Cechy fonetyczne I fleksyjne języka mówionego mieszkańCÓw gminy babice gwara



Pobieranie 77.89 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar77.89 Kb.
CECHY FONETYCZNE I FLEKSYJNE JĘZYKA MÓWIONEGO MIESZKAŃCÓW GMINY BABICE
Gwara to regionalna odmiana polskiego języka narodowego (etnicznego), którą w naszym kraju posługuje się głównie (nieco inaczej jest na Śląsku) ludność wiejska zamieszkująca obszar kilku czy kilkunastu wsi. Za Encyklopedią języka polskiego podkreślmy: to mowa ludności wiejskiej z niewielkiego terytorium. Istnieje też pojęcie dialektu, które odnosi się do zespołów podobnych do siebie gwar i – rzecz jasna – o wiele większego terytorium. W Polsce mamy cztery dialekty: rodzimy nasz małopolski, śląski, wielkopolski i mazowiecki (tradycja dialektologiczna pozwala wyróżnić jeszcze dialekt kaszubski, jednak z prawnego punktu widzenia od 6 stycznia 2005 r. kaszubszczyzna posiada w Polsce status języka regionalnego). Obok dialektów funkcjonuje (co najmniej od przełomu XV i XVI wieku) polski język ogólny – standardowy, którym dziś mówimy. Stworzony on został na potrzeby szkoły, kościoła i administracji państwowej w związku z rozwojem cywilizacyjnym i politycznym. Język ogólny formował się w ciągu kilku stuleci na podstawie dialektów Wielkopolski, Małopolski i Mazowsza – dzielnic, które po kolei zyskiwały największe znaczenie w państwie. W Polsce język ogólny ma wyjątkową pozycję i przez ostatnie kilkadziesiąt lat niemal całkowicie zdominował naturalne i pierwotne odmiany regionalne, które gdzie indziej służą jako narzędzie codziennej komunikacji (a nie język standardowy, którego ludzie specjalnie się uczą). Żeby sobie to lepiej uprzytomnić (że w większości krajów europejskich jest pod względem językowym inaczej niż u nas), przyjrzyjmy się Niemcom.

W języku niemieckim, który ma bardzo silne dialekty (powszechnie używane na co dzień także w miastach danego regionu), występuje ich aż kilkanaście, zgrupowanych w zespoły: górnoniemiecki, średnioniemiecki i dolnoniemiecki. Dialekty te różnią się od siebie znacznie i dziecko z Bawarii miałoby wielki kłopot, żeby porozumieć się na lotnisku w Berlinie, a nie daj Boże w Hamburgu. Mowa tu o dziecku, bo dorośli zdają sobie lepiej sprawę z tych różnic, a w ostateczności (np. kiedy trzeba napisać pismo do urzędu, artykuł w gazecie, książkę, wystąpić w telewizji, zabrać głos z mównicy w parlamencie albo wyjaśnić coś cudzoziemcowi słabo znającemu niemiecki) sięgną po tzw. hochdeutsch – język standardowy, którego każdy Niemiec uczy się w niemieckiej szkole, a używa przede wszystkim w piśmie. W związku z tą sytuacją w Niemczech stosunek do dialektów jest życzliwy i cieszą się one nawet (te ginące) specjalną opieką państwa i władz poszczególnych landów.

A jak jest w Polsce? Poza Górnym Śląskiem, Kaszubami, Orawą, Podhalem i Spiszem bardzo rzadko usłyszymy gwarę na ulicy, na szkolnej przerwie, nawet przy rodzinnym stole. A jeszcze w czasach Jana Kochanowskiego nawet mowa wykształconej szlachty zawierała mnóstwo cech regionalnych, ale tych wyrazistych starano się unikać w piśmie. Kochanowski mówił np. łoko ‘oko’, biyda, chlyb, jo widziołem, godom ‘gadam’, prawdopodobnie także: tyz ‘też’, copka ‘czapka’ itp., w czym jako szlachcic małopolski niewiele tak naprawdę różnił się od mowy chłopów. Ale szlachta, która osiągnęła najwyższą rangę w państwie, starała się podkreślać to nie tylko specjalnym, bogatym ubiorem, ale także językiem, by różnić się od mieszczaństwa i chamów (jak zwykli mówić o chłopach). Dlatego też dzięki szkole i kościołowi, umiejętności czytania, pisania i przemawiania, wyjazdom na sejmiki, kontaktom handlowym szybko wyzbywała się takich „kompromitujących społecznie” cech mowy (np. naśmiewano się z mówiącej „z chłopska”, ubogiej szlachty mazowieckiej, co dobrze widać w ośmieszających ją utworach literackich XVI i XVII wieku, tzw. „Psalmach mazowieckich”). Nie dziwi więc, że językiem szlacheckiego dworu staje się język literacki – standardowy, nie zdradzający większych różnic regionalnych, za to posiadający najwyższy prestiż, jako język społecznych elit. Społeczny awans w świadomości ludzi z „nizin społecznych” wymagał porzucenia swoich językowych przyzwyczajeń na rzecz mowy, która jest jakby legitymacją i gwarancją osiągnięcia pożądanej pozycji społecznej. Dziwne to trochę np. na tle niemieckich zwyczajów, ale ma potwierdzenie w faktach. Mamy do czynienia z procesem o wielkim zasięgu społecznym. Ze zjawiskiem powiązanym z demokratyzacją i egalitaryzacją społeczeństwa. Po miastach przyszła kolej na wieś. Warunki do tego powstały po II wojnie światowej, ale zmiany w regionach uprzemysłowionych było widać już wcześniej (przed wojną).

Najważniejsza zmiana polega na tym, że wieś – taka, jaką pokazuje np. literatura dawniejsza – otwiera się (dosłownie i w przenośni) na wpływy zewnętrzne, ludzie ze wsi masowo wyjeżdżają do miast (np. Nowa Huta), podejmują pracę w przemyśle i rzecz jasna przyjmują coraz powszechniej nowe wzory kultury miejskiej. Porzucają dawne zwyczaje, folklor, tradycje na rzecz tego, co nowoczesne i atrakcyjne. Komunistyczne władze stawiają na tę nową grupę ludności miast, mającą poczucie społecznego awansu, który jakoby zawdzięczać mają nowemu ustrojowi. To dzięki komunizmowi mają wykształcenie, mieszkania, godziwe warunki życia w blokach i jako „lud pracujący miast i wsi” są najważniejszą klasą społeczną. Wieś i jej kultura wydaje się w tej nowej sytuacji jakaś zacofana, ciemna, niepasująca do nowych czasów. Chłop polski zaczął szybko odsuwać się od dziedzictwa przodków, od dawnego obyczaju i swojej gwary. Jak się wydaje, zadecydowały o tym ogromne zmiany cywilizacyjne (dziś łatwiej na wsi o traktor niż o konia; o kombajn niż o cepy, a bez komórki nikt się do pola nie ruszy) i faktyczna dominacja ogólnego, miejskiego modelu kultury, rozrywki itp. Żadne z nas, choćby się urodziło na wsi, nie chciałoby przecież żyć w skansenie, dalej mieszkać pod strzechą bez prądu, bez łazienki i chodzić dla przyjemności turystów w zgrzebnej, gryzącej koszuli i pewnie jeszcze boso. W starciu z nowoczesnością tradycyjna kultura ludowa umarła i można ją poznać, np. czytając „Chłopów” Władysława Reymonta. Okazała się, jak to się uczenie mówi, nazbyt anachroniczna, niezdolna do zaspokojenia nowych potrzeb. Logiczną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, że ludzie generalnie wstydzą się mówić gwarą, obawiają się śmieszności, szyderstw i czasem złośliwych komentarzy. Zwłaszcza w sytuacji oficjalnej, w rozmowie z obcym. Góralowi opowiadającemu wesołe historyjki turystom jeszcze ujdzie, ale koledze z klasy, któremu coś się gwarą wymknie w szkole – to już nie. Ale pojechał cepelią, zajechał góralszczyzną, zawieśniaczył itp. – może usłyszeć od kolegów. To boli i skutecznie zniechęca młodych do uczenia się i podtrzymywania gwary.

Ludowe gwary i dialekty nie są, podkreślmy, jakimś zepsutym językiem polskim. Są jakby naturalną kontynuacją dawnych etapów rozwoju języka. Rozumieć to trzeba dosłownie, co wyraża formuła: np. gwara krakowska reprezentuje dialekt małopolski polskiego języka etnicznego, należącego do podgrupy lechickiej języków zachodniosłowiańskich, które należą do rodziny języków słowiańskich, wywodzących się z języka prasłowiańskiego (ok. IV w. p.n.e. – IV w. n.e.); wraz z grupami języków germańskich, irańskich, indyjskich, italskich, greckich, bałtyckich i kilku innymi, należy do wielkiej rodziny języków indoeuropejskich, mających z kolei wspólnego przodka w języku praindoeuropejskim (ok. 3 tys. lat p.n.e.).

Kto posłuchał choć raz Górala, Ślązaka i Kaszuba, wie dobrze, że gwary różnią się między sobą. Warto w tym miejscu wskazać cechy dialektalne obszaru gminy Babice. Podstawowymi cechami tej gwary są:


W ZAKRESIE WYMOWY
1. Tzw. mazurzenie (nazywane też mazurowaniem lub sakaniem), które polega na zastąpieniu spółgłosek sz, cz, ż (nie rz!), rzadko spółgłoskami s, c, z, dz np.: snurek, kosyk, ducka, wase kacki, zur, zyrny ‘lubiący jeść’, idze, idze, nie godoj!

Mazurzenie jest w gwarach wsi wokół Krakowa cechą ginącą. Unika się jej zwłaszcza w kontaktach z obcymi. Najtrudniej ją usłyszeć dziś z ust ludzi młodych. Ginie na wsi, bo razi na tle polszczyzny ogólnej, jest zbyt wyrazista i jednoznacznie wskazuje na wiejskie pochodzenie mówiącego. Mimo to jeszcze badania z lat 80. dowiodły, że u osób starszych trafiało się mazurzenie dość często (blisko 40% możliwych wymówień). Unikanie mazurzenia może prowadzić do tzw. hiperpoprawności, np.: naszypać szoli ‘nasypać soli’, szkarpetki ‘skarpetki’, żupa ‘zupa’. Kiedyś takie błędy obserwowało się częściej, bo ludzie dość słabo znali na wsi język ogólny; dziś – rzadko. Wypada też przestrzec tych, którzy próbują mówić gwarą (np. w filmie „Janosik” lub w reklamach telewizyjnych pewnego piwa), a jej nie znają: nie mazurzy się nigdy (!) zarówno pod Krakowem, jak i na Podhalu „rz”. Nie mazurzy się też dziesiątków wyrazów obcego pochodzenia typu: sztychówka, sztangla (w miejscowościach z terenu gminy Babice mówiło się śtychówka i śtangla) i podobnie brzmiących słów swojskich (np. sztyry ‘cztery’ chętnie przekręcano na śtyry). Mazurzenie jest zjawiskiem starym w języku, co pokazują nazwy miejscowości koło Krakowa: Słomniki (= Szłomniki), Pieskowa Skała (= Pieszkowa ‘należąca do Pieszka – Piotrka’ Skała) i in. Polega tak naprawdę na uproszczeniu sobie wymowy w ten sposób, że znika cała grupa spółgłosek tzw. szumiących.



Mazurzy bez mała połowa etnicznych terenów polskich (Małopolska – poza terenami przygranicznymi na wschodzie, Mazowsze i północna część Śląska). Pytanie, dlaczego taka cecha nie przeszła do polskiego języka standardowego, pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. Sądzi się, że w także w dawnych wiekach uchodziło za wymowę „niekulturalną” – pod wpływem szlachty wielkopolskiej (tam zawsze sz, cz, ż i dż) oraz podziwianej na sejmach i u dworu królewskiego arystokracji kresowej, która – odgrywając wielką rolę w czasach demokracji szlacheckiej – takiej wymowy po prostu nie znała z domu (wpływ z kolei dialektów ruskich). A może lepiej uświadomieni drukarze krakowscy doby renesansu wybrali do upowszechnienia w piśmie najbardziej neutralny typ wymowy?
2. Wymowa udźwięczniająca. Nieraz słyszymy, że niektórzy spikerzy i sprawozdawcy radiowi mówią o zajęciu przez dwóch sportowców tego samego wysokiego miejsca: egzekwo lub eksekwo (z łac. ex aequo), albo znajomi z północy Polski powiedzą wóc Apaczów zamiast nam bliższego wódz Apaczów, albo też wyrażą zdziwienie, że w Krakowie się powie koż malin zamiast dla nich brzmiącego naturalnie: kosz malin. Chodzi o sytuację, kiedy wymawia się bez pauzy dwa wyrazy, z których pierwszy kończy się na spółgłoskę właściwą (np. p, b, t, d, s, ż, cz, k itp.), a drugi zaczyna od samogłoski lub od zbliżonej do niej spółgłoski półotwartej (np. m, n, r, l itp.). Takie połączenie tworzy się też, kiedy dodajemy końcówki osobowe czasownika do tematów lub do innych wyrazów (np. pisz-my, jak-em był mały, już-eś zjadła). Wówczas wszędzie poza Mazowszem, Podlasiem, Suwalskiem, Mazurami, Warmią, Kociewiem i terenami Pomorza Zachodniego wymawia się takie połączenia dźwięcznie, a na wskazanych terenach – bezdźwięcznie. W Babicach i w Krakowskiem typowa jest wymowa udźwięczniająca: koż_malin, brad_ojca, chlyb_razowy, jagem był mały, zaniózem, chodźmy itp. Po „warszawsku” byłoby odpowiednio: kosz_malin, brat_ojca, chlep_razowy, jakem był mały, zaniósem, choćmy itp. Wymowa „warszawska” uchodzi błędnie za lepszą, popularność stołecznych mediów sprawia, że chętnie ją naśladujemy, ale warto przypomnieć, że jeszcze papież Jan Paweł II mówił: jezdem, kubmy ‘kupmy’ (bo pochodził z Wadowic). Ciekawe, że niewiele osób zdaje sobie sprawę, że tak mówi, więc tej wymowy nie unika i łatwo ją spotkać w każdej rozmowie, co potwierdziły badania dialektologiczne przeprowadzone na terenie gminy Babice.
3. Występowanie tzw. samogłosek pochylonych. Kiedy usłyszymy np. Jo nie grom, ale Tosiek groł tyż w piłke – jag_i ty, to bądźmy pewni, że to charakterystyczne brzmienie samogłoski zawdzięczają właśnie pochyleniu. Nastąpiło ono w języku polskim z początkiem XVI wieku, a zastąpiło dawne samogłoski długie, w ten sposób, że a „pochylało się” = ścieśniało ku o (ale zachowywało różnicę zarówno wobec a, jak i o); e pochylało się ku y lub i, zaś o – ku u (ale się z nim nie pokrywało). W piśmie takie samogłoski dawni drukarze zaznaczali zazwyczaj kreskowaniem: á, é, ó. W języku ogólnym najwcześniej (już w ciągu XVII w.) zanikło á (zlało się z a); kreskowanie é zarzucono uchwałą krakowskiej Akademii Umiejętności w 1891 roku, a kreskowane ó – jak widać – ma się dobrze, choć w wymowie nie słychać różnicy w stosunku do u, i mamy z tym w szkole ortograficzny kłopot.

Oprócz kreskowania są inne dowody na to, co się stało w języku z samogłoskami. Wystarczy posłuchać, jak się śpiewa stare pieśni kościelne, por. np.: Słyszeliśmy wdzięczny głos, jak Maryja woła nas. Przecież żaden szanujący się poeta by tak nie zrymował wersów! Nie musiał, bo te dźwięki były bardziej podobne do siebie niż dzisiaj (Słyszeliśmy wdzięczny głos, jak Maryja woło nos) Dodajmy jeszcze, że pochylone e ścieśniało się w Małopolsce i Wielkopolsce tak bardzo, że przypominało y lub i. Np. w XIX wieku mówiło się w Krakowie (w dość licznej grupie słów) tyż, bida, dziwka ‘dziewka, dziewczyna’ (y/i – w zależności od sąsiedztwa z twardą lub miękką spółgłoską). I dziś spotkamy takie wyrazy, jak bida, bidul ‘dom dziecka’, dziwka itp., ale nabrały one znaczenia emocjonalnego czy wręcz wulgarnego.

Tak się szczęśliwie składa, że gwara Babic i wsi okolicznych zachowywała te samogłoski przez wieki w tradycyjnym brzmieniu, więc niektórzy jeszcze umieją je poprawnie wymówić (o ile się ich w ogóle nauczyli za młodu). Wykorzystując znaki dostępne z klawiatury, samogłoski nieznane dzisiejszej polszczyźnie zgodnie z wymową zapiszemy fonetycznie jako å, ů (z é nie ma kłopotu, bo brzmi w Babicach jak y). Np. lotos (kwiat) ≠ låtås ‘latasz’; gada (np. bać się gada) ≠ gådå (np. ktoś gada o tym samym); grom (np. grom z jasnego nieba) ≠ gråm (np. gram w szachy) ≠ gram (np. gram soli); Wieźli buk [buk] przez Bug [Buk]; dałby Bóg [Bůk] , żeby buk [buk] nie wpadł w Bug [Buk]; rås ‘raz’ ≠ růs ‘rósł’ ≠ Rus ‘Rosjanin’. A pochylone (å) można usłyszeć u wielu osób mieszkających w gminie Babice, zwłaszcza w odmianie czasownika, w zaimku 1. osoby oraz w pewnej grupie częstych w mowie wyrazów (mioł, mo, jo, roz itp.). Rzadziej spotykane jest é ≥ y (np. rzyka, grzych, chlyb, dobrygo, śnieg, wiysz, miyszkom ‘mieszkam’, piyrze, świyrzo farba, siyc ‘siec, kosić’, pociyrz ‘modlitwa’.

W miejscowościach należących do gminy Babice zauważa się ścieśnienie pochylonego e w połączeniu -éj na końcu wyrazu -yj//-ij, por. brzydzij ‘brzydziej’. W dalszym etapie doprowadziło to do częstego i dziś zupełnego usunięcia joty, co daje samo -i (po spółgłosce miękkiej) oraz -y (po spółgłosce twardej): brzydzi ‘brzydziej’, z tamty strony, w cały klasie, lepi, gorzy, późni, coroz wiency ‘coraz więcej’. Ta cecha nawet pojawia się w żartach językowych: Kierowca pyta pasażera: Jak tam sprawy? (w sensie: z prawej) — W porządku. BUM! – i budzą się w szpitalu.

Trzeba pamiętać, że w Babicach regularnie pochylało się do y w każdym praktycznie połączeniu ze spółgłoską nosową, co schematycznie można zapisać jako e+N; rzadziej przed r, rz (e+R). Jest to cecha bardzo żywa i wyraźna w gwarach Krakowskiego. Na terenie gminy można usłyszeć np.: tyn, dziyń, siyń ‘sień’, cymynt, rynta ‘renta’, hyrbata, chyrlok ‘ktoś cherlawy’, czyreśnia, piyrogi, papiyrosy, papiyry itp.
4. Inna niż w języku ogólnym wymowa samogłosek nosowych. Idzie tu zasadniczo o inną wartość brzmieniową (barwę), która odbiega zwłaszcza od ogólnopolskiego ę. Barwa ta w wypadku ę wymawianego w środku wyrazu odpowiada samogłosce „y” (lub jest do niej zbliżona), np.: [zapis zbliżony do wymowy] gymba, ziymba ‘zięba’, pynto ‘pęto’, piynta ‘pięta’, tyndy ‘tędy’, w rynce ‘w ręce’, wiyncy ‘więcej’, syńdzia, ziyńć ‘zięć’, klyηkać1 ‘klękać’, wiyηkszy ‘większy’, wyηgieł ‘węgieł’ itp.

Jako samogłoska nosowa, wymawiana równocześnie przez usta i przez nos, pojawia się (jak w polszczyźnie ogólnej) przed spółgłoskami typu f, w, s, z. sz, ż, ś, ch. Brzmi wtedy jak nosowe y (zapiszemy je w uproszczeniu jako „yn”), np.: gynś, wynzeł ‘węzeł’, jynzyk, krzynść ‘chrzęść, chrząstka’, robota ciynzko ‘ciężka’, wynch ‘węch’. Na końcu wyrazu ę utraciło w gwarze babickiej nosowość i wymawiane jest jak –e, por.: ciele, na te kolynde, już_ide!. Taka wymowa jest trwała i nie razi na tle potocznej polszczyzny, gdzie doszło do takiego samego zjawiska. Tak samo utrwaliło się samo e/y w przymiotniku piekny/piykny ‘piękny’, rzeczowniku miyso ‘mięso’ oraz w odmianie czasownika być: bede, bedzie ‘będzie’, bedům ‘będą’ itd.

Jak już wspomniano, samogłoska ą odznacza się niewieloma różnicami w stosunku do standardowej polszczyzny. Dla gwary gminy Babice najważniejsza dotyczy zakończenia wyrazu (końcówek fleksyjnych deklinacji i koniugacji). Można tu usłyszeć ą realizowane jako –ům we wszystkich kategoriach, np. w Narzędniku liczby pojedynczej rzeczowników, zaimków i przymiotników rodzaju żeńskiego, np.: z ciotkům Giyηkům, dostoł logům ‘lagą’ od ojca; z mojům cůrkům, chodze za jakům lepszům robotům, z dobrům żonům itd., w Bierniku l. poj. przymiotników, liczebników i zaimków rodzaju żeńskiego oraz pewnej grupy rzeczowników żeńskich: dobrům żone ‘dobrą żonę’, na drugům niedziele ‘na drugą niedzielę’, w 3 osobie l. mnogiej czasu teraźniejszego: chłopoki kopiům w piłke; majům, chodzům, idům. Taka wymowa nie jest typowa dla całego Krakowskiego, np. w gwarze Bronowic ą realizuje się zwykle jako o, rzadziej –om, np. dobro żone ‘dobrą żonę’.

Obok końcowego –ům bardzo wyrazista w gwarze Babic i okolic jest wymowa typu wzion ‘wziął’, wziena/wziyna ‘wzięła’; ucion ‘uciął’, uciena/uciyna ‘ucięła’; zaczon ‘zaczął., zaczena/zaczyna ‘zaczęła’; zapion ‘zapiął’, zapiena/zapiyna ‘zapięła’; zaklon zaklął’, zaklena/zaklyna ‘zaklęła’ itp. Nawet pisownia pokazuje, że ma to związek z występowaniem dawniej ę, ą przed ł (wtedy wymawianym z przodem języka przytkniętym do zębów, w sposób zbliżony do dzisiejszego l). Takie sąsiedztwo doprowadziło do rozłożenia ę i ą na: wzionł, wzienła, a potem do uproszczenia takiej trudnej do wymówienia zbitki spółgłosek: wzionłwzion; wzienławziena. To że jednej gospodyni się powiedziało: Wiycie kumoska, wzienam i tag-em dziada sklena... – a drugiej: Wiycie kumoska, wziynam i tag-em dziada sklyna... związane było z pochylaniem się e przed spółgłoską nosową (e+N, zob. wyżej). Czasowniki typu dźwignąć, krzyknąć, usnąć, tonąć były wymawiane w sposób zbliżony do języka standardowego (na terenie gminy mówi się: dźwignoł, dźwigła ‘dźwignęła’; ale już np. Górale z Podhala mówią: dźwignon, dźwignena).


5. Tzw. małopolski brak przegłosu (czyli wymiany samogłoski e : o). Przegłos to zjawisko polegające na przejściu e w o lub a przed spółgłoskami przedniojęzykowymi twardymi (t, d, s, z, n, r, ł), por. niesę > niosę, wiesna > wiosna, mietła > miotła. Jedną z konsekwencji przegłosu było pojawienie się w języku polskim oboczności e : o oraz e : a, np. niosę, ale niesiesz; biały, ale bielić. Na terenie gminy Babice, podobnie jak na wielkich połaciach Małopolski, wytworzyła się tendencja do usuwania oboczności o:e poprzez upowszechnianie tematów z pierwotnym e, czyli do wyrównań typu niesę (zamiast niosę) przez analogię do niesiesz. Brak przegłosu zaznacza się w formach typu: Jydz, bo ci zabiere!; Wypiere to w pralce.; Zaniesłam buty do szewca, bo mnie gnietům.; wiesło, biedro. Na opisywanym obszarze znana jest także piosenka: Boli mnie noga w biedrze, ni moge hulać dobrze, ale tańcować moge, chodź-em choro na noge.
6. Zmiany wymowy o oraz i wywołane sąsiedztwem spółgłosek nosowych. Była już mowa o jednej bardzo wyrazistej cesze: zamianie każdego e przed jakąkolwiek spółgłoską nosową (symbol N) w połączenie yN. Warto sobie uprzytomnić, że takie sąsiedztwo może wpływać na wymowę innych samogłosek. Tak dzieje się np. na Śląsku, gdzie każde o przed N przechodzi w ů (dźwięk pośredni pomiędzy o a u) lub u. U nas dotyczyło to pewnej grupy wyrazów, takich jak np.: kumin ‘komin’, kuń, słuma ‘słoma’, una ‘ona’ itp.
7. Labializacja, prejotacja i przydech. Za tymi krótkimi naukowymi terminami kryje się właściwość polegająca na poprzedzaniu samogłosek spółgłoskami-protezami, ułatwiającymi wymowę (głównie na początku wyrazu).

Najbardziej znaną dziś i zarazem jedną z bardziej charakterystycznych cech opisywanej gwary jest labializacja. Polega ona na wymawianiu przed o (głównie w pierwszej sylabie wyrazu) u niezgłoskotwórczego (zaznaczymy to przez ł w górnym indeksie), por. np.: łociec, łogiyń, łobloć, łopolić, kłoszycek, kłoszyk sie niesło. Labializacja była i jest wyśmiewana przez ludzi z miasta nierozumiejących gwary, dlatego też mieszkańcy wsi w kontaktach z osobami z zewnątrz starają się unikać takiej wymowy. Ucieczka od labializacji prowadziła niekiedy do sztuczności i hiperpoprawności, por. np.: okieć ‘łokieć’, odyga ‘łodyga’, panna moda ‘panna młoda’, ódka ‘łódka’, Ukasz ‘Łukasz’, upież ‘łupież’ i inne.



Jadam i Jewa, janiołek, Janiela, Jagnieska to nieliczne zapamiętane przez mieszkańców gminy Babice przykłady prejotacji. Przyglądając się językom obcym można zauważyć, że wiele słów zaczynających się w nich od samogłoski, w języku polskim zaczyna się od joty (np. apple – jabłko), a więc dodawanie joty przed samogłoskami jest zjawiskiem stosunkowo dawnym (por. imię Jagna, które pochodzi od Agnieszka).

Na opisywanym terenie dość dobrze zachowały się wyrazy z przydechowym [h]: harmata, harbuz, Hameryka, hereśt/hareśt. Taka wymowa to skutki tzw. przydechu, który związany jest z krótkim zwieraniem krtani przed niektórymi samogłoskami.



8. Dodawanie ruchomego e do przyimków w, z, od itp. oraz tak samo brzmiących przedrostków czasownika. Chodzi tu o zastąpienie z przez ze (lub przedrostka z- przez ze-), w przez we (we-) itd., co daje łatwo wpadającą w ucho różnicę w stosunku do języka standardowego, por.: Mucha się utopiła we wodze ze sokiem – zamiast „w wodzie z sokiem”. Tak wymawia się najczęściej, gdy następny wyraz zaczyna się od tej samej lub zbliżonej spółgłoski, albo też od grupy spółgłosek (na terenie gminy mówi się: we wtorek, we środe, we czwortek), ale w gwarach zdarzają się też inne przykłady, z podwajaniem takiego przyimka (zez cukrym). Warto sobie uprzytomnić, że tak mówi się w Wielkopolsce i w Małopolsce, a nie na Mazowszu, łatwo więc wymowa ta zanika dziś pod wpływem stołecznych mediów.

Teraz trochę przykładów z miejscowości należących do gminy Babice: Płodniyś tło ze ziymi!; Zesodź go ‘zsadź go’ z tego kunia; Zesypali ‘zsypali’ wszystko na kupe; We czwortek bedzie jeździł tyn chłop ze ziymniokami. Oczywiście, nie znaczy to, że w Babicach zniknęły formy bez „e” (np.: To sie jadło ze solom albo z cukrym; Skryncoj w lewo!), ale taka oboczność była o wiele częstsza niż w języku ogólnym (por. standardowe z tobą : ze mną).

Omawiana oboczność dotyczy w gwarach krakowskich także innych kończących się spółgłoską przyimków, typu: od/ode, np. drugi dom ode drogi; pod/pode; przed/przede: przede drugom ‘przed godziną drugą’; przede śmierciom ‘przed śmiercią’ itp. Właściwość tę można zauważyć w tekście modlitwy „Ojcze nasz”: ... ale nas zbaw ode złego.
9. Przejście ch w k: na końcu wyrazu i w grupach spółgłosek (-ch > -k). Przejście ch w k jest starodawną właściwością Małopolski, dlatego pozostawiło ślad nawet w nazwach miejscowych i terenowych. Sens takiego zabiegu polega na wzmacnianiu słabo słyszalnego, szczelinowego ch w zakończeniu wyrazu, ważnym dla jego właściwego zrozumienia w zdaniu. Zjawisko to występuje przede wszystkim w końcówkach odmiany rzeczownika, przymiotnika, liczebnika i zaimka (u górali także – czasownika). Warto zapamiętać, że ogólnie w gwarze krakowskiej dotyczyć to może np.:

a) Miejscownika liczby mnogiej rzeczowników: na polak; w gaciak; lotała po chołupak ‘po chałupach’ itp.;

b) Miejscownika i Dopełniacza liczby mnogiej przymiotników, liczebników i zaimków: w tamtyk czasak; po dwók, czek ‘trzech’ jechali na kóniak; od tyk nawozów śtucnyk, w łobtarganyk gaciak, na nik sie nie oglądojcie.

– a ponadto rzadsze i wyjątkowe w okolicach Krakowa:

c) zastąpienie końcowego -ch przez -k w podstawowej formie rzeczownika: mnik ‘mnich’, dak ‘dach’, ruk ‘ruch’, grok ‘groch’ itp.

d) w l osobie liczby pojedynczej czasu przeszłego z „góralską” i śląską końcówką -ch: byłek, urwałek (gmina Babice jest w tym względzie jednym z wyjątków na tle Krakowskiego, w którym panuje końcówka –(e)m, jak w języku ogólnym, np. wygrołem w karty. Na terenie gminy mówi się natomiast: wygrołek w karty).

Gwara Babic i okolicznych wsi bardzo wyraźnie zachowuje omawianą cechę dialektalną. Przejście ch w k widoczne jest także w szeregu wyrazów rozpoczynających się na ch, np. krzest, krzesny, krzcić itp., krzon, kwila, kwosty ‘chwasty’, nie kce, kwolić sie ‘chwalić się’, z wiyrzku, uskniynty. Tego typu formy często można usłyszeć w mowie najstarszego i czasem średniego pokolenia mieszkańców gminy Babice.
10. Zastąpienie sz, ż, cz przez ś, ź, ć w wyrazach obcego pochodzenia i niektórych własnych. Najczęściej sz bywa zastępowane przez ś w wyrazach, w których występuje połączenie szt. Każdy szanujący się mężczyzna wie, że „śtychówkom trzeba kopać tak, żeby się śtyl nie złamał, bo wtedy wąską śtamajzom bieda taki złomek z obsady wyśturchać.” Zaś „dziury w ziemi robi się śtanglom, a kiedy się człowiek zmęczy, to spragniony cały gorcek półlitrowy kompotu wypije od śtycha”. Najstarsi mieszkańcy wsi mówili, że jajka liczy się na śtuki, w sklepie żąda się reśty, a przestępców zamyka się do hereśtu/hareśtu.

Jak można zauważyć, są to przede wszystkim przekręcone wyrazy niemieckiego pochodzenia. Nie powinno to dziwić, skoro jesteśmy na terenie dawnego zaboru austriackiego. Niekiedy jednak wskutek ich dawności w języku trudno się tego domyślić (np. w wypadku starej terminologii związanej z prawem, rzemiosłem i z uprawą roli), a bywa i tak, że do ich brzmienia dopasowywane są wyrazy swojskie. Należy jednak pamiętać, że nie tylko połączenie szt podlegało takiej zmianie: szlślag, ślachta, ślaban, ślompa ‘pijaczyna, ochlaptus’, ślufka; sznśnit, śnice ‘część wozu konnego, przypominająca rozwidloną do litery Y belkę’; czt – w liczebnikach zawierających cztery, czternaście, czterdzieści itp.: śtyry stówki, mioł śtyrdzieści lot; szk – w wyrazie szkło i w wyrazach pochodnych słowotwórczo, np.: śkło, śkiełko od zygarka, śklić okno; w wyrazie szkapa, szkaradny i wyrazach pochodnych: por. tło już staro śkapa, śkarada z niegło; szp – np. śpic, śpara, śprycha. Taka postać wyrazu inna niż w polszczyźnie ustaliła się w wielu innych wyrazach (np. akusierka ‘akuszerka’ i in.); niekiedy dobrze widać, że wynika to z łatwości, z jaką różne cechy wymowy (zmiękczenie w sąsiedztwie miękkiej spółgłoski) utrwalały się w języku, który nie znał pisma: róźnie, źmija, pośli ‘poszli’, uććivy, wreście, noreśćie itp. Z ciekawszych słówek warto wspomnieć o ślywać ‘zlewać’, ślywki ‘zlewki, pomyje’, w których takie miękczenie zawdzięczamy l (dawniej spółgłosce miękkiej), y pochodzi z pochylonej samogłoski e, a *s- zamiast z- w przedrostku, to starodawna pamiątka prasłowiańska.


11. Ścieśnienie a przed końcowym -j w formach 2 osoby trybu rozkazującego i w niektórych innych, podobnie brzmiących połączeniach. Na Śląsku każde kończące wyraz –aj przechodzi w –ej (wymowa taka wciska się od południowego zachodu i zachodu w stronę Krakowa). Warunkiem koniecznym jest to, żeby takie połączenie należało do jednej sylaby. Jeśli jest on spełniony, mamy w gwarze śląskiej: su-chej ‘słuchaj’, za-grej-my, go-dej-cie nóm szczyro prowda ‘mówcie nam szczerą prawdę’, a nawet wczorej, dzisiej i tutej. Jeśli idzie o gwarę badanego obszaru, zjawisko to dotyczy przede wszystkim czasownika dać (dej) i wszystkich utworzonych od niego czasowników (oddej, wydej itd.). Oprócz nich można znaleźć inne potwierdzenia, np.: słuchej, zagrej, czekej, dzisiej. Najprawdopodobniej jest to wynik oddziaływania gwar leżących na zachód od Krakowa (bliższych Śląskowi, gdzie -ej jest powszechne). Sprawa ta jednak nie została do tej pory dokładniej zbadana i przekonywająco uzasadniona (powinno takich form przybywać, w miarę jak zbliżamy się do Śląska), bowiem analogiczne zjawisko występuje bardzo regularnie na Sądecczyźnie, a tam już śląskie wpływy nie sięgają.
12. Wymowa ż / sz w miejsce połączeń r+z, r+s (także w grupie z kolejną spółgłoską).

W zasadzie takie połączenia u starszych mieszkańców wsi były usuwane przez uproszczenie w wymowie całej grupy do spółgłoski „ż” lub „sz”. Najlepiej wyjaśnią to przykłady: Zmażły ‘zmarzły’ mi kwiotki w łogródku; Ale te dzieci zmieżłe ‘zmier-złe’ W języku codziennym spotkać też było można takie formy jak: boszcz ‘barszcz’, w gorzci ‘w garści’ itp.


13. Różnego typu uproszczenia i zmiany w grupach spółgłosek. Za tym enigmatycznym sformułowaniem kryje się spora lista przekształceń i redukcji w połączeniach spółgłosek. Skoncentrujemy się jedynie na wybranych. Dla ułatwienia orientacji wymieniamy je z osobna.

a) regularne upraszczanie na końcu wyrazu grup spółgłosek typu -sł, -zł, -tł, -dł, -kł, -gł itp., np.: pos ‘pasł’, ukrod ‘ukradł’, poszed, zaniós ‘zaniósł’. Uproszczenie to polega na w całości bezdźwięcznej wymowie takiego połączenia spółgłoski i końcowej spółgłoski półotwartej (np. m, n, ń, r, l, ł). Taką wymowę stwierdza się bardzo często w potocznej odmianie polszczyzny. Skoro mówimy potocznie np. Pszemyś ‘Przemyśl’, pomys ‘pomysł’, a nawet pleś ‘pleśń’ czy wiat ‘wiatr’, to nie powinno nas dziwić, że stało się normą w gwarze (mającej generalnie postać języka mówionego).
b) regularne upraszczanie końcowej grupy -ść > -ś

Dotyczy to zarówno czasownikowej końcówki bezokolicznika, jak też zakończonych w ten sposób rzeczowników i liczebników, np.: kłaś ‘kłaść’, niyś ‘nieść’, ‘iść’, spaś ‘spaść’, koś ‘kość’, złoś ‘złość’, sześ ‘sześć’ itp. Doprowadza do zrównania się w wymowie (homonimii) sporej części form bezokolicznika i 2 osoby trybu rozkazującego czasownika, np.: zaniyś a) ‘zanieś!’, b) ‘zanieść’. Zjawisko jest powszechne nie tylko w gwarze okolic Babic, ale i w samym Krakowie (w spontanicznych wypowiedziach, nieprzestrzegających zasad poprawności językowej). Na taką „inwazję” regionalnej wymowy do polszczyzny literackiej w jej krakowskim wydaniu wskazywały już badania z lat 60. minionego wieku. Widzieć w tym trzeba właśnie wpływ gwar okolic Krakowa.


c) regularne upodobnienia w połączeniach t, d, st, zd + sz/rz i tendencja do ich późniejszego upraszczania

Najlepiej pokazać mechanizm upraszczania na przykładach. Przyjrzyjmy się rzeczownikom drzazga, nozdrza i czasownikowi strzelać. Nawet najstaranniejsza wymowa takich połączeń odbiega od tego, co wynika z zapisu ortograficznego, ponieważ spółgłoska t i d zaczyna się nieuchronnie upodobniać do następnej spółgłoski (język przesuwa się nieco do tyłu, w kierunku dziąseł). W rezultacie całe połączenie zbliża się do siebie pod względem sposobu realizacji, by w dalszej kolejności ulec uproszczeniu, por. np.:


drzazga → dż-rzazga → dżazga (wymowa jak dżez i dżem).
Sytuacja trochę się komplikuje, jeśli połączenie tworzy więcej spółgłosek:
strzelać → scz-szelać → sz-cz-szelać → szczelać.

nozdrza → nozdż-ża → noż-dż-ża → nożdża.
W polszczyźnie standardowej taka uproszczona wymowa (typ: dżazga i szczelać, nożdża) uchodzi za niepoprawną. Przypisuje się ją często mieszkańcom Krakowa, co tylko w części jest zgodne z prawdą, bowiem można ją też spotkać w wielu innych miejscach. Dowodem na to mogą być sztucznie brzmiące formy hiperpoprawne wymowy wyrazów typu dżez (*d-żez), dżem (*d-żem), wynotowane z programów TVP.
d) usuwanie podwojonych głosek typu kk i podwajanie s wewnątrz wyrazu.
Któż z nas nie próbował swoich sił w językowych łamańcach, takich jak na przykład: Król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego. Język ujawnia w nich pewną niedoskonałość, niewątpliwie leżącą po stronie jego użytkowników (język jest społecznym narzędziem komunikacyjnym i nie istnieje bez ludzi). W największym skrócie polega to na tym, że powtarzanie w krótkim odstępie czasowym (lub wręcz jedno po drugim) tych samych lub bardzo podobnych głosek jest sprzeczne z nawykami artykulacji, sprawia trudność (por. (Szedł Sasza suchą szosą) i wymaga z reguły specjalnego wysiłku. Gwara reprezentuje żywą mowę, więc i zmiany wywołane ucieczką od opisanej wyżej trudności mają szanse utrwalić się w codziennym zwyczaju językowym. Jak już wspomniano wcześniej, są dwie drogi pozbycia się kłopotliwego połączenia spółgłosek. Jedna to zamiana spółgłoski szczelinowej na zwartą (lub na odwrót), np. chrzan → krzan, chwast → kwast, kto → chto; albo staropolskie: *pletti ‘pleść’→ plestipleść(i) – ale ja plotę. Druga polega na wprowadzeniu spółgłoski możliwie najbardziej różniącej pod względem miejsca artykulacji, czego najlepszą ilustracją mogą być wyrazy miękki, lekki (i ich formy pokrewne). Brzmią one w opisywanej gwarze jako: miyntki, letki, miyntko, letko itd. (ale w zdrobnieniu – owszem: miynkućki/miynkuśki, ale w drugiej grupce spore zamieszanie, widoczne w chwiejności wymowy: obok zgodnego z etymologią2 leguśki/legućki/legutki jest i lekuśki/lekućki/lekutki).

W gwarach Małopolski (od Podtatrza, podnóża Bieszczadów aż po okolice Leżajska i Biłgoraja, nie wyłączając Kielecczyzny) zdarza się wzmacnianie wymowy s3 wewnątrz niektórych wyrazów, np.: do lassa, w leśsie, w bosso, zowiessa ‘zawiasy’ itp. Pamiątkę takiej wymowy pozostawił nam S. Wyspiański w „Weselu”, w budzącym grozę zdaniu: kosy wissom nad boiskiem (Akt I, scena 25).


Opisując płaszczyznę fonetyczną gwary gminy Babice warto jeszcze dodać, że dawniej nie mówiło się Austria, familia itp., tylko Austryjo, famielijo; że wyrazy zakończone na -ń brzmiały jakby kończyły się na -j, np. lyj śmierdzący to leń śmierdzący; że zamiast wielki jest wielgi i blomba zamiast plomba, garło zamiast gardło, lo zam. dla, Hendryk zam. Henryk.

W odmianie rzeczowników typu bez, łeb nie było ruchomego e, czyli – dostoł od matki po łebie (zamiast łbie) mietłom itd.


W ZAKRESIE ODMIANY WYRAZÓW
1. Usuwanie końcówki –u na rzecz –a w dopełniaczu liczby pojedynczej rzeczowników męskich nieżywotnych

W ten sposób ogranicza się wyjątki i ujednolica odmianę: dyszcza downo nie było, do lasa, do woza, do pługa, fora ze dwora itp.


2. Usuwanie końcówki –mi na rzecz –ami w narzędniku liczby mnogiej rzeczowników zakończonych na spółgłoskę miękką

Warto dodać, że także w polszczyźnie ogólnej formy typu dłońmi, końmi, kośćmi, gośćmi, braćmi, gałęźmi, gwoźdźmi itd. stają się z wolna wyjątkami i coraz śmielej przyjmują końcówkę –ami (np. dziś już powie się raczej gwoździami niż gwoźdźmi). Skoro tak dzieje się w polszczyźnie standardowej, nie ma się czemu dziwić, że gwara tak skutecznie pozbyła się wyjątków, por.: kościami, gościami, ludziami, koniami, braciami, ksiyndzami itd. W ten sposób zwycięża w gwarze jedna, za to najbardziej funkcjonalna i wyrazista końcówka odmiany w narzędniku.


3. Obecność archaicznej końcówki –e w dopełniaczu liczby pojedynczej rzeczowników żeńskich zakończonych na spółgłoskę miękką

Idzie tu o takie formy, jak np.: do piwnice, do ziymie, wele studnie ‘koło studni’, pszenice tak nie sioli, jak żyto. Dziś takie ciekawe przykłady można spotkać tylko u najstarszych mieszkańców gminy Babice. Starodawna końcówka –e jest od dawna skutecznie wypierana przez końcówkę –i/–y (do ziymi, do piwnicy) pod wpływem polszczyzny standardowej, która jej już dawno nie zna.




4. Tzw. zaimkowa odmiana czasownika

Polski czasownik ma skomplikowaną odmianę; w niektórych formach wymaga samej końcówki, w innych – słowa posiłkowego (np. będę pisać). Końcówki koniugacji w czasie przeszłym i trybie przypuszczającym są ruchome (por., Już-eś przyszła z powrotem? – zamiast: Już przyszłaś...), a to dlatego, że pochodzą z dawnego słowa posiłkowego być (np. przyszłaś ← *przyszła jeś ‘przyszła jesteś’) i nie do końca zespoliły się z tematem. Oprócz tego, rzecz ciekawa, końcówki 1 i 2 osoby regularnie dublują się z zaimkiem JA i TY (MY i WY w l.mn.) w oznaczaniu osoby mówiącego i jego rozmówcy (por. np. JA + pisz, pisała-m; TY + pisz-esz, pisała-ś; MY + pisz-emy, pisały-śmy). W polszczyźnie (inaczej niż w języku angielskim) zwykle pomija się w takiej sytuacji zaimek (np. Idziemy na lody? zamiast *My idziemy na lody?; Mówiłaś, że do mnie przyjdziesz, nie przyszłaś. zam. *Ty mówiłaś, że *ty do mnie przyjdziesz, *ty nie przyszłaś.). Chyba że chcemy podkreślić, że coś dotyczy tylko nas (lub tylko rozmówcy), a nie kogoś innego (por.: Jak sobie chcesz, ja idę do domu; Dobrze, że ty mnie rozumiesz; My się zimy nie boimy! itp.).

W gwarze krakowskiej widać inną orientację. Z językowej oszczędności wybiera się w czasie przeszłym i trybie przypuszczającym formy jak najkrótsze, równe trzeciej osobie (jo był : on był), ale wymaga to już obowiązkowo zaimka w zdaniu, np.: jo se pomyślała; my jak zjedli, to my od razu poszli spać. Jak na razie zjawisko to ogranicza się do 1 osoby liczby pojedynczej i mnogiej, ale można sobie wyobrazić taką odmianę i w 2 osobie obu liczb (jak w języku rosyjskim, czyli: *ty pomyślała; *wy już zjedli? itp.).

W gwarze zachowały się także zaskakujące nieco formy 1 osoby liczby mnogiej, podobne na pierwszy rzut oka do opisanych wyżej, jednak zachowujące odrębność i – dodajmy – bardzo popularne także w swobodnej mowie mniej wykształconych mieszkańców gminy, np.: bylimy, byłymy, poszlimy, poszłymy itp. Są bardzo kłopotliwe; nawet nie wiadomo, jak je zapisać: razem czy osobno. Ich pochodzenie też jest niejasne. Sądzi się np., że jest to w gwarach pamiątka po starodawnym *bylichmy, *poszlichmy (z usuniętym ch), przypominającym nieco zachowane na Śląsku byłech, robiłach ‘byłem, robiłam’. Nie można też wykluczyć, że to wynik dołączania się zaimka MY do czasownika4


5. Ruchomość końcówek osobowych w formach czasu przeszłego i trybu przypuszczającego

W gwarze wymienione już wyżej końcówki 1 i 2 osoby obu liczb nadal zachowują zdolność odrywania się od tematu i dołączania się do jakiegoś wyrazu z lewej strony (we wcześniejszym kontekście), por. np.: o pionty-m wstała, na targu-m była; placka-m upiekła; jag-em był mały. W języku ogólnym jest to zjawisko coraz rzadsze, a formy typu: ósmam w kolejce stała; ojcam pochował w zeszłym roku; tameś poszła; pączkóweście pojedli u wujenki? itp. brzmią dziś archaicznie. Jak pokazują powieści (np. „Kariera Nikodema Dyzmy” T. Dołęgi-Mostowicza), jeszcze przed II wojną światową było inaczej i gwara pod tym względem nie różniła się aż tak od języka ogólnego.

Koniecznie przy tej okazji trzeba dodać, że jest w gminie Babice zwyczaj wzmacniania takich oderwanych końcówek przez dodanie partykuły że, np. tamżem poszed; chyba żeś sie z gupim widzioł!?; ja żem sie przyszed spytać...; bo żeście nie wiedzieli; ja żem zapomniała zeszytu, proszę pani itp.
6. Uproszczenie (skrócenie) tematów fleksyjnych czasowników typu dźwignąć, krzyknąć w formach czasu przeszłego i trybu przypuszczającego

Zamiast komentarza (dziś także zjawisko to jest żywe) garść charakterystycznych, wszystko wyjaśniających przykładów: zamkłaś drzwi na klucz?; ciongli za nogi; krzykła ze strachu; polłem ‘palnąłem’ go w łeb; ciele sie szarpło i kopło go nogom. Takie odrzucanie cząstki -nę-, -ną- jest też typowe dla polszczyzny potocznej w jej krakowskim wydaniu. Na ten problem zwracają też uwagę poradniki poprawnej polszczyzny.


7. Przyrostek -owa- zamiast ogólnopolskiego -iwa/ywa w odmianie czasownika

Chodzi tu o formę czasownika zbudowaną przyrostkiem -ować zamiast -iwać/-ywać (czyli np. pokazować : pokazuję, według wzoru: malować : maluję). Za szerszym wykorzystaniem jednego lub drugiego wzorca stoją różnice regionalne (-iwać/-ywać jest typowe dla Mazowsza i Kujaw). Nawet w języku standardowym mamy z tym niekiedy problem: jest np. kupować, ale już „po warszawsku” odkupywać. Mówi się więc w gwarze pod Krakowem i w południowej Polsce: zakopować, przeskakować, zapisować, wysłuchować itp. Na Spiszu i na Sądecczyźnie maluję pomieszało się z malować i dało maluwać. Dlatego mamy tam odpowiednio: przeskakuwać, zapisuwać, pokazuwać itd. W gminie Babice takie pomieszanie zatrzymało się niejako w pół drogi i dało (obok zachowanego o, samogłoskę pochyloną (ů): przeskakówać, przesypówać, zgrabówać, okopówać itp. (no i oczywiście malówać itp.). Dzisiejszą pamiątką po tamtych formach odmiany jest „zakonserwowane” z codziennym języku kazować (por. Jo ci sie nie kazuje żynić!).



8. Przyimek bez w miejscu ogólnopolskiego przez

Tak naprawdę, bez i przez mają już od czasów staropolskich zbliżone znaczenie (jak do i ku), co pokazują dobrze stare teksty (np. baranek przez pokalania ‘bez pokalania’). Dlatego konkurowały ze sobą i w języku ogólnym doprowadziło to do specjalizacji znaczenia (bez wskazuje podstawowo na brak, niedostatek czegoś, a przez ma związek z ruchem, przemieszczaniem czegoś). W gwarze to nadal nie jest takie oczywiste: ślimy bez pola; chybnął ‘skoczył’ bez płot; bez cały dziyń rycała ‘płakała’ i in.


9. Wyrównania w odmianie zaimka osobowego ON

Gwara krakowska dąży do ujednolicenia odmiany tego zaimka przez oparcie jej na jednym temacie, a więc mamy ón, óna, óno, óny, óni (jak w języku ogólnym), ale do tego zestawu dochodzą formy dopełniacza i celownika: ónego, óny(j); ónymu, óny(j) itd., także w liczbie mnogiej (ónych, ónym itd.), por. Ónego ni ma, wyjechoł do Hameryki. Oczywiście, taki wzór odmiany ma niewielkie szanse w konfrontacji ze standardową polszczyzną. Warto jednak zapamiętać, iż jeszcze niedawno był tak silny, że doprowadził w gwarze do częściowej przynajmniej odmiany zaimka dzierżawczego (pytanie: czyj?), który w polszczyźnie jest nieodmienny, por., oba jeji dziecka ‘oboje jej dzieci’ , obu jejik dziecek ‘obojga jej dzieci’, z jejimi dzieckami itp. Procesy te zostały powstrzymane wskutek osłabienia pozycji gwary, która przestała służyć jako narzędzie codziennej komunikacji.

dr hab. Kazimierz Sikora, prof. UJ

dr Beata Ziajka, IJP PAN



1 η to n wymawiane w tylnej części języka, jak w słowie bank.

2 Przymiotnik lekki pochodzi z dawnego leg-ki, dlatego mamy lżejszy z wymianą g na ż.

3 Przez przedłużenie spółgłoski, jak w naturalnie wymówionym słowie panna.

4 Zespół De Press nagrał piosenkę „Bo jo cie kochom”, w której widać, że w gwarze można dołączyć zaimek JA po czasowniku, ale dotyczy to tylko sytuacji opowiadania: Wysed jo se łoncke kosić, słónko świyciyło...








©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna