Autor zaznacza, że fakt udostępnienia książki w Internecie nie oznacza, że prawo autorskie przestało obowiązywać. Rozpowszechnianie i powielanie książki bez zgody autora jest zabronione



Pobieranie 61.52 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar61.52 Kb.

Spis treści


Spis treści 1

Dziwny atak. 1

CIAmajda… 6

… który złamał prawa fizyki. 9

Dalsza analiza lotu. 12

Pentagon – robota wewnętrzna. 15



Copyright by Wojciech Mann 2009



Autor zaznacza, że fakt udostępnienia książki w Internecie nie oznacza, że prawo autorskie przestało obowiązywać. Rozpowszechnianie i powielanie książki bez zgody autora jest zabronione, jednakże autor chętnie udzieli zgody na zamieszczenie jej obszernych fragmentów na stronach internetowych.


Dziwny atak.


Na wszystkich nagraniach z WTC doskonale słychać samolot, choć jest on oddalony o kilkaset metrów. W zamachu na Pentagon samolot miał lecieć nisko nad ziemią, więc setki osób musiałyby go słyszeć. Niestety tak się nie stało. Mieszkam niedaleko katowickiego lotniska w Pyrzowicach i gdy samolot leci dość nisko, brzmi to trochę jak uderzenie i jest bardzo głośno. A gdyby leciał tak nisko jak ten z Pentagonu, to myślę, że cała dzielnica i mieszkańcy sąsiednich miejscowości wyszliby sprawdzić co się dzieje.

Wszyscy kontrolerzy ruchu międzynarodowego lotniska w Dulles którzy śledzili lot 77 myśleli że to wojskowy samolot.





A oto możliwy sprawca całego zamieszania – bezzałogowy samolot Global Hawk. http://membres.lycos.fr/applemacintosh/pentagon.htm
Samolot powinien ściąć latarnie. 22 listopada 2004 prywatny odrzutowiec w drodze do Houston, gdzie miał zabrać Busha seniora odciął pojedynczą latarnie i rozbił się. Szczątki skrzydła rozerwanego leżały w promieniu 90 m. Lot 77 kompletnie wyrwał z ziemi 7 latarni nie uszkadzając ani skrzydeł, ani słupów. Zamiast tego wyglądają jakby tylko przewróciły się na ziemię.



Wnętrza Pentagonu. Powinniśmy widzieć tu Boeinga. Ale go tam nie ma!
Jakby było tego mało, zdjęcia satelitarne zrobione 4 dni przed 11. 09. 2001 pokazują białe oznakowanie na trawniku, które prawie dokładnie wyznacza trajektorię lotu czegoś, co uderzyło w Pentagon.
Coś, co uderzyło w Pentagon, uderzyło w część remontowaną, gdzie znajdowali się robotnicy! Co najciekawsze, remont miał doprowadzić do wzmocnienia na wypadek ataku terrorystycznego! Była to pierwsza i jedyna remontowana część Pentagonu. Remont miał się skończyć akurat 5 dni później, 16 września… Wszystko było już wzmocnione stalą, szybami przeciwuderzeniowymi i czterema centymetrami kevlaru. Jednym słowem, samolot uderzył tak, by wyrządzić jak najmniejsze szkody budynkowi i jak najmniejsze straty w ludziach. Tamtego dnia pracowało tam jedynie 800 osób, aczkolwiek gdyby nie remont, znajdowałoby się tam aż 4,500 ludzi.



A gdzie Boeing? http://911research.com/essays/pentagon/docs/interior_damage1.jpg
Pentagon posiada własny system antylotniczej obrony rakietowej, włącznie z wyrzutniami rakietowymi, które powinny zestrzelić zbliżający się do Pentagonu samolot. Nie wiadomo, dlaczego tamtego dnia nie zadziałały.


Na powyższym zdjęciu widzimy klin w remoncie i dziwną smugę prawie pokrywającą się z trajektorią. http://www.pentagon.hotnews.pl/
W tym samym czasie Donald Rumsfeld przebywał bezpieczny po drugiej stronie Pentagonu. Jak wiecie, Boeing miał wykonać 270 stopniowy zwrot i miał lecieć z Ohio. Samolot lecący ze strony Ohio mógłby uderzyć prosto i idealnie w siedzibę Donalda Rumsfelda. Każdy terrorysta by tak zrobił, zabijając Rumsfelda i setki, jeżeli nie tysiące innych wysoko postawionych. Ale według oficjalnej wersji terroryści woleli lecieć dalej, zawrócić za Pentagonem wykonując zwrot 270 stopni i zamiast zabić Rumsfelda, zabili nieporównywalnie mniej ważnych ludzi w tym robotników pracujących przy remoncie… Z tym, że terrorystów, którzy mieli to zrobić, jak i samolotu zwyczajnie nie było.
A co z ciałami? W Pentagonie nie było żadnych ciał ludzi z samolotu. Nie znaleziono zwłok nikogo z porwanych. Porwany samolot najprawdopodobniej wylądował w bazie wojskowej, po czym wsadzono ludzi do jakiegoś pokoju i zdetonowano… A jak inaczej człowieku wytłumaczysz to, że ciała zostały przewiezione do kostnicy w Virgini, później do kostnicy w Dover, gdzie zidentyfikowano ofiary Lotu 77 za pomocą badań DNA? No właśnie! Były ciała, a skoro były ciała, to wcześniej trzeba było zabić ludzi! Teraz na pewno myślisz, że ciała pochodzą z Pentagonu. Niestety nie. Jest jedna kwestia, w której ja oraz inni badacze tej sprawy zgadzają się z wersją rządową – kwestia ciał. Rząd twierdzi, że samolot wyparował, a jeśli tak by się stało, to ciała również by wyparowały. Tak naprawdę tego samolotu tam nie było, więc ciał również tam nie było. A jeśli byłyby tam ciała, to byłby i samolot, a wtedy byłby on widoczny na zdjęciach, byłby widoczny na klatkach filmu oraz słyszeliby go świadkowie. A wtedy zarówno ja, jak i rząd mylilibyśmy się. Ale ciała się znalazły. Gdyby rząd miał rację, to nie dałoby się przeprowadzić badań DNA, no, bo w końcu ono razem z ciałami wyparowało. Ale prawda jest taka, że przeprowadzono badania DNA na tych zwłokach, które zostały przywieziono z bazy wojskowej, gdzie z zimną krwią zabito niewinnych ludzi…



No gdzie jest samolot?
Kolejnym faktem obalającym oficjalną wersję jest pewna różnica czasowa. Coś uderzyło w Pentagon o 9:38. Wiemy też, że od 9:33 do 9:38 to coś było widoczne na radarze, a kontrola patrząc na sposób poruszania się, myślała, iż jest to wojskowy myśliwiec.

Jednocześnie pewne doniesienia z 11 i 12 września mówiły o „wybuchu bomby” o 9:30, co potwierdza też wielu świadków. Informacje o tym pojawiły się choćby w słynnym filmie dokumentalnym „French Naudets Brothers”. Na 9:31 zatrzymał się zegar w zachodniej sekcji Pentagonu. Na 9:32 zatrzymał się zegar z heliportu sprzed Pentagonu. Czyżby zatem najpierw dokonano detonacji lub odpalono pocisk, a potem przyleciał samolot?

Zobaczyłem ogień i dym wznoszący się z Pentagonu o 9:32. Myślę, że bomba wybuchła w Pentagonie – ale nikt mi nie wierzy” – Duński polityk Per Stig Møller, 2 miesiące po 9/11 został ministrem spraw zagranicznych Danii (!).

Wybuch o 9:32 zauważył również Alberto Gonzales, który później został prokuratorem generalnym w administracji Busha. Dyrektor „operacji specjalnych” w ministerstwie Rumsfelda, Robert Andrews twierdzi, że wybuch nastąpił o 9:32. Podzielił się tym z Barbarą Honegger, która mówiła później, że „Andrews natychmiast spojrzał na zegarek, gdzie odczytał w przybliżeniu 9:35, jednakże jego zegarek chodził szybciej by zapewnić przybycie na spotkania, zatem rzeczywisty czas wynosił około 9:32.”

Również pracownica Pentagonu April Gallop usłyszała eksplozję. Będąca po szkoleniach April doskonale rozpoznała wybuch bomby. Zaraz po eksplozji spojrzała na zegarek – było krótko po 9:30.

Barbara Honegger – ekspertka od wojska, analityk Białego Domu w latach 1981-83 i doradca doradcy Reagana – odnosząc się do zegarów z Pentagonu zauważa, że czas na zatrzymanych zegarach (5:12) z wielkiego trzęsienia ziemi w San Francisco w 1906 roku był dowodem w kwestii oszacowania początku katastrofy.

Pentagon został najpierw zaatakowany krótko po 9:30 – długo przed uderzeniem samolotu z zewnątrz, jak mówi Oficjalne Kłamstwo.” – pisała Honegger w rozdziale „The Pentagon Attack Papers” w książce Jima Marsa „The Terror Conspiracy” – „Pentagon został zaatakowany przez bombę (bomby) pomiędzy 9:30 a 9:32, a następnie prawdopodobnie przez uderzenie obiekt lotniczy znacznie mniejszy od Lotu 77, Boeinga 757.


Po lewej zegar z Heliportu (9:32), po prawej zegar z Pentagonu (9:31). http://frustratingfraud.blogspot.com/search/label/9%3A32

CIAmajda…


Jeśli chodzi o Pentagon, pilot Boeinga 757 dokonał czynu bohaterskiego. Latałem przez 6000 godzin na Boeingach 757 i 767 i nie mógłbym lecieć takim torem lotu jak opisano [w wersji oficjalnej].

Latałem również z marynarce wojennej i byłem instruktorem lotu w szkole U.S. Navy Fighter Weapons School i mam doświadczenie w lataniu w niskich wysokościach z szybkimi prędkościami. I nie potrafiłbym zrobić tego, co zrobili ci początkujący [porywacze 9/11]. Coś tu strasznie śmierdzi!

Gdzie są zniszczenia od skrzydeł w ścianie Pentagonu? Gdzie są ogromne kawałki, które odrywają się w czasie wypadku? Gdzie cały bagaż? Gdzie mile kabli, drutu i instalacji, które są częściami każdego ogromnego samolotu? Gdzie stalowe części silnika? Gdzie stalowe części nadwozia do lądowania? Gdzie sekcja ogona, która przełamałaby sie na ogromne części?

Osobiście znałem kapitana American Airlines "Chicka" Burlingame'a kapitana Lotu 77, który rzekomo uderzył w Pentagon i wiem, że nie oddałby tego samolotu świrom.

A co z miejscem uderzenia w Shanksville w Pensylwanii, czy jest tam jakiś wrak?!!! Na wszystkich zdjęciach, jakie widziałem, jest tam tylko dziura. Gdzie są części rozbitego samolotu? Dlaczego ten rejon był odgrodzony i nie dopuszczono personelu dopuszczanego do normalnych wypadków? Gdzie są całe dowody?”.

Ralph Kolstad, pilot wojskowy z 20 letnim stażem, latał na McDonnell Douglas F-4 Phantom, Douglas A-4 Skyhawk, i Grumman F-14 Tomcat; pilot komercyjny z 27 letnim stażem, latał na Boeingach 727, 757 i 767, McDonnell Douglas MD-80 oraz Fokker F-100; członek Pilots For 9/11 Truth.





Hani Hanjour



Cessna 172 – Hanjour miał problemy w obsłudze tego samolotu… http://pentagonresearch.com/attack.html
Przyjrzyjmy się domniemanemu terroryście-pilotowi – Haniemu Hanjourze, który miał wykonać ten super niebezpieczny manewr wymagający najlepszego wyszkolenia i lat treningu. Przyszedł on miesiąc wcześniej na lotnisko Freeway w Bowie w stanie Maryland, chcąc wynająć mały samolot. Kiedy Hanjour przechodził potrójny test w 2 tygodniu sierpnia, miał problemy z kontrolą i lądowaniem jednosilnikowej Cessny 172.

Marcel Bernard główny instruktor lotu w Freeway: „Hani Hanjour, było z nim tak, że pojawił się na naszym lotnisku, chciał być przetestowany na samolocie, bo już wcześniej miał certyfikat, nie przyszedł do nas na kurs latania.



- Miał już koncesje pilota?

- tak, to był dokument z prywatnej szkoły w Arizonie, nie pamiętam jej nazwy, miał w ręce certyfikat, a czasami przychodzą do nas piloci, którzy nie chcą szkolenia, ale chcą tylko wynająć nasz samolot.

- I tak było w przypadku Hani Hanjoura?

- Tak było w przypadku Hani, chciał dostać ”odprawę” jak my to nazywamy, nasze ubezpieczenie wymaga tego, by pilot polatał z naszym instruktorem dla sprawdzenia kompetencji i to był proces, przez który przeszedł, skonstatowaliśmy, że był bardzo spokojny, umiejętności pilotażu średnie, nawet słabe, jego angielski był bardzo słaby, to jest najlepszy opis, jaki mogę dać, na tamten czas bardzo nijaki z mojego punktu widzenia
Rick Garza, Instruktor pilotażu: „Oni nie mieli pojęcia o lataniu. Było dla mnie jasne, że nie uda im się jako pilotom.”
Słaby student, który marnował nasze środki”- Instruktor Duncan Hastie.
Posiadał nikłą wiedzę, do czego służą urządzenia” - Instruktor Wes Fults.
Jego angielski i umiejętności pilotażu były tak kiepskie, że uważali, iż nie powinien mieć licencji” – CBS News, 29.05.2002.
Aczkolwiek, kiedy [instruktor latania Sheri] Baxter i jego kolega instruktor Ben Conner wzięli lekko mówiąc smukłego Hanjoura na trzy testowe przeloty w czasie drugiego tygodnia sierpnia, odkryli że miał problemy z kontrolowaniem i lądowaniem jednosilnikowej Cessny 172. Nawet pomimo tego, że Hanjour pokazał im federalną licencję pilota i książkę katalogującą 600 godzin praktyki latania, główny instruktor lotu Marcel Bernard odmówił wynajęcia mu samolotu bez dodatkowych lekcji” – informował Newsday 23 września 2001 roku.


Idealne zejście w wykonaniu ciamajdy? To przeczy prawom logiki! http://911research.com/essays/pentagon/docs/analyse3.gif



Wielki manewr Hanjoura opracowany na podstawie zapisów czarnej skrzynki. http://frustratingfraud.blogspot.com/search/label/Flight%2077.
Dla żółtodzioba latania to niemożliwe, by tak precyzyjnie uderzyć w budynek.”

Szwajcarski podpułkownik doktor Albert A. Stahel, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Zurychu, były profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Genewskim.


I ktoś taki miał wykonać niebezpieczny 270 stopniowy zwrot (oficjalnie, w rzeczywistości zwrot byłby większy) i przy nurkowaniu 2,1 kilometra w dół miał idealnie uderzyć w Pentagon, czyli zrobić coś niewykonalnego dla większości zawodowych i doświadczonych pilotów?

Co najlepsze, wedle Komisji 9/11 Hanjour był najbardziej doświadczonym pilotem samobójcą…

Według New York Times jeden z pracowników szkoły, w której się uczył, powiedział: „Nie martwił się, że nie może przejść kursu. (…) Aż do tego dnia, wciąż jestem zdumiony, jak to się stało, że on mógł wlecieć w Pentagon. Przecież on nie umiał latać!”

Byy wykonać taki manewr, jaki miał wykonać Boeing 757, potrzebny byłby najlepiej wyszkolony i doświadczony pilot! Kapitan Russ Wittenberg, były pilot Sił Powietrznych oraz linii lotniczych Pan Am i United Airlines, który latał Boeingach 757 i 765, wie jak wiele jest potrzebnej praktyki, aby w ogóle lecieć tymi samolotami. On wątpi, aby terroryści mogli siedzieć za sterami tych samolotów i uderzyć w nimi w tak małe cele. Wątpi też, aby piloci oddali swoje samoloty kilku facetom z plastikowymi żyletkami, bo to przecież zagroziłoby wszystkim pasażerom!


Komercyjne samoloty są zaprojektowane do konkretnych celów. Są to komfort i pasażerowie, a nie wojskowe manewry. A kiedy są do nich konstrukcyjnie zdolne, wymagają bardzo, bardzo wyszkolonych pilotów.

(...)


Jeśli chodzi o porwania samolotów, jeszcze raz wracając do natury pilotów i samolotów, to niemożliwe by pilot oddał samolot porywaczom.

(...)


W kwestii czterech samolotów, jeśli pamiętasz, żaden z samolotów nie włączył na transponderze kodu porwania. To bardzo, bardzo prosty kod który aktywujesz, gdy uważasz, że samolot został porwany. W ułamku sekundy kładziesz rękę na konsoli pstrykasz to. I na żadnym z porwanych samolotów nie załączono kodu porwania.”

Ted Muga, były pilot wojskowy takich maszyn jak Grumman E-1 i E-2, były pilot linii lotniczych Pan Am; członek Pilots for 9/11 Truth i Scholars for 9/11 Truth and Justice.







Po lewej kokpit Cessny 172, z czym Hanjour nie umiał wylądować, a po prawej kokpit Boeinga 757-200, czym Hanjour miał wbić się w Pentagon. To tak, jakby ktoś po zdobyciu karty rowerowej miał wygrać Paryż – Dakar.


… który złamał prawa fizyki.


Hanjour nie byłby w stanie dokonać tego nurkowania. A jak z samolotem? Oficjalnie samolot miał przelecieć nad anteną Departamentu Transportu Virginii:



http://www.abovetopsecret.com/forum/thread392312/pg1; http://pilotsfor911truth.org/descent_rate031308.html.
Przyjrzyjmy się jej bliżej:


http://www.abovetopsecret.com/forum/thread392312/pg1; http://pilotsfor911truth.org/descent_rate031308.html.

Samolot miał dokonać super nurkowania i super zwrotu, przelecieć nad tą anteną (304 stopy/ 92,5 metra wys.) nie zahaczając o nią, oraz z co najmniej jej wysokości obniżyć się na wysokość latarni i parteru Pentagonu mającego 77 stóp (23,5 metra). Jak wyglądało to z perspektywy oficjalnej wersji? Tak:





http://www.abovetopsecret.com/forum/thread392312/pg1.

Już na oko widać, że jest to bujda. Oficjalna wersja kłamie. Samolot miał dokonać superprecyzyjnego obniżenia przy obciążeniu 34 G. Tak twierdzi oficjalna wersja, ale zabawmy się na chwilę w ślepego neokonserwatystę i przedstawmy to tak:





http://www.abovetopsecret.com/forum/thread392312/pg1.

Zakładając najniższe możliwe obniżenie, pilot z wysokości 304 stóp obniżyłby się do wysokości 80 stóp (24,5 metra), czyli o 224 stopy (68 m.). Ze względu na prędkość miałby to zrobić w czasie trzech sekund.

Przy najniższym obniżeniu i założeniu, że pilot (który pierwszy raz siedział za takim samolotem!) jakimś cudem uniknął zahaczenia o antenę, obciążenie wynosi 10,14 G. A jakie obciążenia jest w stanie wytrzymać Boeing 757? Co najwyżej 5-6 G… Tak został skonstruowany i takie są prawa fizyki. Tyle teoria, a jak z praktyką? Najwyższe obciążenie Boeinga 757 zarejestrowane przez amerykański NTSB, który uczestniczył w układaniu oficjalnej wersji, to… 1,75 G! Trwało to aż przez jedną ósmą sekundy! Łał!
Bez silnego przeciążenia, powodującego przeciągnięcie Lot 77 nie mógł mieć takiej prędkości jak odczyty… - samolot nie leci tak szybko podczas tego typu manewrów – rozleciałby się. (…) Z całą pewnością nie jest możliwe pokierowanie samolotem w taki sposób, ja bym tak nie potrafił i jestem przekonany, że terroryści tym bardziej.”

Russ Wittenberg, kapitan US Air Force i komercyjnych linii lotniczych Pan Am i United Airlines, gdzie latał przez 35 lat na wszystkich Boeingach od 707, przez 720, 727, 737, 747, 757, 767, na 777 kończąc; latał m.in. na Locie 93 i Locie 175, które porwano 11 września; członek Pilots For 9/11 Truth i Scientific Panel Investigating Nine-Eleven.


Ten samolot podchodził w okresie podejścia pośredniego z prędkością ponad 460 węzłów – to jest dość szybko – po czym na chwilę przed samym przelotem nad Pentagonem zredukował prędkość do stu kilkudziesięciu węzłów, do 120 węzłów, co taką maszyną jest nie lada wyczynem. Można to zrobić, ale na pełnych klapach, na pewno bez pasażerów i jeżeli pan Wittenberg określa to w ten sposób jako fachowiec, na pewno ma rację, to jest niezwykle trudny manewr, niezwykle trudny do wykonania, możliwy, ale niezwykle trudny.”

Sławomir M. Kozak; kontroler ruchu z 20-letnim doświadczeniem; Supervisor i długoletni instruktor; od 2007 roku – Kierownik Działu Szkolenia OJT Kontroli Lotniska Warszawa Okęcie. Zajmował się tłumaczeniami i konsultacjami dla TVP, "National Geographic" i wydawnictw książkowych.



W roku 2007 podjął współpracę z miesięcznikiem lotniczym "Pilot Club Magazine". Autor książki „Operacja Dwie Wieże” prezentującej prawdę o 9/11.

Dalsza analiza lotu.


Oficjalna wersja miejscami jest sprzeczna wewnętrznie. Wedle Komisji kompleks Navy Annex znajdował się na lewo od samolotu, podczas gdy w symulacji NTSB mamy go po prawej stronie. Stacja benzynowa Citgo wedle Komisji znajdowała się na południe samolotu, podczas gdy NTSB znajdowała się na północ od maszyny. NTSB uważa, że przewrócone latarnie znajdowały się kilkaset metrów od drogi porwanego samolotu. Czy ma to wskazywać na znamiona choroby umysłowej u osób tworzących oficjalną wersję, czy jest to zwyczajnie świadoma plątanina kłamstw?



Trajektoria lotu wedle symulacji na niebiesko, a trajektoria uzyskana z czarnej skrzynki na czerwono. http://frustratingfraud.blogspot.com/search/label/Flight%2077



Domniemana trasa Lotu 77. Linie przerywana jest rzekomą drogą, w czasie której nie było kontaktu z samolotem. Lot 77 mógł wylądować w jakiejś bazie wojskowej na tej ogromnej przestrzeni. Trzy grafiki wykonane przez trzy amerykańskie gazety, USA Today, Newsweek i Time różnią się w dość dużym stopniu. http://911research.com/planes/attack/flight77.html
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, iż wedle zapisu FDR (Flight Data Recorder) z czarnej skrzynki, Lot 77 na sekundę przed uderzeniem znajdował się na wysokości 180 stóp czyli 55 metrów, podczas gdy Pentagon ma 77 stopy, czyli 24 metry. Zapisy z wysokościomierza mówią, że samolot stojąc na płycie lotniska znajdował się na wysokości 300 stóp (91,5 metra). I to akurat się zgadza, ponieważ jest to wysokość elewacji drogi startowej lotniska. Ważną kwestią jest tu ustawienie ciśnienia. Samolot w USA przekraczając wysokość 18000 stóp (ok. 5,5 kilometra) czyli tzw. poziom lotu 180, musi ustawić poziom na ciśnienie standardowe czyli 29,92 cale słupa rtęci (1013,25 hPa). Pilot wykonał tę procedurę o 08:28. Ciśnienie na lotnisku Dulles w Waszyngtonie w dniu ludobójstwa wynosiło 30,22 cala, zatem pilot po zejściu poniżej 18000 stóp powinien ustawić właśnie takie ciśnienie. Oczywiście tego nie zrobiono, ponieważ samolot miał być w rękach Hanjoura, który zapewne nie umiałby tego zrobić (zresztą po co, skoro samolot miał się rozbić). Wprowadzając jednak takie ciśnienie i biorąc pod uwagę temperaturę jaka była wtedy w Waszyngtonie otrzymujemy wynik 479 stóp (146 metrów) ponad poziom morza. Oznacza to, że rzekomy samolot znajdował się ok. 300 stóp, czyli 90 metrów ponad wartość przyjętą przez Komisję. Pierwsza i druga latarnia miały mieć 13 metrów nad poziom morza, kolejne dwie miały mieć 12,5 metra, a piąta 12 metrów. Samolot znajdował się 80 metrów wyżej. Organizacja Pilots for 9/11 Truth (Piloci dla Prawdy o 9/11) uzyskała zapis z czarnej skrzynki. Dla utrudnienia otrzymali to w pliku z rozszerzeniem fdr, a oprogramowanie potrzebne do odczytania tego kosztuje setki tysięcy dolarów. Mimo to udało im się odczytać. Eksperci z tej organizacji doszli do zapisów radarowego pomiaru wysokości. Wysokość na sekundę przed końcem zapisu miała wartość 273 stóp, czyli 83 metry. To oznacza, że rzekomy samolot miał przelecieć ponad Pentagonem!

Niszczy to oficjalną wersję, choć daje też pewną możliwość. Samolot mógł rzeczywiście przelecieć ponad Pentagonem, a w tym czasie w Pentagon uderzyło coś innego. Tłumaczy to nieujawnienie wielu nagrań i zgadza się z niektórymi zeznaniami świadków. Badając czarną skrzynkę odkryto jeszcze coś. Nie ma tam zwyczajnie fizycznego zapisu uderzenia w Pentagon.


Po dokonaniu przeze mnie analizy stało się oczywiste, że istnieją rozbieżności między dwoma historiami; miedzy komisją 9/11 i zapisem czarnej skrzynki. (...)

Zwróciłem uwagę na podchodzenie pod koniec lotu Lotu 77, w którym praktycznie niemożliwe byłoby uderzenie w latarnie. Zasadniczo byłby w zbyt wysokim punkcie w porównaniu do punktu uderzenia, gdzie uderzył między pierwszym a drugim piętrem Pentagonu.”

Podpułkownik Jeff Latas; inżynier technologii kosmicznych; pilot wojskowy na takich maszynach jak McDonnell Douglas F-15E Strike Eagle i General Dynamics F-111 Aardvark fighter/bomber; były dowódca wojskowej komisji ds. wypadków lotniczych; były pracownik Pentagonu, służył w czasie pustynnej burzy; 20 lat służby wojskowej; członek Pilots For 9/11 Truth.




Samolot mógłby wylądować na lotnisku Reagana. http://membres.lycos.fr/applemacintosh/pentagon.htm.
Większość świadków umiejscawia trajektorię lotu bardziej na północ, niż robi to wersja oficjalna.



L: Trajektoria uszkodzeń latarni nie pokrywa się z trajektorią lotu czegoś, co uderzyło w Pentagon wedle świadków. http://www.vt911.org/Pentagon.htm.

P: Powyżej porównanie oficjalnej trajektorii (fiolet) z trajektoriami czterech świadków, Eda Paika (zieleń), Lagasse (niebieski), Turcios (pomarańczowy) oraz Brooks (turkusowy). Znaczna większość świadków określa trajektorię jako na północ od zaznaczonego czerwonym kwadratem Citgo, choć wersja oficjalna mówi o trajektorii na południe od Citgo. http://arabesque911.blogspot.com/2007/05/critical-review-of-pentacon-smoking-gun.html#_edn220.

Pentagon – robota wewnętrzna.


Wielu ludzi zwraca tez uwagę na liczbę ludzi w porwanych samolotach. Wedle „Washington Post” lot 77 był „nienormalnie pusty”. Było w nim jedynie 64 pasażerów na 188 miejsc. Wszystkie samoloty użyte do zamachów 9/11 były zapełnione tylko w 20-30%, podczas gdy średnia zapełnienia wszystkich samolotów tamtego dnia wynosiła 70-90%. Dziwnym „zbiegiem okoliczności” wśród 64 pasażerów Lotu 77 byli ludzie z Boeinga, Raytheona, Departamentu Obrony, Lockheed Martin, American Airlines, wojska i innych agencji rządowych. Może ci ludzie coś wiedzieli, chcieli coś ujawnić i trzeba było ich w jakiś sposób zabić? W każdym bądź razie oni byli na listach pasażerów. A kto nie był na liście pasażerów Lotu 77? Hani Hanjour…(O mój Boże! Oficjalna wersja bije szczyty żałosności skoro zapomnieli wciągnąć go na oficjalną listę pasażerów!). Pilotem był Charles Frank Burlingame III, pilot po akademii wojskowej i słynnej szkole pilotażu „Top Gun”. Zajmował się strategią antyterrorystyczną w Pentagonie, a w 1989 roku przeszedł na emeryturę i został pilotem w American Airlines. I mimo takich ludzi, załoga miała poddać się bez walki, a porywacze uzbrojeni w plastikowe noże mieli bez problemu wykonać swoje działanie.

Potem 43 minuty spokojnego lotu do Waszyngtonu – w tym czasie święty spokój ze strony wojska i NORAD – by na końcu wykonać cudowny manewr 270 stopni i ponad 2 kilometrów nurkowania, czyli robotę niewykonalna dla Hanjoura i innych porywaczy. Po wykonaniu tego manewru „samolot” miał uderzył w remontowaną część. Gdyby nie było tego szalonego i niewykonywalnego manewru, to samolot lecąc prosto uderzyłby w Rumsfelda i inne szychy Pentagonu.


Samolot uderzył w część remontowaną. Wybuch jednak, wedle raportu “The Arlington County: After-Action Report”, zniszczył też część z ważnymi informacjami na temat budżetu. 24 godziny wcześniej Donald Rumsfeld oświadczył: „Według wyliczeń, nie możemy odnaleźć 2.3 biliona $ z transakcji.” Daje to 4873 dolary na jednego Amerykanina! Czyli jak zawsze, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jak pisał Sławomir M. Kozak, „Jeden z członków Komisji 9/11 przyznał szczerze, że z informacji przez niego uzyskanych wynika, że ponad 100 osób miało powody, by się z tego cieszyć”. Ktoś doskonale wiedział, jakie będą zniszczenia. Być może dlatego mieliśmy te dziwne zniszczenia, w tym idealną dziurę w środku Pentagonu. Operację w Pentagonie przygotowano tak, by nakraść, a potem zniszczyć dowody. A może chodziło o coś jeszcze?

Warto wspomnieć, że wysoki oficer Pentagonu zajmujący się wtedy finansami, Dov Zakheim, który wiedział o 'zagubionych' bilionach, miał spółkę, która specjalizowała się w technologii zdalnego sterowania samolotów. Resztki znalezione w Pentagonie zostały zidentyfikowane jako przednia część przedniego kompresora silnika JT8D używanego w myśliwcu A-3 Sky Warrior i jak na A-3 Sky Warrior - normalnie sterowany samolot - były sekretnie przekształcane w zdalnie sterowane samoloty bezzałogowe i wyposażone w pociski w ramach operacji na lotnisku niedaleko Ft. Collins-Loveland Municipal Airport w Colorado na miesiące przed 9/11, pytania szczególnie wzrastają, czy księgowi Pentagonu i ich dane na komputerach nie zostały umyślnie zaatakowane 11 września.”- pisała Barbara Honegger.

Dov Zakheim jest członkiem neokonserwatywnego think tanku Projekt Nowego Wieku Ameryki (PNAC), który jeszcze kilkakrotnie przewinie się przez tę książkę.
Planiści tego ataku musieli mieć pewność, że dane na temat budżetu zostaną zniszczone. Taką pewność mogły dać jedynie eksplozje bomb. Ładunki wybuchowe założono pod przykrywką trwającego remontu. Po drugie, remont posłużył jako przygotowanie do uderzenia samolotu/pocisku. Ładunki wybuchowe doprowadziły do zniszczenia danych na temat budżetu i powstania idealnej dziury, a siła eksplozji wyrzuciła drzwi i bramę wewnątrz Pentagonu. Użycie bomb doprowadziło do dziwnych zniszczeń patrząc na mapy ze zniszczonymi kolumnami, a na wypadek pojawienia się niewypałów ściągnięto psy z K-9.

Wszystko odbyło się pod przykrywką uderzenie pocisku, lub samolotu – bezzałogowego A-3, Global Hawk lub ewentualnie przerobionego Boeinga 737. Samolot uderzył we wzmocnioną remontowaną część, a jego szczątki zostały pozbierane, usunięte z miejsca przestępstwa i do dziś pozostają utajnione. Miejsce uderzenia samolotu wyburzono (oficjalnie samo się zawaliło), co również ukryło wiele dowodów w sprawie.


W Locie 77 znajdował się Stanley Hall z Raytheona, jeden z dyrektorów tej firmy, który zajmował się elektroniką na polu walki. 11 września na pokładach porwanych samolotów znajdowali się również inni członkowie Raytheona. Jeden z ważniejszych ludzi tej firmy Peter Gay, inżynier kontroli jakości zajmujący się elektroniką Kenneth Waldie oraz kolejny inżynier David Kovalcin znajdowali się w Locie 11. Herbert Homer był zaś pasażerem Lotu 175. Co ich łączy? Czym takim dziwnym zajmował się Raytheon? Programami samolotów Global Hawk i A-3 Sky Warrior… Można się tylko domyślać, że ktoś chciał puścić parę z gęby albo nie dopuścić do ludobójstwa. Po prostu trzeba było ich zlikwidować, sprytnie wykorzystując do tego cały zamach.

David Kovalcin z Lotu 11 jest tu odpowiedzią na wiele pytań. Jak mówiła jego żona, nocą z 10 na 11 września obudził ją i nie mógł spać. Rankiem znalazła kartkę, na której napisał: „Będzie mi was wszystkich bardzo brakowało”…


Na pokładzie Lotu 77 znajdowali się ludzie Raytheona, Boeinga czy wojska. Kogo zatem zabrakło wśród tej śmietanki? Arabów! Na pokładzie nie było ani jednego Araba! Nie było również porywaczy, którzy mieli być Arabami! Oficjalna wersja wojska mówiła o 64 zabitych pasażerach, podczas gdy American Airlines wypuściła listę 56 pasażerów, zwiększoną później do 58. Na liście nie było ani jednego arabskiego nazwiska. Zdjęcia z listy znajdują się na http://physics911.net/olmsted.
A na koniec relacje kolejnych po duńskim ministrze świadków i ludzi z lotniska.

Todd Lewis, radiolokator na lotnisku w Dulles: Myślałem, że to był samolot wojskowy. Myślałem, że Langley wysłało jakieś odrzutowce. To było prawie uczucie ulgi.

Danielle O’Brian, kontroler lotniska Dulles która była na służbie rankiem 9/11, na temat czegoś, co uderzyło w Pentagon: Prędkość, zdolność manewrowania, sposób, w jaki zakręcał, wszyscy w pokoju radarowym myśleliśmy, a każdy z nas jest doświadczony kontrolerem ruchu lotniczego, że to był samolot wojskowy.
Steve deChiaro: Mój mózg nie mógł pogodzić się z faktem, że to był samolot, ponieważ wyglądało to jedynie na małą dziurkę budynku. Nie było ogona. Nie było skrzydeł. Nie było niczego.

Scarlet: Budynki nie jedzą samolotów. Tamten samolot po prostu zniknął. Powinny być jakieś części na ziemi… Gdzie są te części?

Christine Peterson: Mój umysł nie mógł zrozumieć, co się stało. Gdzie podział się samolot? Ale nie widać było żadnego samolotu.

Terry Mitchell, wydział audiowizualny, ASD PA: Nie widziałem żadnych śladów samolotu tam na dole.

Jeden z reporterów na konferencji prasowej Departamentu Obrony w Pentagonie: Jedna rzecz, która wprowadza zamieszanie – jeśli on nadleciał w sposób, w jaki pan to opisał, w takim razie dlaczego nie ma skrzydeł na zewnątrz? Mam na myśli to, że skrzydła zostałyby oderwane. Ogon zostałby oderwany. Jednakże najwyraźniej nie ma żadnego śladu samolotu.
John O’Keefe: On po prostu zrobił takie „pfff”. To nie było to czego spodziewałbym się po samolocie, który by ode mnie w odległości nie dużo większej niż długość boiska footballowego.

Lon Rains: Usłyszałem bardzo głośny szybki syczący dźwięk…Byłem przekonany, że to był pociska rakietowy. Nadleciał tak szybko, brzmiało to zupełnie nie jak samolot.

Kirk Milburn: To było takie SZZZZ, SZZZZ, potem był ogień i dym, następnie usłyszałem jakąś drugą eksplozję.

Tom Seibert: Usłyszeliśmy coś, co brzmiało jak pocisk rakietowy.

Michael diPaula: To brzmiało jak jakiś pocisk rakietowy.

Phillip Thompson: To było niesamowicie podobne do innego doświadczenia z wojny w zatoce – pocisku rakietowego który zabił żołnierza w mojej jednostce.


Don Perkal: Wybuchła jakaś bomba, poczułem zapach materiału wybuchowego. Wiedziałem, że materiał wybuchowy gdzieś eksplodował.

Gilah Goldsmith: Pachniało jak kordyt, lub dym z broni.

Mike Slater: Wiedziałem, że to była bomba lub coś takiego.

Porucznik John Bowman: Większość ludzie wiedziała, że to była bomba.


Lisa Burgess: Słyszałam dwa głośne wybuchy – jeden wielki, drugi mniejszy.

Wayne T. Day: Słyszałem dwa głośne wybuchy, które brzmiały jak wystrzały artylerii.



Terry Morin: Dźwięk ogromnej eksplozji i echo niskiej częstotliwości przybyłe z rym dźwiękiem. Dla tych, którzy kiedyś byli w wojsku, brzmiało to jak wybuch 2000 funtów (900 kilogramów) bomby.
Coś ciekawego wymsknęło się Donaldowi Rumsfeldowi: „Mówimy o plastikowych nożach i użyciu samolotów American Airlines z amerykańskimi obywatelami na pokładzie, i pocisku do zniszczenia tego budynku (…)”.

Podobnież Timowi Roemerowi z Komisji 9/11, który w wywiadzie dla CNN w styczniu 2009 roku twierdził, iż „w naszą fortecę” uderzył „pocisk”. Roemer w przeciwieństwie do Rumsfelda zrozumiał, że powiedział za dużo i poprawił się na „samolot”.




©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna