Capucci Flavio Tak, dziś również dzieją się cuda


Popromienne zapalenie skóry (radiodermitis)



Pobieranie 0.54 Mb.
Strona21/22
Data07.05.2016
Rozmiar0.54 Mb.
1   ...   14   15   16   17   18   19   20   21   22

Popromienne zapalenie skóry (radiodermitis)



Popromienne zapalenie skóry (radiodermitis) jest chorobą typową dla lekarzy, którzy przez długi czas wystawiali swoje ręce na działanie promieniowania rentgenowskiego. Obecnie występuje ona rzadko, ponieważ była związana ze stosowaniem urządzeń używanych w latach 50. i 60., które nie posiadały koniecznych środków ochrony. Radiodermitis, choroba atakująca ręce, występowała wówczas często u lekarzy: zwłaszcza u radiologów; u pediatrów podtrzymujących swoimi rękami dziecko podczas wykonywania radioskopii; albo u chirurgów urazowych, którzy musieli nastawiać złamania, posługując się aparatami rentgenowskimi.

Jest to choroba postępująca, która rozwija się w sposób nieubłagany, a wraz z upływem lat powoduje pojawienie się raka skóry. Radiodermitis jest nieuleczalna. Jedynym znanym sposobem leczenia jest interwencja chirurgiczna (przeszczepy skóry, amputacja dotkniętych części ręki).


Uzdrowienie

Doktor Manuel Nevado Rey jest hiszpańskim lekarzem urodzonym w 1932 r., specjalistą w dziedzinie chirurgii urazowej, który w czasie prawie piętnastu lat operował złamania i inne urazy, wystawiając swoje ręce na działanie promieni Roentgena. Ukończywszy medycynę w 1955 r. na Uniwersytecie w Salamance, zaczął wykonywać tego rodzaju zabiegi chirurgiczne, około 3.000 w roku, począwszy od 1956 r. Pierwsze objawy choroby zaczęły się pojawiać w 1962 r. i radiodermitis postępowała do momentu, kiedy w 1984 r. musiał ograniczyć swoją działalność do chirurgii małej, ponieważ jego ręce były poważnie dotknięte chorobą. Latem 1992 r. przestał całkowicie operować. Dr Nevado nie poddał się żadnemu leczeniu.

W listopadzie 1992 r. dr Nevado poznał Luisa Eugenia Bernardo, inżyniera rolnictwa pracującego w hiszpańskim urzędzie państwowym. Ten, dowiedziawszy się o chorobie dr. Manuela, dał mu obrazek Założyciela Opus Dei beatyfikowanego 17 maja tego roku, zachęcając go, by uciekał się do jego wstawiennictwa w celu wyleczenia się z radiodermitis.

Wstawiennictwo bł. Josemaríi
Od tamtej chwili dr Nevado zaczął się modlić do błogosławionego księdza Escrivy. Kilka dni po tym spotkaniu pojechał z żoną do Wiednia, żeby wziąć udział w kongresie medycznym. Odwiedzili kilka kościołów i we wszystkich napotkali obrazki bł. Josemaríi. „To zrobiło na mnie wrażenie – tłumaczy dr Nevado – i zachęciło do tego, żeby więcej się modlić o uzdrowienie”.

Od dnia, w którym zaczął polecać swoje wyzdrowienie wstawiennictwu bł. Josemaríi Escrivie, ręce zaczęły zdrowieć i po prawie dwóch tygodniach zmiany chorobowe zniknęły zupełnie. Uzdrowienie było całkowite, do takiego stopnia, że od stycznia 1993 r. dr Nevado zaczął znowu bez żadnego problemu wykonywać operacje chirurgiczne.


Proces kanoniczny
W związku z tym uzdrowieniem został przeprowadzony – w archidiecezji Badajoz, w której mieszka dr Nevado – proces kanoniczny, który zakończył się w 1994 r. Dnia 10 lipca 1997 r. zespół biegłych lekarzy Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych postawił jednomyślnie następującą diagnozę: „Zrakowacenie ciężkiego przewlekłego popromiennego zapalenia skóry w jego 3. stadium, w fazie nieodwracalności”; rokowanie tej choroby było w związku z tym z całą pewnością fatalne. Całkowite wyleczenie zmian chorobowych, potwierdzone obiektywnymi badaniami pacjenta w 1992, 1994 i 1997 r., zostało uznane przez zespół biegłych lekarzy – również jednomyślnie – za „bardzo szybkie, całkowite i trwałe, naukowo niewytłumaczalne”. W literaturze medycznej nie opisano bowiem do dzisiaj żadnego przypadku samoistnego wyleczenia ciężkiego przewlekłego popromiennego zapalenia skóry.

Dnia 9 stycznia 1998 r. specjalne posiedzenie konsultorów teologów dało jednomyślnie pozytywną odpowiedź w związku z przypisaniem tego cudu bł. Josemaríi Escrivie. Zebranie zwyczajne kardynałów i biskupów w dniu *** potwierdziło te orzeczenia.


1,b)

KROKI NA DRODZE UZNANIA CUDU

Postulacja Sprawy Kanonizacyjnej dowiedziała się o uzdrowieniu dr. Manuela Nevado Reya z listu noszącego datę 15 marca 1993 r. Podpisał go inżynier Luis Eugenio Bernardo, wierny Prałatury Opus Dei, który zasugerował dr. Nevado Reyowi możliwość modlenia się o wyzdrowienie do bł. Josemaríi Escrivy. Przy współpracy samego zainteresowanego skompletowano dokumenty i nastąpiło wyczerpujące przebadanie przebiegu choroby, na którą cierpiał dr Nevado Rey.

Po osiągnięciu pewności co do nadzwyczajnego charakteru wyzdrowienia, 30 grudnia 1993 r. Postulacja Sprawy Kanonizacyjnej wręczyła biskupowi Badajoz zgromadzoną dokumentację z prośbą o przeprowadzenie odpowiedniego procesu dotyczącego tego cudu.

Dochodzenie diecezjalne miało miejsce w kurii biskupiej w Badajoz od 12 maja do 4 lipca 1994 r. Po wysłaniu do Rzymu akt procesowych pierwszym krokiem, jaki wykonano w Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych, było zbadanie ich pod kątem formalnym: 26 kwietnia 1996 r. Kongregacja potwierdziła, że proces odbył się przy pełnym poszanowaniu obowiązujących norm i zwyczajów prawnych (dekret o ważności).

10 lipca 1997 r. zespół biegłych lekarzy Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych stwierdził jednogłośnie, że wyzdrowienie dr. Nevado ze „zrakowacenia ciężkiego przewlekłego popromiennego zapalenia skóry w jego 3. stadium, w fazie nieodwracalności” było „bardzo szybkie, całkowite i trwałe; naukowo niewytłumaczalne”.

9 stycznia 1998 r. konsultorzy teologowie Kongregacji, poproszeni o wypowiedzenie się na temat nadprzyrodzonego charakteru wyzdrowienia i związku przyczynowego pomiędzy modlitwą do bł. Josemaríi Escrivy de Balaguera a zniknięciem choroby, jednomyślnie wydali pozytywną opinię.

W dniu *** zwyczajne zebranie kardynałów i biskupów, członków Kongregacji, potwierdziło (jednomyślnie) cudowny charakter wyzdrowienia dr. Nevado i przypisanie go bł. Josemaríi Escrivie.

Odczytanie właściwego dekretu o cudzie miało miejsce dnia ***.

1,c)
PYTANIA I ODPOWIEDZI DOTYCZĄCE CUDU PRZYPISANEGO WSTAWIENNICTWU BŁ. JOSEMARÍI ESCRIVÁ


Na jaką chorobę cierpiał dr Nevado i jakie są jej objawy?

Dr Nevado cierpiał na przewlekłe popromienne zapalenie skóry (radiodermitis). Specjaliści, z którymi się konsultowano oraz dostępna literatura medyczna na temat tej choroby opisują ją w kilku fazach, zależnie od stopnia rozwoju, jaki osiągnęła. W swojej początkowej fazie ma następujące objawy: skóra na grzbiecie palców staje się bardziej sucha i błyszcząca, zaczynają wypadać włoski, a paznokcie stają się kruche i wzdłuż ich długości pojawiają się wyżłobienia. Towarzyszy temu zaburzenie czucia i nadwrażliwość na ciepło.

Kiedy choroba się rozwija, skóra jest pozbawiona owłosienia, sucha i delikatna z powodu zaniku naskórka, wrażliwa na najmniejsze urazy, odbarwiona z miejscowymi przebarwieniami i małymi krwiakami, które się ze sobą łączą („plamy węgla”). Na naskórku widoczne są miejsca złuszczenia i pęknięcia (rozpadliny).

W następnej fazie radiodermitis występują zmiany chorobowe o charakterze postępującym, takie jak brodawki i owrzodzenia, które stopniowo się powiększają, mimo iż pacjent nie był już wystawiany na działanie promieni RTG bez ochrony. W rozwoju choroby pojawiają się obszary hiperkeratozy i dość bolesne zrogowacenia na bocznych powierzchniach palców i na opuszkach. Zmniejsza się funkcjonalność rąk. Na skórze widoczne są obszary zaniku naskórka i zwłóknienia skóry. Przewlekłe postępujące popromienne zapalenie skóry powoduje częste bóle.

W zrakowaciałej przewlekłej radiodermitis następuje przekształcenie nowotworowe owrzodzeń lub rogowców. W tej fazie istnieje ryzyko przeniesienia się raka na inne organy (przerzuty). Rozwój radiodermitis u dr. Nevado osiągnął właśnie stadium, w którym pojawiają się zrakowaciałe zmiany chorobowe na rękach.
Czy radiodermitis jest uleczalna?
Nie. Tej choroby nie da się wyleczyć. Nie można zastosować niczego poza środkami łagodzącymi różne objawy. Kiedy zmiany chorobowe ulegają poważnemu pogorszeniu, można zastosować wycięcie chirurgiczne obszarów objętych rakowaciejącymi zmianami popromiennymi, a potem reparację przy pomocy technik rekonstrukcyjnych chirurgii plastycznej (przeszczepy skóry); jeśli jednak zmiany chorobowe osiągną głębszy stopień, jedynym wyjściem jest amputowanie chorych członków.
Czy można uznać radiodermitis za chorobę poważną?

Tak. Jest to choroba ciężka ze względu na swój postępujący charakter, a także dlatego, że powoduje niesprawność miejsc przez nią dotkniętych, jak również z powodu ryzyka – bardzo wielkiego w momencie, gdy pojawiają się raki naskórkowe – przemiany w ogólny proces nowotworowy.


Czy w przypadku dr. Nevado możemy mówić o pełnym uzdrowieniu?
Tak, bez wątpienia. Wygląd rąk jest praktycznie normalny. Jedyne oznaki, które pozostały, można uważać za pozostałości blizn po wyleczonej chorobie. Poza tym, kończyny dotknięte chorobą odzyskały utraconą ruchliwość, sprawność i czucie.
Czy nie ma ryzyka nawrotu choroby?
Ta choroba w swoim naturalnym rozwoju zawsze zmierza ku pogorszeniu; po wyzdrowieniu dr. Nevado jej ewolucja się odwróciła w kierunku całkowitej normalności. Po kilku tygodniach od wyzdrowienia, w styczniu 1993 r., zaczął znowu przeprowadzać operacje i od tamtego czasu nie miał nawrotów, dzięki czemu można uznać to już z pewnością za trwałe uzdrowienie.

Czy na ustąpienie objawów choroby mogła mieć jakiś wpływ autosugestia?
Nie. Natura tej dolegliwości nie jest pochodzenia psychicznego; są to zmiany chorobowe wywołane przez przyczyny fizyczne – długą ekspozycję na promieniowanie jonizujące; można je dokładnie zaobserwować w każdym stadium ich rozwoju.
Czy dr Nevado miał raka?
W orzeczeniu zespołu biegłych lekarzy diagnoza choroby, na którą cierpiał dr Nevado sformułowana jest w następujący sposób: „Zrakowacenie ciężkiego przewlekłego popromiennego zapalenia skóry w jego 3. stadium, w fazie nieodwracalności”. Chociaż nie wykonano biopsji zmian chorobowych, konsultorzy uznali, że ta diagnoza jest w pełni uzasadniona ze względu na zgodną opinię specjalistów w dziedzinie dermatologii, którzy badali ręce dr. Nevado oraz z powodu historii rozwoju jego choroby. Obecność raka naskórkowego potwierdza fakt, że radiodermitis osiągnęła swoją 3. fazę, co sprawia, że rokowanie jest bez wątpienia gorsze, tak iż choroba może nawet zagrażać życiu pacjenta.
Dlaczego nie poddał się badaniom lekarskim w czasie trwania choroby?
Ponieważ nie potrzebował obiektywnego potwierdzenia diagnozy, która dla niego samego była wręcz oczywista. Nie zapominajmy, że nikt nie znał lepiej historii tej choroby od samego zainteresowanego – chirurga urazowego. Z drugiej strony, inni koledzy lekarze, wykładowcy dermatologii, bez wahania postawili diagnozę: przewlekła radiodermitis. Z tych wszystkich powodów nie poddał się biopsji: nie było wątpliwości co do natury jego dolegliwości, jej pochodzenia i postępującego charakteru.

Przewlekła radiodermitis jest chorobą częstą – bardzo znaną, o całkowicie charakterystycznych objawach – wśród chirurgów stosujących radioskopię przy nastawianiu złamań. Dlatego można zrozumieć, że przy pewności diagnozy i nieodwracalnym charakterze zmian chorobowych ani sam zainteresowany, ani jego koledzy, z którymi się konsultował w sposób nieformalny, nie uważali za konieczne wykonania innego rodzaju badań. Wobec oczywistości złośliwego charakteru przynajmniej jednej z ran specjalista doradził jej chirurgiczne usunięcie. Niedługo potem nastąpiło jednak cudowne uzdrowienie.


Czy dr Nevado albo któryś z członków jego rodziny jest członkiem Opus Dei?
Nie, ani on, ani nikt z jego rodziny.
2, a)
ŚWIADECTWO DR. MANUELA NEVADO REYA
(Dr Manuel Nevado Rey. Urodzony 21.V.32. Ukończył medycynę i chirurgię ogólną na Uniwersytecie w Salamance w 1955 r. Specjalista w dziedzinie chirurgii ogólnej, urazowej i ortopedii)
„Mieszkam w Almendralejo (Badajoz). Przez wiele lat pracowałem w małym, prowadzonym przez siostry mercedariuszki szpitalu, który sam zorganizowałem oraz w innych publicznych ośrodkach zdrowia. Prowadziłem też prywatną praktykę. Obecnie moim głównym zajęciem jest praca w Ośrodku Opieki Zdrowotnej w Zafra, w którym wykonuję dużą ilość operacji chirurgicznych.

Na początku listopada 1992 r. musiałem pojechać do Ministerstwa Rolnictwa, żeby załatwić kilka spraw związanych z moją działalnością rolniczą. W ministerstwie, szukając osoby, z którą musieliśmy porozmawiać, natrafiliśmy opatrznościowo na pracującego tam Luisa Eugenio Bernardo Carrascala, inżyniera rolnictwa, który się nami bardzo uprzejmie zajął, w czasie gdy czekaliśmy na osobę, z którą mieliśmy się spotkać.

Kiedy wymienialiśmy opinie na różne tematy związane z ministerstwem, Luis Eugenio zwrócił uwagę na moje ręce i zapytał, co mi jest. Wyjaśniłem mu pobieżnie, że mam przewlekłą radiodermitis w zaawansowanej fazie i że jest to choroba nieuleczalna. On natomiast dał mi obrazek bł. Josemaríi Escrivy, żebym się polecił jego wstawiennictwu.

Robiłem to od tamtej chwili, a kilka dni później odbyłem podróż do Wiednia, żeby wziąć udział w kongresie lekarzy. Zrobił tam na mnie duże wrażenie fakt, że we wszystkich kościołach, które odwiedziłem, napotykałem na obrazki bł. Josemaríi. Pomogło mi to modlić się więcej o jego wstawiennictwo, tak jak mi polecono. Modliłem się nieformalnie, polecałem się jego wstawiennictwu, nie trzymając się dosłownego odmawiania modlitwy z obrazka. Ale ją też kilka razy odmówiłem.

Tak jak powiedziałem, cierpiałem na przewlekłą radiodermitis od wielu lat. Wydaje mi się, że pierwsze objawy – wypadanie owłosienia i różne rumienie na grzebiecie lewej ręki – miałem koło 1962 r., kiedy się ożeniłem. Od tamtego czasu zmiany chorobowe się nasilały, ponieważ przez długi czas musiałem nastawiać złamania przy pomocy aparatów radiodiagnostycznych niskiej jakości i przy zastosowaniu niewystarczających środków ochrony.

Kiedy w listopadzie 1992 r. pojechałem do Ministerstwa Rolnictwa, palce moich rąk były bardzo dotknięte chorobą. Na lewej ręce był to palec wskazujący, środkowy i serdeczny; na prawej zwłaszcza wskazujący i środkowy. Konkretnie miałem różne obszary hiperkeratozy i owrzodzenia różnej wielkości na trzech wspomnianych palcach lewej ręki – niektóre do 2 cm średnicy – i wiele innych zmian chorobowych na grzbiecie lewej ręki oraz na proksymalnych paliczkach i grzbiecie prawej ręki.

Zmiany chorobowe na rękach były dość dokuczliwe i musiałem stopniowo zarzucić operowanie. Nie widziało ich wiele osób, gdyż robiłem wszystko, co możliwe, żeby je ukryć. Można powiedzieć, że żaden lekarz nie zalecił mi leczenia, bo wiadomo, że w przypadku radiodermitis nie można nic zrobić. Ktoś mi powiedział, żebym smarował ręce wazeliną i lanoliną dla złagodzenia dolegliwości, co i tak już robiłem od jakiegoś czasu.

Od dnia, w którym dano mi obrazek, od chwili, kiedy poprosiłem o wstawiennictwo bł. Josemaríę Escrivę, ręce zaczęły zdrowieć i mniej więcej w ciągu dwóch tygodni zmiany chorobowe zniknęły, a ręce są jak teraz zupełnie wyleczone.

To oczywiste, że tego wyzdrowienia nie można wytłumaczyć w sposób naturalny. Powiedziałem już, że radiodermitis jest nieuleczalna i że nie stosowałem żadnego lekarstwa. Myślałem tylko o tym, żeby jakiś dermatolog zrobił mi przeszczep skóry, żeby spróbować zamknąć wrzody, ale w końcu nic nie zrobiłem. Mimo, że starałem się, żeby moich rąk nie było widać, wiele osób może zaświadczyć o tym, jakie były: oczywiście moja żona; jeden z moich synów, który jest lekarzem anatomii patologicznej; dwaj lekarze dermatolodzy, którym je kilka razy pokazywałem: Isidro Parra, profesor Ginés Sánchez Hurtado, itd.

Wyleczenie radiodermitis wyglądało tak, jak tu opowiedziałem. Bałem się bardzo, że wytworzą się przerzuty, co rokowałoby już nawet śmierć, ale tak się nie stało. Po prostu radiodermitis się wyleczyła, a ja nie mogę zrobić nic innego, jak przypisać to wstawiennictwu bł. Josemaríi Escrivy de Balaguera.

Od czasu uzdrowienia wróciłem do normalnej pracy i zajmuję się znowu chirurgią ogólną”.
Almendralejo, 30 czerwca 1993

2, b)
ŚWIADECTWO CONSUELO SANTOS SANZ



ŻONY DR. NEVADO
Jestem pielęgniarką. Pracuję w szpitalu i jestem odpowiedzialna za blok operacyjny; pracowałam w Szpitalu Publicznym w Badajoz w latach 1955-1962. Od roku 1962 do 1980 pracowałam jako pielęgniarka operacyjna w Szpitalu Matki Boskiej z Pilar („Dom Miłosierdzia”) w Almendralejo, w prowincji Badajoz. W tym czasie pracowałam głównie jako instrumentariuszka przy operacjach wykonywanych przez mojego męża, dr. Manuela Nevado Reya.

Mój mąż, Manuel Nevado Rey, zaczął pracować jako chirurg urazowy w roku 1956 w Szpitalu w Valdecilla (Santander), gdzie zrobił specjalizację z chirurgii ogólnej, urazowej i ortopedii. Jak mi opowiadał – a ja widziałam, kiedy pomagałam mu wielokrotnie w ciągu wielu lat jako pielęgniarka – zazwyczaj nastawiał złamania, wykorzystując do tego radioskopię, jak to wtedy robiono, usuwał też często ciała obce, co również trzeba robić przy pomocy radioskopii. W tamtych czasach urządzenia i sprzęt radiologiczny były niskiej jakości i posiadały niewystarczające środki zabezpieczenia.

Pamiętam, że już kiedy braliśmy ślub, w grudniu 1962 r., miał pierwsze zmiany chorobowe spowodowane częstą ekspozycją na działanie promieni Roentgena, które przejawiały się wypadaniem owłosienia z grzbietu palców rąk; podobnie na niewielkich obszarach występowało przebarwienie skóry i rumień.

W sposób bardzo powolny i stopniowy, ale postępujący, zmiany chorobowe na grzbiecie jego rąk, zwłaszcza na lewej, stawały się coraz bardziej widoczne i dokuczliwe, do tego stopnia, że w czerwcu 1992 r. musiał zarzucić operowanie, bo było to w sposób oczywisty niemożliwe. Pamiętam, że w tym czasie miał rozległe obszary hiperkeratozy, na przemian z miejscowymi przebarwieniami skóry, a zwłaszcza wiele owrzodzeń na grzbietach palców; najważniejszy – i najbardziej mu przeszkadzający – był duży wrzód o brzegach nacieczonych i stwardniałych, który zajmował cały grzbiet środkowego paliczka trzeciego palca lewej ręki. Mój mąż zasłaniał te owrzodzenia o bardzo złym wyglądzie różnymi opatrunkami, które często mu zmieniałam.

Chociaż zazwyczaj tego nie okazywał, widziałam, że trochę się martwi o przyszłość swoich rąk: raz, mimochodem, powiedział mi, że będzie musiał zrobić sobie przeszczep skóry na palcach i na rękach. W każdym razie nie stosował zbyt wielu środków, bo w rzeczywistości nie ma odpowiedniego leczenia, które zapobiegłoby rozwojowi zmian chorobowych spowodowanych przewlekłą radiodermitis.

W listopadzie 1992 r. mój mąż i ja odbyliśmy jedną z naszych zwyczajowych podróży do Madrytu. Wykorzystał to, żeby dowiedzieć się w Ministerstwie Rolnictwa, jak będzie wyglądała sytuacja winnic po wejściu Hiszpanii do Wspólnoty Europejskiej (posiadamy ziemię i kilka winnic i zastanawialiśmy się, co byłoby korzystniej uprawiać).

Kiedy wrócił z Ministerstwa Rolnictwa, na pół rozbawiony, zdziwiony i wdzięczny opowiedział mi o tym, co się tam wydarzyło: rozmawiał z pewnym urzędnikiem z ministerstwa, inżynierem rolnictwa, który poinformował go szczegółowo i kompetentnie o sprawach, które go interesowały. Na tym jednak się nie skończyło: urzędnik zwrócił uwagę na jego ręce, zainteresował się ich stanem i zapytał o przyczynę tych dolegliwości. Mój mąż powiedział mu, że były to zmiany wywołane działaniem promieni Roentgena, rozwijające się stopniowo i że nie było na nie lekarstwa. Wtedy urzędnik dał mu obrazek bł. Josemaríi Escrivy de Balaguera i zachęcił do proszenia go o uzdrowienie.

Mąż nie powiedział mi nic więcej o tym obrazku, ani o tym, czy się modlił do bł. Josemaríi, czy nie. Chcę podkreślić, że mój mąż ma wiele szacunku dla innych i lubi też, kiedy szanuje się jego intymność.

Kilka tygodni później odbywaliśmy podróż do Wiednia; zdziwiło nas bardzo, zarówno mojego męża, jak i mnie, kiedy napotkaliśmy tyle obrazków bł. Josemaríi we wszystkich kościołach, które odwiedziliśmy, i rozmawialiśmy o powszechności nabożeństwa do niego. Wydaje mi się, że wspomnieliśmy też coś o tym, jak mało go doceniamy, choć mamy go tak blisko, w porównaniu z tym, jak rozpowszechnione było nabożeństwo do niego.

Dowiedziałam się później, że mój mąż prosił bł. Josemaríę o uzdrowienie swoich rąk. Zdałam sobie sprawę, że zmiany chorobowe na jego rękach w krótkim czasie bardzo się poprawiły. Nie prosił mnie już o zmianę opatrunków i zauważyłam, że głębokie owrzodzenia zabliźniły się całkowicie i zniknęły płytki hiperkeratozy.

Teraz jego ręce są całkowicie wyleczone. Od stycznia 1993 r. zaczął znowu normalnie operować. A ja dowiedziałam się później, że wyleczenie przewlekłej radiodermitis na swoich rękach przypisuje prośbie, którą skierował do bł. Josemaríi”.
Almendralejo, 1 lipca 1993

2, c)


ŚWIADECTWO DR. ISIDRO PARRY ORTIZA

WYKŁADOWCA DERMATOLOGII
„Znam dr. Manuela Nevado Reya mniej więcej od roku 1963, kiedy zacząłem robić specjalizację w dziedzinie dermatologii. Pamiętam, że już wtedy widoczna była u niego utrata owłosienia na grzbiecie palców i na obu rękach, oraz miejscowe rumienie. Były to zmiany chorobowe, które można było z łatwością określić jako typowe dla długotrwałej ekspozycji na działanie promieni Roentgena, jak on sam potwierdził. Jest chirurgiem urazowym i przez wiele lat nastawiał złamania i usuwał ciała obce przy pomocy radioskopii. W tamtych latach, kiedy zaczynał pracować w zawodzie (około roku 1956), sprzęt radiodiagnostyczny był niskiej jakości, a środki ochrony niewystarczające; ponieważ widoczność, jaką się osiągało nie była dobra, ekspozycja na działanie promieni X zazwyczaj się przedłużała i konieczne było nastawienie urządzenia na maksymalną intensywność, jaką mogło dać.

W tych latach od czasu do czasu – nie widywaliśmy się często: mniej więcej raz do roku – stwierdzałem rozwój zmian chorobowych właściwych dla przewlekłej radiodermitis, które występowały na jego rękach, i które z czasem pogłębiały się, mimo iż w pewnym momencie zaprzestał robienia operacji wymagających stosowania radioskopii. Były to zmiany w postaci zrogowaceń i brodawek, w małych skupiskach i rozsiane, na grzbiecie obu rąk, chociaż intensywniejsze na lewej, a zwłaszcza po bokach palców, a także miejscowe przebarwienia i różnych rozmiarów owrzodzenia.

Ostatni raz widziałem u niego te schorzenia rąk mniej więcej przed rokiem, kiedy spotkaliśmy się na jakimś spotkaniu w gronie przyjaciół. Tamtego dnia, poza opisanymi już zmianami chorobowymi, które już znałem, zwróciło moją uwagę obszerne owrzodzenie umiejscowione na grzbiecie i na wewnętrznej stronie bocznej środkowego paliczka środkowego palca lewej ręki. Z klinicznego punktu widzenia był to z całą pewnością rak naskórkowy. Poradziłem mu stanowczo, że powinien poddać się chirurgicznemu usunięciu tego wrzodu. Nie posłuchał mnie i nie poddał się żadnemu leczeniu.

Widziałem go znowu niedawno i zbadałem jego ręce. Ku mojemu zdziwieniu owrzodzenie, które właśnie opisałem, zniknęło. Pozostałe zmiany chorobowe, które miał ustąpiły samoistnie, bez żadnego specyficznego leczenia. Oczywiście na grzbiecie obu rąk skóra nadal jest delikatna i sucha, atroficzna, ale zmiany chorobowe są całkowicie pokryte nabłonkiem.

Moim zdaniem nastąpiła tu samoistna regresja przewlekłego popromiennego zapalenia skóry, które przez wiele lat występowało u dr. Nevado na grzbiecie rąk i na palcach, wraz z rakiem naskórkowym i innymi zmianami chorobowymi o podobnych cechach. Zgodnie z moim doświadczeniem, dostatecznie szerokim jeśli chodzi o tego typu schorzenia, mamy tu do czynienia z nieoczekiwanym i niewytłumaczalnym rozwojem: zwyczajny rozwój zmian chorobowych przewlekłej radiodermitis jest przewlekły i postępujący, zmierza w kierunku zrakowacenia, nigdy wyleczenia. Nie widziałem nigdy ani jednego przypadku samoistnego ustąpienia tej choroby, a normalną rzeczą jest konieczność amputacji palców w celu wyleczenia z raka naskórkowego, który pojawia się z upływem czasu”.
Mérida, 2 lipca 1993

2, d)


Wywiad z siostrą Carmen Esquetą, pielęgniarką

ZAUWAŻYŁAM, ŻE MA BARDZO CHORE RĘCE”



*”Wiedziałam, że to radiodermitis i że nie ma na to lekarstwa”

*”Widziałam u niego duże wrzody, miał nawet zniekształcone paznokcie”

*”To jeden z najlepszych chirurgów, jakich spotkałam”
Siostra Carmen Esqueta Cabello jest mercedariuszką miłosierdzia. Zna dobrze dr. Nevado, ponieważ pomagała mu przez wiele lat na sali operacyjnej. „Mogę powiedzieć, że nauczył mnie wszystkiego, co umiem” – twierdzi. Widziała też z bliska, jak choroba dr. Nevado stopniowo uniemożliwiła mu pracę.
„Mieszkałam w Almendralejo mniej więcej od roku 1962 do 1967” – wyjaśnia nam. „Wróciłam w 1988 r. i mieszkałam tu do czasu, kiedy w 1992 pojechałam do Ameryki, gdzie przebywałam 16 miesięcy. Między 1962 i 1967 r. byłam w Szpitalu Matki Bożej z Pilar”.
Czy to wtedy poznała siostra dr. Nevado?
„Tak, w tym szpitalu pracował w tamtych latach dr Manuel Nevado Rey. Pamiętam, że w 1962 r. skończył robić specjalizację lekarską; był jeszcze kawalerem i mieszkał w tym samym szpitalu. W tamtym czasie zaczęłam pomagać mu na sali operacyjnej. Wiele zawdzięczam dr. Nevado w moim życiu zawodowym, ponieważ mogę powiedzieć, że nauczył mnie prawie wszystkiego, co umiem: robienia prześwietleń, znieczulania, i wszystkiego, co jest potrzebne w pracy na sali operacyjnej”.
Jakie są siostry wspomnienia o dr. Nevado?
„Dr Nevado kształtował się w tamtych latach jako lekarz: wspaniały lekarz, którym został. Był człowiekiem nadzwyczaj pracowitym, przygotowywał bardzo dobrze każdą operację, którą miał przeprowadzić, i był bardzo uczynny dla pielęgniarek. Robiliśmy wszelkiego rodzaju operacje: żołądka, prostaty, kręgosłupa… Była też chirurgia urazowa, w której wymagane były wówczas operacje wykonywane pod promieniami Roentgena. Pod tymi promieniami pracowały ręce dr. Nevado przez długi czas, i to pod dużym natężeniem, ponieważ wkładał dużo wysiłku w to, żeby operacje wychodziły dobrze i chciał sprawdzić wszystko, aż do ostatniego szczegółu”.
Czy mogła siostra zauważyć skutki choroby, na którą cierpiał dr Nevado?
„Pracowałam z dr. Nevado przez wiele lat. Najpierw, jak już powiedziałam, między 62. i 67. w Szpitalu Matki Bożej z Pilar w Almendralejo; a potem, kiedy wróciłam do Almendralejo w 1988 r., miałam okazję pomagać mu w szpitalu w Zafra. Zauważyłam, że promienie Roentgena powodują chorobę jego rąk: obydwu rąk. Zdałam sobie najpierw sprawę, że traci czucie: wiadomo, że chirurdzy pracują w wysokim napięciu nerwowym, i że jakakolwiek przeciwność powoduje ich zniecierpliwienie. Ja zdałam sobie sprawę, że stracił czucie w palcach, ponieważ odrzucał niektóre narzędzia”.
Jakie inne szczegóły siostra pamięta?
„Później zaczęły się pojawiać inne objawy: egzemy, a w końcowej fazie choroby widziałam duże owrzodzenia, które występowały głównie na trzech środkowych palcach jego rąk. Miał nawet zniekształcone paznokcie; wyglądały jak papuzie dzioby”.
Czy siostra wiedziała, co to była za choroba?
„Wiedziałam, że ta choroba to bez wątpienia radiodermitis i że nie było na nią lekarstwa; można było tylko złagodzić dolegliwości, jakie powodowała, środkami łagodzącymi, takimi jak wazelina”.
Co się stało potem?
„Nadszedł moment, w którym było dla niego nie do wytrzymania mycie rąk silnymi środkami dezynfekującymi i szorowanie ich szczoteczką, jak to robią chirurdzy przed operacjami. Poza tym chirurdzy zakładają zwykle gumowe rękawiczki z talkiem w środku. Dr Nevado w tym okresie, o którym mówię, nie tolerował też talku. Zakładał wysterylizowane lniane rękawiczki, a na nie rękawiczki gumowe”.
Miało to wpływ na jego pracę…
„Stopniowo musiał zacząć zajmować się chirurgią małą. Zarzucił całkowicie chirurgię urazową i wszelkiego rodzaju operacje pod promieniowaniem Roentgena. Jedyną rzeczą, jaką robił, było nastawanie mniej poważnych złamań i zakładanie gipsu; w końcu musiał całkiem zarzucić chirurgię”.
Czy widziała go siostra znowu po latach?
„Po moim powrocie z Ameryki przebywałam przez pewien czas w Almendralejo, przed moim ostatnim przeniesieniem do Andaluzji, ale nie miałam okazji osobiście pozdrowić dr. Nevado. Rozmawiałam z nim tylko przez telefon. Trudno było się z nim spotkać z powodu dużej ilości pracy, jaką wykonywał, a także dlatego, że przygotowywał ślub swojego drugiego syna. Naprawdę żałowałam, że nie mogę się z nim przywitać, ponieważ zawdzięczam mu wiele w mojej pracy i żywię dla niego szczery podziw, gdyż uważam, że jest jednym z najlepszych chirurgów, jakich spotkałam, nadzwyczaj inteligentny i bardzo oddany pacjentom. Przez te lata, kiedy z nim pracowałam, nigdy się nie skarżył na zmęczenie i mogliśmy go wezwać o dowolnej porze dnia i nocy”.
Jakie wrażenie zrobiła na siostrze wiadomość, że znowu zaczął normalnie operować?
„Chociaż nie widziałam go ostatnio, bardzo się ucieszyłam, słysząc, że znowu operuje, chociaż oczywiście bez poddawania się nowym promieniowaniom. Zdziwiłam się oczywiście, że znowu mógł wrócić do chirurgii z poważną radiodermitis, którą miał na rękach, i o której wszyscy wiedzą, że jest chorobą nieuleczalną. Powiedziano mi, że mógł wrócić do wykonywania zawodu, ponieważ obecnie jego ręce są całkowicie zdrowe, chociaż jak mówię, nie mogłam tego stwierdzić sama”.
Czy wie siostra, w jaki sposób się wyleczył?
„Powiedziano mi też, że jedynym wyjaśnieniem, jakie można znaleźć dla tego nadzwyczajnego wyzdrowienia, jest prośba, jaką sam dr Nevado skierował kilka miesięcy temu, polecając się w modlitwie wstawiennictwu bł. Josemaríi Escrivy”.
Jaén, 5 października 1993
2, e)



1   ...   14   15   16   17   18   19   20   21   22


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna