Biuletyn wewnętrzny



Pobieranie 46.98 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar46.98 Kb.

BIULETYN WEWNĘTRZNY




Związek Nauczycielstwa Polskiego




Przygotowano dnia:

26 listopada 2008
Przegląd wiadomości 26.11.2008
Związek Nauczycielstwa Polskiego
26.11.2008

Konflikt nauczycieli z dyrektorką „piątki” 3

26.11.2008 Dziennik Elbląski str. 3 O tym się mówi Związek Nauczycielstwa Polskiego



Maciej Zarecki

Związkowcy nie odpuszczą Tuskowi 3

26.11.2008 Gazeta Polska str. 6 Kraj Związek Nauczycielstwa Polskiego



GRZEGORZ WIERZCHOŁOWSKI

KRÓTKO 5

26.11.2008 Gazeta Pomorska str. 18 Związek Nauczycielstwa Polskiego



(MIK, MN)

Rotr liderem 5

26.11.2008 Gazeta Pomorska str. 23 Związek Nauczycielstwa Polskiego



(AACH)

PRAWA DZIECI SĄ NAJWAŻNIEJSZE 6

26.11.2008 Gazeta Wyborcza str. 2 Łódź Związek Nauczycielstwa Polskiego



WIOLETTA GNACIKOWSKA, MARCIN MASŁOWSKI

Pikieta nauczycieli 7

26.11.2008 Tygodnik Solidarność str. 13 Związek Nauczycielstwa Polskiego



Zamieszanie wokół wypłat dla nauczycieli 8

26.11.2008 Polska Gazeta Krakowska str. 13 Kraków Związek Nauczycielstwa Polskiego



Edyta Tkacz

Związek Nauczycielstwa Polskiego
26.11.2008

Konflikt nauczycieli z dyrektorką „piątki”



26.11.2008 Dziennik Elbląski str. 3 O tym się mówi

Maciej Zarecki Związek Nauczycielstwa Polskiego

Elbląg
Nauczyciele z Gimnazjum nr 5 w Elblągu w sobotę spotkali się z Henrykiem Słoniną, prezydentem Elbląga, któremu przekazali pismo z zarzutami skierowanymi pod kierunkiem dyrektorki szkoły. - W tym tygodniu przeprowadzone zostanie postępowanie wyjaśniające w sprawie tych zarzutów - informuje Joanna Urbaniak, rzeczniczka Urzędu Miejskiego w Elblągu.

Jak dodaje, prezydent chce się spotkać także w najbliższym czasie z nauczycielami, którzy nie podpisali się pod pismem, a także z dyrektorką.

- Prezydent chce poznać opinię i wysłuchać argumentów obu stron - wyjaśnia Urbaniak, dodając, że część nauczycieli nie podpisała się pod pismem.

Urbaniak poinformowała nas, że zarzuty dotyczą relacji pomiędzy dyrektorką a nauczycielami.

Gerhard Przybylski, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego w Elblągu twierdzi, że pod pismem podpisała się większość nauczycieli pracujących w Gimnazjum nr 5.

- Dzisiaj wybieram się na spotkanie z kadrą pedagogiczną. W takich sprawach warto jest poczekać na wyniki postępowania wyjaśniającego, które przeprowadzi - mam nadzieję - powołany przez prezydenta zespół - powiedział nam wczoraj w rozmowie telefonicznej. Dyrektorka gimnazjum nie znalazła wczoraj czasu, aby porozmawiać z reporterem „Dziennika Elbląskiego”. Przez cały dzień była wczoraj zbyt zajęta, aby porozmawiać.
O autorze| Maciej Zarecki, m.zarecki@dziennikelblaski.pl


Związkowcy nie odpuszczą Tuskowi



26.11.2008 Gazeta Polska str. 6 Kraj

GRZEGORZ WIERZCHOŁOWSKI Związek Nauczycielstwa Polskiego

Wojna o emerytury pomostowe to - obok coraz widoczniejszych skutków kryzysu finansowego - najpoważniejsze zagrożenie dla rządu Donalda Tuska. Jeśli wierzyć zapowiedziom największych central związkowych, jeszcze w tym roku czeka nas strajk generalny z udziałem kilkuset tysięcy ludzi


Czy rząd PO-PSL przetrwa próbę ognia? Mimo wciąż sporego poparcia społecznego, jakim cieszy się gabinet Tuska, wiele wskazuje na to, że związkowcy nie obawiają się otwartej konfrontacji z premierem i liczą w niej na zwycięstwo.

O tym, że jest ono możliwe, przekonują ich ostatnie spory dotyczące emerytur w samym rządzie (zwłaszcza między Jolantą Fedak a Michałem Bonim), a także pogarszające się wskaźniki ekonomiczne (m.in. masowe zwolnienia pracowników w wielu branżach), które wytrącają z rąk PO argument o korzystnym momencie na rozpoczęcie radykalnych reform.


Kto zyska, kto straci

O co chodzi w konflikcie związkowców z Tuskiem? Najkrócej mówiąc: o rządowy projekt zmian w przepisach emerytalnych. Przypomnijmy, że od 2009 r. wcześniejsze emerytury mają być zastąpione emeryturami pomostowymi (tzw. pomostówkami), jednak do pobierania tych ostatnich ma być uprawniona - według propozycji rządu - znacznie mniejsza liczba ludzi. Jak wynika z ostatnich szacunków, prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę utraci ok. 700 tys. osób, w tym prawie 300 tys. nauczycieli, część pracowników kolei i dziennikarze. Zmiany dotyczą osób urodzonych między rokiem 1949 a 1968 (ci, którzy przyszli na świat później, w ogóle nie mogą liczyć na żadne przywileje emerytalne) - i to właśnie ta grupa wiekowa ma najwięcej do stracenia. Zyskać mogą za to obecni i przyszli podatnicy, którzy oszczędziliby w ciągu najbliższych 30 lat ponad 50 mld zł.

Związkowców nie przekonują jednak ani rachunki ekonomiczne, ani to, że od stycznia 2008 r. lista zawodów uprawniających do pomostówki zwiększyła się ponad dwukrotnie. "Posprzątamy dziś sejm Tuska, tak się skończy pomostówka" - odgrażali się trzy tygodnie temu przed budynkiem Rady Ministrów. W rozmowie z "GP" działacze związkowi zapewniają, że dotychczasowe pikiety to dopiero początek olbrzymiej fali protestów.
Rząd jednoczy centrale

Do pierwszych poważniejszych antyrządowych demonstracji w sprawie emerytur pomostowych doszło latem. Pod koniec sierpnia 2008 r. przez Warszawę przemaszerowało około 30 tys. związkowców "Solidarności" (według organizatorów: nawet 50 tys.). Jednym z przewodnich haseł manifestacji było przyznanie prawa do pomostówek wszystkim, którzy mieliby uprawnienia do otrzymywania wcześniejszych emerytur na obecnych zasadach. Miesiąc po tym wydarzeniu rząd przyjął projekt ustawy, przewidujący, że do pobierania emerytur pomostowych uprawnionych byłoby 270 tys. osób. W pierwotnym projekcie liczba ta wynosiła tylko 130 tys., ale resort pracy po rozmowach z centralami związkowymi wpisał na listę zawodów "szczególnych" m.in. pracowników SOK oraz kierowców autobusów i motorniczych w transporcie publicznym. Związkowcom to jednak nie wystarczyło.

30 października kilkudziesięciu przedstawicieli trzech największych central związkowych ("Solidarność", OPZZ, Forum Związków Zawodowych) zgodnie okupowało budynek Ministerstwa Pracy. Równo tydzień później w wielu miastach w Polsce doszło do krótkich, ale dokuczliwych protestów kolejarzy, którzy w ramach sprzeciwu wobec likwidacji wcześniejszych emerytur dla części pracowników PKP (m.in. konduktorów i dworcowych kasjerek) przez 2-3 godziny blokowali tory. Tego samego dnia (6 listopada) w Warszawie kilka tysięcy osób z "Solidarności", OPZZ i FZZ domagało się, by głosujący nad nowymi przepisami emerytalnymi Sejm odrzucił projekt rządu.
Fedak kontra PO

Niestety (dla związkowców), ustawa o emeryturach pomostowych przyjęta została najpierw przez izbę niższą, a następnie - bez żadnych poprawek - przez Senat. 7 listopada kolejarze całkowicie zablokowali więc dworzec w Katowicach, a w następnych dniach do podobnych protestów doszło w Krakowie i Białogardzie.

Do akcji najważniejszych central związkowych przyłączył się też radykalnie lewicowy WZZ "Sierpień '80", którego działacze 13 listopada zajęli biuro poselskie Donalda Tuska. Ponad 200 aktywistów "Sierpnia" (wśród nich stoczniowcy, hutnicy i górnicy, którzy notabene i tak dostaną pomostówki) przebywało tam prawie dwa dni, domagając się rezygnacji z forsowania zmiany przepisów. W tym samym czasie związkowcy z OPZZ i ZNP (nauczycielom odebrane zostanie najwięcej przywilejów) zagrozili kolejnymi protestami i blokadami.

Jakby tego było mało - w rządzie Tuska niespodziewanie nastąpił wyłom: minister pracy Jolanta Fedak (PSL), która do tej pory bez oporów realizowała program reform autorstwa Michała Boniego (niedoszłego szefa resortu), ogłosiła, że nauczyciele powinni dostawać jeszcze przez 25 lat "przejściowe" emerytury. Oznaczałoby to de facto, że grupa ta zachowa swoje dawne przywileje - nic więc dziwnego, że ZNP bardzo pozytywnie odniósł się do tej propozycji. Reakcja polityków PO nie pozostawiała jednak złudzeń: Zbigniew Chlebowski surowo skrytykował inicjatywę Fedak, a Donald Tusk określił wypowiedź minister jako "nieporozumienie".


Nauczyciele nie odpuszcza....

Czy to więc właśnie 250 tys. nauczycieli ruszy w pierwszej kolejności "na Warszawę"? Ustawa o pomostówkach co prawda nie dotyczy ich bezpośrednio (ich przywileje emerytalne regulowane są przez Kartę Nauczyciela) - problem jednak w tym, że wcześniejsze emerytury w Polsce w ogóle są od przyszłego roku likwidowane, a zdominowany przez PO Sejm nie zamierza zapisywać w Karcie Nauczyciela żadnych "przejściowych" czy pomostowych świadczeń.

- Nie odpuścimy. Ten problem dotyczy zbyt dużej liczby nauczycieli. Jeśli na spotkaniu z ministrem Bonim nie dojdziemy do porozumienia, podejmiemy bardziej radykalne kroki - mówi "GP" Magdalena Kaszulanis, rzecznik ZNP - Pomysł minister Fedak z PSL bardzo nam się podobał, ale drugi koalicjant jest mu najwyraźniej przeciwny - dodaje Kaszulanis.

Nauczyciele nie chcą odpowiadać na pytania o ewentualny strajk generalny, jednak - jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy w ZNP - dołączyliby do ogólnopolskiego protestu innych grup zawodowych, gdyby do niego doszło. Chyba że rząd szybko zaproponuje pracownikom oświaty pokaźne rekompensaty za utratę dotychczasowych przywilejów, a to jest raczej mało prawdopodobne.


... a kolejarze tym bardziej

Jeszcze ostrzej o planowanych zmianach wypowiadają się kolejarze. Jak dotąd to właśnie oni najbardziej zdecydowanie okazywali swój sprzeciw wobec rządowej ustawy.

- Blokady torów w Krakowie czy Białogardzie były zaplanowane, ale obawiamy się, że pracownicy kolei są tak zdeterminowani, że już niedługo naprawdę stracimy kontrolę nad ich działaniami - grozi Stanisław Kokot, wiceprzewodniczący kolejarskiej "Solidarności".

Przywileje emerytalne utracą w PKP m.in. konduktorzy, kasjerki, toromistrze czy odprawiacze pociągów - łącznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Związki zrzeszające pracowników kolei zapewniają, że nie pójdą na żadne ustępstwa, a więc nie zakończą protestów za wpisanie na listę "szczególnych" zawodów kilku kolejnych profesji. Albo pomostówkę otrzymają wszyscy, którzy byli uprawnieni do wcześniejszych emerytur, albo kolejarze zaprotestują przeciw rządowi. W jaki sposób?

- Jeśli nic się nie zmieni, 9 grudnia ogłosimy szczegóły strajku generalnego. Stanąć może cała Polska. Jeżeli zaś prezydent Kaczyński nie zawetuje ustawy, zaskarżymy ją do Trybunału Konstytucyjnego albo nawet do Genewy - mówi nam Stanisław Kokot. I dodaje: - Ta ustawa to niewypał. Czegoś tak fatalnego dawno w Rzeczypospolitej nie było.

Jak sprawdziliśmy - strajk generalny, który ma zablokować całą Polskę, poprą zgodnie "Solidarność", OPZZ i Forum Związków Zawodowych. Do kolejarzy i nauczycieli dołączyć mogą także... górnicy, którym odebranie pomostówek nie grozi.

- Jeśli ustawa będzie miała przejść w tej formie, to potwierdzam, że weźmiemy udział w proteście - usłyszeliśmy w katowickim Związku Zawodowym Górnikom.
Prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę utraci ok. 700 tys. osób, w tym prawie 300 tys. nauczycieli, część pracowników kolei i dziennikarze.
Foto podpis| Związkowcy z NSZZ "Solidarność", WZZ "Sierpień '80", OPZZ i Forum Związków Zawodowych protestowali 20 listopada w Warszawie przeciw reformie emerytalnej


KRÓTKO



26.11.2008 Gazeta Pomorska str. 18 Włocławek, Aleksandrów, Radziejów, Lipno

(MIK, MN) Związek Nauczycielstwa Polskiego

W czwartek, 27 bm. o godz. 16.00 w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Lubrańcu rozpocznie się wernisaż malarstwa Aliny Miętkiewicz, artystki z Piotrkowa Kujawskiego i zarazem dyrektorki piotrkowskiej książnicy.

Niedawno odbyły się wybory nowego zarządu Włocławskiego Towarzystwa Naukowego. W skład nowych władz kujawskich naukowców weszli m.in. dr Włodzimierz Tadeusz Bartoszek, dyrektor Sanatorium Uzdrowiskowego ZNP w Ciechocinku i Marek Szuszman, kierownik wydziału promocji starostwa powiatowego w Radziejowie.


Rotr liderem



26.11.2008 Gazeta Pomorska str. 23 Brodnica, Nowe Miasto, Golub-Dobrzyń, Rypin

(AACH) Związek Nauczycielstwa Polskiego

PIŁKA NOŻNA


W hali SP 3 w Rypinie rozegrano 1. kolejkę spotkań ligi piątek przygotowywanej przez rypiński MOSiR.

Pierwsza kolejka przyniosła mnóstwo bramek. Liderem po niej jest ekipa Rotr, która pokonała Gminę Rypin aż 13:2.


WYNIKI

ZNP Mentor - Energohandel 7:2, Marcin Nowatkowski 2, Wojciech Olender 2, Maciej Niedbalski, Tomasz Wysocki, Sławomir Stefański - Kamil Olender, Paweł Zawalski 1.

Gaspol - Multika 9:4, Łukasz Malinowski 3, Jarosław Śliwiński 2, Grzegorz Janzen 2, Przemysław Taźbierski, Marcin Mosakowski - Jacek Kędzierski 2, Piotr Leśniewski 2.

Rejs/Protech - Marczak 9:7, Marcin Pyszora 4, Robert Ardanowski 3, Przemysław Więcławski, Michał Bilicki - Miłosz Brunkał 3, Marek Witkowski 2, Przemysław Tyburski 2.

Straż - Tartak Cetki 8:5, Rafał Raczkowski 3, Marcin Oberstadt 2, Mateusz Rogacki 2, Zbigniew Żbikowski - Daniel Szwaczkowski 3, Tomasz Kędzierski, Arkadiusz Ziółkowski.

Rotr - Gmina Rypin 13:2, Kamil Lewandowski 6, Przemysław Lewandowski 4, Radosław Osmański 3 - Marek Rupiński, Rafał Klatt.

Następna kolejka zostanie rozegrana w najbliższą sobotę od 15.00.




PRAWA DZIECI SĄ NAJWAŻNIEJSZE



26.11.2008 Gazeta Wyborcza str. 2 Łódź

WIOLETTA GNACIKOWSKA, MARCIN MASŁOWSKI Związek Nauczycielstwa Polskiego

DOMY DZIECKA


- Mamy mnóstwo rodzin gotowych do adopcji, ale sądy nie chcą pozbawiać praw rodziców, którzy swoje dzieci oddali do sierocińców. A dziecko nie jest własnością rodziców. Zacznijmy wreszcie zmieniać prawo - apeluje Tomasz Bilicki, pracujący w Centrum Służby Rodzinie w Łodzi
Rozmowa z Tomaszem Bilickim
WIOLETTA GNACIKOWSKA, MARCIN MASŁOWSKI: Rząd chce zlikwidować domy dziecka. Zajmuje się pan problematyką rodzin zastępczych, sprawami adopcji. Dlaczego wciąż w Polsce jest tak mało kandydatów na rodziny zastępcze, mimo ciągłych kampanii, pisania w mediach, zachęcania? W Łodzi na miejsce w domu dziecka czeka w kolejce około 300 dzieci. Dlaczego tych rodzin jest tak mało?

TOMASZ BILICKI: Powiem szczerze: nie wiem. Przeprowadziliśmy ankietę. Okazało się, że ludzie generalnie wiedzą, co to jest rodzina zastępcza. Dużo osób odróżnia zawodową rodzinę zastępczą od adopcyjnej. Ta wiedza jest. Natomiast na pytanie, czy stworzyłbyś rodzinę zastępczą, 99 proc. ankietowanych odpowiedziało: „Mam teraz inne cele”. Ludzie nie są zainteresowani tą działalnością. Sam pytam znajomych: Dlaczego ty nie stworzysz rodziny zastępczej? Odpowiadają: Bo jeszcze nie czas, bo muszę wychować własne dzieci, bo mam pracę, która mi to uniemożliwia. Pomyślałem, że może w dużym mieście tak jest, ale w małych miastach, na wsiach są rodziny gotowe na stworzenie rodziny zastępczej. Próbujemy dotrzeć do nich przez proboszczów. Współdziałamy w tym zakresie z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Łodzi, który również bardzo się stara pozyskać rodziny zastępcze. Musimy pamiętać o jednym: zostanie rodziną zastępczą a sprzedawanie wody mineralnej to są dwie różne rzeczy. Zależy nam, żeby ludzie nie podejmowali impulsywnych decyzji. Teoretycznie państwo mogłoby zaoferować rodzinom więcej pieniędzy, zorganizować kampanię promocyjną i napisać: „Super! Dobra praca! Zgłaszajcie się!”. Pewnie wtedy kandydatów byłoby więcej, ale my musimy pamiętać, że zostanie rodziną zastępczą to bardzo specyficzny typ pracy. W okresie kampanii promującej rodzicielstwo zastępcze zgłaszają się częściej ci, którzy nie nadają się niestety do pełnienia tej funkcji.


* Jak to sprawdzacie?

- Rodziny przechodzą szkolenie w ośrodku opiekuńczo-adopcyjnym, a potem są weryfikowane przez specjalną komisję złożoną ze specjalistów. Chodzi o to, by wykluczyć te rodziny, które mogą mieć negatywny wpływ na dzieci lub - po prostu - chcą to robić dla pieniędzy. Z drugiej strony, rodzice zastępczy to jednak zawód, i muszą dostawać za swoją pracę pieniądze. Często są to tzw. rodziny zawodowe. W dodatku rodzice pracują z dziećmi dzień i noc, bez wolnych weekendów, urlopów i wakacji.


* Dom dziecka to jednak zakład pracy, w którym pracują opiekunki, kucharki, dyrekcja, pedagog, psycholog, pielęgniarka itd. Dla nich planowana przez rząd likwidacja placówki oznacza utratę etatów. Wiemy, że niektórzy pracownicy domów dziecka kurczowo trzymają się wychowanków. Zdarza się, że próbują zniechęcić odwiedzających dziecko kandydatów na rodziców adopcyjnych, sugerując, że z tym dzieckiem coś jest nie tak.

- Nie słyszałem o zniechęcaniu. Ale jest problem związany z miejscami pracy. Pamiętam, kiedy w 2003 r. podejmowaliśmy temat dotyczący likwidacji domów dziecka, Związek Nauczycielstwa Polskiego twierdził, że być może cel jest słuszny, ale co z tymi miejscami pracy. Uważam, że trzeba wprowadzić systemowe rozwiązania. To musi być kilkudziesięcioletni program wygaszania domów dziecka i rozwoju rodzicielstwa zastępczego. Taki system wymaga także zainteresowania się osobami, które pracują w domach dziecka, pogotowiach opiekuńczych. Można im zaproponować tworzenie rodzin zastępczych, rodzinnych domów dziecka. Przecież są fachowcami. Ale pojawia się argument, że dużo osób w domach dziecka pracuje zgodnie z Kartą nauczyciela. Mają 26-godzinny tydzień pracy i liczne przywileje. Szanuję osoby, które pracują w placówkach. Mają trudną pracę i łatwo o wypalenie zawodowe, bo dzieci często się zmieniają, człowiek się do nich przywiązuje. To jest bardzo trudne i wymaga dużych umiejętności interpersonalnych, terapeutycznych. Ale konwencja o prawach dziecka mówi jasno: w przypadku konfliktu praw prawo dziecka stoi zawsze na pierwszym miejscu. Jeśli więc jest wybór: albo dziecko do rodziny, albo zostaje w placówce, żeby dorośli mieli pracę, to dokumenty i moje uczucia mówią wyraźnie - dziecko ma prawo do rodziny.


* A wie pan, że często wychowankowie domu dziecka, kiedy już przetracą pieniądze, sprzedadzą wszystkie meble z mieszkania, które dało im miasto, przychodzą do domu dziecka na obiady i pani kucharka im te obiady gotuje?

- Ja się temu nie dziwię. Zdarza się, że 15-letnie dziecko dowiaduje się, że jajko jest w skorupce, a chleb w bochenku. Tego nie wiedziało, bo nigdy nie robiło zakupów, nie było współodpowiedzialne za przygotowanie posiłków, nie widziało rodziców przy takiej pracy. Robiła to kucharka w placówce. Ale gdyby nawet takie rzeczy wiedziało, to nie jest zdolne do rzeczy najważniejszych. Nie ma wzorca matki, ojca, często nie jest zdolne do założenia zdrowej rodziny. Stąd ta wielka potrzeba rodzin zastępczych.


* W każdym ośrodku adopcyjnym czeka na przysposobienie dzieci kolejka przeszkolonych małżeństw. A tymczasem domy małego dziecka pękają w szwach.

- Nie mamy kandydatów na rodziny zastępcze, za to mamy mnóstwo kandydatów na rodziny adopcyjne. W domach małego dziecka czeka bardzo wiele dzieci, które powinny natychmiast iść do adopcji. Czas oczekiwania na dziecko, od chwili uzyskania przez rodzinę kwalifikacji, trwa nawet dwa lata. Dlaczego? Bo dzieci nie mają uregulowanej sytuacji prawnej. Bardzo rzadko pracownicy ośrodków o tym mówią, bo nie chcą psuć sobie relacji z sądami, ale prawda jest taka, że postępowania sądowe są prowadzone zbyt wolno i bardzo często odnosimy wrażenie, że w swojej niezawisłości sąd podejmuje irracjonalne decyzje. Dziecko tkwi w placówce kilka lat, co jest dla niego olbrzymią stratą, a rodzice biologiczni nie są pozbawiani władzy rodzicielskiej, choć dla dobra dziecka powinni.


* Ostatnio pojawiła się propozycja, by zmienić kodeks rodzinny i pozbawiać rodziców biologicznych praw, jeśli w ciągu roku nie zrobią nic, by zabrać swoje dziecko z placówki: nie znajdą mieszkania, pracy, nie zaczną się leczyć z choroby alkoholowej.

- Żeby było jasne: największym szczęściem, jakie nas spotyka, to nie znalezienie rodziny zastępczej lub adopcyjnej, ale powrót dziecka do rodziny naturalnej. Jesteśmy zwolennikami kontraktu zawieranego przez sąd z rodziną naturalną dziecka.


* Czyli powinno być tak: sąd zawiera kontrakt z rodzicami. Mówi: „Staraj się, a odzyskasz dziecko”.

- Tak sąd mówi teraz. A my chcemy, żeby sąd mówił tak: „Drodzy państwo, z naszego rozpoznania wynika, że nadużywacie alkoholu. Jeśli chcecie powrotu swoich dzieci, musicie być trzeźwi. Elementem naszego kontraktu będzie regularna terapia rodzinna - raz na dwa tygodnie. Będą państwo chodzić do klubu AA - raz na miesiąc. Będą państwo utrzymywali porządek w mieszkaniu, co raz w miesiącu sprawdzi kurator sądowy. Powinni państwo odwiedzać dziecko raz w tygodniu”. Sąd przyjmuje taki kontrakt na trzymiesięczny okres próbny i oferuje dodatkowe wsparcie. Po trzech miesiącach sprawdza, czy rodzice kontraktu dotrzymali. Jeśli nie - pozbawia się ich władzy rodzicielskiej. Często dziecko roczne czy dwuletnie trafia do domu dziecka i - powiem wprost - jest skazane na życie w placówce do pełnoletności. No bo sąd się waha, bo przecież matka jest trzeźwa, tylko ojciec pije. Na święta w tamtym roku odwiedzili dziecko w placówce, a w tym przysłali pocztówkę. To jest tragedia, która spotyka dzieci. Muszę się znów odwołać do konwencji o prawach dziecka: dziecko nie jest własnością rodziców i nie żyje po to, by rodzicom było dobrze. Ma być kiedyś zdrowym, normalnym, szczęśliwym człowiekiem i jego prawa mają pierwszeństwo przed prawami osób dorosłych


Tomasz Bilicki od 2000 r. pracuje w Centrum Służby Rodzinie w Łodzi, powołanym przez arcybiskupa łódzkiego. Obecnie pełni funkcję zastępcy dyrektora ds. programowych i zajmuje się systemowymi rozwiązaniami oraz koordynuje pomoc. Ukończył liczne studia oraz szkolenia w zakresie pedagogiki i zarządzania, zarówno w Polsce, jak i za granicą (m.in. w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych). Koordynuje budowę nowego budynku Domu Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej, który powstaje w Łodzi
Foto podpis| W domach małego dziecka czeka bardzo wiele dzieci, które powinny natychmiast iść do adopcji

Foto autor| Tomasz Stańczak

O autorze| Rozmawiali Wioletta Gnacikowska i Marcin Masłowski


Pikieta nauczycieli



26.11.2008 Tygodnik Solidarność str. 13

Związek Nauczycielstwa Polskiego

Ponad pół tysiąca nauczycieli ze Związku Nauczycielstwa Polskiego, Forum Związków Zawodowych oraz NSZZ „S” pikietowało 19 listopada pod sejmem.

- To, co zaproponował nam rząd w sprawie emerytur pomostowych, jest nie do przyjęcia - mówił do nauczycieli Jan Guz, szef OPZZ. Przypomnijmy, że zgodnie z rządową ustawą o emeryturach pomostowych nauczyciele są jedną z wielu grup zawodowych, która straci prawo do przechodzenia na wcześniejszą emeryturę.

Protestujący przyjechali do Warszawy z całego kraju. Były transparenty związkowców z Włoszczowej, Leszna, Kruszwicy, Lublina, Konina, Torunia, Dąbrowy Górniczej, Częstochowy, Krosna, Krakowa, Gorzowa Wielkopolskiego i Międzyrzecza.

Głównym organizatorem demonstracji był OPZZ.




Zamieszanie wokół wypłat dla nauczycieli



26.11.2008 Polska Gazeta Krakowska str. 13 Kraków

Edyta Tkacz Związek Nauczycielstwa Polskiego

• Radni muszą przyjąć podwyżki dla pedagogów

• Bez potrzebnej uchwały wypłaty mogą się opóźnić
Krakowscy nauczyciele mogą odetchnąć z ulgą, wszystko wskazuje na to, że grudniowe pensje dostaną na czas. Radni komisji edukacji pozytywnie zaopiniowali wczoraj projekt uchwały dotyczący wypłaty nauczycielskich wynagrodzeń. Dziś pensje dla pedagogów mają trafić pod obrady na sesji rady miasta.

Zamieszanie wokół nauczycielskich wypłat powstało w zeszłym tygodniu. Trzeba było dokonać rewaloryzacji i na wypłaty zarezerwować dodatkowe 20 mln zł. To efekt 10-procentowych podwyżek, jakie nauczyciele dostali w 2008 roku. - Zmiany w kwotach wypłat zostały wprowadzone przez rząd i leżą poza decyzją rady miasta - wyjaśnia radna Platformy Obywatelskiej, Małgorzata Jantos. - Rada ma jedynie za zadanie wprowadzić je za pomocą uchwały.

Jednak radni podczas sesji 19 listopada odrzucili wniosek o zajęcie się w trybie pilnym sprawą wypłat dla nauczycieli. Kolejna sesja, na której mogli zająć się uchwałą będzie 3 grudnia. Tymczasem pedagodzy swoje wynagrodzenia powinni otrzymać 1 grudnia. Termin ich wypłaty stanął więc pod znakiem zapytania, a urzędnicy wydziału edukacji zabrali się za poszukiwanie sposobu, jak by tu wypłacić nauczycielom pieniądze, choć nie ma odpowiedniej uchwały.

Potrzebna uchwała może jednak zostać przegłosowana dzisiaj podczas specjalnej sesji rady dotyczącej przyszłorocznego budżetu. - Chcemy kwestię nauczycielskich pensji wprowadzić do porządku obrad - zapowiada przewodniczący komisji edukacji Bartłomiej Kocurek.

Dzięki temu nauczyciele dostaliby pieniądze na czas. - Jeśli radni podczas sesji przegłosują uchwałę, zdążymy z wypłatą pensji pierwszego grudnia - zapowiada Jan Żądło, dyrektor wydziału edukacji krakowskiego urzędu miasta. Urzędnicy wydziału zapewniają, że nawet gdyby uchwała o rewaloryzacji wypłat nie trafiła dziś pod obrady rady miasta i tak znaleźliby sposób, by nauczyciele dostali pieniądze na czas.

Przedstawiciele oświaty nie wyobrażają sobie opóźnienia w wypłacie pensji. - Byłby to skandal i tragedia dla sporej liczby osób, które na wypłatę czekają do pierwszego - mówi Witold Woźniak, prezes oddziału ZNP w Podgórzu. - Poza tym za każdy dzień zwłoki naliczane są odsetki. Radni więc sami zwiększyliby wydatki poniesione na oświatę - podkreśla Woźniak.


20 mln

Tyle złotych dodatkowo trafi na wynagrodzenia krakowskich nauczycieli





Pobieranie 46.98 Kb.





©absta.pl 2020
wyślij wiadomość

    Strona główna