Artikel-sczep doc Subject



Pobieranie 0.79 Mb.
Strona14/16
Data06.05.2016
Rozmiar0.79 Mb.
1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   16

W 1459 roku Jerzy z Podiebradu jako król ( Pogrobowiec zmarł w 1457 r ) jest dwa razy w Kłodzku. Dokumentem z 24 czerwca 1459 podnosi Ziemię Kłodzką do rangi suwerennego hrabstwa i w ślad za tym potwierdza w roku następnym i kolejnych szereg przywilejów dla Kłodzka i Bystrzycy Kł.

Król Jerzy uważany był przez Papieża za heretyka, co spowodowało na długie lata wiele nieszczęść dla Ziemi Kłodzkiej, np. oblężenie Kłodzka i spustoszenie jego okolic


( 1470 r. ) głównie były udziałem króla Węgier Macieja Korwina ( zm. 1490 r. ). Od 1472 r. hrabstwo kłodzkie oraz Ząbkowice Śl. ( Frankestein ) jak też Nachod i Homole są w rękach syna Jerzego, Henryka Starszego. W roku 1505 mieszczanie wrocławscy wraz z biskupem Janem Roth’em wystąpili z inicjatywą powołania w mieście uniwersytetu. Opór krakowskiej Alma Mater spowodował ze papież Juliusz II nie zatwierdził aktu fundacyjnego. W latach 1433 – 1510 studiowało w Krakowie 2487 Ślónzaków podobnie w Pradze i na innych europejskich uniwersytetach.

W 1518 r. wydano drukiem pierwsze kazania Marcina Lutra o odpustach i łasce. W latach 1521 – 23 –1526 część kościołów w ślónskich miastach przechodzi na protestantyzm. Marcin Luter 31. X. 1517 r. na drzwiach wittenberskiej kaplicy ogłasza swoje 95 tez przeciw odpustom.

Tymczasem w 1501 bracia Podiebradowie sprzedali hrabstwo Kłodzkie Ulrykowi z Herdegg za 70000 guldenów reńskich. Ziemia Kłodzka po husycyzmie dostaje się pod wpływy nowego odłamu wyznaniowego płynącego z Czech – jednoty brackiej. Wojny husyckie i panująca po nich feudalna anarchia, wojny Wrocławia z Jerzym z Podiebradu i później Macieja Korwina z Jagiellonami i książętami ślónskimi odcisnęły się ujemnie w okresie trzech ćwierćwieczy XV w. na gospodarce. Zniszczenia wojenne były dotkliwe i często trwałe. Przed okresem wojen było tam 140 wsi a jeszcze w 1510 r trwały tylko 84 wsie. Ale nie tylko wojny były tego powodem, ale też choroby, zimno i głód. Część ludności z nieprzyjaznych gór przeniosła się do miast lub w inne rejony kraju. Powoli jednak postępowała odbudowa szczególnie działalności typu przemysłowego ( młyny, browary, tartaki, cegielnie, itp. ) też gospodarka rybna, hodowla owiec. Następowała też powolna odbudowa miast poważnie wyludnionych. Miasta szczególnie ograniczały dostęp do warzenia i sprzedaży piwa jako bardzo dochodowego zajęcia. W promieniu mili od miasta ( ponad 7500 m ) nikt na wsi nie może wytwarzać słodu i warzyć piwa , a miejscowe karczmy muszą zaopatrywać się w piwo wyłącznie w mieście, itd.



Wygaśnięcie czeskiej gałęzi Jagiellonów ( śmierć w roku 1526 Ludwika Jagiellończyka, miał 20 lat, pod Mochaczem ) spowodowała całkowitą odmianę i przejście Ziemi Kłodzkiej, Ślónska wraz z Królestwem Czeskim pod panowanie Habsburgów. Ferdynand Habsburg ( brat cesarza Karola ) a szwagier zmarłego króla zostaje wybrany przez Stany krajów korony czeskiej na następcę. Ferdynand koronuje się w Pradze w lutym 1527 roku.

Habsburgowie w tym czasie to potęga światowa. Posiadłości m.in. Austria, Węgry, w Hiszpanii, południowa Italia, Sardynia, Niderlandy ...a nawet Meksyk, Peru, Filipiny. Stąd Karol V podzielił się władzą ( 1522 r. ) z młodszym bratem Ferdynandem .



Ślónsk we władaniu Habsburgów 1526 –1742

Rozwój protestantyzmu, inne ruchy religijne i przeciwuderzenie 1620 r.

Po koronacji w Pradze w lutym, 1 maja 1527 r. we Wrocławiu Ferdynand Habsburg odbiera hołd miasta i książąt ślóńskich.

Wybrany prze Stany korony czeskiej miał też zapewnić spokój m.in. przez zażegnanie wystąpień chłopskich ( jak w Niemczech, Czechach, też na Ślónsku ) – choćby takiego jak pod Ząbkowicami Śl., które stłumił ( 1526 r ) książę ziębicki Karol. Każdy ujęty wtedy buntownik chłopski został wychłostany pod pręgierzem i rozpuszczony po kraju a oznakowany przez obcięcie ucha ( dla postrachu ). Jakże to łagodne było, choćby w porównaniu z polskimi władcami którzy wyrywali oczy i obcinali języki nawet swoim palatynom – zaufanym, jak np. ( 1145 ) Piotra Włosta możnowładcę ślónskiego potraktował Władysław II ( Wygnany ). W 1535 roku Ferdynand H. Surowo zakazał przyjmowania na Ślónsku anabaptystów wygnanych z Moraw i Niemiec. W 1540 r Wacław III – książę cieszyński wprowadza u siebie wyznanie protestanckie – jedynym katolickim księciem na Slónsku pozostał biskup wrocławski – jako książę nyski.



W 1541 roku edykt Ferdynanda H. „do wszystkich książąt i stanów śląskich” znamionował początek walki króla z reformacją luterańską. W 1555 w Augsburgu zawarto pokój religijny uchwalony przez sejm Rzeszy Niemieckiej a podpisany przez cesarza i książęta. Przyjęto zasadę „cuios regio eius religio” ( czyj region , jego religia ) Uznano jakby ( zalegalizowano ) wyznanie protestanckie ( bez kalwinizmu i anabaptystów ). Postanowienia te miały też dotyczyć Ślónska.

W 1563 r. zakończył obrady sobór trydencki ( 1545 –1563 ) m.in. odciął się od wszelkich teorii protestanckich. W diecezji wrocławskiej uchwały trydenckie zostały zaakceptowane do realizacji dopiero w roku 1580. W latach 1581 –1600 czynione są próby organizowania kolegiów jezuickich ( Wrocław, Kłodzko ). Z udziałem wojska Habsburgowie rozpoczynają rekatolizację Opawy ( 1607 ), potem w księstwie biskupim ( Nysie ). Wcześniej nieudana próba Habsburgów zajęcia tronu polskiego.

Po Czechach i dla Ślónska wydaje ( z oporem ) cesarz Rudolf II „List Majestatyczny” z pewnymi gwarancjami ( ustępstwami ) w sprawach religii ( 1609 r - nie dotyczy kalwinistów ). W 1610 roku jak się wydaje z chęci kariery politycznej zmienia wyznanie z luterańskiego na katolickie książę cieszyński Adam Wacław. Następca Rudolfa II – cesarz Maciej I wyznaczył w 1617 r. swoim następcą w Czechach Ferdynanda ze styryjskiej linii Habsburgów wychowanka jezuitów o ultrakatolickich poglądach, który w Styrii wytępił wyznawców luteranizmu. Teraz też Adam Wacław książę cieszyński w nagrodę, z nominacji cesarza zostaje starosta generalnym Ślónska.



Spór o dwa zbory protestanckie wywołał w Czechach wrzenie. Do Pragi zwołano zgromadzenie protestanckie ( 23V 1618 r. ) Delegacja poszła na praski zamek, tam doszło do zaciekłej kłótni z przedstawicielami cesarza. Wyrzucono przez okno ( Fenster ) dwóch cesarskich namiestników (Wilhelm Slavaty i hrabia Martinic ) i ich sekretarza ( Fabricius ). Zostali niegroźnie potłuczeni ale autorytet władzy nadszarpnięty. Ferdynand II już w 1617 r zaznaczył że Czechy i Ślónsk winny zapomnieć o „Liście majestatycznym” i być gotowi na nowy Ordnung.

Owe zdarzenie ( defenestracja ) była hasłem do powstania antyhabsburskiego w Czechach. Powołali ono 30 osobowy Dyrektoriat ( jako tymczasowy rząd ), zwołali Sejm i zorganizowali armię na czele której stanął hrabia Henryk Thun przywódca stronnictwa protestanckiego. Zwrócili się o pomoc do stanów ślónskich i morawskich. Stany ślónskie udzieliły poparcia i powołały 6 tys. armię – Jan Jerzy Hohenzollern na czele. Cześć tych wojsk wkroczyła do Czech i wzięła udział w obronie kraju przed pierwszymi atakami Habsburgów.

Jest to początek tzw. wojny trzydziestoletniej

Po śmieci cesarza Macieja ( marzec 1619 r ) Stany Czeskie, Morawskie, Ślónskie, i Łużyckie nie uznały praw Ferdynanda do korony czeskiej, zdetronizowały dynastię Habsburgów a tron powierzyły Fryderykowi księciu Palatynatu – jeden z przywódców Unii ewangelickiej. Na Ślónsku wzorem Czech powołano rząd krajowy pod kierownictwem Jana Chrystiana księcia brzeskiego jako starosty generalnego.

27 listopada 1619 r. rozpoczął oblężenie Wiednia książę siedmiogrodzki Bethlen Gabor wspólnie z powstańcami czeskimi. W Rzeczypospolitej królem był Zygmunt III Waza a stosunki polsko – austriackie umocnił wcześniejszy ( 1613 r. ) układ o pomocy. Zygmunt III miał w swojej dyspozycji nieregularną armię tzw. lisowczyków, którzy już wcześniej „sprawdzili” w Moskwie i jej regionie.

Polskie Teufle/ polnische Kosacke topią we krwi czeskie powstanie . Niewypowiedziana wojna.

Ta armia ( Lisowczycy – od nazwiska pierwszego dowódcy, zm. 1616 r. ) elearów, głównie polnische Kosacke, albo Teufel und Bluthunde pod czarno i czerwonymi sztandarami, jazda opancerzona, szable i powszechne w użyciu łuki wtargnęła z inicjatywy Zygmunta III jesienią 1619 r. w granice węgierskie. Wodzowie ( Rogowski, Lipski i Jerzy Hommonai ). Ten ostatni także jako przewodnik. Lisowczyków było 10 tyś. Wojska Rakoczego 7 tyś. Pod wsią Zavda w Siedmiogrodzie przegrywają. Zabitych Węgrów jest do 10 tyś. ( Później pustoszyli okolice Koszyc – czego echa – oburzenie niosło się szeroko ). Behlen Gabor w tej sytuacji odstępuje od oblężenia Wiednia widząc zagrożenie kraju ( 4. XII ). Była to jakby odsiecz Wiednia – cesarstwo zostało ocalone. Wojna mogła zakończyć się w roku 1619 ale...Rzeczpospolita poddana została krytyce ze strony Węgrów – król ( Zygmunt III ) udawał że była to prywatna wyprawa Hommonai’a . W nagrodę 4 letni ! syn Zygmunta III Karol Ferdynand zostaje mianowany koadiutorem biskupa wrocławskiego – niedługo potem 11 latek zostanie biskupem!

21. XII 1619 r. król wystosował do Lisowczyków uniwersał nakazując rozjechać się do domów. Ono jednak nie próżnowali znani z „męstwa” czyli przede wszystkim z bezwzględnych rabunków byli niewygodni w kraju i czekali na jakąś nową okazję. Zygmunt III też chciał wyeksponować swa pomoc – Lisowczycy winni dotrzeć do Wiednia i tam na oczach cesarza wspierać jego wojsko z krnąbrnymi poddanymi Węgrami i Czechami. „Szła przed tym rycerstwem trwoga śmiertelna; ślad jego znaczyły łzy i przekleństwa.”.



Już zimą, w lutym 1620 r. zasadnicza grupa Kleczkowskiego zaciągnęła się na służbę cesarską i ruszyła przez Ślónsk i Morawy pod Wiedeń ( na początek było tu około 3 tyś Polaków - kozaków ). Najpierw złupili księstwo opolsko – raciborskie, do księstwa cieszyńskiego wtargnęli 3 lutego - zrabowali Strumień i Skoczów oraz ograbili 50 dworów. O sprowadzeniu lisowczyków na Morawy podejrzany był ksiądz Jan Sarkander, który w poprzednim roku pielgrzymował do Częstochowy. 9. lutego byli lisowczycy u bram Wiednia – starszyzna została przyjęta przez Ferdynanda II a pozostali handlowali zagrabionymi w drodze łupami. Jeszcze 6 marca zginał od kuli Jarosz Kleczkowski, nowym dowódcą został Stanisław Rusinowski. Zachowanie ich w Dolnej Austrii jest „srogie i bezecne” skarżą się u cesarza jeszcze w maju mieszkańcy. Czesi szykowali się do odparcia najazdu, zwracając się o pomoc do Węgrów; również strona cesarska ( posiadająca „kolonie” w całej Europie ) ściągała posiłki z Bawarii, Hiszpanii; rosły też znacznie siły lisowczyków na wieść o bogatych łupach pierwszej grupy. Kogo tam zatem nie było – same „sławne” nazwiska rodowe Polan chętne do łupienia Ślónzaków, Morawian, Czechów, Węgrów i kogo tam po drodze napotkano. 7 września 1620 r. wojska cesarskie i bawarskie poprzedzane przez lisowczyków ruszyły do Czech., po drodze wzniecając pożogi wycinając w pień załogi miasteczek ale często i ludność. Lisowczycy pod wodzą Strojnowskiego i Sulmirskiego „wprowadzili” pod Pragę siły cesarskie w liczbie prawie 30 tyś. Czechów i Siedmiogrodzian było tylko około 20 tyś.

Spotkanie – bitwa odbyła się pod Biała Górą – dzisiaj teren Pragi, 8 listopada 1620 r.



Czesi ponieśli straszliwą klęskę. Bitwa była niezwykle krwawa a lisowczycy odegrali decydującą rolę. W nocy po bitwie Fryderyk V z żona Elżbietą, córką króla Anglii Jakuba I opuścił Pragę i przez Wrocław, Berlin przedostał się do Amsterdamu. Kapelan i kronikarz lisowczyków Dembołecki eufemistycznie głosił „ Po zbiciu rebelizantów na Białogórze, 4 niedziele tamże około Pragi elearowie szable ze krwi kacerskiej ocierali, a gardła z kurzawy Białogórskiej opłukiwali”. Na polu walki padł kwiat szlachty czeskiej. List majestatyczny cesarza Rudolfa II ( 9 lipiec 1609 r. ) jego następca Ferdynand II już wcześniej podarł.

Habsburgowie rozpoczęli czystkę w Czechach. Stracono około 600 osób w tym 27 przywódców powstania a ich dobra skonfiskowano na rzecz cesarza. Na skutek prześladowań niekatolików z Czech wyemigrowało około 150 tys. osób ( do Saksonii, na Węgry i do Polski ) Sprowadzono jezuitów nadając im znaczące przywileje. Wojna się wprawdzie nie skończyła bo trwały jeszcze walki oddziałów powstańczych w Górach Kłodzkich ( do 1622r. ), zacięty opór stawiały też wojska Gabora Bethlena, lisowczycy więc nie próżnowali. Wkrótce jednak zostali wezwani przez Zygmunta III do powrotu i obrony kraju, który w 1621 roku został zaatakowany przez sułtana tureckiego. Za łaskawsze potraktowanie Ślónsk musiał zapłacić cesarzowi kontrybucję – 300 tyś. guldenów. Zaludnienie Czech spadło z 4 milionów do 800 tysięcy.

Oblęźenie Kłodzka 1622 (fragment)



Lisowczycy ponownie zostali zaciągnięci przez Ferdynanda II już w roku 1622. 29 maja z Krzepic skierowali się na Ślónsk ( Strojnowski –3800 ludzi ) pod czarno – czerwonymi chorągwiami ( 15 ) – chętnie dołączyli dalsi polanie żyjący z łupiestwa. „Duszami” opiekował się franciszkanin Wojciech Dembołecki, potem... 1 czerwca sforsowali Odrę powyżej Opola i poszli w kierunku Nysy, potem Kłodzka, którego murów nie zdobyto lecz zdołano zaskoczyć powstańców w obozie pod Bystrzycą Kłodzką. Tam wybili i rozgrabili wojska chłopskie – położyli trupem 2 tyś. chłopów. „Żaden chłop wylazszy z lasa nawet miski, łyżki, garnka w domu nie znalazł”. Potem prowadzeni zamówieniem cesarskim od Zielonej Góry przez Saksonię, Frankonię, biskupstwa bamberskie i würzburskie i Drusenheim gdzie przeprawili się przez Ren i tam „z ziemi lotaryńskiej zrobili luterańską”. Mieszkańcy widząc nieznane żołdactwo sadzili ze to raczej Tatarzy ich najechali niż żołnierze chrześcijańscy – a zapuszczali się aż po granicę szwajcarską. Na początku października następuje powrót w którym polanie – lisowczycy pokazali się jako „Teufel und Bluthunde”, rozbijając piechotę koło Ambergu. Zaproszeni znów do Pragi ( przez Pilzno ) „pomagają” wyegzekwować nakaz Ferdynanda II opuszczenia kraju przez duchownych wyznań niekatolickich w ciągu 14 dni. Potem podążają przez Legnicę do Wschowy. Cała trasa naznaczona rabunkami i „wprowadzaniem” edyktu ( 22. X 1622 r. ) w życie. Ślónsk został wzburzony rozbojami, nie rezygnował: do walki stanęło pospolite ruszenie szlachty i miast którzy mocno chcieli pomsty na polskich „kozakach”. 28 listopada opodal Legnicy doszło do spotkania, na tych samych polach gdzie niegdyś zmagali się Ślónzacy z Tatarami. Gdy wydawało się ze bitwa jest nieunikniona a 30 chorągwi lisowczyków stało naprzeciw wojsk ślónskich, Radziwiłł ( lisowczyk ) mając dosyć swoich podwładnych doprowadził do pertraktacji i kompromisu – porażki lisowczyków, opuszczając też ich. Zamiast do głogowa chorągwie skierowano do Bytomia Odrzańskiego gdzie ich dawny sojusznik ( Karol Hanibal von Dohna – Bystrzyca Kł. teraz obsadził przeprawę i nie przepuszczał nadciągających zanim nie wynagrodzą wyrządzonych szkód, a przynajmniej nie zwrócą zagarniętych rzeczy – koni, miedzianych garnków itp. Chorągwie Strojnowskiego przekraczały most szpalerem utworzonym przez pułki von Dohna które pilnowały porządku. Dochodziło do zatargów o zagarnięte łupy.

Ale na tym się nie skończyło. Już latem 1623 r. cesarz ponownie gwałtownie potrzebował wojska, i tym razem sięgnął po polańskich lisowczyków. Pomijając szczegóły: jesienią 1623 r. dwa pułki z Kalinowskim i Strojnowskim przez Częstochowę, Krzepice, Bolesławiec weszły na Ślónsk wywołując panikę. Stany ślónskie zwołały pospolite ruszenie. Tymczasem lisowczycy rozłożyli się na leżach na Morawach. „Gospodarze” musieli utrzymać ponad 6 tyś. żołdaków plus czeladź i ponad 6 tyś koni; a wymagania mieli ogromne. Tutaj jednak wkrótce ich obecność okazała się zbędna gdy cesarz zawarł pokój ( 8. V
1624 r. ) z Gaborem Bethlenem. Tym niemniej zdążyli oni jeszcze w Siedmiogrodzie zdobyć Nove Mesto nie oszczędzając nikogo, w szale wyłamali nawet drzwi świątyni i dali upust swej dzikości
. Teraz już cesarz ( Ferdynand II ) musiał zrzec się protekcji i zwolnić sprzymierzeńców ze służby. Ale i w kraju ( Rzeczypospolitej ) byli niechętnie widziani chociaż król Zygmunt III był ustępliwy a jego syn Władysław im sprzyjał a nawet straszył stany ślónskie. Lisowczycy grupami buszowali na Ślónsku żyjąc z łupiestwa na hulankach i w walkach z pospolitym ruszeniem i oddziałami zaciężnymi. Po pobycie na Ślónsku znowu na wezwanie cesarza ruszają do walki z protestantami. Potem jeszcze u boku Habsburgów hiszpańskich 1652/26 w Italii i też wspólnie przeciwko wojskom francuskim.

Nie kwapili się nawet z powrotem do kraju a zajęcie ponownie znaleźli w okolicach Opola, Opawy i Cieszyna – silnych enklaw protestantyzmu. Tutaj pod Opawą jazda weimarska pokonała w końcu lisowczyków i wojska cesarskie ratowały się ucieczką. W czasie tego odwrotu lisowczycy wraz z „cesarskimi” stracili kilkaset ludzi. Ale jeszcze w 1632 r. wielu z nich zaciągało się do służby cesarskiej by walczyć potem przeciw Francji, siejąc grozę. Potem zresztą jeszcze po 1643 r. znów biją się w wojnie trzydziestoletniej po jednej czy po drugiej stronie – tam gdzie była lepsza ( pewniejsza ) zapłata.

Tak więc polska niewypowiedziana wojna Czechom i Ślónskowi przyniosła tragiczne żniwo doświadczeń na cały następny wiek a Czechy i Ślónsk cofnęła w rozwoju chyba dwa wieki. Polanie – Polacy dokonali tego z Habsburgami, ale jakby większy udział mieli nawet „polnische Kozacki”.

Zygmunt III a potem Władysław IV ( jego syn ) tą zakamuflowaną wojną dali swój udział w nieszczęściach milionów mieszkańców środka Europy. ( Nasuwa się refleksja – jak równo 300 lat później Polacy wykorzystali doświadczenia lisowczyków akcja tzw. „powstań śląskich” – szczeg. nr.nr. 2 i 3pod wodzą – kuknij Encyklopedia powstań śląskich ).



Lecz wojna wcale się nie skończyła. Lata 1626/27 to riposta i na Ślónsk weszły wojska protestanckich wodzów – Ernesta Mansfelda i księcia Jana Ernesta sasko – weimarskiego. Przemaszerowały one przez Ślónsk do Przełęczy Jabłonkowskiej licząc na spotkanie z Bethlenem Gaborem. Okupowały księstwa cieszyńskie i opawskie. Po fiasku tej operacji i opuszczeniu oddziałów przez dowódców – resztki wojsk ( wśród nich i dawni lisowczycy ) zajęły się rabunkiem terenów na prawym brzegu Odry. Żołdactwo dopadło w ten sposób miasta: Bytom, Żory, Pszczyna, Rybnik, Strzelce Opolskie, Koźle, Prudnik, i Głogówek. Na Ślónsku Dolnym w tym czasie zimowały oddziały cesarskie dowodzone przez Albrechta Wallensteina, które za wojskami protestanckimi wkroczyły na Ślónsk, a zachowywali się podobnie jak te od Mansfelda. Dopiero latem 1627 r. Wallestein wyparł ze Ślónska resztki wojsk protestanckich i cesarz odrzucił tzw. akord ( ugoda ) drezdeński i nasilił represje antyprotestanckie na Ślónsku. Zlikwidował kilkadziesiąt ( 65 ) osób szlachty górnośląskiej a jej dobra skonfiskował. Na Dolnym Ślónsku stosowano tzw.
„dragonady”.
Dragoni wkraczali do miast zajmując kwatery w domach protestantów i w nich przebywając rabunkami i ekscesami wymuszając na mieszkańcach przejście na katolicyzm, co potwierdzić musiano kartką spowiedzi u jezuity. Jedynie Wrocław i księstwa rządzone przez Piastów i Podiebradowiczów były nieco oszczędzone.

Kolejny okres wojny trzydziestoletniej to lata 1630 – 1635 – okres szwedzko – niderlandzki .

Król szwedzki Gustaw Adolf jako obrońca niemieckich protestantów wylądował w północnych Niemczech i rozbił swój obóz nad ujściem Odry. Polecił elektorowi brandenburskiemu i saskiemu wesprzeć akcję pomocy ślónskim protestantom. W sierpniu 1632 r. oddziały sasko szwedzkie pokonały armie cesarską pod Ścinawą, siły Habsburgów wyparto z całego Ślónska. Wrocław starał się być neutralny – jego protestancka rada miejska nie wpuszczała wojsk ani jednej ani drugiej strony za mury miasta.

W 1633 r. na Ślónsku zapanowała epidemia dżumy przywleczona tu przez żołnierzy cesarskich. Umierają w miastach tysiące ludzi. W tej sytuacji „cesarski” Wallenstein odbija z rak szwedzko – saskich większość miast ślónskich. Wallenstein zamierza zmienić front i przejść na stronę protestantów ( Sasów i Szwedów ) i ogłosić się królem Czech. Zostaje jednak zabity przez zamachowców cesarskich ( 25. II 1634 r w Chebie ).Później to samo spotyka jego przyjaciela Jana Ulryka Schaffgotscha ( 23. VII 1635 Ratyzbona ).

W 1639 roku następuje powrót wojsk szwedzkich na Ślónsk. Miasta są na przemian łupione przez jedną i drugą ( cesarską ) armię.

Opodal Świdnicy ( Marcinowice ) 31. V 1642 r. Szwedzi rozbijają armię cesarską z zajmują następnie Opole, Racibórz, Nysę, Koźle, Namysłów i Cieszyn ( odbity przez wojska cesarskie dopiero 21. IV 1646 r. ). Ludność na wiadomość o zbliżaniu się wojsk ( jakichkolwiek ) uchodzi w lasy by zachować życie i resztki dobytku ).



Od 1644 roku toczą się rokowania między przedstawicielami cesarza a Szwedami i Francuzami w dwóch miastach Westfalii ( Münster i Osnabrück ) gdzie też 24. X 1648 został uzgodniony pokój kończący wojnę trwającą 30 lat.

Pokój westfalski pozbawiał Habsburgów dominującej roli w Rzeszy – tylko w krajach dziedzicznych mieli wolna rękę. Dla Czech i Ślónska oznaczało to reakcje katolicką i absolutyzm. Drobne ulgi dla ślónskich protestantów wymogła Szwecja która była gwarantką realizacji warunków pokoju. Jej interwencja to wolność wyznania augsburskiego w księstwach: legnickim, brzeskim, wołowskim i oleśnickim oraz w mieście Wrocławiu. Terytoria te miały wolność kultu z własnymi kościołami. Cesarz Ferdynand III zobowiązał się też do wolności wyznania dla ewangelików na ziemiach podległych bezpośrednio koronie czeskiej ( ks., ks. wrocławskie, głogowskie, jaworskie i świdnickie ) a ze szczególnej „dobroci” wyraził zgodę na zbudowanie tam przez protestantów przy specjalnych restrykcjach budowlanych trzech tzw. „ kościoły pokoju”, gdzie kult był zakazany – w Jaworze, Świdnicy, można podziwiać do dzisiaj. ( Nie wyraził zgody na podobny kościół w Cieszynie ) Ostatecznie w sierpniu 1650 roku szwedzkie garnizony opuszczają twierdzę głogowską ( zajęto 1642 r. ) i inne punkty Ślónska.

Bilans wojen ( wojny ) trwającej 30 lat był tragiczny. Liczba mieszkańców Ślónska spadła z 1,5 mln do około 1,0 mln – stan poprzedni osiągnie dopiero za 100 lat. Wartość wymuszonych kontrybucji, podatków, danin i kwaterunków jest nie do oszacowania. Ustalono że np. księstwo jaworsko – świdnickie w latach 1620 – 41 zapłaciło w ten sposób równowartość 52 ton złota. Na Ślónsku uległo zniszczeniu 36 miast, 1095 wsi i 113 zamków. Stara szlachta ślónska była ofiarą działań wojennych i represji oraz emigracji. Cesarz obdarowywał teraz za bezcen zasłużonych swoich oficerów.

Teschen (Cieszyn) - oblęźenie zamku 1646 (fragment)



Kontrreformacja i absolutyzm ( 1650 –1742 )

Po odejściu wojsk szwedzkich władza cesarska umocniła się odbierając protestantom 656 świątyń, pastorzy musieli emigrować. Wojny i głód, rywalizacja – wahania religijne sprawiły ze na Ślónsku zakorzeniły się zabobony – wiara w czary. W nysie a potem we Wrocławiu, Zlatych Horach, Głuchołazach, Raciborzu, Zielonej Górze polowano na czarownice i skazywano je na śmierć przez spalenie na stosie ( 1651 –1667 r). W 1669 r. cesarz wydał dekret zakazujący udziału w nabożeństwach poza granicami kraju, jako reakcję na praktykę udawania się protestantów na niedzielne nabożeństwa do przygranicznych kościołów ewangelickich Brandenburgii, Saksonii czy Rzeczypospolitej lub w księstwach mających swobodę kultu. Dekretowane są też dalsze ograniczenia dyskryminujące ewangelików.

W 1681 r. zbudował hrabia Krzysztof Schaffgotsch na najwyższym szczycie Ślónska


( Czech ?) – 1602 m.n.p.m. kaplicę św. Wawrzyńca. Do praw do najwyższego szczytu Sudetów sięgał też czeski magnat Harrach.

W 1682 r. cesarz powołał Jana Kaspra von Ampringen generalnym starostą Ślónska. Był on Wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego który wykupił dobra Bruntal na Ślónsku opawskim po skazaniu na banicję za udział w powstaniu czeskim poprzednim właścicielu. Czasowo było to, księstwo Bruntal – ze względu na formalne wymogi stawiane staroście.



W sierpniu 1683 r. przez Ślónsk z nowa odsieczą Wiednia, tym razem groźnie oblężonemu przez Turków śpieszą wojska polskie. Jeden korpus przez Bielsko i Cieszyn, następne z Sobieskim przez Będzin, Bytom, Piekary Śl., Tarnowskie Góry, Gliwice, klasztor Cystersów w Rudach, Racibórz, Piotrowice i Opawę. Teraz obyło się bez rabunków.

W 1695 roku elektor brandenburski odmawia Habsburgom potwierdzenia swej rezygnacji z praw do Legnicy, Brzegu, i Wołowa oraz księstwa karniowskiego. 21. X 1702 cesarz podpisał w Wiedniu przywilej powołujący Uniwersytet Wrocławski, który od imienia fundatora( Leopold I ) otrzymał nazwę – Leopoldina.

W 1706 roku z Rzeczpospolitej do Saksonii przez Ślónsk trwa przemarsz wojsk szwedzkich Karola XII, a celem jest ostateczne pokonanie króla polskiego i elektora saskiego. Monarcha szwedzki na Ślónsku przyjmuje skargi protestantów na nieprzestrzeganie przez Habsburgów swobód wyznaniowych przyznanych im pokojem westfalskim, którego Szwecja była gwarantem.

Cesarz Józef I w obawie przed konfliktem z Karolem XII, konwencją – układem z Altranstadt wyrażą zgodę na przywrócenie swobody wiary ewangelickiej w księstwach wymienionych w pokoju westfalskim oraz dodatkowo w księstwie ziębickim. Protestantom zwrócono 121 kościołów, pozwolono na odprawianie nabożeństw w domach prywatnych, pozwolono na dostęp do urzędów i stanowisk, umożliwiono zakup ziemi.



Dodatkowo cesarz zgodził się na budowę nowych kościołów ewangelickich nazwanych potem – „kościoły łaski” – w Kożuchowie ( Freystadt ),Żaganiu ( Sagan ), Miliczu
( Militsch ), Cieszynie ( Teschen ), Jeleniej Górze ( Hirschberg ) i Kamiennej Górze
( Landeshut ). Pozwolono też na otwarcie protestanckiego seminarium w Głogowie
( Glogau ). Tym razem protestowali katolicy i cesarz wybudował im 15 świątyń katolickich w księstwach gdzie zwrócono kościoły protestantom. W następnym roku ( 1708 ) cesarz powołał do życia elitarna Akademię Rycerską w Legnicy. Profesorami byli tutaj głównie protestanci.

Kontrreformacja to też rozkwit malarstwa, sztuk plastycznych, muzyki kościelnej – barokizacja świątyń – powstają liczne rzeźby kultowe w tym np. kult Nepomuka ( Nepomucena ) – pierwsza statua na moście Karola w Pradze ( 1683 ), a potem przez Austrię, Bawarię, Ślónsk, Morawy, Małopolskę powszechnie realizowane. Malarzem ślónskiego baroku, „ślónski Rafael” jest Michał Willman, rzeźbą zajmowali się m.in. Johann Riedel, Jan Jerzy Urbański, Khlarówie ( ojciec i syn ), Johann Melchior Österreich...

Piękne barokowe kościoły mialy też przyciągać wiernych. Gospodarka stała jednak nisko, zniszczenia i straty ludnościowe były ogromne a dalsze miały jeszcze nastąpić.



W 1721 roku stany ślónskie uznały tzw. sankcję pragmatyczną cesarza Karola VI
( 1711 –1740 ) o następstwie tronu w krajach habsburskich. Pozbawiony syna chciał zapewnić sukcesję swojej córce Marii Teresie, z pominięciem córek starszego brata Józefa I.

W latach 1729 – 1732 późniejszy burmistrz Wrocławia ( 1747 ) Fryderyk Wilhelm von Sommersberg ( 1696 – 1756 ) zebrał do druku materiały – teksty średniowiecznych kronik i dokumentów ślónskich, które wydano w trzech tomach jako Silesiacarum rerum scriptores.



31. V 1740 zmarł król pruski Fryderyk Wilhelm I a kilka miesięcy później ( 20. X
1740 ) cesarz austriacki Karol VI.


Pretensje do spadku po cesarzu zgłosili jednak mężowie jego bratanic; elektor bawarski Karol Albert, też elektor saski oraz król polski August III. Natomiast Fryderyk II przypomniał prawa Hohenzollernów do niektórych terytoriów na Ślónsku: Legnica, Brzeg, Wołów, Karniów, Świebodzin, Opole oraz Racibórz. Za pomoc dla Marii Teresy domagał się nagrody w postaci części Ślónska. Monarchia habsburska stanęła przed widmem rozbioru.

Wojny ślónskie. Fryderyk II nie czekał – miał pełny skarbiec i 83 tyś. armię. 16. XII 1740 roku na Ślónsk obok Krosna Odrzańskiego wkroczyło wojsko pruskie i nie napotykając oporu do 8. II 1741 r. dotarło do Przełęczy Jabłonkowskiej ( Beskidy ) – czyli zajmując cały Ślónsk. Nie zajęto tylko kilku twierdz – Głogów, Nysa, brzeg i hrabstwa kłodzkiego. Ludność Dolnego Ślónska zachowywała się biernie – zamieszanie tworzyły też odezwy króla jakoby wkracza na Ślónsk dla zabezpieczenia terytorium dla Marii Teresy. Wrocław zachował się podobnie jak w czasie wojny XXX – letniej tzn. podpisał układ o neutralności z Fryderykiem II. Maria Teresa odpowiedziała na taką akcję Fryderyka wojną. Rozpoczęła się pierwsza wojna ślónska.

Prusacy bombardują Nysę a potem w ten sposób zdobywają Brzeg i szturmem Głogów. Następnie pod Mollwitz ( Małujowice ) 16 tyś. Austriaków zostaje pokonanych przez 22 tyś. żołnierzy pruskich ( dow. Schwerin ). Wobec zagrożenia od Saksonii i Bawarii Austria porozumiewa się z Prusami oddając dobrowolnie Nysę. Fryderyk zrywa jednak umowę i od Saksonii uzyskuje zgodę na zajęcie terenów na wschód od Nysy Kłodzkiej a od elektora bawarskiego wykupuje prawa do hrabstwa kłodzkiego ( 14. I 1742 r. ), które właściwie ze Ślónskiem nigdy nie było związane na dłużej.



7. XI 1741 r. uroczysty hołd złożyły Fryderykowi II we Wrocławiu stany ślónskie. Liczne rody szlacheckie stronników uzyskały tytuły hrabiowskie.

Na Górnym Ślónsku ludność wspierała jednak Habsburgów, podobnie było na terenie Opawszczyzny i na terenie hrabstwa kłodzkiego. Twierdza kłodzka kapitulowała jednak 23. IV 1742 a pod złotymi Górami polscy ułani w sile 12 chorągwi ( jakby nowi lisowczycy? ) zwerbowani wśród drobnej szlachty z Wielkopolski i Prus królewskich walcząc o przyłączenie do Prus polskiej prowincji pobili węgierską piechotę walcząca pod sztandarami Marii Teresy.

11 czerwca 1742 we Wrocławiu podpisano warunki wstępne ( preliminaria ) traktatu pokojowego między Prusami a Austrią. Zgodnie z układem 80% terytorium Ślónska oraz hrabstwo kłodzkie przechodzą pod panowanie pruskie. U Habsburgów pozostaje księstwo cieszyńskie, większość księstwa opawskiego o karniowskiego.



Ostatecznie traktat pokojowy podpisano w Berlinie 28. VII 1742 r. a w styczniu 1743 w Głubczycach po rozgraniczeniu w terenie strony wręczyły sobie dokumenty ratyfikacyjne.

14 sierpnia 1743 w Wiedniu stany korony czeskiej uroczyście wyrzekły się praw do Ślónska i przekazano archiwa stronie pruskiej.

To jednak nie koniec walk o Ślónsk! Wkrótce czeka Ślónsk II wojna ślónska ( 1744 – 1755 ) z pokojem w Dreźnie i następnie III wojna ślónska jako wojna siedmioletnia ( 30. VIII 1756 – 5. II 1763 ) z traktatem pokojowym na zamku Hubertusburg w Saksonii.

Jest jeszcze wojna prusko – austriacko już po I rozbiorze Polski ( 1772 ) od 5. VII 1778 – 13. V 1779. Tym razem pokój zawarto w Cieszynie.



Prowodyrem w zasadzie zawsze pozostawał Fryderyk II, chociaż Maria Teresa też aktywnie zmierzała do odzyskania choćby części Ślónska.

Strona austriacka przy każdej okazji domagała się rewindykacji przynajmniej hrabstwa kłodzkiego. Zabiegi wojskowo – dyplomatyczne wobec zdecydowanego sprzeciwu Fryderyka II kończyły się fiaskiem. ( i tak to już z Ziemią Kłodzką pozostało do naszych czasów, w zasadzie „oderwana” od czech popada w stagnację ).

Jak Ślónsk po tych wojnach wyglądał łatwo sobie wyobrazić oglądając kaplice szkieletów ( czaszek ) w Czermnej ( Forma ekspozycji urąga poszanowaniu pamięci ludzi tragicznie pomarłych, a idzie tylko o dochód finansowy ) i Kutnej Horze.

Od 1781 r. cesarz Józef II ( syn Marii Teresy ) wprowadza znaczące reformy organizacyjno – społeczne, zaś pruski Górny Ślónsk raptownie się uprzemysławia.



O Ślónsku – koniec części I
W kwietniu 2005
Ewald Bienia


Ewald P. Bienia mieszkal w:



Jastrzębie-Zdrój

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jastrz%C4%99bie-Zdr%C3%B3j
Jastrzębie-Zdrój (śl. Jaščymbje–Zdrůj, niem. Bad Königsdorff-Jastrzemb) – miasto na prawach powiatu położone w południowej części województwa śląskiego. Największe, po Rybniku, miasto Rybnickiego Okręgu Węglowego. Jest to jedno z najmłodszych miast Polski (prawa miejskie od 1963 r.). Liczy 92 988 mieszkańców (stan na 31.12.2009), a jego powierzchnia zajmuje 88,62 km². Miejscowość rozwijała się od połowy XIX wieku jako uzdrowisko. W latach 50. XX wieku odkryto tu znaczne zasoby węgla kamiennego, co przekształciło miasto w znaczący ośrodek przemysłowy. Z Jastrzębia pochodzą m.in.: Jerzy Cnota, Krystian Lupa i Rudolf Ranoszek.

Położenie

Jastrzębie-Zdrój położone jest na Górnym Śląsku, przy granicy Polski z Czechami; graniczy ponadto z powiatami ziemskimi: pszczyńskim, rybnickim, wodzisławskim, cieszyńskim i powiatem grodzkim Żory. Przez miasto płyną małe rzeki: Pszczynka, Jastrzębianka, Szotkówka i Gmyrdek. Jastrzębie-Zdrój znajduje się na 14. miejscu pod względem ludności w województwie śląskim, a 43. pod względem liczby mieszkańców i 36. pod względem powierzchni w Polsce. Powierzchnia miasta to 88,62 km². Jastrzębie-Zdrój, choć nie leży na terenie historycznego Śląska Cieszyńskiego, to od 1998 r. należy do Euroregionu "Śląsk Cieszyński". Jest największym pod względem liczby ludności miastem euroregionu.

Z centrum miasta widoczne są główne masywy oddalonych o ok. 30-35 km w linii prostej od Jastrzębia Beskidów (Śląskiego, Małego oraz Śląsko-Morawskiego). Najbardziej rozpoznawalnymi szczytami widocznymi z Jastrzębia-Zdroju są: masyw Czantorii, Skrzyczne, Lysa Hora. Przy dobrej widoczności z Bzia, Ruptawy oraz z wysokich pięter bloków znajdujących się w centrum miasta można dojrzeć Babią Górę (ok. 73 km w linii prostej od Jastrzębia) oraz – spoglądając w kierunku Parku Zdrojowego (kierunek Wodzisław Śląski) – masyw Pradziada (102 km w linii prostej) z ogromną, 162-metrową wieżą, położonego już w Jesionikach – po stronie czeskiej (Sudety Wschodnie).

.

Toponimika nazwy miasta



Nazwa miejscowości zmieniała się lub pisana była w różny sposób: do XIV w. brzmiała Hermannsdorf, następnie Jaskczambie, Giastrzabie w XV w., Jastrzembia, Jastrzembie w XVII w., w 1862 r. wprowadzono nazwę Bad Königsdorff-Jastrzemb. W czasie okupacji niemieckiej (1939-1945) funkcjonowała nazwa Bad Königsdorff.

Geneza nazwy

Wg średniowiecznych podań i legend[7] nazwa Jastrzębie wywodzi się od zbójnika napadającego znienacka na karawany kupieckie zmierzające szlakiem handlowym przez Bramę Morawską. Był nim były rycerz Ruchenstein, który oddelegowany przez króla w celu ochrony tych terenów przed zbójnikami sam zszedł na złą drogę. Ponieważ napadał znienacka jak jastrząb, tak właśnie był nazywany. Zła sława owego rycerza spowodowała, że tereny zdradzieckich jarów i wzgórz zaczęto nazywać Jastrzębie.

Historia

 Osobny artykuł: Historia Jastrzębia-Zdroju.
Jastrzębie na mapie Christiana Friedricha von Wrede. Około 1750 r.

Pierwsza pisemna wzmianka z terenów, na których dziś położone jest miasto, pochodzi z ok. 1270 roku[8]. Wtedy w księdze fundacyjnej biskupstwa zanotowano słowa: Item in Bozegora sive Monte Oliveti solvitur decima more polonico valet 5 marcam ("Podobnie w Bożej Górze, zwanej też Górą Oliwną, była oddawana dziesięcina według zwyczaju polskiego, równowartości 5 marek"). W 1293 roku w dokumencie księcia opolskiego Przemysława wymienione zostaje Bzie[8]. W 1481 roku dokonano podziału majątków w Bziu, które wówczas należało do rodziny Rostków. Wykształciły się odrębne majątki wzmiankowane na przełomie XVII i XVIII wieku[8] – Bzie Dolne (1678), Bzie Górne (1711), Bzie Średnie (1711), Bzie Zameckie (1714), a także założona w 1783 roku Kolonia Jana[8]. Kolejnymi najwcześniej wzmiankowanymi przysiółkami leżącymi na terenie obecnego Jastrzębia-Zdroju są wymieniona w 1276 roku Moszczenica[8], w 1305 Szeroka[8], w 1700 roku Pochwacie[9] oraz w 1794 roku Zofiówka[9]

Rozwój miejscowości nastąpił po odkryciu solanki jodowo-bromowej podczas wierceń w 1859 r. prowadzonych w poszukiwaniu węgla przez właściciela Jastrzębia Dolnego Emila von Schliebena[9]. W 1861 r. Jastrzębie Dolne wykupił hrabia Feliks von Königsdorff i rozpoczął budowę obiektów leczniczych[8]. Wzniesiono wówczas pierwsze urządzenia kąpielowe oraz m.in. Kasyno Zdrojowe (1862) – późniejszy Dom Zdrojowy i Łazienki (1861) – późniejszy Zakład Przyrodoleczniczy. Hrabia zmienił także nazwę miejscowości na Bad Königsdorff-Jastrzemb, nazwa ta obowiązywała do 1922 roku[8]. W 1869 r. uzdrowisko stało się własnością spółki Actien Commandit Gesellschaft, która zmodernizowała istniejące obiekty i zbudowała muszlę koncertową i drewniany deptak. W 1890 r. Jastrzębie zakupił Juliusz Landau, który rozpoczął przekształcanie sanatorium w uzdrowisko dziecięce. W 1891 r. powstał pierwszy kompleks sanatoryjny z kaplicą, klasztorem (1905), szpitalem (1909) i budynkiem sanatoryjnym – należący do Katolickiego Zakładu Dziecięcego NMP, a wkrótce potem kolejne – Ewangelicki Zakład Dziecięcy "Betania" (1890-1905) oraz Żydowski Zakład dla Dzieci.

Uzdrowisko rozwinął kolejny właściciel – Mikołaj Witczak, który nabył Zdrój w 1896 roku[10]. W czasie I wojny światowej z jastrzębskich obiektów korzystali ranni żołnierze, wiele z sanatoriów zamieniono w szpitale wojskowe[10]. W 1918 r. w związku z niekorzystną sytuacją polityczną dr Mikołaj Witczak odsprzedał uzdrowisko Austriacko-Niemieckiemu Towarzystwu Zdrojowemu. Po śmierci Witczaka synowie – Mikołaj i Józef unieważnili transakcję i stali się właścicielami Jastrzębia[10].

4 lipca 1922 r. Jastrzębie wraz z całym powiatem rybnickim znalazło się w granicach Polski[11]. W okresie międzywojennym nastąpił rozkwit uzdrowiska. Powstały m.in.: Sanatorium im. Marszałka Piłsudskiego (1928), zbudowane dzięki funduszom Autonomicznego Województwa Śląskiego, przeznaczone dla inwalidów wojennych i powstańców śląskich), sanatorium "Hutnik", basen (1938) i liczne prywatne pensjonaty.

W czasie II wojny światowej, Niemcy stworzyli na terenie uzdrowiska tzw. "Miasto matek". Pod koniec wojny domy matek oraz szpitale dziecięce przekształcono na szpitale dla niemieckich żołnierzy[12].

Po wojnie uzdrowisko nadal funkcjonowało i było zaliczane do uzdrowisk I kategorii[13].

W latach 1945-54 siedziba wiejskiej gminy zbiorowej Jastrzębie Zdrój.

Wraz z odkryciem złóż węgla kamiennego rozpoczęto budowę kopalń i osiedli mieszkaniowych[14]. Jastrzębie weszło w zupełnie nowy rozdział swojej historii. Pierwszą oddaną do użytku była kopalnia "Jastrzębie", a równolegle z nią wybudowano osiedla "Przyjaźń" i "Zdrój". Rok później, w 1963 r. Jastrzębie-Zdrój otrzymało prawa miejskie. W 1973 roku dołączono do miasta sołectwo Jastrzębie Górne.Już kilkanaście lat później w granicach miasta działało pięć kopalń – Jastrzębie, Moszczenica, Pniówek, Borynia i Manifest Lipcowy. W latach 1954-1975 Jastrzębie-Zdrój należało administracyjnie do powiatu wodzisławskiego. W 1975 na skutek reformy administracyjnej przyłączono wsie: Ruptawa, Szeroka, Moszczenica, Borynia, Skrzeczkowice i (przejściowo) Pniówek (1977-1992).

W latach 80. XX w. Jastrzębie było jednym z ośrodków protestów robotniczych. W 1980 podpisano tu tzw. porozumienia jastrzębskie, ostatnie z tzw. porozumień sierpniowych[15]. W czasie stanu wojennego 15 grudnia 1981 r. doszło do pacyfikacji kopalni Manifest Lipcowy (ob. "Zofiówka").

W 1994 roku uzdrowisko zostało zlikwidowane.

Wykres liczby ludności Jastrzębia-Zdroju na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci[16]



Jastrzębie Zdrój (deutsch Bad Königsdorff-Jastrzemb) ist eine oberschlesische Stadt im Süden Polens. Sie liegt rund 100 km westlich von Krakau sowie etwa 30 km nordöstlich von Ostrava in unmittelbarer Nähe der tschechischen Grenze.

Geografische Lage

Die Stadt befindet sich 45 km südwestlich von Kattowitz im oberschlesischen Hügelland an den Bächen Jastrzębianka und Szotkówka, die der Olsa zufließen. Das Stadtgebiet grenzt im Südwesten an die tschechische Gemeinde Petrovice u Karviné an, zu deren Ortsteil Dolní Marklovice in der südlichen Nachbargemeinde Marklowice Górne ein Grenzübergang besteht.

Stadtgliederung [Bearbeiten]

Das Stadtgebiet von Jastrzębie Zdrój gliedert sich in die 15 Siedlungen Arki Bożka, Barbary, Bogoczowiec, Chrobrego, Gwarków, Morcinka, Pionierów, Pszczyńska, Przyjaźń, Staszica, Tuwima, 1000-lecia, Zdrój, Złote Łany und Zofiówka. Hinzu kommen noch die fünf Schulzenämter Borynia, Bzie, Moszczenica, Ruptawa, Skrzeczkowice und Szeroka.

Geschichte

Die erste urkundliche Erwähnung des Dorfes Jaskrzambie stammt aus dem Jahre 1467. Es wird angenommen, dass das 1305 bestehende Friczonis villa ein und derselbe Ort war. Jastrzemb war ursprünglich Teil des schlesischen Herzogtums Ratibor, ab 1437 des davon abgetrennten Herzogtums Rybnik und ab 1464 des Herzogtums Jägerndorf-Loslau. Nach der 1483 erfolgten Abtrennung der Herrschaft Loslau, die 1515 zur Minderstandesherrschaft erhoben wurde, gehörte es zu deren Territorium. 1742 wurde Jastremb preußisch. Der zuvor zum Landkreis Pleß gehörende Ort ging 1818 an den neu errichteten Landkreis Rybnik über.

Jastrzemb blieb ein unbedeutendes Dorf, bis 1859 bei Untersuchungen nach Salz- und Steinkohlenlagerstätten dort heilkräftige Sole mit Iod-, Brom- und Kohlensäuregehalt erbohrt wurden. Der damalige Besitzer des Rittergutes Nieder Jastrzemb, Emil Freiherr von Schlieben, errichtete ein Rheumabad. Wegen der Wirksamkeit des Mineralwassers ließ Felix von Königsdorff, der das Gut 1861 erworben hatte, zwischen 1861 und 1862 zwei Kurhäuser und weitere Badeanlagen zur Behandlung von Rheumatismus, Skrofulose, Gicht, Rachitis und Leberkrankheiten erbauen und Jastrzemb wurde Kurort. 1862 erfolgte die Umbenennung des Dorfes Nieder Jastrzemb in Königsdorff-Jastrzemb. 1890 wurde der Berliner Bankier Landau neuer Besitzer, er errichtete 1891 die Kinderheilstätte Marienheim. 1895 kaufte der polnische Arzt Mikołai Witczak das Gut Königsdorff-Jastrzemb und führte moderne Kurverfahren ein. In seiner Zeit entstanden die Herz-Jesu-Kirche, eine Konzertmuschel und ein Trinkhaus.

Nach der Volksabstimmung in Oberschlesien und der 1922 erfolgten Übergabe Ostoberschlesiens wurden das Gut Königsdorff-Jastrzemb und die zugehörigen Dörfer polnisch. 1928 eröffnete ein Sanatorium und das Bad Königsdorf-Jastrzemb wurde zu einem der bekanntesten europäischen Kurbäder. Nach dem Polenfeldzug und der folgenden deutschen Besetzung wurde Jastrzemb 1939 Teil des Deutschen Reiches.

Nach dem Zweiten Weltkrieg kam der Ort zu Polen zurück und wurde dem neu gebildeten Powiat Wodzisławski zugeordnet.

1951 wurden geologische Untersuchungen der Gegend um Jastrzebie und Moszczenica aufgenommen, bei denen umfangreiche Fettkohlelagerstätten aufgefunden wurden. 1955 erhielt der Kurort den Status einer stadtartigen Siedlung. Zwischen 1962 und 1974 nahmen fünf Steinkohlenbergwerke den Betrieb auf, dies waren die Grube Jastrzębie im Jahre 1962, 1965 die Grube Moszczenica, 1969 die Manifest Lipcowy, 1971 die Borynia und 1974 die Pniówek. Durch den Bergbau veränderte sich der Ort, der 1963 Stadtrecht erhielt, vom ruhigen Kurort zu einer Wohnstadt für Bergarbeiter, deren Einwohnerzahl sprunghaft anstieg. In der gleichen Zeit erfolgte die Eingemeindung der umliegenden Dörfer, noch im Jahre 1961 hatte die Gemeindefläche lediglich 8,36 km² betragen.

Der Kurbetrieb wurde zwar bis in die 1960er Jahre weitergeführt, jedoch ging die Zahl der Kurgäste immer mehr zurück und die Kuranlagen verkamen. In Folge des Abteufens weiterer Gruben kam es zum Versiegen der Heilquellen und damit zum Ende des Kurortes.

Am 3. September 1980 kam es während der Streiks in Polen auf der Grube Manifest Lipcowy zum Abschluss der Vereinbarung von Jastrzębie, die nach den zuvor in Danzig und Stettin geschlossenen Abkommen ein wichtiger Schritt der Solidarność-Bewegung im Kampf um Demokratie und Unabhängigkeit gegen das kommunistische Regime war.

Heute sind in der Stadt die Gruben Jas-Mos (aus den Zechen Jastrzebie und Moszczenica konsolidiert), Borynia und Zofiówka (ehemals Manifest Lipcowy) in Betrieb.

Jastrzębie Zdrój ist Sitz einer Zweigstelle der Schlesischen Universität Kattowitz und besitzt außerdem ein Lehrerbildungsseminar für Fremdsprachen. Die historischen Kuranlagen wurden saniert und teilweise unter Denkmalschutz gestellt.

Kooperationen



Setúbal (Portugal) Frohnleiten (Österreich) Landsberg am Lech (Deutschland)

Gioia del Colle (Italia) Šiauliai (Litauen)


Serwis ekonomiczny Kadry Wywiady Trzeba zrozumieć pojęcie autonomii

www.rybnik.com.pl

Trzeba zrozumieć pojęcie autonomii

26-11-08, Paweł Kaniak – www.gospodarkaslaska.pl

Dziennikarz "Gospodarki Śląskiej" o autonomii dla Śląska rozmawia z Krzysztofem Kluczniokiem,wicestarostą rybnickim, byłym przewodniczącym Ruchu Autonomii Śląska. Zagadnienie autonomii będzie jednym z głównych tematów Forum Gospodarczego - Śląsk 2009.

 

- Dlaczego obecny system administracyjny nie jest dobry dla Śląska?



- Jest on zły nie tylko dla Górnego Śląska, ale dla całej Polski. Utworzono, aż 16 cherlawych pseudoregionów, zbyt dużo podobnie „silnych” powiatów ziemskich i tzw. „powiaty grodzkie”, które osłabiają sąsiadujące z nimi gminy należące do powiatów ziemskich. Złym rozwiązaniem jest dualizm władzy na szczeblu wojewódzkim – wojewoda i marszałek województwa.

- Jaki system administracyjny i ustrojowy Pan proponuje?

- Zdecydowanie zdecentralizowany na wzór najbardziej rozwiniętych krajów zachodnich – USA, Niemiec, Szwajcarii czy Austrii. Kilka silnych, jednolitych regionów – np. Górny Śląsk, Dolny Śląsk, Wielkopolska, Małopolska, Mazowsze, Pomorze, Warmia z Mazurami. Mogą one być partnerem i rywalem dla silnych regionów czy landów w Europie Zachodniej. Zdecydowanie mniej powiatów i likwidację powiatów grodzkich. Oczywiście regiony winny być autonomiczne w sferze gospodarczej i mieć znaczną samodzielność w stanowieniu ich prawa. Centrali zostawić sprawy polityki zagranicznej, obronności i monetarnej.



- Jaki zakres autonomii powinien mieć Śląsk?

- Górny Śląsk winien mieć taki sam zakres autonomii jak i pozostałe regiony – szczególnie w zakresie gospodarczym, stanowienia prawa (sejm lokalny) i fiskalnym (skarb regionalny). Ten ostatni pobierałby podatki pozostawiając znaczną ich część w regionie, a określoną pulę odprowadzałby do skarbu państwa na utrzymanie jego struktur i wsparcie regionów słabszych. Jeśli chodzi o Górny Śląsk to jesteśmy drugim z województw pod względem dostarczania podatków, a plasujemy się w ogonie otrzymywanych środków i to często w postaci „znaczonych pieniędzy” – subwencji i dotacji. Stolica lepiej wie na co wydawać pieniądze w terenie? Wszyscy fachowcy zgodnie podkreślają, że „na dole” lepiej gospodaruje się posiadanymi środkami.



- Na Śląsku brakowało chyba dotychczas możliwości przeprowadzenia solidnej debaty nt. zakresu autonomii tego regionu. Czy Forum Gospodarcze - Śląsk 2009 będzie dobrym miejscem do takiej dyskusji?

- Każda dyskusja na argumenty jest dobra, bez politycznego zacietrzewienia i alergicznej reakcji na samo słowo „autonomia”. Zrozumienie pojęcia autonomii, czyli skojarzenia go z samorządnością, a nie utożsamianie z separatyzmem i „rozbijaniem jednolitego państwa”, jest tu kluczem do rzetelnej dyskusji. Patrzenie na autonomię regionalną przez pryzmat Palestyny czy ETA jest grobem dla dyskusji o niej. Szeroka autonomia, szczególnie gospodarcza, jest motorem rozwoju najbardziej dynamicznych regionów Europy – Katalonii, Kraju Basków czy Irlandii. Zrozumieli to już nawet konserwatywni Brytyjczycy poszerzający autonomię w częściach Zjednoczonego Królestwa. Hasło „Autonomia to rozwój” nie jest sloganem lecz faktem !

FGŚ2009 może, i powinno być, znakomitym miejscem debaty o autonomii, nie tylko zresztą Górnego Śląska. Nasz region ma za sobą przecież doskonałe doświadczenia z międzywojnia, kiedy to mimo stałego jej ograniczania, autonomia regionu znakomicie się sprawdziła. Do dyskusji na Forum należy zaprosić obok speców od gospodarki także samorządowców i działaczy społecznych z kręgu „autonomistów”, kosztem aparatczyków z partii ogólnokrajowych popierających centralizację.

- Jak Forum może pomóc w budowaniu pozytywnego wizerunku regionu i czy zwróci uwagę, nie tylko w Polsce, ale również za granicą, na problemy Śląska?

- Należy obalić szkodliwy wizerunek Górnego Śląska – regionu przestarzałego przemysłu i wyeksploatowanego niemal do końca. Tak bowiem postrzega i przedstawia nas centrala ! Posiadamy w dalszym ciągu ogromny potencjał gospodarczy i ludzki. Dynamicznie rozwijające się szkolnictwo wyższe - Górnoślązak to już nie „matoł do łopaty”, ale dobrze wyedukowany, także humanistycznie, wysokiej klasy pracownik, znajdujący swoje miejsce, niestety coraz częściej poza regionem i krajem.

Konieczne jest także przedstawienie, pomimo odmiennej sytuacji, historycznych dokonań międzywojennej autonomii górnośląskiej. Górny Śląsk jest aktualnie lepiej postrzegany poza Polską niż w kraju.

To czy Forum zwróci uwagę Polski i zagranicy na atuty i problemy regionu zależeć będzie w dużej mierze od podejścia organizatorów do doboru dyskutantów i jego otoczki medialnej. Mam nadzieję, że stworzy dużą szansę na realną ocenę Górnego Śląska i skutecznie go wypromuje.  Rozmawiał Paweł Kaniak


Wielu wciąż żyje w mylnym przekonaniu, że podpisanie się pod ideą Ruchu Autonomii Śląska wymaga utożsamienia się z konkretną opcją polityczną. Tymczasem jedyne z czym się utożsamiamy to nasza śląska ziemia”.


Gospodarz swojej małej ojczyzny
Z Leonem Kubicą, radnym Nowych Mysłowic, działaczem mysłowickiego koła Ruchu Autonomii Śląska rozmawia Marcin Król
Co jest bardziej absorbujące – funkcja radnego, czy działalność na rzecz RAŚ?
Jedno i drugie sprawia mi tyle samo satysfakcji. Radny ma wpływ na przyszłość miasta, działacz RAŚ robi z kolei wszystko, by mieszkańcy utożsamiali się ze swoją małą ojczyzną. W pewnym sensie obie funkcje w jakiś sposób wzajemnie się przenikają.
Chętniej niż kiedyś przyznajemy się do swojego pochodzenia? Pytam o to, bo o ile o autonomii Śląska mówi się sporo, członkowie RAŚ są aktywni, tak samemu stowarzyszeniu wciąż brakuje siły przebicia.
Zależy nam, by mieszkańcy regionu zrozumieli, że mogą w pełni o sobie decydować. Uważam, że jest to jak najbardziej realne, wymaga jednak zmiany mentalności i oczywiście czasu. Gdy to się uda, a wierzę, że wcześniej czy później tak właśnie będzie, inni przestaną decydować za Ślązaków, co jest dla nich najlepsze. Jesteśmy w stanie sami sobie poradzić, być odpowiedzialnymi za nasze losy. A nie ma chyba nic lepszego od świadomości, że pracujemy na siebie i dla siebie. W myśl starego przysłowia: „Jeśli coś robisz, rób dobrze, a zostanie to na długo”. To, że RAŚ wciąż nie ma siły przebicia wynika właśnie z tego, że jeszcze nie wszyscy mieszkańcy regionu zdają sobie sprawę, ile autonomia i niezależność może dać nam korzyści. Wielu wciąż żyje w mylnym przekonaniu, że podpisanie się pod ideą RAŚ wymaga utożsamienia się z konkretną opcją polityczną. Tymczasem jest to stowarzyszenie apolityczne. Jedyne z czym się to utożsamiamy – to z naszą śląską ziemią, małą ojczyzną, której integralną częścią są także Mysłowice. Proszę popatrzyć na Irlandię, Hiszpanię lub Niemcy. W tych krajach są regiony niezależne finansowe od innych. Dzięki temu wspomniane państwa zaczęły się bardzo dynamicznie rozwijać. Małym podwórkiem rządzi się łatwiej niż molochem. Jednocześnie możemy mieć wspólny cel.
Wspomniał Pan, że obie funkcje – radnego i działacza RAŚ przenikają się…
Przywiązanie do miejsca, w którym się rodzimy, wychowujemy, mieszkamy, w końcu utożsamiamy uczy w pewnym sensie patriotyzmu, potocznie mówi się o nim „patriotyzm lokalny”, ale widzę w tym same pozytywy. Z czasem to miejsce staje się najważniejsze na ziemi. Człowiek czuje się gospodarzem, a co za tym idzie, robi wszystko, by wyglądało najpiękniej, a ludzie byli zadowoleni.
Czego nie lubi radny Leon Kubica?
Gdy pod głosowanie poddaje się projekt, czy plan inwestycji, choć z góry wiadomo, że może zabraknąć środków na jego realizację. Jestem zwolennikiem kompleksowego działania.
Na przykład?
Choćby podczas ostatniej sesji zgodziłem się z prezydentem Grzegorzem Osyrą odnośnie przeniesienia środków z Lechii 06 na potrzeby Górnika 09. Broń Boże, nie dlatego że mamy uprzedzenia do Lechii 06. Chodzi o to, aby choć jeden z mysłowickich klubów piłkarskich stał się jak najszybciej wizytówką sportową miasta. Trzeba w końcu ustalić jakieś priorytety. Chcemy mieć silny klub piłkarski ze stadionem i infrastrukturą – w porządku, załatwmy to jak najszybciej. Środki na Lechię 06 i tak znajdziemy, klub na pewno nie będzie poszkodowany. Tym bardziej, że i mnie zależy na tym, by w każdej dzielnicy Mysłowic sport istniał i w formie konkretnej sekcji, mógł mieć swoją chlubę.
Mieszka Pan na południu miasta, poza centrum. Ma Pan swoją koncepcję tych rejonów?
Zachowana zabudowa domków jednorodzinnych pod względem infrastruktury, tego bym nie zmieniał. Południe mogłoby z powodzeniem żyć z turystyki, bo ta część Mysłowic bez wątpienia należy do jednych z najbardziej urokliwych na Śląsku. Warunki mamy idealne. Tak, jak centrum może przyciągać Trójkątem Trzech Cesarzy, tak południe może stać się mekką lokalnej turystyki. Choćby słynna tzw. Kępa Bagieniokowa w Krasowach może służyć, i latem, i zimą.
A inwestycje?
Pierwszym krokiem była budowa sali gimnastycznej w SP 17, ogrodzenie i budowa infrastruktury wokół szkoły. Najważniejsza inwestycja to remont ulicy PCK. Niebawem zostanie rozpisany przetarg na budowę ronda w tym rejonie. Z myślą o tym zostały przeniesione środki z remontu ulicy Kościelniaka, bo akurat ta część inwestycji na PCK jest po prostu najważniejsza. Prace obejmą także ulicę Ziołową, łączącą ulice PCK i Kościelniaka. Będą także nowe place zabaw oraz boisko w Ławkach. Modernizacja czeka także stadion Unii Kosztowy wraz z budynkiem klubowym.
Zaraz zwolennicy Lechii 06 zarzucą Panu, że wspierając Unię dba wyłącznie o swój ogródek. Nie wspomnę o Górniku 09, o którym już Pan mówił.
Powiedziałem jednak też, że Lechia 06 na pewno nie będzie w żaden sposób poszkodowana, bo znajdą się także środki dla tego zasłużonego dla miasta klubu. Wspominałem także, że zależy mi, by w każdej z dzielnic był silny klub sportowy. I słów tych nie cofam. Tak, jak zdania że trzeba ustalić priorytety, a Górnik 09 pod względem sportowym jest właśnie priorytetem. Skoro Górnik 09 ma być naszą wizytówką i powodem do dumy, to zróbmy wszystko by stało się to jak najszybciej.
Są jeszcze oponenci siedzący w innej części sali sesyjnej. Przy innym stole niż Pan.
Powiem tak: przez ponad rok odkąd zasiadam w Radzie Miasta, nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie żałuję żadnej decyzji, jaką podjąłem. Nie daję się ponosić emocjom, bo z tego nigdy nic dobrego nie wynika. Gorącą głowę często chłodzi zimny prysznic. Emocje do niczego dobrego nie prowadzą. Oczywiście, kilku osobom tej rozwagi brakuje. Tylko po co do tego wracać i komuś docinać? Poza tym zbliżają się święta, Wielkanoc, czas wybaczenia i nadziei. Choćby z tego powodu już nic więcej akurat na ten temat nie powiem (śmiech). Wolę ugryźć się w język.


http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/24037,niemcy-ida-czyli-slask-wedlug-ojca-rydzyka,id,t.html NaszeMiasto.pl >> śląsk >> Wydarzenia

Urodzony Albert Korfanty, zmienil imie na Wojciech (po 1918).


Niemcy idą, czyli Śląsk według ojca Rydzyka

Sławomir Cichy, KK 2009-09-16



Manipulacja faktami mająca na celu podsycanie wśród Polaków niemieckiej fobii i nieufności w stosunku do Ślązaków - tak najkrócej można określić artykuł pt. "Germanizacja małymi krokami", który ukazał się w Naszym Dzienniku, gazecie ojca Tadeusza Rydzyka.

"Nasz Dziennik" uważa, że na Górnym i Dolnym Śląsku powstaje coraz więcej inicjatyw promujących niemiecki, a zwłaszcza pruski okres w historii obu regionów. Mają o tym świadczyć według gazety m.in. walka o prawo do wywieszania na stadionach transparentów z napisem "Oberschlesien" (Górny Śląsk), powracanie przez lokalne samorządy do poniemieckich nazw pod hasłem dekomunizacji, dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości czy pojawiające się coraz to nowe pomysły z dziedziny kultury na eksponowanie niemieckich akcentów, takie jak choćby otwarcie 17 września wystawy w Muzeum w Rudzie Śląskiej pt."Górnoślązacy w reprezentacjach narodowych w piłce nożnej wczoraj i dziś".

Koronnym dowodem na postawioną w materiale tezę jest otwarcie w Katowicach Muzeum Hansa Klossa, gdzie można kupić kubki z bohaterami w niemieckich mundurach. Zdaniem gazety o. Tadeusza Rydzyka to tylko niektóre działania idące ku podkreśleniu odrębności Śląska od Polski.

Senator Kazimierz Kutz nie ma wątpliwości. - "Nasz Dziennik" manipuluje faktami, a miejscami wręcz pisze nieprawdę - twierdzi Kutz. Zwłaszcza informacja o tym, że przywracanie dwujęzycznych nazw miejscowości jest przykładem na działania wbrew interesom narodowym musi budzić sprzeciw i oskarżenia o manipulowanie faktami. Przecież takie prawo zostało uchwalone przez polski Sejm w ustawie o mniejszościach narodowych z 2005 r. Warunkiem jest tylko to, by przedstawiciele mniejszości stanowili ponad 20 proc. mieszkańców danej gminy. W całym kraju z takiego przywileju może skorzystać tylko 51 z 2489 gmin. Prawo to nie dotyczy tylko nazw niemieckich ale także czeskich, litewskich, białoruskich czy ukraińskich.

Z kolei profesor Ryszard Kaczmarek, historyk, kierownik Zakładu Historii Śląska UŚ, uważa tezy zawarte w materiale za niedorzeczne. - W wielu wypadkach nawet wskazane jest używanie oryginalnych nazw niemieckich. W przeciwnym razie dochodzić może wręcz do fałszowania historii. Używanie dla Auschwitz polskiej nazwy Oświęcim mogłoby przecież sugerować, że Polacy mieli coś wspólnego z obozem zagłady - dowodzi historyk. Badając tekst "Naszego Dziennika" uzyskaliśmy potwierdzenie, że w kilku wypadkach autorzy napisali wprost nieprawdę aby wzmocnić wydźwięk materiału.

Regermanizacja Górnego i Dolnego Śląska staje się faktem. Dzieje się tak za sprawą nie samych Niemców, ale o dziwo w głównej mierze przez nieprzemyślane działania władz samorządowych. Takie rewelacje przynosi wczorajszy "Nasz Dziennik" manipulując faktami i co gorsza wypowiedziami osób występujących w tekście pt. "Germanizacja małymi krokami".

Gazeta zwróciła uwagę nie tylko na dwujęzyczne nazwy miejscowości, które zaczęły pojawiać się na Śląsku, ale - jak to określa - promowanie imprez kulturalnych z niemieckim kontekstem w tle. Dowiadujemy się, że od 17 września Muzeum Miejskie w Rudzie Śląskiej gościć będzie wystawę powstałą z inicjatywy Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz lokalnego koła RAŚ - "Górnoślązacy w reprezentacjach narodowych w piłce nożnej wczoraj i dziś". Autorzy tekstu w "Naszym Dzienniku" niczym wytrawni śledczy chwalą się, że ustalili, że chodzi o reprezentacje Polski i Niemiec. Krzysztof Gołąb, historyk z rudzkiego muzeum na łamach gazety o. Rydzyka informuje, że placówka ta ze swej strony jedynie "dołoży" do wystawy materiały dotyczące Górnoślązaków - reprezentantów Polski, takich jak Jan Beniger, Gerard Wodarz czy Ernest Pohl.

W rzeczywistości Gołąb pytany o wystawę wyjaśnił dziennikarzom "Naszego Dziennika", że chodzi o materiały, które publikowane są od wielu lat. Wcześniej wystawa była prezentowana m.in. na Stadionie Śląskim. - To nic nowego. Podkreślamy w niej zasługi Ślązaków dla sportu - mówi Krzysztof Gołąb dodając, że stawianie tych ludzi, muzeum i wystawy w pejoratywnym świetle jest nadużyciem, a jego wypowiedź została wyrwana z kontekstu, a tym samym zmanipulowana.

Wpisanie przez "Nasz Dziennik" na listę przedsięwzięć, których działania skierowane są na podkreślenie odrębności Śląska od Polski "Muzeum Hansa Klossa" zaszokowało jego twórcę Piotra Owcarza.

- Nawet nie wiem jak skomentować te niedorzeczności - mówi Owcarz.

To jednak nie koniec rewelacji jakie przynosi dziennik ojca Rydzyka. Gazeta wskazuje na Ruch Autonomii Śląska, jako główną organizację, która "uwypukla niemieckie akcenty" na Śląsku stając ostatnio w obronie kibiców Ruchu Chorzów po tym, jak PZPN zakazał wywieszania na meczach transparentu z napisem "Oberschlesien" twierdząc, że "na terenie Rzeczypospolitej nazwy geograficzne powinny być pisane w języku polskim".

Szef RAŚ Jerzy Gorzelik nie ukrywa, że zarzucił PZPN naruszenie Konstytucji RP, której przepis mówi o tym, że "Rzeczpospolita Polska zapewnia obywatelom polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolność zachowania i rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury", a także naruszenie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Zdaniem RAŚ, decyzja PZPN ogranicza wolność słowa i lekceważy tradycję górnośląskiej wielokulturowości. - Ale transparenty nie mają nic wspólnego z regermanizacją. Niemiecki ma swoje miejsce w dziedzictwie kulturowym Górnego Śląska, czy to się komuś podoba czy nie. Szowinizmem jest piętnowanie języka niemieckiego jako niemile widzianego w polskiej przestrzeni publicznej. Nazwa "Oberschlesien" nie jest obraźliwa ani dla Polski, ani dla Polaków. Nie widzę więc powodu, dla którego miałaby być piętnowana - mówi Gorzelik.

Podobnego zdania jest Kazimierz Kutz, który przypomina o polskich i śląskich napisach na transparentach, które można zobaczyć podczas ligowych meczów FC Schalke 04 Gelsenkirchen czy Borussi Dortmund.

- Kluby te były zakładane również przez Ślązaków, którzy wyemigrowali do Zagłębia Ruhry za chlebem. Wielu do dziś chce w ten sposób zamanifestować swoją odrębność. Jednak nikomu tam do głowy nie przyjdzie nie tylko zakazywać wywieszania takich napisów, ale także patrzyć na nie przez pryzmat separatyzmu - mówi Kutz.

Zarzuty "Naszego Dziennika" dotyczące regermanizacji Dolnego Śląska, a w szczególności Wrocławia również są zaskakujące. Pierwszy dotyczący zmiany nazwy Hali Ludowej na Halę Stulecia, która to nazwa zdaniem "Naszego Dziennika" upamiętnia historyczne zwycięstwo Prusaków nad Napoleonem (w Bitwie Narodów pod Lipskiem, w 1813 roku), przypomina strzał kulą w płot. Dr Jerzy Ilkosz, szef Muzeum Architektury we Wrocławiu, już wielokrotnie tłumaczył, że wbrew obiegowej opinii, Hala wcale nie została wystawiona przez władze Wrocławia dla upamiętnienia Bitwy Narodów. Decyzja o budowie podjęta przez liberalną radę miejską miała upamiętnić proklamację Fryderyka Wilhelma III "Do mojego ludu", w której król wzywał do wspólnej wojny o wyzwolenie "spod obcych władców". Wrocławscy rajcy, jak na liberałów przystało, uznali ten tekst za deklarację podzielenia się władzą z narodem. W efekcie doszło do skandalu - obrażony cesarz Wilhelm II nie dał ani marki na budowę Hali i nie zjawił się na jej otwarciu.

Kolejny podnoszony argument o poważnych przymiarkach do zmiany nazwy mostu Grunwaldzkiego na Cesarski (obchodzący za rok stulecie most przed II wojną światową nosił nazwę Kaiserbruecke) wart jest doprecyzowania - nigdy na sesji rady miejskiej Wrocławia nie stanął taki wniosek. I wreszcie ostatni zarzut dotyczący lekcji muzealnych mających odkryć przed młodzieżą szkolną tajemnice ratusza, których temat brzmiał "Rozprawa sądowa i złożenie hołdu królowi pruskiemu". Dla "Naszego Dziennika" i jego eksperta, prof. Grzegorza Kucharczyka, to kolejny dowód na pełzającą strategię regermanizacyjną. Dla większości wrocławian jest to jedna z wielu lekcji o skomplikowanej przeszłości miasta.

W roli eksperta występuje w tekście "Naszego Dziennika" Rajmund Pollak, były radny Sejmiku Województwa Śląskiego, który piętnuje władze państwowe i lokalne, za zbyt małą troskę o uszanowanie symboli państwowych i o godność Narodu Polskiego. Według niego, działania takich organizacji jak RAŚ, Ruch Narodowości Śląskiej czy Ruch Wypędzonych, jak również zamieszkujących w Polsce nacjonalistów niemieckich mają wspólny mianownik. - Tu nie chodzi o język niemiecki, kulturę niemiecką, ale o rozbicie Polski - grzmi Pollak z rydzykowej ambony.

Kazimierz Kutz, nie kryje zażenowania oceną sytuacji na Śląsku przez gazetę redemptorysty. - Kiedy czytam teksty w "Naszym Dzienniku", które pod płaszczykiem obrony historycznej prawdy i interesu narodowego fałszują ją albo manipulują faktami, zawsze się zastanawiam, czy jest to robione z rozmysłem, czy z głupoty. Chcę wierzyć, że chodzi o to drugie, bo wówczas wystarczy otworzyć specjalny szpital leczący określone jednostki chorobowe i skierować tam autorów takich bzdur, by nie zarażali nimi innych - podsumowuje Kutz




http://fakty.interia.pl/ciekawostki/news/niemcy-polska-najbardziej-nielubianym-sasiadem,1510147


Pobieranie 0.79 Mb.

1   ...   8   9   10   11   12   13   14   15   16




©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna