takiej abstrakcyjnej perspektywy patrzymy na jednostki nie jako pełne, wielowymiarowe, konkretne osoby, lecz tylko jako nosicieli pewnych pozycjo-ról, to i stosunek społeczny możemy teraz określić bardziej abstrakcyjnie jako relację nie tyle między osobami - jak było w przypadku kontaktu społecznego czy interakcji - ale raczej między pozycjami społecznymi (statusami) i związanymi z nimi rolami. Ojciec-dziecko, mąż-żona, dyrektor-pracow-nik, profesor-student, lekarz-pacjent to nazwy niektórych z takich typowych, wzajemnych powiązań między „pozycjo-rolami", inaczej - nazwy typowych stosunków społecznych. Stosunek społeczny okazuje się zatem szczególną, społecznie narzuconą, idealną ramą^ibo inaczej - wyznaczonym torem, po którym poruszają się, realizując swoje role, różne osoby zajmujące określone pozycje społeczne. Nie działają dowolnie i spontanicznie, lecz raczej społeczeństwo wskazuje im właściwe scenariusze działania. Realizują je mniej lub bardziej udatnie, przybliżając się lub oddalając od normatywnego ideału. Jak wie każdy pacjent, są lepsi i gorsi lekarze, ale jak wie każdy lekarz, są też nieznośni, niezdyscyplinowani i przemądrzali pacjenci. Jak wie każdy student, są lepsi i gorsi profesorowie, ale jak wie każdy profesor, tylko niektórzy studenci zasługują na piątki na egzaminie. Realizacja stosunku społecznego, wypełnienie tej ramy treścią, dokonuje się poprzez liczne i wielorakie interakcje osób znajdujących się w odpowiednich pozycjach społecznych. Ale stosunek społeczny to nie jest po prostu suma tych interakcji. To raczej normatywny wzorzec, jak interakcje między takimi osobami zajmującymi „pozycjo-role" powinny przebiegać. Jest to, jak powiedziałby wielki francuski socjolog końca XIX wieku Emile Durkheim, fakt par excellence społeczny, nieredukowalny do swoich konkretnych przejawów jednostkowych. A co więcej wpływający przymuszające i ograniczająco na jednostkowe zachowania.



Typy stosunków społecznych

Wśród ogromnej różnorodności stosunków społecznych - na co wskazywały choćby przytaczane przykłady - trzeba wprowadzić pewien porządek, podjąć próbę ich klasyfikacji. Weźmiemy pod uwagę kilka kryteriów. Zacznijmy od pytania: w jaki sposób ludzie wchodzą w stosunki społeczne z innymi, albo inaczej - jak obejmują te pozycje społeczne i przypisane im role, które czynią ich partnerami innych. Jak zostaje się lekarzem, mężczyzną, profesorem, staruszkiem, dzieckiem, mężem, Warszawiakiem, ojcem, Polakiem, urzędnikiem, kosmonautą, więźniem, zamiataczem ulic? Od razu widać, że w bardzo różny sposób. Niektóre z tych pozycji są przypisane; nabywamy je niezależnie od naszej woli, bez możliwości wyboru, przez sam fakt urodzenia, z biologicznej konieczności lub przez odebranie nam podmiotowości, czyli prawa do decydowania o sobie. W naszej przypadkowej liście, przez urodzenie nabywamy status mężczyzny, dziecka, Polaka (podobnie - kobiety, cherlaka, rudowłosego), z biologicznej konieczności - staruszka (podobnie - nastolatka, człowieka w sile wieku), a przez odebranie nam podmiotowości - więźnia (podobnie -niewolnika, zakładnika, ofiary czystki etnicznej, deportacji czy eksterminacji). Pozostałe pozycje z naszej listy są osiągane; nabywamy je przez własne decyzje i starania. Dotyczy to w szczególności pozycji zawodowych: zamiatacza, urzędnika, lekarza, profesora, kosmonauty. Oczywiście są one osiągane łatwiej lub trudniej, albo są otwarte niemal dla każdego i wymagają niewielkiego przygotowania, jak zamiatacz na jednym biegunie tej listy, albo są bardziej ekskluzywne, obwarowane trudnymi barierami i wymagają głębokiego i długotrwałego przygotowania, jak kosmonauta czy profesor - na drugim biegunie listy. Jak w każdej klasyfikacji, pojawiają się i tutaj kategorie pośrednie. Na przykład: Warszawiak, ojciec, więzień. Można urodzić się w Warszawie, ale można także przeprowadzić się do Warszawy. Można zostać ojcem w wyniku świadomego pragnienia i decyzji, ale można i „przypadkiem", wbrew własnym chęciom, o czym świadczą liczne procesy o ustalenie ojcostwa. Można znaleźć się w więzieniu niesłusznie, w wyniku pomyłki sądowej, sfingowanego procesu, odpowiedzialności zbiorowej, a więc bez własnej winy. Natomiast kryminalista znajduje się w więzieniu przez własne „zasługi" i choć oczywiście nie ma na to ochoty, ale popełniając zbrodnię, musiał na taką ewentualność się godzić, a zatem wybierał. Także z przynależnością narodową, a jeszcze wyraźniej z obywatelstwem, pojawia się problem z uwagi na możliwość tzw. naturalizacji. Nawet płeć może w wyniku zdumiewających postępów chirurgii stawać się sprawą wyboru. Ogólnie można zauważyć, że wraz z rozwojem społecznym zmienia się proporcja pozycji przypisanych i osiąganych. W społeczeństwie tradycyjnym przypisane było i miejsce na ziemi, bo mało kto zmieniał miejsce zamieszkania, i pozycja klasowa, bo mało kto w ciągu życia awansował, i pozycja zawodowa na ogół dziedziczona po ojcu, i status małżeński, bo często wynikał z uzgodnień czy kontraktów między rodzicami małżonków. W społeczeństwie nowoczesnym wszystkie te pozycje przechodzą na ogół do kategorii osiąganych. Akcent na indywidualizm, podmiotowość, autonomię jednostki otwiera przed każdym ogromne pole opcji życiowych, edukacyjnych, zawodowych, wariantów kariery, dróg awansu, miejsc zamieszkania, kandydatów do małżeństwa, form rodziny. Stajemy się w coraz pełniejszym stopniu prawdziwymi „kowalami naszych własnych losów".

Wśród tych dominujących dzisiaj w społeczeństwie pozycji osiąganych trzeba jeszcze wprowadzić bardziej subtelne rozróżnienie. Otóż osiągamy je czasami według kryteriów uniwersalistycznych, to znaczy dających równe szansę każdemu potencjalnemu kandydatowi, o ile tylko spełni pewne warunki bezpośrednio związane z wykonywaniem tej pozycji, czyli z realizowaniem związanej z nią roli. Sprawność fizyczna to jeden z warunków sine qua non zostania piłkarzem, dobra dykcja i aparycja są konieczne dla spikera telewizyjnego, pewien poziom wiedzy i umiejętności niezbędny jest dla studenta, a doskonała znajomość prawa dla adwokata. Niektóre z tych cech mogą być wrodzone, niektóre wymagają długotrwałego kształcenia, edukacji, treningu. Wiadomo, że wielkim skrzypkiem nie zostanie każdy, kto długo uczy się grać na skrzypcach, a tylko ten, kto ma wrodzony talent. Aby zostać koszykarzem w NBA, nie wystarczy długo trenować, ale trzeba także być wysokiego wzrostu. Ważne jest jednak to, aby wszystkie te cechy, zdolności, talenty, umiejętności, wiedza itp. były istotnie związane z zajmowaniem określonej pozycjo-roli. Kiedy rekrutacja do danej pozycji bierze pod uwagę tylko takie cechy, mówimy, że ma charakter uniwersalistyczny. Przyszły student zdaje egzamin wstępny sprawdzający wiedzę, umiejętność myślenia, inteligencję. Przyszły piłkarz odbywa testy sprawnościowe. Spiker telewizyjny przechodzi serię zdjęć próbnych. Adwokatowi nie wystarczy dyplom prawa, musi jeszcze odbyć aplikację i przejść weryfikację przed Radą Adwokacką, a lekarz staje przed komisją specjalizacyjną.

Zdarza się jednak i tak, że przy rekrutacji bierze się pod uwagę kryteria partykularystyczne, to znaczy dające z góry większe szansę albo przeciwnie, eliminujące niektórych potencjalnych kandydatów ze względu na jakieś okoliczności bezpośrednio niezwiązane z pozycją i rolą, do których aspirują. Mierny absolwent prawa dostaje się do adwokatury, bo jest krewnym prezesa Rady Adwokackiej. Kierowca autobusu wchodzi do rady nadzorczej banku, bo jest członkiem wpływowej partii politycznej. Wybitny menadżer przegrywa konkurs na dyrektora firmy, bo jest kobietą. Bierze się więc pod uwagę sprawy, które nie mają nic wspólnego z byciem dobrym adwokatem, dobrym bankierem czy dyrektorem. To są przykłady oczywiście naganne, piętnujemy je mocno pejoratywnymi określeniami, jako nepotyzm, korupcję, frakcyjność, dyskryminację.

* Malarz pejzażysta w Roviij, Chorwacja

Ale są sytuacje bardziej problematyczne, gdy za stosowaniem kryteriów partykularystycznych przemawiają jakieś argumenty ideologiczne. Na przykład do niedawna u nas, a w dalszym ciągu w wielu uniwersytetach amerykańskich, stosowana była praktyka uprzywilejowania przy przyjmowaniu na studia tych kandydatów, których wcześniejsze szansę zdobycia dobrego wykształcenia czy tych kwalifikacji, które nazywamy szerzej „kapitałem kulturowym", były bez ich winy mniejsze. W Ameryce pod nazwą affirmative action chodzi o wyrównywanie szans mniejszości etnicznych, środowisk nędzy, biedy, upośledzenia, marginesowości społecznej. U nas chodziło o młodzież wiejską, robotniczą czy zamieszkałą w małych, odległych miejscowościach. Przydzielało się im u nas tzw. punkty preferencyjne, a w Ameryce stosuje się system kwotowy, tzn. zarezerwowana jest pewna pula miejsc na uczelniach dla Murzynów, Meksykanów, Porto-rykańczyków itp. W rezultacie takiej polityki musi się zdarzać tak, że dostanie się na uniwersytet student gorszy, słabiej przygotowany, o mniejszych umiejętnościach, niższej inteligencji, a odpadnie znakomity i utalentowany kandydat. Przeciwnicy powołują się więc na zasadę merytokratycznej sprawiedliwości i domagają stosowania kryteriów wyłącznie uniwersalistycznych. Takie argumenty doprowadziły do zniesienia preferencji u nas, a także w niektórych stanach amerykańskich, np. w wyniku referendum obywateli w Kalifornii. Zwolennicy partykularystycznych preferencji powołują się na zasadę równości szans, wskazując na niesłuszne uprzywilejowanie młodzieży z bogatych rodzin, uczącej się w dobrych szkołach, wynoszącej i z domu, i z wielkich miast, w których mieszka, ogromny kapitał kulturowy. Spór jest zapewne nie do rozstrzygnięcia, jak każdy, w którym uwikłane są przeciwne wartości czy ideologie. Pewna próba zobiektywizowania sporu mogłaby polegać na prześledzeniu faktycznych konsekwencji i funkcji społecznej jednej i drugiej praktyki. Otóż, po zniesieniu preferencji procent dzieci murzyńskich i meksykańskich w uniwersytetach kalifornijskich dramatycznie spadł. Podobnie u nas, proporcja młodzieży wiejskiej na studiach uniwersyteckich jest obecnie niezwykle niska, sięga najwyżej kilku procent, przy ok. 27 procentach ludności wiejskiej w kraju. I tu powstaje pytanie, czy dla integracji społecznej, mobilizacji całego społeczeństwa do działalności zawodowej, ekonomicznej, politycznej, zwiększenia tempa rozwoju społecznego, wykorzystania pełnego potencjału społecznego, nie jest istotne podniesienie poziomu edukacyjnego całej ludności, a nie tylko jej części. Czy nie jest głęboko szkodliwe społecznie pozostawienie dużych enklaw zacofania, prymitywizmu, braku kwalifikacji? To są pytania, które warto poważnie rozważyć, konfrontując je z różnymi opcjami ideologicznymi.



Drugie kryterium pozwalające wyróżnić rozmaite rodzaje stosunków społecznych odwołuje się do typowych motywacji kierujących jednostkami wchodzącymi w trwałe, regulowane normatywnie relacje między sobą. Po co nawiązujemy stosunki społeczne? Z jednej strony spotykamy, ogromnie dziś częste, stosunki instrumentalne, gdzie uczestnictwo jest traktowane jako sposób uzyskania jakichś korzyści czy dóbr, a samo w sobie nie posiada dla partnerów wartości. Najczęściej taki charakter mają wszelkie transakcje ekonomiczne, kupno-sprzedaż, najem, zatrudnienie itp. Jako klient wchodzę w stosunek kup-na-sprzedaży ze sprzedawcą tylko po to, aby uzyskać pożądany towar. Podpisując umowę najmu z właścicielem domu, robię to, aby wynająć mieszkanie. Zatrudniając się w firmie, traktuję stosunek pracy jako środek do uzyskania zarobków. Są jednak i odmienne motywacje. Zdarzają się stosunki, które nawiązujemy dla samej satysfakcji ich realizowania, nie myśląc o żadnych zyskach czy korzyściach. Miłość, przyjaźń, zabawa, gra, znajomości towarzyskie - to stosunki autoteliczne, mające cel (telos) same w sobie. Spotykam się z przyjaciółmi na piwie, idę do kawiarni poplotkować ze znajomym, umawiamy się na partię brydża, gramy po pracy w siatkówkę. Robimy to bezinteresownie, tylko dlatego, że lubimy być razem. Wielu socjologów wskazywało, że takie autoteliczne stosunki społeczne są wyrazem pewnej głębokiej tendencji natury ludzkiej, samej istoty homo socius jako istoty stadnej, towarzyskiej, współistniejącej i współżyjącej z innymi ludźmi. Ich zdaniem, w takich właśnie stosunkach społeczeństwo ludzkie realizuje się w najczystszy, niezdeprawowany sposób. Klasyk XIX-wiecznej socjologii niemieckiej Ferdinand Toennies przeciwstawiał „wolę naturalną", wyrażającą się w spontanicznych wspólnotach (Gemeinschaft), „woli racjonalnej", typowej dla nowoczesnego, złożonego społeczeństwa (Gesellschaft), gdzie stosunki społeczne stają się przedmiotem celowej konstrukcji i manipulacji zmierzającej wyłącznie do odniesienia własnych korzyści. Swoistą perwersyjną formę tej drugiej sytuacji opisał prawie sto lat po Toenniesie amerykański socjolog Robert K. Merton, określając ją mianem „pseudo-Gemeinschaft". Chodzi tu o pozorowanie bezinteresowności i autote-licznego charakteru relacji, po to, aby przez zmylenie partnera maksymalnie go wykorzystać, a więc wejść w relację par excellence instrumentalną. Dobry przykład to dealer samochodowy, który traktuje klienta jak przyjaciela, zaczyna mu mówić po imieniu, interesuje się jego sprawami osobistymi, udziela rad pozornie wbrew interesom firmy (np. odradza kupno tego samochodu, który ma ukryte wady, w odróżnieniu oczywiście od innego, który stanowi niebywałą okazję, choć jest trochę droższy). Na rolę stosunków rzeczywiście autote-licznych w życiu społecznym kładł wielki nacisk inny klasyczny autor niemiecki Georg Simmel, dla którego kwintesencją istoty człowieka jest towarzyskość (sociation), najlepiej manifestowana w spontanicznej zabawie. Można by określić tę koncepcję terminem wziętym od późniejszego filozofa holenderskiego Huizinga - homo ludens. Także współczesny myśliciel społeczny Erich Fromm dostrzega autoteliczne fundamenty społeczeństwa ludzkiego w stosunku miłości, którego cechą definicyjną jest kompletna bezinteresowność i czysta radość płynąca z obcowania z drugim człowiekiem.

Podobnie jak w przypadku poprzednich klasyfikacji, także i ta nie jest całkowicie ostra i rozłączna. Spotykamy przypadki mieszane, gdzie może występować i jedna, i druga motywacja. Gra w kasynie może być źródłem zarobku, ale także okazją towarzyską. Wyprawa na zakupy realizować może potrzebę jakichś produktów, ale także autoteliczną przyjemność kupowania i targowania się. Artysta może zatrudnić się w firmie graficznej, aby zarobić, ale także mieć możliwość samorealizacji twórczej. I odwrotnie, pisarz nawiązuje kontakt z wydawcą, aby upowszechnić książkę pisaną z potrzeby serca i natchnienia, ale przy okazji nie odrzuca honorarium. Kolacja z przyjaciółmi może być wykorzystana do zdobycia ważnych dla interesów informacji czy wpływów. A szpieg może fingować romantyczną miłość, by skłonić ukochaną do kopiowania tajnych dokumentów.

Kolejna klasyfikacja odwołuje się do charakteru normatywnej regulacji, obecnej w każdym stosunku społecznym. Jak wskazywaliśmy wcześniej, reguły wyznaczające właściwe w danej roli sposoby zachowania płyną z różnych porządków normatywnych, są ostrzejsze i słabsze, obwarowane rygorystycznymi lub bardziej luźnymi sankcjami. Najważniejsza różnica dzieli stosunki społeczne, w których działania partnerów są bardzo szczegółowo i precyzyjnie zdefiniowane oraz traktowane jako obligatoryjne, pod sankcją nieważności samego stosunku. Mówimy potocznie, że stosunki takie muszą przestrzegać odpowiedniej formy. Nazwijmy je zatem formalnymi. Adwokat i sędzia muszą przestrzegać bardzo rygorystycznej i szczegółowej procedury, w której przepisane są nawet pewne słowa, zwroty, gesty, jakie stosują w toku procesu sądowego. Nieprawidłowości w tym zakresie mogą prowadzić do apelacji i unieważnienia całego postępowania. Kapłan udzielający ślubu i narzeczeni przed ołtarzem muszą dochować precyzyjnie przepisanych form obrzędowych, bo bez tego małżeństwo nie zostanie zawarte. Policjant przesłuchujący podejrzanego ma nawet z góry ustalony formularz, który tylko wypełnia, pouczając przed tym o prawie odmowy zeznań. Ogólniej mówiąc, najbardziej formalne typy stosunków społecznych występują wtedy, gdy istnieją kodyfikacje, procedury, regulaminy czy formularze określające dokładnie, jak zamknięte w ramach stosunku społecznego działania i interakcje muszą przebiegać.

Wiele stosunków społecznych ma jednak charakter nieformalny, realizują się w ich ramach działania i interakcje o różnym kształcie i różnym przebiegu, w znacznym stopniu spontanicznie. Przyjaźń czy miłość - jak mówi poeta -„niejedno mają imię". Władza rodzicielska jest realizowana w najrozmaitszy sposób. Wykłady uniwersyteckie prowadzone są wieloma metodami. Nazwiemy takie stosunki społeczne nieformalnymi. Oczywiście w wielu z nich mogą wystąpić jakieś elementy formalne, gdy pewne aspekty stosunku poddane są regulacji prawnej czy statutowej. Ojciec ma pewne prawne obowiązki i pewne granice dowolności w postępowaniu wobec syna. Zbyt brutalne metody wychowawcze mogą być zdefiniowane jako znęcanie się nad dzieckiem i prowadzić do ingerencji sądu. Profesor ma też granice statutowe, np. czas wykładu, w których mieści się pole jego autonomii dydaktycznej. Gdy odwołuje wykłady albo skraca je o połowę, może spotkać się z sankcjami dyscyplinarnymi.

Czwarte kryterium dotyczy zakresu działań i interakcji mieszczących się w ramach stosunku społecznego. Czy są one liczne i różnorodne, czy też nieliczne i wyspecjalizowane? Już kiedy wprowadzaliśmy pojęcie stosunku społecznego, mówiliśmy o jego większej lub mniejszej „pojemności", przeciwstawiając stosunki rodzinne relacjom z profesjonalnymi specjalistami. Przypominając tutaj to rozróżnienie, nazwijmy stosunki pojemne, wielotematyczne mianem rozproszonych, a ograniczone, jednotematyczne mianem zogniskowanych. Przykłady z pierwszej kategorii to stosunek męża i żony, ojca i dziecka, wzajemne relacje kolegów w szkole, przyjaciół między sobą. A przykłady z drugiej kategorii to stosunek lekarza i pacjenta, adwokata i klienta, policjanta i podejrzanego, kierowcy i montera samochodowego, sprzedawcy i kupującego.

Wspominaliśmy także kryterium czasu. Sama idea stosunku społecznego implikuje już pewną trwałość w porównaniu z pojedynczym działaniem czy nawet sekwencją interakcji. Ale także wśród różnych stosunków społecznych występuje pod tym względem ogromne zróżnicowanie. Nie chodzi tylko o to, że de facto przyjaźń czy miłość może być dozgonna albo przelotna, zatrudnienie krótkie lub wieloletnie, porada u lekarza jednorazowa lub związana z długą terapią. To jest oczywiste. Natomiast mniej oczywiste i dla socjologa ciekawsze jest to, że pewne stosunki społeczne mają z samego swego charakteru założoną pewną większą lub mniejszą trwałość. Robert Merton mówi tu o „strukturalnie wbudowanych czasokresach" (structurally embedded dur-tions). Odmienne oczekiwania co do czasu trwania prowadzą do innego rytmu, tempa toczących się w obrębie tych stosunków społecznych działań czy interakcji. Przykładem już wcześniej wskazanym może być małżeństwo, z założeniem wielkiej trwałości, przeciwstawne przelotnemu z natury romansowi. Inny przykład to instytucja lekarza domowego, rodzinnego, w której założona jest długotrwałość stosunku z pacjentem i w związku z tym oczekiwana inna, bogatsza treść interakcji niż w przypadku jednorazowego konsultanta. Zatrudnienie profesora przez dożywotnią nominację różni się od okresowego kontraktu. Tylko to pierwsze zapewnia całkowitą autonomię akademicką, to znaczy niezależność działań naukowych, wolną od obaw o możliwość utraty pracy. Odwrotnie, idea tzw. rotacji po pewnym czasie zajmowania pozycji akademickich - magistra czy doktora - ma stymulować do maksymalnego wysiłku badawczego w tych wczesnych stadiach terminowania naukowego. Podobne implikacje ma kadencyjność w zajmowaniu pozycji i ról politycznych, gdzie chodzi o stwarzanie poczucia odpowiedzialności wobec obywateli i mobilizowanie do aktywności w obliczu nadchodzącego kresu funkcji publicznej. Natomiast zupełnie przeciwne konsekwencje - arbitralność, brak odpowiedzialności, bezkarność, konserwatyzm działania - spotykamy w systemach dyktatorskich czy autorytarnych, gdzie „wódz", „generalissimus" czy caudillo rządzi dożywotnio. Stosunki społeczne o strukturalnie wbudowanym długim okresie trwania nazwiemy ciągłymi, a stosunki społeczne zakładające wyraźne ramy czasowe - terminowymi.

Szósty podział stosunków społecznych dotyczy tego, jak partnerzy sytuują się w porównaniu ze sobą na skali nierówności społecznej i innych społecznych zróżnicowań. Innymi słowy, czy z zajmowanymi przez nich pozycjami wiąże się równy czy też nierówny zasób społecznie cenionych dóbr, takich jak majątek, władza, prestiż, wiedza itp. Gdy z pozycjami społecznymi wiążą się takie same lub podobne prerogatywy i szansę dostępu do cenionych dóbr, mówić będziemy o stosunkach egalitarnych. Przykład to stosunki między przyjaciółmi, robotnikami w jednej brygadzie, szeregowcami w pododdziale. Z zajmowania tych pozycji nie wynikają żadne przewagi czy przywileje. Oczywiście, może się zdarzyć, że jeden przyjaciel jest bogatszy, bardziej sławny, lepiej wykształcony od drugiego, ale te różnice wynikają z innych zajmowanych przez partnerów pozycjo-ról, a nie ze statusu przyjaciela. Jeden może być np. biznesmenem, a drugi nauczycielem, jeden może być sławnym muzykiem rockowym, a drugi technikiem od nagłośnienia. W ich konkretnych relacjach znajdą odbicie te wszystkie stosunki, które ich łączą i z których pewne są egalitarne (przyjaźń), a inne sytuują ich nierównorzędnie (nierówności majątkowe czy prestiżowe). Takie stosunki społeczne, które z samego swojego charakteru stawiają partnerów w nierównej pozycji, nazywamy nieegalitarnymi. Szef i pracownik, oficer i szeregowiec, lord i lokaj, ojciec i syn, to pierwsze z brzegu przykłady. Interesującą kategorię tworzą wśród stosunków nieegalitarnych relacje z przedstawicielami profesji dysponujących specjalistyczną ekspertyzą, np. z lekarzem, adwokatem, doradcą inwestycyjnym, monterem samochodowym. Robert Mer-ton mówi tu o zawodach „niosących pomoc" (helpingprofessions). Zwracamy się do nich o pomoc, kiedy nie potrafimy sobie sami poradzić, przyznając się tym samym do niewiedzy, niekompetencji, niezdolności zadbania o własne sprawy. Rezygnujemy z części naszej samowystarczalności i autonomii, oddając się w cudze ręce. Sami stawiamy się na pozycji niższej od eksperta. To jest zawsze doświadczenie frustrujące i stąd, według Mertona, w takich stosunkach społecznych występuje zawsze pewna ambiwalencja emocjonalna: nadzieja i zaufanie, a z drugiej strony pewna niechęć i podejrzliwość; uległość, a z drugiej strony próby kontrolowania sytuacji.

Siódma istotna sprawa, gdy patrzymy na pozycje połączone stosunkiem społecznym, to podobieństwa lub przeciwnie, różnice pod względem innych społecznie istotnych cech, nienarzucających hierarchicznych przewag czy przywilejów, a mimo to odbijających się na charakterze toczących się w ramach stosunku społecznego interakcji. Mam na myśli takie np. cechy jak wiek partnerów, ich płeć, przynależność etniczna itp. Stosunek dwóch kolegów z klasy (stosunek rówieśniczy) różni się istotnie od stosunku dziadka i wnuczka. Pewne stosunki nakładają oczekiwania zbliżonego wieku parterów. Tak jest np. z małżeństwem, co poznać można po tym, że związek siedemdziesięcioletniego milionera z trzydziestoletnią aktorką stanowi sensację i budzi podejrzenia, że przynajmniej po jej stronie wchodzą tu w grę inne motywacje niż miłość romantyczna (a więc że w istocie pod tą samą nazwą kryje się inny stosunek społeczny). W normalnych warunkach stosunek męża i żony (stosunek małżeński) różni się od stosunku dwóch braci (stosunku braterstwa), zakłada bowiem związek osób odmiennej płci. I znów, odmienna sytuacja w małżeństwach homoseksualnych stanowi ciągle marginalny wyjątek, który także każe się zastanawiać, czy pod tą samą nazwą nie mamy do czynienia z zupełnie odmienną relacją partnerów. Istotnie różnią się stosunki między osobami tej samej narodowości (mówimy o stosunkach z rodakami) w przeciwieństwie do stosunków z obcymi. W pierwszym przypadku możemy bowiem zakładać m.in. znajomość wspólnego języka narodowego, wspólny zasób wiedzy o historii, tradycji, kulturze zbiorowości, wspólne sposoby bycia, nawyki kulturowe, uznawane wartości. To pozwala na inny przebieg interakcji niż wtedy, gdy wszystko to może być problematyczne. Takie stosunki społeczne, w których z natury zajmowanych pozycji partnerzy nie różnią się pod względem społecznie istotnych cech, nazwiemy homogamicznymi, a takie, w których dzieli ich pod takimi względami istotna różnica - heterogamicznymi.

I jeszcze ostatnie, ósme kryterium odmienności stosunków społecznych. Chodzi o miejsce motywacji i ekspresji emocjonalnej we wzajemnych relacjach partnerów. W pewnych typach stosunków społecznych motywacja emocjonalna i wyrażanie uczuć jest nie tylko dopuszczalne, ale i oczekiwane. Nazwiemy je intymnymi albo „gorącymi". Miłość, przyjaźń, małżeństwo, stosunki rodzicielskie, braterstwo, to oczywiste przykłady. Ale są i takie stosunki, gdzie kierowanie się emocjami czy zdradzanie się z emocjami byłoby uznane za niewłaściwe. Nazwiemy je oficjalnymi albo „zimnymi". Przykład to przede wszystkim stosunki zawodowe: relacja przełożonego i podwładnego, urzędnika i petenta, także eksperta i klienta. W tym ostatnim typie relacji pojawia się jednak pewna ambiwalencja. Pacjent na przykład oczekuje od lekarza fachowości i znajomości najlepszej terapii, ale także współczucia i osobistego zainteresowania jego problemami. Tę szczególną mieszankę zimnej, technicznej fachowości, wymagającej traktowania pacjenta jako anonimowego „przypadku", oraz ludzkiego współczucia, sympatii i życzliwości, wymagających traktowania go jako „osoby", Robert Merton określa jako „troskę z dystansu" (detached concern). Oczywiście, lekarz musi być przede wszystkim fachowcem pozostawiającym emocje na boku. Chirurg, który płakałby na widok krwi i cierpień pacjenta, nie mógłby przeprowadzić operacji. Ale z drugiej strony, to co wiadomo o tzw. efektach psychosomatycznych, czyli wpływie stanu psychicznego na procesy fizjologiczne, każe zauważyć, że zaspokojenie typowej dla pacjentów potrzeby osobistej troski, współczucia, życzliwości, może być nie tylko miłym dodatkiem do leczenia, ale mieć centralny wpływ na skuteczność samej terapii.

Jak wskazywaliśmy już wcześniej, kwestia emocjonalności w stosunkach społecznych należy do tych, na których szczególne piętno odciskają odrębności kultur. Są kultury „zimne", gdzie nawet w stosunkach intymnych, nie mówiąc już o oficjalnych, zalecana jest powściągliwość, a już z pewnością dotyczy to publicznego manifestowania emocji, co uważane jest za przejaw „złego wychowania". Przykład: kultura anglosaska. Ale są i kultury „gorące", w których dopuszczalność ekspresji emocjonalnej rozciąga się nie tylko na stosunki intymne, ale także w pewnym stopniu na stosunki oficjalne. Przykłady: kultura włoska, francuska, czy szerzej - tzw. kultury łacińskie, kultury arabskie.

Omówione osiem kryteriów różnicujących stosunki społeczne miało charakter analityczny: rozważaliśmy każdą cechę osobno, budowaliśmy więc klasyfikację. Ale spotykamy w socjologii także syntetyczne typologie, grupujące pewne cechy najczęściej współwystępujące. Charles H. Cooley dostrzegał zasadnicze różnice pomiędzy stosunkami społecznymi występującymi w trzech zbiorowościach „pierwotnych" - w rodzinie, grupie rówieśniczej i grupie sąsiedzkiej, w porównaniu z tymi, które napotykamy w grupach „wtórnych" -środowiskach zawodowych, dobrowolnych stowarzyszeniach, partiach politycznych, organizacjach gospodarczych itp. Stosunki pierwszego rodzaju przyjęto nazywać pierwotnymi. Cechuje je intymność, nieformalność, osobiste rozpoznawanie się przez partnerów, bezpośredniość interakcji (face-to-face), auto-teliczność motywacji, szeroki zakres i tematyczne rozproszenie podejmowanych działań i interakcji, spontaniczność i znaczna permisywność regulacji, silna identyfikacja z partnerami, dopuszczalność emocji. Stosunki drugiego rodzaju nazywamy wtórnymi. Cechuje je oficjalność, formalność, anonimowość, instrumentalny charakter motywacji, wysoka specjalizacja i wąski zakres tematyczny działań i interakcji, rygorystyczna regulacja normatywna, słabsza identyfikacja z partnerami, powściągliwość emocjonalna. Inna terminologia stosowana na oznaczenie podobnego przeciwstawienia zaczerpnięta jest ze słynnego XIX-wiecznego dzieła Ferdinanda Toenniesa. Mówi się mianowicie o stosunkach typu Gemeinschaft, a więc wspólnotowych, i stosunkach typu Gesellschaft, a więc może najlepiej powiedzieć - stowarzyszeniowych czy organizacyjnych. Niektórzy autorzy traktują typologie Cooleya i Toenniesa także jako wskazanie kierunku, w jakim zmienia się dominująca cecha życia społecznego, od pierwotnych, wspólnotowych stosunków przenikających społeczności pierwotne czy tradycyjne, do wtórnych, organizacyjnych relacji charakterystycznych dla uprzemysłowionych, zurbanizowanych, kapitalistycznych społeczeństw nowoczesnych. Jak pamiętamy, podobną tezę historiozoficzną w odniesieniu do stale rosnącej dominacji działań społecznych typu racjonalnego, w odróżnieniu od afektywnych i tradycjonalnych, formułował Max Weber.

ERVING GOFFMAN (1922-1982)

Jeden z najbardziej oryginalnych i wpływowych socjologów amerykańskich XX wieku, który skierował uwagę dyscypliny na społeczne mikrostruktury poddawane drobiazgowej i wnikliwej obserwacji i analizie jakościowej, quasi-etnograficznej. Najważniejsze książki to: The Presentetion ofSelfin Everyday Life [tytuł polski: Człowiek w teatrze żyda codzienneg<Ą (1959), Asylums [Instytucje zamknięte] (1961), Stigma [Stygmat] (1963), Strategie Interaction [Interakcja strategiczna] (1969) i Frame Analysis [Analiza ram] (1974). Tematem twórczości Goffmana jest „porządek interakcyjny", czyli siatka jawnych i ukrytych reguł kierujących interakcjami ludzi w obrębie „spotkań", „zgromadzeń", „sytuacji" i „okazji społecznych". Rekonstruuje je przy pomocy kilku modeli. W myśl modelu dramaturgicznego, kontakt twarzą w twarz to swoiste przedstawienie teatralne, w toku którego partnerzy odgrywają przed sobą swoje partie, mając na celu wywarcie pożądanego wrażenia. Za publicznie prezentowaną jaźnią („frontonem") kryje się druga („kulisy") -jaźń cynicznego manipulatora, który ocenia zimno skuteczność swoich działań. Ludzie stosują różne metody mające na celu przekazanie innym sygnałów czy informacji o sobie, na przykład „znaki bliskości" (trzymanie się za ręce) czy „wyznaczniki prywatnego terytorium" (serwetka na stole w stołówce). Istotna różnica dzieli inicjowanie interakcji między osobami znajomymi i nieznajomymi. Zachęta do nawiązywania interakcji przez nieznajomych zawarta jest w rolach policjanta, lekarza, pielęgniarki, których rozpoznanie ułatwiają uniformy czy mundury.

W myśl modelu gry taka orientacja obu partnerów sprawia, że pojawia się „interakcja strategiczna", w której obaj dopasowują kolejne ruchy do ruchów partnera. Blef, ujawnienie blefu, kontrblef-to przykłady takich strategicznych posunięć. Trzeci model to interakcja w „instytucjach totalnych" (szpitalach psychiatrycznych, więzieniach, klasztorach), które całkowicie kontrolują przestrzeń i czas pacjentów, więźniów czy zakonników. Pojawiają się tu strategie obronne: „wycofanie się z sytuacji", „ustanowienie granicy poddania się", „kolonizacja przy pomocy alternatywnego sposobu życia" i „konwersja", czyli pełny konformizm wobec instytucji. Instytucje totalne doprowadzają przeważnie do destrukcji tożsamości. Ostatni model to definiowanie sytuacji interakcyjnej przez zastosowanie gotowych, normatywnie określonych „ram", które dostarczają „organizacji doświadczeń" i narzucają przepisane z góry wzory zachowań. Ramy mogą ulegać rewizji przez zastosowanie odpowiednich „kluczy" (np. to nie jest walka, lecz mecz bokserski), mogą także być „fabrykowane" w egoistycznych, eksploatator-skich celach (np. złodziej samochodów pozoruje kontrolę policyjną).

LITERATURA

L Goffman, Człowiek w teatrze życia codziennego, Warszawa 2000, Wydawnictwo KR

M. Czyżewski, „Goffman", w: Encyklopedia Socjologii, 1.1, Warszawa 1998, Oficyna Naukowa, s. 245

Kontinuum przejawów aktywności ludzkiej

Spróbujmy podsumować sekwencję kategorii teoretycznych, które wprowadzaliśmy kolejno od rozdziału drugiego, dla oznaczania fundamentalnej dla socjologii domeny aktywności ludzkiej. Zaczęliśmy od zachowania, a więc zewnętrznie obserwowalnych ruchów fizycznych. Potem mówiliśmy o działaniach, a więc zachowaniach wyposażonych w znaczenie. Potem o czynnościach społecznych, a więc działaniach adresowanych ku innym ludziom. Następnie o działaniach społecznych, zorientowanych na potencjalne reakcje innych. Z kolei rozważaliśmy kontakty społeczne, a więc jednorazową, wzajemną wymianę reakcji na działania społeczne partnera. Prowadziło to do pojęcia interakcji, a więc sekwencji wzajemnie zorientowanych i wzajemnie modyfikowanych działań społecznych, zamkniętych w jednym epizodzie. Interakcja powtarzalna rozumiana była jako wielość przypadkowych epizodów interakcyjnych między tymi samymi partnerami. Interakcja regularna - jako wielość epizodów interakcyjnych nieprzypadkowych, przebiegających według pewnego rytmu czasowego. Interakcja regulowana to taka, której cały przebieg jest wyznaczony normatywnie, wiążącymi regułami społecznymi. Doszliśmy w ten sposób do pojęcia stosunku społecznego, jako abstrakcyjnej relacji między pozycjami społecznymi, realizującej się w wielości interakcji polegających na wykonywaniu wzajemnie zorientowanych, normatywnie przepisanych ról społecznych.

Te dziesięć pojęć tworzy pewien swoisty język, który socjologia stosuje do opisania tej fundamentalnej materii społecznej, jaką jest aktywność ludzi, ale podejmowana nie w pojedynkę czy w izolacji, lecz raczej w „przestrzeni międzyludzkiej", w otoczeniu i w ciągłym odniesieniu do innych ludzi. Język ten jest w pewnym stopniu bogatszy i w pewnym stopniu inny niż język potoczny. Pozwala dostrzec nieco więcej i zrozumieć nieco więcej z tego, co toczy się wokół nas, w naszym codziennym, ludzkim życiu. Pozwala odróżnić to, co na pierwszy rzut oka podobne, i odkryć podobieństwa w tym, co pozornie odmienne. Zrobiliśmy więc pierwszy krok w stronę rozwikłania niezwykłego bogactwa i ogromnej złożoności życia społecznego.

Proponowany zbiór kategorii ma swoją logikę polegającą na tym, że każda kolejna kategoria jest nieco bogatsza od poprzedniej, wprowadza jedną cechę więcej. Przypomnijmy to, posługując się schematem zamieszczonym na sąsiedniej stronie.

Schemat ten można potraktować jako prezentację dystynkcji analitycznych. Ale można także inaczej, jako opis typowej dynamiki międzyludzkich relacji. Każda pojedyncza, konkretna relacja międzyludzka nie rodzi się znikąd, lecz pojawia jako etap pewnego procesu. Każda ma swoją historię - etapy wcześniejsze, przez które przeszła, i swoją przyszłość - etapy późniejsze, które dopiero mogą nastąpić. Pomiędzy poszczególnymi odmianami aktywności międzyludzkiej występują stopniowe przejścia, jedne przenikają gradualnie w drugie. Celowo sygnalizowaliśmy to w tytułach dotychczasowych rozdziałów: najpierw „od zachowania do działania społecznego", potem od „działania społecznego do interakcji" i wreszcie „od interakcji do stosunku społecznego". Ten kierunek komplikowania się aktywności ludzkiej nazwiemy „instytucjonalizacją stosunku społecznego". Oznacza go strzałka od lewej do prawej, w górze naszego schematu i od góry do dołu na jego lewym marginesie. Ale proces może przebiegać i w przeciwnym kierunku: od bardziej złożonych działań i relacji, ku działaniom i relacjom mniej skomplikowanym. A więc na przykład poprzez zanik regulacji normatywnej, od stosunku społecznego do powtarzalnej co najwyżej interakcji, a potem do jednostronnej czynności społecznej i dalej - do zatraty znaczenia działań i nawykowego jedynie zachowania. Ten kierunek upraszczania się aktywności ludzkiej nazwiemy „rozpadem stosunku społecznego". Oznacza go strzałka od prawej do lewej, w górze naszego schematu i od dołu do góry na jego lewym marginesie.

Wróćmy do omawianego szeroko w tym rozdziale przykładu małżeństwa. Taki stosunek społeczny nie rodzi się nagle, lecz poprzedza go cała sekwencja wcześniejszych etapów. Amerykański psycholog społeczny Morton Davis opisuje taki typowy proces instytucjonalizacji stosunku małżeńskiego, wskazując kilka faz. Pierwszą nazywa „fazą podrywu". Pojawia się najprzód zainteresowanie drugą osobą, zwrócenie na nią uwagi ze względu na jakieś ważne oznaki - urodę, ubiór, rodzaj samochodu, zawód. Potem próbujemy ustalić, czy potencjalny partner jest wolny - szukamy obrączki na palcu, obserwujemy, czy pojawia się w czyimś stałym towarzystwie, czy wyjeżdża na spacer z dziećmi. Następnie używamy jakiegoś pretekstu, nawiązując pierwszy kontakt i zwracając na siebie uwagę partnera. Już przy tym pierwszym kontakcie usiłujemy trafić w jakieś wspólne zainteresowanie. Jeśli spotykamy się na ulicy, wyprowadzając psy, to pytamy o rasę, karmienie itp. Jeśli spotykamy się na stoku alpejskim, to zagadujemy o sprzęt albo nowe techniki jazdy. Kontakt przeradza się w interakcję. Cały czas gramy rolę kogoś spontanicznego, nieformalnego, otwartego na kontynuowanie znajomości. Na koniec pierwszego epizodu inter-akcyjnego usiłujemy przejść do interakcji powtarzalnej, sugerując następne spotkanie. To kończy fazę podrywu. Faza druga to „chodzenie ze sobą". Spotykamy się najpierw sporadycznie, ale z czasem interakcja powtarzalna przekształca się w regularną rutynę - widzimy się na przykład w soboty na kawie, w niedzielę idziemy razem do kina. Fazę trzecią Davis określa jako „powiedz, że mnie kochasz". Pojawia się tu coraz więcej symbolicznych i realnych oznak intymności: słowa, gesty i zachowania wskazujące na szczególną treść interakcji. Wobec innych partnerzy manifestują bliskość i ekskluzywność ich relacji poprzez gesty, które Erving Goffman określa jako „znaki związania" (tie-signś), np. trzymając się za ręce, obejmując, całując. Faza czwarta to „weź mnie takiego, jakim jestem". Partnerzy dowiadują się coraz więcej o sobie, już nie tylko o swoich zaletach, ale i o słabościach czy ułomnościach. Na dłuższą metę trudno bowiem grać, a rosnąca intensywność interakcji stwarza coraz więcej okazji do odkrywania się przed drugim. Ta wzajemna wiedza przekształca się w szczególne zobowiązanie do zachowania tajemnicy, lojalności, tworzy coraz mocniejszą więź, opartą na wzajemnej tolerancji. Faza piąta to „zrób mi przysługę". Partnerzy pomagają sobie nawzajem w różnych sytuacjach, solidarnie występują przeciw kłopotom czy zagrożeniom płynącym z zewnątrz, biorą na siebie coraz więcej wzajemnych zobowiązań. Wreszcie faza szósta to „stanowimy jedność", powstanie „trwałej pary", a więc sformalizowanie i zalegalizowanie wzajemnych zobowiązań poprzez małżeństwo.

Oczywiście opisu tego nie należy traktować zbyt serio i dosłownie. Nie do każdego małżeństwa dochodzi się w taki sam sposób. A poza tym zmiany obyczajowości, szczególnie szybkie w tym obszarze, mogą sprawić, że uogólnienia Davisa, czynione w połowie poprzedniego już stulecia, mogą być dziś anachroniczne, a wskazana przez niego sekwencja - zupełnie nietypowa. Niech to ma więc tylko walor ilustracji.

Można popatrzyć w podobny sposób i na proces odwrotny: rozpad stosunku społecznego. I znów sięgnijmy do najbardziej oczywistego przykładu - małżeństwa. Czymże innym jest rozwód, jak nie zdjęciem zobowiązań z małżonków, rezygnacją z regulacji normatywnej ich związku. Może się zdarzyć, że byli małżonkowie jeszcze jakiś czas się spotykają, by załatwić sprawy majątkowe, mieszkaniowe itp., albo kontaktują się nawet regularnie, gdy sąd orzeknie okresowe prawo widzenia się z dziećmi. Z czasem te rutynowe interakcje mogą zanikać i przekształcić się w sporadyczne jedynie spotkanie na ulicy czy na przyjęciu u wspólnych kiedyś znajomych. Aż w końcu dochodzi do kompletnego rozejścia się dróg dawnych partnerów, którzy nie śledzą już nawet swoich dalszych losów.

Aktywność ludzi w przestrzeni międzyludzkiej przybiera więc nie tylko różne formy, ale nieustannie dynamicznie fluktuuje i ewoluuje, przechodząc od jednej formy do drugiej, komplikując się i upraszczając, krystalizując i rozpraszając, instytucjonalizując i rozpadając. Potwierdza się nasza teza, że najodpowiedniejsza metafora, kiedy badamy społeczeństwo ludzkie, to „życie społeczne", a nie „organizm", „mechanizm" czy „system".

Najważniejsze pojęcia wprowadzone w rozdziale



AUTOTELICZNE STOSUNKI SPOŁECZNE: takie, których sens i cel leży w samym obcowaniu partnerów ze sobą, bez względu na jakiekolwiek inne korzyści.

EGALITARNOŚĆ STOSUNKU SPOŁECZNEGO: równość lub podobieństwo miejsca partnerów w hierarchiach bogactwa, władzy, prestiżu, wykształcenia.

HETEROGAMICZNOŚĆ STOSUNKU SPOŁECZNEGO: odmienność partnerów pod względem cech istotnych dla przebiegu interakcji: wieku, płci, narodowości, rasy itp.

HOMOGAMICZNOŚĆ STOSUNKU SPOŁECZNEGO: podobieństwo partnerów pod względem cech istotnych dla przebiegu interakcji: wieku, płci, narodowości, rasy itp.

INSTRUMENTALNE STOSUNKI SPOŁECZNE: takie, które służą realizacji potrzeb, celów czy aspiracji partnerów w innej dziedzinie niż ta, której dotyczy stosunek.

INSTYTUCJONALIZACJA STOSUNKU SPOŁECZNEGO: proces krystalizowania się i artykułowania normatywnej regulacji, dotyczącej interakcji między osobami zajmującymi typowe, wy-różnialne pozycje w społeczeństwie.

INTERAKCJA POWTARZALNA: wielość wzajemnych działań tych samych partnerów, które zdarzają się sporadycznie, przypadkowo, bez określonych terminów czy interwatów.

INTERAKCJA REGULARNA: wielość wzajemnych działań tych samych partnerów, które zdarzają się w stałych terminach lub w wyraźnych odstępach czasu, mają więc określony rytm.

MERYTOKRATYCZNA SPRAWIEDLIWOŚĆ: nierówny dostęp do szans życiowych czy przywilejów, wynikający jednak wyłącznie ze szczególnego wysiłku i osobistych zasług.

OSIĄGANE STOSUNKI SPOŁECZNE: takie, które nawiązuje się na mocy własnej decyzji, w wyniku własnych starań.


: studia -> inzynierskie
inzynierskie -> Marketing przemysłowy literatura: T. Wojciechowski :”Marketing I logistyka na rynku środków produkcji” Białecki : „Marketing producenta I eksportera”
studia -> Matematyka zad. Opisz technikę sprytnego mnożenia przez: a 50, b 99 Za
studia -> Techniki decyzyjne – wykłady – dr Marek Sołtysik A. Podstawowe informacje egzamin pisemny, testowy – wtorek, 29 stycznia 2008 roku, J. Supernat: „Techniki decyzyjne”
studia -> Sylabus podstawowe informacje o przedmiocie
studia -> Tytuł projektu wpisany czcionką Times New Roman 14 pt pogrubioną, prostą, tekst wyśrodkowany, interlinia pojedyncza Imię i nazwisko Studenta, czcionka 12 pt., pogrubiona
studia -> Tytuł projektu wpisany czcionką Times New Roman 14 pt pogrubioną, prostą, tekst wyśrodkowany, interlinia pojedyncza Imię i nazwisko Studenta, czcionka 12 pt., pogrubiona
studia -> `Kryterium jakości oprogramowania


1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   47


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna