Capucci Flavio Tak, dziś również dzieją się cuda



Pobieranie 0.54 Mb.
Strona13/22
Data07.05.2016
Rozmiar0.54 Mb.
1   ...   9   10   11   12   13   14   15   16   ...   22

Ocena kliniczna

Wypadek rowerowy spowodował u małej Grecii dwie zmiany patologiczne: z jednej strony zakażenie, które wywołało proces zgorzeli; z drugiej złamanie dwóch paliczków. To ostatnie obrażenie ze swej natury pozwalało przypuszczać, że kości zostaną pozbawione dopływu krwi, co w konsekwencji niosło ze sobą niebezpieczeństwo ich obumarcia.

Zdaniem specjalistów w dziedzinie chirurgii urazowej, z którymi konsultowała się Postulacja, zakończenie procesu zgorzelinowego nie może mieć wyłącznie naturalnego wytłumaczenia, jeśli weźmiemy pod uwagę nagły charakter wyleczenia. Trzy fakty świadczą o poważnej postaci zgorzeli: 1) uraz był bardzo silny, gdyż u tak małych dzieci niełatwo łamią się palce, same w sobie bardzo giętkie; 2) objawy kliniczne były bardzo poważne: wysoka gorączka, silny ból, reakcja anemiczna, a poza tym badanie fizykalne rany, która wykazywała objawy charakterystyczne dla procesu zgorzelinowego; 3) decyzja o amputacji została podjęta wspólnie przez kilku lekarzy i została potwierdzona po zasięgnięciu opinii specjalistów z oddziału chirurgii plastycznej. Nie można uważać jej za decyzję pochopną, ale za w pełni uzasadnioną wobec rozwoju infekcji.

Oto osąd jednego ze specjalistów wydany po wnikliwym zbadaniu sprawy: „Ta poważna zgorzel została wyleczona z punktu widzenia klinicznego (nagłe ustąpienie bólu, gorączki, obrzęku itd.), radiograficznego (nie pozostawiła po sobie zmian), całkowicie (bez amputowania stopy i bez istotnych strat), bez leczenia (poza ochroną z antybiotyków dziewczynce nie podawano dzień wcześniej lekarstw ani też nie nastawiono złamanych kości) i nagle (we wtorek występowały wszystkie objawy, podczas gdy w środę rano pozostawało jedynie częściowe osłabienie czynnościowe), chociaż hospitalizacja została nieco przedłużona na oddziale chorób wewnętrznych (najwyraźniej jako środek ostrożności, ze względu na intensywność przebytej choroby).

„Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności jestem zdania, iż z punktu widzenia medycyny wyzdrowienie Grecii G. jest niewytłumaczalne i rozumiem zdziwienie kolegów, którzy śledzili to wyzdrowienie z bliska”.

Matka Grecii nie może wyrazić radości i wdzięczności za tak wielką łaskę. Zobaczyła na własne oczy, jak Bóg troszczy się o wszystkie swoje dzieci, niezależnie od ich koloru skóry albo statusu społecznego.

„Kiedy powiedziano mi, że nie będą jej operować – pisze matka – pomyślałam, że Bóg istnieje, że Bóg jest wielki i że mi dopomógł; i natychmiast zadzwoniłam do Dr M. i powiedziałam mu: «Doktorze, ksiądz Escrivá uczynił dla mnie cud (…)». A ponieważ uczynił mi cud, rozdałam jego obrazek wszystkim w szpitalu, mówiąc im, jak ksiądz mi dopomógł”.

Na chwałę Boga i dla zbudowania Kościoła
Natychmiastowe odzyskanie wzroku w przypadku ślepoty wywołanej nowotworem przysadki (marzec1992)14
Bohaterem tej historii jest brat zakonny należący od wielu lat do męskiego zgromadzenia życia kontemplacyjnego, gdzie zajmował się należącą do klasztoru oborą. Zawsze cieszył się doskonałym zdrowiem, jednakże na początku 1991, kiedy miał 59 lat, zaczął zauważać stopniową utratę zmysłu smaku, do takiego stopnia, że nie był już w stanie rozróżniać smaków różnych pokarmów.

Zaraz po tym nastąpiła utrata zmysłu węchu. Zdecydował się wówczas pójść do lekarza. Dwaj lekarze, do których się zwrócił, przypisali te utraty sensoryczne zwykłej dolegliwości noso-gardła. Nie przywiązali do niej dużej wagi ani nie przepisali żadnego leczenia.

W połowie tego samego roku do poprzednich objawów doszła stopniowa i szybka utrata ostrości widzenia, do takiego stopnia, że brat zakonny musiał zaniechać swojej pracy, ponieważ w pewnej chwili nie był już w stanie policzyć krów pasących się na pastwisku. W jednej z pisemnych relacji przesłanych do Postulacji zainteresowany przedstawia swoją sytuację w tamtych miesiącach: „Jaki tryb życia wiodłem w czasie, kiedy byłem chory? Normalny, tyle że nie widziałem na tyle, żeby móc czytać, nawet w okularach, które mi przepisali. Tylko czarne plamy. Byłem też na chórze razem z innymi i śpiewałem to, co znałem na pamięć, a kiedy nie pamiętałem, to milczałem. Robiłem też coś w mojej pracy w oborze – wydawałem polecenia robotnikom… – ale nie mogłem doić, potykałem się o różne przedmioty i przewracałem…”

Trudna diagnoza

Ślepota brata zakonnego nieubłaganie postępowała. Na początku, żeby widzieć krowy na pastwisku używał lornetki, ale szybko z niej zrezygnował. Utrata wzroku w obydwu oczach była szczególnie silna w polach bocznych: nie był w stanie odróżnić przedmiotów znajdujących się z lewej i z prawej strony. Na początku zachował niewielkie pasmo widzenia środkowego, które powoli stawało się coraz węższe. W niedługim czasie był w stanie rozróżniać tylko czarne plamy.

W listopadzie 1991 udał się do okulisty. Po dokładnych badaniach specjalista odrzucił możliwość ślepoty spowodowanej chorobą oczu i zalecił udanie się do internisty. W końcu w styczniu 1992 chory został przyjęty do polikliniki i poddany różnym badaniom: prześwietleniu podstawy czaszki, CT (tomografii komputerowej) oraz rezonansowi magnetycznemu (MRI). Te badania wykazały istnienie guza w okolicy przysadki (maksymalna średnica 1,5 x 2 cm) z poszerzeniem kości klinowej, która powodowała ucisk skrzyżowania wzrokowego.

Po takiej diagnozie pacjent został hospitalizowany w centrum onkologii. Ponieważ przypuszczano, iż może tu chodzić o nowotwór złośliwy jamy nosogardłowej przy jednoczesnym uszkodzeniu podstawy czaszki i nacieku kości klinowej, lekarze dwukrotnie (3 i 19 lutego 1992) próbowali pobrać próbki nowotworu w celu wykonania biopsji, jednakże obydwie próby spełzły na niczym ze względu na trudny dostęp do chorego miejsca.

Ponieważ lekarze myśleli, że może to być nowotwór złośliwy naciekający kość klinową, zaproponowano choremu dwie możliwe drogi leczenia: interwencję chirurgiczną albo naświetlanie podstawy czaszki i kości klinowej. Zainteresowany zdecydowanie odrzucił możliwość leczenia chirurgicznego.

W tej sytuacji przełożony i pielęgniarz klasztoru skonsultowali się ze specjalistą w dziedzinie neurologii, dobrym przyjacielem zgromadzenia, który zasugerował, że może nie chodziło tu o naciekający nowotwór podstawy czaszki, tylko o łagodny guz przysadki („prolaktynoma”), który przez swój nadmierny wzrost byłby odpowiedzialny za ucisk skrzyżowania wzrokowego. Gdyby to przypuszczenie się potwierdziło, rokowanie choroby zmieniłoby się radykalnie, gdyż można byłoby ją leczyć środkami farmakologicznymi.

W dniu 11 marca analiza krwi wykazała bardzo wysoki poziom prolaktyny, hormonu wytwarzanego przez przedni płat przysadki. W ten sposób potwierdziła się hipoteza ostatniego lekarza, którego rady zasięgnięto: nowotworem, który występował u brata zakonnego był najprawdopodobniej czynny gruczolak znany jako prolaktynoma. Specjalista przepisał bromokryptynę, lek stosowany w leczeniu makrogruczolaka przysadki nie nadającego się do operacji oraz jako alternatywa wobec rozwiązań chirurgicznych u pacjentów z mikrogruczolakiem przysadki. Leczenie miało się rozpocząć 26 marca 1992.




1   ...   9   10   11   12   13   14   15   16   ...   22


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna