Capucci Flavio Tak, dziś również dzieją się cuda


Klasztor Karmelitanek Bosych



Pobieranie 0.54 Mb.
Strona7/22
Data07.05.2016
Rozmiar0.54 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   22

Klasztor Karmelitanek Bosych

Siostra Dora T., urodzona w Ekwadorze w roku 1955, jest piąta spośród dziesięciorga rodzeństwa. Kiedy wydarzyła się ta historia, była nowicjuszką w klasztorze karmelitańskim w Ekwadorze. Wstąpiła do zakonu niedługo przedtem, przekonana, że Bóg wzywa ją do życia w wyrzeczeniu i poświęceniu w murach klasztoru, zgodnie z duchem i regułami świętej Teresy od Jezusa.

Pewnego dnia, w kwietniu 1985 r., po silnej gorączce spowodowanej grypą, zauważyła nagłą i całkowitą utratę słuchu w prawych uchu. Natychmiast poinformowała matkę przełożoną i inne zakonnice z klasztoru. Myśląc, że chodzi tu o przelotną dolegliwość, zastosowano domowe środki, po których nie nastąpiła żadna poprawa.

Głuchota trwała dalej, wobec czego – myśląc, iż może chodzić o niedrożność przewodu słuchowego z powodu zatkania – poproszono przełożoną domu starców, która była pielęgniarką, żeby wykonała siostrze Dorze płukanie ucha. Tak też uczyniła, a poza tym podała jej jakieś krople. Również wtedy nie było żadnej poprawy.

Siostra przełożona zdecydowała wówczas, żeby zbadał ją dr Francisco P., specjalista laryngolog. Lekarz stwierdził głuchotę i przepisał lekarstwa do użytku zewnętrznego i inne, przyjmowane doustnie. Ponieważ przy kolejnych badaniach stwierdzono, że głuchota nie ustępuje, zdecydowano się na konsultację u innego specjalisty, dr Oscara V., który – po dokładnym badaniu – doradził, żeby udała się do specjalisty w stolicy, gdzie – dysponując lepszymi środkami do postawienia diagnozy – może będzie można rozwiązać problem siostry Dory.

„Proszę poprosić o to ks. Escrivę…”

Minęły już trzy miesiące od kiedy rozpoczęły się zaburzenia słuchu. Utrzymywanie się głuchoty martwiło siostrę Dorę, nie tyle ze względu na zdrowie samo w sobie, ile dlatego, iż zachodziło niebezpieczeństwo, że nie będzie mogła złożyć profesji zakonnej z powodu braku zdatności. Mówi o tym przełożona w swoim świadectwie: „Siostra Dora Matilde martwi się wobec perspektywy nieustępującej głuchoty i smuci ją to, iż może ona uniemożliwić dalsze trwanie w powołaniu, ponieważ taki był wymóg wśród sióstr odpowiedzialnych za zgromadzenie”.

Przełożona również cierpiała, ponieważ widziała u nowicjuszki oznaki mocnego powołania karmelitańskiego. Dlatego zaczęła polecać jej zdrowie wstawiennictwu ks. Escrivy, wówczas sługi Bożego. „Czytałam o wielu łaskach uzyskanych przez jego wstawiennictwo, o osobie, świętości i dziele ks. Escrivy w Biuletynie wydawanym przez Opus Dei”. Dodaje, że kiedyś poprosiła o konkretną łaskę dla swojego siostrzeńca i została wysłuchana. „To ożywiło we mnie ufność w jego cenne wstawiennictwo i z pewnością, jaką daje pokorna i ufna wiara, nalegałam, aby siostra Dora Matilde prosiła usilnie ks. Escrivę, żeby uzyskał dla niej łaskę uzdrowienia”.

Przełożona i nowicjuszka umówiły się, że odprawią nowennę do ks. Escrivá, każda osobno. „Żebym mogła zacząć nowennę – pisze siostra Dora – matka przełożona pożyczyła mi obrazek i przepisałam ręcznie modlitwę do nowenny, po czym oddałam obrazek matce przełożonej, która przechowuje go jak prawdziwą relikwię”.

Nowicjuszka tak opisuje intencje, które polecała wstawiennictwu Założyciela Opus Dei: „Odmawiam modlitwę z obrazka dwa albo trzy razy dziennie i proszę o uzdrowienie; jednocześnie mówię mu, że jeśli dokona tego cudu, to będzie to dowód, że chce żebym była zakonnicą przez całe życie. Prosiłam go też, żeby pozwolił mi pozostać w klasztorze, ponieważ poza nim byłabym bardzo nieszczęśliwa, i żeby ogólnie poprawił mi zdrowie, żebym mogła służyć swoim matkom”.

Przełożona rozumiała, że obok intensywnej i ufnej modlitwy należało zastosować środki ludzkie, które były dostępne. Dlatego też, idąc za radą ostatniego lekarza, u którego się konsultowano, dała siostrze Dorze pozwolenie na wyjazd do Quito, żeby dr Mauricio L., prestiżowy specjalista ze stolicy, zrobił jej potrzebne badania.


Pierwsza podróż do Quito
Siostra Dora pojechała więc do Quito w towarzystwie swojej matki i brata. Był 27 czerwca 1985 r., kiedy zbadał ją specjalista od chorób uszu. Zrobiono jej szczegółowe badania. Audiometria tonalna w kabinie dźwiękoszczelnej wykazała całkowity brak odpowiedzi prawego ucha. Tym uchem siostra Dora nie odbierała żadnych dźwięków; nie słyszała nawet szumów ani gwizdów. Mając takie wyniki i biorąc pod uwagę historię choroby, postawiono następującą diagnozę: „Nagłe ogłuchnięcie nerwowo-czuciowe o prawdopodobnym pochodzeniu wirusowym”. Podjęcia jakiegokolwiek leczenia nie uważano za potrzebne, jak wyjaśnia sam specjalista w napisanej później relacji: „Nasze doświadczenie z około pięćdziesięcioma szczegółowo zbadanymi przypadkami nagłego ogłuchnięcia wskazywało, że pozytywne wyniki uzyskiwaliśmy wyłącznie wtedy, kiedy leczenie rozpoczęto w ciągu pierwszego tygodnia od wystąpienia głuchoty. Natomiast było ono nieefektywne w przypadkach, gdy ta choroba wystąpiła ponad tydzień wcześniej, dlatego też nie wskazaliśmy żadnego leczenia”.

Jednakże, w celu wykluczenia przyczyny typu nowotworowego, polecił wykonanie prześwietlenia czaszki, odkładając na później decyzję o przeprowadzeniu innych badań, które pomogłyby w ustaleniu przyczyn ogłuchnięcia z większą precyzją.

Pewien specjalista, po przestudiowaniu na prośbę Postulacji literatury przedmiotu, stwierdza, że „wystąpienie nagłego ogłuchnięcia na tle nerwowo-czuciowym w czasie wirusowych infekcji górnych dróg oddechowych takich jak grypa jest stosunkowo częste, chociaż te schorzenia występują rzadko”. Ostatnie badania naukowe wykazują, że jedną z dróg, jakie wykorzystują wirusy dla przedostania się do ucha wewnętrznego jest ucho środkowe, kiedy znajduje się ono w stanie zapalnym. Poza tym, że czasami, przy silnym kichnięciu, może pęknąć błona okienka owalnego (oddzielającego ucho środkowe od ucha wewnętrznego), udowodnione zostało, że ta błona jest przepuszczalna dla wytwarzanych przez wirusy toksyn, które mogą zakazić ucho wewnętrzne i spowodować uszkodzenie błędnika. „Te pęknięcia i przerwania błony okienka ślimaka – wyjaśnia wspomniany specjalista – mogą wyleczyć się samoistnie (…), chociaż zawsze pozostawiają pewien spadek ostrości słuchu (…). Prognoza jest tym gorsza, im więcej czasu mija, od kiedy zaczęła się głuchota”.

Siostra Dora była już prawie trzy miesiące zupełnie głucha na prawe ucho. Perspektywy odzyskania słuchu, choćby w niewielkiej mierze, nie były wcale obiecujące.

Lekarz ze stolicy oznajmił siostrze Dorze złą prognozę jej choroby i tego samego popołudnia potwierdził to przełożonej klasztoru, która do niego zadzwoniła. Oto jej wyjaśnienia: „Powiedział mi, że niestety nic już nie można zrobić, że głuchota prawego ucha była potwierdzona i nie było na nie lekarstwa; że niezależnie od tego ma tylko zrobić prześwietlenie, żeby stwierdzić, czy nie ma jakiegoś guza. Moje zaufanie we wstawiennictwo Sługi Bożego ożywiło się bardziej, ponieważ po ludzku był to przypadek nieuleczalny. Kiedy rozmawiałam z siostrzyczką – mówi dalej przełożona – starałam się ją podnieść na duchu, umacniając jej wiarę, żeby dalej odprawiała nowennę błagalną”.
Nagłe wyzdrowienie
Ponieważ siostra Dora nie miała przy sobie dostatecznej ilości pieniędzy, żeby zapłacić za prześwietlenie, które jej przepisano, odłożyła tę sprawę na później i wróciła do klasztoru. W międzyczasie, zachęcona wiarą przełożonej, dalej modliła się za wstawiennictwem ks. Escrivy, prosząc o cud.

Sześć dni później, 3 lipca, odbyła kolejną podróż do Quito, znów w towarzystwie swojego brata, w celu wykonania prześwietlenia. Nie mogła zostać przyjęta rano, musiała wrócić po południu. Tak też zrobiła. Ale pozwólmy, aby ona sama opowiedziała nam o tym, co się wówczas wydarzyło. „Kiedy czekałam na badania, zdałam sobie sprawę, że słyszę na prawe ucho, powiedziałam ze zdziwieniem i zachwytem swojemu bratu coś nieopisanego, że wszystko wyraźnie słyszę”.

Wobec tego, co się wydarzyło siostra Dora postanowiła zrezygnować z prześwietlenia i wrócić do specjalisty, który ją wcześniej badał. W gabinecie chora została przyjęta przez lekarza pomocniczego, który powtórzył badanie audiometryczne i z ogromnym zdziwieniem stwierdził, że głuchota zniknęła. Natychmiast powiedział o tym swojemu przełożonemu, który – niedowierzając – chciał powtórzyć osobiście badanie. Wynik był taki sam: prawidłowe słyszenie w prawym uchu.

Zdziwienie specjalisty, jego pomocnika i pielęgniarki było ogromne. Nie wiedzieli, jak się zachować i zapytali zakonnicę, jakiemu świętemu się polecała. Siostra Dora z wielką naturalnością odpowiedziała, że księdzu Josemaríi Escrivie. „Ja sama nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak wielki cud dokonał się w mojej nędznej osobie – pisze później. – Z sercem pełnym wdzięczności i wzruszona do łez, zaintonowałam w myśli hymn dziękczynienia: «Uwielbiaj, duszo moja, sławę Pana mego…»”

Kilka godzin później przełożona zadzwoniła do lekarza, żeby poznać wyniki badań radiograficznych. „Zapytałam go ze smutkiem o wynik badań. Lekarz opowiedział mi to, co się wydarzyło nie mogąc wyjść ze zdziwienia i powtarzając, że nie rozumie, w jaki sposób, ale że faktycznie siostra Dora doskonale słyszy; i że ona sama powiedziała mu, że modliła się do Założyciela Opus Dei i że to on dokonał cudu.

„Nie potrafię wyjaśnić swojego duchowego wzruszenia – relacjonuje dalej przełożona – czułam się zakłopotana z powodu czegoś nadprzyrodzonego, co dokonało się w skromnej nowicjuszce z naszej wspólnoty, która umiała się modlić z wiarą i ufnością. Wszystko we mnie było dziękczynieniem: łzy wzruszenia, głębokie uniżenie, modlitwa uwielbienia i wdzięczność Bogu, który w ten sposób uczcił swojego wiernego sługę ks. Escrivę”.






1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   ...   22


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna